Tajny dziennik. Wypisy.
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano piątek, 2 marca 2012
28 października 1976
Ktoś podszył się pod Andrzejewskiego, skopiował podpis.
Odezwa jak powiedział Wiktor Woroszylski
– w sprawie równouprawnienia mniejszości seksualnych.
Gracja do mnie
- Tam było napisane: homoseksualistów i lesbijek, tylko
W[iktor] W[oroszylski] tak to określił ze względu na ciebie.[1]
9 czerwca 1977
Doszło do mnie z boku, że tłumaczyła [Anula] sobie moje życzliwe
spojrzenie na nią raz zbyt gorąco, raz nie wiadomo dlaczego wrogo. Dziwni mnie
to. Jestem stary chłop. Poza tym chyba ona wie, że nie lubię żadnej gry z
babami. Ale baby takie są. Walą na oślep. Tłumaczą sobie świat na swoim
rozpędzie. (...) Z niejedną babą zaprzyjaźnioną miałem kłopoty z
odchwaszczeniem tej przyjaźni, z bezsensownych sentymentów. Le. dlatego
przyjaźnił się z babami zupełnie starymi, z zakonnicami. Stara Ledera robiła mu
sceny zazdrości, znosiła wielkie fochy Leszka, ale o każdą babę była zazdrosna
niepotrzebnie. W końcu mu po latach zrobiła rozpaczliwe wymówki o gust
seksualny.[2]
23 czerwca 1977
Chciałem zerwać kawałek plakatu z ciekawą dupą męską, ale
się nie udało. Udałem się w głuchoniemy park. Pijak młody wstał z ławki. Pytał
o zapałki. Potem, że szuka swojej paczki. Dałem mu spokój. Milicjant już gdzieś
świecił. Pijak usiadł i zasnął.
W uliczce po ciemku widzę: facet prowadzi przed sobą dużego
psa za tylne nogi w górze. Kiedy doszedłem, pies dyszał, pan obcierał ręce
chusteczką.[3]
10 sierpnia 1977
Ucieszyłem się na widok dwóch mężczyzn trzymających się za
ręce. Ten schemat chłop-baba, chłop-baba wygląda strasznie. Rozmnażalsko.
Chwilami baby wydają mi się natrętnymi istotami. Dobrze, że nastąpiło
wyrównanie ilościowe.[4]
połowa października 1977
Pamiętam raz jak Gracja przed laty powiedziała do mnie:
- Ja się boję, że ty z Leszkiem będziesz miał tak jak
Szaniawski z tą babą, nie oswobodzisz się od niego do końca życia.[5]
po 26 grudnia 1977
[Leszek] Jak który malarz nie robił aktów męskich, to
znaczy, że lubiał baby. A jak ma akt męski, to już znak, że coś. Jak dwa, to
oho. David ma tylu nagich chłopów. Okazuje się, że chłopów lubiał. Prosty
sprawdzian. (...) Rozumiesz?[6]
5 stycznia 1978:
(...) wyszedłem na zimno. Przymarznięty śnieg, wschodni wstręty
wiatr, tramwaj, wysiąście na Marszałkowskiej, sklepy, doznanie jeszcze innego
rodzaju, bo dwóch zajmujących mężczyzn, a właściwie jeden w pewnym miejscu szczególnie interesujący w pewnych
szczegółach. Wróciłem pośpiesznie i pocąc się do domu, z przesiadkami, z podlatywaniami,
bo te przystanki są oddalone coraz bardziej od siebie, ze zbieganiem po
schodach. Bo miałem pewne spotkanie blisko domu, w pewnej sprawie niby to
rozrywkowej. Cel spotkania jednak był
chybiony.[7]
25 stycznia 1978
Niedawno spotkałem na ulicy Henia, który występuje w moim Pamiętniku z powstania jako ten znajomy
spotkany na Miodowej pod koniec Starego Miasta sanitariusz, który wziął nas do
kanałów, mnie, Swena i Zbyszka. Tego Henia spotkałem potem po wojnie. Tak w
zyciu cywilnym to on jest szary, samotny, krząta się dookoła swoich spraw.
Wtedy po wojnie opowiadał mi o swoim przyjacielu, z którym mieszkał na Wolskiej
koło Płockiej, którego ja zresztą znałem, bardzo młodego. Henio był na Starym
Mieście, tamten został na Woli. Niemcy weszli i rozstrzelali wszystkich
mężczyzn. Henio mi mówił, że odkopywał go. I zaczął mi tłumaczyć w pewnej
chwili
- Tutaj jego grób, tam ściana, jak ten ustęp...[8]
[1] s. 233.
[2] s. 362.
[3] s. 368.
[4] s. 382.
[5] s. 423
[6] s. 460.
[7] s. 464.
[8] s. 489.











0 komentarzy:
Prześlij komentarz