"Krew pomieszana ze spermą"
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano środa, 25 stycznia 2012
3 sierpnia 1944 roku Jarosław Iwaszkiewicz notuje w dzienniku:
Wczoraj przyszło dwóch przemoczonych do nici rozbitków z Ochoty, jeden z nich mój serdeczny przyjaciel Wacek M. (...) Wacek z kolegą dostali się do mnie i poszli potem dalej. Wacek ma żonę w Kazimierówce.
Czytając wydane nakładem Czytelnika „Dzienniki” pisarza łatwo pominąć ten epizod. Wracamy do niego dopiero po tym, co – niejako w uzupełnieniu do wklejonego do dziennika nekrologu Wacława Mili – napisze Iwaszkiewicz w 1975 roku:
Wacek Mila! Ze zdziwieniem przeczytałem lata, sześćdziesiąt cztery! Dzieci, wnuki, itd. Dla mnie to zawsze dwudziestoczteroletni chłopiec, niespecjalnie piękny, ale bardzo przystojny, o przepięknym ciele, który odegrał w moim życiu sporą rolę. Był bardzo męski i bardzo dobry, uczynny, nic mnie nie kosztował, lubił miłość i był już wtedy, gdyśmy naszli na nasze sposoby, nadzwyczajmym, namiętnym kochankiem. Już nie pamiętam, jakeśmy się poznali. Po prostu na ulicy, był granatowym policjantem. Był po męsku czuły i bardzo delikatny. Był „największym” moim kochankiem. Przychodził na Kredytową i wtedy nam nie bardzo dobrze szło. Ale zatelefonował do mnie, kiedy był u mnie Lenczewski wilią swojego samobójstwa. Nic nie wiedziałem, ale widziałem jego zdenerwowanie i potężnie się bałem. Telefon Wacka był jak zbawienie. Powiedziałem głośno: „Przychodź zaraz!”. I mam wrażenie, że to mi ocaliło życie; jestem pewien, że Lenczewski nosił się z myślą zastrzelenia nie siebie, tylko mnie i zrzucenia na mnie winy defraudacji. Już przygotowywał grunt pod to! Wacek był w AK. (...) Ślub jego we wrześniu 1943 roku to także cała epopeja, pożegnanie w knajpie (pamiętnej) na Nowogrodzkiej przy Brackiej, cała atmosfera Sławy i chwały trzeciego tomu. Bardzo czule wspominam to życie. Bardzo było intensywne. Krew pomieszana ze spermą, wóda i pierwszorzędne wina. Bardzo kochałem (niby to) Wacka. Potem próbowałem nawiązać kontakty, nic nie wychodziło.
Wacław Mila urodził się w 1911 roku, więc poznanie się Jarosława i Wacka nastąpiło w 1935 roku, co ciekawe – nigdzie w dzienniku Iwaszkiewicz nie wspomina o przyjacielu, jak i niewiele pisze o samobójstwie Lenczewskiego i jego defraudacji. A chodziło o sprawę niebagatelną – Lenczewski od 1932 roku był administratorem Stawiska, miał klucze do tamtejszego sejfu i zdefraudował pieniądze Hanny Iwaszkiewicz. Samobójstwo popełnił w 1938 roku. Niewiele więcej dowiadujemy się z innych opublikowanych dokumentów (wciąż czekamy na kolejny tom listów Jarosława i Anny Iwaszkiewiczowej z d. Lilpop), a sprawa wydaje się być niesłychanie interesująca. Sądząc po opisach Iwaszkiewicz był ekhm... „kochliwy”, a może po prostu – szczery?
źródła:
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, oprac. A. i R. Papiescy, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2007, s.251. Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980, oprac. A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2011, s. 457.
Wczoraj przyszło dwóch przemoczonych do nici rozbitków z Ochoty, jeden z nich mój serdeczny przyjaciel Wacek M. (...) Wacek z kolegą dostali się do mnie i poszli potem dalej. Wacek ma żonę w Kazimierówce.
Czytając wydane nakładem Czytelnika „Dzienniki” pisarza łatwo pominąć ten epizod. Wracamy do niego dopiero po tym, co – niejako w uzupełnieniu do wklejonego do dziennika nekrologu Wacława Mili – napisze Iwaszkiewicz w 1975 roku:
Wacek Mila! Ze zdziwieniem przeczytałem lata, sześćdziesiąt cztery! Dzieci, wnuki, itd. Dla mnie to zawsze dwudziestoczteroletni chłopiec, niespecjalnie piękny, ale bardzo przystojny, o przepięknym ciele, który odegrał w moim życiu sporą rolę. Był bardzo męski i bardzo dobry, uczynny, nic mnie nie kosztował, lubił miłość i był już wtedy, gdyśmy naszli na nasze sposoby, nadzwyczajmym, namiętnym kochankiem. Już nie pamiętam, jakeśmy się poznali. Po prostu na ulicy, był granatowym policjantem. Był po męsku czuły i bardzo delikatny. Był „największym” moim kochankiem. Przychodził na Kredytową i wtedy nam nie bardzo dobrze szło. Ale zatelefonował do mnie, kiedy był u mnie Lenczewski wilią swojego samobójstwa. Nic nie wiedziałem, ale widziałem jego zdenerwowanie i potężnie się bałem. Telefon Wacka był jak zbawienie. Powiedziałem głośno: „Przychodź zaraz!”. I mam wrażenie, że to mi ocaliło życie; jestem pewien, że Lenczewski nosił się z myślą zastrzelenia nie siebie, tylko mnie i zrzucenia na mnie winy defraudacji. Już przygotowywał grunt pod to! Wacek był w AK. (...) Ślub jego we wrześniu 1943 roku to także cała epopeja, pożegnanie w knajpie (pamiętnej) na Nowogrodzkiej przy Brackiej, cała atmosfera Sławy i chwały trzeciego tomu. Bardzo czule wspominam to życie. Bardzo było intensywne. Krew pomieszana ze spermą, wóda i pierwszorzędne wina. Bardzo kochałem (niby to) Wacka. Potem próbowałem nawiązać kontakty, nic nie wychodziło.
Wacław Mila urodził się w 1911 roku, więc poznanie się Jarosława i Wacka nastąpiło w 1935 roku, co ciekawe – nigdzie w dzienniku Iwaszkiewicz nie wspomina o przyjacielu, jak i niewiele pisze o samobójstwie Lenczewskiego i jego defraudacji. A chodziło o sprawę niebagatelną – Lenczewski od 1932 roku był administratorem Stawiska, miał klucze do tamtejszego sejfu i zdefraudował pieniądze Hanny Iwaszkiewicz. Samobójstwo popełnił w 1938 roku. Niewiele więcej dowiadujemy się z innych opublikowanych dokumentów (wciąż czekamy na kolejny tom listów Jarosława i Anny Iwaszkiewiczowej z d. Lilpop), a sprawa wydaje się być niesłychanie interesująca. Sądząc po opisach Iwaszkiewicz był ekhm... „kochliwy”, a może po prostu – szczery?
źródła:
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, oprac. A. i R. Papiescy, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2007, s.251. Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980, oprac. A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2011, s. 457.



















1 komentarzy:
fu cytat....
Prześlij komentarz