ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Czterolatek

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 31 sierpnia 2011

Zapomniałem napisać, że jakiś już czas temu Abiekt skończył cztery latka. Za ten czas serdecznie dziękuję wszystkim czytającym. Z okazji piątej rocznicy zrobi się jakąś imprezkę. 

Przegapiłem również drugie urodziny Trzyczęściowej. Ponieważ Ewa - gratulacje - postanowiła podać trochę danych statystycznych, to ja też. Jak zawsze więcej w podsumowaniu rocznym, a teraz tylko 10 blogów i 5 stron z największą liczbą przekierowań - w historii bloga. Podobnie jak u Ewy - nie liczę Fejsa, który jest liderem i jakby "nie-stroną"...

Blogi

1. Trzyczęściowy - prawie dwa razy więcej niż kolejny blog
3. Hardkor
4. Tristan
5. Xell
9. Teresa
10. nieistniejący KlubKIK

Strony

1. Abiekt.pl ;)
2. Homiki.pl
3. Gaylife.pl ;)
4. InnaStrona.pl
5. Onet.pl

Historycznie najpopularniejszy tekst - coś o lizaniu odbytu :)

Raz jeszcze dziękując za mile spędzany razem czas mam nadzieję, że piątą rocznicę uczcimy jakoś huczniej.

ps. Przekroczyłem milion odsłon bloga. Najwięcej odsłon było 27 lipca 2011 roku, czyli w trakcie sejmowej debaty live na blogu i 16 marca.

Serwis wyborczy cz. 1

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: WYBORY 2011 | Opublikowano

Ciągle ostatnio piszę o wyborach do Sejmu, bo i ciekawszych tematów na naszym podwórku nie ma. Jak się pojawią - napiszę. Zatem dzisiaj proponuję przegląd "tęczowych" kandydatów i kandydatek i uruchamiam "serwis wyborczy". To tak by zebrać wszystkie teksty o wyborach w jedno. Tutaj link do tagu, a lista będzie uzupełniana,

SLD

4 miejsce w Warszawie - Krystian Legierski (Zieloni 2004)
18 miejsce w lubuskim - Joanna Kasprowicz

Ruch Palikota

1 miejsce w Krakowie - Anna Grodzka
1 miejsce w Gdyni - Robert Biedroń
3 miejsce w Warszawie - Tomasz Szypuła
4 miejsce w lubuskim - Katarzyna Bienias
4 miejsce w Olsztynie - Paweł Jasiński
25 miejsce w Gdyni - Katarzyna Skowron
12 miejsce we Wrocławiu - Janusz Boguszewicz
ostatnie mniejsce w okręgu podwarszawskim - Anka Zet Zawadzka

Ptaszki na drzewach ćwierkają, że to nie wszystkie osoby.

Newsy wyborcze:

1. SPR wydało oświadczenie, które jest troszkę kuriozalne. Otóż SPR "nie poprze nikogo w wyborach". Jakby ktoś oczekiwał, że poprze:

Stowarzyszenie podkreśla gotowość współpracy z każdą opcją polityczną, która opowiada się za walką z homofobią oraz za równouprawnieniem i emancypacją osób LGBT.

I to trzeba oświadczenie robić? Wyobraźmy sobie, że te kilkanaście tysięcy organizacji pozarządowych robi takie oświadczenia... chyba by trzeba było osobny serwis uruchomić. Czekam na takie teksty od innych organizacji, najlepiej od KPH i Lambdy, tej drugiej może też dlatego, że fascynuje mnie długi urlop organizacyjny trwający od Parady.

2. Krystian Legierski - tu znowu IS - udzielił wywiadu, w którym mówi wiele ciekawych rzeczy, zwłaszcza jeśli faktycznie mamy do czynienia z jakąś wojenką. Legierski został "pełnomocnikiem sztabu SLD ds. równości". To bardzo ciekawe by było, gdyby nie to, że dobrze poinformowane ptaszki powiedziały mi, kto ma być w przyszłym Sejmie od strony partii odpowiedzialny za ustawę. I nie był to Legierski, na którego wejście do Sejmu raczej nie liczą. To tak do słów:

Wydaję mi się, że potrzeba kogoś kto zna problem, zna ten tekst ustawy, zna różne pomysły jak w świecie tego typu kwestie są rozstrzygane, i żeby ktoś mógł z posłankami i posłami rozmawiać w taki sposób, który jest w stanie przekonać wielu nieprzekonanych i niezdecydowanych. Wydaję się mi, że jeżeli zabraknie takiego głosu wśród parlamentarzystów to ten projekt ma szansę na to by przepaść, jeżeli ktoś w mądry i dobry sposób nie będzie go pilotował. I to byłoby dla mnie wyzwanie.

Magdzie Dropek, która wywiad zrobiła trzeba oddać jedno - zapytała o rzeczy kontrowersyjne i wyszedł wywiad całkiem niezły. A w tym czytamy:

(...) apeluję do wszystkich gejów i lesbijek i do całej społeczności LGBT żeby pamiętali, że Janusz Palikot był przez lata wydawcą jawnie homofobicznego pisma OZON. Janusz Palikot nigdy nie zajmował się na poważnie kwestiami LGBT - jego aktywność w tym zakresie zawsze ograniczała się do happeningów polegających np. na zakładaniu koszulki "jestem gejem". Moim zdaniem Janusz Palikot wymyślił sobie, że zamiast prawdziwego programu wyborczego spróbuje uwieść rozmaite społeczności rzucając im pewne hasła jako przynętę. (...) Zieloni i SLD (mimo kilku wpadek polityków tej formacji) są jedynymi siłami politycznymi, które konsekwentnie od wielu lat podejmują temat praw osób LGBT w przestrzeni publicznej i w Sejmie i w przeciwieństwie do Janusza Palikota nigdy w swojej historii oficjalnie nie propagowali czy popierali homofobicznych akcji czy przedsięwzięć.

Legierski ma rację w pierwszej części i w tym go popieram - Palikot to populista czystej wody, ale... jak ja nie cierpię smerfów. Co znaczy, że nie lubię gdy mówi mi się - nie masz wyjścia, musisz na nas, tylko my mamy sens.

Na koniec cytacik:

przede wszystkim jestem współtwórcą nie organizacji pozarządowej jaką jest KPH a partii politycznej jaką są Zieloni. Ja działam w Zielonych, Zieloni podjęli decyzję, że wystartują z Sojuszem i zgodnie z tą decyzją będę próbował wyciągnąć z tego startu jak najwięcej. Uważam, że to czwarte miejsce nie jest miejscem doskonałym, ale daje realną szansę na mandat.

Cóż - sądząc po umiejscowieniu sztabu wyborczego prezesa KPH to Legierski nie w pełni ma rację. Ja po lekturze tym chętniej zagłosuję na Amy lub Kalinę. Wyboru chyba dokonam przez losowanie.

ps. Na Kongresie Kobiet odbędzie sie sesja "Kobiety odzyskują państwo". LGBT też próbują odzyskać, po wyborach będzie czas na odzyskiwanie zaufania ludzi, co widzę po liczbie negatywnych komentarzy na portalach do kolejnych dziwnych newsów wyborczych.

Tęczowa kampania pod barwami różnymi

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 29 sierpnia 2011


Ten wpis na fejsie kandydatki do Sejmu mnie - jakby to nazwać - zafascynował. Dowiadujemy się, że "karuzela cyrkowa" (cokolwiek to ma znaczyć) skierowana jest do "establishmentu". Tym razem jednak - zapewne dzięki Palikotowi - nie uda się pominąć osób wykluczonych. Brzmi ciekawie, ale przecież to Palikot jest czołowym przykładem "establishmentu"...

Niezależnie od tego postanowiłem przeczytać program Palikotów. I trochę jest tak - w zasadzie to ładnie wszystko brzmi, ale... trochę tych "ale" jest. Czytam:

Nowoczesna Polska to Polska świecka, tak jak wszystkie kraje Zachodu.

Nie lubię kwantyfikatorów tego rodzaju. Bo co to znaczy "świecka"? Ja wcale nie jestem za Polską "świecką", a za taką, która szanuje różne światopoglądy i potrafi rozdzielić parafie od państwa. Chyba nawet boję się Polski świeckiej. Bo to znowu taki sam pomysł jak "Polska od morza do morza" czy "Polska bez Żydów". Utopia po prostu.

Dalej mamy kwiatek:

[Internet] To szansa dla dzieci z rodzin słabszych  społecznie i ekonomicznie na dostęp do świata i udział w kapitale społecznym.

Problem z tym, że w kapitale społecznym to się nie bierze udziału, a go tworzy, sam kapitał społeczny jest ewentualnie czymś z czego się korzysta, ale na pewno nie "ma się w nim udział". Sformułowania - jak w każdym programie - hasłowe i skrótowe sprawiają, że wpisanie na karcie Amy Winehouse jest brane przeze mnie pod uwagę codziennie.

Później dzieją się rzeczy, których nie umiem zrozumieć:

To urzędnik musi załatwić sprawę obywatela! To jemu ma zależeć, a nie tylko nam. To on ma nie spać po nocach i martwić się, czy zdąży, czy nie.

To trochę mało etyczne. A może jakoś tak pomyśleć o usprawnieniu systemu, a nie usprawnianiu bezsenności urzędników? Gdzieś tu jest poszukiwanie winnego, a dobrze przecież wiadomo, że urzędnik jako osoba nie jest winny debilnym przepisom, na które i Palikot mógł mieć wpływ... (i ponoć miał je zmieniać, ale ze zmian mało co wyszło).

No i na koniec - jeśli Anna Grodzka uważa, że Palikot jest anty-establishmentowy (co za okropne słowo!), to może mi odpowie na pytanie, czemu partia jest za podatkiem liniowym? Osobiście popieram ten postulat, ale nikt mi nie wmówi, że jest on anty-establishmentowym. Idąc dalej, piszą Palikoty:

(...) konieczne jest zatem szybkie pozbycie się tych małych pakietów i zwolnienie tysięcy urzędników, którzy tam pracują w imieniu Skarbu Państwa.

To chyba jedyny w historii przykład, gdy w programie partii proponuje się zwolnienia pracowników. Do tego jest też propozycja wydłużenia wieku emerytalnego (baaaardzo lewicowa propozycja).

Kwestie gospodarcze mnie czasem bardziej interesują niż światopoglądowe - jeśli zachowane są jakieś standardy - ale... standardów mogliby też pilnować "nasi". Szypuła spotkania sztabu wyborczego robi w KPH:


Ja rozumiem, że to folwark prywatny jest i jak ktoś przekazuje 1 procent podatku na KPH to przy okazji wspiera Palikotów? Nie można gdzieś do kawiarni pójść?

Mam takie wrażenie, że "nasi" chwycili się jakiejś dobrej myśli, że coś z tego będzie, a będzie z tego tyle, że po raz kolejny pokażemy, że w ciemno pójdziemy za tym, kto powie, że jest za związkami partnerskimi. Nasze portale potrafią zrobić newsa z tego, że Kwaśniewska "poparłaby" Annę Grodzką w wyborach. Szkoda, że nie popiera. Zaczyna robić się żenująco, zwłaszcza że wybory wypadają prawie idealnie w 10 rocznicę powstania KPH. Czy sztab wyborczy Szypuły połączy imprezy? Bo na 10 lecie chciałem się wybrać i jednak pogratulować wielu fajnych rzeczy. Na pewno nie zaangażowania w kampanię wyborczą.

"Nasi" sprzed lat

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano sobota, 27 sierpnia 2011

Poszukuję zdjęć homoseksualistów w dawnych tekstach. Jest tego jak kot napłakał. Oto nowe odkrycia.




Leon Wachholz, Jan Olbrycht, Medycyna kryminalna. Ze 115 rycinami w tekście, Warszawa-Kraków-Lublin-Łódź-Paryż-Poznań-Wilno-Zakopane 1922, s. 38-39.

Groźny Ojciec Narodu

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano piątek, 26 sierpnia 2011

Nad manifestem Mariusza Kurca siedzę już drugi dzień i mam sporo przemyśleń. Niestety im bardziej się zagłębiam, tym więcej niebezpieczeństw w nim widzę. Może zatem w punktach, co by nie było akademicko i słowo "homonacjonalizm" nie padło ani razu.

1. Szef Repliki nawołuje do wspierania organizacji LGBT. Nie... on mówi "dawać kasę". Język jest tu ważny. Ważniejszy od treści. Oto ktoś mówi wprost - dawać kasę! A po co? Bo to "obowiązek"? Po latach spędzonych w trzecim sektorze autor zapomniał o elementarnej zasadzie kontaktu z odbiorcą - trza być miłym. Miła Anna Dymna lepiej widziana niż wściekły - nawet gdyby miał rację - Kurc.

2. Według autora trzeba być ujawnionym. Co o tym ma pomyśleć osoba, która jest ujawniona, w swoim najbliższym kręgu - przyjaciół, częściowo rodziny, ale nie ujawnia się w pracy, czy w mediach, choćby taką możliwość miała? Znam takich postaci dziesiątki. I często to właśnie oni "dają kasę". Ba - w 90 procentach przypadków to właśnie oni dają kasę. Ci ujawnieni w mediach już nie pomagają po ujawnieniu się. Pamiętacie "słynne wyjścia z szafy"? Gdzie są ci celebryci teraz? Na Paradzie Równości ich nie ma.

3. A więc upada paradygmat stworzony przez Kurca - za ujawnieniem wcale nie idzie obecność i wsparcie. Za ujawnieniem idą różne rzeczy, ale nie gwaranują one - a w naszej rzeczywistości często wręcz utrudniają - wsparcie dla organizacji LGBT.

4. To jest idealna reklama anty-KPH. Oto działacz znalazł winnych: beznadziejność lub nadziejność polskich organizacji LGBT jest wprost zależna od kondycji polskich pedałów i lesb. Punkt widzenia...  bo gdyby patrzyć z perspektywy moich działań to kondycja jest całkiem niezła. Cóż - może to dlatego, że ja nie mówię "dawaj kasę" a proponuję parasolki...

5. Firmy prowadzone przez jawne osoby LGBT, albo kierujące swą ofertę dla klientów LGBT, albo jawnie LGBT-friendly to firmy, którym z racji panującej homofobii jest ciężej. Kto ma je wspierać przede wszystkim, jeśli nie my? To mnie fascynuje. Jestem żywym przykładem na to, że to bzdura. Przez trzy lata chciałem żeby mnie wspierano. Cóż... jedyną gazetą, która zjechała moją najważniejszą książkę była "Replika". A dostać się z newsem na IS to jest dopiero jazda. Chyba, że to też postulat do redakcji portalu?

6. (...) wpaść na pomysł jakiegoś działania a potem ten pomysł zrealizować. A przy tym nie pokłócić się z wszystkimi innymi działaczami, ani nie obrazić się na wszystkich innych działaczy - tak, żeby po skończonej akcji móc zacząć następną. - chyba złe doświadczenia przemawiają przez autora. Abiekt wirtualnie pokłócił się już chyba z większością działaczy, właśnie dlatego, że zrobił to do czego Kurc nawołuje.

Podsumowując - mamy przed sobą kliniczny wręcz obraz tego jak nie powinno się komunikować z ludźmi. Komentarze pod tekstem mówią same za siebie - artykuł irytuje, ale negatywnie, bo nie powoduje uruchomienia nowych synaps, a jedynie podrażnienie już działających. Strzał w stopę? Nadmiar słońca? Geneza tego tekstu leży gdzie indziej - w potrzebie spisania credo, którym kieruje się Mariusz Kurc. Słoneczko pedałów i lesb... Nie mogę nie ironizować, gdyż cały ten tekst jest zwyczajnie nawoływaniem do bycia... Mariuszem Kurcem.

Zabawne w tym wszystkim jest też to, że Szot w zasadzie to spełnia wszystkie obowiązki pedała. Tylko, że ja mam poczucie, że droga, którą ja wybrałem nie jest jedyną, że są różne modele patrzenia na rzeczywistość, że są różne konstrukcje, z którymi można żyć. Ujednolicanie, tworzenie kanonów z nakazami i obowiązkami, ustawianie hierarchii (organizacja bogiem twym), to właśnie znamiona dyskursu nacjonalistycznego. I niestety tekst Kurca stanie się klasykiem. Za kilka lat będziemy go przerabiać na queer studies. A może i szybciej?

ps. Czytam komenty na IS i zacytuję jeden, z którym nie do końca mi po drodze, ale jednak coś w tym jest:

mam nie odparte wrażenie że jedynym celem tego "artykułu" było zwrócenie naszej uwagi na... osobę pana kurca i cel ten został osiągnięty, co do samego artykułu to słowa pedał i lezba są tu używane z taką częstotliwością i i w sztuczny sposób że prawdopodobnie sam autor odczuwa obrzydzenie gdy słyszy te słowa z ust innych. i ostatnia rzecz; jeśli poziom tego tekstu reprezentuje poziom pana kurca to należy mu tylko współczuć, a jeśli to tylko swoisty rodzaj kreacji to niewidzie celu i podstaw tego zabiegu. Najbardziej niepokojące jest tylko to że tak wiele osób zgadza się z tym "tekstem" i bez problemu podpisało by się pod nim...


Ja mam wrażenie, że jak tak dalej pójdzie to redakcja opublikuje jakieś nowe Pater Noster. Obowiązkowo autoryzowane przez KPH.

Biedroń w natarciu

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 25 sierpnia 2011

Cytuję fragmenty wywiadu z "Dużego Formatu":

Miesiąc temu miał pan tę samą wiedzę o SLD, a jednak szykował się pan do startu z listy Sojuszu. To osłabia pańską wiarygodność. Uderzył pan w stół dopiero, gdy nie znalazło się dla pana dobre miejsce na liście.

Ależ tak, zgadzam się. Takich ludzi jest w SLD wielu. Oni milczą, podpisują się pod marką SLD i zaciskają zęby. Bo myślą, że nie ma innego wyjścia. Taka jest cena, którą trzeba zapłacić za to, że chce się realizować swoje cele. Albo kontestujemy, pracujemy w organizacjach społecznych, wspieramy wykluczonych albo zaciskamy nos, by nie czuć tego fetoru, zakładamy maskę hipokryzji i poddajemy się często patologicznym partyjnym regułom. 

(...)

Na pana miejsce wchodzi Krystian Legierski i SLD może powiedzieć, że ma dyżurnego działacza, który chce promować idee równościowe, prawa dla gejów, związki partnerskie.

W jakim stylu on to zrobił? Wchodząc na miejsce Wandy Nowickiej i wyrzucając Agnieszkę Grzybek, swoją partyjną koleżankę, z tego miejsca. (...) To zresztą dobry przykład, jak faceci w partii Zielonych ograli kobiety.

(...)

Katarzyna Piekarska pokazywała nam projekt ustawy o związkach partnerskich kilkanaście miesięcy temu, a zgłoszono go tuż przed wyborami. (...)

To był blef, manipulacja. Ale te środowiska o tym wiedzą, jednak zaciskają zęby i mówią: nie ma żadnej alternatywy. Jeśli nie SLD, to co? Wszyscy liczą na to, że wejdą do Sejmu, jakoś się przebiją. 

(...)

Uważam, że w nadchodzących wyborach nie możemy głosować na SLD. Na zgliszczach tej partii trzeba zbudować coś nowego. Game over.

I co o tym sądzić? Robert przejechał się po SLD, Legierskim, Zielonych... za jednym zamachem. Nieźle. Przyznaję, zgadzam się z każdym zdaniem powyżej wypowiedzianym oprócz ostatniego ustępu. Ale z drugiej strony - czy po takim ataku współpraca "środowiska" z SLD będzie jeszcze możliwa? Zobaczymy po wyborach, zwłaszcza po wyniku Palikotów, którzy - nie da się ukryć - mają jeden cel - uzyskać 3 procent i dostać zwrot kasy wyłożonej na kampanię.

Dla nas ważniejsze pytanie brzmi trochę inaczej - czy naprawdę nie można było się obudzić trochę wcześniej? Bo tak w trybie wyborczym to mało eleganckie. A kwestia związków partnerskich jest trochę zbyt ważna, by palić wszystkie mosty i wiązać się z partią-wydmuszką.

Nota bene - jestem ciekaw co szef KPH, kandydujący z ramienia Palikotów do Sejmu, a z drugiej strony jeden z autorów zamieszania z ustawą na te słow: To był blef, manipulacja. Ale te środowiska o tym wiedzą, jednak zaciskają zęby... 

W związku z wieloma pytaniami po prawej ankieta wyborcza.

Zostań ambasadorem

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Marzyliście/marzyłyście kiedyś o karierze w dyplomacji? Przed wami wyjątkowa szansa.

Otóż Łukasz Palucki pisze: Mija szósty rok odkąd jestem Polskim Ambasadorem Międzynarodowego Stowarzyszenia Lesbijek i Gejów na rzecz Kultury (ILGCN). W tym czasie udało mi się zrealizować wiele pomysłów. Nie jestem jednak przyspawany do stołka. Myślę, że nadszedł czas aby przekazać tą funkcję nowej osobie. Dlatego rozpoczynam poszukiwania nowej/nowego Ambasadorki/a ILGCN. Poszukuję osoby która interesuje się kulturą i sztuką lgbtq. Nowa/y Ambasador/ka będzie odpowiedzialny za kontakt ze strukturami ILGCN w Europie a szczególnie za bliski kontakt z biurem światowego koordynatora ILGCN w Sztokholmie, dlatego niezbędna jest znajomość języka angielskiego. Działalność w ILGCN ma charakter wolontariacki i wiążę się z okazjonalnymi wyjazdami za granicę. Aplikacje proszę wysyłać na adres lukasz@paradarownosci.eu Decyzję o rekomendacji nowego Ambasadorki/a ILGCN w Polsce podejmę po konsultacji z wcześniejszymi Ambasadorami - Szymonem Niemcem i Sławkiem Starostą. Szczególnie mile widziane aplikacje kobiet.

Jakoś mi to trąci monarchią. Jestem bardzo ciekaw, co - zwłaszcza w ostatnim czasie - zrobił w Polsce ILGCN? Zapewne tłum chętnych będzie, zwłaszcza po zapoznaniu się ze stroną organizacji, na której głównym tematem jest nie kultura, a torebkowa wojna. Dodatkowo zabawne jest, że ILGCN to stowarzyszenie, które - według własnej strony - ma innego przewodniczącego. Pałuckiego nawet tak nie ma. Tutaj zaś możemy się dowiedzieć, że rzeczony P. jest "artystą, performerem". Oj tak - szopki pierwsza klasa.

Czekamy na nowego ambasadora/ambasadorkę. Przydatne umiejętności - znajomość historii zatargów Szymona Niemca ze "środowiskiem", wiedza o dotychczasowych sukcesach ILGCN i spójna wizja ich prezentacji w najbliższych latach. Wyjdzie na to, że Pałuckiego może zastąpić tylko Pałucki. Na otuchę dodam, że licząc na prężne działania ILGCN w najbliższym czasie chciałbym wyrazić chęć współpracy i wymianę listów uwierzytelniających. Wcześniej wyślemy umyślnych.

Ojciec Narodu

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano

Nadal trochę nieobecny na blogu, bo i nie ma czego komentować. A raczej - nie było. Bo oto jest.

Prawdy objawione przedstawia nam Mariusz Kurc na InnejStronie.

Otóż czytamy: Sytuację mamy taką, że sorry - są też obowiązki. I jest ich w ch... 

-> Nienawidzę gdy ktoś używa wulgaryzmów w ten sposób. Chuj nie jest taki straszny. Już lepiej mieć chuja niż "ch..." - przynajmniej na piśmie. Ale nie czepiając się słówek, przejdźmy do pedalskich obowiązków opisywanych przez Kurca:
Obowiązek nr 1: być wyoutowanym

I to mnie wkurzyło. Domaganie się od ludzi bycia out i pisanie o tym jako o "obowiązku" to zwyczajny paternalizm, gejowski kolonializm, tożsamościowy babol. Otóż bycie jawnym nie może być obowiązkiem, a powinno być możliwością. No i jawnym jako kto? Gej? Do cholery, a jak ktoś nie chce w tej kategorii być umieszczonym? Domaganie się coming-outów to domaganie się homogenizacji dyskursu seksualnego. Pisze Kurc: Trzeba mieć i odwagę, i niezły refleks, żeby się nie dać wepchnąć do szafy. Niedługo trzeba będzie mieć odwagę, żeby nie dać się wepchnąć do szafy Kurca.

Obowiązek nr 2: reagować na homofobię Niby jestem za, ale - nie zawsze. Zęby kosztują.

Obowiązek nr 3: pójść na co najmniej jedną paradę w roku Oto mamy świat "nowoczesnego" geja. Jest ujawniony, walczy z homofobią i chodzi na Parady. Kto się nie mieści w tym zestawieniu dobrym pedałem być nie może. I może dlatego tak trudno jest spełnić obowiązek 4 - dawać kasę organizacjom LGBT? Nie będę się rozwodził nad dalszymi punktami.

Miał wyjść manifest, wyszła sieczka. Gdyby to jeszcze napisał ktoś kto z organizacjami LGBT nie ma nic wspólnego, czy nie jest twarzą większej inicjatywy. Gest Kurca - czyli tekst - oceniam wyłącznie jako próbę zdefiniowania, ujednolicenia i... "zaszafowania" debaty o seksualności. Dodatkowo jest to tekst będący elementem kampanii wyborczej, gdyż czytamy, że obowiązkiem jest głosować na partie przychylne LGBT. 

W ustawie o umowach nie ma obowiązków, ponoć takiego modelu chcieli geje i lesbijki. Teraz się dowiadujemy, że tych obowiązków mamy sporo i jakoś dziwnie wymiernie mogą one wpłynąć na poprawę sytuacji... homiczych i transowych kandydatów/kandydatek do Sejmu. Może zabrzmi to dziwnie w kontekście tego co robię, piszę, ale wzywanie do głosowania na kogoś ze względu na jego orientację seksualną jest zwyczajnie poniżające dla startujących. Toż to najgłupszy argument jaki może wyciągnąć ktoś kto walczy z dyskryminacją.

Na koniec dostajemy spowiedź dziecięcia wieku: Piszę to pod siebie i oczywiście dziś bilans wypada mi całkiem, całkiem. Ale nie zawsze tak było - za całokształt wystawiłbym sobie chyba ledwo tróję z "pedalskich obowiązków". Bo wszystkie siedem pedalskich grzechów mam na koncie jak ta lala: tak, byłem w szafie całe lata. Tak, wielokrotnie puszczałem mimo uszu homofobiczne teksty. Do 2005 r. olewałem Parady i Manify. Dawanie kasy na organizacje LGBT kiedyś nawet nie przychodziło mi do głowy. Kumplowi z Frankfurtu dziwiłem się jak cholera, że pilnuje, by promować biznesy LGBT. Nie angażowałem się w działania na rzecz walki z homofobią, ani nie przychodziło mi do głowy, że moje gejostwo ma coś wspólnego z polityką.

Czas przeszły sugeruje, że Mariusz Kurc jest pedałem idealnym. Czekam na ogłoszenie się Ojcem Narodu.

Przedwyborcze gierki

16

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 18 sierpnia 2011

I już wszystko wiadome. Na listach Palikota w Gdyni wystartuje Robert Biedroń. Niespodzianka z tego żadna, ale to wskazuje jak bardzo chciałbym, żeby w wyborach parlamentarnych obowiązywała rejonizacja - nie masz meldunku w okręgu - nie możesz startować. W przypadku Roberta, który promował swoje związki z województwem podkarpackim to trochę dziwne miejsce startu. Oczywiście chodziło o kontrowersję Miller-Biedroń.

Jak przy wyborach jesteśmy to Ewa na fejsie wykopała taki zrzut ze strony Palikotów:


Ciekawe czy mają opcję "w związku partnerskim". Za to bardzo ciekawy wpis na Twitterze popełnił szef biura prasowego SLD:


To zapewne komentarz do "sprawy Biedronia". Oto poziom na jaki upadła jedyna lewicowa opozycja. Cóż - jak mawiają - po efektach ich poznacie. Mam poczucie, że uprzedmiotowienie "naszych" spraw sięgnęło zenitu. SLD pogrywa ustawami, Palikot osobami, a wszystko skończy się tak jak zawsze - niczym. Bo przecież nikt rozsądny nie postawi na mandat poselski dla Palikota. No chyba, że jednak macie inne przeczucia?

Fascynujące jest przyglądanie się temu, do czego doprowadziło z jednej strony chadzanie z SLD pod rękę i podsuwanie im ustaw, z drugiej - ufanie politykom, którym bardziej niż na idei zależy na rozgłosie. W 2012 roku obudzimy się z ręką w nocniku, z brakiem jakiegokolwiek politycznego zaplecza, kolejną wojną wokół Parady i obniżeniem zaufania społecznego do działaczy trzeciego sektora. Czarna to wizja, ale jakże realna. 

Na koniec Ewa Tomaszewicz w TokFm. Posłuchajcie, bo warto.

Jak napisać relację?

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Najlepiej tak by wykazać, że SLD zależy. Czytam "relację" z podkomisji na IS i nie mogę wyjść z zadziwienia. To, że o komentarz nie poproszono drugiej z organizacji LGBT, która się tam pojawiła (a na podkomisji było ledwie kilkanaście osób) to mnie akurat nie dziwi, bo tą organizację reprezentowałem ja. Moje ego rośnie. Za to czytamy:

Nieobecność na posiedzeniu przedstawiciela Sojuszu Lewicy Demokratycznej wzbudziła zaskoczenie. Zdzisława Janowska powiedziała nam jednak, że jest w stałym kontakcie z przewodniczącym podkomisji, Norbertem Rabą, oraz że spotkanie miało mieć dziś właśnie taki charakter - wysłuchania stron oraz zebrania opinii.

Zapewne, choć jest w tym jeden kłopot - nieobecna była nie tylko Janowska, czyli członkini podkomisji, ale i jakikolwiek poseł/posłanka przedstawiający/ca projekt ustawy. O tym już IS nie wspomina. Podobnie jak o tym, że projekt został już wstępnie dość mocno zjechany m.in. przez przedstawicielkę Ministerstwa Zdrowia. Za to dowiadujemy się, że w pracach grupy uczestniczy redaktor naczelny portalu. Cóż... będziemy obserwować dalszą polaryzację stanowisk i kolejne podziały. Ja oczywiście - co mi znowu dodaje kilka punktów do ego - wychodzę na głównego dziobaka, który nie potrafi usiedzieć spokojnie. To miłe.

Innastrona łaskawie nie wspomina też o opinii Sądu Najwyższego, w którym wprost czytamy:

Projekt nie realizuje w zadowalający sposób zasad techniki prawodawczej. 

Cóż - redaktor naczelny przyszedł na nie do końca gotowe. Warto przeczytać stanowisko SN, w którym jest sporo uwag podobnych do tych, które myśmy wystosowali. Dodatkowo we wnioskach czytamy, że:


Nam można nie ufać, sędziom SN jednak się powinno. Wniosek z ich uwag płynie jeden - ustawa tylko dla par tej samej płci, kwestia odmowy zeznań powinna zostać uregulowana niezależnie od ustawy, bo po prostu jest potrzebna w praktyce, a poza tym to można się zastanawiać. Warto zauważyć też, że SN odniósł się zaledwie do kilku punktów ustawy. Po prostu głębsza jej analiza wydaje się pozbawiona sensu. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Jeszcze nawiązując do relacji IS - nijak się ma ona do relacji "Wyborczej" znowu okraszonej zdjęciem z manifestacji "Miłość nie wyklucza". Ale zapomniałem, że redakcja "Wyborczej" nie jest członkiem Grupy Inicjatywnej.

Ciekawostki z rynku wyborczego. Szefowa Trans-Fuzji wystartuje w Krakowie z ramienia Palikotów.

I co o tym zamieszaniu sądzicie? Pseudo-ustawa plus odpływ LGBT od SLD? Czyżbyśmy przechodzili do podziemia?

Wojna...

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie | Opublikowano środa, 17 sierpnia 2011

... na której ucierpimy wszyscy rozpoczęła się od tego, że Biedroń nie dostał się na listy SLD. Efektem tej informacji było kolejne info o tym, że szef KPH startuje z list Palikota, ponoć były szef KPH też ma wystartować z ich listy.

Wojna wypowiedziana SLD przez naszych działaczy - chyba trochę spóźniona - ma swój bardzo negatywny efekt w postaci nieobecności przedstawicieli/przedstawicielek lewicy na obradach podkomisji. Ma to skutki proceduralne - nie ma posła, który mógłby składać wnioski przychylne ustawie (choć  ze strony PO jest faktyczna chęć wprowadzenia minimalnych regulacji). Ma to też skutki symboliczne - o tych chyba mówić nie trzeba.

Wojna ta jest jak najbardziej na rękę "Gazecie Wyborczej" i jej planowi wykreowania i/lub wzmocnienia lewicowego ośrodka w PO. Kto na tym zamieszaniu traci? Oczywiście ci co chcieliby ustawy o związkach partnerskich. Grupa Inicjatywna mam wrażenie straciła wsparcie lewicy, w najbliższym Sejmie lewica będzie jeszcze mniejsza niż dotychczas, a więc nasza ustawa odpływa w niebyt. Bądź co bądź można to było załatwić w lepszym stylu. Ale ambicje głównych graczy są tu dość oczywiste.

Wróciłem właśnie z obrad nad projektem ustawopodobnym. To dla nas dobra lekcja, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski. To znaczy ja już wyciągnąłem, sądząc po dzisiejszych wypowiedziach Legierskiego i Szypuły - bez wsparcia od strony SLD pozwolą PO na bardzo dużo.

Podkreślam jeszcze raz - SLD prawdopodobnie wycofało swoje poparcie dla prac nad ustawą. Jeśli to się potwierdzi to prace nad lepszą ustawą czy bardziej "cywilizacyjnie" zaawansowaną możemy odłożyć na lata. Wojna wypowiedziana jedynej lewicowej opozycji w Sejmie musi mieć przecież taki skutek. Dotychczasowa - równie kiepska, ale przynosząca lepsze rezultaty - strategia pokornego cielaka dawała większe szanse. Ale to Grupa Inicjatywna chwaliła PACSy jako bezpieczniejsze politycznie. Jak się dzisiaj okazało, ustawa skierowana tylko do osób homoseksualnych, z obowiązkami i bardziej instytucjonalna miałaby o wiele większe szanse. O tym - zwłaszcza o obowiązkach - mówiliśmy z Homikami od dawna. Nieproporcjonalność otrzymywanych "benefitów" do "zobowiązań" jest tak uderzająca, że w społeczeństwie jednak dość tradycyjnym to właśnie instytucja związków partnerskich ma o wiele większe szanse na bycie wprowadzoną. Choć teraz to już jest pisanie o niczym, bo żadnej ustawy nie zobaczymy przez najbliższe lata jeśli wojna z SLD ma być strategią dla ruchu, czy przynajmniej czołowych jego działaczy.

DZISIAJ W SEJMIE - Podkomisja

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE, wydarzenia | Opublikowano

14:00 - Wytknięto również: niezabezpieczenie dzieci w związkach heteroseksualnych i strony słabszej np. finansowo. Zaznaczano, że nie chodzi o płeć partnerów, ale stworzenie sensownego prawa np. zwracając uwagę, że w związkach heteroseksualnych z dziećmi  (i homo - dość podobnie) występuje tak duża liczba kłopotów, że brak odniesień do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego w projekcie jest niebezpieczna.

Wniosek na kolejną komisję, której daty nie znamy (to nie ma wielkiego znaczenia, za dużo braków, zbyt dużo wniosków o ekspertyzy i za blisko wyborów) jest taki, że odbędą się prace nad konkretnymi punktami ustawy. Wtedy dopiero zacznie się dziać i wyjdzie szydło z worka. Aha - uwagi "Miłościowe" zostaną przekazane do sekretariatu Komisji, co na dniach uczynimy. Teraz zupa i sałatka! Tzn. ja zupny jestem :)


13:40 - Restauracja w Buffo. Ja schodzę, Ewa w lepszym nastroju. Zatem wnioski:

1. Nie przyszedł projektodawca, czyli SLD. To naszym zdaniem efekt wojny, jaką prowadzi ostatnio Robert Biedroń. Tylko dzięki dobrej woli prowadzącego spotkanie się odbyło.
2. Przyszli - Grupa Inicjatywna i prawnicy KPH, my, przedstawicielki Ministerstwa Zdrowia, Sprawiedliwości i Pracy. Dwie posłanki i prowadzący.
3. Dużo uwag do merytoryki projektu, zwłaszcza uzasadnienia. Jednocześnie jest spora chęć pracy nad projektem, jednocześnie może ona doprowadzić do wniosku, że jedynie ustawa dla osób homoseksualnych z wyłączeniem hetero ma jakieś szanse w parlamencie.
4. Jest info od Sądu Najwyższego. Niezbyt dobre dla ustawy.
5. Nierównowaga między prawami i obowiązkami - wniosek od wszystkich.
6. Duża ilość możliwych nadużyć w stosowaniu ustawy.
7. Brak ekspertyz (m.in. oszacowania skutków finansowych). De facto projekt sam bez literatury nie ma szans na procedowanie.
8. Możliwa niezgodność z art. 18 mimo zapewnień GI, że tak nie będzie. Raczej nikt w to nie uwierzył...
9. Niedopracowanie projektu, nad którym tak długo ponoć pracowano była zaskakująca sądząc po minach posłów, sam prawniki KPH przyznał, że z projektem zapoznał się... przed ostatnim posiedzeniem Komisji.
10. Nadmierne skomplikowanie obowiązującego prawa, cywilizacyjna obcość rozwiązań.

Uch - dużo tego co?

13:35 - popełniłem tylko jeden błąd :D


13:30 - wszyscy zwracają uwagę na możliwą niekonstytucyjność projektu. SLD nie przyszło. Więcej za chwilę.


11:45 - Za chwilę wchodzimy, dokumenty przygotowane. Trzymajcie kciuki choć nie wiemy za co.





10:40 - Ruszam w miasto. Jak tylko usiądę z Ewą w legendarnym Czytelniku to może jakieś zdjęcie...


10:30 - Oczywiście drukarka nie wytrzymała. Na szczęście są punkty druku na mieście :) Tak czytając sobie dokumencik po raz kolejny zastanawia mnie np. brak zmian w Kodeksie postępowania cywilnego. Czemu sędzia nie może być wyłączony ze sprawy swego partnera? Mamy zamiar o takie rzeczy dzisiaj zapytać projektodawców.


10:00 - Trwa wykańczanie mojej drukarki. Nie mówiąc już o wykańczaniu mnie, bo właściwie to jest właśnie po urlopie. Niezły start ;)


9:30 - Przyglądam się składowi podkomisji. Janowska - ekonomistka, Kozłowska-Rajewicz - biolożka, Okrągły - lekarka, Raba - politolog, Walkowski - zootechnik urodzony tam gdzie Abiekt dorastał. W tym składzie to chyba by było lepiej o GMO podyskutować, ale jestem optymistą.


9:15 Tomasz Szypuła startuje w wyborach do Sejmu z ramienia tzw. Palikotów. Ciekawe, że chyba po raz pierwszy robi się kampania anty-SLD w środowisku LGBT (przewodzi jej Robert Biedroń) połączona z podlizywaniem się tej partii poprzez tak marny projekt ustawy. Jak ktoś ma pomysł na to po co to całe zamieszanie to niech pisze. Nota bene - już 50 procent oryginalnego składu GI startuje do Sejmu. Czy będzie jak w wyborach samorządowych? Szypuła odniósł wtedy "niesamowity" sukces - aż 98 głosów.


8:30 - Dzisiaj w "samo południe" rozpoczną się obrady podkomisji, która zajmie się ustawą o umowach związku partnerskiego. Idę tam wraz z Ewą po to by zaprezentować (w miarę możliwości - nie mamy pojęcia jak to będzie wyglądać) ten dokument. Postaram się aktualizować ten wpis co jakiś czas, więc zapraszam do korzystania z funkcji F5.

Uwagi do projektu ustawy

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 16 sierpnia 2011

Polecam lekturę:

Brednie

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, prasa, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Na naszym ulubionym portalu możemy przeczytać artykuł zatytułowany "Tęczowa kampania". Ponieważ jego autor postanowił być anonimowy, tak więc mogę napisać wprost, że jest niedouczonym kretynem. To tak gwoli wstępu. Rozszerzenie poniżej.

Autor pisze:

Ostatnio KPH usunęła się nieco w cień, a prym wiedzie sympatyczne skądinąd środowisko portalu homiki.pl. Niestety, wydaje się specjalizować w przegranych sprawach. Najpierw całkowicie zbędna i ośmieszająca awantura o rysunek z kozą w Rzeczpospolitej. Sądowy proces pompatycznie nazwano “Naszą sprawą”  patrz tutaj. O pieniackiej “koziej wojnie” Gaylife pisało kilkakrotnie, m.in. w artykułach  Koza wielce obrażona oraz Koza w szaleńczym galopie czy  Koza nadzwyczaj szkodliwa. Proces nie jest ani “nasz”, ani ”sprawą”. To pierwsze nieopatrznie przyznali sami autorzy nieporadnego pozwu. Jako obrażone osoby wskazali bowiem w pozwie tylko… samych siebie oraz… członków swojego stowarzyszenia. Reszta środowiska LGBTQ dla nich się widać nie liczy. O nasze prawa homiki.pl tym procesem ewidentnie więc nie walczą. Dlaczego w ogóle nie ma sensu walczyć o gazetowy rysunek? 

To znaczy, że autor nie ma zielonego pojęcia o tym jak kogoś pozwać. Przecież pozywającym nie może być ogół "środowisko LGBT", a pozywający musi sam czuć się obrażony, ze względu na to, że jest gejem/lesbijką/osobą bi czy trans... Ale oczywiście z braku wiedzy można wysnuć taki obrzydliwy wniosek, jaki został wysnuty. To dość charakterystyczne dla tego portalu, ale przyznaję, że tym razem przesadzono. 

Drugi fragment:

Podobną brednią, na szczęście tylko w połowie, jest wspólna refleksja Urszuli Pawlik i studenta Wojciecha Szota – “ dopóki posłowie i posłanki nie poczują, że jest społeczne parcie na ustawę, nie mamy szans. A my, społeczność LGB(TQ), nie dajemy sygnałów, że ta ustawa jest nam potrzebna.” Po pierwsze, oczywiście nieprawdziwa jest teza, że posłowie uchwalają prawo pod dyktando opinii publicznej; że zawsze niezbędne jest im jakieś “społeczne parcie”

Tylko, że tą tezę postawiliśmy nie my, a posłowie na komisji zwracając uwagę, że gdyby to był projekt obywatelski podpisany przez 100 tys. osób to by miał większe szanse na rozpatrzenie. Ale tak się własnie tworzy własne fantasmagorie. I ostatnie:

Po krytyce infantylnej “koziej wojny”, homiki.pl jakby wyciągnęły wnioski. Zajęły się fundamentalnym postulatem naszego środowiska - ustawą o związkach partnerskich. Niestety nie skonsultowano jej ze środowiskiem LGBTQ. Wystarczyły konsultacje wśród towarzyszy z SLD i “wyborczej”. Homiki znów ruszyły na z góry przegraną wojnę. Jak zwykle też zagrzewała ich do walki “gazeta wybiórcza”

I to już jest śmieszne, ponieważ akurat tu mowa o działaniach GI, przeciwko którym myśmy protestowali. Ale zostały przypisane nam. Z "dobrej" woli portalu. Nie wiem czy tak niski poziom mentalny, pewna forma skretynienia połączona zwyczajnie z niewiedzą powinna być publikowana gdziekolwiek. Ale trzymanie się standardów to z pewnością nie Gaylife. 

Legierski na posłankę?

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 11 sierpnia 2011

Miała być posłanką. Wanda Nowicka. Była jedyną osobą, na którą chciałem głosować. Dookoła opowiadałem, że jak to fajnie, iż działaczka NGO-sowa, radykalna, ale bez przesady startuje z list SLD. Jak wszyscy dobrze wiemy Wandy Nowickiej na listach SLD nie będzie. Nie będzie też - chociaż nic nie wiedzieliśmy, że ma być - Roberta Biedronia. SLD zaczęło się ośmieszać. Najpierw wypowiedzi Wiklińskiego podszyte homofobicznym dowcipem:

Jestem tak taktowny wobec pana Roberta Biedronia, że aż się obawiam, żebym nie stał się obiektem adoracji z jego strony". Wikiński mówił też na konferencji prasowej, że osobiście był przekonany, że Biedroń "zakochał się we współpracy z SLD aż do grobowej deski, a tu się okazało, że to był taki tylko flirt". 

Do tego doszło takie kuriozum:

Wierzę głęboko, że środowisko (Biedronia) udzieli poparcia SLD

Nie, środowisko nie udzieli już poparcia SLD. Ale... jest pewna grupa, która tego poparcia udziela cały czas. Jest to Grupa Inicjatywna, która jest teraz zakładniczką SLD. I to wykorzystano wysuwając zamiast Nowickiej kandydaturę Legierskiego. Cele są dwa - skłócić ludzi, a drugi - pokazać, że środowisko wspiera SLD. Najbardziej żałośnie wyglądały wczoraj wpisy członków GI na fejsie gratulujące Biedroniowi, ciekawe czy teraz pogratulują Legierskiemu.

Ciekawa jest za to strategia "Gazety Wyborczej". Ja widzę to tak: po to Pacewicz zabrał GI do Schetyny, żeby pokazać lewicową twarz PO, po to Gazeta dzisiaj publikuje sondaż, w którym SLD ma 6 procent poparcia, żeby wskazać na lewicową stronę PO. Ewa Siedlecka pisze komentarz, a Kublik artykuł obnażające lewicowość SLD. Już kilka osób zwracało mi uwagę na to, że strategia GW to wykreowanie lewicowego skrzydła w PO, a nie wspieranie lewicowości w SLD. I dlatego zdziwienie Ewy Siedleckiej, że ustawę o umowach rozpatrywano na Komisji a nie na sali plenarnej było narzekaniem na brak takiego skrzydła w partii rządzącej. A partia ta jest raczej centro-prawicowa i jedna gazeta tego nie zmieni.

KPH reaguje na homofobiczność wypowiedzi, ciekawe, że homofobicznych wypowiedzi działacza SLD z Suwałk nikt nie zauważył, no ale dobrze wiemy kto w tym środowisku kogo popiera.

A wracając do Legierskiego. Otóż w artykułach o tym wydarzeniu nie ma wypowiedzi samego zainteresowanego. Radia nie słuchałem, może tam coś mówił. Jednak ja się czuję oszukany jako mieszkaniec Mokotowa, z którego Legierski został radnym miejskim. Ponoć miał się angażować w działania na rzecz kultury oraz dzielnicy. Sprawdziłem interpelacje Legierskiego. Wśród dwudziestu jeden znajdziemy takie jak: dot. naliczania opłat za reklamę na parasolach znajdujących się w ogródkach gastronomicznych; dot. lokali komunalnych znajdujących się w zasobie Dzielnicy Wawer; dot. przyszłości Hali Koszyki oraz ochrony zabytków w Warszawie. Co prawda są też kwestie artystyczne czy kulturalne, ale w zdecydowanej mniejszości. Na temat Mokotowa też mało (jedna). Spektakularnych osiągnięć nie było...

I druga uwaga - jak twórca projektu ustawy, która ma być negocjowana z SLD startuje z jej listy do parlamentu, to ustawa przestaje być "społeczna" jak by chciał Kalisz, a robi się partyjna. Tak jak była od początku - przecież chyba tylko jedna uwaga (dotycząca zmiany nazwiska) została przez GI zaakceptowana po pseudo-konsultacjach w siedzibie Helsińskiej.

Za tydzień spotykamy się na podkomisji ds. ustawy, wtedy też zaprezentujemy dokument punktujący ustawę, ale w sytuacji gdy jej "społeczny" twórca kandyduje do Sejmu z listy partii, która projekt do Sejmu wstawiła nie widzę szans na żadne zmiany. Obym się mylił.

Eureka?

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 10 sierpnia 2011

Robert Biedroń
W dniu dzisiejszym podjąłem decyzję o niekandydowaniu z list wyborczych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Moja decyzja podyktowana jest sposobem i wynikiem układania list wyborczych przez to ugrupowanie.


Różnica z Wandą Nowicką polega na tym, że oficjalnie nikt nigdzie nie potwierdził obecności Biedronia na listach wyborczych.

Środowiska zajmujące się prawami człowieka, wolnościowe i mniejszościowe od wielu lat szukają wsparcia politycznego, które poprawi nasz los. Od wielu lat SLD nie zrobił w praktyce nic, aby tę sytuację zmienić. Wykorzystywanie problematyki równouprawnienia kobiet, aborcji, związków partnerskich czy mowy nienawiści przed wyborami znów okazało się tylko zagrywką wyborczą SLD.

Taaaaa??? No eureka po prostu. Przepraszam za styl, ale to oświadczenie mnie bawi i przestrasza. Robert pozdrawia tym samym GI, która dla promocji SLD nawet zgodziła się promować beznadziejny projekt ustawy. Cóż - nie ma co patrzyć na partię, trza się zabrać do roboty ;)

Przed urlopem

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, Obcy w Internecie, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano

Zacznijmy od tego, że niedługo będę się urlopował. Na kilka dni, ale bardzo tego potrzebuję. Czegoś w rodzaju twórczego restartu. A restartu oczywiście do nowych działań (mam trzy dobre pomysły i jeden bardzo dziwny) potrzeba. Wakacje są więc i nie ma o czym pisać, na IS info o tym, że na podkomisję będzie można się wybrać i.... znamy już skład podkomisji. To zabawne, bo skład podkomisji poznaliśmy już w czasie debaty w Sejmie, co prawda zrobił się szum, ale można było nazwiska wyłapać.

Homofobiczne plakaty ponoć "znikają", a mnie ta historia całkowicie przestała interesować gdy przeczytałem gdzieś wezwanie do zrywania plakatów. Otóż nie jestem za stosowaniem metody ząb za ząb, bo skończy to się tylko bezsensowną konfrontacją. Powtórzę, że osobiście to ja jestem bardzo radykalny - gdyby pytać mnie jako Wojciecha Sz, który mówi tylko za siebie (niestety albo i na szczęście dla was często mówi w czyimś imieniu) to ja jestem za totalną wolnością słowa - nawet skłonny jestem do tolerowania mowy nienawiści po jednym warunkiem - potrafię na to reagować. Wiem, że to bzdura i trzeba walczyć, reagować, ale... gdzieś we mnie siedzi postać, która zamiast blokowania faszystów woli iść w swoim marszu. Trochę ta Norwegia jest dobrym przykładem - lekiem na nienawiść nie jest walka z nią wręcz, a otwartość i spokój.

Odkryłem Główną Bibliotekę Lekarską na Ujazdowie. Jakbyście chcieli i chciały zobaczyć jak niedofinansowana może być jeden z najlepszych zbiorów w kraju to zapraszam do odwiedzin.

Niedługo będzie trochę filmowo - w planach mam aż (na mnie to "aż") dwa filmy branżowe, mam nadzieję, że chociaż trochę mi się któryś spodoba.

Centrala - wydawca Stuck Rubber Baby - wraz z homiczym komiksem wydał komis o Serbii. Praktycznie w tym samym momencie. Efekt jest taki, że media piszą o Serbii, a genialny komiks homiczy został tym razem zręcznie ominięty. No chyba, że szykują się niespodzianki. Już dawno się nauczyłem jednego - jak wydajesz książki i jesteś małym wydawnictwem, nigdy nie wydawaj dwóch w tym samym momencie. Tym bardziej na tak niemedialnym rynku jakim jest rynek komiksu.

Aha - na fejsie przymiarki do realnego zbierania 100 tysięcy podpisów. Mam na to wielką ochotę, mogę zrobić nawet samemu.

Znowu o rozmawianiu

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 7 sierpnia 2011

"Polityka" zakończyła cykl artykułów o związkach partnerskich tekstem, który mnie zaskoczył. Chyba po raz pierwszy w naszej prasie pojawił się głos na temat rozszerzenie inst. małżeństwa, które ja lubię nazywać kalką z angielskiego "równością małżeńską". Tym razem głos prasowy jest o wiele do przodu niż to co można usłyszeć od działaczy/działaczek, gdyż ta grupa stara się "myśleć realistycznie", co oznacza absolutną ciszę w tym temacie. A może faktycznie już czas pokazać, że nie zniszczymy niczyjego małżeństwa?

Ciekawy koment pod ostatnim wpisem:

Wiekszosc obecnych dzialaczy na rzecz emancypacji osob LGTB powinna ustapic miejsca ludziom prawdziwie ideowym i bezinteresownym. W przeciwnym razie idealy rownouprawnienia gejow i lesbijek zostana osiagniete w takim samym tempie, jak gdyby tych organizacji w ogole nie bylo, gdyz swiat idzie caly czas do przodu i tworza sie nowe standardy cywilizacyjne.

Załóżmy teoretycznie, że ci "nie-ideowi i interesowni" działacze odejdą, to wiecie kto zostanie? Nikt. Żeby kogoś zastąpić trzeba mieć kim. A najzabawniejsze jest to, że napisała to osoba anonimowa, co tylko pokazuje na jakim poziomie abstrakcji jest proponowane rozwiązanie.

Uschi Pawlik postanowiła zastanowić się nad strategią ustawy o związkach partnerskich. Zadaje pytania, na które GI ma już swoją odpowiedź, a my wciąż szukamy. Na tym właśnie polega różnica między tym co proponują Homiki et consortes a tym co próbuje nas sprzedać rozszerzona ostatnio o szefa InnejStrony Grupa. Pytania:

Czy kolejny składany projekt powinien być projektem równie zachowawczym, o tak samo wąskim zakresie regulacji?
Czy próbować znaleźć partię, która pomoże nam wprowadzić projekt z szerszymi zapisami oraz adopcją?
Czy próbować zdobyć 100 tysięcy podpisów, co pozwoliłoby pchnąć ustawę przez Sejm jak obecny obywatelski projekt antyaborcyjny?

Nie za bardzo lubię artykuły z pytaniami bez konkretnych odpowiedzi, wyczuwam obawę przed "100 tysiącami", której nie podzielam. Mam ostatnio takie poczucie, że jeśli sami jesteśmy świadomi/świadome niemożliwości dokonania tego, to po cholerę ta ustawa? Zamiast tracić czas na Miłość nie wyklucza, Grupę Inicjatywną, zajmijmy się pracą u podstaw i tyle. Na związki przyjdzie czas. Oczywiście to w pewien sposób głupie i prowokacyjne z mojej strony, bo jak dobrze wiecie chętnie będę walczył o ustawę popieraną przez kilka osób, ale myślę, że czas na prawdziwą dyskusję o zaangażowaniu. Na forum publicznym. Nie wiem jednak czy zauważyliście/zauważyłyście, że w ciągu ostatniego roku liczba debat/dyskusji drastycznie zmalała. Ruch LGBT jest niedyskursywny - o czym tu już często było - tego efektem jest spór, który obserwujemy.

Wakacje powoli się kończą, myślę, że po wakacjach trzeba porozmawiać. Pytanie - z kim?

Wrażenia z lektury "Repliki"

7

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano piątek, 5 sierpnia 2011

Kilka dni przerwy od bloga. Trochę wymuszone zdrowotnie (przyplątało się paskudztwo), trochę sam się zmusiłem do wstrzymania pisaniny przez nawał pracy. Zatem powrót.

Dostałem w końcu "Replikę". Na okładce słynny już sołtys Leśniewa, Marcin Nikrant. Trochę mi chłopca żal. Jego wizerunek jest teraz przedmiotem obszernych rozmów przy piwie w pedalskich knajpach, a propozycje zbiorowego zwiedzania sołectwa (i sołtysa) usłyszałem już któryś raz. Te żarty - w których sam biorę udział - świadczą o tym, że gej kojarzy nam się z dużym miastem, z prestiżowym zawodem i tak dalej. Myślę, że to najlepsza okładka Repliki w historii. Bo najbardziej waląca po oczy innością. I to nie taką "innością" do której jesteśmy już de facto przyzwyczajeni jak Rafalala czy jakieś kolejne transy. Po prostu młody sołtys. I też pedał. To naprawdę trudno umiejscowić w mózgu.

I chciałoby się być takim lewicowym, wspierać proletariat i sołectwa, a tu pierwszy artykuł - 86 procent gejów i lesbijek wyjeżdża na wakacje co najmniej dwa razy w roku. I pytanie - dokąd na weekend LGBT? Odpowiedzi - Nowy Jork, Barcelona, Berlin, Madryt, Amsterdam... I bądź tu k**** miłośnikiem proletariatu.

Grupa Inicjatywna przepuszcza ofensywę dzięki pomocy InnejStrony. Założyli profil na fejsie. W momencie, gdy ich projekt ustawy właśnie dowiedział się, że przepadnie, bo wyboru już za chwilkę. Moja nieobecność też jest spowodowana tym, że przygotowujemy się do pójścia na podkomisję by wykazać, że wszyscy zachwycają się (lub oburzają) projektem, który jest chwilami żartem z nas. Niedługo efekty naszej pracy. A mnie coś korci... ale wam nie zdradzę :)

Grupa pisze:

W konsekwencji [ich projektu] po kilkuletniej przerwie na forum publicznie powróciła debata na temat związków.

No większej uzurpacji zrobić nie można było. Bardzo serdecznie dziękuję w imieniu wszystkich, którzy szli co roku w Paradch, tworzyli inicjatywy pro-związkowe za wymazanie z historii. Ten tekst powinni studiować studenci dziennikarstwa jako przykład wymazywania i manipulacji faktami. Przynajmniej w tym temacie. Ale mariaż IS z Repliką i Grupą Inicjatywną tworzy cudowną machinę medialną, z której można się tylko podśmiewać.

Znalazło się miejsce na informacje o zamknięciu się Abiekt.pl. Redakcja ma nadzieję, że nigdy o takich wydarzeniach już nie poinformuje, a ja mam raczej propozycję by zamiast cieszyć się z ustawy, której nikt nie popiera "Replika" zaczęła - jak my od dawna - prowadzić dyskusję o zaangażowaniu. Bo jest to gazeta trochę absurdalna. Niby tuba KPH, niby głos LGBT, a nie ma w niej żadnej wzmianki o tym w co można by się zaangażować, gdzie przyjść, co zrobić. Zastanawia mnie po co ona jest. Bo po to żeby informować o sołtysie z Leśniewa i po raz tysięczny opisywać homo-turystykę to raczej nie. Brakuje mi misji.

Co na tapecie? Po pierwsze powrót do tradycji. Czytam Ingardena. Po drugie staram się skończyć pisanie książki. To akurat upiornie mozolne zadanie. Po trzecie - niedługo podkomisja.... Niby wakacje, niby niedługo wypoczynek połączony z pracą, a ja się czuję jakby pojutrze miała być Parada.

A jak już przy Paradzie jestem. Instytut Polski w Sztokholmie zaprosił Pałuckiego by mówił o homo-historii. To już mogli zaprosić Nowaka-od-sekt. Tyle samo twierdzeń zgodnych z prawdą by usłyszeli.