Marudzenie o tożsamościMarudzenie o tożsamościO co mi chodzi? O to, czy można kogoś zaszufladkować tylko dlatego, że kochał się z facetem. Jakoś w tych dążeniach politycznych najbardziej niebezpieczną kwestią staje się tożsamość.

Czytaj dalej

Odkryte-zakryteOdkryte-zakryteOni mówią językiem, który uniemożliwia powiedzenie pewnych rzeczy wprost. Dla nich jest to nie na miejscu. To nie są ludzie coming-outów.

Czytaj dalej

"trup...""trup nie należał do żadnej z literackich grup"Mam dość tego cholernego kota co na fejsie nie wie co z sobą zrobić. Polecam coś innego:

Czytaj dalej

I po NS2ŚwiadekWyrok zapadł, jeszcze tylko chwilę poczekamy na pisemne uzasadnienie. Przegraliśmy.

Czytaj dalej

Plus do egoPlus do egoW tym co do tej pory zrobiłem otrzymałem wiele wsparcia, ale i dużo hejtu, który mnie na szczęście niewiele przejmuje.

Czytaj dalej

Rss

Świadek

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 4 stycznia 2012

Katarzyna Szustow zaprosiła mnie do TokFM by porozmawiać o oczekiwaniach wobec ustawy o związkach partnerskich, ale przy tej okazji zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Posłuchajcie pierwszych minut:



To nie było łatwe doświadczenie. Nie to, żebym był zaskoczony, ale jednak obserwowanie tego wyznania było jakieś dziwne. Nie dojdę pewnie teraz dlaczego co i jak, ale taka refleksja. Za to - mamy kolejny coming-out z działu "lgbt-parenting" i coś z tym chyba musimy zrobić.

Kiedyś tu pisałem, że drażnią mnie osoby, które chcą uzyskać jakieś prawa, a nie potrafią się zdobyć na głośne opowiedzenie o sobie. Rozumiem - każdy ma prawo do prywatności, ale to niestety zakłada też milczenie publiki. Walczy się publicznie i na żywych przykładach.

W dalszej części audycji mówimy o rodzicielstwie osób LGBT. Nie umiemy za bardzo o tym mówi, nasza ankieta pokazuje, że adopcję w ustawie częściej popierają osoby heteroseksualne niż homoseksualne! To jest jakiś absurd. Carscy chłopi powtórzę za Sierakiem po raz setny! Cholera by was wzięła! To jest czysty przykład zinternalizowanej homofobii, poddaństwa, pańszczyźnianego stosunku do rzeczywistości.

I czy ja to wina? Moja! Nasza! To wina wszystkich działaczy/działaczek, którzy i które w pewnym momencie przestali/przestały mówić o potrzebie wprowadzenia adopcji do ustawy. To wina tego, że bawimy się w politykę zamiast walczyć o godność.

Nie ma wyjścia, trzeba coś z tym zrobić. Na szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Zaprawdę powiadam wam, 2013 rok ogłaszamy rokiem walki o małżeństwa. Znający mnie wiedzą, że dotrzymuję słowa w takich sprawach. Zobaczymy jak nam pójdzie teraz ze związkami partnerskimi, ale ktoś musi zacząć głośno mówić, że równość w prawie to również dostęp do małżeństw. Inaczej dokładamy tylko cegiełki do budowy muru oddzielającego nas od równości.

22 komentarzy:

Joanna Kasprowicz pisze...

No niestety odnośnie podejścia osób nieheteroseksualnych do adopcji - sama rozmawiałam na studiach z koleżanką, która jest lesbijką a jednocześnie stwierdziła, że uważa, że homoseksualizm nie jest normalny, więc homoseksualiści nie powinni wychowywać dzieci...porażka...

Anonimowy pisze...

Tak Joanno, porażka.

Pary tej samej płci - o ile nie udają, że są 'samotnymi' osobami - nie mają możliwości w praktyce zostać w Polsce nawet tzw. rodziną zaprzyjaźnioną dla osieroconego dziecka. To samo z byciem rodziną zastępczą (nawet gdy występuje o to samodzielnie jedna z osób rodzinę tworzących: tej samej płci), ani też adopcyjną.

Można dokonać tzw. adopcji zarodka korzystając z in vitro - jako następstwo decyzji o powiększeniu rodziny. Tyle, że po urodzeniu dziecka, ta z osób, która nie jest z nim związana biologicznie, z punktu widzenia prawa polskiego, pozostaje dla dziecka OBCĄ osobą (!!!).

Więcej - w wypadku kobiet - korzystając z in vitro, jedna z matek może urodzić i w świetle prawa jest matką biologiczną, druga mimo, iż jest matką genetyczną (!) (z jej komórki jajowej powstało dziecko noszone przez drugą z kobiet), również dla prawa polskiego jest obcą osobą!!!

Niniejszym przyłączam się do walki o małżeństwa w Polsce od 2013 roku.

Anonimowy pisze...

Podpis :)

KaFor

queerguy pisze...

Ledwo 2012 się zaczął a ty już robisz plany na 2013??? ;D
Wydaje mi się, że jeśli wejdą w życie z.p. w 2012 (miejmy nadzieję) to w 2013 będzie można co najwyżej zacząć mówić o małżeństwach bo wszyscy będą tłumaczyć że dostaliśmy co chcieliśmy (bo przecież walczyliśmy o związki partnerskie nie o małżeństwa) to o co nam chodzi.

Wkurza mnie to ciągłe pochylanie łba w pokłonie żeby nie wkurzać posłów. Adopcja nie przejdzie to wykreślamy adopcję, wspólne rozliczanie nie przejdzie to wykreślamy. Jeśli teraz rezygnujemy z pewnych postulatów to jakie mamy szanse na wprowadzenie ich później? Pokazujemy że nie zależy im na nich na tyle żeby o nie walczyć.

Ale to kwestia strategii jaka obieramy.
Czy chcemy byle co, ale już? Czy dobrą ustawę, ale za kilka lat. Osobiście jestem zwolennikiem drugiego podejścia, przy jednoczesnym edukowaniu społeczeństwa w kwestiach tęczowych rodzin i praw człowiek w kontekście osób LGBT

queerguy pisze...

miało być "nie zależy nam", a nie "im" ;)

Anonimowy pisze...

Teraz są nam potrzebne (!) rzeczy całkowicie podstawowe, a to sprawa wywalczenia teraz cywilnych związków partnerskich.

Natomiast nie ma już co czekać by walczyć w pełni o nasza godność, a to znaczy: o równośc małżenstw. Nie stanie się to z dnia na dzień. 2013 będzie właśnie rokiem 'mówienia' o tym.

KaFor

JaneDoe pisze...

Zgadzam się z przedmówcą. Wszystkiego na raz nie dostaniemy, na wszystko potrzeba czasu, zwłaszcza w tak staroświeckim kraju jak Polska, co muszę przyznać z przykrością...

Graf Cagliostro pisze...

Ja też się zgadzam - jeśli mamy do wyboru ustawę, która nie przejdzie (z adopcją) i ustawę, która ma duże szanse, żeby przejść (bez adopcji), to wybieram tylko tę drugą.


Walka o małżeństwa homo to plan dalszy. Widzimy dobrze, że regułą jest, że małżeństwa homo są uznawane tylko w tych krajach, w których przedtem uznano związki partnerskie/ konkubinaty. We Francji czy Niemczech też nie ma małżeństw homo. Póki co tego u nas w Polsce nie mamy nawet związków, więc na małżeństwa nie mamy szans. Zwłaszcza, że do tego trzeba by zmieniać konstytucje, co jest nie takie proste, jak przepchnięcie ustawy o związkach. W każdym razie wolę tę ustawę o związkach niż czekanie przez najbliższą dekadę i słuchanie rechotu homofobicznych posłów i zarzutów typu "Sami nie wiecie, czego chcecie".

gadugadanie pisze...

Ej, ale co zrobiła, bo ja nie mogę tego wyłapać?

PLUTO pisze...

A może po prostu nieheteroseksualiści wypełniający ankiety w większości nie uważali adopcji za coś im potrzebnego, bo w większości nie planują posiadania dzieci (mniejsza o to co jest przyczyną a co skutkiem). Zaś heteroseksualiści skoro już wypełnili ankietę o lgbt to już ten fakt sam w sobie świadczył o przychylności tych konkretnych osób. Dodatkowo z natury rzeczy (piszę to świadomie) częściej uważają posiadanie dzieci za naturalną potrzebę bez względu na orientację.

alexanderson pisze...

Ja też słuchałem dwa razy i dalej nie wiem, co takiego zrobiła prowadząca...

Anonimowy pisze...

kurcze, no właśnie ja też nie wiem, pomóżcie :)

Ra pisze...

Wszystko jeśli chodzi o adopcję w Polsce powinno zostać zmienione. Uzyskanie dziecka w taki sposób graniczy z cudem. Moi znajomi ( heteroseksualne małżeństwo ) walczyli o dziecko 4,5 roku i nie dostali go, bo mieli o 4 m2 za małą powierzchnię mieszkania. Osobą samotnym też zamyka się drogę do adopcji. Oficjalnie mogą się o nią starać ale w praktyce jest z tym wielki problem. Najwidoczniej ludzie 'od górni' uważają iż dla dziecka lepsze jest spędzenie dzieciństwa w domu dziecka, niż zaznanie miłości rodziców/rodzica w ciepłym domu, w końcu ich zdaniem 'zbyt małe' mieszkanie czy 100 zł mniej pensji niż oczekują to bariera nie do pokonania.

Ra pisze...

Osobiście nie uważam jakiegokolwiek małżeństwa, czy to homo czy hetero za konieczne. Takie moje zdanie jeśli kogoś kocham, nie potrzebuję na to papierka. Ale zdaję sobie sprawę, że zgoda na małżeństwa czy związki partnerskie w świetle prawa dużo za sobą niesie, więc życzę Wam powodzenia i wytrwałości w dążeniu do celu.

gadugadanie pisze...

@Ra Sądy w Polsce rzadko decydują o pozbawieniu władzy rodzicielskiej, więc dzieci, które mogłyby być adoptowane jest po prostu niewiele i to jest największy problem. Dajemy rodzicom szansę w zasadzie bez końca, ale nie robimy nic, żeby tym rodzinom biologicznym pomóc.

lingwistka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
lingwistka pisze...

Chyba jednak nie ma tego w nagraniu, ale było na antenie. Bardzo miła wiadomość :)

JaneDoe pisze...

@Ra A co jeśli Twój partner lub partnerka poważnie zachoruje i nie będziesz mógł/mogła o nim/niej nic się dowiedzieć bo prawnie jesteście osobami obcymi?

lingwistka pisze...

Jeśli ktoś żyje w związku z drugą osobą i twierdzi, że ją kocha, ale niepotrzebny mu jest do tego żaden papierek, to tak naprawdę albo jest bardzo młody, albo nie obchodzi go los partnera czy partnerki w wypadku choroby, bezrobocia lub śmierci. Nawet z ust osób nieheteroseksualnych można usłyszeć: "Mnie związki partnerskie nie interesują, bo wiele istotnych spraw można sobie załatwić w ramach istniejącego prawa". Można? Czy można sobie w tych ramach załatwić dziedziczenie bez podatku? Czy można otrzymać emeryturę po zmarłym partnerze? Czy twój partner zostanie objęty ubezpieczeniem zdrowotnym, jeśli straci pracę lub zachoruje? A co, jeśli ta bez papierka kochana osoba będzie musiała zeznawać w sądzie jako świadek przeciwko tobie albo ty przeciw niej? Bez uregulowanej sprawy adopcji, w wypadku śmierci rodzica biologicznego, jego dziecko zostanie ci odebrane, bo według prawa będziesz dla niego obcą osobą.

Ra pisze...

Lingwistka - przeczytaj może mój post raz jeszcze, pisałam -Ale zdaję sobie sprawę, że zgoda na małżeństwa czy związki partnerskie w świetle prawa dużo za sobą niesie- bardzo dobrze sobie zdaję sprawę z tego co piszesz. Jeśli o miłość chodzi takie związki nie są ważne, prawo to co innego, dlatego życzę powodzenie w bitwie o takie prawa, bo każdemu człowiekowi się należą. the end

lingwistka pisze...

@Ra - Przeczytałam dokładnie przed napisaniem komentarza. Jedynie wyraziłam swoją opinię. Zgadzam się, że papierek do miłości nie jest potrzebny. Przeważnie przydaje się właśnie wtedy, gdy uczucia wygasną, bądź jedna ze stron przeniesie się w zaświaty lub w ludzi trafią inne nieszczęścia.

mma91 pisze...

Mój chłopski rozum podpowiada, że w negocjacjach zawsze stawia się wygórowane żądania. Prezentując projekt ustawy o związkach partnerskich bez możliwości adopcji etc. dostaniemy coś w stylu projektu SLD i GI (dlaczego coś? bo ustawą o związkach partnerskich trudno to bowiem nazwac) o ile nie jeszcze mniej.

na marginesie
Jaki jest sens walki o legalizację związków partnerskich (abstrahując już od zagadnienia możliwości ich wprowadzenia - arytmetyka, arytmetyka Panie i Panowie...) skoro nadal będzie istniała dyksryminacja osób LGBTQ?
Moim zdaniem od razu powinniśmy eksponowac swoje wszystkie żądania: małżeństwo, adopcje etc.
Na paradzie zamiast baneru "żądamy ustawy o związkach partnerskich" powinien byc zwyczajny baner: "żądamy prawa do małżeństw"... Mnie osobiście bardziej interesuje walka o to drugie...
Po co walczyc o substytut?!

Prześlij komentarz