Gniazdo rozpusty
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano środa, 30 listopada 2011
Nie mam siły na własne wpisy, zatem cytacik:
Władze policyjne wykryły ostatnio olbrzymią szajkę zboczeńców, którzy urządzali wstrętne origie i deprawowali młodzież, używając ją do swych ohydnych praktyk.
Wiele jeszcze jednak tego rodzaju spelunek ukrywa się przed okiem władz.
W jednym z domów przy ulicy Wierzbowej wspaniały 7-pokojowy apartament zajmuje jeden ze znanych przemysłowców warszawskich.
Brunet szpakowaty, wysoki, lat około 50, ubiera się nadzwyczaj starannie i elegancko. Obraca się w najwytworniejszem towarzystwie, odwiedza najelegantsze lokale stolicy.
W pięknie urządzonem jego mieszkaniu co czwartek odbywają się wyrafinowane bachanalje, okryte zazdrośnie mrokiem tajemnicy, przed okiem niepożądanych „intruzów”.
W salonie u niego zbiera się towarzystwo wyłącznie męskie. Progów tego mieszkania od wielu już lat nie przekroczyła żadna kobieta.
Salon i dwa przylegające do niego gabineciki urządzone są nadzwyczaj wykwintnie. Ściany zawieszone są cennemi obrazami, bowiem wytworny właściciel lubuje się w kolekcjonowaniu dzieł sztuki.
Pod ścianami ustawione są wygodne kanapki, wszędzie moc porozrzucanych w artystycznym nieładzie poduszek. Na stolikach leżą całe stosy pornograficznych fotografji i rysunków, sprowadzonych z Paryża.
W czasie owych zebrań pokój zalega półmrok, wszystkie lampy są przyćmione, umieszczeni w sąsiednim pokoju mandoliniści przygrywają dyskretnie.
Przyjęcia te są bardzo wystawne: czarna kawa, najdroższe wina i likiery, bywają dnie, że szampan leje się nieomal strumieniami.
Przy czarnej kawie ktoś z obecnych wygłasza najświeższy swój ulubiony utwór o treści wybitnie pornograficznej.
Goście rekrutują się z najelegantszych sfer stolicy.
Częstym bywalcem salonu jest znany artysta kabaretowy...
W związku z ostatnimi aresztowaniami szajki zboczeńców, wśród bywalców wytwornej spelunki wynikł popłoch. Podobno „klub” ma być przeniesiony gdzieś na prowincję blisko Warszawy.
Gniazdo rozpusty w wytwornych apartamentach w Warszawie, „Dziennik Białostocki” 1927, nr 342, s. 3.
Władze policyjne wykryły ostatnio olbrzymią szajkę zboczeńców, którzy urządzali wstrętne origie i deprawowali młodzież, używając ją do swych ohydnych praktyk.
Wiele jeszcze jednak tego rodzaju spelunek ukrywa się przed okiem władz.
W jednym z domów przy ulicy Wierzbowej wspaniały 7-pokojowy apartament zajmuje jeden ze znanych przemysłowców warszawskich.
Brunet szpakowaty, wysoki, lat około 50, ubiera się nadzwyczaj starannie i elegancko. Obraca się w najwytworniejszem towarzystwie, odwiedza najelegantsze lokale stolicy.
W pięknie urządzonem jego mieszkaniu co czwartek odbywają się wyrafinowane bachanalje, okryte zazdrośnie mrokiem tajemnicy, przed okiem niepożądanych „intruzów”.
W salonie u niego zbiera się towarzystwo wyłącznie męskie. Progów tego mieszkania od wielu już lat nie przekroczyła żadna kobieta.
Salon i dwa przylegające do niego gabineciki urządzone są nadzwyczaj wykwintnie. Ściany zawieszone są cennemi obrazami, bowiem wytworny właściciel lubuje się w kolekcjonowaniu dzieł sztuki.
Pod ścianami ustawione są wygodne kanapki, wszędzie moc porozrzucanych w artystycznym nieładzie poduszek. Na stolikach leżą całe stosy pornograficznych fotografji i rysunków, sprowadzonych z Paryża.
W czasie owych zebrań pokój zalega półmrok, wszystkie lampy są przyćmione, umieszczeni w sąsiednim pokoju mandoliniści przygrywają dyskretnie.
Przyjęcia te są bardzo wystawne: czarna kawa, najdroższe wina i likiery, bywają dnie, że szampan leje się nieomal strumieniami.
Przy czarnej kawie ktoś z obecnych wygłasza najświeższy swój ulubiony utwór o treści wybitnie pornograficznej.
Goście rekrutują się z najelegantszych sfer stolicy.
Częstym bywalcem salonu jest znany artysta kabaretowy...
W związku z ostatnimi aresztowaniami szajki zboczeńców, wśród bywalców wytwornej spelunki wynikł popłoch. Podobno „klub” ma być przeniesiony gdzieś na prowincję blisko Warszawy.
Gniazdo rozpusty w wytwornych apartamentach w Warszawie, „Dziennik Białostocki” 1927, nr 342, s. 3.
Zdechłe newsy
0
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano wtorek, 29 listopada 2011
Cóż...:
Bardzo lubię zdjęcia z róznych stocków wykorzystywane do homiczych działań. Cóż... panowie równie udanie mogą reklamować proszek do prania.
To, że strona zadziała w styczniu, gdy już doczekamy nowej "Repliki" to nic przy tym, że w numerze wrześniowo-październikowym reklamowana i (!) recenzowana była książka AdPublik o seksie lesbijskim. Książki do dziś nikt nie widział poza recenzentami naszego pisemka.
Tryb wydawniczy "Repliki" utrudnia zgranie się z reklamodawcami i wydawcami, ale te dwie historie pokazują raczej głupotę reklamodawców niż redakcji.
ps. Nie rozumiem Tongariro. To jeden ze stałych tematów rozmów wśród osób robiących "coś" dla LGBT. Wydają ciekawe filmy, robią fajne rzeczy, ale gdy rozpytywałem wśród osób piszących o filmach, czy redagujących strony LGBT, czy byli zaproszeni na jakąkolwiek premierę filmu (a takowe były), to słyszałem ekhm... gorzkie żale. Nie ukrywam - o niebo lepiej dba o nas MayFly, który zawsze ma jakieś dvd na konkursy i świetną opinię wśród blogujących/redagujących. Z własnego doświadczenia wiem, że nie wystarczy robić "fajne" rzeczy, trzeba jeszcze "fajnie" się prezentować. Tongariro ma wciąż z tym problem, choć prawdę mówiąc to nie wiem czemu...
Józefa Joteyko
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano
Więcej o nienormatywnych relacjach słynnej polskiej naukowczyni na Homiki.pl
Trans-story
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano czwartek, 24 listopada 2011
Coś optymistycznego
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano
Jestem ciekaw co wpadnie w najbliższych dniach, póki co mam z tego niezły ubaw. Zastanawiam się jak mogę znieważyć zakaz pedałowania. Mam pomysł - wydrukujmy tysiąc chusteczek z tym znakiem i chodźmy na Pola Mokotowskie zbierać gówna po psach. Co wy na to?
HIV czy software
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano niedziela, 20 listopada 2011
Pierwszy kalendarz wydany we współpracy z Agencją Interaktywną Spinacz.com, prezentowany jest pod nazwą "Ze mną..." i nawiązuje do aktualnych haseł Światowej Kampanii AIDS - "Getting to Zero" ("Dążymy do zera"). Drugi kalendarz, który jeszcze powstaje, jest wspólną inicjatywą Zjednoczenia i najbardziej popularny polskich Drag Queens, które w ten sposób pragną zademonstrować swoje poparcie dla profilaktyki HIV/AIDS w środowisku MSM.
Mam nadzieję, że drugi kalendarz będzie czymś bardziej oryginalnym, bo w pierwszy możemy znaleźć takie zdjęcie:
Zastanawiałem się co to zdjęcie jeszcze reklamowało, oto wyniki:
Kolejne:
I inny przykład wykorzystania:
Szczytne idee powinny być realizowane przy pomocy bardziej oryginalnych pomysłów.
Refleksja na dzień "święty"
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano
Przypatrzcie się temu co się dzieje na "zachodzie". Protesty - wybijane szyby w sklepach, zniszczone samochody, pogięte lampy, trotuar w ruchu. U nas - poturbowane media, kilka kostek poleciało, sklepy się obroniły. Myślicie, że to dobrze? Nie zgodzę się. Świadczy to o tym, że jesteśmy społeczeństwem "na dorobku", które do prawdziwego buntu przeciw systemowi nie dojrzało. U nas nawet skrajni "bandyci" szanują "własność"! Przypominam sobie szczyt G20, podczas którego Świętokrzyska się zabarykadowała, a w ostateczności garstka alterglobalistów przeszła nie czyniąc żadnych większych szkód. Jeszcze może związkowcy potrafią zrobić rozróbę.
Wniosek? Z jednej strony to bardzo fajnie, że jesteśmy tacy grzeczni, z drugiej - to w jakiś sposób odpowiada na pytanie, czemu nie ma polskich "oburzonych". Nie ma i jeszcze przez jakiś czas nie będzie. U nas największa siła "anty" to Palikot, to establishment, który postanowił wejść w struktury władzy. Czy ktoś sobie w Polsce wyobraża, że można zrobić rewolucję nie sięgając po metody demokratyczne? Nie. To jest skrajnym efektem braku zaangażowania, braku potrzeby zmiany, braku kapitału społecznego.
Ulica jest wyzwaniem. Opanować ulicę jest trudno, ale ktoś to musi zrobić. Można to zrobić stosując rozmaite środki. Ciekawe kiedy standardy "zachodnie" wejdą u nas w życie.
To tak trochę contra tego, że ubolewamy nad metodami stosowanymi przez "faszystów" i "Niemców". Nie ma nad czym ubolewać, zastanowić się raczej należy nad tym czym jest bunt i dlaczego w polskich warunkach wygląda on tak a nie inaczej.
Osobiście jest mi wszystko jakimi metodami się walczy. Nie wezmę w tym udziału, teoretyzuję. Najważniejsze jest dla mnie byśmy pomyśleli o sobie jako o sile sprawczej. Sądząc po tak dobrym wyniku Palikota i tym, że tak szybko z "ruchu" stało się to "partią", można wnioskować, że do prawdziwego wkurwu, który jest jednocześnie antyreprezentacyjny jest nam daleko. A trochę szkoda.
Dowcipy o lesbijkach... sprzed 87 lat.
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano środa, 16 listopada 2011
- Co to takiego ta Lesbijska?
- Pewnie żona jakiegoś... degenerała
Czy Sadowska od dawna bywa na tym Lesbosie?
Od chwili, kiedy się rozczarowała do... męskiego „mogę”.
Czy Lesbijki też biorą rozwody? pyta ciekawie młoda rozwódka.
- Owszem, odpowiada jej sąsiad, po nocy spędzonej w łożnicy – na cały dzień!
A czemu tam się schodziło więcej starych bab, niż młodych panienek?
- Co do liczby?
- Tak.
- Bo zawsze jest więcej chętnych do brania, niż do... dawania!
Od czasu procesu Sadowskiej mężczyźni będą już zazdrośni nie tylko o przyjaciół, ale i o przyjaciółki.
źródło: d., Z rozmówek procesowych (Sadowska contra Plewiński), „Eroticon” 1924, nr 3, s. 15.
I obrazek:
Po 11
49
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 15 listopada 2011
W ostatniej chwili postanowiłem nie brać w tym udziału. Wiedziałem czym to się skończy (ok, skali nie przewidziałem) i stwierdziłem, że nie chce mi się później zastanawiać nad tym, kogo i co poparłem, a z czym "walczyłem".
Zamieszanie jest większe niż rok temu, ale po raz kolejny okazało się, że jeśli prawo mówi, że legalny marsz ma prawo przejść, to żadne blokady nie pomogą. Jakimi metodami zostało to osiągnięte to już inna sprawa i warto by ją rozliczyć. Jestem za tym by nigdy już nie mieszać tęczowej flagi do takich blokad. Bo ta tęczowa flaga przed Paradą będzie krzyczała, że chcą ją zablokować. Bo to ona ma prawo, bo to ona jest "lepsza". Jest, ale jest też narażona na to, by zamiast tworzyć coś pozytywnego, była zakładnikiem walki o "nasze ulice".
Wiem, że radykalizuję się ostatnio, ale jeśli przez najbliższe miesiące będziemy słyszeć o wzroście homofobii to będziemy mogli za to dziękować właśnie blokadom. Ok - może inaczej. Dzięki blokadzie puściły bezpieczniki poprawności politycznej. Może więc zasługą Kolorowej Niepodległej - największą i chyba niepodważalną - jest obnażenie instynktów, które tkwią w faszystach, nacjonalistach, konserwatystach i wszystkich, którzy uważają, że Polska tylko pod pewnymi znakami jest Polską. A to, że dostaniemy rykoszetem jest wartością - oto znowu będziemy mogli uciec się do martyrologii pedalskiej, którą przecież lubimy, bo prowadzi nas ona do uznania, że mamy prawo do związków partnerskich, do prawnej ochrony naszej godności.
Gdy mówimy o depenalizacji posiadania narkotyków miękkich pada argument - zakaz sprawia rozwój podziemia. Podobnie gdy mówimy o aborcji. Może czas zastanowić się nad tym, że próba blokady nacjonalizmu i faszyzmu również powoduje, że grupy te dostają możliwość stworzenia getta, które bawi się w partyzantkę. Blokowanie powoduje, że nacjonaliści uczą się stwarzać pozory. Brak blokad nie oznacza ignorowania, informowania, edukacji, walki na poziomie widoczności i reprezentacji.
Co zrobić z 11 listopada? Zrobić swoje, bez haseł o blokowaniu kogokolwiek. Bo nie jest prawdą, że "faszyzm nie przejdzie". Przejdzie - choćby kanałami. A z kanałów będzie go trudniej wydobyć.
Takie mam myśli po tym dniu, w którym miałem dziwne poczucie braku ideowej wspólnoty z tymi, z którymi na co dzień mi po drodze.
Duża ściema
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano
Stwórzmy wielki ruch społeczny ponad politycznymi przepychankami. Nie chcemy, aby nasze interesy reprezentowała jedna partia. Domagamy się rzetelnej debaty na temat kształtu ustawy o związkach partnerskich. Dołączcie do nas! Przysyłajcie swoje zdjęcia, piszcie o swoich związkach. Czytajcie i komentujcie obecny projekt ustawy. To dotyczy naszego życia. Jest ważne.
Super, tylko:
1. dlaczego akcja nie została zrobiona z jakimkolwiek uwzględnieniem stron LGBT, które o akcji nie napisały ani słowa?
2. dlaczego akcja promuje ustawę, nad której zmianą w tej chwili zgodnie pracuje środowisko?
3. dlaczego na stronie akcji nie ma żadnego podanego organizatora? Ktoś jednak musi być, skoro proszą o przesyłanie zdjęć, co już wkracza w kwestie praw autorskich i wykorzystania wizerunki.
Trochę się rozpytałem tu i ówdzie i doniesienia wygląda tak - akcję zaplanowały prywatne osoby już jakiś czas temu, ale z racji zamieszania wyborczego tekst poszedł dopiero teraz. Całość jest moim zdaniem fajnym pomysłem, ale też stratą energii i miejsca w DF (okładka!).
Akcja jest tak "promowana", że po kilku dniach od tekstu ma aż... 107 fanów na fejsie. WOW. MNW nie będąc na okładce, dzięki tekstowi w DF zyskała około 400 fanów jednego dnia. Dlaczego? Bo była akcją prowadzoną z uwzględnieniem tych, o których prawa walczy.
Ktoś mi powiedział, że strona powstała specjalnie dla artykułu w DF. Mam nadzieję, że tak nie jest i zapraszam osoby tworzące stronę i chcące organizować "ruch społeczny" do istniejącego już ruchu społecznego - akcji Miłość nie wyklucza.
Pomyślicie, że obawiam się konkurencji. Nie, im nas więcej tym lepiej, ale nie chcę by ktoś wyważał już otwarte drzwi, zwłaszcza nie wiedząc co się dzieje i jak się dzieje. Nota bene - wystarczy spojrzeć na ich fejsowy profil, by szybko odgadnąć, że za artykułem raczej nie stoi nikt, kto chciałby zrobić z tym coś więcej. A szkoda.
Nie wiem jak to skomentować, ale mam ciągle jakieś wrażenie, że gdyby to dotyczyło np. praw zwierząt to szybko nikt by się nie odważył na tworzenie "ruchu społecznego" bez kontaktu z organizacjami/grupami o te zwierzęta walczącymi. Może i to nie jest oszustwo, ale z pewnością jedna z największych wpadek w historii mojego ulubionego magazynu.
ps. a wyniki na fejsie czy w ilości komentarzy w necie tylko potwierdzają moją tezę, że heterykami nie ma co promować związków partnerskich. To po prostu jest stygmatyzowana ustawa i tak będzie.
Blogowanie
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano niedziela, 13 listopada 2011
Póki co - poleca się zaabonowanie nowego blogaska.
Po godzinach - Zofia S.
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 11 listopada 2011
Więcej o Zofii Sadowskiej na Homikach:
cz. 1.
cz. 2.
Polecam się :)
Tożsamość cz. 2
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano czwartek, 10 listopada 2011
Idziemy fetować Kolorową Niepodległą. Po co, skoro tego samego dnia jest Marsz Niepodległości? No więc idziemy z kilku powodów.
11 listopada, piątek, godz. 12.00 - dokładne miejsce podamy wkrótce.
Zatem Kolorowa Niepodległa, czy Kolorowa zagrożona? Gdyby zagrożona się nie czuła, to by miejsce podała. Dlaczego mam tam pójść?
I wreszcie dlatego, że kolory tęczy nie kłócą się nam z biało-czerwonym - a kolor brunatny jak najbardziej.
Mi się kłóci też biało-czerwony z tęczą. Z jednej strony - rozumiem - w większości jesteśmy obywatelami i obywatelkami, przeważnie lepiej mówimy po polsku niż w innym języku, a nasze obyczaje, choć uproszczone, są dojmująco słowiańskie. Ale tęcza to symbol, który ma tutaj reprezentować "odrodzoną" Polskę, z której wymażemy "brunatnych". Utopia. Bądźmy niegrzeczni wobec tego pomysłu przez chwilę. Czy nie jest tak, że wymazywanie "brunatnych" ma na celu nie ich zwalczenie, a pokaz siły? Czy to czasem nie doprowadzi do tego, że sprowadzając brunatnych do getta sprawiamy, że lepiej się zorganizują i zaczną stosować metody bardziej ekstremalne? Popieram wymazywanie, jestem jak najbardziej za tym, by nacjonalizm rozumiany jako dominacja białego-heteroseksualnego-Polaka-mężczyzny-katolika odszedł w niepamięć. Z drugiej strony fascynuje mnie problem tego, że tworzymy w ten sposób kolejną tożsamość, która wcale nie jest dominująca, a która jedynie wydaje się nadawać ton?
Na Kolorowej zagrają zespoły, a oprócz tego:
Prócz tego na wiecu głos zabiorą przedstawiciele społeczności romskich, żydowskich, wietnamskich, afrykańskich, kaukaskich i LGBT.
A co ze społecznością katolików? To nie jest pytanie absurdalne, to jest pytanie o to w jaki sposób chcemy wywalczyć zgodę co do pewnych tematów. Chcąc walczyć o prawa LGBT i inne warto też szukać popleczników w tym środowisku. Mam poczucie, że próbuje się utrwalić stereotyp katolika-konserwatysty. W Polsce ludziom lewicowym nie przychodzi do głowy pomysł, że warto przecież pokazać, że można mieć pewne wartości wspólne z "brunatnymi" (religia), a jednocześnie być odmieńcem. Wśród wymienionych mówców, mających być "przedstawicielami społeczności" są:
Między innymi: Stanisław Krajewski, Robert Biedroń, Mariusz Kurz. A także: Prof. Magdalena Środa, prof. Stanisław Obirek, Bari z koalicji 11 listopada, Krzysztof Krauze, Joanna Kos-Krauze i inni.
Oprócz "Bari", którego nie zidentyfikuję po pseudonimie od razu widać, że jest to raczej biała koalicja, która nawet parytetu nie trzyma. No chyba, że ktoś odkrył w ostatnim czasie afrykańskich przodków.
Zgadzam się z tymi postulatami, które głosi Krytyka Polityczna, ale już w samym tekście widzę, że "Romowie, Żydzi, Wietnamczycy, Afrykańczycy i osoby z Kaukazu" zostali potraktowani jako "i inni". Tęczowa flaga nie nadaje się już do walki o "nowy patriotyzm", ona jest zwyczajnie do tej walki potrzebna, bo jest przydatna, ale nikt mi nie wmówi, że gwarantuje ona, że każdy kto może ją uznać za swój symbol nie jest nacjonalistą. Można być gejem i być nacjonalistą. To odkrycie ostatnich lat, wciąż robi wrażenie. Można być lesbijką i być ksenofobką. Po raz kolejny - tożsamość czy orientacja seksualna - nie gwarantuje wspólnoty poglądów.
Czy LGBT łączy (...) również sprzeciw wobec wszystkich skrajnych form nacjonalizmu, wobec rasizmu, wobec ksenofobii, wobec pogardy i nienawiści szerzonej przez nacjonalistyczne ugrupowania pod przykrywką narodowej dumy? Nie dajmy się oszukać. Nie łączy, chcemy by tak było, ale tak nie jest. Powtórzę - bądźmy brutalni wobec siebie i nie traktujmy orientacji seksualnej jako gwaranta poglądów, bo co raz częściej mam wrażenie, że tworzenie takiego wrażenia nie prowadzi do niczego dobrego.
Nasi w Sejmie
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Nasi w Sejmie | Opublikowano
Tożsamość cz 1
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano wtorek, 8 listopada 2011
Wciąż się zastanawiam. Od zawsze się zastanawiam. Teraz, gdy dobiegam powoli trzydziestki lubię się zastanawiać. Nie zawsze tak było. Z biseksualizmu wskoczyłam na lesbijskiego konika, trochę za wysokiego do jazdy w obcasach. Nie dopasowałyśmy się z lesbijstwem temperamentami, to pewne, ale przez długi czas bałam się z tego konika zsiąść. Oznaczało to zejście z wytyczonej ścieżki. Utratę protezy tożsamościowej, bez której, według fatalistycznych przepowiedni, mój kręgosłup miał najpierw obwisnąć, a potem złamać się. Trzeba mieć jaja żeby nagle dać nura, na łeb na szyję, w głęboką, czarną wodę, gdy nie umie się pływać.
(...)
Może zamiast dzielić skórę na homoseksualnym trupie, skupmy się na tworzeniu nowych sposobów opisu seksualnej rzeczywistości.
(...)
Znane nam słowa przestały opisywać rzeczywistość, a skwalifikowane jako homoseksualne działania nie znaczą już nic. Można bywać promiskuitywnym, tak jak można bywać monogamicznym. Biseksualizm jako wielki wór na wszystko na co nie znamy określenia już nie wystarcza.
(...)
I naprawdę cholernie zazdroszczę tym wam, którzy wiedzą kim są, potrafią paluszkiem bez wahania wskazać swoje miejsce na skali Kinseya oraz, co więcej, doskonale wiedzą kim są inni. Tak samo jak zazdroszczę katolikom moralności zdefiniowanej przez dziesięć punktów wyrytych w betonie jeszcze w czasach przed Chrystusem.
Nie wiem czego zazdrościć, tego, że tworząc tożsamość postanowiłem się zdefiniować? Sam czuję się w tej definicji nie fajnie, zwłaszcza, że definiując się jako gej, muszę się definiować jako mężczyzna. Absolutnie nie mam na to ochoty. Istnieją dwa rodzaje kategorii opisu płci/seksualności. Pierwszy z nich wywodzi się z dualizmu męskie-żeńskie, z niego mamy "babochłopa", "ciotę" i inne. To przez ten dualizm nie potrafimy wyjść poza definiowanie się na biegunach, a wszelkie definicje "przepływowe" obarczone są negatywnymi skojarzeniami. Musisz być tak/taka.
Drugi sposób definiowania, który uwzględnia ten pierwszy, polega na definicji wielomianowej - gej, lesbijka, biseks, trans. To sposób na ominięcie dualizmu męskie-żeńskie, choć jak najbardziej nim uwarunkowany. Gej to mężczyzna, lesbijka to kobieta, biseks to mężczyzna lub kobieta, trans jest M-K lub K-M. Zostaje nam queer, niestety queer też jest formą tożsamości. Chyba od tego nie uciekniemy. Chociaż...
Kiepsko wyglądam w sukienkach. Czuję się w nich fatalnie. Chyba jedynie buty na wysokim obcasie są dla mnie odpowiednie i nie mam z nimi kłopotu. Jednak strój, ubranie (a może przebranie) też wtłacza mnie w jakieś kategorie. Dlatego nie rozumiem problemu autorki - zazdrości ty, którzy wiedzą kim są. Nie wskazywanie na kategorię, miejsce na skali, poczucie, że raz jestem mężczyzną, a raz kobietą, raz jestem taki/taka, że wybieram moment, w którym chcę konstruować określoną tożsamość to jest coś fantastycznego. Dlatego queer mi nie odpowiada. Queer mówi - jestem poza kategoriami. A co z osobami, które chcą wybrać kategorię na chwilę? Nie są to osoby trans, gdyż nie mają potrzeby podkreślania chwilowej tożsamości ubiorem, nie są to osoby bisekualne, gdyż mogą mieć stosunki seksualne z jedną - wybraną tylko płcią. Queer rozwala kategorie, a jak nazwać kogoś, kto nimi żongluje?
Pytania o tożsamość stawiam w momencie, gdy za kilka dni będziemy rozmawiać o tożsamości bycia-Polakiem. O tym czy blokować, a może nie? Różne formy tożsamości podpowiadają mi odmienne rozwiązania. Do 11 listopada - z wstawkami informacyjnymi - chciałbym się nad tym zastanowić. Macie jakieś obserwacje? Podzielcie się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami nad "tożsamością".
80 e-maili
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza | Opublikowano
Ja naprawdę chcę, by ludzie poczuli, że coś od nich zależy. Co się wydarzy - może nic wielkiego, bez fajerwerków, ale może jednak się uda ze sztucznymi ogniami. Ważne, by każdy miał możliwość zrobienia czegoś, co sprawi, że poczuje iż ma wpływ na to co go otacza.
Zaczynaliśmy jako garstka osób, które znałem z innych działań w NGOsach. Nagle okazuje się, że można wyjść spoza zaklętego kręgu. Oczywiście wiem, że to wszystko będzie trudne do opanowania, że nie wszyscy dotrwają do dnia X, ale czuję, że coś się uruchamia. Oby zadziałało.
Energia
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza | Opublikowano poniedziałek, 7 listopada 2011
Po pierwsze nie ma wśród nas zbyt wielu osób, które by miały duże doświadczenie NGO'sowe. Nie ma osób, które znam z innych organizacji - to dobrze, gdyż od początku chodziło mi jako pomysłodawcy, by pokazać, że nie wszystko kończy się na dwóch-trzech organizacjach, że można działać poza systemem, w którym wiele rzeczy wydaje się zwyczajnie niemożliwe, że można podjąć się próby uaktywnienia osób, których organizacje działające w swój specyficzny sposób nie potrafią odpowiednio zagospodarować.
Czyżby się udało? Po części z pewnością tak. Jaki będzie tego efekt? Podstawowe moje założenie - ok piszę w pierwszej osobie, gdyż jednak koordynator ma spory wpływ na to co i jak się zadzieje - jest takie, że nie spodziewam się efektów. Jeśli będzie "wow" - to super, a jeśli się nie uda, to trzeba zastanowić się nad tym dlaczego się nie udało.
Dotychczasowe największe osiągnięcie naszej akcji to nie widoczność medialna, dyskusje o związkach w wielu miejscach, ale właśnie to, że ktoś chce z nami pracować. I nie myślę tu o jednorazowym wolontariacie przy evencie, a o długofalowej współpracy, która trwa już ponad rok.
Tak, mam poczucie, że to co udało się osiągnąć jest dość wyjątkowe patrząc na to co i jak się dzieje w "naszym" światku, patrząc na zamykanie się różnych grup i brak dyskusji, który od dwóch lat cechuje działaczy. Kiedyś jeszcze były możliwe spotkania, na których publicznie debatowało się cele środowiska, sposoby ich realizacji i tego typu kwestie. Obecnie takiej przestrzeni nie ma. Tzn. jest - my ją oferujemy. Cel jest jeden - ustawa o związkach partnerskich, ale nawet on podlega dyskusji, a środki realizacji... Powiedzmy to tak - jeśli grupa osób uzna, że najlepsze będzie różowe dildo ustawione pod Sejmem i zdoła je przegłosować w naszej grupie - zrobimy różowe dildo.
Dlatego zachęcam - zapraszamy na niesamowity wolontariat, w którym jest trochę jak w dowcipie, który wisiał w sali, gdzie miałem fizykę:
Praktyka jest wtedy gdy nie wiemy jak ma działać, a działa
Teorie jest wtedy gdy wiemy jak ma działać, a nie działa
My - na lekcjach fizyki - łączymy teorię z praktyką
Nic nie działa i nie wiemy dlaczego.
Póki co nic nie wiemy, ale właśnie po to by wiedzieć chcemy pracować. Szczegóły tutaj i tutaj.
Sadowska
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano niedziela, 6 listopada 2011
Miło. Jedna uwaga - dziennikarka pisze, że Weseli odkryła grób Sadowskiej. Trochę trudno odkryć grób znajdujący się w jedynym inwentarzu Powązek. Podaję literaturę, przyda się przy pisaniu książki:
Cmentarz Powązkowski w Warszawie. Materiały inwentaryzacyjne, t. 3, oprac. A. i B. Biernatowie, Warszawa 1994, s. 100, nr kat. 488.
Maciej Demel, Mogiły lekarskie na cmentarzach warszawskich. (Materiały do polskiej biografii lekarskiej). "Archiwum historii medycyny" XXIX, 1966, s. 452.
To co widzimy się o 15 pod kościołem św. Karola Boromeusza?
Nowa ustawa!?
11
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 3 listopada 2011
Będziemy nad tym wspólnie pracować. Co z tych prac wyniknie - zobaczymy za jakiś czas. Póki co możecie obejrzeć nasze miny w sejmowych kuluarach:
Kocham te schody! A komunikat... na fejsie.
ps. był konkurs ;)
Raporty
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 2 listopada 2011
Statystyka języka używanego przez osoby o nastawieniu homofobicznym myślę, że raz na zawsze podważy twierdzenie, że słowo "pedał" nie jest obraźliwe.
Lambdowy raport zawiera w zasadzie jeden wniosek podstawowy - ustawa o związkach partnerskich pomogłaby nie tylko w codziennym funkcjonowaniu par osób tej samej płci, ale i w utrwaleniu pozytywnych, niehomofobicznych wzorców w społeczeństwie. Wykorzystywanie istniejących już możliwości prawnych nie idzie najlepiej z tego powodu, że ludzie często mają złą wolę. Ustawa by wskazała po prostu "co trzeba robić".
Dla mnie najciekawsza jest konwersja między zgłoszeniem przypadku - pomocą w rozwiązaniu - rozwiązaniem problemu. Patrząc na wyniki raportu Lambdy nie można zbyt wiele wyrokować, ale postulowane przez Irminę Kotiuk badanie/analiza "naszych" spraw w sądach.
Raporty warto przeczytać, czekamy na publikację lambdowego w necie.









































