ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Dlaczego "na nie"?

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano piątek, 30 września 2011

Dlaczego tak się zajmuję wyborami? Bo jest wiele osób "od nas". Dlaczego nie zagłosuję na Palikota? Bo się boję z czym jeszcze wyskoczy.

Ale dlaczego marudzę? Bo to co widzę jest po prostu przerażające.

1. Kandydaci postanowi zdewaluować działania organizacji pozarządowych. Non-stop podkreślają, że tylko w Sejmie mogą coś zmienić. Nie rozumiem dlaczego dla lepszej pensji i wygodniejszego życia tak odcinają się od tego co robili do tej pory. Mam obawę, że Anna Grodzka (szefowa Trans-Fuzji) i Tomasz Szypuła (szef KPH) mogą - może nieświadomie - doprowadzić do pogłębienia się kryzysu homiczych NGO. Jak? Już się to dzieje. Przytoczę maila - pozwolicie, że anonimowo:
KPH się zwija: oddział Poznański przestał istnieć, Śląsk stworzył nową organizację, nie ma Wałbrzycha, Białegostoku, o ile wiem Krakowa i kilku innych. Grup poza miastami wojewódzkimi w ogóle nie ma i nie ma zainteresowanych. Szczecin, Zielona Góra, Lublin to tylko kilka osób, które organizują jakieś pokazy filmowe filmy czy spotkania (albo kampanie polityczne siebie - wystarczy popatrzeć ile koordynatorów kandyduje w tych wyborach). Działają już tylko: Gdańsk, ale oni zajmują się prawie już tylko esk2016 i sprawami prawnoczłowieczymi i Wrocław z festiwalem i imprezami kobiecymi. Te same projekty się ciągną od ostatnich 2-3 lat, nawet Replika ledwie zipie ostatkiem tchu i skrobie jak może dotacje gdziekolwiek. KPH zdrowie przestało się zajmować przyjaznym ginekologiem, kph psychologia zniknęło, kph młodzi przekształcono na siłę w nową organizację, kph warszawa zdelegalizowano.
Najważniejszy fragment:
Zobaczyli, że Legierski był w stanie wypromować się na NGOsach albo bardziej sprawach "społecznych", to postanowili, że oni też (bo dlaczego by nie? inwestowali w KPH dużo czasu i kasy, to teraz chcą, żeby się im zwróciło).
Z innych źródeł dużo się mówi o tym, że w KPH panuje rozgardiasz, bo szef robi sobie kampanię wyborczą. Jeśli przez ostatnie lata walczyliśmy o wzmocnienie roli organizacji pozarządowych, to dzięki tej kretyńskiej kampanii wyborczej zamiast NGO'sów będziemy mieli trupy. Może nie będzie aż tak źle, ale tego się obawiam. Pytanie - kto będzie prowadził TransFuzję jeśli do Sejmu trafi Anna Grodzka? Kto ją zastąpi? Znam organizację i myślę, że będzie to problem. Mam nadzieję się mylić. Nawet bym chciał by Szypuła został posłem. Może ktoś odświeży orgę?

2. Wykorzystywanie związków partnerskich. Umówmy się - nikt nie ma pojęcia co jest w ustawie zaproponowanej przez Grupę Inicjatywną. No ok - niewiele osób. Dzięki temu, że praktycznie nikogo nie obchodzi co w niej jest, można sobie spokojnie brać ślub pod Urzędem Stanu Cywilnego a ludziom proponować płacenie za notariusza. To się nazywa chyba obłuda.

3. Dewaluacja postaw. Oto można być byłym szefem KPH i kandydatem do Sejmu w Warszawie, zakładać Instytut Podkarpacki i opowiadać o potrzebach Podkarpacia, a potem pojechać nad morze i mówić, że Słupsk potrzebuje lepszego połączenia z Warszawą (znajomi mi mieszkańcy Słupska twierdzą, że raczej z Berlinem). Kiedyś protestowaliśmy przeciwko nagrodzie Hiacynta dla Palikota, teraz wszyscy próbują go wytłumaczyć z "Ozonu" i "jestem gejem" na koszulce. Łatwo zapominamy, wystarczy nam zamachać związkami partnerskimi i już jesteśmy grzeczni.

4. Homonacjonalizm. Ciągle słyszę - trzeba głosować na swoich. Ale czy przypadkiem właśnie nie walczymy z tym by orientacja/tożsamość płciowa były bez-znaczenia? Czy to nie obraża kandydatów i kandydatek? Obowiązki pedalskie rozumiem tak, że popieram postulaty, ale wybieram ludzi, którzy je głoszą. Nie patrząc na orientację seksualną, bo to - podobno - dyskryminuje. A może jednak nie?

5. Tak - jestem sfrustrowany. Poziomem polskiej polityki i refleksji nad nią. Ruch Palikota przygarnął osoby sfrustrowane polityką, ale wtłacza je w ten sam schemat. Może zabrakło refleksji?

Nie ma - jak zawsze - poza blogami debaty nad tym jak "nasi" kandydaci reprodukują schematy, przeciwko którym nie tak dawno protestowali. Nie ma refleksji nad tym, że uwikłanie nas w kampanię wyborczą to próba założenia osobom LGBT klapek na oczy i szantaż. Ale to dobrze, Palikot chce by było u nas "jak na Zachodzie". Tam są politycy LGBT i organizacje LGBT, które ich krytykują. Czas na nas?

UPDATE: Na fejsie wyszła rozmowa, że ponoć Anna Grodzka jako posłanka dalej będzie szefową Trans-Fuzji. No to już dla mnie jest nieetyczne. Ale de gustibus.

Łamanie zasad

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano czwartek, 29 września 2011


Był ślub wśród najwyższych sfer 
Taki odlot każdy mieć by chciał 
Sto prób odbyło się 
Żeby każdy swoje miejsce znał 

Ślub był dla mediów. Przyszedłem o 14:00 i miejscu zobaczyłem pięć osób oraz zmierzającą ku "nowożeńcom" ekipę Superstacji. Stwierdziłem, że nie mam ochoty być policzonym jako "gość" ślubu i wycofałem się do BUWu czytać Groickiego. Po powrocie do domu zobaczyłem, że jest to najgorętsza wiadomość w mediach. Wiadomo - ślub dwóch mężczyzn, niby symboliczny, ale zawsze. O widoczność tu chodzi, bo jak się dużej kasy nie ma, to trzeba zrobić show. To show na poziomie żenującym, ale znamy wiele innych pokazów na gorszym. Gazeta jednak dała przytomny komentarz:

Pomysł na wyborczy happening świetny. Temat kontrowersyjny, ale ważny, i to nie tylko dla tysięcy lesbijek i gejów. "Takiego ślubu Warszawa nie widziała" - reklamowali wydarzenie. Oglądać, niestety, nie było czego.
Nie było ani limuzyny w kwiatki, ani marszu Mendelssohna, ani nawet urzędnika, który by symbolicznego ślubu udzielił. W rzeczywistości zamiast ślubu była zwyczajna konferencja prasowa dwóch kandydatów na posłów. Słowo "ślub" było tylko wabikiem dla dziennikarzy, którzy stawili się całkiem licznie, ale odeszli, szczególnie fotoreporterzy i operatorzy kamer, zawiedzeni. 
- Całować się nie będziemy, bo to mogłoby się nie spodobać naszym partnerom - oświadczył Tomasz Szypuła. - Ale możemy się objąć "na misia". 

Instrumentalizacja związków partnerskich jest czymś oczywistym. Sami tego chcemy i nie mamy wyjścia. Jednak co innego instrumentalizacja a co innego okłamywanie ludzi. Bo ten "ślub" mający poprzeć ustawę o związkach, sugerował, że związki partnerskie będzie się zawierać w Urzędach Stanu Cywilnego. Ustawa zaś nie jest o "związkach partnerskich", a o "umowach związku partnerskiego".

Do czego prowadzi "symboliczny" ślub? Do takich komentarzy Terlikowskiego:

Na kilka dni przed wyborami poseł Janusz Palikot postanowił upomnieć się także o los singli. Zatroskany o los tych z nich, dla których nikt nie jest tak dobry, jak on sam – Palikot zawarł związek małżeński sam z sobą.

Oczywiście cały komentarz jest chamski, ale faktycznie - do czego jeszcze RPP jest w stanie się posunąć w swoich pokazach? Tego nie wiem.

Posta zatytułowałem "łamanie zasad". Bo Szypuła z Jasińskim złamali podstawową dla walki o nasze prawa zasadę "kontraktu autobiograficznego" (ok - wykorzystuję Lejeune'a) - to co robimy to nie teatr, to walka o nasze losy.

I jeszcze trochę szefa KPH:

 

To ciekawe, że szef największej organizacji mówi jak Jarosław Kaczyński: "chciałbym zakończyć spór polsko-polski". Dalej jest też nieźle: "Chciałbym żyć w otwartym i wolnym społeczeństwie". Mam nadzieję, że chodzi o zniewolenie homofobią, a nie teorie spiskowe. A ta energia, która z tego bije... po prostu porywające. To ja już wolę to:

Zasady

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano

Ostatnio zmieniam klimat i tym razem bym chciał się - razem z wami w komentarzach jak będziecie chcieli/chciały - zastanowić nad niektórymi - mającymi wspólny mianownik - pojęciami. Inspiruje mnie pewien zwolennik Palikota, który napisał:

Znów to samo. Gdy tylko wychodzi kwestia aborcji lub in vitro, "dziennikarz" od razu przytacza, że kościół ma w tej kwestii jasne zdanie, że bla bla dogmat bla bla. Czemu nikt - i tutaj w szczególności mam na myśli panie z SLD i RPP - nie powiedziały: "Hola hola, panie dziennikarzu, a czemuż to pan wspomina cokolwiek o zdaniu kościoła w tej kwestii? Czy aby konstytucja nie mówi wyraźnie, że zdanie kościoła to sobie kościół w nawę wsadzić może? Czemu zawsze w kwestiach światopoglądowych nagle ktoś mówi o tym, co kościół mówi na ten temat?

Konstytucja mówi w art. 25 ust. 3, że „stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego". Normy te uzupełniała art. 25 ust. 2: „władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych obywateli, gwarantując swobodę ich wyrażania w życiu publicznym". Chyba warto to przypomnieć, bo konstytucja wcale nie mówi tylko o rozdziale, ale i "współdziałaniu dla dobra człowieka". Nie patrząc na inne akty prawne, zwłaszcza Konkordat, mam co jakiś czas zagwostkę.

Otóż - jeśli przyjąć, że chcemy by przedstawiciele i przedstawicielki (te akurat w zdecydowanej mniejszości) nie wchodzili nam z butami w życie publiczne, to musimy przyjąć zasadę dominacji pewnej ideologii. Ta ideologia - dla mnie słuszna - mówi o rozdzieleniu poglądów czerpiących swoje źródło w teologii i doktrynie religijnej od poglądów motywowanych innymi źródłami niż dogmaty wiary. Jednocześnie mój dylemat polega na tym, że my głosimy następującą - przykładowo - prawdę:

Aborcja jest prawem człowieka do wyboru.

Niektóre kościoły/związki wyznaniowe mówią:

Aborcja to zabijanie ludzi.

Jasne jest, że na tym poziomie rozbieżności nie da się dojść do porozumienia, ale mam jakieś - nazwijmy to tak - wewnętrzne przekonanie, że ten głos też jest ważny. Sam argument - "Kościół się wpierdala" mnie nie przekonuje, a mam wrażenie, że tym argumentem najczęściej się posługujemy. Jestem jak najbardziej za tym, by Kościół mówił głośno to co ma do powiedzenia. Na tym polega uczciwość w grze. Jeśli ja mam prawo zażądać związków partnerskich, ktoś inny ma prawo być im przeciwny. Oczywiście tu kłopotem jest gdy jesteśmy nazywani dewiantami - ale to znowu inny rejestr - nie obraża mnie czyjś sprzeciw wobec związków partnerskich, nawet umotywowany biblijnie, a nazywanie mnie "dewiantem" czy "pedałem". 

Jestem zwolennikiem próby sił. Jeśli moje hasło będzie lepsze niż hasło "kościelne" - przyciągnę więcej ludzi. Kościół katolicki ma oczywiście ze sobą wzmocnienie - karę, grzech, potępienie.  Ale i my mamy coś takiego - bycie za związkami włącza we wspólnotę ludzi "nowoczesnych", jest w jakiś sposób już "trendy". Dlatego nie chciałbym nikomu zakazywać z góry mówienia o stanowisku religijnym, gdyż jednak jest to ważny głos w debacie publicznej. Antyklerykalizm powinien zasadzać się na sprzeciwie wobec instytucji (ksiądz kropiący nowego Orlika), a nie tylko ideologii. 

Tu dochodzimy do tego co nas w najbliższych dniach czeka. Blokady Marszu Niepodległości 11 listopada czy jak to się nazywa. W ubiegłym roku byliśmy świadkami jak "nasi" oprócz blokowania marszu w umówionym miejscu postanowili zrobić blokadę w świetle prawa niezbyt legalną. Podniosły się głosy oburzenia, przy zapomnieniu tego, że gdy my domagamy się blokowania nielegalnych manifestacji podczas Parady to jest ok, ale gdy my taką robimy to już prawo jest złe. 

Zasadą podstawową jest prawo w którym funkcjonujemy. Nie jestem zwolennikiem jego łamania w demonstracyjny sposób. Rok temu ci "faszyści" wystawili "nas" do wiatru zachowując się całkiem grzecznie i unikając skandowania haseł przez prawo zakazanych. "Myśmy" dali się wrobić. W tym roku czuję, że może być podobnie - obie strony grają o wizerunek. Zakładanie z góry, że w Marszu Niepodległości weźmie udział tylko ONR i ten ONR będzie tam skandował "Żydzi do Auschwitz" jest - cóż - niesprawiedliwe. Tak samo jak zakładanie, że w Paradzie idą tylko "przegięte cioty". 


"Nie przejdą". Przejdą. Mają do tego prawo. Dura lex sed lex. Przez ostatni rok nie widziałem żadnej inicjatywy kierowanej przez 11listopada.org, która by miała na celu zmianę prawa w kwestii manifestacji - taka zmiana przecież uderzyłaby również w "nasze" manifestacje. Co sądzę o wykorzystywaniu wizerunku dzieci do takich reklam to już inna sprawa, ale mam nadzieję, że w tym roku skończy się na legalnej manifestacji, a nie na przejmowaniu wzorców, które ustalają "oni". Bo chyba najgorszym jest, gdy mówi się tak jak mówi twój przeciwnik. Powinniśmy być mądrzejsi.

Kończąc - bycie "anty" nie może polegać na zakazach. To doprowadzi tylko do eskalacji przemocy realnej i symbolicznej. "Anty" to podejście, które uwzględnia istnienie różnych światów w obrębie jakiejś społecznej umowy. Oczywiście to utopia, ale chyba ważne jest czasem jej widzenie. 

To mój prywatny problem - chyba ostatnio najważniejszy - odpowiedzieć sobie na pytanie - jak być za czymś, by komuś drugiemu nie mówić co powinien myśleć. Bo takie systemy mnie przerażają. I choć chcę ustawy o związkach, chciałbym, żeby neofaszystów nie było, to wiem, że zwykłym zakazem czy blokadę nie dokonam niczego. Ale też nie wiem jak dokonać "coś".

Pamiętacie oburzenie z powodu hasła "Byli łatwopalni" wymalowanego na jedwabieńskich memoriałach? A gdyby to hasło zostało użyte przez kogoś, kto "może"? Jego siła jest niesamowita. Bo to się dokonało "łatwo", często bez oporu, w milczącym sprzeciwie-zgodzie. Wciąż na pytania - kto może mówić i co może - nie umiem odpowiedzieć. I dlatego chyba tak mnie to fascynuje.

Fikcyjny ślub

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano środa, 28 września 2011

Teatrzyk kandydatów do Sejmu rozwija się na fejsie. Przybywa ciekawych komentarzy negatywnych. Kilka cytatów:
Kaki: Czy naprawdę ośmieszanie związków jednopłciowych jest warte tego, żeby w gazetach napisali "Tomasz Szypuła"? (...) To jakiś koszmar. Ludzie chcą traktować małżeństwo, uczucia, przyrzeczenia i zobowiązania poważnie, bo to jest poważne, niezależnie od tego jakiej kto jest płci, społeczeństwo w dużym odsetku uważa, że jest inaczej. Chcesz je w tym utwierdzić? 
Szymon: Czy naprawdę nie dało się znaleść 1 pary, która zdecydowałaby się wziąć publicznie ślub humanistyczny lub kościelny? Czy naprawdę trzeba ośmieszać tradycję ślubną dla własnych partykularnych interesów wyborczych?
Ela: Długo jesteście razem? Ma to dla was jakiekolwiek inne znaczenie, poza zdobyciem głosów?
Autor wydarzenia:
Ten "ślub" to głos w tej kampanii o potrzebę związków partnerskich. To nie jest kpina, ani żart. To działanie dwóch facetów, którzy w swojej pracy zajmują się wprowadzeniem związków partnerskich - ja w KPH, Paweł w Ruchu Palikota. To jest wszystko na poważnie, bo to poważny polityczny postulat! A kampania wyborcza jest właśnie po to.
Odpowiedź:
Zaraz zaraz, gdzie ślub, a gdzie związki partnerskie? Jaki jest związek pomiędzy udawaniem, że się bierze ślub (bo może jestem niedoinformowana, ale Ty i Paweł chyba nie jesteście razem?), a projektem ustawy, w którym o "ślubie" nie ma mowy?
I chyba najważniejsze:
Aisyrk: Znamienne, ze geje chcąc uzyskać aprobatę heteroseksualnych ludzi organizują akcję, ktora drwi z ważnych dla nich rzeczy.
No właśnie. Jakiś czas temu był taki news: [Szypuła] Chciał zawrzeć związek małżeński ze swoim partnerem Hiszpanem. Hiszpańskie prawo, podobnie jak prawo kilku innych krajów UE, dopuszcza nie tylko związki partnerskie, ale też jednopłciowe małżeństwa. Jednak kierownik USC dla miasta Warszawy odmówił mu wydania zaświadczenia. Nie chcę wchodzić w personalne i prywatne sprawy, bo tego zawsze unikam, ale... może już lepiej by było prawdziwego chłopca pokazać? No chyba, że panowie chcą potwierdzić regułę: "nie ma realnych związków homiczych"? KPH już raz zorganizowała akcję, w której były napisy "jestem lekarzem - jestem gejem" i zdjęcia agencyjne.

Na koniec zaś Robert Biedroń a'la Cimoszewicz:


Jakie macie skojarzenia z gwiazdą?

ps. musiałem:


Matoł

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano wtorek, 27 września 2011


To jest prawdziwe...

Eventy polityczne

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano

Miało nie być o wyborach przez jakiś czas, ale nie mogę. Sami się podkładają.



Nawet nie wiem od czego zacząć... Po pierwsze panowie parą nie są (no chyba, że się coś zmieniło, ale raczej nie), więc to już jest trochę zbyt cyrkowe, po drugie - nazwa, która jakoś mi kosmitami zajeżdża, po trzecie - sam Szypuła lansuje ustawę, w której nie ma ani słowa o urzędach stanu. Oczywiście event pod kancelarią notarialną by się nie sprzedał, ale to mi już zajeżdża lekko hipokryzją. 

Czytam komentarze do sondaży Palikota, także blogowe wypowiedzi, z których najciekawsza tutaj. Nieprosty pisze, że:

1. RPP jest przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne - co wydaje się absurdem patrząc na to jakie inne propozycje RPP promuje.
2. RPP ma wizerunek, nie ma osób.
3.Manifest Anny Grodzkiej ocenia jako "Słowa, obietnice, kwestie bardzo ważne, mniej ważne, deklaracje… Ale to wszystko jest podane w takiej formie, że niewiele z tego wynika. Dlaczego Grodzka nie mówi wprost, bez przybierania jakichś retorycznych szatek? Dlaczego wpada w ten manieryczny ton, który czyni jej przekaz niestrawnym i nieco jednak nieczytelnym? Ja jestem prostym człowiekiem i do mnie trzeba mówić wprost – po swojsku, jak do ziomala z kwadratu."

Ale wniosek jest jeden - RPP wybieramy drogą nie "wyboru" a eliminacji. Mi też tą drogą wyszło, że powinienem na nich zagłosować. I to jest oraz będzie kłopot dla tej partii - gdy pojawi się alternatywa (tutaj warto zauważyć, że sondaże przestały zajmować się Korwinem-Mikke), drogą eliminacji wykreślone zostanie RPP. No i w odpowiedziach telefonicznych chyba gra rolę nazwa - ludzie by może chętnie na Palikota zagłosowali, a on przecież z Wawy startuje :)

To fakt, że jest to jedyna partia, która głośno mówi o "naszych" postulatach, wystawiła sporą liczbę kandydatów homiczych... brawa się należą, ale ja w stosunku do polityki wymagam jednak profesjonalizmu - przecież najbardziej widocznymi kandydatami u Palikota (a gdzie kobiety w RPP? Oprócz Grodzkiej i Nowickiej prawie wcale ich nie widać) są właśnie "nasi", co sugeruje, że zaplecze partii jest słabiutkie. 

Chwilami myślę, że mógłbym za to zagłosować na tego pana:


Jakoś jego eventy mnie nie irytują.

Wrażenia z kultury

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano

Okres przedwyborczy sprawia, że przestaję czytać portale i mniej sprawdzam doniesienia na fejsie. Zablokowałem chwilowo osoby, które prowadzą kampanie wyborczą kandydatom i kandydatkom - choć niektóre z tych osób lubię, to zwyczajnie nie da się tego już czytać.

Tak więc filmowo:

"Nowy Almodovar" - jak już musicie iść na Almodovara, to idźcie, ale nie spodziewajcie się niczego szczególnego. Film ładnie zrobiony, ale przewidywalny, z psychologią na poziomie przedszkola. Wstawki w rodzaju "a teraz będą bawił się w bonsai" by pokazać jak bardzo lubię podporządkowywać sobie naturę - nie dla mnie. Muzycznie ciekawy.

W końcu obejrzałem Portman w "Czarnym łabędziu". Film-wydmuszka. Strata czasu.

"Braterstwo" - nie jest to film wybitny, ale przy tym co w tym roku nam tęczowi dystrybutorzy zaoferowali, chyba najlepszy. Niedługo będziemy mieli wysyp homiczych filmów, więc z ocenami się wstrzymuję, choć po ostatnim sezonie szczerze mówiąc (pisząc) nie wiem czy mam ochotę na kolejne filmy Tongariro. Myszki dookoła mówią, że jest nieźle, ale ja po obejrzeniu "wybitnych" propozycji wiosennych chyba muszę zostać zaciągnięty do kina siłą.

Lektury:

Tu jak zwykle nie wiem od czego zacząć. Tuszyńska i biografia Singera - mistrzostwo! Mnie fascynuje zagadnienie seksu w jej twórczości. Autorka uwielbia o seksie pisać i chyba w każdej swojej książce zwraca uwagę na to, że w erotyce (czy imaginacjach erotycznych) najlepiej można zobaczyć bohatera i siebie samego. Chciałbym porozmawiać z Tuszyńską o seksie.

Nowe tłumaczenie "Procesu" Kafki dokonane przez Jakuba Ekiera. Wybitne. Porównajcie te frazy:

Ktoś musiał fałszywie oskarżyć Józefa K., bo przecież on nic złego nie zrobił, a został pewnego ranka pozbawiony wolności.

Jemand mußte Josef K. verleumdet haben, denn ohne daß er etwas Böses getan hätte, wurde er eines Morgens verhaftet. 

Absurdalne tłumaczenie Józefiny Szelińskiej miejmy nadzieję, że nie zepsuje już nikomu lektury. A tak to u niej brzmiało:

Pewnego ranka Józef K. obudził się i zamiast kucharki Anny zobaczył nieznanego, ubranego na czarno mężczyznę.

Koszmarne. Proust odłożony na zimę. Obiecałem sobie, że do 30 roku życia przeczytam. Zakupiona Alina Blady-Szwajger - płynne to, choć Baumanowa była ciekawsza. Kundera i "Żart" przypominają mi o tym, że czas do niego wrócić (czytałem już, ale chcę powtórzyć), jednocześnie wydanie PiWowskie jest tak koszmarne (mała czcionka), że to potrwa. Mam nastrój na powroty - niestety w księgarniach nie ma "Jeśli zimową nocą podróżny" Italo Calvino, bo bym się rzucił na to. Odkryciem tygodnia zaś jest "Tintin", którego  przeczytałem pierwszy raz dzięki temu, że po prostu włożono mi go do rąk na pewnym napuszonym przyjęciu (takie "gifty" to ja rozumiem).

Na czytanie ostatnio mam mniej czasu, bo staram się skończyć to:



Inne przygody kulturalne? Muzycznie i patriotycznie zakupiono płytę Kurzak - świetne, choć jeszcze trochę za młoda ona jest do tego typu wydawnictw. Powrót do Bjork - Hyperballad męczę codziennie. Za to do pracy nad książką świetnie nadaje się... Katy Perry. Tak to głupie, że aż człowiek się skupia na pisaniu.

Nie jestem najlepszym przykładem ciotki-kulturalnej. Nie byłem na Pinie Bausch bo mnie to nie kręci, nie chodzę na Grzybobranie, ani nie uczęszczam do teatrów, które dla mnie mogłyby nie istnieć - po prostu nic nie znajduję w tym ciekawego, by stracić kilka godzin na zastanawianie się jakie "szaleństwa" siedzą w głowie reżyserów. Restart teatralny trwa już dość długo i obawiam się, że jeszcze tak z rok potrwa. Fanem zaś koncertów nigdy nie byłem i nawet Stacey Kent w Kongresowej chyba mnie nie przymusi. M. chce mnie wyciągnąć do Romy na jakąś wariację na temat "Antony'ego", już się boję.

Jakby ktoś z czytających miał Calvino do pożyczenia (ja oddaję książki - po latach), to bym poprosił, poza tym - może wy napiszecie w jaki sposób podwyższacie poziom czytelnictwa w Polsce?

ps. zapomniałem o tym, że jak zawsze jestem na bieżąco z serią "Reportaże" Czarnego. Ale to chyba oczywiste.

Oratorium

2

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano sobota, 24 września 2011

Właśnie wróciłem z prawykonania "Oratorium na orkiestrę i chór mieszkańców Warszawy" w ramach Warszawskiej Jesieni. W przedsięwzięciu udział wzięło kilka organizacji i grup "interesu", rzeczona orkiestra oraz widzowie. Przed wydarzeniem były próby, jedna z nich poniżej:

 

Autorem muzyki jest Artur Zagajewski, a osobą, która to spinała była Zorka Wollny wraz z Anną Szwajger. Wśród uczestników i uczestniczek znalazła się skromna grupa mówiąca o związkach partnerskich:

(fot. Jakub Pierzchała)

Niestety nie było chętnych na wydarzenie - nie wiem czemu? Być może wystraszyliście się para-teatralnej formuły... w rzeczywistości przydawały się jedynie dwie umiejętności - krzyk i mówienie. No i troszkę odwagi, ale tego chyba działaczom brakować nie powinno? Nota bene - tego rodzaju ćwiczenia świetnie działają na dotlenienie organizmu, choć po 35 minutowym wykonaniu utworu czuję się jak po przejściu Parady Równości. Czekamy na nagranie i kolejne zdjęcia.

A twórcom i twórczyniom przedsięwzięcia dziękuję za fantastyczne przeżycia! No i Maji, Marcinowi i Pimpusiowi :)

Fejsowo

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano czwartek, 22 września 2011

Życie nie toczy się w realu. Ważne jest to co na fejsie. Imago - firma, która stworzyła festiwal filmów LGBT w Kinotece poleca głosować na... no chyba jasne:


Tomek Szypuła za to - podobnie jak wiele osób - entuzjazmuje się sondażami:

W tym całym medialnym zachwycie 5 procentami Palikota brakuje dwóch uwag: 1) istnieje coś takiego jak "błąd oszacowania". Przeważnie wynosi on około 3 punktów procentowych. Tak więc "Palikoty" równie dobrze mogą mieć 8 jak i 2 procent.... 2) wcześniejsze sondaże zwyczajnie nie brały pod uwagę Palikotów, od czasu upowszechnienia się partii w sondażach - więcej osób mówi, że chce na nich głosować. Co wybory podobnie jest z Korwinem-Mikke, rezultaty znamy.

Sztabowcy Legierskiego, zgodnie z hasłem "kampania społecznościowa" tworzą takie wpisy:

No może się w końcu dowiemy coś więcej niż:


Solidarni na 90 dni przed wyborami...

Fatalne są te wybory. Albo koleś, który wydawał Ozona i zachowywał się jak debil w koszulce "jestem gejem", albo partia, której czołowy kandydat liże tyłek tak, że się niedobrze robi, choć lubię filmy z rimmingiem. Podsumowując:


American Gay Gothic

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano wtorek, 20 września 2011

Profesor Poprzęcka zbiera parodie i pastisze Giocondy, Szot nie zbiera niczego, bo nie umie uruchomić genu zbieractwa, ale... dzisiaj zainspirowany pewnym zdjęciem postanowiłem coś Wam pokazać.

Oto "American Gothic" Granta Wooda:


Tony Juliano zrobił z tego coś takiego:


Ludzie od Paris:


Kiedyś krążyła taka wersja:


A teraz odkryłem coś takiego:


Dla mnie bomba!

Bagaż Podręczny

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano

Już w październiku ruszy serial radiowy Radia Afera, Bagaż Podręczny. O ile serial mnie średnio interesuje, to wizuale reklamowe bombowe:









Nie lubię jak ktoś bazgrze po zabytkach, nawet jak się Banksy nazywa. Tak czy siak - pomysł na szóstkę. Strona tutaj.

Mówmy głośniej

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano poniedziałek, 19 września 2011


Plakat bardzo ładny, kolorki, różnorodność, ale hasło mnie powaliło. "Mówmy głośniej - Powiedzmy to w Sejmie". Cóż - nie za bardzo mam ochotę by akurat osoba, która przez rok postanawia odmawiać prawa głosu innym grupom niż kierowana przez niego, zbyt głośno mówiła w Sejmie.

Biedroń w wywiadzie tłumaczy Palikota za "Ozon":

Rozmawiałem z Palikotem na ten temat. On się tego bardzo wstydzi. Tłumaczy to tym, że w pewnym momencie stracił kontrolę nad tygodnikiem, a gdy zaczęły się dziać te wszystkie straszne rzeczy, po prostu go zamknął. 

Intrygujące, zwłaszcza, że powszechnie wiadomo, że pismo po prostu się źle sprzedawało. Słyszę sporo głosów, jednak nikt głośno nie powie, że mamy też dość czegoś innego:

Jestem dumny, że mogę pracować z tym samym elektoratem co Iza, moja przyjaciółka, osoba z którą przez wiele lat pracowałem budując lepszą Polskę. To też duże wyzwanie, bo mieszkańcy Pomorza pamiętają Izę jako wybitną postać.

Powoływanie się wciąż na Jarugę robi się niesmaczne. Identycznie robi Kaczyński mówiąc o swoim bracie, tylko on ma chyba do tego nawet więcej prawa. Ale kto by zwracał uwagę na to, że przejmujemy różne elementy prawicowego świata... Za to lepszy wywiad tutaj.

Anka Zet o swoim happeningu podczas Kongresu Kobiet:

"Jestem zszokowana tym, że dziennikarze nie zwrócili uwagi na mój happening, zwłaszcza, że obok mojego stoiska rezydowali dziennikarze TVP.info!"

Uch... może happening był trochę zbyt mało komunikatywny i za bardzo skupiony na osobie kandydatki do Sejmu? Tu jeszcze skandal na naszą miarę.

Aha - rezerwujcie sobie 15 październik, popołudnie. Jeszcze nie wiemy gdzie, ale na ten dzień zapraszamy wszystkich zainteresowanych współdziałaniem przy Miłość nie wyklucza, 100 tysiącach podpisów i... jeszcze Wam zdradzimy przy czym :)

Chyba się zbierzemy?

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Ewa i Ruda poszły na Kongres Kobiet. Wydarzenie to nie byłoby ciekawe, gdyby nie to, że jako jedyne nasze przedstawicielki brały udział w dyskusji o związkach partnerskich. Przyznaję, że po rozmowie telefonicznej w której zostało mi to spotkanie zrelacjonowane... troszkę się zdenerwowałem. Otóż - jak piszą panie:

Krystian Legierski, przedstawiając Gosię, stwierdził, że należy ona do grupy, która od początku zajmuje się wyłącznie krytyką działań GI, a sama z siebie nie przedstawiła żadnego projektu. 


Skąd my to znamy? Istnieją pewne organizacje i osoby w naszym "środowisku", które za wszelką cenę chcą sprawić, by zapomniano o istnieniu "konkurencji". To chyba Biedroń gdzieś ostatnio powiedział, że KPH nie ma realnej konkurencji. W wielu kwestiach to prawda, w tej akurat - nie.

Doskonale wszyscy wiemy, jak trudno było się dogadać z Grupą Inicjatywną. Na początku - chcieliśmy do niej wejść. Nie udało się. Później - spotkać się. Też bez rezultatu. Wysłaliśmy swoje uwagi - zero dyskusji. Zrobiliśmy własny projekt - słyszymy, że go nie ma.

Słowa Krystiana pięknie dopełniła Yga, mówiąc dla odmiany, że przecież na tym polega demokracja, że każdy może sobie projekt ustawy złożyć, więc my też możemy, więc w czym problem.

I złożymy. Choćbym miał zrezygnować ze wszystkiego co robię i zająć się tylko tym. Ciekawe czy Lambda i KPH pomogą przy zbieraniu 100 tysięcy podpisów?

Luz

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano niedziela, 18 września 2011

Trochę mniej się dzieje wyborczo w kategorii "nasi kandydaci". Mniej, nie znaczy, że mało ciekawie. Zatem mamy "zdjęcie wyborcze" pewnego pana:


Jeśli nie wiecie kto jest na zdjęciu to Wam powiem - Robert Biedroń. Cudne wręcz są komentarze na fejsie, najdelikatniejszy:

masz z pewnoscia wiele zdjec lepszych, to nadaje sie do szuflady :)

Do tego zwrócono uwagę na śliczne wiązanie krawata. Cóż - zdjęcie powędruje do zbioru takich wyczynów grafików jak modelki bez sutków czy pępków.

Palikot nawet akcję ekologiczną wykorzystuje do walki wyborczej. Cóż - trzy procent będzie ciężko osiągnąć, trzeba się promować. 

Ponownie zapraszam na fejsowy profil Abiekta, gdzie bardziej "na żywo" różne dziwne rzeczy komentujemy, a 9 października jak macie ochotę to będziecie mogli i mogły poczytać jedyną relację wyborczą, w której ogłoszony zostanie sukces Partii Pijanych Aniołków.

Zdziwko

0

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano piątek, 16 września 2011

Kowalska dostała od miasta - w końcu - szczegółową listę kto ile dostał w Wawie podczas przygotowań do ESK. I mamy dwie ciekawe informacje. Pierwsza to taka, że Imago Film dostał na "promocję Warszawy jako kandydata do ESK 2016" 10 tysięcy zł. Druga - że AdPublik dostał 10 tysięcy za to samo.

I to jest coś co mi się bardzo nie podoba. Bo mówi to jedno - to nie KPH dostało kasę na organizację festiwalu, a firma Roberta Biedronia:


O ile KPH by się mogło rozliczyć z tej sumy, tak już rozliczenia jej od prywatnej spółki raczej nie dostaniemy. Przyznaję, że nie jestem "zszokowany", czy coś takiego. Takie rzeczy się robi, jednak jakoś tak lepiej rozumiem teraz zaproszenie Czeszejko-Sochackiej na imprezę wyborczą Biedronia i Szypuły (zwaną w niektórych kręgach "urodzinami KPH"). Ciekawe, że ukrywano ten fakt. Co jeszcze ciekawsze - na stronie festiwalu nie ma nawet loga AdPublik jako partnera wydarzenia. W jaki zatem sposób pieniądze z AdPublik zostały wydane na festiwal? Czy w ramach wtórnej darowizny? Czy firma wykonała coś na rzecz festiwalu, np. wydrukowała ulotki (za 10 tysi ulotki?)

Nie - to nie jest dziwne, to jest normalne. Tak się robi - niekiedy umowę łatwiej podpisać z firmą niż z organizacją pozarządową, jednak gdy nigdzie nie ma o tym wzmianki możemy czuć się zaniepokojeni. Po prostu wyszło brzydko.

ps. no i koniec z tym pieprzeniem o dotowaniu wydarzeń LGBT. Po prostu zapłacono za bycie miłym. Dlatego uznaję tylko konkursy.

Po debacie

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano

Dopiero niedawno obejrzałem (a raczej próbowałem obejrzeć) debatę wyborczą z udziałem Roberta Biedronia. Naczytałem się komentarzy (np. tutaj.). Najlepszy komentarz zaś poniżej:

Osiągnął więc to, o co w teorii zabiega w tej kampanii PiS. Przedstawić się jako partia antyestablishmentowa, wywracająca stolik, przy którym toczy się polityczna debata. Biedroń realizował najwyraźniej wytyczne Janusza Palikota, który postępuje podobnie, choć jednak bardziej inteligentnie. Nie sądzę aby wzywający przy okazji dowolnego tematu do opodatkowania Kościoła i ochrzaniający profesor Hrynkiewicz za westchnienie „O Boże” (bo to „państwo wyznaniowe”) gejowski aktywista z żelem na włosach pozyskał respekt większości. Ale przecież walczy zaledwie o wciśnięcie się do gry.


Oczywiście można pochwalać przyjętą strategię, niestety nie pochwalają jej sami członkowie partii Palikota, którzy gremialnie zjeżdżali Biedronia w necie:


Myślę, że teraz już jak na dłoni widać, że "nasi" kandydaci bardzo Palikotowi odpowiadają. Może ich ustawić jak chce - kazać mówić co on chce, bo przecież chodzi o to by uzyskać te trzy procent i dostać zwrot kasy. Myślę, że tym samym każdy homik zostaje zwolniony z "obowiązku" popierania "naszych" kandydatów. Bo przecież popieranie chamstwa, buty, populizmu i pozbawionych merytoryki wypowiedzi nie może być usprawiedliwione niczyją orientacją seksualną. Jak zobaczyłem w jaki sposób nasz kandydat się zachowuje podczas debaty czułem zażenowanie. Do tego poziomu, że nie obejrzałem do końca. Po prostu nie wytrzymałem - ja mam sporą dozę sympatii i szacunku dla Biedronia, wbrew wszystkiemu to dzięki niemu (m.in) jesteśmy tam, gdzie jesteśmy - ale dla Biedronia-spadkobiercy stylu Leppera (pamiętacie jeszcze  transferze Tymochowicza do Palikota?) nie mam nerwów. 

Trochę szkoda tego, bo już widzę, jak lewica będzie się paliła do związków partnerskich po wyborach...

Seans nienawiści

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie | Opublikowano czwartek, 15 września 2011


Powyżej reakcja Rafalali na mój komentarz do artystycznych występów w City. Jak wiecie mam skłonności masochistyczne i rozkoszuję się takimi przypadkami. Zwłaszcza, że jeszcze dzisiaj mówiłem M., że jedynie Rafalala ratowała poziom. Cóż - przestała.

Nie chce mi się, ale chyba muszę. Po raz kolejny przypomnieć motywy stojące za pisaniem tutaj. Otóż o przypadkach radosnych i dobrych pisze się mało, bo świat ma być dobry i radosny, zatem nie ma o czym mówić. O negatywach trzeba. A że wychodzi jakbym był tylko sfrustrowany to już nie mój problem. Bo ja to się raczej frustruję zalaną klawiaturą niż tym, że Rafalala w trakcie występów poetów wyśmiewała ich publicznie i zachowywała się jakby tylko ona miała prawo występować. Cóż - prawa neurotycznej gwiazdy.

Działaczem być - do czasu

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano

Wieczorek poetycko-muzyczny w City prowadzony przez kandydata do Sejmu Tomasza Szypułę przyciągnął kilka osób, z których tylko jedna - w rozmowie na papierosie - miała odwagę powiedzieć, co sądzi o wydarzeniu. A nie sądziła nic pozytywnego. Zwłaszcza o jego poziomie artystycznym. Knajpa jest na poziomie -1, artyzm jakoś podobnie.

Tyle recenzji, nie byłem w formie - jestem bardzo pociągający, niestety nosem. Kurde i znowu się boję, że wstępem opisowym rozwalę to co chcę dzisiaj napisać i nad czym jednak chciałbym, żebyśmy się zastanowili. Najpierw obrazek:


Szypuła po raz kolejny powiedział dzisiaj: "jestem działaczem pozarządowym, teraz chcę być po drugiej stronie". To parafraza, ale sformułowanie "być po drugiej stronie" można było też w Toro usłyszeć. I to chyba najlepiej koresponduje z tym, co wczoraj pisałem. Przyznaję, że jakoś mi się przykro robi, gdy coś takiego słyszę od szefa największej organizacji LGBT w kraju. Tak jakby dezawuował możliwości trzeciego sektora we wpływaniu na politykę. Rozumiem rozgoryczenie tym, że przez lata nie udało się wprowadzić do Sejmu ustawy o związkach partnerskich (teraz się "prawie" udało), że SLD wystawiało KPH już wiele razy, ale może to wina organizacji, która na zbyt wiele pozwalała politykom i formacji, która się wokół orgi wytworzyła - formacji podległej, a nawet uległej politykom. Trochę tak jest, że KPH - i całe "nasze" środowisko - nie wybiło się wcale na niepodległość. Dlatego niektórzy chcą zejść z tej - jak mi się wydaje - ocenianej przez nich jako "zła", drogi.

Bardzo jestem negatywnie do tego nastawiony. To sugerowanie, że społeczeństwo obywatelskie nie ma sensu, że zmian dokonuje się tylko w Sejmie, że ludzie nie osiągną niczego sami się organizując. Mam wrażenie, że cały kapitał społeczny, jaki organizacja zbiła przez te lata chce teraz przełożyć Szypuła na poparcie w wyborach. A to bardzo niebezpieczne, bo może zrazić ludzi do współpracy ze wszystkimi organizacjami LGBT.

Aha - Szypuła mówił "byłem" działaczem pozarządowym, teraz jestem kandydatem do Sejmu. Jakże frustrujący może być po czymś takim powrót do roli działacza.

ps. w temacie "nasi i wybory". Robert Biedroń reprezentował Palikota na debacie w TVP. To dla niego nowa sytuacja, więc było ciężko. Ale ciekawostka:

Moim marzeniem jest, byśmy takich debat nie prowadzili - by politycy nam nie mówili, jak powinniśmy żyć, ale żebyśmy rozwiązywali problemy ludzkie

Bardzo to brzmi wiarygodnie w ustach kogoś, kto chce politykiem zostać (czy kandydat już nim przypadkiem nie jest?). A tutaj ciekawie o antyklerykalizmie u Palikota. Jakby ktoś miał jeszcze złudzenia,.

Na rozstaju

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, prasa, wydarzenia | Opublikowano środa, 14 września 2011

Urodziny KPH zostały odnotowane przez Super Express, Fakt, VipNews i inne serwisy tego typu. Za to Wojciech Karpieszuk podchwycił ulotkę z Czeszejko i napisał do "Stołka":


Cóż - w komentarzach mi się dostało ponownie. Sram we własne gniazdo, Odpowiem tylko na jeden:

Hm, okazuje się, że polityk nie może być przyjazny gejom, bo jeżeli jest to nie atakuje go PiS ale część "środowiska". I my chcemy równych praw...

Polityk (polityczka) może i nawet powinien, ale przyjazność Ewy Czeszejko-Sochackiej w kontekście tego jak PO zachowuje się w sprawach związków jest podejrzana. Komunikat "dałam kasę - to głosujcie" żałosny, po drugie - ECzS dawała kasę ponoć po to by Wawa wygrała ESK, a nie tylko z powodu własnej miłości do homików. Przekręcanie teraz tego by mieć prywatne profity - mało estetyczne. Nota bene - pani robiła to jako urzędnik a nie polityk. Tym samym mówi, że nie decydowały wartości merytoryczne festiwali, a to, że można je wykorzystać do czegoś innego. Zatem moje pytanie - jaki inne rzeczy wsparto w celu uzyskania tytuły ESK a przy okazji osiągnięcia prywatnych/politycznych profitów? Moim zdaniem takie coś zwyczajnie obraża organizatorów tychże festiwali.

W ostatnich czasach mamy do czynienia z pojawieniem się kilku zjawisk - homonacjonalizm w wydaniu Mariusz Kurca, uwikłanie organizacji LGBT w wyborcze spory (Legierski vs Biedroń)... Myślę, że jesteśmy u progu przełomu, który nastąpił kilka lat temu w USA - podziału organizacji/środowiska na tożsamościowych polityków (mainstream) i walczących działaczy (off?). Drogi zaczynają się rozjeżdżać i nie ma co nad tym ubolewać. Z jednej strony będą ludzie zachwyceni celebrytami na gejowskich imprezach, z drugiej czy politykami, którzy z racji wyborów ubierają się w tęczowe fatałaszki, z drugiej - organizacje czy osoby mówiące "to oszustwo", dekonstruujące dyskurs tożsamościowy. To nawet znaczy, że jest bardzo dobrze - sytuacja taka jest możliwa tylko wtedy, gdy przestajemy być niewidzialni. Tylko że z widzialnością trzeba umieć się obchodzić.

I ulotka Czeszejko-Sochackiej, Palikot, czy vipowska impreza najlepiej pokazują, że Sierak miał rację.  

Viola

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano


Dzisiaj poznajcie Violę:



Po powrocie z Berlina prowadził N. N. w Krakowie życie hulaszcze. Posiadał mnóstwo damskich sukien i sporą ilość damskich kapeluszy, które – trzeba podkreślić – z wielkim gustem częściowo sam sobie fabrykował do , do publicznych swoich wieczornych występów używał coraz to innych kostjumów. Chodził po plantach, uczęszczał do lokali publicznych a mianowicie do restauracji Króla, kawiarni Bisanza, do teatru ludowego, bywał na balach publicznych, gdzie miewał rzekomo ogromne powodzenie, tak bardzo bowiem mężczyźni ubiegali się o jego względy – pomimo, że w końcu bywał jako mężczyzna rozpoznawany. Ogromnem powodzeniem cieszył się n. p. na balu kostjumowym w klubie kolejowym. Za dowód zainteresowania, jakie występy jego wzbudzały w pewnych sferach w mieście, mogą posłużyć następujące notatki reporterskie o nim, jakie w tym czasie w prasie codziennej się ukazywały:

1. Student w roli „damy”. Od kilku dni zachodziła do pierwszorzędnych lokalów elegancko ubrana młoda para. On był przystojnym młodzieńcem, ona zaś szykowną damą o powłóczystem spojrzeniu i zbyt swobodnych jak na jej wiek ruchach. Na parę tę zwracano powszechnie uwagę, gdyż >>dama<< zachowywała się tak dwuznacznie, że powstały podejrzenia co do jej autentyczności. Wczoraj policja zajęła się zbadaniem tej sprawy i skonstatowała, że rzekomą damą jest student gimnazjalny N. N. Sprawę oddano dyrekcji gimnazjum.

2. Zaciekawiająca a tajemnicza dama. Policja zainteresowana tajemniczą pseudo-damą – o której wspominaliśmy w numerze wtorkowym – poczęła śledzić za mężczyzną imitującym tak doskonale kobietę i wykryła, iż jest nią jeden z uczniów zakładu X. Pseudo-dama zwróciła uwagę policji podobno nieodpowiedniem zachowaniem się na ulicy.

3. Zaciekawiająca tajemnicza dama. Ogólne zainteresowanie wywołało onedaj ukazanie się w kawiarni Bisanza czarno ubranej damy – która, jak można było się w powstałych szeptów dorozumieć, nie była damą, lecz... doskonale przerobionym na damę mężczyzną. Dama przyszła w towarzystwie młodego człowieka, silnie ublanszowaną buzię kryjąc pod gęstą waolką. Kapelusz à la Chantecler osadzony był na fryzurze tegoż samego tytułu. Silnie wydatny biust falował ze zmęczenia, podniecająco intrygując zebranych. Pseufo dama po wypiciu szklanki herbaty, wśród śmiechu publiczności opuściła salę. Tasama [sic!] pseudo-dama osięgnęła podobno niebywały sukces na balu maskowym w klubie pocztowym, otaczana rojem mężów przy szabli, a przez nikogo nierozpoznana.

4. Tajemnicza dama. Od kilku miesięcty można było spotkać w restauracjach, kawiarniach, cukierniach i t. p. czarno ubraną damę, bardzo szykowną, o drobnych rysach twarzy. Dama przychodziła zwykle w towarzystwie kilku mężczyzn, którzy siadali przy niej, albo też w pobliżu jej stolika. Dama owa mówiła bardzo mało, ale porozumiwała się spojrzeniami a przedewszystkiem ruchami. Zachowywanie jej wyzywająco-kokieteryjne kazało zaliczać ją do niewiast "pół, a nawet ćwierć-światka". Uwagę zwracali na nią przedewszystkiem oficerowie, których najwięcej atakowała strzelistemi spojrzeniami. To też sypały się ku niej coraz głośniejsze i jędrniejsze w treści komplementy i uwagi, na które damulka odpowiadała tem większą i natarczywą kokieterją. Wszędzie zyskiwała sobie masę wielbicieli z pośród oficerów i >>złotej młodzieży”, pomiędzy którymi przychodziło często do większych awanturek, kończących się wreszcie – pijatyką, przy ogólnej uciesze gdzieś w podrzędnej knajpce. (...)

Ponieważ osoby, cierpiące na homoseksualizm, okazują zwykle, jak już wyżej podkreśliłem, obok zboczeń seksualnych pewne cechy i innych form psychopatji konstytucjonalnej, jak >>moral insanity<<, histerja, a mianowicie skłonność do kłamstwa lub przesadnego przedstawiania spraw dotyczących ich własnej osoby, posiadają dużą dozę próżności i chęci wzbudzania zainteresowania swoją osobą, przeto oczywiście nie jest wykluczone, że częśc tych notatek N. N. sam do pism podał.

Źródło:

Jan Piltz, Przyczynek do nauki o homologicznej dziedziczności w przypadkach homoseksualizmu. Na podstawie wykładu wygłoszonego 11 marca 1920 roku na posiedzeniu „Towarzystwa neurologów i psychiatrów krakowskich”, „Przegląd Lekarski oraz Czasopismo Lekarskie” 1921, nr 3, s. 29-31.

Dobry i zły policjant

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano wtorek, 13 września 2011

Z Ewą Tomaszewicz gramy w internecie - trochę nieświadomie - grę w dobrego i złego policjanta. Kto jest tym złym... to chyba oczywiste.

Dobry policjant pisze:

Ów brak chęci do angażowania się w cokolwiek (bo przecież nie tylko dwudziestolatków jest mało!) nie jest zresztą niczym niezwykłym w perspektywie ogólnospołecznej

Zły policjant:

Zdumiewający jest brak chęci zaangażowania się w momencie, gdy naprawdę zaczyna się coś dziać wokół ustawy. Na ten moment czekaliśmy kilka lat. Niewiele ruszyło.

Dobry policjant (dobra policjantka?):

Nie minęło osiem lat i nagle się okazuje, że zostały dinozaury, a za mało jest dla odmiany młodych. I to nie tylko na plakatach.

Zły policjant:

Po tych niespełna ośmiu latach młody człowiek w organizacji nie ma czego szukać. Role zostały rozdane, najciekawsze rzeczy daje się tym z doświadczeniem, olewając młodych.

Dobra policjantka:

(...) otóż może to nie jest tak, że ludzie się nie angażują jedynie dlatego, że nie zależy im na zmianach, ale też dlatego, że są przekonani, że zmiany to się załatwia tam, wysoko, w rządzie, a organizacje to takie miłe grupy towarzyskie czy kółka zainteresowań.

Zły policjant:

(...) otóż może jest tak, że ludzie się nie angażują jedynie dlatego, że nigdy nie dostali komunikatu - ty możesz "coś" zrobić? Może organizacje zbyt są nastawione na realizowanie celów a nie rozwijanie bazy?

Dobra policjantka:

(...) szczerze mówiąc, jak to w moich okołoaktywistycznych rozważaniach bywa, żaden mi nie przychodzi do głowy. Bo tak naprawdę nie wiem, czy winą za to, że działaczowska zmiana pokoleniowa raczej prędko nie nastąpi, obarczyć konserwatyzm młodych, niskie zaangażowanie społeczeństwa w ogóle, brak wiary, że jednostka może coś zmienić, ogólne zniechęcenie czy niezborność naszych organizacji. 

Zły policjant:

Pokolenia są do siebie podobne, zmieniają się jedynie środki komunikacji, a i te - rozłożone na cząsteczki - okazują się powielać. Konserwatyzm młodych? Związki partnerskie to wyjątkowo konserwatywne dążenie. Brak kapitału społecznego w społeczeństwie? Tu się zgadzam. Brak wiary? Ale przecież ci ludzie często na starcie życiowym mają o wiele większy zapał niż ja miałem pięć lat temu! Zniechęcenie organizacji? Po latach każdy się może wypalić.

I paradoksalnie złą policjantką okazała się Ewa pisząc, "czy winą ... obarczyć". Może nie trzeba nikogo obarczać winą? Łatwej diagnozy nie będzie. Choć... ułatwia nam ją paradoksalnie współzałożyciel KPH, Robert Biedroń, który na IS mówi:

Nie przyjmuję argumentu, że ludzie by się zaangażowali, tylko akurat nasza organizacja im nie odpowiada. Gdyby tak było, już dawno wyrosłaby nam „konkurencja” - tak jak 10 lat temu my staliśmy się alternatywą dla Lambdy.

Nie lubię łatwych odpowiedzi, ale obawiam się, że znalazłem - zadufanie organizacji jest grzechem pierworodnym. KPH nie zauważa, że konkurencja im wyrosła jakiś czas temu. A już przezabawne jest zestawienie dwóch cytatów:

1: Dziękuję również Robertowi Biedroniowi, który ujawnił obłudę SLD. Pokazał, że tak naprawdę projekt SLD, który uważa się za lewicę, jest jednym, wielkim kłamstwem. To jest tylko ładnie pomalowana fasada, pod którą faktycznie nic nie ma. To pokazuje, że jedyną lewicową alternatywą w Polsce jest Ruch Palikota.

2: Biedroń nadal jest w zarządzie organizacji, a funkcję prezesa pełni Tomasz Szypuła. Moje oczko w głowie to związki partnerskie. Jestem w Grupie Inicjatywnej ds. związków partnerskich (razem z Y. Kostrzewą, M. Kurcem, K. Legierskim i R. Oliwą). Mam nadzieję, że w najbliższych latach ten najważniejszy postulat społeczności LGBT zostanie zrealizowany. 

I jeśli mam się domyślać, dlaczego są takie problemy z organizacjami, to mam pewną podpowiedź. Styl. Może czas na jego lekcję?

Hucpa na rocznicy

16

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 12 września 2011

Kampania Przeciw Homofobii w Toro urządziła obchody 10 rocznicy istnienia. To bardzo wazny moment dla tej organizacji - jej pierwszy oraz aktualny szef - Biedroń i Szypuła startują w wyborach. O ile Biedroń w swoim przemówieniu uniknął kontekstu wyborczego tak już niestety Szypuła wspomniał coś o tym, że teraz trzeba wejść w politykę. Ale to nie wszystko. Po nich na scenę weszli politycy - Ewa Czeszejko-Sochacka, Ryszard Kalisz i odchudzony (zmarniały?) Palikot. Szkoda gadać. Niestety Czeszejko-Sochacka znowu postawiła mur - "wasze środowisko" - zabrzmiało w Toro okropnie. Pani "Gucci" postanowiła pokazać się jako homo-friendly i przekroczyła granicę dobrego smaku rozdając coś takiego:



Żenada roku. Otóż jest to klasyczny przykład wykorzystywania osób LGBT za ich całkowitym przyzwoleniem. Oklaski po jej przemówieniu były nikłe, ale już wiemy po co było dofinansowanie - żeby móc się lansować.

Kampania Przeciw Homofobii stała się tubą dla polityków chcących zrobić interes. Niestety dopiero w kolejnej odsłonie na scenie pojawili się wolontariusze i wolontariuszki organizacji. W momencie, gdy większość osób już imprezowała poza sceną - na podwórku. Co było najważniejsze? Promocja polityków, a tańczący z Żakliną Kalisz przypominał Olka Kwaśniewskiego bratającego się z zespołami disco-polo.

Szkoda, że KPH - robiąc ogólnie niezłą imprezę - postanowiło pokazać, że może i 10 lat minęło, ale w programie artystycznym możemy zaoferować to samo co moglibyśmy wtedy. Do tego bardzo słaba wystawa w pobliżu zamkniętego darkroomu i przerywniki muzyczne w rodzaju Doda... Gdyby nie świetne towarzystwo - chyba bym uciekł szybciej.

Z akcentów zabawniejszych - w Toro nigdy nie widziałem paragonu z kasy fiskalnej. Tym razem zobaczyłem. Żeby ten fakt upamiętnić, skan:


Nie ma to jak siła władzy.

Podsumowując - mam mieszane uczucia po tej imprezce. Irytujące było to, że KPH w filmie pokazującym swoje najlepsze momenty wspomniał o Euro-Pride czy Paradach Równości. Jakby tylko oni je robili. Podobnie jak w tekście w Wyborczej, gdzie już zapomniano o tym, że Lambda współprodukowała raporty o dyskryminacji... Przypisali też sobie Marsz w Poznaniu z 2005 roku, co mnie dodatkowo zirytowało. Osobom mniej zorientowanym mogłoby się wydawać, że nie ma innej organizacji w kraju. Może też i dlatego na imprezie zabrakło - przynajmniej na początku - przedstawicieli i przedstawicielek innych niż TransFuzja organizacji.

Organizacje pozarządowe muszą na pewnym etapie rozwoju spotkać się z politykę, ale jeśli mają być skuteczne i nie stracić z oczu zwykłego człowieka, muszą uważać na to w jakim stylu w politykę wchodzę. Wchodząc zaś w dupę zarówno SLD, PO i Palikotowi KPH tylko pokazuje jak słabym jesteśmy środowiskiem, które podąży za każdym kto na ulotce napisze, że popiera związki partnerski. 

Niektórzy może pamiętają jak skrytykowałem przyjmowanie od PO kasy na festiwal podczas którego debatowano o związkach partnerskich? Zostałem ładnie zjechany. Okazuje się, że miałem rację. Teraz KPH stało się wasalem pani Czeszejko-Sochackiej, która może robić sobie publicity za miejskie pieniądze. 

Kończąc - wszystkiego najlepszego drogie KPH! Może za 10 lat dowiemy się na waszych urodzinach coś więcej o tym co robicie naprawdę wartościowego. I tego zwrotu życzę.

1 procent - podsumowanie

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 9 września 2011

Marudzicie w komentarzach, że marudzę. Tym razem koniec z marudzeniem. Otóż dzisiaj cieszymy się z 1 procenta dla Trans-Fuzji. Przypomniałem fundacji o podliczeniu procenta i oto wynik:

W 2009 roku było to 1404,90 zł, w 2010 - 1514,10. W tym - 3224,48 zł.

Nie są to powalające pieniądze, ale... jako jedyna organizacja LGBT Trans-Fuzja notuje ciągły wzrost. Powody są proste - konkretne cele, wyraziste osobowości, miły styl, medialność. Mi trochę nie w smak start Ani Grodzkiej u Palikota, ale po prostu mam awersję do działaczy trzeciego sektora ubierających się w ciuszki  polityków. Podobnie jak mam awersję do "1 procenta". Tak czy inaczej - polityka prowadzona przez Trans-Fuzję okazuje się skuteczna, a i mi się podoba. W tym roku zapisałem swój 1 procent Ośrodkowi Karta, ale orgą drugiego wyboru była Trans-Fuzja.

Przejdźmy zatem do wykresów.


Jak widać wzrasta udział Trans-Fuzji w ogólnej kasie przekazywanej na orgi LGBT (w tym roku jest 3,9%, w ubiegłym było 2,1%).

Niestety kasa przekazywana organizacjom nominalnie oscyluje od czterech lat na tym samym poziome:


To niestety oznacza, że organizacje nie przyciągają nowych "zapisywaczy" (bo nazywanie nas darczyńcami to grube przegięcie - darczyńcą jest państwo), lub odchodzący "zapisywacze" ledwie są równoważeni przez nowych. Najlepiej będzie to widoczne w udziale organizacji w ogólnej liczbie kasy jedno-procentowej:


W przypadku pojedynczych organizacji widać lekkie odbicie się KPH, wzrostową tendencję Trans-Fuzji i dołującą tendencję w Lambdzie:


Na organizacje LGBT głosuje się portfelami. Członkowie i członkinie tychże powinni troszkę czasu poświęcić na analizę tego typu danych, gdyż są to jedyne sensowne dane dotyczące po prostu poparcia dla ich działań. Cóż - walne zgromadzenie jednej z organizacji powinno się pilnie zastanowić na problemem, który już chyba najlepiej zobrazuje ostatni wykresik:


Przy tym trendzie to Lambda niedługo będzie na poziomie Trans-Fuzji. Czego Trans-Fuzji życzę.

Radość od Palikota, nieźli Zieloni i kultura wg Szypuły

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano czwartek, 8 września 2011

"W stanie wojennym zostałem aresztowany, (...) dziś jestem szczęśliwym mężem, ojcem, byłym przedsiębiorcą i politykiem. Częśc mojej radości życia, energii i przedsiębiorczości chciałbym dać ludziom". Do tego te maślane oczka:
 
 Jak bardzo mnie to nie przekonuje? BARDZO. Niestety w spocie nie ma niczego, jest mdły, klasyczny, normatywny (obrazki - stan wojenny, wieś, mąż, ojciec), do tego nie jestem przekonany czy akurat potrzebuję radości życia i energii, a raczej polityków potrafiących sobie poradzić z kryzysem gospodarczym i rozwiązaniem problemu jak zacisnąć pasa i do tego poprawić los słabszych ekonomicznie?

Za to Zieloni startują z kampanią i robią to merytorycznie, bez żon i dzieci:


Kampania się rozkręca. Tomasz Szypuła zaprasza na "czytanie poezji młodych autorów i recital Moniki Łady-Bieńkowskiej!". "Będzie możliwość zadawania pytań zarówno kandydatowi, jak i zaproszonym artystom". Dalej jest lepiej:

Chciałbyś, żeby polska kultura była lepsza i bardziej jakościowa? Żeby na polskiej komedii można się było pośmiać, a przy poezji popłakać. To da się zrobić. Przyjdź i poprzyj postulat zwiększenia nakładów na kulturę, dzięki m. in. zmniejszeniu wydatków na wojsko z 2 proc. do 1 proc. 

"Bardziej jakościowa poezja"? Świetny postulat. Szkoda, że nikt nie wspomniał o czytelnictwie. Tomasz Szypuła dzięki temu, że wzrośnie budżet kulturalny w kraju poprawi... jakość poezji. To jest jak z jakiejś sztuki Witkacego, czy wierszy Jasieńskiego. Cudownie absurdalne, ale też pokazujące w jaki sposób o relacji kultura-państwo myśli "nasz" kandydat. Cóż - obecnie reformy wymagają polskie komedie i poezja! Poeci do piór! Ma być łzawo!

Głosuję na Amy

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano środa, 7 września 2011

Ewa się zastanawia nad tym na kogo zagłosować, ja również mam problem. Przez ostatnie dwa tygodnie jako przykładny obywatel czytałem programy partii, przyglądałem się startowi kampanii wyborczej i myślałem. I wymyśliłem. Zatem:

1. PiS, PSL - chyba jest jasne, że na te partie głosu nie oddam. Fobiczny PiS nie wchodzi w grę, PSL - cóż, chociaż ten program akurat nie jest najgłupszy, to nie jest to partia, która pokazała się jako homo-friendly.
2. PO - Polityka miłości to polityka wykluczenia, uników, strusie wkładanie głowy w piasek. Z jednej strony ten styl gwarantuje, że człowieka szlag nie trafia na co dzień, z drugiej - gdy już się dokładnie przyjrzeć jakiejś sprawie - zbyt często okazuje się, że jest to partia, której nie stać na odważne decyzje realizowane bez uników.
3. SLD - Mam serce po lewej stronie i do tej pory głosowałem przykładnie na partię Napieralskiego. Ba - nigdy nie zagłosowałem (oprócz wyborów do Senatu) na inną partię. Tym razem mam dość. Co prawda na listach z podlaskiego nie znalazł się homofobiczny przewodniczący regiony, co prawda - Krystian Legierski dostał niezłe miejsce w Warszawie, a obszerny program zawiera postulaty, z którymi można się zgadzać, ale po numerach z wprowadzaniem ustawy o umowach, którą w końcu zwyczajnie olano, po wszystkich zagraniach i sztuczkach - nie ma mowy.
4. Palikot - Tu się zastanawiałem najdłużej. Z jednej strony - poparcie postulatów LGBT, wystawienie na listach wielu osób "ze środowiska", aktywny udział w protestach i pomoc w różnych sprawach. Ale z drugiej strony - hucpiarski styl kampanii polegający na eventach dorównujących "córkom Napieralskiego", program będący zlepkiem co bardziej chwytliwych haseł, ale który nie jest lewicowy, a neoliberalny i do tego stoi pod hasłem "walki". RPP nie mówi nic pozytywnego, mówi o "walce z klerem, z biurokracją". Do tego takie kurioza jak:

Wiele drobnych zmian, czyli wprowadzenie w życie projektów Komisji Nadzwyczajnej Przyjazne Państwo

O skuteczności Palikota świadczy to, że nawet będąc w partii rządzącej i kierując komisją nie udało mu się przeforsować zmian. Sam sobie wystawia zatem laurkę. Agnieszka Graff:

 

To oczywiście ciekawe argumenty, jednak jest małe ale - wystarczy poczytać troszkę o naszej ordynacji wyborczej by przypomnieć, że niestety ale w wyborach do Sejmu - zwłaszcza w przypadku partii z dołu tabelki - niewielką rolę odgrywa wybór konkretnej osoby.

Nie da się też ukryć, że Palikot trochę się spóźnia ze swoją kampanią i będzie musiał nadrobić. Prezentacja spotu dopiero dzisiaj, hasło w piątek, program skrócony, zaledwie trójka-czwórka głośniejszych kandydatów i kandydatek... Sejm to też niestety nie tylko debaty o związkach partnerskich czy aborcji, to też trudne dyskusje o gospodarce, zwłaszcza w czasach, gdy "zaciskając pasa" chce się jak najwięcej odebrać wszystkim. I tu najbardziej się boję Palikota, który po pierwsze o gospodarce mówi niewiele, po drugie - nie mówi w duchu lewicowym.

Wybór zatem dokonany - głosuję na Amy Winehouse. A jak mi przejdzie ochota na nią, to Janis Jopli. Osobą trzeciego wyboru będzie Ella. I jakoś mi z tym nawet dobrze.

Nowe bordello

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano

InnaStrona zwietrzyła, że Fellow ma miliony odsłon, kiedyś nawet zakwalifikował się do dwudziestki największych pod tym względem portali w necie, więc uruchomiła własny portal randkowy. Nazwa delikatnie mówiąc niefortunna - Kumpello, co mi się z bordello kojarzy, ew. z dziwnym polskim nazewnictwem zmniejącym się zależnie od epoki - od pol-expo, przez euro-płot, po szmat-ex i iCoffee.

Póki co Kumpello siedzi w celi, bo napisał o nim tylko prowadzony przez IS serwis Przeploty:


Portal jest dość zaawansowany technicznie, to znaczy bez szaleństw, ogólnie kopiowanie funkcjonalności znanych od jakiegoś czasu, tu całkiem ładnie zaprezentowanych graficznie, ale w porównaniu z innymi tego typu stronami - jest nieźle. Funkcja "moja gejolokalizacja" absolutnie irytująca, choć wiem, że łatwo namierzyć skąd klikam, to niekoniecznie zachwyca mnie, że portal mi o tym przypomina. Kilka innych rzeczy mnie powaliło:



Przetłumaczenie nazw państw okazało się skomplikowane:


Jak zawsze czepiam się szczegółów, ale ten typ tak ma, jak mawiają niektórzy.

To nie pierwsza próba stworzenia nowego portalu randkowego. Mam wrażenie, że trochę za późno zorientowano się, że profile na IS nie służą do randkowania (za dużo tam opcji i jakoś jest dziwnie). Ładnie to wygląda, ale w takich sytuacjach nazwa jest chyba kluczowa, a "Kumpello" jakoś mi pachnie dzieciarnią szukającą kogoś do masturbacji. No i ten język...:

Yeah...

1 procent - ciąg dalszy, czyli kłopoty Lambdy (?)

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 6 września 2011

Tym razem Lambda Warszawa opublikowała info ile kasy zebrała z jednego procenta. Otóż jest to kwota  17.395,32 zł. Cóż - jest to najgorszy wynik od 2005 roku. Chyba wiemy czemu? Najstarsza polska organizacja LGBT jest niewidoczna w mediach, rzeczniczka prasowa zrobiła sobie romans z Grupą Inicjatywną i przestała być kojarzona z Lambdą, do tego działania organizacji są niewidoczne w "naszych" mediach, a liderzy i liderki organizacji przeciętnie rozpoznawalni.


2010 - 17 395 (0,004)

2009 - 22 053 (0,006)
2008 - 24 916 (0,006)
2007 - 22 976 (0,007)
2006 - 17 518 (0,016)
2005 - 11 430 (0,018)
2004 - 4 980 (0,011)



O ile przychody z procenta spadły Lambdzie w porównaniu z poprzednim rokiem o 21 procent, tak już dramatycznie spadł udział organizacji w ogólnej puli kasy.

Jest coś takiego jak "homiczy 1 procent", czyli suma kasy, którą przeznaczamy na orgi LGBT. Ponieważ Trans-Fuzja jeszcze nie opublikowała danych, tak więc wyłączając ją wygląda to następująco:


Lambda zanotowała najgorszy występ od czasu startu OPP. To najdobitniej pokazuje chyba, że "wdrażana od 2010 roku strategia organizacji, dotycząca zwiększania jej aktywności w sferze przeciwdziałania dyskryminacji oraz promowania równości i różnorodności" jest albo na etapie rozwoju, albo na etapie wędrowania do kosza. Zwłaszcza jeśli dalej będzie tak, że gdy organizacja ogłasza, iż wstępuje do jakiejś tam Sieci i pisze:

Więcej o działaniach Sieci będzie można już wkrótce znaleźć na stronie www.rownosc.info.

Niestety strona nie działa. (Przykro mi, ale "wkrótce" to w internecie nie działa. Tu działa "teraz". ) BTW - na fejsie Lambda ma urlop od końca lipca. Niektórzy to mogą sobie pozwolić na długie urlopy.

Tym bardziej widać, że postulat zniesienia 1 procenta ma sens - dzięki temu może organizacje by się zmobilizowały do działań, zwłaszcza te, których najbardziej widzialnymi "eventami" są pokazy filmowe.