1. Napisałem, że blogi LGBT można podzielić na trzy grupy - liderów, silnych graczy i blogów małych [niefortunna nazwa - lepiej by było nazwać "ogon", ale to też brzydkie]. Jeszcze raz podkreślam - wszystkie dane uzyskałem od osób blogujących. Nie publikuję konkretnych informacji (to, że np. ja i Ewa mamy "ponad 10 tysięcy odsłon" to nie jest prawda - jest ich sporo więcej). Przepaść jaka dzieli trzy najpopularniejsze homicze blogi jest ciekawa. Nie czuję się celebrytą internetowym, ale w tym kontekście chyba powinnyśmy. Tak czy owak spróbowałem też podsumować jakoś statystyki, które opublikowałem.
Po pierwsze eksperyment:
Postanowiłem zrobić eksperyment. Poprosiłem tych samych blogerów o poinformowanie swoich czytelników i czytelniczki o Festiwalu Dni HomoWarszawy. Można było o nim napisać, ale podesłałem też logosy festiwalu. Wynik? 15 % wszystkich wejść na stronę wygenerowały blogi. Ile osób przyszło dzięki nim na spacer homowarszawski? Nie wiem, ale jeśli chociaż jedna – będzie to dobry rezultat. Przy okazji kampanii „Miłość nie wyklucza” nikogo o wsparcie nie prosiliśmy, sprawa była na tyle głośna, że blogi same reagowały. Wynik jest moim zdaniem bardzo dobry – 10 % wejść wygenerowały blogi LGBT. Z Google’a wejść było 15 %.Wniosek:
Poparcie blogów LGBT jest ważne dla podejmowanych inicjatyw i warto, by zauważyły to też organizacje LGBT, które traktują blogi z podejrzliwością godną lepszej sprawy.Po drugie:
Na koniec zatem o niedostrzeżeniu. Otóż niewiele jest miejsc takich jak portal Homiki.pl, gdzie blogi traktowane są jako źródło informacji i komentarzy. W zasadzie nie ma innego takiego miejsca. Wynika to z faktu, że jest to jedyny niekomercyjny portal LGBT. Bo z osobami blogującymi nigdy nie wiadomo, za co i za kogo się wezmą, co się im spodoba, a co nie. Niezależność nie jest w cenie. To taka przykra obserwacja po czterech latach walki o prawo do traktowania nas na serio.Będę się upierał przy tym zdaniu. Wyraźnie widać, że ludzie dzielą się na tych co blogi LGBT czytają i drugą - większą grupę - czytających wyłącznie portale LGBT. Obie grupy prawdopodobnie różni stopień zaangażowania w sprawy LGBT i zainteresowania nimi. To hipoteza, twardych dowodów brakuje choć... popatrzcie kto komentuje - często osoby łatwe do zidentyfikowania.
Trzyczęściowy tymczasem zasugerował, że pisząc o niedostrzeżeniu chodzi mi o to, że blogerzy nie publikują na stronach LGBT:
I teraz pytanie: na dostrzeżeniu przez który z tych portali miałoby blogerkom i blogerom zależeć? Ten, który ma spory zasięg, ale zerową linię ideologiczną? Wówczas publikowanie tam z pewnością wiązałoby się z promocją bloga, tyle że jednocześnie w warstwie tekstowej portal powielałby idee blogującego (wyłącznie!), więc równie dobrze można by się przerzucić na dostarczanie kontentu stronie i odpuścić pisanie dla siebie. A może lepiej wiązać się z małymi stronami?Otóż nie. Chodziło mi o to by traktować blogi jako źródło komentarzy i informacji. Nic o publikowaniu nie pisałem. To coś całkiem innego.
Dalej idąc:
Jak dla mnie problem nie leży w tym, że portale nie dostrzegają blogów, a w tym, że "nasza" sieć jest nadal potwornie uboga, przynajmniej jeżeli chodzi o opiniotwórczość, bo portali randkowych czy rozrywkowych jest całkiem sporo i mają się, mam wrażenie, nieźle.Ale to jest system naczyń połączonych. Hipertekstualność uprawiana pomiędzy blogami i portalami napędza jednych i drugich. Słabość polega też na strachu przed odważniejszą publicystyką, a efektem tego jest unikanie blogów. Nasz internetowy lider - InnaStrona zamknął się na "obcą" publicystyke i uprawia coś w rodzaju ideowej masturbacji:
5 ostatnich tekstów publicystycznych IS to wywiad z Repliki, tekst Tomasika, tekst z książki pod redakcją Tomasika, raport z badań CBOS i wywiad z Kostrzewą. Zbyt to jest oczywiste. Dla mnie bardzo znamienna jest w tym kontekście reakcja portalu na moją krytykę tekstu dla blokujących reklamy. Tekst został zmieniony, ale redaktor naczelny portalu postanowił poinformować mnie, że od tej pory moje wiadomości prasowe nie będą ukazywały się na stronie portalu. Przyznaję, że chciałem na ten temat milczeć, ale jak już rozmawiamy o współpracy ze stronami LGBT to pozwalam sobie o tym poinformować publicznie.
W komentarzach na Homikach dyżurny malkontent portalu pisze:
Otóż wiecie co robił Abiekt przez 4 lata pisząc swojego bloga? "Walczył o PRAWO DO TRAKTOWANIA BLOGERÓW NA SERIO" ;))Radzę założyć bloga i mówić ludziom, że jesteś blogerem - ich miny pokażą, że jest o co walczyć.
Ha ha ha ha ha ha. Nie mogę ...
Magda komentuje:
Mam wrażenie, że bloger musi sam pracować nad swoją widocznością a nie marudzić, że ktoś go nie docenia. Cytowalność to w pewnym sensie miernik opiniotwórczości, więc nie można narzekać,że nie jest się wystarczająco cytowanym, kiedy tej opiniotwórczości się po prostu nie wyrobiło.Zacznę chyba publikować wszystkie sytuacje, gdzie przepisuje się to co napisałem nie odwołując do źródła. To właśnie element udawania, że blogi to "źródło niepewne", co potwierdza kolejny komentujący:
Blog to może być co najwyżej źródłem newsa o życiu prywatnym i zawodowym blogera. w każdej innej sprawie i tak trzeba sprawdzić źródło podane przez blogera.W komentarzach mamy jeszcze KaFor, która prowadzi bloga i faktycznie została zapytana o podanie przeze mnie swoich statystyk. Odpowiedź jednak nie była konkretna, a i po chwili uświadomiłem sobie, że przecież to nie jest blog. Blog zakłada pracę jednak twórczą, a to co tutaj mamy to jest może i ciekawe działanie, ale mój czytnik RSS robi to samo.
Kończąc zatem - blogi LGBT i cała netosfera homicza mają ten sam problem co organizacje LGBT - brak ludzi. Kłamstem jest to, że jest nas 2 miliony. To znaczy może i jest w tym coś z prawdy, ale to nie są 2 miliony wyborców, 2 miliony klientów, to dwa miliony ludzi homoseksualnych. Ile i ile z nich jest zainteresowanych tematami LGBT? Szacuję, że około 200 tysięcy. Z tych dwustu tysięcy łowimy i szczerze mówiąc (pisząc) mam ostatnio wrażenie, że nam się łowiska wyczerpują.
ps. IS według Google'a odwiedza dziennie około 14 tysięcy użytkowników, Kobiety-Kobietom 4 tysiące, Gejowo 6 tysięcy, Gay.pl 4 tysiące. 2 miliony? Gdzie?




































