ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Małżeństwa

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 30 października 2011

Doniesienia z Brazylii o wyroku sądu, który zezwolił parze lesbijek na zawarcie małżeństwa sprawiły, że temat powraca. Przyczyniła się do tego również Dania, której rząd (!) uznał, że w 2012 roku otworzy instytucję małżeństwa dla par tej samej płci. Zgodnie z wyrokiem sądu w Kolumbii do 20 czerwca 2013 roku - jeśli państwo nie przyjmie odpowiednich rozwiązań prawnych - homicze małżeństwa staną się faktem.

Przypominam zatem. Małżeństwo zostało zredefiniowane w: Argentynie, Belgii, Hiszpanii, Holandii, Islandii, Kanadzie, Norwegii, Portugalii, RPA oraz w Szwecji. Także w regionach takich jak miasto Meksyk i w siedmiu stanów USA. Zawarte gdzie indziej małżeństwa uznają - Meksyk i Izrael.

Prace nad małżeństwami trwają w Szkocji (obecnie trwają tam trzymiesięczne konsultacje społeczne), podobne prace trwają na poziomie całego Królestwa, Luksemburgu, Australii, Nowej Zelandii...

Gdy przyglądam się wzrostowi liczby krajów w których coś się dzieje w tym temacie, to zastanawiam się czy niedługo nie będzie to standardem europejskim, a nie związki partnerskie. My się jednak boimy tego tematu, całkiem niepotrzebnie - im dłużej będziemy udawać, że małżeństwa nie są celem, tym trudniej będzie o nie kiedyś walczyć. Świat przyspiesza, a my pozostajemy na poziomie debaty o tym, co wpisać do ustawy o związkach... Nie, żeby to nie było ważne czy żebym nie rozumiał dlaczego tak się dzieje, ale mam poczucie, że gdy wyczerpie się temat to trzeba zacząć mówić głośno o małżeństwach. Im szybciej tym lepiej. Do tego jednak potrzeba odwagi, której u nas jeszcze brakuje.

Wizja lokalna

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano środa, 26 października 2011

Piszemy o niej, publikujemy fragmenty o jej życiu, zajmujemy się nią, czas pomyśleć o jej miejscu upamiętnienia, czyli nagrobku. Poniżej efekt przeglądu stanu nagrobka Zofii Sadowskiej z dnia 26.10.2011:

1. W kwaterze 29, rząd pierwszy, miejsce 22 zastajemy taki widok:


2. Tablica nagrobna bez płyty umiejscowiona od frontu z napisem: "Ś.P./ Zofja Kowalkowska / I voto Sadowska / zmarła 17 / III 1918 r. / Pokój Jej cieniom". Brak daty urodzenia, tablica ukruszona, tablica oraz fragmenty płyty nagrobnej prawdopodobnie przesunięte wobec pierwotnej lokalizacji. Ślady po nadbudowie tablicy (krzyż?). Tablica nosi ślady po dewastacji (ziemia na tablicy, prawdopodobnie po obaleniu pomnika na ziemię).






3. Za drzewem luźno przytwierdzona do podłoża znajduje się tablica nagrobna Zofii Sadowskiej:


Tablica wykonana z materiału podatnego na erozję, z napisem: "Ś. P. / Zofia / Sadowska / doktor medycyny / 1890-1960 / cześć jej pamięci". Tablica uszkodzona w prawym dolnym rogu. Wokół tablicy oraz przed tablicą "Zofii Kowalkowskiej" fragmenty dawnej płyty nagrobnej. Błąd w datowaniu, Zofia Sadowska urodziła się w 1886 roku. 






Wnioski: tablica nagrobna Zofii Sadowskiej została przeniesiona z miejsca oryginalnego, prawdopodobnie znajdowała się po prawej stronie od nagrobka Zofii Kowalkowskiej. Obie płyty wymagają zabezpieczenia, renowacji, teren wokół nich uprzątnięcia i zabezpieczenia. Uszkodzenia i rozbicie płyt nagrobnych spowodowała prawdopodobnie gałąź. Po uprzątnięciu przez służby porządkowe cmentarza [usunięcie rozbitych płyt], stan jak powyżej. Co możemy zrobić na chwilę obecną? Posprzątać teren (wyciąć chwasty) oraz wkopać w odpowiednim miejscu tablicę nagrobną Zofii Sadowskiej. Przyjdźcie na "spacer" 6 listopada o godzinie 15:00. Należy jej się coś od nas.

Odwiedźmy Zofię Sadowską

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano

Zapraszam na trzecią już z kolei wyprawę w przeszłość. W 2009 roku odwiedziliśmy Cmentarz Powązkowski w poszukiwaniu nagrobków znanych osób, które znamy z książki "HomoWarszawa". Rok później chcieliśmy posprzątać nagrobek Krzysztofa Junga, artysty, performera, którego homoerotyczne dzieła można było obejrzeć na wystawie Ars Homo Erotica oraz w książce Pawła Leszkowicza "Art Pride".

W tym roku znicze zapalimy na nagrobku Zofii Sadowskiej (28.02.1886 - 7.03.1960), postaci, która od czasu książki Krzysztofa Tomasika "Homobiografie" odkrywana jest przez badaczy i badaczki historii homoseksualności.

Pod koniec 1923 roku warszawska prasa brukowa i jej regionalne klony ogłosiły, że w domu przy ul. Mazowieckiej 7 odbywały się "orgie safizmu" organizowane przez dr. S. Ich ofiarami miały być artystki teatrów warszawskich, ale też inne ówczesne celebrytki. Na Mazowieckiej 7 mieszkała tylko jedna dr. S. Zofia Sadowska. W lutym 1924 roku Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrywał sprawę z powództwa cywilnego o zniesławienie "w druku", którą przeciwko redaktorom pism wniosła Zofia Sadowska. Czy wygrała? Co pisała prasa? Czemu "matrona polska" w "Expressie Porannym" mówiła:
Wiem ile dobrych uczynków spełniliście Szan. Panowie, ile łez obtarliście, ilu ludziom dodaliście sił do życia, jak stoicie na straży honoru i godności kobiety polskiej, zwracam się do Was, jak matka do swych synów dojrzałych, udzielcie mi rady i pociechy moralnej. Jestem gotowa do spełnienia najcięższej ofiary byle być pewną, że kobiecie-Polce nie grozi ta potworna zaraza, ten sodomski grzech, którego nie rozumiem i o którym pisze z najwyższą odrazą i wstydem.?
O tym wszystkim opowiemy Wam na Cmentarzu Powązkowskim w niedzielę, 6 listopada o godzinie 15:00.

Zdjęcie, które prezentujemy przedstawia nekrolog Zofii Sadowskiej, który w dniu pogrzebu zamieściło "Życie Warszawy". O przykrej pomyłce w druku pisał jej przyjaciel:
Smutny był pogrzeb tak zasłużonej lekarki i bardzo uspołecznionego człowieka. Było na nim tylko kilka osób, bo nekrolog ukazał się w dniu pogrzebu i jeszcze zamiast Zofia, podano imię Maria. (Józef Mieczysław Pfeiffer, Wspomnienia warszawskiego przemysłowca, t 1, Warszawa 2003, s. 138.)
A dla Czytelników i Czytelniczek bloga prezencik z tej okazji. Jak wyglądała Zofia Sadowska? Romana Pachucka pisała:
(...) średniego wzrostu, blondyna, o włosach sięgających pięt, które splecione w warkocz ledwo zmieścić się mogą na jej głowie. Ma jasne, niebieskie oczy bez blasku i mdłą twarz blondynki o regularnych rysach. W zaciśniętych ustach i wąskich wargach czai się zaciętość i upór, a w ruchach głowy i spojrzeniu – wyniosłość oraz cień wzgardliwego stosunku do otoczenia. Robi wrażenie zimnej, bezkompromisowej (...). (Romana Pachucka, Pamiętniki z lat 1886-1914, Wrocław 1958, s. 166.).
Sadowska miała wtedy 24 lata. Oto przegląd zdjęć:


(w centrum)

(Fragebogen zur erstmaligen Meldung der Heilberufe. Kwestionariusz dla pierwszego zgłoszenia zawodów leczniczych, akta Izby Lekarskiej Warszawsko-Białostockiej w Głównej Bibliotece Lekarskiej, t. 159)

(pierwsza z lewej, w książce: Józef Mieczysław Pfeiffer, Wspomnienia warszawskiego przemysłowca)

ps. fejs tutaj.

Propozycja Palikota

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 25 października 2011

Janusz Palikot zaproponował SLD by razem stworzyć nową ustawę o związkach partnerskich:

Załatwmy sprawę związków partnerskich. Zróbmy dobrą ustawę. Niech to będzie inicjatywa SLD, a Ruch Palikota ją poprze. Tylko siądźmy, spotkajmy się. A nie kamery i cyrk. Ustalmy po prostu, jaka ta ustawa ma być, co trzeba w niej poprawić. (...) Biedroń uważa, że ta ustawa jest niekonstytucyjna - podkreślił polityk.

Zarówno Miłość nie wyklucza jak i GI w ostatnich czasach mają o czym myśleć - propozycja nowej ustawy pojawiła się niedawno, mnie napawa radością, że po wielu miesiącach mówienia o tym, że projekt GI jest zły i kuriozalny, udało się - to zasługa Biedronia - doprowadzić do tego, że mówi - może nie aż tak wprost - o tym jakaś partia. Nie upieram się, że projekt MNW jest dobry - ma podobne założenie (zarówno dla par różnopłciowych jak i tej samej płci), przez co też napotyka na problem konstytucyjności, jednakże wiele mu bliżej do ustawy o instytucji związku partnerskiego. Co ciekawe jeszcze przed tym, na pierwszym spotkaniu organizacyjnym w sprawie drugiego otwarcia kampanii, ustaliliśmy, że będziemy chcieli projekt przepracować. Teraz może się okazać, że - być może - będziemy mogli pracować nad wspólnym projektem. Bardzo bym tego chciał, żeby była to ustawa "zgody branżowej". Oczywiście nie znaczy to, że zarzucamy całkowicie pomysł 100 tysięcy, po prostu oddalamy go w czasie :)

Bardzo mnie za to ciekawią wpisy na fejsie naszego radnego i twórcy ustawy o umowach na fejsie:


Dla Legierskiego zatem opcją "niewojenną" jest pozostanie przy projekcie GI. Cóż... nie da się ukryć, że wszyscy czekają i wiedzą, że za sznurki pociąga teraz Robert Biedroń. Jeśli tylko uda mu się doprowadzić choćby do tego, że nowa ustawa nie będzie kopią rozwiązania zastosowanego tylko w jednym kraju na świecie - będzie to duże osiągnięcie.

Ciekaw jestem komentarzy członków GI do propozycji Biedronia/Palikota. Póki co zapraszam do zapoznania się z naszym oficjalnym komentarzem.

Zgoda branżowa (?)

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 23 października 2011

Ponownie odgrzewamy temat umów związków partnerskich i związków partnerskich. Wokół kampanii "Miłość nie wyklucza" zgromadziło się ostatnio wiele nowych osób, które chcą działać i z którymi mam przyjemność pracować już całkiem intensywnie. To miłe.

Grupa Inicjatywna napisała, że spotkała się z posłem-elektem, Robertem Biedroniem, oraz z szefem klubu parlamentarnego SLD - Millerem. Grupa wciąż promuje projekt, którego wadliwość jest już dla wielu osób oczywista, może jednak będzie czas nad wypracowaniem dobrych rozwiązań, choć w prace w podkomisji nie wierzę, czas na pracę jest przed złożeniem projektu, w Sejmie to trzeba bronić rozwiązań a nie je poprawiać. Ciekawy jest fakt, że uzasadnienie projektu ustawy przedstawionego przez GI nie odpowiada teorii pisania ustaw. Regulamin Sejmu mówi bowiem:

Art. 34 1. Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu; wnosząc projekt wnioskodawca wskazuje swego przedstawiciela upoważnionego do reprezentowania go w pracach nad tym projektem. 2. Do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno: 1) wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy, 2) przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana, 3) wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym, 4) przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne, 5) wskazywać źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego, 6) przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych, 7) 23) zawierać oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.

Wielu z tych rzeczy nie ma, co oczywiście nie skazuje projektu na porażkę - ustawy dostarczane do laski marszałkowskiej często wyglądają podobnie, co niestety wpływa na jakość stanowionego u nas prawa.

Najważniejsza dla nas ustawa powinna być przygotowana z pieczołowitością. Oczywiście projekt, który pokazuje "Miłość nie wyklucza" w ogóle nie ma uzasadnienia, ale... naszym celem nie było złożenie tego projektu w takim kształcie jak on jest teraz, a rozpoczęcie rozmów nad takim modelem związków partnerskich i prac nad dobrym uzasadnieniem.

Obie grupy zrobiły sporo w ciągu roku by promować związki partnerskie. Wciąż jednak czekam na moment, gdy będzie szansa na zaprezentowanie projektu, który zamiast dzielić będzie wynikiem zgodnej współpracy. Wymagałoby to jednak od GI przyznania, że dotychczasowy model prac nad projektem nie prowadził do zgody branżowej, a przez moją grupę - że dla osiągnięcia końcowego efektu należy zjednoczyć siły. I chyba taką wiadomość chciałbym po raz kolejny wysłać do GI - warto zakończyć wojenkę i zabrać się do ciężkiej pracy od podstaw.

Naszą słabością nie jest brak woli by ustawa była dobra, ale prywatne "lubię - nie lubię", czy spory polityczne absolutnie nie dotyczące meritum. Są pewne cele, które powinno się stawiać ponad to. Dlatego też ponownie zapraszamy - WSZYSTKICH - na spotkanie organizacyjne. 5.11.2011. Popracujmy nad zgodą.

Nie moi "ateiści"

32

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano piątek, 21 października 2011

Na "Racjonaliście" ukazał się artykuł komentujący spotkanie ateistów z katolikami na krakowskim Rynku. Warto się temu tekstowi przyjrzeć, gdyż obfituje on w to, czego nie znoszę w polskim antyklerykalizmie. Zatem najpierw filmik:



To starcie dwóch opcji zostało wygrane przez pokojowo nastawioną młodzież wspieraną przez starszych. Zakładając, że przestrzeń publiczna jest wspólna i każdy ma w niej prawo do wygłaszania swoich opinii o ile nie łamie prawa- sytuacja wręcz modelowa. I oto czytamy w relacji "ateistów":

(...) znalazłem się w tłumie osób walczących o wolność i równość ludzi w Polsce i poczułem wzruszenie.

Dotarli na Rynek:

Czekały tam na nas nieco ogłupiałe dzieci śpiewające sacrosongi pod czujnym okiem dorosłych, świadomych politycznie osób. To one przyprowadziły tych sympatycznych i mocno indoktrynowanych ludzi, aby walczyli ze złem w mojej skromnej, na ten przykład postaci. (...) Oderwaliśmy swój wzrok od tych nieszczęsnych i malowniczych błaznów i skupiliśmy się na odczytywaniu postulatów dotyczących świeckości Polski i Europy. (...) To bardzo ważne — nikt normalny nie chce chyba wrócić do „starych dobrych czasów", do tak zwanej przez Papieża Polaka „cywilizacji życia", kiedy to budowano kaplice z czaszek, zaś na Boże Ciało zabawiano gawiedź paląc żywcem osoby inaczej myślące. 

Ateiści protestują też przeciwko artykułowi, który ukazał się na ten temat w Wyborczej:

Redaktor Strzelczyk nie wspomina o tym, że „nie wstydzące się Jezusa dzieci" miały zaciśnięte pięści i wykazały się ignorancją niszcząc bez uprzedniego przeczytania postulaty wręczone im na ulotce.

Nie jestem w pełni przekonany czy muszę obszernie komentować powyższe wyimki, tak jest oczywiste to co napiszę. Ale... słowo się rzekło...

Tłum walczących o "wolność i równość" powinien też pamiętać, że wolność i równość obejmują również katolików, ale nie... ci w końcu nie są normalni, ogłupiali, sterowani przez dorosłych i walczą ze złem. Coś jak w Harrym Potterze... Tekst jest rodzajem zaślepionego wyznania, które powinniśmy sobie czytać przed każdym narzekaniem na osoby religijne. Otóż istnieją osoby wierzące. Istnieją osoby śpiewające na ulicy "Jezus jest Panem", czy nawołujące na warszawskiej "patelni" by "podążać drogą zbawienia". I wcale nie są to osoby nienormalne, nienormalnym jest doszukiwać się w nich jedynie indoktrynacji, zboczenia od ateuszowskiej normy. Niektórym z trudem przychodzi przyjęcie do wiadomości, że mogą współistnieć obok siebie różne formy wyrażania się.

Zbyt łatwo wpadamy w pułapkę normy. Walcząc o uznanie swojego zbioru zachowań za normę autor relacji   próbuje wykazać, że odmienne zachowania normą/normalne już nie są. Dla mnie czymś obrzydliwym jest takie traktowanie ludzi. A co jeśli ci młodzi ludzie przyszli tam z własnej - wolnej - woli? Sam wiem po swoim życiu, że neokatechumenat jest w pewnym wieku doskonałą szkołą działania. To właśnie on był dla mnie pierwszym NGOsem. Może i nie biegałem po ulicach mówiąc ludziom, że Bóg ich kocha, ale jednak było to dla mnie pierwsze doświadczenie niezależnego działania w grupie, w której musiałem zarówno walczyć o pozycję jak i współdziałać. W Polsce to właśni ruch neokatechumenatu jest ruchem, który potrafi zaangażować młodych. Nie tylko dlatego, że oferuje im zbawienie, ale też dlatego, że oferuje atrakcyjną partycypację. Może więc warto, by "ateiści" zaproponowali coś bardziej atrakcyjnego? Niestety dla młodych ludzi - a nawet takich troszkę starszych jak ja - nie jest atrakcyjne debilne wyśmiewane się z innych ludzi w myśl zasady "moja prawda jest najmojsza".

Ateiści straszą nas powrotem do palenia czarownic i kaplic z czaszek. To jest ten sam poziom, gdy mówi się o cywilizacji śmierci i sodomitach w sejmie. Poziom bliski szamba, podobnie jak pisanie o kimś, że jest "nieszczęsnym i malowniczym błaznem" nie przystoi osobie, która uważa się za krynicę prawdy. Niestety dzieci miały "zaciśnięte pięści" i niszczyły ulotki. To jeszcze bardziej pokazuje jak bardzo dotknięci poczuli się ateiści katolicką młodzieżą.

Ateizm jest nie tylko postawą opartą na twierdzeniu "Boga nie ma". Ateizm to też - przynajmniej dla mnie - próba zrozumienia, czemu niektórzy potrzebują i - bez żadnej indoktrynacji czy problemów na poziomie wychwytu zwrotnego neuroprzekaźników - wierzyć. Powyższa konfrontacja po raz kolejny dowiodła, że dla sporej części "ateistów" ateizm jest tylko przykrywkę do tępej antyklerykalności.

ps. a jak daleko jest hasło "Komisja majątkowa - hańba narodowa" od haseł o "narodowej żałobie po hańbie smoleńskiej"? Jedni i drudzy - odpieprzcie się od narodu!

NGO a polityka

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano

Pytałem was co sądzicie o pomyśle łaczenia stanowiska szefa/szefowej organizacji pozarządowej i posła/posłanki. Wynik:


Zaledwie 21 procent odpowiedzi na "tak". Aż 66 procent przeciwko. Czyli - generalnie - jesteśmy podobnego zdania. To przykra zapewne informacja dla dwóch nowych posłanek "od Palikota", to też dobra informacja dla mnie. Miałem obawę, że rozróżnienie pomiędzy "ruchem" a "polityką" nie funkcjonuje, zwłaszcza po kampanii, w której partia podszywająca się jakoś pod "ruch społeczny" wykorzystywała image pozarządowy. Zgadzam się, że sprawami osób trans niewiele osób/organizacji się w tym kraju zajmuje. Anna Grodzka i cała Trans-Fuzja zrobiły ogromną pracę na tym polu, jednak wejście "w politykę" oznacza, że Anna Grodzka będzie wypowiadała się w bardzo różnych sprawach, które z poglądami organizacji niekoniecznie muszą być zgodna. Do tego dochodzi kwestia ubiegania się przez organizację o dotacje z publicznych pieniędzy - będąc posłem/posłanką nie można jednocześnie podpisywać takich dokumentów. To kwestia pewnej etyki, którą NGOsy powinny stosować.

Jak już przy Grodzkiej jesteśmy to taka uwaga. Osoby zajmujące się komentowaniem kilka lat temu mówili o pokoleniu JP2, później o pokoleniu straconej szansy, teraz o buncie przeciw Kościołowi i "otwartym społeczeństwu". Prasa wręcz rzuciła się na "naszych" posła i posłankę. Powiem brutalnie - trochę nie wiem czym się zachwycać. W końcu wyszliśmy z zaścianka, ale wciąż gonimy "nowoczesność". Wynik "Palikotów" w Krakowie to... 31 wynik partii według okręgów, w Gdyni było trochę lepiej - 24 wynik. Wcale więc "nasi" kandydaci nie byli końmi pociągowymi partii, a wynik ich list wcale nie oznacza jakiegoś wielkiego przełomu. Przełom to będzie jak w badaniach opinii publicznej ponad połowa społeczeństwa będzie za związkami partnerskimi. W 2011 roku było poniżej 30 procent. Media by chciały... rzeczywistość wciąż nie jest tak wesoła.

Kameny

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, wydarzenia | Opublikowano środa, 19 października 2011

W Polsce ta informacja nie została odnotowana. Zmarł Frank Kameny, jeden z najważniejszych liderów amerykańskiego ruchu LGBT, autor formułki "Gay is Good". Czytelnicy "Inaczej" z początków lat 90-tych mogą pamiętać opublikowany w piśmie felieton Kameny'ego tak właśnie zatytułowany.

Kameny był współtwórcą Mattachine Society of Washington, które organizowało słynne protesty przed amerykańskim Kongresem. Był też - w dużym stopniu - człowiekiem "starej daty", który pracował nad wizerunkiem "tożsamościowym", od początku swej działalności możliwości zmiany widział w działaniach od wewnątrz, stąd też przez lata współpracował (czy też próbował współpracować) z władzami.

CNN nazwała go "człowiekiem,który wymyślił prawa LGBT". Niestety popkultura za pomocą filmu o Milku sprawiła, że amerykański ruch LGBT kojarzy nam się z jedną - co ciekawe, nie aż tak ważną - postacią. Coś w tym jest, że znamy tylko Milka, to efekt braku zaangażowania w wiedzę. Widzimy to przy wielu okazjach - ludzie nie mają pojęcia o Akcji Hiacynt, a co dopiero o Franku Kameny. Dla mnie historia jest ważna, jest formą tożsamości, choć nie chcę by była "taka, jak chcę". Nie szukam hagiografii, ale gdy kolejny raz widzę, że Biedronia porównuje się do Milka to zastanawiam się - czemu pozwalamy sobie na takie operowanie historią, że wymazaliśmy ujawnione lesbijki, które zostały wybrane na publiczne urzędy przed Milkiem, czemu szukając homo-historii ulegamy mitom o homoseksualności polskich królów, a  nie zajmiemy się porządnie archiwizacją i udostępnianiem historii najnowszej? Oczywiście odpowiedzi znam, ale jednak warto się czasem zastanowić nad historią.

 

Bagaż podręczny - recenzja

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano

Jakiś czas temu wrzucałem grafiki (fikcyjne) reklamujące audycję Radia Afera "Bagaż podręczny" Temat pierwszego odcinka:

"Jak można pomóc studentowi, który szuka dziewczyny w homoseksualnym świecie"

Program oparty jest na starym pomyśle - co by było, gdyby to heteryków było 10 procent. To koncept, który wymyślił... Magnus Hirschfeld. Więc mało szokujący. Audycja dziwaczna, postaci rozmawiają ze sobą udając meta-nagranie, pokazująca w niby-prześmiewczy sposób homofobię. Ale to wszystko tak męczące, że bardzo trudno wytrzymać do końca. Po niezłej promocji spodziewałem się trochę więcej. Przez 50 minut naprawdę nie da się słuchać o "problemach heteryków". Mam wrażenie jakby ktoś chciał zrobić audycję o homikach, ale nie wiedział jak się do tego zabrać. Cóż - mamy "Lepiej późno niż wcale", które już w tytule sugeruje - nikt nie mówi, my późno, no ale jednak mówimy, teraz "Bagaż podręczny", który zamiast o konkretach fruwa w mało śmiesznej abstrakcji. W sytuacji, gdy mamy homo i trans posłów można mówić wprost i w prime time.

Punkty na dziś

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 18 października 2011

Trochę nie wiem za co się zabrać. To może tak w punktach o wszystkim?

1. Nowicka wyszła ze studia. Nie dziwię się, choć też nie wiem czego się spodziewała. To dopiero początek. Mnie tylko ciekawi kiedy Ruch Poparcia "wyprztyka" się ze wszystkich postulatów - przez cztery lata po prostu nie da się debatować o aborcji, krzyżu i związkach partnerskich. Ciekawe jak rozłożą akcenty.

2. Parada Równości już jakiś czas temu ogłosiła trasę. Absurdalnie ciekawą - będzie później, będziemy się wspinać wąskimi uliczkami, a na koniec przejdziemy Krakowskim. Malownicze, choć obawiam się, że tak radykalne zmiany mogą zmniejszyć liczbę chętnych do maszerowania - o 18 to ja chcę już chcę kończyć odpoczywać, a nie dopiero dochodzić do mety.

3. Parada Równości postanowiła też pokazać wykresik:


Rzeczniczka Parady jest socjolożką z wykształcenia, więc statystykę miała - to gdzie jest 2004, 2009 i 2010 rok? W 2004 odbył się Wiec Wolności, będący zastępstwem Parady - co ciekawe przyszło na niego mało osób. Uśredniając różne dane wygląda na szybko to jakoś tak:


 I już się ładnie perspektywa zmienia.

4. Grodzka wszędzie, Biedroń gdzieniegdzie. Okładkę "Przekroju" widzieliście, jest też nowa "Wprostu". Do tego ciekawy artykuł o finansowaniu i stylu Ruchu Palikota w Gazecie. Ja mam nadzieję na tydzień bez Ruchu. Ale chyba się nie uda, zwłaszcza, że poseł zapowiada złożenie ustawy o związkach partnerskich do końca roku. Ciekawe jak chce ją przygotować? Chętnie podsuniemy inny projekt, ale tego się nie da zrobić w 2 miesiące...

5. To mnie wręcz wzruszyło.

6. Trzeba chyba zrobić znowu zbiorowo recenzje filmowe zwłaszcza "Weekendu", który będzie wprowadzany przez Tongariro. Z jednej strony bardzo dobry film, z drugiej - jak się przyjrzeć to szwy z niego wychodzą. Będzie miał powodzenie, to wiem po pokazie, bo to kino dość przyjemne, ale aż za bardzo. Na koniec pokażę film, który obnaży moje pisanie o kinie homiczym. Takie rzeczy to ja lubię:

 

7. Kiedyś się mówiło "nie oceniaj książki po okładce", a teraz będzie się mówiło "nie oceniaj książki po teledysku". Czekam choć na fragment pisany, bo narcyzm autora nie skłania do zakupu:

 


Przekrój

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano niedziela, 16 października 2011


Zobaczymy co będzie w środku, estetycznie to jest koszmarne, ale...

Pamiętniczek

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 14 października 2011


Autorka dzienniczka jest zdrową fizycznie i duchowo osobą. Okres homoerotyczny przeminął u niej w 19-tym roku życia, pozostawiając po sobie wspomnienie czegoś nienaturalnego.

10. IX. 1929 r.
„Z początku zawsze zastanawiałam się, dlaczego ja w żadnym chłopcu nie mogę się kochać, a teraz rozumiem, że już kochając, nie mogę kochać. Kocham bardz0o moją Zosiuchnę, takie kochane, miłe stworzenie, codzień wieczorem myślę o Niej, pieszczę, ściskam, całuję i marzę. Dziewczynki śmieją się ze mnie, ale ja je rozumiem, gdyż dawniej, nie kochając, to samo robiłam – Mej Zochnie wszystko zrobiłabym, chociażbym musiała zaprzeć się siebie, gdyż ja ją miłuję. – Jestem drugokursistką . Prawda, że zaszczyt! H... ha... ha!... Wesołą jestem nadzwyczaj, rozweselam dziewczynki.

20. IX. 1929.
Już piątek! Upływa szybko życie. A mnie tak smutno na duszy, choć nigdy nie okazuję tego. Wczoraj wyjątkowo  zobaczywszy na rekreacji Zochnę z Janką, idącą do czytelni, uważałam całą rekreację za straconą. Stanęłam sobie przy drzwiach Sali muzycznej, lecz myśli moje były przy Tobie, Zochno droga. Zadumanie moje przerwała Hela. Jak zawsze nudziła strasznie, potem prosiła, abym szła z nią do czytelni. Życzenie z pozoru takie błahe, a jednakże dla mnie wiele znaczyło, bo po odmówieniu jej czułam się zwycięzcą. Bo cóżby Zochna powiedziała, widząc mniez tą Helą. Napewnoby pomyślała, że z niej żartuję. A ja żartować, i to z Zochny, bym nie umiała, ja przecież tylko myślą o niej żyję. Wiem, że lubisz mnie Zochno, ale tylko lubisz, ale czy czasem i to, co czujesz do mnie, nie jest litością tylko? Ta myśl prześladuje mnie. Zochno, dziękuję Ci i za to, lecz, chcąc być szczerą, wolałabym kochać Cię bez wzajemności, wolałabym, gdyby uczucie Twe zakrawało na nienawiść, niźli na litość. Lecz dlatego, że ty mnie obdarzasz tem uczuciem, przyjmuję je, bo ono pochodzi od Zosi...
Ty mnie kochasz Zochno, Ty kochasz, Ty musisz mnie kochać, bo ja Cię uwielbiam. Moja droga Zosieńko, Ty nie odczujesz nigdy, gdyż takiej miłości, jaką ja Ciebie obdarzam, nikt nie odczuje i wyrazić nie umie. Co wieczór w łóżku wpatruję się w podobiznę Twoją, taką zamyśloną, kochaną, słodką. Często namiętność mną targa, tak chciałabym całować oczy, usta, rączki, nawet nóżęta, zgnieść Cię w uścisku – lecz ona jest dziewczynką i ja jestem dziewczynką, czy to jest podobne do mnie? Lecz miłość moja jest tak potężna, że odsuwa wszelkie formy tego świata...

Albert Dryjski, Zagadnienia seksualizmu dziecka i młodzieży szkolnej. Biologja. Psychologja. Pedagogika, Warszawa 1934


Rozgrywanie Grodzką

18

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano

Po wyborach jakoś nie mam już powera by pisać o nowych posłach i posłankach, zwłaszcza od Palikota. Ale jest jedna postać, o której napisać trzeba. Anna Grodzka. Postać fantastyczna, poza polską specyfiką - odważna, która swoją tożsamość postanowiła oddać na dobry cel. Tak, to brzmi dziwnie, ale nie wiem jak wyrazić to o czym myślę. Otóż Grodzka (głupio pisać o posłance "Ania") nigdy nie była osobą koniunkturalną, w przeciwieństwie do wielu działaczy i działaczek - potrafiła wznieść się ponad pewien obowiązujący w "naszym" dyskursie poziom. Pieśni pochwalne dla Grodzkiej powinni pisać lepsi tekściarze. Jednocześnie dzięki temu, że Grodzka niejako  stała się w mediach, czy szerzej - opinii publicznej - "tym transem" - poddawana jest medialnej manipulacji, grze, która eksponuje na pierwsze miejsce tożsamość płciową bohaterki. Ja wiem, że w tym szaleństwie jest metoda - uświadomienie publice, że istnieją osoby transpłciowe, ale...

Wiele lat temu domagaliśmy się by nasza orientacja była bez znaczenia. Stosowne zapisy znalazły się w Kodeksie Pracy, czy częściowo w ustawie o przeciwdziałaniu dyskryminacji. Z drugiej zaś strony - tożsamość czy orientacja znaczenie mają. Polityczne. Trzeba cechę eksponować, by walczyć. Zatem - ma znaczenie, czy nie ma? My - działacze i działaczki - gramy orientacją. Mówiąc "orientacja nie ma znaczenie" mówimy jednocześnie "orientacja znaczenie ma".To mówimy w odmiennych kontekstach, ale jednak. I chyba dlatego na fejsie wiele osób podlinkowało z radosnym komentarzem newsa "Super Expressu".

Dla mnie to nie jest radosny news. Tabloid gra opozycją męskie-żeńskie, eksponując cechy "męskie". Jakoś nikt nie zwrócił uwagi na tekst: "pierwszy transseksualny poseł". SE używa określenia "posłanka", tu jednak to nie przeszło. Zatem kobieta - transseksualny poseł naprawia samochód. Za przeproszeniem - news z dupy - i już bez przeprosin - dla mnie na podobnym poziomie jak audycja w RMFie. Dobrze skomentowała to na fejsie Monika Czaplicka: ja to odczytuję raczej jako tekst: możesz wyglądać jak baba, ale i tak zawsze będziesz facetem. Ja też. Trzyczęściowa odpisuje:

Potem będzie kolejny tekst o zaradnej posłance i znowu tak pomyślą. A potem jeszcze jeden i jeszcze, i nawet nie zauważą, że sami też już myślą o Ani jako o posłance. Kwestia cierpliwego powtarzania.

Tylko, że w tekście jest mowa o pośle. Ale tego już nie chcemy zobaczyć. Grodzka jest w niebezpieczeństwie, niebezpieczeństwie medialnej machiny, która każe eksponować tożsamość płciową jako cechę najważniejszą, a wtedy trudno się ustrzec przed manipulacjami. Artykuł z SE powinien być pierwszym ostrzeżeniem przed taki zjawiskiem, które ja trochę brutalnie nazywam "kobieta z brodą". Bo wiem, że Ania nie jest "kobietą z brodą" i o to, by nią dla mediów nie być musi powalczyć. Z drugiej strony - "kobieta z brodą" walcząca o prawa innych "kobiet z brodą" jest doskonałym narzędziem antydyskryminacyjnym. Dylemat to chyba nie do rozwiązania.

Słowniczek

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano czwartek, 13 października 2011


Sodomia – nazwa ogólna dotycząca wszystkich innych niż heteroseksualne, dopochwowe stosunki seksualne, używane częściej przed wiekiem XIX. Od niej: sodomita, grzech sodomski, sodomczyk.

Paragraf 129 prawa austryackiego (Oesterr. St. G. B.) zagraża urningom i sodomitom karą ciężkiego więzienia od 1 do 5 lat. [1]

Trybada (ew. tribada), jak pisał Casper: odwrotna pederastya, to jest zaspokojenie lubieżnego popędu kobiety z kobietą, jest już dawno znana[2]. Określenie pochodzące z łaciny, używane przed wiekiem dziewiętnastym, inne podobne to „frictrices” i „fricatrices”.

Trzecia płeć („trzeci rodzaj”) – częściej używane w kontekście obojnactwa, określenie promowane przez Magnusa Hirschfelda, nie przyjęło się w Polsce:

Ta grupa ludzi, która głosem i budową ciała przypomina częstokroć płeć przeciwną, reprezentuje t. zw. „rodzaj trzeci”. [3]

Przypisy:

1. Paweł Sas Dubanowicz, Listy specyalissty o samopomocy w chorobach płciowych i wenerycznych, z projektem uregulowania prostytucyi, Lwów 1891.
2. J. L. Casper, C. Liman, Medycyna sądowa, tłum. Stanisław Witkowski, Warszawa 1874, t. 1.
3. Lekarz ratujący zdrowie, red. Winternitz, Schulz, Lofler, Schuesler, Springer, ponownie oprac. Sokołowski, Lapitus, Polak, Tomiak, Mitko, ponowne oprac. Sokołowski, Lapitus, Polak, Tomiak, Mitko, Katowice 1930, t. 1.

A cały słownik (już widzę brak kilku haseł) na Homiki.pl.

Znalezisko

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano wtorek, 11 października 2011

Warto kupować stare książki. Otóż w pewnym dziele z 1886 roku, które właśnie przyjechało znalazłem coś takiego:


Jest to odpis pieśni legionów "Miała matka trzech synów", wykonany w 1917 roku. Oczywiście mogę się mylić, ale... I co z czymś takim zrobić?

Jeszcze o wynikach

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 10 października 2011

Po pierwsze - poziom sfeminizowania Sejmu, na podstawie dotychczasowych informacji wygląda to tak:

PO - 71 na 206, czyli 34 procent
SLD - 5 na 27, czyli 18,5 procent
PiS - 27 na 158, czyli 18 procent
PSL - 3 na 28, czyli 10,7 procent
Palikot - 4 na 40, czyli 10 procent

Jedynie PO postawiła zdecydowanie na kobiety na dobrych miejscach. Palikot wypada w tej kwestii zdecydowanie najgorzej - przegrać w tej kategorii z PSL-em... Nowicka będzie miała co robić :)

Do Sejmu nie wejdzie spec od wizerunku SLD - Naczas. W swoim regionie zajął - mimo, że był jedynką - dopiero trzecie miejsce na liście. I to chyba najlepiej pokazuje jak wyglądał wizerunek SLD w tych wyborach.

Nie wejdzie też "tęczowa Ewa", czyli Czeszejko-Sochacka, która zajęła 12 miejsce na liście PO w Wawie (pierwsze nie premiowane mandatem). Cóż "fajni ludzie" przychodzący na "fajny festiwal" nie pomogli.

Weszła za to niestety Radziszewska. Czy będzie nadal na swoim stanowisku? Oby nie.

Fantazjując zastanawiam się jak by wyglądały wyniki, gdyby listy były alfabetyczne. Weszliby tylko ludzie z literką A w nazwisku?

Ile głosów oddano na kandydatów LGBT? (tak, wiem, to okropne tak wyodrębniać ludzi, tu więcej statystyk):

sejm 2011 - 46870 (11 osób)
sam 2010 - 6759 (11 osób)
pe 2009 - 2807 (3 osoby)
sejm 2007 - 285 (1 osoba)
sejm 2005 - 1737 (2 osoby)

A najlepsze wyniki w historii:

1. Legierski w wyborach samorządowych - 6,11 % głosów w okręgu wyborczym
2. Grodzka w wyborach parlamentarnych - 3,84 % głosów w okręgu wyborczym
3. Biedroń w wyborach parlamentarnych - 3,73 % głosów w okręgu wyborczym
4. Kostrzewa w wyborach samorządowych - 2,54 % głosów w okręgu wyborczym
5. Kozek w wyborach samorządowych - 1,19 % głosów w okręgu wyborczym

Marnie to wygląda, ale historia dopiero się zaczyna ;)

No i znalezione tutaj:

Aha - wyniki zaktualizowano.

ps. Rednacz IS apeluje:

A może zróbmy tak: pocieszmy się kilka dni a potem będziemy mieli cztery lata na stawianie wymogów, rozliczanie, sprawdzanie i krytykowanie. Tak rzadko nam się coś udaje. To ważne wydarzenie i to nasz wspólny sukces. Wiem, że trudno się cieszyć w kraju, gdzie ludziom LGBT mało co się udaje. 48 godzin luzu, ok? :)

Gdyby jeszcze sami wrzucali teksty krytyczne to bym w to uwierzył :)

Tęczowe wyniki

2

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano

Anna Grodzka - 19451 (3,84%) - pierwsze miejsce na liście, najlepszy wynik i MANDAT
Robert Biedroń -16919 (3,73%) - pierwsze miejsce na liście, najlepszy wynik i MANDAT
Sandra Ejsymont - 1557 (0,60%) - szósta na liście, piąty wynik
Katarzyna Bienias - 1896 (0,57%) - czwarta na liście, czwarty wynik
Paweł Jasiński - 1305 (0,50%) - czwarty na liście, szósty wynik
Anka Zet - 2197 głosów (0,49%) - ostatnie miejsce na liście, piąty wynik
Krystian Legierski - 1862 głosów (0,18%) - czwarte miejsce na liście, piąty wynik
Tomasz Szypuła - 929 głosy (0,09%) - trzecie miejsce na liście, czwarty wynik
Janusz Boguszewicz - 410 głosów (0,08%) - odległe miejsce
Joanna Kasprowicz - 221 głosów (0,07%) - odległe miejsce
Karolina Skowron - 262 głosów (0,06%) - odległe miejsca

(wyniki aktualizuję)

Wnioski?

Gratulacje dla Biedronia i Grodzkiej - Robert w końcu jest tam, gdzie od lat być powinien, a dla Ani to będzie nowy etap, który pewnie wiele zmieni w jej życiu, ale jej przykład - myślę - będzie pokrzepiający dla wielu osób transpłciowych w kraju.

Co do statystyk - Fantastyczny wynik Ani Grodzkiej, ale po raz kolejny widać, że zwyczajnie osoby LGBT muszą być jedynkami, by wygrywały. Nota bene nadal największym sukcesem jest wynik Krystiana Legierskiego w wyborach samorządowych, który zdobył ponad sześć procent w okręgu wyborczym, spadając na czwarte miejsce na liście uzyskał prawie cztery tysiące mniej głosów. Zaskakująco dobry wynik Anki Zet, słaby - jak na szumną kampanię Tomka Szypuły. Cieszy, że do Sejmu dostała się też Wanda Nowicka (dwa mandaty dla Palikota w stolicy).

To był trudny czas dla "ruchu LGBT" - ale każdy zamęt jest dobry, jeśli się wyciąga wnioski na jego podstawie. Dla mnie to po raz kolejny pokazanie, że jedynym stałym punktem łączącym środowisko (i to nie do końca) są związki partnerskie. Dlatego raz jeszcze zapraszam 15 października do Lenivca.

UPDATE - 12:10 - już prawie ostateczne wyniki. Zmiany kosmetyczne. I ciekawostka - wynik Ani Grodzkiej jest trzecim wynikiem w partii Palikota:

1. Janusz Palikot - 89231 (Warszawa)
2. Jerzy Borkowski - 20292 (Sosnowiec)
3. Anna Grodzka - 19377 (Kraków)

Przerażające wyniki i Milk (?)

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Do tej pory raczej bawiłem się z formą relacji "live", teraz czas na poważniejsze podsumowanie.

Jeśli wyniki z sondażu dla TVP i TVN się potwierdzą w PKW to znaczy, że jest bardzo źle. To znaczy, że siły "liberalne w kwestiach społecznych" nie przyciągnęły nikogo. Podzielono po prostu tych, którzy do tej pory byli skupieni wokół jednej partii.

Bardzo mało komentujących zwracało uwagę na to, że de facto nic się nie zmieniło. Zatem żaden sukces, a raczej porażka. Jeśli w danym społeczeństwie przez cztery lata nie zachodzą zmiany, to jest to w jakimś stopniu ewenement. Myślę, że podskórnie tęskni wielu Polaków i Polek do stabilności politycznej. To zostało osiągnięte, ale to też zwycięstwo myślenia w kategoriach "mniejsze zło", "Polska w budowie". Chyba to hasło najlepiej wpisuje się w moją refleksję nad wyborami - Polska jest w budowie, ale na odcinku umacniania się konserwatyzmu. Ten wynik jest dla mnie przerażający.

Nie znamy jeszcze rozkładu głosów w poszczególnych okręgach - nie wiemy, czy do Sejmu weszły osoby LGBT. Jest na to spora szansa. Anna Grodzka i Robert Biedroń mogą zostać posłami. To wydarzenie bardzo ważne, zwłaszcza w kontekście Anny Grodzkiej. Jednak nie powinno to nam zasłaniać faktu, że budowanie liberalnej polityki społecznej od wielu już lat nie przekłada się na wybory. Popatrzmy na statystyki:

2001:
partie liberalne - 44 procent
partie konserwatywne - 56 procent

2005:

partie liberalne - około 18 procent
partie konserwatywne - około  82 procent

2007:
partie liberalne - około 14 procent
partie konserwatywne - około 86 procent

sondaże 2011:
partie liberalne - około 19 procent
partie konserwatywne - 81 procent

Od sześciu lat żyjemy w społeczeństwie, które uspokajane "liberalizmem" gospodarczym zapomina o "liberalizmie" społecznym. Kryzys zawsze był dobry dla partii konserwatywnych, obiecujących "równowagę", rozumianą przeze mnie jako stagnację.

Czy będziemy mieli kolejnego Milka? Być może i oby. Jednak gdy już szampany się otworzą to warto pomyśleć nad tym:

Aż 63,1 proc. jego [Palikota] wyborców to mężczyźni. Poparli go głównie ludzie ze wsi (28,4 proc.) i niewielkich miasteczek (26,5 proc.). Tylko 14 proc. jego wyborców to ludzie z miast powyżej 500 tysięcy mieszkańców.

Czyli co jest grane? Jeśli Palikot nie uwiódł mieszkańców dużych miast, a wsi i miasteczek to co się u niego liczyło? Związki partnerskie? Czy raczej populizm? Na jakie kompromisy - a o takich już dzisiaj w tv mówił Palikot - będzie musiał pójść? Czy uda się wyjść z zaklętego kręgu 80-procentowego poparcia dla partii konserwatywnych? Gdzie Zieloni, którzy mieli być nową siłą? Jak ma się dogadać Palikot z SLD, gdy ich programy różnią się diametralnie? A może będą do siebie podobne?

I chyba najważniejsze - na jakie ustępstwa pójdzie Palikot by PO kupiło ustawę o związkach partnerskich? Bo gdyby kupiło to ma w kieszeni lepszy wynik za cztery lata, a my słabą ustawę. Jak nie pójdzie - będzie wynik gorszy/podobny, a my bez ustawy. Ot - takie wybory między młotem a kowadłem. Czyli polityka.

ps. Moje wątpliwości najlepiej komentuje Karnowski:

Wniosek główny: władza poczuje się teraz jeszcze pewniej. To co dzisiaj wydaje się granicą monopolu medialnego, co jest na krawędzi zachowań demokratycznych, jutro stanie się normą. Dobre samopoczucie zamieni się w pychę.

Wybory - "live"

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano niedziela, 9 października 2011

22:00
Chwilowo kończymy, poczekamy na realne wyniki. Różnice na dole są tak małe, że wszystko się może zdarzyć. Ale już gratulacje dla Palikotów!
21:40
Ewa Tomaszewicz:
Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, w tych wyborach znacznie bardziej niż to, kto wygra, interesowało mnie, co się stanie z SLD i Ruchem Palikota. Nie tylko dlatego, że te ostatnie dwie partie są uznawane za nam przyjazne. Główny powód jest taki, że PO i PiS bardzo wielu wyborców wybiera na zasadzie mniejszego zła. W tym kontekście głosy oddane na inne partie są po prostu bardziej szczere. 
Wyniki wyborów z jednej strony pokażą kondycję naszej "lewicy" (w cudzysłowie, bo lewicowy program gospodarczy ma i PiS), z drugiej - poziom frustracji naszą polityką. Niezależnie od tego, czy Ruch Palikota będzie miał dwucyfrowy (sondaż OBOP) czy jednocyfrowy (sondaż Homo Homini) wynik, to właśnie oni mogą czuć się największymi zwycięzcami. Bo udało im się skutecznie przekonać ogromną rzeszę niezdecydowanych i niezadowolonych. Co pokazuje, że to nie jest tak, że my nie chcemy głosować. Owszem, chcemy, tylko w większości nadal nie mamy na kogo. Co dobitnie pokazuje tegoroczna frekwencja, chyba najniższa z dotychczasowych.
I właśnie frekwencja jest tym, co najbardziej mnie martwi. Zobojętnieliśmy? Dojrzeliśmy? Trudno powiedzieć. W każdym razie RP pokazał, że to nie jest tak, że role w Sejmie są z góry obsadzone, tylko aktorzy zamieniają się miejscami. Mam nadzieję, że w następnych wyborach więcej partii (może Zieloni?) pokusi się o rolę czarnego konia, zamiast zawierać pozornie łatwe sojusze, które w efekcie, zamiast dawać im siłę, osłabiają je.

21:35
Joanna Kasprowicz startowała z odleglejszego miejsca z listy SLD w Zielonej Górze. Oto co powiedziała:
Warto było startować, mogłam mówić o swoich postulatach, jednocześnie kampania pokazała, że osoby będące w jednej organizacji startując z różnych partii potrafią się poróżnić.Poczekajmy na oficjalne wyniki, bo sondaże się różnią.

Faktycznie - Homo Homini pokazuje inne wyniki.

21:30
Ciekawe jest to, że wynik PO, PiS i PSL jest identyczny jak ostatnio. Co znaczy, że nic się raczej nie zmieniło na scenie politycznej.


21:20
Monika Czaplicka:

Wynik nie był zaskoczeniem. Biorąc pod uwagę zapowiedzi raczej nie powinniśmy się spodziewać koalicji PO-Palikot. W sytuacji, w której Palikotowcy będą w opozycji nie możemy liczyć na dużą zmianę w polityce. Nie mniej możemy próbować rozliczyć PO z obietnic wyborczych - obiecali nam dyskusję nad ustawą o związkach partnerskich (mam nadzieję, że tą proponowaną przez Miłość nie Wyklucza a nie Grupę Inicjatywną). Wtedy głosy Palikota mogą zdecydowanie pomóc w przeforsowaniu tej ustawy. Nie mniej istotne będzie wsparcie PSL i/lub SLD.
Zmiana, która mogła się dokonać, to fakt, że posłem na Sejm RP może zostać Tomasz Szypuła - nr 3 na warszawskiej liście oraz Ania Grodzka - numer 1 na liście krakowskiej. Co z tego wyniknie? Obawiam się, że w kwestiach politycznych - niewiele. W kwestiach pogłębiania się zapaści w NGOsach - jak najbardziej. Mimo całej sympatii do Tomka i Ani - niestety nie wierzę, że dwie osoby mogą zmienić wiele w naszym Parlamencie.
Tak czy siak będzie to historyczny moment, w którym po raz pierwszy jawne osoby LGBTQ dostaną mandaty poselskie. Mam nadzieję, że jest to dopiero początek naszej walki na niwie politycznej i za kilka lat tych osób będzie więcej, aby nas reprezentować i lobbować w naszych sprawach.

Cisza wyborcza

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano sobota, 8 października 2011

Jest cudnie! Cisza na fejsie, spokój w mediach. Czy tak nie może być codziennie? Nie może, dlatego zapraszam jutro od 12 na dzień z wyborami :)

Poza-rządowe i inne

6

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano czwartek, 6 października 2011

Uch... już od dawna nie musiałem tyle razy przedstawiać na piśmie swojego światopoglądu. Trudne zadanie bloggera, ale niechaj i tak będzie. W ostatnim - na szybko robionym wpisie delikatnie ujmując "oburzyło" mnie wykorzystywanie organizacji pozarządowych do celów politycznych.

Palikot chętnie korzysta z tego typu numerów - wystarczy wspomnieć o chęci wprowadzenia do rządu Adama Bodnara, co szefowi "Helsińskiej" niezbyt się spodobało. Myślę, że warto jeszcze raz przypomnieć jego argumentację:

Nie zamierzam wychodzić z organizacji pozarządowych i z nauki, nie zamierzam zajmować się polityką.

Czyli jednak organizacje pozarządowe to nie jest polityka - nawet gdy chcą zmieniać prawo. I do takiego "trzeciego sektora" jestem przyzwyczajony. Podobną zasadę wyznaje Krytyka Polityczna, przynajmniej mam taką nadzieję. "Nasi" kandydaci wywodzą się z organizacji pozarządowych, mamy dwójkę szefów i jednego członka zarządu. Ja wiem, że u nas poziom refleksji nas wieloma rzeczami jest słabiutki, ale pomyślmy przez chwilę - jeśli kandydaci sugerują, a sugerują to bardzo wprost, że  rzeczywistość można zmieniać tylko w Sejmie, to czy - to już pisałem - nie podważają fragmentu swojej biografii?

A sprawa druga to pytanie do Was - czy Waszym zdaniem poseł/posłanka powinien być szefem/szefową organizacji pozarządowej? Przypomnę, że istnieje coś takiego jak Parlamentarny Zespół ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi. Tygodniowa ankieta po prawej.

Aha - argumenty na nie znam dobrze, może ktoś mi napisze jakieś dobre argumenty na tak?

ps. wyniki głosowania w kwestii wyborów:


W sondzie na IS głosowało ponad 1200 osób (wow - spodziewałem się gigantycznej różnicy) i wynik podobny:


Od jutra cisza wyborcza. Zatem - Panie i Panowie - zmieniłem zdanie. Z jednego prostego powodu:


Co bym nie sądził o SLD - a sądzę bardzo negatywnie - to chciałbym, by była w tym kraju namiastka lewicy. Prawdopodobnie duża część działaczy Palikota (o ile wejdą - ja w sondaże mało wierzę) i tak po wyborach rozpierzchnie się po innych klubach poselskich, a "zmiażdżenie SLD", które choć beznadziejnym, ale jednak jedynym partnerem LGBT do tej pory było jest już przegięciem. Krótko- Gadzinowski.

No i zmiana ankiety po prawej. Zatem do niedzieli!

Paranoja

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano

"Briefing podsumowujący kampanię wyborczą z perspektywy organizacji pozarządowych".

Czy organizacje pozarządowe mogą zastąpić państwo?

Na spotkaniu w Biurze Krajowym Ruchu Palikota Wanda Nowicka i Tomasz Szypuła omówią wyzwania stojące przed sektorem organizacji pozarządowych, szczególnie organizacji zajmujących się walką z dyskryminacją i wykluczeniem oraz opowiedzą jakie działania podejmą w swej działalności parlamentarnej, jako przedstawiciele NGO (trzeciego sektora).

Wybaczcie drodzy państwo, ale jako posłowie już nie będziecie "przedstawicielami NGO". No, chyba że chcecie zamienić swoje organizacje w partyjne przybudówki. Ale o tym, jak "nasz" kandydat interpretuje rzeczywistość dobrze świadczy to:


Tak czy siak - Szypuła i Nowicka w Sejmie - o ile wejdą - nie będą przedstawicielami organizacji pozarządowych. Chyba, że chcemy już zwulgaryzować nawet trzeci sektor. 

Aha - ogólnie to jaja się dzieją. Oto Legierski:

Zignorował nas [Palikot] także, gdy jako Grupa Inicjatywna zwracaliśmy się do niego z pytaniem o współpracę nad projektem ustawy" - dodaje.

Zignorował do tego poziomu, że część GI startuje w wyborach od Palikota? Może zignorował Legierskiego... Na chwilę przed wyborami dochodzimy do poziomu absurdu, którego jakoś nie umiem zaakceptować.

ps. na "briefingu" [co za słowo] mnie nie będzie, ale może ktoś by poszedł? 

Przyjdź!

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: 100 tysięcy, Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza | Opublikowano

Na fejsie ponad 25 tysięcy osób chciałoby się podpisać pod ustawą o związkach partnerskich. To najlepszy wynik ze wszystkich dotychczasowych akcji tego typu i to bez wsparcia portali LGBT, których - celowo - o tym nie informowaliśmy. Dużo? Nie.

Poparcie wirtualne jest ważne, ale czy w realu się uda? Czy ma to sens? Jak - w świetle wyników wyborów, opinii wokół SLD-owskiego projektu ustawy - powinien wyglądać projekt obywatelski? Co dalej z kampanią "Miłość nie wyklucza"? Masz pomysł na działanie?

Zbieranie 100 tysięcy podpisów to zadanie trudne i ryzykowne, dlatego zapraszamy do dyskusji. Jesteś przeciw? Powiedz czemu! Jesteś za? Powiedz jak możesz pomóc! Każdy głos jest ważny.

Przyjdź i pomóż nam odpowiedzieć na pytania. Spotkanie organizacyjne odbędzie się w sobotę 15 października o godzinie 16:00 w klubokawiarni Leniviec, ul. Poznańska 7.

Nie zrobimy wszystkiego, nie przygotujemy najlepszej ustawy bez waszej pomocy. Nie chcemy też by tylko politycy mieli wpływ na kształt ustawy o związkach partnerskich. Posłów i posłanek jest 460. Nas - powinno być minimum 100 tysięcy. Chcecie pomóc podjąć decyzję? Macie pomysły na działania? Czas na was!

Ja wiem, że takie odezwy "do ludu" nic nie dają, że przyjdzie kilka osób, ale może tym razem mnie zaskoczycie? Bo to co mnie najbardziej wkurza w "polskim zaangażowaniu", to fakt, że łatwo wam się komentuje w necie, łatwo klika, a jak przychodzi coś zrobić, to widzimy te same twarze. Nie mam potrzeby tworzenia fikcji - gdyby nie kilkadziesiąt osób zaangażowanych w robienie "czegoś" to byśmy siedzieli w piaskownicy, ale kilkadziesiąt osób podpisów nie zbierze. Czas na was. Widzimy się w Lenivcu.

ps. tak to jest w pewnym sensie szantaż - osobiście podejmuję się realizacji / nie realizacji tego pomysłu. Mówiło się o nim od dawna, więc warto o nim chociaż porozmawiać, ale jak mamy rozmawiać w gronie dobrych znajomych, to zapewniam was - nic z tego nie wyjdzie. Zatem - 15 wyłączamy fejsa i przychodzimy do Lenivca. A osoby z innych miast zachęcam - ogłoście podobne spotkanie, zorganizujcie się. Przyjedziemy i porozmawiamy razem. Nie czekajmy na polityków!

Ostatnia prosta

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano środa, 5 października 2011

Wybory już w niedzielę. I dobrze - ile można?! Zatem dzisiaj prognozy, przepowiednie i refleksje.

Zajmuję się głównie Palikotem, bo to blog homiczy, a tam homiki swoją nadzieję pokładają. Nadzieja ta jest dla mnie oczywista i ją nawet popieram - jeśli Palikoty znajdą się w Sejmie ustawa o związkach - niezależnie w jakim kształcie - będzie obradowana. To faktycznie plus i to duży. Nie przesądza on jednak, że Palikot prezentuje styl, który do tej pory był przez wiele osób odrzucany - eventów, chamskich komentarzy, wpieprzania się na podwórka, które powinny być od wyborów wolne. Mnie martwi najbardziej kondycja "naszych" NGO, które po części stały się tubą partyjną. Zobaczcie ten profil. KPH unika już takiego zaangażowania, ale impreza urodzinowa pokazała, co by się mogło stać, gdyby orga na serio postanowiła się w wybory zaangażować. Czemu tak się dzieje? Rozumiem - nadzieja na łatwe załatwienie spraw o które się walczy, ale to jest strasznie krótkowzroczne.

Tak czy inaczej - osoby LGBT raczej chcą głosować na RPP. Kuszenie się udało, z wyśmiewanego błazna, na którego psioczono stał się Palikot głównym obrońcą i bojownikiem o nasze prawa. Gdzie był przez te wszystkie lata? A co to kogo teraz obchodzi? Liczy się doraźny zysk.

Ja jestem nawet z tego wszystkiego bardzo zadowolony. Dokonuje się zmiana - LGBT trafia do mainstreamu, dokonują się te same procesy, które zachodziły w krajach zachodnich - przeniesienie dyskursu "homiczego" z lewej strony sceny politycznej na dyskurs miejskiego establishmentu. Wraz z "gejowską turystyką", "gejowskim biznesem", "jestem gejem więc na mnie głosujcie" ruch LGBT na Zachodzie oddalał się od haseł sprawiedliwości społecznej, równych szans ekonomicznych, do tego stopnia, że zaczął wykluczać niewygodne politycznie grupy wewnątrz.

Proces ten jest dobrze opisany, jego efekty były dwa - uzyskanie przez osoby LGBT pewnych praw, oraz utworzenie jednego dominującego dyskursu, który w pewnym momencie stał się wykluczający. U nas już mamy tego zręby.

Tak samo jak na Zachodzie istnieją organizacje, które pracują z rządem i wspierają przychylnych polityków, tak są i organizacje, które walczą o prawa marginalizowanych. Bo tak szczerze mówiąc, to przecież związki partnerskie są zachcianką, gdy "nie ma się co do garnka włożyć". Istnieją biedni geje i biedne lesbijki, którym program partii Palikota raczej nie pomoże. Ale o "związki partnerskie" walczą wielkomiejscy geje i lesbijki, którzy zawsze jakoś sobie poradzą. Dlatego udają, że nie widzą jaki program wspierają.

Znaczy się jest źle czy dobrze? Jest bardzo dobrze! Tak to wszędzie wyglądało i wygląda. To naturalny etap w rozwoju. Już się podzieliliśmy - są ci, którzy chcą u podstaw i ci, którzy chcą przez sejmową trybunę. Są ci, którzy chcą równości społecznej także w sferze ekonomicznej, a są tacy, którym wystarczy zagwarantowanie praw. Nie ma czegoś takiego jak "naturalne środowisko polityczne" dla osób LGBT. To chyba po raz pierwszy widzimy tak silnie.

Ja się nie obrażam na Palikota, mi on nawet pasuje - zagarniając dla siebie pewne poletko sprawia, że inne przestrzenie działania stają się bardziej wyraziste, łatwiej dostępne.  I o ich zagospodarowanie trzeba walczyć.

Zatem kończąc - pojawienie się Palikota wyprzedziło i uruchomiło pewne procesy, których powinniśmy być świadomi, bo inaczej skończymy tym, że poprzemy PiS gdy powie, że jest za związkami partnerskimi. A wbrew pozorom to jest scenariusz, który już przetestowano w kilku krajach.

Zatem idźcie i głosujcie. Jeśli Palikot wejdzie do Sejmu będzie to tylko i wyłącznie dobrze świadczyło o ruchu LGBT w Polsce. W końcu dorównamy Zachodowi. I mi to się naprawdę będzie podobało.

ps. Zapraszam w niedzielę na relację "live" - będą goście, będą nagrania, komentarze "na żywo" i sporo zabawy.

Aha - wypełnijcie ankietę. Proszę...

Komunikat

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano wtorek, 4 października 2011

Na walnym zgromadzeniu członków Stowarzyszenia Otwarte Forum - wydawcy czasopisma internetowego www.homiki.pl - które odbyło się 25 września 2011 r. wybrano nowe władze.
Stanowiska Prezeski i Zastępcy Prezeski będą przez kolejną kadencję sprawować Uschi Pawlik i Marcin Teodorczyk, zaś na stanowisko Skarbnika/Sekretarza wybrany został Wojciech Szot.

Więcej o SOF, a mi pozostaje tylko powiedzieć, że trochę się cieszę, choć wiem jak będzie trudno. Już jest.

Palikot to nie lewica

16

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, WYBORY 2011 | Opublikowano

Wywiad z Robertem Biedroniem jest zatytułowany "marzę o nowej lewicy". Ta "nowa lewica" to oczywiście partia Palikota. Zatem - sprawdzam.

1. Z raportuRuch Palikota proponuje uproszczenie systemu podatkowego i wprowadzenie liniowego podatku PIT (18%) oraz jednej stawki VAT (18%) (...) Wprowadzenie podatku liniowego na poziomie 18% z jednoczesną likwidacją wszelkich ulg i kosztów uzyskania przychodu, oznaczałoby podniesienie opodatkowania dla większości gospodarstw domowych (...).

Lewica?

2. Gdyby dosłownie potraktować deklaracje Ruchu Palikota dotyczące ujednolicenia stawek VAT i wprowadzenia podatku liniowego w systemie PIT na poziomie 18%, to takie rozwiązania podniosłyby obciążenia podatkowe gospodarstw domowych o prawie 40 mld zł rocznie. Samo wprowadzenie liniowego podatku dochodowego, poprzez likwidację ulg i przywilejów podatkowych w tym systemie, przyniosłoby korzyści dla sektora finansów publicznych szacowane na 22 mld złotych. Na takim rozwiązaniu proporcjonalnie najbardziej straciłyby gospodarstwa o niskich dochodach. 

Lewica?

3. Z programuZasada darowizny z puli 2,5% od podatku, deklarowanej przez obywateli przy rocznym rozliczeniu podatkowym. Z tej samej puli 2,5% finansowanie Kościoła i organizacji pozarządowych. To obywatel wybiera, na co chce przeznaczyć pieniądze.

Niby podwyższa się kasę dla OPP, ale jednocześnie to partie mają największe pieniądze na reklamę. Do tego postulat ten jest kłamliwy - to nie jest darowizna, a wskazanie państwu celu wydatkowania kasy. W 2010 roku przekazaliśmy na OPP 400 milionów zł. W propozycji Palikota by wyszedł miliard zł. Od wyborów 2007 PO dostaje trochę ponad 36 milionów zł. rocznej dotacji - podejrzewam, że wtedy by dostała jeszcze więcej. Ściganie się NGO z partiami politycznymi o 2,5 procent podatku doprowadziło by do patologicznej sytuacji - co z firmami prowadzonymi przez sympatyków danej partii, gdzie to często PITy są generowane automatycznie dla wszystkich i firma decyduje komu wpłaci 1 procent? Możliwości nadużyć jest tu tak dużo, że propozycja ta jest po prostu aberracją.

Lewica?

4. Chore myślenie o kulturze: Tym, co chroniło Polskę jako wspólnotę, była i będzie kultura. Kulturze jednak nie można stawiać takich zadań. Ona sama je realizuje wówczas, kiedy jest prawdziwie wolna.

Kultura jest uwiązana właśnie państwowymi dotacjami, zwiększając je wcale nie doprowadzimy do jej uwolnienia. Doprowadzić do tego może odpolitycznienie procesu przyznawania dotacji. O tym nie ma tu ani słowa. Kultura "gdy jest wolna" (czujecie to "zniewolenie" jak z programu PiS?) nie musi myśleć wspólnotowo, ba - akurat chyba za PO nasza kultura choć narzeka, to w kwestiach wolności czuje się nieźle. Żydówka reprezentująca Polskę na Biennale? Czy to było kiedykolwiek możliwe?

5. EwaPalikot ostatnio znowu błysnął - tym razem pomysłem, by zmniejszaniem bezrobocia nie zajmował się rząd, a organizacje pozarządowe lub firmy, które będą z tego czerpać zyski

Lewica?

Podsumowanie:

Prawo do aborcji, in vitro, związki partnerskie - to nie są hasła "lewicowe". Współcześnie podział na lewicę-prawicę nie jest tak oczywisty jak kiedyś. To nie są nawet hasła liberalne. Równie dobrze - co udowadniają nam politycy w USA - można być konserwatystą i być za związkami partnerskimi, o in vitro nie wspominając. Jeśli "nowa lewica" ma być czymś co miesza wtłacza osoby LGBT - poprzez poparcie ich postulatów - w dyskurs nie-lewicowy gospodarczo to nie możemy mówić o "lewicy". Wojewódzki ma rację:

Wielu Polaków ma dziwkarski stosunek do polityków i polityki – ci muszą spełniać ich fantazje i zachcianki. Jak się rozczarują, to zmieniają dziwkę. A najgorsze są te, które potrafią się wystroić do wyborów w dowolnie skrojony mundurek zachowań, haseł i frazesów. Gotowe do transakcji na każdych warunkach.

Otóż to - Palikot spełnia nasze zachcianki, ale sprawia, że osoby głosujące na lewicę - zdałoby się popierające lewicowe hasła - nagle zapominają o tym co w lewicowym myśleniu jest jednym z priorytetów - wsparciu słabszych ekonomicznie. Rację ma jeden z działaczy PiS, że Palikot to miejska Samoobrona, wykorzystująca nośne hasła po to, by wchodzić na tereny do tej pory od partii politycznych przynajmniej częściowo wolne - m.in. organizacji pozarządowych. Zrównanie w prawie do 1 (2,5) procenta partii politycznych i NGO pokazuje najlepiej myślenie Palikota o pozarządówce. To nie ma być poza-rządówka. To ma być element kampanii. Zarówno Anna Grodzka jak i Robert Biedroń zadeklarowali, że gdyby zostali posłami to nadal będą działać w swoich organizacjach. Myślę, że to chwilowa deklaracja. Obym się nie mylił - partyjne przybudówki w postaci organizacji pozarządowych to coś bardzo smutnego. Grodzka w wywiadzie mówi:

Środowiska reprezentowane przez organizacje pozarządowe powinny być także reprezentowane w polityce, dlatego, że oni są w bezpośrednim kontakcie z problemami i ludźmi, którzy są inni (...).

Ale to nie znaczy, że organizacje pozarządowe mają być partiami politycznymi. Bo to osłabia siłę protestu. Palikot narodził się z ruchu społecznego, ale kiedy już ze społecznika przebieramy się w portki polityka warto pamiętać, że organizacje pozarządowe nie są po to, by z nich robić miejsca do promocji polityki.

Tak - jestem przeciwko oddawaniu głosu na partię Palikota. Bo dla mnie "związki partnerskie" to nie jest hasło, które przykrywa takie zdarzenia. Bodnar powiedział/napisał:

Nie zamierzam wychodzić z organizacji pozarządowych i z nauki, nie zamierzam zajmować się polityką.

Szkoda, że tak mało jest osób, które nie traktują działalności w NGO jako trampoliny do kariery politycznej. Szkoda, że tak wiele jest osób, które uważają, że Palikot to lewica. Niektórzy tłumaczą się  "popieram osobę - nie partię". Ja nie umiem poprzeć osób, które poparły partię. Bo wiecie co jest teraz moim największym marzeniem? Gej startujący z listy PiS.

ps. polecam też refleksje z tego bloga.

Lego Parada

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Obcy w Internecie | Opublikowano niedziela, 2 października 2011

Tym razem z działu "sztuka zaangażowana":





Cała galeria tutaj.