Nasi (?) sprzed lat
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano niedziela, 31 lipca 2011
Dzisiaj w ramach cyklu historycznego po raz pierwszy zdjęcia. Leon Wernic zilustrował artykuł o relacjach między zboczeniami płciowymi a małżeństwem takimi zdjęciami:
Po przeczytaniu chyba większości artykułów prasowych i polskich książek, w których pisze się o homoseksualizmie przypuszczam, że jest to wyjątkowy smaczek, bowiem nigdzie nie publikowano zdjęć "podmiotów". No chyba, że w przypadku ilustracji pewnego "zboczonego płciowo" samobójcy (pan był studentem-masochistą):
Źródła:
Leon Wernic, Zboczenia seksualne a małżeństwo, „Zagadnienia Rasy” 1927, nr 11-12.
Stanisław Manczarski, Przypadek samobójstwa przez powieszenie się na tle zboczonego popędu płciowego, „Czasopismo Sądowo-Lekarskie” 1936, nr 3, s. 219-222
Po przeczytaniu chyba większości artykułów prasowych i polskich książek, w których pisze się o homoseksualizmie przypuszczam, że jest to wyjątkowy smaczek, bowiem nigdzie nie publikowano zdjęć "podmiotów". No chyba, że w przypadku ilustracji pewnego "zboczonego płciowo" samobójcy (pan był studentem-masochistą):
Źródła:
Leon Wernic, Zboczenia seksualne a małżeństwo, „Zagadnienia Rasy” 1927, nr 11-12.
Stanisław Manczarski, Przypadek samobójstwa przez powieszenie się na tle zboczonego popędu płciowego, „Czasopismo Sądowo-Lekarskie” 1936, nr 3, s. 219-222
Punkt widzenia
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 30 lipca 2011
Tekst opracowany przez Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich oraz SLD nie ulotni się. Wraz z poprawkami, które może wprowadzić podkomisja, będzie gotowy do ponownego zgłoszenia. Po co więc to całe zamieszenie, skoro szanse na uchwalenie ustawy w obecnej kadencji są tak znikome? Po pierwsze, będzie okazja do dopracowania projektu i nadanie mu ostatecznego kształtu. Po drugie, prace nad ustawą zwracają uwagę mediów i społeczeństwa na problemy par, które nie chcą lub nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego. Projekt ustawy wywołał publiczną debatę na temat praw gejów i lesbijek. Zakończenie takiej debaty może być tylko jedno: uchwalenie ustawy, która umożliwi parom tej samej płci na legalizację swojego związku.
No właśnie też się zastanawiam po co to całe zamieszanie, zwłaszcza, że większość wieczoru spędziłem na przeglądaniu kodeksów i sprawdzaniu tej ustawy. Jestem dopiero w połowie a uwag i proponowanych uzupełnień mam na kilkanaście stron. Prawda jest bolesna:
1) nikt tego projektu porządnie nie przeczytał. Wręcz roi się w nim od braku konsekwencji, raz mamy "partnera związanego umową związku partnerskiego", a raz "partnera". Im dalej w las tym takich tekstów więcej. Podmiot musi być łatwo definiowalny, zwłaszcza, że nie wiemy kto to jest "partner", lepiej mówić o "osobie związanej umową związku partnerskiego". Inne? Prosty przykład - w prawie autorskim zmieniono jeden ważny artykuł, ale nie zmieniono zapisu o tym co zrobić z korespondencją po śmierci osoby do której była ona skierowana, a osoba taka pozostawałaby w związku partnerskim. Takich kwiatków jest zbyt dużo. Nadzieja na poprawki w podkomisji jest oczywiście, sam mam się zamiar tam pofatygować jak się uda, ale... to chyba zdradza inne motywacje.
2) projekt nie interesuje "nikogo". I to nawet "środowiska LGBT". W tym samym czasie trwała pod Sejmem manifestacja przeciw GMO, "naszych" nie było. Mobilizacja jest na poziomie dennym i to nie jest efekt tylko i wyłącznie wakacji, to też efekt w dużej mierze formy tej ustawy, która chyba nikogo nie zachwyca.
3) wbrew temu co chciałaby Grupa Inicjatywna (czyli IS w chwili gdy naczelny wszedł nagle w skład) efektem debaty wcale nie jest zwrócenie uwagi mediów na ustawę. Jedyną gazetą żywo zainteresowaną ustawą (a i to coraz mniej) jest Wyborcza, inne media dumnie milczą o tym. Faktem jest, że zapewne w trakcie kampanii pytanie o stosunek do związków po raz kolejny stanie się ważne, ale to nie rozwiąże problemu.
4) ja się boję takich zapowiedzi, że efektem debaty będzie uchwalenie ustawy. Myślę, że dopóki posłowie i posłanki nie poczują, że jest społeczne parcie na ustawę, nie mamy szans. Przy tej okazji Gazeta Wyborcza jak i GI postanowiły zdezawuować wyniki jedynego stałego badania opinii publicznej na temat związków partnerskich, jakie prowadzi CBOS, a w którym spadek poparcia dla ustawy jest wręcz olbrzymi. To jest właśnie efekt tej debaty. Nie ma się co nim przerażać, zwyczajne zjawisko w sytuacji gdy temat abstrakcyjny staje się nagle rzeczywistym. Myślę, że jest to też o wiele bardziej realne poparcie niż ogłaszane jakiś czas temu ponad 50 %
5) Po co więc to całe zamieszenie, skoro szanse na uchwalenie ustawy w obecnej kadencji są tak znikome? pyta IS. Odpowiedź jest prosta - bo trwa kampania wyborcza.
To nie koniec kwiatków od GI, w "Replice" można przeczytać, że dzięki GI po raz pierwszy od lat zaczęła się publiczna debata o związkach partnerskich. To już pewnego rodzaju uzurpacja, zwłaszcza, że co wybory to o związkach się mówiło, co Parada to o związkach się mówiło. Ale tak się właśnie pisze historie - poprzez postkolonializm.
IS postanowiła też poświęcić trochę czasu temu plakatowi:
Komentarz portalu:
Ruch Higieny Moralnej ma za sobą kilka głośnych akcji plakatowych, dotyczących ważnych problemów społecznych. Być może cel jest szczytny, ale wykonanie niemądre. Wydaje nam się, że autorom zależy na rozgłosie, nie na przekazie. Czy nie lepiej zatańczyć w "Tańcu z Gwiazdami"?
Ekhm... "Niemądre"? Mamy do czynienia z homofobicznym przekazem, który pod płaszczykiem tolerancji mówi "gej = pedofil". A nazwa ruchu? Przecież to powrót higienistyki, która zapoczątkowała eugenikę. Wtedy właśnie po raz pierwszy na polu medycyny zaczęto nawoływać do wyrównywania społeczeństwa za pomocą m.in. sterylizacji "nieczystych" (początkowo chodziło głónie o choroby weneryczne). Niemądry to jest komentarz portalu, a to jest zwyczajna homofobia.
Tyle na dziś, jutro trochę o historii.
Po debacie
8
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano czwartek, 28 lipca 2011
Myślę, że dowiedzieliśmy się o ustawie dwóch rzeczy - dopóki nie wykażemy realnego poparcia dla projektu - PO nigdy nie doprowadzi do jej przegłosowania, druga sprawa - ustawa musi być bardziej heteronormatywna i przejrzysta. Nie da się ukryć, że sporo dowcipów czy uwag dotyczyła właśnie jej "tymczasowej" formy. To pewien absurd, że w społeczeństwie tradycyjnym to właśnie ustawa podobna do małżeństw może mieć większe szanse.
Ja jak zwykle jestem w tej sprawie żabą z dowcipu. Robert Biedroń podkreślał długotrwałość i monogamiczność swojego związku. Nie lubię takich argumentów, choć je rozumiem. I tu znowu mamy problem z obecnym projektem - zakłada on łatwość rozwiązania, co się kłóci troszkę (na poziomie jedynie emocjonalnym, nie logicznym) z argumentami ad monogamia/długotrwałość. Ustawa jest bardziej queer niż nasza jej argumentacja. To mi się nawet podoba, bo jest ciekawe do analizy.
Jeśli chodzi o środowiskowe wojny torebkowe, to przypominam, że ponoć wielkim walczącym o ustawę o związkach partnerskich był Gaylife i środowisko Parady Równości. Na fejsie Parady znajdziemy takie info:
To już tradycja, że Parada Równości odbywa się w drugą sobotę czerwca, jednak w 2012 roku wypada to dokładnie w samym środku EURO 2012 w Warszawie. Dlatego niedawno spotkaliśmy się przedstawicielami Urzędu Bezpieczeństwa miasta oraz ze Stołeczną Policją aby skonsultować datę i trasę Parady. Już we wrześniu podamy pierwsze informacje. Parada Równości 2012 nadchodzi !
A na Gaylife jest coś o koncercie Maryli Rodowicz. Z redakcji w Sejmie nikt się nie pojawił, co tylko po raz kolejny pokazuje z kim mamy do czynienia.
W tak zwanym międzyczasie Włosi zdążyli odrzucić ustawę antydyskryminacyjną, a Sąd Najwyższy w Kolumbii zagroził, że sam wprowadzi małżeństwa homicze jeśli parlament tego nie zrobi.
Wracając na koniec do ustawy zastanawia mnie pewna kwestia, otóż w czasie "debaty" padło stwierdzenie, że przecież wszyscy wiedzą, że jest to start do wysuwania kolejnych "roszczeń", które my nazywamy postulatami. Trudno się z tym nie zgodzić. I teraz powstaje dylemat - czy przypadkiem takie postępowanie ma sens? Jakby rozpisać to na zasadzie analizy SWOT to pewnie wygra opcja kolejnych kroków, ale z drugiej strony... jakże ciekawa była by walka o małżeństwa. I pisze to człowiek, który uważa, że państwo powinno się po prostu odpierd***** od wszelkich par ;)
DZISIAJ W SEJMIE - Czytanie ustawy - "LIVE"
16
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano środa, 27 lipca 2011
W międzyczasie rozładował się komputerek, a teraz czas na dłuższe podsumowanie, wieczorem relacja na Homiki.pl. Wnioski są następujące:
1. Posłowie i posłanki PiS walcząc o poparcie Radia Maryja postanowili cofnąć się do XIX wieku i opowiadają dyrdymały o nienaturalności nieprokreacyjnych związków.
2. Posłowie i posłanki PO są jak ta żaba z dowcipu co to jest zarówno piękna jak i mądra i się nie rozdwoi.
3. Posłowie i posłanki SLD przyjęli strategię przypominania, że przecież to ustawa też dla heteryków, wskazując na swoją socjalno-społeczną postawę w tym temacie.
Skierowanie prac nad ustawą do podkomisji to dla nas wręcz prezent - będzie można przedstawić nasze wnioski ku rozszerzeniu tej ustawy. Oczywiście one nie przejdą w większości, ale może choć będzie chwilowa szansa na przypomnienie, czemu ten projekt nie ma pełnego wsparcia także środowiska LGBT.
Błąd popełniono nie wnioskując o publiczne wysłuchanie w tej sprawie - tak byłaby ciekawa szansa na bardzo otwartą dyskusję o ustawie i medialny rozgłos.
Za mało głosów "gości" w sprawie ustawy - żadnej lesbijki, żadnej osoby hetero mówiącej o tym dlaczego potrzebuje tej ustawy. Prawdę mówiąc to przygotowanie Grupy Inicjatywnej do debaty w Komisji było dość przeciętne.
Kalisz mówiący o "obywatelskim" projekcie trochę się zagalopował i trochę prawdą jest, że o wiele ciekawsza i korzystniejsza dla nas byłaby dyskusja nad projektem pod którym znalazłoby się 100 tysięcy podpisów. I na to zwracano uwagę, co wcale nie jest takie głupie.
Na koniec refleksja taka, że wchodzenie do Sejmu jako "prasa" a nie jako "gość" jest o wiele bardziej skomplikowane niż mi się początkowo wydawało. Korytarzy to oni tam mają kilometry.
14:30
Szypuła - Odniosę się do promocji homoseksualizmu. Przypominam zdanie Jarugi-Nowackiej - promować to można kurczaki w supermarkecie. Dalej mówi o Europie, we Francji 90 procent PACSów zawierają heteroseksualiści jako wstęp do małżeństw. Projekt więc wzmacnia instytucję małżeństwa. To rozwiązanie ma 22 lata, wtedy w Danii uchwalono ustawę o związkach partnerskich, 16 państw UE ma takie ustawy (głos z sali - i co z tego?). Teraz o Hiszpanii i Irlandii, kraje które mają podobną kulturę bo chrześcijańską [b. duży szum na sali].
Podsumowuje Kalisz - odpowiada na pytania, nie będziemy tego spisywać, tłumaczy co oznacza art. 18.
Dwa wnioski - skierowanie do podkomisji i do odrzucenia.
Za odrzuceniem projektu - 12 za, 26 przeciw, 3 wstrzymały się
Za skierowaniem do komisji nadzwyczajnej - 29 za, 10 przeciw, 3 wstrzymały.
Komisja 7 osobowa w zwykłym parytecie. PiS odmawia udziału w podkomisji!
Podsumowanie moje - PO pokazał to co dobrze PiS nazwał "dwulicowość wyborczą", SLD bardzo ładnie broniło ustawy, a PiS dowalał debilizmami. Niestety nasi przedstawiciele mało ciekawie, mieliśmy jeden dezyderat o Trybunale w Strasbourgu, Szypuła mało ciekawie, jedynie Robert Biedroń interesująco, osobiści i jako jedynego go słuchano. Więcej wieczorem.
14:20 - Ewa S. dzielnie pomaga w ustalaniu tożsamości osób mówiących, zatem uzupełnienia we wcześniejszych wpisach. Niestety Filara nie słyszałem, a ponoć było co, przeczytamy w stenogramie... Skończyły się głosy posłów, teraz goście. Aha - Węgrzyn wyszedł z sali... nie wytrzymał emocji? Powoli się wyludnia, sprawa jest już przesądzona. Nie nagrywam tego na dyktafon, bo i tak wszystko znajdzie się w stenogramach.
posłanka Wróbel - Ja powiem na czym polega niemoralność tego projektu. Uderza w rodzinę i porządek prawny.
Biedroń - Rozmawiamy o rzeczy dla mnie fundamentalnej, ja w takim związku o którym państwo mówili że rozbija rodzinę żyję 9 lat. Ten związek jest trwały, monogamiczny i całkowicie niewidoczny dla państwa. Nie jest prawdą, że te rzeczy można inaczej załatwić, co wielokrotnie mi się przydarzyło. Nie mogę rozliczyć razem PITa chociaż razem wydajemy pieniądze, dzielimy razem życie. Możemy iśc do notariusza, ale w przypadku spadków/darowizn to jest całkowicie inna grupa podatkowa. Muszę też pamiętać by o tym pamiętać, to nie jest kwestia moralności, nie rozmawiajmy o moralności ale o prawie. Obowiązki mam takie jak Państwo, ale nie takie same prawa. Ten projekt nie dotyczy tylko związków homoseksualny. Ten projekt nie jest związany z jakąś partią, sam 0przewodniczący Jarosław Kaczyński powiedział, że w PiS są geje i lesbijki, ja ich znam, oni nie mają odwagi stanąć tutaj an tej sali po tym co państwo mówią. Chciałbym zaapelować o rozwiązanie podstawowej kwestji praw człowieka.
14:00 - Ciąg dalszy debaty, spisuję na szybko co uważam za ważne. Kolejne wypowiedzi, niestety muszę wychodzić na korytarz by je wrzucić, więc teraz pewnie tracę kolejną tyradę:
Guzowska - To są obywatele naszego kraju, również płacą podatki. Wydaje mi się, że homofobia nie może wypierać zdrowego rozsądku, zwłaszcza w parlamencie, nie można odrzucać projektow dotyczacych tak duzej grupy ludzi. Wydaje mi się, że jako parlamentarzyści nie mamy prawa odmawiać ludziom wyboru drogi życia i ich praw. Powinniśmy to przyjąć
Bańkowska - Wypowiadamy się jakbyśmy moli przewrócic świat do góry nogami, ostatnie przykłady pokazuja, że coraz więcej ludzi żyje w wolnych związkach. Jestem tradycjonalistką, preferuję instytucję małżeństwa, ale to nie znaczy, że trzeba zamykać oczy na rzeczywistość. Zamykanie oczu na przmeiany modelu rodziny nic nam nie dadzą. Skupmy się na sytuacji rodzin heteroseksualnych. Ta ustawa wiąże, cementuje wolne związki w przeciwieństwie tego co jest dzisiaj.
Kozdroń - Związki partnerskie to jest rzeczywistość, w której żyjemy i czy to będziemy chcieli sankcjonować, nie ma większego znaczenia. Chciałbym odnieść się do systemu prawa - ta ustawa nie jest obojętna wobec systemu jako całości. Z art. 18 konstytucji wywiedziono cały obowiązujący system - kodeks rodzinny, przywileje społeczne. W ocenie państwa rodzina jest to instytucja, którą należy pronmować, bo jest prokreacyjny, przedłuża ciągłość narodu. Jeśli wprowadzimy drugi system - małżeństwo z jednej strony, a związki partnerskie z drugiej to w tym momencie rozsadzamy cały system prawa. Jak będzie się do tego miał Kodeks Rodzinny, prawo cywilne, spadkowe. Zadaniem państwa jest ochrona małżeństwa. W ustawie nie ma określone ile takich związków partnerskich mogę zawrzeć. Nie ma to żadnych konsekwencji - w kodeksie karnych bigamia dotyczy małżeństw, tutaj nie można ścigać bigamicznych związków partnerskich. Uważam osobiście, że ten projekt ustawy demontuje cały system prawa, jest w mojej ocenie szkodliwy.
Iwona Arent. - Może nazwać to ustawą o związkach homoseksualnych i lesbijskich? Na gruncie istniejącego prawa nie ma problemu rozwiązania tych spraw, które są w ustawie. Nie kiwajcie głową, wystarczy pójść do dobrego prawnika. Ta ustawa chce przemycić pod nazwą związków partnerskich sprawy dotyczące homoseksualistów. Mój pogląd - homoseksualny nie jest związkiem naturalnym. Dalej następuje metafora - trzy wyspy, ludzie na nich żyją, która wyspa przetrwa? Nie ta z homoseksualnymi. Ja mam prawo w Sejmie reprezentować moich wyborców!
Kozłowska - Mi się wydaje, że reprezentujemy wszystkich Polaków. Ten projekt dotyczy b. wielu kwestii, które powinny być uregulowane zwłaszcza wobec osób homoseksualnych. Obecne prawo nie jest wystarczające. Powinna zostać powołana komisja, która się nad tymi problemami pochyli. Pytanie o kwestie ekonomiczne o koszty funkcjonowania tej ustawy? Czy wnioskodawcy szacowali jak duża grupa osób heteroseksualnych chciałoby taką umowę zawrzeć i jakie by były konsekwencje finansowe tego? Ja nie mam wątpliwości, że państwo powinno wspierać osoby żyjące razem, prowadzące gospodarstwo domowe... Niesymetryczne są też przywileje do obowiązków - pytanie o to skąd jest ta asymetria. Przywileje ekonomiczne powinny stać na równi z zobowiązaniami. Czy państwo się zastanawiali jak zabezpieczyć się przed nadużyciami.
Marzena Wróbel - Ten projekt jest projektem skandalicznym, haniebnym, skadalicznym prawnie i moralnie i uderzającym w państwo. Niektóry posłowie PO w swojej obłudzie aprobują ten projekt. Państwo nie macie jednej linii oceny, a mówimy tu o kwestiach zasadniczych dla funkcjonowania państwa. Wprowadzacie dwugłos by przypodobać się zwolennikom projektu, a jednocześnie jego przeciwników. Projekt uderza w prawa człowieka [mega-szum na sali]. Zapisy mogą służyć nadużyciom karnym, majątkowym, spadkowym. To co proponujecie to jest notarialne pseudo-małżeństwie, powinien się nazywac o promowaniu homoseksualizmu albo pseudo-rodziny!
13:35. - W środku nie ma zasięgu dla Internetu. Spisane na szybko:
Wargocka (PiS) - Nic nie wyjdzie z ustawy gdyż jest złożona w trybie kampanii, to nie jest incjatywa obywatelska. Wszystkie zmiany na korzyść środowisk homoseksualnych są przepychane przy okazji, to jest kolejna inicjatywa która ma zburzyć porzadek spoleczny i moralny w naszym kraju, przypomina co to malzenstwo, tylko malzenstwo i poczete w malzenstwie dzici maja ochrone prawna. Rodzinapracuje na rzecz spoleczenstwa i społęczeństwo rodzinie pomaga, nie widzę żadnych powodów by równoważyć te związki. Mamy doświadczenia innych krajów i mamy pełną swiadomość, że kolejnym krokiem jest prawo do adopcji dzieci. Jeśli nie będziemy patrzyc w perspektywie ostetczne celu to cel zostanie osiągnięty. Podważa rolę rodziny, klub PiS nie stosuje takich metod jak rząd - mimo, że są przeciw, to chcą o tym rozmawiać. Ten projekt nie jest godny uwagi. Wniosek o odrzucenie.
Zbysław Owczarski (PJN) - Komisja nie pwoinna sie zajmowac dalszym debatowaniem nad projektem, podstawowy wzgląd - duże prawdopdoobieństwo, że jest niezgodny z art. 18 konstytucji (ten o małżeństwie). Za odrzuceniem.
Filip Libicki - Jeśli nie ma 100 tys. podpisów to nie jest to projekt społeczny. Jest to wstęp do legalizacji związków partnerskich osób tej samej płci, może by było warto stanąć z otwartą przyłbicą i nie mydlić oczy konkubinatami. Wskazuje też na zbyt dużą liczbę formalizmów tej ustawy, zamiast ułatwiać tym cio nie chca slubow utrudnia.
Zdzisława Janowska - Cofnęliśmy się conajmniej o 6 lat, wtedy ustawa (w 2004) roku ustawa przeszła. Należy poważnie potraktować - również - pary homoseksualne.
13:20
Pogubiliśmy się, dzięki Ewie Siedleckiej dotarłem gdzie trzeba, ale drzwi sali zamknięte... okazało się, że trzeba silniej nacisnąć klamkę :)
13:00 - Już wiemy, że będzie opóźnienie, oczywiście nie wiemy ile. Czas zatem na drugie śniadanie. Widok to tu nawet ładny jest:
12:50 - Nic się nie dzieje, w sali im. Bronisława Geremka cisza i spokój, narada przed budynkiem trwa. No i okazało się, że debata jest gdzie indziej. Miałem takie przeczucie, ale Paweł J. mnie zmylił i trochę się nabiegałem. Tak więc widok sali, w której normalnie odbywają się posiedzenia Komisji:
12:30 - Przepustka bez problemu, pod Sejmem manifestacja przeciwko żywności genetycznie modyfikowanej, niestety wolontariuszki rozdające ulotki nie umiały zbyt wiele mi powiedzieć o tym czemu są przeciw. Poniżej manifestacja i przepustka:
11:00 - Wbrew temu co pisano wcześniej ustawa będzie rozpatrywana przez połączone Komisje Praw Człowieka i Polityki Społecznej i Rodziny. Kto w nich zasiada?
Polityka Społeczna:
Bardzo popularna wśród posłów i posłanek Komisja, w końcu każdy chce być "prorodzinny". Przewodniczy Sławomir Piechota (PO), z SLD w składzie znalazły się cztery osoby (Bańkowska, Janowska, Kotkowska, Tomaszewski), z PiSu też żadne gwiazdy partyjne nie weszły w skład, więc tu raczej nie możemy się spodziewać sensacyjnych wypowiedzi.
Prawa Człowieka
O wiele mniej popularna, dwie osoby z SLD, przewodniczy Kalisz, ale jego zastępcą jest... Beata Kempa! Do tego mamy tu takie gwiazdy jak Czuma i Węgrzyn (!), zatem może być ostro :)
...concrete jungle where dreams are made of
2
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano wtorek, 26 lipca 2011
Queerty publikuje zdjęcia:
A to zdjęcie obiegło już wszystkie media:
Phyllis Siegal i Connie Kopelov z dokumentem potwierdzającym zawarcie małżeństwa przejdą do historii.
Colorlines w ramach powstrzymania euforii przypomina w ślicznej infografice jak wygląda sprawa praw LGBT na świecie.
Już sama zapowiedż homiczych małżeństw wyprodukowała taki filmik:
Więcej zdjęć tutaj i tutaj, a genialny rysunek poniżej:
Były też protesty:
Do tego dochodzi fakt, że we Francji większość społeczeństwa wydaje się być za takim rozwiązaniem. Za to "Gazeta Wyborcza" postanowiła nas uświadomić w sprawie homiczych małżeństw w Nowym Jorku i pisze m.in., że dzięki federalnemu zakazowi małżeństw homiczych, takie pary nie mogą się wspólnie rozliczać z podatków. Cóż - jest to dość brutalne uproszczenie, gdyż spora część podatków w niektórych przypadkach jest płacona "stanowo", a nie federalnie. Można o tym tutaj poczytać.
Wyborcza cytuje:
- Te małżeństwa, na które zezwoliło sześć stanów, dają parom tylko dobre samopoczucie i złudzenie, że się pobrali - mówi dramatopisarz Larry Kremer. - W zasadzie jest żenujące, że akceptujemy tak mało z tak ogromną radością i ekscytacją...
Problem z tym wyrwanym trochę z kontekstu stwierdzeniem jest taki, że gdy już runie DOMA takie małżeństwa automatycznie zyskają wszystkie "przywileje". No i nie ma jak to "dziennikarstwo". Cytat jest z NY Times'a, ale o tym już nikt nie wspomniał. Tutaj cały tekst.
Komentarz: Patrząc na amerykańskie wydarzenia, rosnącą akceptację dla równości małżeńskiej w krajach, które nam się stawia za przykład, jak Francja, nasza społeczność traci wiele unikając tego tematu. Praktycznie sami i same utrudniamy sobie przyszłość.
Refleksje
1
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano niedziela, 24 lipca 2011
Dalej trochę infantylnie, ale świętujemy:
A tak wyglądały pierwsze śluby:
Amy W. rywalizuje z masakrą w Norwegii o uwagę mediów i ludzi na fejsie, a Pracownicza Demokracja sprawiła, że włosy stanęły mi wczoraj dęba (później oklapły):
Cóż - czasem trzeba myśleć, zwłaszcza na fejsie, który językowo tworzy potworki. Aha - przeczytałem weekendową Wyborczą i te analizy o islamskich ekstremistach wydają się być cudownym przykładem medialnej islamofobii...
Na koniec - Queerty czasem potrafi dać do myślenia. Piszą o It Gets Better:
In the dawn of the AIDS crisis, a celebrity wearing a red ribbon at an awards ceremony was making a bold statement. But within a few years everyone from Milton Berle to Mel Gibson was sporting one. Eventually ribbons of every color are used to promote awareness of breast cancer, domestic abuse, chronic-fatigue syndrome and even the pro-life movement.Ciekawe kiedy w Polsce doczekamy się takiego poziomu refleksji. Tymczasem IS publikuje artykuł z "Repliki", która się jeszcze nie ukazała. Dowiadujemy się, że:
There is an unparalleled power in a personal narrative of overcoming discrimination (as anyone who read the New York Times’ coming-out series can attest.) But when straight celebrities—some of whom are probably bullies themselves—give lip service to something like It Gets Better, it loses its bite. The messages of these big-name contributors are getting more and more watered down and if presented by a corporate entity like the Red Sox are scripted and thoroughly vetted. As Savage himself has said, kids have amazing bullshit detectors. And when Kim Kardashian records an It Gets Better video, it’s not just her butt that’s fake.
Tymczasem od połowy lipca nasza Grupa działa w zwiększonym, pięcioosobowym składzie. Kilka dni po tym, jak zostało zrobione zdjęcie ilustrujące niniejszy tekst, dołączył do nas Radek Oliwa, szef Innej Strony, największego polskiego portalu LGBT, człowiek-instytucja, którego w społeczności LGBT przedstawiać nie trzeba. Mamy nadzieję, że z Radkiem na pokładzie będziemy w stanie łatwiej dotrzeć do wszystkich zainteresowanych z informacjami o działaniach naszej Grupy i o postępach na drodze do legalizacji związków partnerskich w Polsce.Zamiast Grupa Inicjatywna proponuję określenie Grupa Trzymająca Władzę. Na szczęście niedługo czytanie w Komisji i mam nadzieję, że będzie jakaś prawnicza analiza tego bubla, który w rzeczywistości jest kiełbasą wyborczą SLD.
Tyle refleksji na niedzielę ;)
Refleksje przed weekendem
26
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano piątek, 22 lipca 2011
Grupa Inicjatywna popiera i pochwala jak widać na ich stronie, problem jednak taki, że jak to ktoś skomentował: powinni raczej pukać do notariusza, a nie do Urzędu Stanu Cywilnego. Ale kto by się tam przejmował takimi szczegółami, przecież i tak dyskusja nt propozycji ustawy o umowie związku jest dyskusją na poziomie "wspólne rozliczanie się z podatku". Otworzenie oczu na to, że będzie to rozliczanie się z podatku jako obywatele drugiej kategorii to zadanie niewykonalne. Mnie w tej całej debacie fascynuje ostatnio zaangażowanie "Wyborczej" w dopierdalaniu PiS-owi, nie żebym partię Prezesa popierał, ale już powoli zaczyna się to robić dziennikarstwo na poziomie donosu. Teraz próbuje "Wyborcza" jakoś ominąć temat wygranej PiS w Trybunale, ale ma na dokładkę Rymkiewicza, dzięki czemu może przykryć mniej wygodną wiadomość. Marzy mi się gazeta, która będzie lewicowa, ale będzie też trzymała pewien poziom, a niestety ostatnimi czasy po prostu "Aborczej" czytać nie mogę, podobnie jak coraz nudniejszych "Żydowskich Obcasów" i "Izraelskiego Formatu". Ten ostatni uraczył mnie na dobranoc reportażem o tym ile to ludzie spłacają kredytów i czemu im ciężko. Ile można się tym masturbować? Gdyby to jeszcze ciekawe historie były...
Koalicja na Rzecz Równych Szans również wypuściła filmik, ale bez kodu embed, więc tylko link tutaj. Spot jest profesjonalnie zrobiony, ale już jego przekaz mi się zdecydowanie nie podoba - tylko w przypadku geja pokazano jakąś pozytywną reakcję, w innych mamy tylko głupawe zachowania. Za słabo wyeksponowany przekaz no i w czasie po zabójstwie Nigeryjczyka na Stadionie to zbyt delikatnie to wszystko poprowadzono. Znający moje upodobania wiedzą, że najchętniej bym pokazał sceny z prosektorium by kretyni zobaczyli efekty swojej działalności, a cała reszta - efekty ich działalności. No i dopiero po obejrzeniu filmu, w którym Szypuła zwraca uwagę, że w filmie jest ciągle jedna bohaterka, która "nie reaguje" odnalazłem ją w spocie. Cóż - uwielbiam reklamy do których potrzeba przypisów.
Potrzebuję zdecydowanie jakiegoś restartu życiowego. Mam kilka pomysłów w głowie i nadzieję, że uda się je zrealizować w przeciągu pół roku, zwłaszcza, że działania na rzecz związków partnerskich uważam za chwilowo mało sensowne, bo kampania wyborcza tak obrzydzi ludziom ideę, że na jakiś czas warto zamilknąć. Oczywiście to moje prywatne zdanie, już niedługo kolejne działania w ramach "Miłość nie wyklucza" :)
ps. Co sądzicie o wymianie zdań na linii Kurkiewicz-Sobelman plus przeprosiny Krytyki za słowa Kurkiewicza... Jak macie jakieś refleksje z tym związane to piszcie, bo ja mam 10 refleksji na minutę i nie wiem co wybrać... Dyskusja żyje własnym życiem m.in. tutaj i tutaj.
Rozmyślania samotnej
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano wtorek, 19 lipca 2011
Rozmyślania samotnej!
Urodziwszy się na wsi, jako córka kupca, rozwijałam się jako istota o skłonnościach marzycielskich, z nieskończoną tęsknotą za czemś nieznanem, pięknem, wielkiem. Marzyłam n. p. o tem, by zostac śpiewaczką, artystką. Mając lat 12 byłam zupełnie rozwiniętą „kobietą”, jakkolwiek jeszcze częściowo dzieckiem. Odczuwałam ciągle niepohamowane pragnienie, być całowaną i pieszczoną przez istotę kobiecą, którą mogłabym obdarzyć miłością. Mając lat 13 zostałam oddaną do pensjonatu do krewnych w mieście prowincjonalnem, gdzie uczęszczałam do szkoły żeńskiej. Żadne z myuch marzeń nie mogło się urzeczywistnić, gdyż marka moja, będąc wdową, musiała z sześciorgiem nieletnich dzieci staczać ciężką walkę o chleb. Po zaopatrzeniu mefgo starszego rodzeństywa musiałam, mając 24 lat, udać się w świat, by stworzyć sobie egzystencję. Byłam nieobeznana ze światem i jego niebezpieczeństwami i wydana na łup brutalności i intrygi. Otrzymałam zajęcie u pewnej wdowy jako „kierowniczka sklepu”, „towarzyszka” i t. d. „Pryncypałka” moja, kobieta 60 letnia była mi w pierwszym czasie niesympatyczna lecz tytaktowała mnie uprzejmie i po macierzyńsku, co mi się podobało ponieważ jestem naturą tkliwą i wrażliwą. Stopniowo stałam się jej powiernicą. Musiałam się co wieczora kłaść do jej łózka (spałam opodal), dotykać się jej rękoma, głaskać po nogach, ale pewnej nocy wyprowadziła ta kobieta sześciesięciotenia rękę mą do ukrytego miesjca. Teraz zrozumiałam, że ta kobieta miała jeszcze uczucia erotyczne. Czułam jak ją dreszcz przejął za mem dotknięciem, jak mnie silnie do siebie przycisnęła i t. d. Nie odczuwałam jednak przy tem niczego, może gdyby była przyjaciółką w równym wieku – nie miałam najmniejszego pojęcia, że jesyem pod względem „psychicznym” jednak odmienną od innych dziewcząt – odczuwałam nieskończoną tęsknotę za miłością, wprawdzie nie za bezpośrednio zmysłową, lecz duchową – z której mogłaby się potem rozwinąć miłośc zmysłowa. Do naszych odbiorców należał także młody kupiec, okazały mężczyzna, który nagabywał mnie swą miłością i po długim wahaniu dorpwadził do tego, że dałam mu pewnego dnia to, co kobieta ma najlepszego do ofiarowania. Z brutalną rozkoszą wziął moje ciało w posiadanie, byłam w mylnem przekonaniu, że mnie pojmie za żonę – podczas aktu nie odczuwałam żadnego wzruszenia i byłam rozczarowaną.
Pewnego dnia mój uwodziciel doniósł mi, że chce się żenić, zażądał zawrotu podarowanego mi pierścionka, i chciał mnie wynagrodzić pieniądzmi. Dotknięta do głębi, nie mając nikogo, któryby mi radził albo pomógł (przed „pryncypałką” moją nie przyznałam się ze wstydu), rzuciłam mu pierścionek, opuściłam posadę i usamodzielniłam się. Chcę tylko krótko nadmienić, jak ciężko walczyłam o egzystencję, jak cierpiałam – jak mnie podli mężczyuźni okłamywali i oszukiwali. Przybywszy do Berlina, słyszałam i czytałam oi miłości homoseksualnej: szukałam istoty kobiecej, do której mogłabym się w miłości przyłączyć, nie znalazłam jednak yego, o czem marzyłam, mianowicie miłości duchowej, z której wynika miłość zmysłowa. Poznałam wprawdzie kobiety homoseksualne, lecz okazuwały mi tak elementarną namiętność – brutalnie zmysłową – że mimo tęsknoty za „homoseksualną” miłością byłam wobec rzeczywistości zupełnie nieczuła. Ale, przy całowaniu sympatycznych mi ust kobiecych odczuwam wprawdzie wrażenie przyjemne – ale ów stan błogi, który ja wywoływałam dotknięciami, ui mnie nigdy nie nastąpił. Zaczęłam się nad tem zastanawiać, dlaczego natura odmówiła mi tych wrażeń – skoro byłam przecież normalnie rozwiniętą kobietą. Całemi latami żyłam „ascetycznie”, ponieważ uważałam się za zagadkę psychologiczną, unikałam wszelkiego stosunku – pożądałam tylko pieszczot – kochałam się często w ładnych kobietach, pragnąc je całować i dotykać poznałam także „kobiety” tego rodzaju, które się oddają „kobietom” za pieniądze. Czułam do nich wstręt i nie mogłam się nigdy z takiemi kobietami zaprzyjaźnić, ponieważ znają tylko ordynarną, brutalną zmysłowość, na którą jestem zupełnie niewrażliwa.
Przed kilku laty przeszłam ciężką chorobę nerwowoą – przekroczyłam już czterdziestkę. Po dwuletniej chorobie czuję jeszcze pożądanie miłości homoseksualnej. Dotychczas żyłam nieszczęśliwie, pytam się ciągle, dlaczego natura postąpiła wobec mnie tak okrutnie. Czyż nie jest możliwe, bym raz jeden przynajmniej doznała tych wrażeń? Przed kilkoma tygodniami poznałam kobietę zamężną, której mąż od lat cierpi na niemoc płciową, podczas gdy ona była z natury namiętną. Niestety kobieta ta, zresztą bardzo mi sympatyczna, stoi na bardzo niskim poziomie wykształcenia, i co mnie jeszcze bardziej odstrasza – ma stosunek z przyjaciółką, całkiem niewykształconą, która jej całkiem dorównuje pod względem miłości zmysłowej. Ma ona ją co nocy u siebie obok swego męża i obie oddają się rozkoszy perwersyjnej, przyczem przyjaciółka gra rolę „samca”. Spotkałam już niejedno na swych ścieżkach życia, ale takiego małżeństwa jeszcze nie widziałam: mąż jest niby artystą malarzem, zostawia żonie swej zupełną swobodę w milości biseksualnej – mam wrażenie, że mężćzyznz aten znajdije pewną przyjemność w przypatrywaniu się obu przyjaciółkom – i rysuje także „akty”, któremi robi prawdopodobnie interesa – zaglądnęłam tam w domu tym w głęboką przepaść. Uczęszczają tam jeszcze inne biseksualne „samice”. Jakkolwiek kobieta ta pozbawiła mnie mego spokou i wprawiła do pewnego stopnia w stan upojenia, to jednak stosunki te bardzo mnie odrażają – ponieważ kobieta ta grzęźnie tak głęboko w bagnie, że ledwie sama o tem wie, tylko dzięki mnie to widzi. Dłuższy stosunek jest niemożliwy, ponieważ brak jej wszystkich tych przymiotów, których szukam u kochanej kobieyty. W gruncie rzeczy zazdroszczę tej kobiecie – gdyuż jest szczęśliwa, - doznając wszystkich tych rozkoszy w pełnej mierze, których natura mi odmawia. Czy istnieją jeszcze takie nieszczęśliwe istoty? Może znajomość z taką „kobietą” z takiemi samem uczuciami, które właściwie nie są żadnemi uczuciami, byłaby szczęściem! Gdyby los miał przynajmniej tyle litości, by dać mi na drogę towarzyszkę cierpienia: spodziewam się tego, ale nie mogę to uwierzyć.
Musisz to przeczytać
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano poniedziałek, 18 lipca 2011
Przejdę do meritum. Otóż książką, którą MUSICIE przeczytać jest "Stuck Rubber Baby". Komiks Howarda Cruse'a wydany przez Centralę. Po prostu nie macie innego wyjścia. To znaczy macie - pozbawiacie się tym samym przyjemności w odkrywaniu amerykańskiej, gejowskiej, ale i czarnej historii.
Nie mam nigdy dość siły na to by opisywać treść książek. To bez sensu, zwłaszcza przy tym komiksie. Otóż jest to historia pana, który stara się udawać heteryka, poznaje czarne i homicze środowisko gdzieś w konserwatywnej części USA, wsiąka w nie, płodzi dzieciaka, a do tego chyba się trochę zakochuje. Przy okazji mamy historyczny obrazek na temat "liberation movement" i wiele obserwacji wręcz socjologicznych. Wydawca - z czego jestem dumny - powołuje się w materiałach prasowych na "Fun Home". I ma do tego pełne prawo, bo to komiks prawie na tym samym poziomie. Zastrzegam sobie słowo "prawie" z tego powodu, że "Stuck..." jest chwilami - zwłaszcza w pierwszej połowie nudnawy i - niestety - znowu z pewnymi błędami wydawniczymi. Tym razem o wiele mniejsze niż przy poprzednim komiksie, ale pojawiło się trochę kwiatków, jak np. przełożenie "Wade in the water" jako "Idźcie przez wodę", choć jak dla mnie to już "wypłyń na głębię" by było ciekawszą zabawą w tłumaczenie tego fragmentu. Tu się można spierać oczywiście, ale jest też trochę momentów, gdzie zostawione angielskie napisy (np. okładki książek, które później w tekście występują w polskich nazwach) burzą mi spokój lektury, czy w pewnym momencie pojawiające się określenie "pedzio"... Oczywiście czepiam się do absolutnych dupereli, z tego też powodu jestem fatalnym czytelnikiem komiksów, bo to jak z obrazem - kompozycja jest ważna.
Koniec marudzenia. Historia Tolanda Polka opowiedziana przez Cruse'a to mistrzostwo narracji. Wielowątkowa i poruszająca historia odszukiwania nie tyle własnej "prawdy seksualnej" (to było w "Fun Home"), ale raczej swojego miejsca w świecie powinna być homiczą lekturą kanoniczną.
Podchodzę do tego komiksu emocjonalnie, co mi się wyjątkowo rzadko zdarza, gdyż przedstawia on problem, z którym sam się ciągle borykam - fakt, że istnieją sprawy ważniejsze ode mnie. Miło jest walczyć o związki partnerskie, ale to pójście na łatwiznę. Jestem gejem, więc jakoś to oczywiste się wydaje. O wiele trudniej jest walczyć o prawo kobiety do aborcji, czy z antysemityzmem. Bo to jednak nie moja "działka". I tego też jest wiele w komiksie. Ciekawi mnie również to - przepraszam, że nie piszę klasycznej recenzji, nie mam na to ochoty - że główną bohaterką tego komiksu staje się w pewnym momencie nie bohater, którego śledzi rysownik, a bohaterka, która pojawia się epizodycznie - Anna Dellyne, żona pastora, dawniej dobrze zapowiadająca się gwiazda muzyki rozrywkowej, która zmieniła swoje życie wybierając drogę niekoniecznie łatwiejszą niżby miała jako "gwiazda". To w jej oczach bohaterowie i bohaterki komiksu szukają odpowiedzi na pytania, potwierdzenie swoich decyzji, to w jej oczach przegląda się cały komiks. Tak jakby Cruse chciał nam powiedzieć - ważne jest nie to co robisz, a to co zrobiłeś...
Oskar Wilde - poeta homoseksualista
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 15 lipca 2011
Dzisiaj w Sejmie - gejowska pałka
4
Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 14 lipca 2011
Poseł sprawozdawca, Ryszard Kalisz (SLD):
Dlatego że jeżeli przejdziemy do analizy obecnie obowiązujących przepisów art. 190 § 1, słynnego art. 212 § 1 czy art. 216 Kodeksu karnego, to – już pomijając fakt, że nie ściga się tego z oskarżenia publicznego, tylko prywatnego – to żeby uzyskać ochronę przed zniewagą, osoby o preferencji homoseksualnej musiałyby zaprzeczyć swojej osobowości i tożsamości. Jeżeli ktoś używa mowy nienawiści w stosunku do ich orientacji seksualnej, to żeby go skazać, musiałaby to być nieprawda, a przecież oni są autentyczni w swoim wyrazie tożsamości.Przyznaję, że nie rozumiem tej wypowiedzi - przecież nie chodzi o nazwanie kogoś "gejem", a "pedałem" - to już nie jest moja orientacja seksualna... Dalej już lepiej:
Wiele z osób siedzących na tej sali mogło wysłuchiwać różnego rodzaju krzyków pod adresem parad równości gejów, lesbijek, pod adresem osób homoseksualnych, być świadkiem tego rodzaju demonstracji, które sprowadzały się do tego, że być może nawet w takiej formie bardziej plakatowej mówiono w istocie o zniszczeniu, pognębieniu, doprowadzeniu do unicestwienia tego rodzaju grup ludzi. A powtórzę: to są normalni ludzie, którzy mają pełne prawo oczekiwać, aby Rzeczpospolita, jak stanowi art. 1 naszej konstytucji, była dobrem wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. I dlatego państwo, czyli organ władzy ustawodawczej, musi podjąć działania, tym bardziej że są to grupy, które nie tylko nie stanowią zagrożenia społecznego, a czasami im się to przypisuje, ale i potrzebują wsparcia, a państwo musi to wsparcie im dać w walce o ich miejsce w społeczeństwie. Projektowanie zaangażowania państwa w oparciu chociażby o te zmiany, nawet w sferze prawa karnego, to informacja dla wszystkich, że homoseksualność lub biseksualność są zjawiskami normalnymi, których w żadnym razie nie można wykorzystywać przeciwko innym osobom ani jako straszaka, ani jako instrumentu poniżania, obrażania albo jako przyczyny prześladowań lub przemocyPoseł Wojciech Wilk (PO):
W końcu komisja musi również odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są dostateczne przesłanki merytoryczne co do rozszerzenia zakresu penalizacji w odniesieniu do analizowanych norm o zachowania motywowane względami orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, wiekiem, płcią czy też niepełnosprawnością osoby pokrzywdzonej. Pojawiają się również pytania, czy przyjęcie wskazanych przepisów nie prowadziłoby do nieuzasadnionego zróżnicowania sytuacji prawnej osób dopuszczających się czynów przeciwko tożsamym dobrom prawnym.
Poseł Stanisław Pięta (PiS):
To, że lewicowa partia nie dostrzega poważniejszych problemów w Polsce niż żądania homoseksualnego lobby, pokazuje oderwanie od realnego życia ludzi. Kawiorowa lewica zapomniała o prawdziwych kłopotach Polaków. Dlaczego, proszę państwa, Wysoka Izba musi zajmować się tym projektem? Dlaczego tracimy czas? Czy nie widzicie, czym żyją Polacy? Czy nie widzicie, jak dramatycznie obniża się poziom życia Polaków, jak rosną ceny żywności, energii i leków? (...) . Roszczenia homolobby nie powinny nas interesować. (...) Zestawiając kobiety, niepełnosprawnych i staruszków z transwestytami i gejami, tworzy iluzję rzekomej troski o zabezpieczenie ich interesów. SLD tak naprawdę, chcąc jedynie przypodobać się gejowskim aktywistom i lewackim mediom, usiłuje stworzyć wrażenie zagrożenia dla homoseksualistów, które w rzeczywistości nie występuje. Działacze środowisk gejowskich chcą stworzyć wokół własnych i cudzych preferencji seksualnych lub problemów seksualnych formułę politycznego istnienia, atakując religię, rodzinę i dobre obyczaje. O tym, że często są to osoby nietolerancyjne i zacietrzewione, świadczy przypadek dziennika „Rzeczpospolita” i satyrycznego rysunku, który tam został opublikowany. Dziennik, dziennikarz, satyryk zostali pozwani przez osoby wywodzące się ze środowiska homoseksualnego lub z nim związanego za rzekomą zniewagę gejów.Poseł Stanisław Rydzoń (SLD):
(...)
Byłaby to gejowska pałka na normalnych ludzi, którzy mają odwagę bronić religii, praw rodziny i dobrych obyczajów
(...)
Orientacja, proszę państwa, może być albo prorosyjska, albo proniemiecka, ale nie może być seksualna. Wyodrębnienie orientacji seksualnych to pseudonaukowy bełkot i Sejm Rzeczypospolitej nie powinien uchwalać ustaw, które zawierają ten zwrot.
W związku z tym takie jednostronne nastawienie co do tego projektu – że chodzi akurat tylko o zagadnienia związane z orientacją seksualną, „różowością” etc. – moim zdaniem jest jego zamulaniem, bo tutaj naprawdę chodzi również o płeć (kobieta, mężczyzna), tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność. Są to naprawdę istotne rzeczy, mówił o tym również przedstawiciel Platformy Obywatelskiej. I dlatego takie ukierunkowywanie i obrzydzanie tego projektu – że chodzi tutaj wyłącznie o orientację seksualną – jest po prostu niesłuszne i powoduje, iż słuchacz, który w tym momencie wszedłby na salę sejmową, pomyślałby sobie, że autentycznie ten projekt dotyczy wyłącznie kwestii, o których pan poseł mówił. Tymczasem inaczej to wygląda i teraz może kilka zdań na ten temat.Ta wypowiedź to chyba najbliższa dla całego SLD wersja - orientacja seksualna jako "obrzydzanie projektu". Dzięki!
Posłanka Zdzisława Janowska (SLD):
Chciałabym jednak zaprzeczyć temu, o czym mówił pan poseł Pięta. Społeczeństwo nasze nie jest społeczeństwem tolerancyjnym. Istnieją dostateczne przesłanki, ażeby zająć się tymi zmianami legislacyjnymi. To pan wygłosił coś w rodzaju może nawet mowy nienawiści. Pan próbuje skłócić określone środowiska homoseksualne z heteroseksualnymi. Pan chce wprowadzić zamęt społeczny. To właśnie z tego powodu, z powodu takiego zachowania, należy penalizować tego rodzaju zachowania, działania.Poseł Jerzy Rębek (PiS):
Czy przypadkiem to, co dzisiaj państwo nazywacie językiem nienawiści, nie wynika z tego, że ludzie ci, o tej innej orientacji, jak pan poseł mówi, poprzez parady równości próbują narzucać własny styl życia, próbują całej pozostałej części społeczeństwa, ponad 80-procentowej, uzmysłowić, że to jest jak najbardziej normalne i godne naśladowania? Zdecydowanie temu się sprzeciwiam.Poseł Wiesław Suchowiejko (PO):
80% społeczeństwa uważa orientację homoseksualną za nienormalną – to z tych badań, które przytacza w uzasadnieniu pan poseł Kalisz – a państwo chcą penalizować zachowania które są krytyką tego, co jest zdaniem 80% nienormalne, więc być może troszeczkę za szybko i za daleko państwo się posuwają.Posłanka Krystyna Grabicka (PiS):
Czy pan poseł wnioskodawca nie dąży do afirmacji zaburzeń seksualnych?Poseł Marek Ast (PiS):
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Pośle Wnioskodawco! Dlaczego chcecie na grunt polskiego porządku prawnego wprowadzić terror poprawności politycznej? Czy nie wystarcza wam, że ten terror poprawności politycznej już w zasadzie obowiązuje w obszarze medialnym?Podsumowując - jest nieźle, choć nie bez wpadek ze strony SLD. Gorzej, że PO znowu postanowiła zasłonić się mową-trawą i nic sensowanego nie usłyszeliśmy, zwłaszcza na temat orientacji seksualnej w tym projekcie. PiS okopuje się na pozycji... Inne wnioski pozostawiam Wam :)
Transfery i problem
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, wydarzenia | Opublikowano
Ciekawe jak czuje się Yga Kostrzewa, która po spotkaniu ze Schetyną tryskała optymizmem (a raczej "Wyborcza" nim tryskała), a teraz ta sama partia przyjmuje człowieka, z którym się Yga sądziła? Czekam tylko na to gdy ktoś z GI ogłosi, że kandyduje do Sejmu...
Doskonale wszyscy wiemy, że PO chodzi o rozszerzenie wpływów zarówno na lewej jak i prawej stronie tzw. sceny politycznej. Zasady jakieś jednak mieć trzeba i dlatego mam szczerą nadzieję, że PO jednak projektu ustawy o związkach partnerskich nie podda pod dyskusję w Sejmie. Dlaczego? Bo nie mam ochoty na to by nasze postulaty stały się w choć minimalnym stopniu orężem dla tej partii w walce o "lewicowy elektorat". Nota bene - jak pokazuje ostatnia "Polityka" (przy okazji wywiadu z Januszem Czapińskim) ten "lewicowy", czyli głosujący na SLD elektorat jest bardziej konserwatywny od elektoratu Platformy. Podejrzewam wpływ miłośników PZPR, co tylko pokazuje, że wyborcy lewicowi po prostu się starzeją.
Wybory już niedługo a moja lista "czemu nie głosować na partię X" się rozszerza. Oczywiście nie jestem wyborcą PiS, czy tego typu idiotyzmów, nad PO zastanawiam się chwilami, ale ta decyzja pogrążyła ich w moich oczach. SLD to dla mnie partia zdenegerowana, a po doświadczeniach z tym w jaki sposób przeprowadzają ustawę o związkach partnerskich (i w jakim kształcie - już wielu polityków wytykało, że to delikatnie mówiąc "niedoróbka", żeby nie było, że tylko ja krytykuję ;) i w jaki sposób rozprawili się z działaczem, który w "Rzepie" był przeciwko związkom partnerskim (to znaczy - nic nie zrobili), moja chęć głosowania na SLD zmalała gwałtowanie.
Zieloni zapewne pójdą w wyborach w koalicji z SLD, co akurat jest rozwiązaniem dla nich sensownym, a dla mnie niestety bardzo kiepskim, bo z bólem mógłbym na Zielonych akurat zagłosować (ból - jestem jednak o wiele bardziej liberalny gospodarczo). Na Palikota nie zagłosuję, bo "Ozonu" się nie wybacza zbyt łatwo, na inne przystawki też chyba nie mam ochoty oddawać głosu. Co z tym zrobić?
Każdy z nas ma jakiś defekt?
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, Parada Równości | Opublikowano wtorek, 12 lipca 2011
Otóż Fundacja postanowiła napisać relację z Parady. Szczęka opada:
W Polsce wszelka odmienność, inność budzi sprzeciw. Dotyczy to przekonań politycznych, wyznania, rasy - ale także i ograniczeń, jakie nakłada na nas Matka Natura. Przecież my na nasz wygląd, seksualność czy mentalność tak naprawdę nie mamy żadnego wpływu. Ktoś tam nad kołyską albo i jeszcze wcześniej decyduje o nas i za nas, jacy kiedyś będziemy. I chcemy czy nie - musimy się z tym pogodzić.Otóż defekt to ma chyba osoba, która napisała ten tekst. Defekt synaps.
Każdy z nas ma jakiś defekt - jak mówi mój przyjaciel. Najważniejsze, żebyśmy zdawali sobie z tego sprawę i starali się żyć tak, żeby nikogo nie krzywdzić.
Parada Równości 2011 roku była największą z dotychczas organizowanych. Coraz więcej ludzi zaczyna walczyć o swe prawa, i nie chodzi tylko o orientacje homoseksualne, bo tym razem oprócz FKM i Stowarzyszenia Empatia, maszerowały matki z dziećmi na wózkach, osoby niepełnosprawne - czyli wszyscy ci, którzy nadal czują się dyskryminowani i życie ich polega na zwalczaniu barier i trudności.
Przyznaję, że czytam to wszystko już kolejny raz i nadal nie mogę wyjść z zadziwienia, jak bardzo można być homoprzyjaznym będąc ukrytym homofobem. Fascynuje mnie też stwierdzenie - "na nasz wygląd, seksualność czy mentalność tak naprawdę nie mamy żadnego wpływu". Mamy. I całe szczęście. Nie mamy wpływu na orientację seksualną, ale już na swój wygląd i - po części - na mentalność jak najbardziej. Na seksualność też. To coś innego niż orientacja psychoseksualna. Ale po co strzępić język po próżnicy?
Na koniec żeby było przyjemniej - a jednak potrafimy zrobić coś ciekawego:
Kilka słów o twórczości
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano poniedziałek, 11 lipca 2011
Ponieważ wydawać już niczego osobiście - co nie znaczy, że nie wspomogę innych - nie mam zamiaru, to mogę opublikować co poniektóre kwiatki.
1.
Powrót do miasta po trzech latach nieobecności, w którym się urodziłem i przeżyłem całe dotychczasowe moje życie było jak olśnienie.
Jeśli bohater przez trzy lata nie był w mieście to raczej nie przeżył tam "całego dotychczasowego życia", powrót "był" a nie "było", no i szyk się pogubił. Radzę - zupełnie szczerze - przejrzeć tekst pod względem poprawności logiki.
Jeśli bohater przez trzy lata nie był w mieście to raczej nie przeżył tam "całego dotychczasowego życia", powrót "był" a nie "było", no i szyk się pogubił. Radzę - zupełnie szczerze - przejrzeć tekst pod względem poprawności logiki.
2.
Do redakcji nadają się takie sformułowania jak odprowadziłem auto do mechanika. Nie można odprowadzać auta do mechanika siedząc w nim i dając gazu stamtąd. "Odprowadzić" można samochód pchając go przed sobą. (...)
Jednocześnie w książce widzę spory potencjał Autora, który jesli - takie jest moje zdanie - przestanie zaczytywać się w najnowszych pozycjach wydawanych przez HaArt, Lampę i im podobne wydawnictwa, a zauważy też istnienie i wartość klasycznej powieści, może napisać świetną książkę. Niech będzie wulgarnie, ale we własnym stylu.
3.
Ilość wejść na stronę nie jest probierzem literatury. [to do pana, który chciał bloga opublikować]
4.
Gdy Autor wysyła tego samego maila do 10 wydawnictw i nawet nie ukrywa tego faktu to znak, że nie traktuje potencjalnego wydawcy poważnie. Druga kwestia - mam do Pana pytanie - co z narracją? Np. w tym fragmencie: Jedliśmy często pierogi posypane pieprzem i przysmażone z czosnkiem zamiast cebulki. Lubiła je jak ja smak pieprzu z białym ciepłym serem. Nigdy nie odważył się jej pocałować. Narrator je wraz z bohaterką, by później unieść się w przestworza i obserwować kogoś, kto "nigdy nie odważył się jej pocałować". W rzeczy nadprzyrodzone Wydawca nie wierzy i prosiłby o pozostawienie narratora na ziemi.
----
Przyznaję, że na większość maili i propozycji wydawniczych nigdy nie odpisałem. W większości wypadków po prostu ręce opadały do kolan i choć zdarzały się wyjątki, gdzie można było dostrzec ewentualny talent, czy choćby zdolność poprawnej konstrukcji banalnej historii, to - gdy miałem przed oczami wielomiesięczną pracę nad tekstem by go doprowadzić do porządku - ogarniało mnie przerażenie.
Są trzy podstawowe błędy popełniane przez chcących debiutować:
1. wysyłanie zapytania - czy chciałby Pan przeczytać... - na szczęście standardowy brak odpowiedzi zniechęca sporą część piszących do wysłania pdf-a
2. wysyłanie dokumentów w doc pisanych czcionką 14-stką i wyjustowanych
3. przekonanie o własnej zajebistości wyrażające się w sformułowaniach takich jak "na fejsbuku lubi mnie 500 osób"
Zdaję sobie sprawę, że ludzie poświęcają sporo czasu na spłodzenie swoich dzieł literackich, także z tego, że sam posługuję się polszczyzną na blogu w sposób karkołomny chwilowo, ale też nie jestem najlepszym adresatem takich zapytań z tego względu, że kręcą mnie raczej takie zdania:
Na stole stał ten sam talerz z marcepanami co zazwyczaj; wuj miał swoją zwykłą kurtkę, ale na wprost niego, w różowej jedwabnej sukni, z wielkim sznurem pereł na szyi, siedziała młoda kobieta kończąc mandarynkę.
I dziwić się, że rano kupiłem kilogram mandarynek (na perły mnie nie stać)? Literatura jako koło zamachowe gospodarki. O ile się jest Proustem.
Koniec z Abiekt.pl - dlaczego?
10
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki, Homo-biznes, HomoWarszawa, Kochanek Czerwonej Gwiazdy, Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 10 lipca 2011
Otóż wydawanie książek jest zadaniem trudnym, ale ich dystrybucja jest zadaniem koszmarnym dla małego wydawcy. To jest pierwszy gwóźdź do trumny. Drugi - brak mediów LGBT, w których można zamieszczać recenzje i ogólnie zainteresowania kulturą LGBT. Moje przejścia z portalami homiczymi (oprócz Homiki.pl) to pasmo walk w rodzaju: "ok znajdę wam recenzenta, zredaguję recenzję i może łaskawie wrzucicie?" Trzecim gwoździem jest oczywiście kiepskie u nas czytelnictwo. Czwartym - moje ambicje. Bo ambicją Abiekta nie było nigdy wydanie "książki". Zawsze stało za tym coś więcej - książka musiała zachwycić ("Fun Home"), rozbawić (Koenig), być przygodą ("HomoWarszawa", "Art Pride"), być "czymś" ("Kochanek..."). Powiedzmy wprost - gdybym miał na celu wyłącznie zarabianie kasy na książkach to bym poszedł już dawno temu w tematy w rodzaju "50 stron za 35 zł". Otóż ja nie lubię być nabierany na takie numery jako czytelnik i jako wydawca oferowałem raczej książki obszerne i wypełnione tekstem, choćby miał być to album.
Oczywiście wiele się nauczyłem. To znaczy nauczyłem się wydawania książek, a - żeby było zabawnie a nie patetycznie to chyba muszę w końcu zdradzić, co mnie najbardziej kręciło w procesie wydawniczym. Wybieranie papieru! Otóż uważam, że papier - jego gramatura, faktura, kolor są bardziej istotne od tekstu. Przykro mi - jestem ciotką-estetką. Po źle wydanym "Konradzie" (papier okropny, okładka do kitu, skład "podejrzany") każda kolejna książka była pod tym względem dopieszczona. Oczywiście fakt, że generuje to dodatkowe koszty próbowałem wyprzeć do podświadomości. Z doskonałym skutkiem.
Abiekt.pl to trzy lata mojej i cudzej prac. To różne wydarzenia - upierdliwy chwilami tłumacz, dziwni autorzy, skład na 24 godziny przed oddaniem do druku, poprawki po otrzymaniu wersji próbnej wydruku, kłótnie o zawartość, Pietras rozpierdalający (wybaczcie, nie znam innego słowa) cały rozdział "HomoWarszawy" i - mimo palpitacji mojego serducha - składający go na nowo, podejrzane pomysły Matusiaka, który nie lubi jak po nazwisku... i tak dalej... ale warto było. 9 woluminów, 7 tytułów.
Czas na inne statystki - tak jak kiedyś obiecałem publicznie. W końcu mówimy jednak o czymś co kosztowało. Chciałbym, żebyście mieli pewien wgląd w koszty, nakłady i sami wyciągnęli z tego wnioski, które ja już znam od dawna. Podaję koszty po mojej stronie [czasem był współwydawca] jak i moje własne zyski - chwilami to są estymacje, bo wliczam to w też niezapłacone faktury.
Fun Home - oba wydania - koszt wydania: ok. 10 tys. zł, zysk ze sprzedaży - około 15 tysięcy zł
HomoWarszawa - koszt wydania: ok. 14 tys. zł., zysk - ok. 6 tys. zł.
Konrad i Paul - koszt wydania: 6700 zł, zysk - ok. 5 tys. zł.
Mężczyzna przedmiot pożądania - koszt wydania: 7500 zł, strata - 100 zł
QueerWarsaw - koszt wydania: 12 tys. zł, strata - 7500 zł
Kochanek Czerwonej Gwiazdy - koszt wydania: 16300 zł, strata - 11500 zł
Art Pride - koszt wydania: 39 tys. zł, strata - 13100 zł
Bilans - koszty wydania: 105500 zł, strata - 6200 zł. Chyba też od razu widać co się opłacało, a co raczej było pomyłką.
Oczywiście do tego dochodzą koszty stałe wydawnictwa - księgowość czy opłaty za konto plus podatki. Wynik jest oczywiście kiepski, ale nie jest tak, że jakoś ubolewam nad nim. Mogło być lepiej, może trzeba było lepiej dobierać repertuar, nie porywać się na tak ryzykowne pomysły. Ale tu nie oto chodziło przecież.
I nie chcę - kończąc - pozostawić was z myślą, że jedynie ze względów finansowych zamykamy wydawnictwo. Są też inne względy - prywatne, pewnego rodzaju wypalenie, czy może brak entuzjazmu do kolejnych wyzwań wydawniczych. Choć nawet i nie to. Po prostu o wiele przyjemniej się pisze, niż później wydaje. Aha - szukam wydawcy :P
Abiekt.pl - pożegnanie
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki, Art Pride, Homo-biznes, HomoWarszawa, Kochanek Czerwonej Gwiazdy, Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano sobota, 9 lipca 2011
Szanowni i Szanowne, mam dzisiaj dla Was wiadomość złą lub dobrą. Nie umiem się zdecydować. Wydawnictwo Abiekt.pl przestaje z dniem dzisiejszym istnieć [to znaczy urzędowo jeszcze chwilę będzie istniało]. Krótka historia poniżej jak i podziękowania. O powodach decyzji jutro.
1 czerwca 2008 roku w Kinie Luna podczas Festiwalu Równości odbyła się premiera komiksu "Konrad i Paul". Pamiętam to wydarzenie trochę przez mgłę, byłem zestresowany całkiem nieźle i plotłem jakieś bzdury na zaimprowizowanym podium. Pierwszy w Polsce gejowski komiks był wydarzeniem, którym zajęły się i "nasze" portale jak i komiksowe. Trochę recenzji się ukazało i cóż - trzeba było iść dalej.
8 marca 2009 roku w UFIE światło dzienne ujrzało polskie wydanie "Fun Home". Komiks wraz z Sebastianem Bułą tłumaczyliśmy przez całe wakacje roku ubiegłego, później trwały wielomiesięczne prace nad składem i dopieszczaniem dzieła. Fantastyczny wstęp do książki napisała Izabela Filipiak, a Timof wniósł spory wkład w przygotowanie komiksu. To było wydarzenie. Lesbijski komiks z najwyższej półki przebił się do mediów do tego poziomu, że - co uznaję za swój wielki sukces - "Polityka" zamieściła go na liście 10 najważniejszych książek roku. Cztery miesiące po premierze nakład się wyczerpał. To też jakaś miara sukcesu.
W tym samym czasie rozpoczęliśmy przygotowania do napisania - początkowo broszury - a jak się okazało sporej książki "HomoWarszawa". Tym razem w nowym zespole stworzyliśmy coś bez precedensu - przekopaliśmy się przez prasę, książki, wspomnienia, pamięć i odtworzyliśmy gejowsko-lesbijską Warszawę. Długo bym mógł o tej książce pisać, największym jej sukcesem jest to, że po dwóch latach od premiery inicjatywy tego rodzaju zaczynają się rodzić w innych miastach. Premiera - 4 październik 2009.
W tym samym czasie ukazał się drugi komiks Ralfa Koeniga - "Mężczyzna przedmiot pożądania". Tu już problemów było więcej - brak recenzji, zainteresowania wśród komiksiarzy, nawet legendarny film w tle nie pomógł w promocji. Okazało się, że bardziej rozbudowana fabularnie historia homiczych przyjaciół i heteryka, który trafia w ich objęcia (chwilami dosłownie) nie wzbudziła w Polsce zainteresowania twórczością mojego ulubionego komiksiarza. Jakoś niewiele później wyszło drugie - poprawione - wydanie "Fun Home".
17 czerwca 2010 roku na Małej Scenie TR Warszawa odbyła się premiera albumu "Art Pride. Polska sztuka gejowska. Gay Art from Poland". Było to największe wyzwanie przed którym stanąłem jako wydawca. By zaprezentować 40 twórców, zamieścić ponad 150 ilustracji trzeba było podpisać olbrzymią ilość umów, zawrzeć gigantyczną liczbę znajomości, do tego pilnować autora, składu i jakości wydania. Było to też największe obciążenie finansowe, jakie jako wydawcy ponieśliśmy. Tu się muszę przyznać do jednej ściemy, która zniszczyła trochę ten projekt - otóż powstawał on z założeniem początkowym, że Muzeum nie wyda katalogu do wystawy Ars Homo Erotica i w tym przeświadczeniu utrzymywał mnie dłuższy czas inicjator albumu. Jak się okazało - katalog powstał za pieniądze organizatorów EuroPride. To oczywiście wpłynęło na sprzedaż, choć jak wiem z kilku miejsc, gdzie książki ze sobą konkurowały - nie aż tak strasznie.
Praktycznie tego samego dnia pojawiło się tłumaczenie "HomoWarszawy" na język angielski (a tak naprawdę to całkiem nowa książka - encyklopedia). "QueerWarsaw" jest jedyną książką, z której jestem niezadowolony. Wpłynęło na to bardzo dużo czynników, w tym m.in. pośpiech w jej powstawaniu jak i fatalne relacje z jednym ze współwydawców. Jednocześnie jest to najbardziej niedoceniona z moich książek - chyba nikt nie przeczytał jej z polskich czytelników uważnie. Taki kłopot tłumaczeń. Na szczęście zainteresowanie zagraniczne pomogło w sprzedaży, choć nie w takim stopniu, w jakim można było się spodziewać. Nie wspominam o kłopotach z reklamą takiej książki w zachodnich mediach - koszty wysyłki egz. recenzenckich po prostu są przerażające.
10 marca 2011 roku ukazała się książka Witolda Jabłońskiego, "Kochanek Czerwonej Gwiazdy". Minęły prawie cztery miesiące od premiery i jestem z tego wyboru zadowolony - książka znalazła nieliczne co prawda grono czytelników, ale na tle obecnej - nie boję się tego słowa - zapaści czytelniczego rynku LGBT (mam na to i źródła i dowody) efekty są niezłe. Oczywiście, gdybym utrzymywał wydawnictwo dłużej to zapewne by się sprzedało jeszcze sporo jej egzemplarzy, ale... wyjaśnienia jutro rano.
Podziękowania za wspólną pracę składam osobom:
Sebastian Buła, Janusz Boguszewicz, Radek Dankowski, Izabela Filipiak, Witold Jabłoński, Yga Kostrzewa, Piotr Kozłowski, Paweł Leszkowicz, Marcin Łakomski, Michał Minałto, Uschi Pawlik, Jacek Puciato, Arkadiusz Salamoński, Marcin Teodorczyk, Paweł Timofiejuk, Krzysztof Tomasik, Przemek Wnuk, zespół tłumaczący "QueerWarsaw", Krzysztof Zabłocki i wszyscy którzy nie przeszkadzali.
Największe uznanie za te kilka lat wspólnej - nerwowej i pod presją - pracy dla Bartka Matusiaka i firmy Nongov.net. Gdyby nie Bartek, książki Abiekt.pl zapewne też by nieźle wyglądały, ale "nieźle" mnie nie satysfakcjonuje. Książka ma dwa zadania - wygodnie się czytać i ładnie wyglądać na półce. Cała reszta to kwestia tekstu. Bartek gwarantował zawsze spełnienie tych zadań.
I na koniec podziękowanie dla dwóch osób, bez których Abiekt.pl i Abiekt-Szot by pewnie
a) nie istnieli
b) zwariowali
c) nigdy nie wyrobili na czas
d) nie odchodzili od komputera
e) mieli jeszcze silniejszą skoliozę
Wszystkie odpowiedzi poprawne.
Tomkowi Meka i Marcinowi Pietrasowi dziękuję. Chyba wystarczy, co Panowie?
A Was zapraszam do księgarni Bearbook.pl, jedynego miejsca gdzie do wyczerpania nakładów [tzn. tych co nie poszły na makulaturę] będziecie mogli i mogły kupić wszystkie książki Abiekt.pl. W ramach żałoby prosi się o wsparcie innych, którym się jeszcze chce.
Alfred Adler, "Homoseksualizm"
4
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano czwartek, 7 lipca 2011
Nie było zdrady? i inne wiadomości
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoWarszawa, Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano środa, 6 lipca 2011
To nieporozumienie. Na moją interwencję Marszałek Sejmu podjął decyzję, że ten punkt będzie rozpatrywany na 96. posiedzeniu Sejmu tj. w następnym tygodniu 13-15 lipca br" - powiedział naszemu portalowi Kalisz. Informacja ta pojawiła się także na jego stronie facebookowej. I faktycznie - z planu porządku obrad Sejmu dowiadujemy się, że pierwsze czytanie projektu zmiany ustawy odbędzie się właśnie wtedy. Uzasadniającym będzie Ryszard Kalisz.
Tylko, że pytanie nie brzmi - czy czytanie się odbędzie, bo odbyć się kiedyś musi, ale - czemu nie odbyło się na ostatniej sesji sejmowej? Może nie "zdrada", ale spore faux pas było i z tego się już poseł Kalisz nie wytłumaczył jakoś sensownie.
W kinie obejrzani "Debiutanci" - film nudny, z fabułą niesamowicie przewidywalną, do tego wątek gejowski choć oryginalnie pomyślany, to niestety jego komizm już na poziomie tandetnych komedyjek gejowskich jakich dużo można ściągnąć przez net.
W niedzielę idziemy na Powązki Wojskowe uczcić 60 rocznicę śmierci Krzysztofa Junga. Może ktoś z czytających Abiekta znał artystę? Z przyjemnością wysłuchamy waszych wspomnień. Tutaj więcej o wydarzeniu.
Na koniec polecam tekst Jarka Kubiaka zamieszczony na łódzkiej Gazeta.pl. Autor kończy swój artykuł następująco:
PS. Podczas radosnej zabawy nie mogliśmy uniknąć porównania sytuacji w Londynie i w Polsce. Niestety, nasza ojczyzna wypada pod tym względem gorzej niż źle. Pamiętamy jednak, że London Pride zaczynała swoją karierę z mozołem, pary tej samej płci dopiero od niedawna mają w Wielkiej Brytanii swoje prawa, a w wielu miejscach tego kraju nadal zdarzają się pojedyncze incydenty wymierzone przeciwko osobom o odmiennej orientacji seksualnej. Gdzieś głęboko w sercach mimo wszystko wierzymy, że kiedyś i w Polsce społeczeństwo będzie bardziej otwarte, a politycy mieli odwagę by wykonać krok ku równości i normalności. I by takie kolorowe przemarsze odbywać się mogły bez zakłóceń i w podobnej cudownej atmosferze. Pamiętajcie Kochani, prawdziwa miłość nie wyklucza!
Jestem niesamowicie dumny z tego, że osoby takie jak Jarek czy Dagmara chciały włączyć się do akcji i zaproponowały coś bardzo niestandardowego - naszą obecność w Londynie. Po prawie roku prowadzenia "Miłość nie wyklucza" wiem jedno - jest ciężko. Mobilizować, zapraszać i tak dalej. Nawet dając materiały do ręki - ulotki, plakaty - niewiele osób decyduje się na aktywne działanie. Tym bardziej trzeba docenić działania "londyńczyków".
ps. w Kalifornii przeszedł tzw. "LGBT history bill" - nakazuje on nauczycielom umieszczać treści LGBT (dyskryminacja, historia walki o prawa) w programach nauczania. Fenomenalny pomysł!
Miłość nie wyklucza w Londynie
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 4 lipca 2011
"Szokujące" wiadomości?
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 2 lipca 2011
Jak zwykle jesteśmy między młotem i kowadłem - z jednej strony Schetyna robi jakieś gesty wobec naszych postulatów ("rozpoczniemy dyskusję"), z drugiej - czy Tuskowi chociaż raz z ust wyszło coś na temat naszych postulatów? Oczywiście taka sytuacja jest na korzyść SLD, która będzie mogła przez całą kampanię trąbić na temat swojej lewicowości i liberalności, zwłaszcza jeśli kandydatem na posła zostanie Legierski, na co ponoć są pewne szanse.
Zastanawiam się ostatnio nad tym, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z ponownym konserwatywnym zwrotem w Polsce. Najbardziej skłania mnie do tego - obok powyższych wydarzeń - badanie CBOSu, które przeprowadzono chyba już po tym jak SLD ogłosiło projekt ustawy. Najniższe od 2002 roku poparcie dla związków partnerskich zaskakuje.
A dodatkowo szokująca jest wiadomość, którą podał Super Express:
Czwartkowy wieczór. Na sali sejmowych obrad ma być czytany projekt ustawy o zmianie kodeksu karnego. Zmiany mają iść w kierunku zapewnienia skutecznej ochrony przed przestępstwami popełnianymi z nienawiści, m.in. ze względu na płeć czy orientację seksualną. Pod projektem podpisani są posłowie SLD, a ma go prezentować Ryszard Kalisz. Ale posła na sali nie ma... Poszukiwania, telefony i rozpaczliwe okrzyki nie przynoszą efektu. Projekt ustawy spada z porządku obrad.
Co się stało z posłem Kaliszem? Dzwonimy do polityków SLD. Wiesław Szczepański (51 l.): - Nie wiem, ale przekażę słuchawkę posłowi Kaliszowi. Poseł jednak nie podejmuje z nami rozmowy. - Rysiek, nie wygłupiaj się - słyszymy w słuchawce. Poseł Szczepański próbuje ratować sytuację i przekazuje telefon innemu politykowi lewicy. - Nie odpowiadam za posła Kalisza - mówi Stanisław Rydzoń (61 l.).
Na koniec zaś dostajemy dziwaczną wypowiedź Roberta Biedronia (znając tabloid to pewnie ona inaczej wyglądała, ale...):
W sumie dobrze się stało, że go zabrakło. Teraz sprawą będzie zajmował się Stanisław Rydzoń, który gwarantuje bardziej niż poseł Kalisz, że ustawa zostanie przegłosowana - mówi nam Robert Biedroń (35 l.), znany działacz gejowski.
To znaczy, że co? Dobrze się stało, że jedyny projekt zmian w prawie, który wszedł do sejmowej debaty będzie rozpatrywany jeszcze później? Kadencja Sejmu niedługo się kończy i projekt wyląduje na śmietniku jak tak dalej pójdzie. Nie wiem ile razy mam przypominać, że dla SLD geje i lesbijki to jeden wielki transparent polityczny, nic poza tym?
Wesołej niedzieli ;)
Porażka "Wyborczej"?
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano piątek, 1 lipca 2011
W czwartek w południe wręczyliśmy marszałkowi gruby plik kartek z nazwiskami 23 284 osób, które do godziny 11:08, podpisały na stronie wyborcza.pl "apel o jak najszybsze skierowanie projektu ustawy o związkach partnerskich do pierwszego czytania w Sejmie".
Cóż - jeśli ktoś chciał tu zrobić wrażenie liczbą to mu się to nie udało. Akcja "Wszyscy na tak" bez takiego nagłośnienia przyciągnęła ponad 10 tysięcy osób. Na Wyborczej w niektórych sondach potrafi wziąć udział dziesięć tysięcy osób. Oczywiście obie te akcje były anonimowe, ale i tu de facto nie trzeba było podawać prawdziwych danych. Dlatego zaczyna mnie rozbawiać obrona bastionu, którą uprawia Wyborcza. O co mi chodzi? Już wyjaśniam.
Wczoraj odbyła się pod Sejmem mikro-demonstracja "żądamy ustawy o zp". Plan był taki - o 12:30 wraz z "Palikotami" robimy konferencję prasową a późnym popołudniem manifestację. W środę wieczorem dostaliśmy informację, że konferencji nie będzie, bo Szypuła z Kostrzewą składają w Sejmie podpisy. Cóż - wydarzeniami LGBT w ostatnich miesiącach rządzi jedna gazeta i trzeba być jej przychylnym. Mi się już nie chce. W relacji pada takie zdanie:
- Żeby pana do końca przekonać, przypomnijmy, że w majowym sondażu "Gazety" już 54 proc. Polaków było za związkami partnerskimi, przeciw - 41 proc. W elektoracie Platformy za było dwie trzecie, a SLD - aż trzy czwarte, to może być pole rywalizacji.
Cóż - w badaniu CBOS, które jest prowadzone od wielu lat i zawsze było dla nas bardziej pozytywne niż np. badania "dla Rzepy" poparcie dla związków partnerskich jest... najniższe od... 2002 roku!
Oczywiście znam mechanizmy tworzenia newsa prasowego, wiem, że komunikat, który chce sprzedać "Wyborcza" brzmi - odnieśliśmy sukces. Czy jesli jeden z największych portali w kraju zbiera mniej niż dwa razy więcej podpisów i to w czasie o wiele większej debaty niż było to za czasów akcji "Wszyscy na tak" można uznać za sukces? Otóż żeby ogłosić coś "sukcesem" warto mieć skalę porównawczą. W tej sytuacji raczej jest to porażka niż wielkie zwycięstwo. Bardzo mnie niepokoi za to ostatnie zdanie artykułu:
Dziękujemy wam, internauci z wyborczej.pl i z gazety.pl, która wsparła naszą akcję, a także "aktywisci facebookowi" za poparcie i propagowanie akcji "Gazety" i KPH
Otóż bardzo jestem ciekaw kim są "aktywiści facebookowi"? Mniejsza o to. Nie wiedziałem, że jest to akcja "KPH". Podobno Grupa Inicjatywna jest "niezależna". Doskonale jednak wiemy, że to nie jest w pełni prawda. Wracając do wczorajszej demonstracji, z której zdjęcia tutaj - pod koniec zaprosiliśmy wszystkich do zrobienia sobie zdjęcia za transparentem "żąamy ustawy o związkach partnerskich":
Jest pewna Grupa, która nie skusiła się na zdjęcie. A była w 3/4 obecna na manifestacji. Jaka i czemu? Nie chce mi się odpowiadać na te pytania ;)
Kończąc - Grupa Inicjatywna (ojej czyżby o nich mowa?) wykorzystuje naszą potrzebę "ustawy o związkach partnerskich" do promowania ustawy, która stawia nas w pozycji obywateli drugiej kategorii. Czytamy:
W obawie przed konserwatyzmem opinii publicznej projekt nie przewiduje jednak prawa do adopcji dzieci, nawet po zmarłej partnerce. Partner/ka miał/aby natomiast prawo do sprawowania opieki w szpitalu czy pochowania osoby, z którą był/a w związku, a także odmowy złożenia obciążających ją zeznań. Aby ukrócić nadużywanie ustawy wszelkie prawa majątkowe obowiązywałyby dopiero po roku od podpisania umowy.
Absurdalny sposób "ukrócenia nadużywania ustawy" - a co jeśli partner/partnerka w ciągu roku zejdzie z tego świata? A co z rozstaniem w tym czasie? W końcu rozwiązać można tylko umowę, która w życie weszła? Ustawa nic o takiej sytuacji nie mówi. Widzę - co akurat mi się podoba - że Grupa Inicjatywna i "Wyborcza" próbują wytłumaczyć się z tej ustawy. Trochę im się to nie do końca udaje.
Kończąc - wczorajsza manifestacja jak i "niesamowita" liczba podpisów na Wyborczej pokazują, że temat związków partnerskich interesuje wybitnie małą grupę. Ok - jestem pedałem i obowiązki mam pedalskie, ale... jestem też obywatelem i wbrew nawet temu co robię, jakiego bloga prowadzę i jakie działania wspieram wiem, że jest wiele innych ustaw i potrzeb, które trzeba załatwić jak najszybciej. Patrząc na zaangażowanie "gawiedzi" w sprawę związków partnerskich jako obywatel uznaję, że to może poczekać. Jako pedał uważam, że jest to sprawa najpilniejsza, ale jak to "innym" wytłumaczyć, tego nie wiem.
W trakcie manifestacji przemawialiśmy wspólnie - ja i Uschi Pawlik (Homiki.pl, SOF). Uschi mówiła o tym, że musimy wymagać od polityków realizowania programu, ja powiedziałem krótko, że wymagając od polityków musimy wymagać też od siebie. Chciałbym, żeby na kolejnej manifestacji o związki partnerskie ponad 50 procent osób nie przywitało się ze mną. Bo wczoraj to ja się bardzo rodzinnie (i swobodnie) czułem.
ps. właśnie wszedłem do Ewy i Rudej na bloga i dziwnym trafem mamy te same obserwacje. Bliźnięta po prostu.







































