I po NS2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano piątek, 27 stycznia 2012
Wyrok zapadł, jeszcze tylko chwilę poczekamy na pisemne uzasadnienie. Przegraliśmy, co było do przewidzenia. Sąd stwierdził, że w takiej sytuacji nie ma szans by legitymację do pozwania miały osoby LGBT, bo mowa w artykułach była o grupie a nie o osobach wymienionych z imienia i nazwiska. Do tego dodał kilka bzdurnych zdań o wolności słowa, która w jego rozumieniu oznacza przyzwolenie na zrównywanie osób LGBT z zoofilami. Cóż - a to Polska właśnie.
To były trudne dwa lata. Trzeba było walczyć z pismami, zdobywać adresy, później pilnować terminów i pism. Przekonywanie ludzi, że trzeba walczyć w sądzie było chyba najtrudniejsze. Ile się naczytałem o tym, że nie mamy poczucia humoru (i to na homiczych portalach) to moje.
Nie mam wielkich pretensji o wyrok - spodziewałem się czegoś w tym rodzaju i był to eksperyment by sprawdzić chyba po raz pierwszy czy nasze przypuszczenia się odzwierciedlą w wyroku.
Nie czuję się po tym wszystkim najlepiej. Mimo wszystko mam wrażenie, że nie tylko walczymy z wiatrakami ale i wsparcie, które mamy jest na słabym poziomie. Gdyby nie to, że wciąż jesteśmy uwikłani - i ja jestem - w różne sprawy, w których musimy współpracować, to opisanie tego jak de facto olewamy się wzajemnie i jak udajemy, że coś robimy, czy czynimy gesty przyjaźni po to by później móc odnotować "pomagamy" byłoby przykre dla wielu osób.
Nie umiemy pracować razem. Każdy chce osiągnąć swój cel, trochę nie patrząc na to, że są cele wspólne. Doskonałym efektem tego są dwie propozycje ustawy o związkach partnerskich.
Nasza Sprawa 2 to była dla mnie szkoła tego, że można - cudem - doprowadzić do procesu, ale już za żadne skarby nie można doprowadzić do tego by wsparcie było realne, a nie deklaratywne. Trochę jestem zmęczony tym dziękowaniem "wszystkim, którzy nas wsparli". Tłumy to nie są.
I ludzie niby chcą zmiany?



















12 komentarzy:
W swoim czasie dokładnie tłumaczyliśmy wam na Gaylife, że szkoda czasu i energii, że nie macie legitymacji czynnej do pozwania Rzepy, ani dobrego prawnika. Wskazywalismy kogo warto było pozwać z jakąś szansą na sukces - księdza Trytka. Ale wy byliście mądrzejsi i zmarnowaliście dwa lata, mnóstwo czasu, energii i entuzjazmu na z góry przegraną sprawę. Szkoda. J.
Drogi j., przypomnij mi proszę, kiedy ks. Trytek odniósł się do mnie i Michała imiennie? Bo chyba coś mi umknęło. A w świetle wyroku tylko imienne wskazanie daje szansę. Żadne tam bycie rozpoznawanym jako przedstawiciel obrażonej grupy, twarz w mediach itp. nie działa. Imię i nazwisko.
czyli sam fakt przynaleznosci do danej grupy nie wystarcza, by sie czuc obrazanym? Czyli żyd nie może wystapic w swojej obronie, jesli ktos obraża Żydow, o ile nie jest wymieniony z nazwiska?? Niezaleznie od wyroku, dzieki Abiekt + caly team, ktorego w calosci nie znam, za ten wysilek. Na prawde sie liczy, i warto. Pozdrowienia M.
Mam sporo sympatii dla autora i tego co robi, ale bym się chyba bardziej przejął, gdyby Krauze został skazany za ten rysunek.
Dzięki za Waszą walkę i niezłomną postawę!
Wojtku,
Wiesz, że rzadko komentuję ;) Ale tym razem chcę. Po 1. gratuluję odwagi, uporu i wytrwałości. Tak szczerze. Ja mam za sobą kilka spraw administracyjnych przeciw Uniwersytetowi Warszawskiemu, więc wiem jaka to - za przeproszeniem - rzeźba w gównie. Za cierpliwość i chęci: szczere gratulacje. No i musisz przyznać, że wiele się człowiek uczy w trakcie takich spraw, prawda? :)
Po 2. nie ma "wspólnego celu". Sam czasem piszesz (chyba podkreśla to także trzyczęściowy), że nie jesteśmy w zasadzie środowiskiem LGBTQ ale środowiskami LGBTQ. Jakieś dwa lata temu straciłam przekonanie, że mamy jedną, wspólną sprawę. Nie mamy. I nie ma się co na to obrażać - demokracja to ścieranie się różnych wizji na jeden temat. Stąd nie ma się co stresować, że ktoś-tam Ciebie/Was krytykował za pozywanie Rz. Dla niektórych totalnie rozumiana wolność słowa jest ważniejsza niż walka z homofobią mówioną i w imię tej wolności słowa chcą przyzwalać na działania, które dla Ciebie/Was są homofobiczne.
Po 3. zgadzam się, że często działania różnych osób/grup/organizacji to udawanie, że współpracujemy. Tak jest. Wydaje mi się, że źródła tego są dwa. Jedno, to wola podtrzymywania przeświadczenia, że mamy "wspólną sprawę" (albo chęć odnalezienia się w dyskursie, w którym takie coś nadal istnieje i żeby móc w owym dyskursie funkcjonować, trzeba się zgadzać na istnienie wirtualnej wspólnej sprawy). A drugie to kwestia osobistych animozji. Wiesz przecież, że organizacje są nieliczne osobowo i niewiele się w ich władzach przez lata zmienia. A nawet jeśli się zmienia, to często twarzą organizacji/grupy pozostaje ta sama osoba. A jak jest mało ludzi, to łatwo o kłótnie. I te powodują, że potem organizacje - które oficjalnie sobie niechęci okazywać nie chcą/nie mogą - robią to poprzez puste gesty, które (znów) mają im pozwolić zachować pozory uprawniające do istnienia w polu dyskursywnym, jakim jest "działalność ngo na rzecz LGBTQ". Nie wiem czy to jasno opisałam i się wyraziłem odpowiednio?
->JP
Oj, jakże odpowiednio...
Moim skromnym zdaniem, niezależnie od tego, kto był za, a kto przeciw pozywaniu Rzepy, jak się już wzieliśmy za tą sprawę, to trzeba ją skończyć.
Do do pierwszego - postu, chciałam przypomnieć, że w naszej sprawie I też nikt nikogo nie obraził imiennie, a się udało.
Tak się zdenerwowałam, że aż obudziłam bloga: http://gadugadanie.blogspot.com/2012/01/nasza-sprawa-nadal-nasza.html
A w orzecznictwie sądowym właśnie grzebię.
P>S> Sory, że tak edytowałam, ale coś mi się przypomniało.
Nie, Trytka nie należało pozywać w procesie cywilnym, lecz zawiadomić prokuraturę, że nawoływał do popełnienia przestępstwa (art. 255 kk).
No to może właśnie to Szanowny Anonimowy mógł zrobić. Otwarte forum zrobiłoby swoje, Ty swoje, byłaby robota podwójnie zrobiona = dwa razy większa szansa na efekt.
Prześlij komentarz