ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

W imię bloga cz. 2 - Gdzie te dwa miliony?

19

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 29 czerwca 2011

Na Homiki.pl ukazał się mój tekst "W imię bloga". Tak jak się spodziewałem wzbudził on reakcje Trzyczęściowego, która/które od dawna lansują trochę inną tezę. Zatem co napisałem, co jest w krytyce i co z tego wynika - o ile cokolwiek wynika.

1. Napisałem, że blogi LGBT można podzielić na trzy grupy - liderów, silnych graczy i blogów małych [niefortunna nazwa - lepiej by było nazwać "ogon", ale to też brzydkie]. Jeszcze raz podkreślam - wszystkie dane uzyskałem od osób blogujących. Nie publikuję konkretnych informacji (to, że np. ja i Ewa mamy "ponad 10 tysięcy odsłon" to nie jest prawda - jest ich sporo więcej). Przepaść jaka dzieli trzy najpopularniejsze homicze blogi jest ciekawa. Nie czuję się celebrytą internetowym, ale w tym kontekście chyba powinnyśmy. Tak czy owak spróbowałem też podsumować jakoś statystyki, które opublikowałem.

Po pierwsze eksperyment:
Postanowiłem zrobić eksperyment. Poprosiłem tych samych blogerów o poinformowanie swoich czytelników i czytelniczki o Festiwalu Dni HomoWarszawy. Można było o nim napisać, ale podesłałem też logosy festiwalu. Wynik? 15 % wszystkich wejść na stronę wygenerowały blogi. Ile osób przyszło dzięki nim na spacer homowarszawski? Nie wiem, ale jeśli chociaż jedna – będzie to dobry rezultat. Przy okazji kampanii „Miłość nie wyklucza” nikogo o wsparcie nie prosiliśmy, sprawa była na tyle głośna, że blogi same reagowały. Wynik jest moim zdaniem bardzo dobry – 10 % wejść wygenerowały blogi LGBT. Z Google’a wejść było 15 %.
Wniosek:

Poparcie blogów LGBT jest ważne dla podejmowanych inicjatyw i warto, by zauważyły to też organizacje LGBT, które traktują blogi z podejrzliwością godną lepszej sprawy.
Po drugie:

Na koniec zatem o niedostrzeżeniu. Otóż niewiele jest miejsc takich jak portal Homiki.pl, gdzie blogi traktowane są jako źródło informacji i komentarzy. W zasadzie nie ma innego takiego miejsca. Wynika to z faktu, że jest to jedyny niekomercyjny portal LGBT. Bo z osobami blogującymi nigdy nie wiadomo, za co i za kogo się wezmą, co się im spodoba, a co nie. Niezależność nie jest w cenie. To taka przykra obserwacja po czterech latach walki o prawo do traktowania nas na serio.
Będę się upierał przy tym zdaniu. Wyraźnie widać, że ludzie dzielą się na tych co blogi LGBT czytają i drugą - większą grupę - czytających wyłącznie portale LGBT. Obie grupy prawdopodobnie różni stopień zaangażowania w sprawy LGBT i zainteresowania nimi. To hipoteza, twardych dowodów brakuje choć... popatrzcie kto komentuje - często osoby łatwe do zidentyfikowania.

Trzyczęściowy tymczasem zasugerował, że pisząc o niedostrzeżeniu chodzi mi o to, że blogerzy nie publikują na stronach LGBT:

I teraz pytanie: na dostrzeżeniu przez który z tych portali miałoby blogerkom i blogerom zależeć? Ten, który ma spory zasięg, ale zerową linię ideologiczną? Wówczas publikowanie tam z pewnością wiązałoby się z promocją bloga, tyle że jednocześnie w warstwie tekstowej portal powielałby idee blogującego (wyłącznie!), więc równie dobrze można by się przerzucić na dostarczanie kontentu stronie i odpuścić pisanie dla siebie. A może lepiej wiązać się z małymi stronami?
Otóż nie. Chodziło mi o to by traktować blogi jako źródło komentarzy i informacji. Nic o publikowaniu nie pisałem. To coś całkiem innego.

Dalej idąc:
Jak dla mnie problem nie leży w tym, że portale nie dostrzegają blogów, a w tym, że "nasza" sieć jest nadal potwornie uboga, przynajmniej jeżeli chodzi o opiniotwórczość, bo portali randkowych czy rozrywkowych jest całkiem sporo i mają się, mam wrażenie, nieźle.
Ale to jest system naczyń połączonych. Hipertekstualność uprawiana pomiędzy blogami i portalami napędza jednych i drugich. Słabość polega też na strachu przed odważniejszą publicystyką, a efektem tego jest unikanie blogów. Nasz internetowy lider - InnaStrona zamknął się na "obcą" publicystyke i uprawia coś w rodzaju ideowej masturbacji:


5 ostatnich tekstów publicystycznych IS to wywiad z Repliki, tekst Tomasika, tekst z książki pod redakcją Tomasika, raport z badań CBOS i wywiad z Kostrzewą. Zbyt to jest oczywiste. Dla mnie bardzo znamienna jest w tym kontekście reakcja portalu na moją krytykę tekstu dla blokujących reklamy. Tekst został zmieniony, ale redaktor naczelny portalu postanowił poinformować mnie, że od tej pory moje wiadomości prasowe nie będą ukazywały się na stronie portalu. Przyznaję, że chciałem na ten temat milczeć, ale jak już rozmawiamy o współpracy ze stronami LGBT to pozwalam sobie o tym poinformować publicznie.

W komentarzach na Homikach dyżurny malkontent portalu pisze:

Otóż wiecie co robił Abiekt przez 4 lata pisząc swojego bloga? "Walczył o PRAWO DO TRAKTOWANIA BLOGERÓW NA SERIO" ;))
Ha ha ha ha ha ha. Nie mogę ...
Radzę założyć bloga i mówić ludziom, że jesteś blogerem - ich miny pokażą, że jest o co walczyć.

Magda komentuje:
Mam wrażenie, że bloger musi sam pracować nad swoją widocznością a nie marudzić, że ktoś go nie docenia. Cytowalność to w pewnym sensie miernik opiniotwórczości, więc nie można narzekać,że nie jest się wystarczająco cytowanym, kiedy tej opiniotwórczości się po prostu nie wyrobiło.
Zacznę chyba publikować wszystkie sytuacje, gdzie przepisuje się to co napisałem nie odwołując do źródła. To właśnie element udawania, że blogi to "źródło niepewne", co potwierdza kolejny komentujący:

Blog to może być co najwyżej źródłem newsa o życiu prywatnym i zawodowym blogera. w każdej innej sprawie i tak trzeba sprawdzić źródło podane przez blogera.
W komentarzach mamy jeszcze KaFor, która prowadzi bloga i faktycznie została zapytana o podanie przeze mnie swoich statystyk. Odpowiedź jednak nie była konkretna, a i po chwili uświadomiłem sobie, że przecież to nie jest blog. Blog zakłada pracę jednak twórczą, a to co tutaj mamy to jest może i ciekawe działanie, ale mój czytnik RSS robi to samo.

Kończąc zatem - blogi LGBT i cała netosfera homicza mają ten sam problem co organizacje LGBT - brak ludzi. Kłamstem jest to, że jest nas 2 miliony. To znaczy może i jest w tym coś z prawdy, ale to nie są 2 miliony wyborców, 2 miliony klientów, to dwa miliony ludzi homoseksualnych. Ile i ile z nich jest zainteresowanych tematami LGBT? Szacuję, że około 200 tysięcy. Z tych dwustu tysięcy łowimy i szczerze mówiąc (pisząc) mam ostatnio wrażenie, że nam się łowiska wyczerpują.

ps. IS według Google'a odwiedza dziennie około 14 tysięcy użytkowników, Kobiety-Kobietom 4 tysiące, Gejowo 6 tysięcy, Gay.pl 4 tysiące. 2 miliony? Gdzie?

When Gay People Get Married

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 27 czerwca 2011

Jestem w trakcie lektury książki M.V. Lee Badgett o tym w jaki sposób małżeństwa homicze wpływają na osoby LGBT i ogół społeczeństwa. Pani robiła badania "terenowe" w Holandii, a do nich dodała różne informacje statystyczne dotyczące małżeństw z krajów, gdzie zrównano osoby LGBT w dostępie do tej instytucji. Książka warta polecenia też z tego względu, że jest w niej bardzo dużo o oporach jakie osoby LGBT mają wobec "małżeństw", motywowanych głównie feminizmem (małżeństwo jako heteronormatywna, patriarchalna, skostniała, przestarzała (outdated) struktura). Wnioski, które wyciąga są dość oczywiste, ale poparte twardymi danymi. Jak napisał jeden z recenzentów - obok transparentów geje i lesbijki powinni na swoje manifestacje zabierać jej książkę. To kolejny moment, w którym zdaje mi się, że w najbliższym roku trzeba skończyć domagać się związków partnerskich. Zmieńmy konstytucję - może za 30 lat, ale przynajmniej będziemy walczyć o równość, a nie o jej surogat. Oczywiście potrzebujemy gwarancji prawnych dla naszych związków już teraz, ale... niekiedy lubię być ideowy. A ta krótka refleksja wywołana jest przez podesłany filmik, na którym Keith Olbermann wygłasza swoje stanowisko w sprawie homiczych małżeństw. Miłego oglądania i słuchania.

List "pewnego pederasty"

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano niedziela, 26 czerwca 2011

Dzisiaj w klimacie poszukiwań historycznych. Zapraszam do lektury listu "pewnego pederasty" z XIX wieku, który ukazał się w polskim tłumaczeniu w 1874 roku. List pochodzi z książki Johanna Ludwiga Caspera i C. Limana, Medycyna sądowa, tłum. Stanisław Witkowski, Warszawa 1874, t. 1, s. 195-199. Tekst wart lektury chociażby z tego powodu, że nie mamy zbyt wielu opisów życia pederastów w XIX wieku poza "kazuistyką" medyczną. A jak chcecie wstrząsającą kazuistykę to znajdźcie w Narodówce książkę Caspera-Limana (taki zapis z racji tego, że Liman redagował ale książka jest napisana w liczbie pojedynczej) - lektura porywająca. Miłego!

LIST:

Przed kilkoma laty wydałeś pan rozprawę (rozprawa o zgwałceniu i pederastyi wydana w „Vierteljahrschrift” I. I. 1852), która obudziła szczególne zajęcie; wtedy już pragnąłem napisać do pana, lecz w owych podejrzliwych czasach nie mogłem wiedzieć czy pisałbym do lekarza czy też do sądowego lekarza. Dziś gdy piszę to słowa niebo włoskie kwitnie nad mem zbolałem sercem, jeżeli kiedy powrócę do ojczyzny to już tylko jako strzec zgrzybiały poszukujący grobu swojej drogiej matki, która nie przeczuwa mojego wygnania, a miasto rodzinne pozostanie mi obcem. Przebacz pan jeżeli długie oddalenie, przypomnienie długoletniego udawania i udręczenia zrobi mnie nieco rozwlekłym i czułym, jednak ty panie w twojem położeniu możesz tak wiele zrobić dla biednego wyrzutka społeczeństwa! a uwolnienie jednego członka od tego łańcucha pogardy jest już dla nas zyskiem. Przebacz także jeżeli wspomnę, że posiadam wielu życzliwych pomiędzy szanownemi ludźmi, że z powodu mojego chrześcijańskiego sposobu życia, mojej łagodności i miłości bliźniego przez moich ludzi byłem zawsze szanowany, że Bóg świadkiem nigdy rozmyślnie nie robiłem złego, że po sto razy padałem na kolana błagając o łaskę i nic nie osiągnąłem jak tylko: pociechę ewangelii, lubo Bogiem się świadczę, iż jednego tylko pragnąłem: - nie być grzesznikiem... Będąc w szkołach w wieku lat ośm siedziałem obok nieco starszego kolegi; byłem tak szczęśliwy kiedy on mnie dotknął, było to pierwsze nieokreślone uczucie popędu, który do 19 roku życia był dla mnie tajemnicą. Nigdy nie zajmowałem się samogwałtem, nigdy nie splamiłem się z innemi chłopacami, do tego jednego tylko doznawałem niepokonanej skłonności, pisałem do niego wiersze. Miałem już około lat 18 gdy jeden z przyjaciół, który wyszydzał moją cnotę wziął mnie z sobą do pewnej dziewczyny. Poczułem wtedy głęboki wstręt gdyż byłem jeszcze zupełnie niewinny (i wierzył byś pan temu gdybyś widział dziś jeszcze po 12 latach użycia moje krzepkie ciało będące skutkiem cnotliwego sposobu życia, jak to każdy mówi i każdy wierzy), jednak tak się wstydziłem mego znajomego, iż odwiedziłem kilkakrotnie tę dziewczynę. Nie doznawałem jednak u niej przyjemności jaką miewali moi przyjaciele. Tak było przez rok blizko, przymuszałem się do tej dziewczyny i byłem przez nią formalnie ścigany: stan mój był coraz nieszczęśliwszym. Moja świeżość młodzieńcza zniknęła, wstrętu jakiego doznawałem do spółkowania z kobietami nie mogłem już zwyciężyć i unikałem ich około pół roku, doznając zawsze pobudzenia na widok pięknego mężczyzny jak w ósmym roku życia. Był to stan bardzo męczący: byłem bardzo nieszczęśliwy, gdyż uważałem się za jedyną tak dziwaczną istotę, nieraz pistolet leżał przedemną, i tylko moje religijne wychowanie chroniło mnie od występku. Żaden opis nie byłby dostateczny od przedstawienia panu tego cierpienia, być samemu z taką skłonnością i o dziwo jeżeli między mojemi znajomemi mówiąc o takich „wszetecznych ludziach” wymyślano na nich i potępiano, wymyślałem i ja z niemi nie przeczuwając nie, albowiem nie myślałem wcale aby moje skłonności były takie, lecz uważałem je zawsze tylko za popęd przyjaźni i myślałem o niemożebności rozkoszy, lubo moje żądze stawały się coraz silniejszemi. Może się pan z tego będziesz śmiać, lecz mówię szczerą prawdę; w moim smutku rzucam się prochem przed Bogiem, - dajmy na to, że to był i dyabeł: lecz w mojem sercu odzywał się głos jakiś tak wyraźnie, iż mniemałem że go słyszę w pokoju: „idź pod Lipy”. – Rzadko albo nigdy nie wychodziłem na ten spacer; było to przed rokiem 1848 i oświetlenie tej alei nie było tak jasne jak dzisiaj. – Poszedłem bezwiednie i oddawna zapomniałem o słyszanych słowach. Po pewnym czasie jakiś pan przyłączył się do mnie, rozmawiał zemną bardzo uprzejmie i tak doszliśmy do ogrodu zoologicznego (Thiergarten). Doznałem dziwnego uczucia gdy pociągnął mnie do siebie, pocałował serdecznie a nakoniec ująwszy mnie zonanizował. Wtedy opanowała mnie rozpacz, płakałem ze wstydu, gdy obcy zdziwiony rzekł do mnie: „czego się tak smucisz? to samo robią setki ludzi”. Nigdy w mojem życiu – niech mi to Bóg wybaczy – nie usłyszałem równie pocieszających wyrazów, było mi tak jakbym się obudził do nowego życia, jakbym się na nowo narodził. Obcy opowiadał mi wiele rzeczy o których następnie przekonałem się z własnego doświadczenia. Przez ośm dni jednak nie śmiałem pójść na spacer, wszystkiem tem byłem nadzwyczaj wzruszony, te kilka dni (czemuż nie mam tego napisać, po sto razy mi to powtarzano) zrobiły mnie Apolinem, którym dziś jeszcze w części jestem, a jednak choćbym mógł tu napisać o sobie najbardziej zajmującą historyę drugiej Ninon, to jednak uwielbienie jakiego doznawałem zrobiło mnie pokorniejszym i cichszym. Tak mój panie, ponieważ idzie tu o to czego szuka nauka, która pomiędzy różnemi dziwnemi rzeczami w naturze być może i tego niezna, - muszę powiedzieć, że wszystkie oznaki uwielbienia jakie kiedykolwiek odbierały kobiety stały się moim udziałem. U nóg moich leżeli książęta i uczeni któremi Europa się szczyci, uszczęśliwiałem setki daleko wyższych odemnie stanem, przeżyłem najdziwniejsze awantury miłosne. A jednak ja cierpię, cierpię serki pod wpływem tej skłonności, przeciwko której ani moralności ani religia ani otoczenie kobiet nie pomaga; to nie tylko z siebie, z wielu ust to samo słyszałem.

Po ośmiu dniach udałem się znowu na spacer pod Lipy i zawiązałem znajomość, która miała na mnie największy wpływ, była to młodziutka, piękna osobistość z najwyższego towarzystwa od kilku lat zmarła i szczęśliwa. Pokochaliśmy się wkrótce bardzo, w ten sposób poznałem powoli wielu towarzyszów niedoli. Pojechałem następnie do Anglii, poczem pogrzebałem moją miłość. Później przebywałem często w Paryżu, we Włoszech, Wiedniu, wszędzie znajdując nas biednych.

I wyobrażają sobie nas zgrzybiałemi, brzydkiemi, zużytemi, znurzonemi rozpustą! Nigdy nie byłem w uściskach starego mężczyzny, mamy nasze skłonności tak dobrze jak kobiety, mógłbym wymienić trzydziestu mężczyzn, którzy uchodzą za piękności pierwszego rzędy, są cnotliwemi, dobroczynnemi, miłemi. Nie mniemaj pan jednak aby skłonność ta była bardzo rozpowszechniona. Nie! Dobroczynna natura opatrzyła nas pewnym instynktem, który nas łączy w rodzaj towarzystwa (...). W Berlinie znam kilku szczególniej renomowanych. – Na 10,000 ludzi przypada tylko jeden tak nieszczęśliwy; naturalnie w Paryżu i Neapolu zgromadzeni są w większej liczbie. Nie myśl pan też żebyśmy spełniali pederastyę. Nigdy tego nie robiłem i brzydzę się tą skłonnością razem z wielu innymi. Zadowalniamy się całowaniem i wzajemnej ujmowaniem części płciowych. Często drażnienie jest tak wielkie jak to na sobie samym doświadczyłem, że wypływ nasienia następuje skutkiem samych uścisków. Nie zaprzeczam wszakże, iż niektórzy dopuszczają się pederastyi, ci kupują sobie często rozkosz u ludzi którzy się w tym celu udzielają i dochodzą także do przedrażnień, do jakich wielu dochodzi z kobietami. My zaś kochamy się, lubimy z sobą przestawać; wprawdzie jakiś błazen powiedział, że dawniej palono czarownice a teraz na nas czas przyjdzie. Nie! czas ten nie przyjdzie i przyjść nie może, lecz pan, panie radco tajny miej współczucie dla tak biednych istot, jeśli masz przeciw nim uprzedzenie: czy to jest błąd natury lub trudna do zbadania tajemnica, wierzaj mi pan, my nic nie możemy zrobić, nie możemy iść przeciw naturze, wiem to od setek młodych ludzi, którzy jaknajsilniejszą walkę z sobą staczali. Strasznem jest jeżeli ta skłonność odkryje się dopiero po zawarciu małżeństwa, czym Choiscula Praslin nie jest niczem w porównaniu z tem co się wtedy stać może . Znam takich którzy wiele na tem cierpią i takie młode kobiety, które są z tego powodu nieszczęśliwemi. Jeżeli ta skłonność dopiero wtedy się obudzi, żadne uczucie obowiązku nie jest go w stanie przytłumić. Inaczejby zapewne sądzono niejednego człowieka gdyby znano źródło jego zmartwień i nieszczęścia. Wierz mi pan, natura nasza jest w ogóle lepszą, więcej uposażoną niż innych; spotykałem wielu mężczyzn w wieku przeszło lat 20, pogrążonych w głębokiej melancholii, których dopiero ja objaśniłem o ich stanie, jeżeli nie byli szczęśliwszemi to jednak nie byli wcale „dzikiemi bydlętami” – względem swego sumienia, naturalnie nie było pomiędzy niemi nigdy chwała Bogu małżonka. Jeżeli nasz grzech jest tak wielki, jakżeby go mógł spełniać Plato, Juliusz Cezar, Frederyk, Gustaw III i wielu innych; czyż Winckelman i Platen byli pospolitemi ludźmi? My po większej części mamy piękne oczy a oczy są przecież zwierciadłem duszy. W Righi, Palermo, Luwrze, Górnej Szkocyi, Petersburgu, a nawet w Barcelonie znajdowałem ludzi, których nigdy nie widziałem, którzy w jednej chwili przywiązywali się do mnie a ja do nich, czyż może to być zbrodnią? Byliśmy szczęśliwi, dziękowaliśmy Bogu, może ich nigdy już nie zobaczę, lecz myślę często o nich, nigdy się nie zapomnimy. I obecnie pośpieszam do takiego związku na południe; jestem kochany, i ja od czasu mojej zamarłej miłości nigdy silniej nie kochałem (albowiem i my mamy głębokie, nawet tragiczne skłonności); w swobodnej Italii myśli się nieco łatwiej; moja rodzina męczy mnie projektami świetnych małżeństw, lecz czyż mam robić kobietę nieszczęśliwą, czyż bogactwa mogą mieć dla mnie wartość, mogłem ich posiadać tyle co Kresus. Panie tajny radco, mówią, że pan jesteś szanownym człowiekiem i szczęśliwym ojcem. Naucz pan swoje dzieci patrzeć na świat łagodnem okiem: przychodzą mi tu na myśl słowa Chatenbrianda – „Que penserier vous donc, si vous cussiez été termoin des meaux de la société, si en abordant sur les rivages de l’Europe, rortre oreille cût été frappée de ce ling cri de douleur qui s’éléve de cette vieille terre”.

Wprawdzie należę sam do szlacheckiej rodziny i posiadam więcej niż mi trzeba, jednak nie widuję mojego brata, jest to tak u nas wszystkich w zwyczaju, widziałem rzemieślników śmiało chodzących do pałaców książąt, dla tego tylko, że my odepchnięci od świata, jesteśmy ludźmi. Być może, że w innych warunkach bylibyśmy zwyczajnemi ludźmi.

Kilka wiadomości

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 25 czerwca 2011

Nikt i nic nie zastąpi pierwotnej, naturalnej i fundamentalnej wspólnoty małżeńskiej mężczyzny i kobiety, którzy postanawiają iść razem przez całe życie w doli i niedoli, w zdrowiu i chorobie, i których miłość jest płodna, rodząca nowe życie.

Jupi! Nagromadzenie imiesłowów przymiotnikowych - pierwotna, naturalna, fundamentalna, płodna, rodząca - w jednym zdaniu powalające. Oczywiście to słowa Dziwisza na temat związków partnerskich. Nie da się ukryć, że kościół postanowił się w tym temacie odezwać późno - dopiero na "Boże Ciało". Czekali chyba z rozmysłem, a odezwali się teraz bo pojawiły się pojednyczne głosy "kościelne" za związkami partnerskimi. W takiej sytuacji trzeba zareagować. Do tego po swojej stronie mają wyniki badań CBOS. Ciekawe jest to, że Wyborcza próbuje je zdyskredytować w swoim artykule, bo przecież nijak się mają one do "ich" wyników, ale... cóż - ja CBOS bardziej ufam w tym temacie. Nie ma jeszcze dostępnego raportu z badań, ale wynik 25 procent za związkami partnerskimi dla osób tej samej płci to wynik dla badań tej sondażowni niezwykły. Ostatnio tak niskie poparcie w ich badaniach było w 2002 roku.

Liechtenstein w referendum zdecydował o związkach partnerskich. Informacja radosna, zwłaszcza, że aż 68,8 procent głosujących było za przy frekwencji 74,2%. Jakby ktoś znalazł dokładniejsze statystyki - kto i jak głosował - to niech podeśle.

Sensacja w stanie Nowy Jork. Przegłosowano małżeństwa homicze!



Mamy ciekawy rok - w Brazylii Sąd Najwyższy nakazał zrównanie par homiczych w prawie, teraz stan Nowy Jork, związki partnerskie uruchomiono w Irlandii, Illinois i na wyspie Man. W Delaware i na Hawajach ustawy w życie wejdą na początku 2012 roku.

Warto przypomnieć historię głosowań w Nowym Jorku:

czerwiec 2007 - Izba Niższa - za 85, przeciw 61. Ustawa umarła w Senacie (brak głosowania)
grudzień 2009 - Izba Niższa - za 89, przeciw 52, w Senacie - za 24, przeciw 38
czerwiec 2011 - Izba Niższa - za 80, przeciw 63, w Senacie - za 33, przeciw 29

Nowy Jork to obecnie najludniejszy stan USA z małżeństwami homiczymi. Patrząc na to co się dzieje na świecie mam bardzo silne przekonanie, że powinniśmy powoli oswajać opinię publiczną z tym, że koniec końców zażądamy małżeństw.

ps. ludzie świętowali oczywiście pod Stonewall Inn

Czytanie z Jacka Adlera - odcinek kolejny

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 23 czerwca 2011

Dużo się dzieje - nie mówię tu o moim życiu prywatnym bo to akurat ostatnio też dziwne jest jakoś - ale o komentarzach wokół ESK. Na komentowanie zebrało się Jackowi Adlerowi, więc - wybaczcie, że znowu publikuję kogoś kto obraża jamochłony - zapraszam do wspólnej lektury.

Mamy wiarygodne informacje od instytucji kulturalnych pragnących zachować anonimowość, że jednym z czynników, które zdecydowały o porażce Warszawy była homofobia Hanny Gronkiewicz-Waltz, która odmówiła patronatu Paradzie Równości i wywierała nacisk na klub sportowy Skra, aby ten odmówił organizatorom parady wynajęcia stadionu na Miasteczko Równości.

Oczywiście - wygrało miasto, które w swojej aplikacji nie wzięło pod uwagę gejów i lesbijki, ale redaktor musi swoje. Inna sprawa to te anonimowe "instytucje kulturalne" - tak to można wiadomość napisać o wszystkim. Ważniejsze są jednak komentarze.

adremja: Niech redakcja zważy, że w warszawskiej aplikacji znalazły się Dni Homowarszawy(Abiekt) i festiwal Równe Prawa do Miłości(KPH) tak przez redakcję nielubiane.

Adler: Nic tym imprezom nie ujmując - nie ta skala i nie to znaczenie co Parada Równości. Trudnościom robionym komitetowi parady przez Hannę Gronkiewicz-Waltz interesowała się OBWE, ambasady kilku państw, organizacje LGBT i partie kilku krajów. Zawiadomiliśmy o tym kogo się da. To tylko HGW może wydawać się, że rzucanie kłód pod nogi paradzie można zatrzeć poprzez werbalne poparcie wyświetlania filmów dla kilkudziesięciu osób (festiwal KPH) czy chodzenie po mieście i spotkania kolejnych kilkudziesięciu (Homowarszawa).

Akurat chodzenia po mieście w HomoWarszawie mało będzie - więcej za to stancjonarnych wydarzeń, ale cóż - licencja poetycka. Pojawia się ciekawy ton - oto HGW "utrudniała Paradę". Jeszcze nie tak dawno słyszeliśmy, że świetnie się współpracowało z miejskim biurem ds. zarządzania kryzysowego. Jeszcze kilka dni temu Pałucki pisał: Burmistrz Ursynowa powiesił tęczową flagę ale też wydał pieniądze podatników na Tydzień Równości na Ursynowie. Poszczególne spółki miejskie, policja, Zarząd Dróg Miejskich a nawet Inżynier Ruchu miasta stołecznego Warszawy pokazali, że miasto nie jest Paradzie wrogie. Pomogli nam. Panowie - ustalcie wspólną wersję wydarzeń.

Później jest coś o porównywaniu "mrówki ze słoniem". To też ciekawe - o ile Parada Równości niezależnie od wszystkiego będzie mega-wydarzeniem, tak już frekwencja na Ursynowskich Dniach Równości była podobna do frekwencji na HomoWarszawie i o wiele niższa od Festiwalu Równe Prawa do Miłości.

Dowiadujemy się również, że Homiki et consortes "próbowali zorganizować bojkot parady, bo nie spodobał im się komitet organizacyjny." Nie - chcieliśmy zastanowić się nad samym sensem paradowania - tekst, który wraz z Ewą opublikowaliśmy na początku tej debaty miał raczej pobudzić do krytycznego myślenia, a na pewno nie był zapowiedzią bojkotu. Pozwolę sobie zacytować fragment: Dlatego postulujemy, by poważnie rozważyć nie tylko to, jak ma wyglądać tegoroczna Parada Równości (...) ale by pomyśleć też o zdjęciu jej z ramówki i zastąpieniu czymś innym. A co miałoby ją zastąpić, jest pytaniem, które pozostawiamy otwarte.. Bojkot? Czy raczej zaproszenie do debaty, w której organizatorzy udziału nie wzięli?

O stanie psychiki autora świadczy ciąg dalszy:

Wtedy żadne cele polityczne parady nie miały dla nich znaczenia. Tym zachowaniem udowodnili, że w gruncie rzeczy nie zależy im na sprawie LGBT dla nich liczą się tylko sprawy personalnie. To moim zdaniem małe i podłe.

Yeah! Tak dalej. Oczywiście, Abiektowi na "sprawie LGBT" nie zależy. To chyba oczywiste. Kto myśli inaczej jest w błędzie. Kochani - robimy to wszystko tylko po to by się wylansować. Kochamy kamery, telefony dziennikarzy (zwłaszcza z Kędzierzyna o 8 rano), setki maili od Was. Odpowiadamy tylko po to byście pamiętali - Szot i Tomaszewicz to DZIAŁACZE. Cóż - sprawy personalne rozgrywa głównie Adler, ale... mam coś dla Was. Też z portalu tego pana:

Na pewno nie powinien uczestniczyć w takich debatach Robert Biedroń – typowy, rozhisteryzowany „zawodowy gej”. Jemu zależy na tym, żeby się przedstawić jako ofiara, żeby dzielić; nie na rozwiązaniu problemu, tylko na pokazaniu się. Tymczasem z obu stron potrzebne są osoby gotowe do konstruktywnego dialogu.

A teraz za Roberta postawiamy Adlera. Pasuje?

Tęczowe stolice kultury?

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 22 czerwca 2011

Wczorajsza decyzja o przyznaniu miastu Wrocław tytułu Europejskiej Stolic Kultury 2016 oczywiście w Warszawie została przyjęta mało przychylnie. Przypomniano o tym, że minister kultury był kiedyś prezydentem Wrocławia, a decyzja może trochę ugrzecznić Dutkiewicza w działaniach przeciwko obecnemu rządowi. Rozczarowanie to tym większe, że licząc się z tym, że Wawa tytułu raczej nie dostanie, kibicowano Katowicom lub Lublinowi. Wybór Wrocławia jest zbyt oczywisty.

Ale ja oczywiście nie o tym. Oto w necie są dostępne finałowe aplikacje konkursowe wszystkich pięciu miast. Przejrzałem je w kontekście LGBT. Oto raporcik [pod linkami - pdfy].

Zwycięzca - Wrocław:

Krótka deklaracja: Planowane przez nas podjęcie problematyki ludzkiej cielesności będzie miało na celu między innymi kształtowanie postaw tolerancyjności wobec ludzi o odmiennych preferencjach seksualnych.

W praktyce oznacza to milczenie aplikacji na temat kultury LGBT.

Lublin:

Wbrew naszym przypuszczeniom aplikacja milczy na tematy LGBT. Chwalą się jedynie "specjalną edycją" Festiwalu Transeuropa, ale nie piszą, że by chcieli to kontynuować:

Specjalna edycja międzynarodowego „Festiwalu Transeuropa”, wydarzenia łączącego sztukę, edukację i publicystykę. Wystawy, wykłady, warsztaty, dyskusje, spektakle, performance prezentowane w jego ramach odnoszą się do wielości kultur, różnorodności tożsamości i orientacji seksualnych. Transeuropa to święto demokracji lokalnej, feminizmu, ekologii, queer i sztuki wrażliwej społecznie, to upominanie się o prawa kobiet, mniejszości, przybyszów

Katowice:
Miasto Ogrodów milczy na temat swoich dokonań w tym zakresie, jak i na temat zamierzeń. A miało być przełamywanie stereotypów...

Gdańsk:
Określono grupę docelową "osoby LGBT" i wymieniono projekty skierowane do tej grupy realizowane w mieście:

Tęczowe Archiwum Trójmiasta, Trójmiejska Parada Różnorodności i Festiwal Kultury Queer, W Gdańsku kwitnie tolerancja, Kierunek Wschód, Muzeum Praw Człowieka, Świat praw człowieka, Dwa mosty, Żywa Biblioteka, Pomeranian Editions Words Having a Ball

Co ciekawe zaproponowano powstanie Muzeum Praw Człowieka, które miałoby powstać w 2016 roku, a jednym z partnerów projektu byłoby KPH. Ciekawe czy pomysł ruszy w sytuacji gdy ESK została stolica Dolnego Śląska?

Warszawa:

W aplikacji czytamy:

ESK będzie katalizatorem dialogu i wymiany pomiędzy warszawskimi mniejszościami etnicznymi i kulturowymi, w oparciu o zasadę „o nas, dla nas, z nami” (• pyt. 11). Pracujemy też z różnymi grupami (wiekowymi, społecznym czy mniejszościami seksualnymi), które mimo tego samego pochodzenia etnicznego, nie zawsze mogą się komunikować.

Trochę to postkolonialnie brzmi (nie mogą się komunikować? Mogą ale niektórzy ich nie chcą słuchać), ale faktycznie - miasto się otworzyło na różne propozycje kulturalne LGBT (QueerWarsaw, Równe Prawa, Festiwal Filmów, Dni HomoWarszawy). Dowiadujemy się z aplikacji, że:

Organizacje zrzeszające mniejszości seksualne zaproponowały program HomoWarszawa, obejmujący publikacje, wystawy i działania edukacyjne, prowadzone we współpracy z organizacjami z całej Europy.

Oczywiście możecie się domyślać co to za "organizacje". W innym miejscu znajdujemy zapis:

Organizacje LGBT zaproponowały szereg wydarzeń związanych z kulturą queer, w tym długofalowy program HomoWarszawa, obejmujący działania edukacyjne, publikację przewodnika po homoseksualnej Warszawie oraz międzynarodowe projekty badawcze wraz z partnerami z Hiszpanii. Równe Prawa do Miłości to propozycja o lżejszym charakterze, z okazji Walentynek.

Czy uda nam się w zaistniałej sytuacji zrealizować ten projekt? Obetnie się to i owo, ale obiecuję, że spróbujemy. Pierwsze przymiarki realizacyjne już trwają.

Bardzo ciekawa jest za to inna analiza:

Pozycja kulturalna: Choć nie tak różnorodna, jak większość miast Zachodniej Europy, Warszawa gwałtownie się zmienia. Z wielu względów jest miejscem, w którym warto być – ponieważ różnorodność to tutaj zjawisko nowe. Dopiero teraz konserwatyzm miasta słabnie, a mniejszości seksualne mogą otwarcie zabrać głos.

Wyzwania: Priorytety mainstreamu? Grupa ta uważa ESK za projekt mainstreamowy umacniający konformistyczne postawy i kulturę środka. Na przykład, niewielu gejów czy lesbijek sądzi, że miasto jest wystarczająco odważne, by pokazać się jako gay friendly. Inne mniejszości spodziewają się raczej odgórnego reprezentowania w programie niż pełnego zaangażowania w jego realizację.

Proponowane narzędzia: Mądre zamówienia: zamawiamy projekty kulturalne będące jednocześnie narzędziami komunikacji, takie jak barwne wydarzenia w obrębie kultury queer (...).

Bardzo się cieszę, że zauważono fakt, że o ile inne mniejszości "oczekują odgórnego reprezentowania", tak my jesteśmy grupą trochę bardziej wymagającą i chcemy współpracy a nie działania "za nas". Tak przynajmniej odbieram te - trochę mętne - sformułowania.

Podsumowując - Warszawa w swojej aplikacji jako jedyna użyła słów "gej, lesbijka". Gdańsk i Warszawa zaprezentowały możliwe działania w tym obszarze, Lublin wspomniał jedynie o tegorocznym festiwalu, a dwa pozostałe miasta nie miały nic do powiedzenia. Homiczą stolicą Polski chyba pozostaje stolica. Miłe wieści dla Gdańska - gdyby pociąg do Was szybciej jechał - bylibyście w centrum :)

Na poniedziałek

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Homo-biznes, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 20 czerwca 2011

Zaciekawiła mnie informacja, że Rainbow Award podczas berlińskiego CSD odznaczono Tomasza Bączkowskiego. Rozumiem, że to nagroda niejako za całokształt twórczości. To pierwszy raz gdy nagrodę dostaje nie-Niemiec. Oczywiście Bączkowskiego doceniamy za to co się działo przed laty, jednak jego działalność na polu pracy u podstaw niestety nigdy nie była jakaś szczególnie ciekawa. Dobrze, że w tym roku nie było "Hiacyntów", po nagrodzie dla Palikota odznaczenie to zdewaluowało się boleśnie. Nie wiem czy potrzebujemy tego typu nagród, zwłaszcza przyznawanych arbitralnie... Z drugiej strony warto ludzi doceniać.

Pod tekstem o kłopotach InnejStrony z przekazem odbyła się dyskusja o biznesie LGBT. Pozwolę sobie kontynuować.

Eile pisze:
Przez wiele lat wspinałam się w górach i to była taka moja główna pasja. Uwielbiałam literaturę górską, głównie trenowałam i wyjeżdżałam. No kręćka miałam strasznego. W nosie miałam zupełnie jakiej orientacji jest osoba, z którą się wspinam, ani jakiej orientacji jest producent sprzętu, który ratuje mój zadek. Liczyła się skuteczność. Jakbym miała do wyboru sklep z linami prowadzony dla LGBT ;) albo dla wszystkich to i tak zadecydowałaby cena, szybkość wysyłki itd, chyba że byłyby porównywalne. Nie jestem dobrym materiałem dla klienta takiego handlu, ale chętnie np. robię projekty związane z LBGT, pomagam w obszarze zawodowym, czasem coś propagandowego napiszę.
Trochę nie wiem co ma piernik do wiatraka. Za "biznes LGBT" uznaję firmę, która swoje usługi czy towary targetuje w przeważającej części do osób niehetero. Tak robią właśnie portale LGBT, wydawnictwa wydające literaturę homiczą czy księgarnia ją sprzedająca. Podobnie z dystrybutorami filmowymi, którzy wprowadzają na rynek tematyczne obrazy. Inną gałęzią biznesu LGBT w Polsce są biura turystyczne w części reklamujące się homiczo (GoHot, Gejsza Travel) a jeszcze kolejną - kluby. Oczywiście co innego targetowanie produkty dla osób homoseksualnych (np. wakacje w bardziej gejowskich czy lesbijskich okolicach) a co innego produkt ściśle tematyczny - książka czy film. Eile pisze, że dla niej liczy się produkt, a fakt orientacji seksualnej nie ma nic wspólnego z podejmowaną decyzją. Tu mówimy raczej o biznesach LGBT-friendly - tęczowy fryzjer czy tęczowy optyk będą raczej w tej kategorii. Choć... tęczowy fryzjer w końcu będzie lepiej się orientowała w nowych trendach (choć po moich doświadczeniach....), podobnie z optykiem.

O to czy orientacja seksualna wpływa na podejmowanie decyzji konsumenckich trwają dyskusje i są różne - czasem sprzeczne - dane. Zdecydowanie jednak widać, że istnieje korelacja pomiędzy ogólną atmosferą "tolerancji" i rozwojem ruchu LGBT a świadomym korzystaniem z usług "tęczowych" firm. Doskonałym przykładem na to jest prasa homicza. W Polsce obecnie uważa się, że żadna niepornograficzna gazeta homicza za którą trzeba by zapłacić nie ma na rynku szans. Próbę jakiś czas temu chciano podjąć - dużo się pisało o miesięczniku "Happy", z którego nic nie wyszło, chodzą słuchy, że być może z "Repliki" powstanie coś płatnego, ale nikt chyba w to nie wierzy. Prasa homicza po angielsku czy francusku wychodzi i ma się chyba całkiem dobrze. To dla mnie najlepiej świadczy o tym, że tam są ludzie zainteresowani nie tylko darmowymi wiadomościami, ale i zapłaceniem za coś większego. U nas tego zainteresowania nie ma - doskonale sobie zdajemy sprawę, że gdyby jakiś serwis nagle zaczął wymagać od swoich użytkowników wygórowanych opłat za korzystanie to - oprócz serwisów randkowych - byłby to strzał w piętę.

Zdarzają się takie zabawne sytuacje gdy w jednym miejscu spotykają się trzy-cztery osoby rozkręcające "biznes LGBT" (miejsce - Lodi Dodi). Jednym z tematów rozmów - podejmowanym jednak rzadko by się nie dobijać - jest właśnie brak świadomości tego, że warto wspierać swoich. Osobiście jestem przeciwnikiem tego rodzaju szantażu moralnego, ale oczywiście rozumiem jego podstawę - w końcu wiele osób robi to dla kasy, ale obok finansowej motywacji jest jednak motywacja by "zrobić coś fajnego". Czy i komu się uda to ciężko powiedzieć, ale w tym kontekście łatwiej jest zrozumieć redakcję portalu, która - chyba w akcie lekkiej desperacji - mówi wprost "robimy coś dla was i oczekujemy wsparcia". Można było delikatniej, a tak wyszła ta nasza wspólna frustracja, że człowiek się naharuje a klientów mało.

W tym samym kontekście warto umieścić strach przed zbieraniem 100 tysięcy podpisów, w których skuteczne zebranie wierzy chyba tylko kilka osób w tym kraju. Bolesna prawda jest taka, że zaangażowanych i zainteresowanych tematem LGBT osób niehetero jest niewiele. Może gdy pokolenie, które teraz startuje i które nauczone jest trochę innego świata będzie bardziej aktywne. Ale ja w to nie wierzę. Ateistą jestem.

ps. od dzisiaj odliczamy. Tzn. ja będę odliczał, a wy - jak chcecie. Za 19 dni coś się wydarzy.

There's no sodomy required!

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano sobota, 18 czerwca 2011

Ponieważ zbliżają się wakacje i jakoś tak spokojniej się zrobiło, to dzisiaj jeszcze ciekawostka z Tony Awards:



Tekst chwilami jak dla mnie za szybko, więc tutaj do przeczytania.

Rydzyk o Paradzie i inne

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, wydarzenia | Opublikowano

Już nazwana historyczną, rezolucja Rady Praw Człowieka ONZ przeszła głosem m.in. Polski. Jestem ciekaw jak Polska ma zamiar wspierać postanowienia rezolucji, w której potwierdzono uniwersalność praw człowieka i postanowiono, że przygotowane zostaną wytyczne do zwalczania przejawów łamania praw człowieka i przemocy motywowanej czyjąś orientacją seksualną lub tożsamością płciową. Znając Radziszewską nic się ciekawego nie wydarzy, no chyba, że po wyborach jej miejsce zajmie ktoś inny.

Ciekawostka z Argentyny - pierwszy rozwód homiczy. I kto? Uwaga - lesbijki! Oczywiście to kiepski żart, bo to raczej zdarzenie przypadkowe, ale oczywiście. Jakby weszła proponowana przez SLD ustawa to nawet rozwodów nie będziemy mieli. Lobby adwokackie powinno zacząć protestować przeciwko zmniejszeniu im możliwości zarobkowania.

Najciekawszym newsem dnia jest jednak informacja, że Rydzyk wypowiedział się o Paradzie. Podaję transkrypcję za Głosem Rydzyka:

- I życzę każdemu takiej pięknej miłości. Każdej dziewczynie, każdemu chłopakowi, żeby się przygotował do takiej pięknej miłości, do pięknej rodziny – mówił o. Rydzyk. - To jest coś cudownego i takiej Polski nikt nie zniszczy, nic nie zniszczy. Nawet jak pokazywali w przeddzień (jak) w Polsce chcą wprowadzić nienormalność i pokazywali z Warszawy jakieś tam manifestacje, mówią: równości. W nazwach nawet są manipulacje. W każdym razie nienormalności.


- I tam polityków jakiś widziałem - ciągnął zakonnik. - To tak z nimi jest jak z tymi aktorkami, które już schodzą ze sceny i żeby jeszcze je zauważyli, to skandal robią. Czym większy skandal, tym trochę więcej będą o nich mówić. To takie smutne, że Polskę chcą wykorzenić nawet z rodziny, pokazać, że rodzina to jest cos mniej. To co jest wbrew naturze pokazać, że to jest normalne.

Oczywiście uwielbiam charakterystyczną składnię Rydzyka, a w czasie nocnej jazdy samochodem nie ma nic przyjemniejszego niż słuchanie głosu "ojca prowadzącego", ale jest coś ciekawego w powyższej wypowiedzi. Otóż zero dewiacji, zboczeńców... Rydzyk wydaje się być delikatniejszy od wielu swoich kolegów w sukienkach. "Głos Rydzyka" pisze: Trzeba przyznać, że tolerancyjny z niego gość. Właśnie ;)

Przeczytałem reportaż Wojtka Karpieszuka w "Dużym Formacie" o LGBT na Białorusi i - o ile bardzo mi się sam tekst podoba - to trochę odniosłem wrażenie, że tam tylko trzy osoby działają w ruchu. Nie wiedząc czy to prawda zasięgnąłem języka i trochę jestem zaskoczony rezultatami. Czy oni są aż w takim podziemiu, że się nawzajem nie znają?

ps. usunąłem konta na kilkunastu stronach, gdzie okazało się, że jestem zarejestrowany. Strasznie mozolna działalność. Przydałby się jakiś program do automatycznego znajdowania takich wydarzeń. Może ktoś coś poradzić?

Blogowy skandal

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano piątek, 17 czerwca 2011

Zaczęło się od historii Aminy Abdallah, lesbijki która miała zostać porwana w Syrii. Okazało się, że za postacią Aminy, blogerki prowadzącej bloga A Gay Girl in Damascus stał Tom MacMaster, Amerykanin do tego żonaty. Przy tej okazji wyszło też na jaw, że autorem niezwykle popularnego bloga - Lez Get Real, którego jestem stałym czytelnikiem, nie jest Paula Brooks, a kolejny Amerykanin - Bill Graber. Facet uznał, że jako mężczyzna nie będzie wystarczająco wiarygodny by pisać o sprawach lesbijskich. A pisał świetnie. Teraz się tłumaczy i przeprasza. Co zabawne (?) "panie" ponoć nawet flirtowały przez interent nie znając swoich prawdziwych osobowości. Komentarz rysunkowy do tego:


Skandal szybko przedostał się do prasy amerykańskiej, blogi raczej informacyjnie i z dowcipem, choć w komentarzach wre. Ludzie poczuli się oczywiście oszukani. Moja pierwsza myśl po tych doniesieniach była taka: ok, trzeba zrobić coming-out - Abiekt jest kobietą a Trzyczęściowa mężczyzną. Szybko mnie sprowadzono na ziemię, że większym szokiem byłaby informacja, że Abiekt jest mężczyzną, a Trzyczęściowa kobietą.

Tożsamość w internecie, zwłaszcza osób prowadzących niejako wirtualną działalność publiczną to temat-rzeka. Pakt autobiograficzny i takie tam, a informację podaję po to by niedługo wprowadzić tutaj temat blogów trochę szerzej ;)

ps. DOMA chyba upadnie na dobre w ciągu kilku tygodni.

Wartość pracy

18

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano czwartek, 16 czerwca 2011

Komercyjne prowadzenie portalu LGBT zawsze mnie zastanawiało. W polskich warunkach jest to zadanie mozolne i trudne - tak jak każdy biznes LGBT nie licząc klubów, które mają chyba trochę łatwiej (choć też bez przesady). Queerpop odkrył taki komunikat na IS:
Drogi Internauto,
wszystko wskazuje na to, że korzystasz z tzw. AdBlockera, który usuwa emitowane przez nas reklamy. Tym samym pozbawiasz wynagrodzenia wszystkich, którzy tworzą IS. Wiemy, że bez problemu znajdziesz inne możliwości, aby nas przechytrzyć. Zanim to zrobisz, odpowiedz sobie na pytanie: jak nazwałbyś człowieka, który kazałby Ci pracować dla niego za darmo? Jak czułbyś się, gdyby Twoja praca nie została w żaden sposób wynagrodzona?
Deaktywując reklamy jesteś nieuczciwy wobec nas, bo korzystasz z naszej ciężkiej pracy świadomie pozbawiając nas dochodu z reklam - jedynego dochodu. Nie rób tego!

(...)

Nie chcesz oglądać reklam a mimo tego chcesz korzystać z "Innej Strony" za darmo. Jeśli nie widzisz żadnej możliwości, aby wynagrodzić naszą pracę, to wolimy abyś nie korzystał z "Innej Strony" wcale.
Proponuje się zajęcia z komunikacji dla tego kto to napisał. Zamiast prostego tekstu - "by korzystać z IS wyłącz blokowanie reklam" dostajemy rozbudowany tekst, który ujawnia kilka motywacji autora/autorki.

Zacznijmy od końca - portal jasno mówi - ludzi, którzy nie wynagradzają naszej pracy nie chcemy na portalu. Otóż konflikt pojawia się między moimi oczekiwaniami - jak najmniej reklam - a oczekiwaniami redakcji. Jednak pisanie mi teraz, że nie jestem mile widziany i że blokowanie reklam to "nieuczciwość" jest pewną przesadą. Takich osób jest niewiele, przeważnie lepiej znają się na mechanizmach internetowych, przez co de facto uderza się w najbardziej aktywną i świadomą swojej internetowej obecności grupę. Im można reklamy przecież sprzedać inaczej - mailingiem, artykułem sponsorowanym (przecież są na IS). Działanie zatem jest też nielogiczne - skoro IS zamieszcza artykuły sponsorowane, to jednak osoby blokujące reklamy nie unikają ich w pełni.

Za to naprawdę zirytowało mnie co innego. Zadawanie pytań "retorycznych" w tekstach reklamowych rodzi ten problem, że chce się na nie odpowiedzieć. Oto pytania:
(...) jak nazwałbyś człowieka, który kazałby Ci pracować dla niego za darmo? Jak czułbyś się, gdyby Twoja praca nie została w żaden sposób wynagrodzona?
Poprawne odpowiedzi:

1. szefem wolontariatu
2. jak działacz LGBT

Społeczne zaangażowanie IS jest dość odświętne - a to jakieś "Wszyscy na tak", z którego nic konkretnego nie wyszło choć się ładnie zapowiadało, a to poproszenie o zainstalowanie bannerków "żądamy ustawy o związkach partnerskich". Przy okazji kampanii "Miłośc nie wyklucza" zwróciłem się do wszystkich firm LGBT o minimalny sponsoring. Lista sponsorów jasno wskazuje kogo na niej brakuje. Nie, żebym się skarżył, ale można było np. zaproponować x odsłon na stronie dla reklam kampanii? Nikt tego nie zrobił. Podobne problemy mają orgi LGBT gdy próbują reklamować 1 procent (niektóre ponoć nawet płacą portalom LGBT za taką reklamę). Istnieje takie pojęcie "biznes odpowiedzialny społecznie" - nie jestem w pełni przekonany, że IS taki uprawia. A ma on pewną zaletę - po kilku darmowych "pomocach" łatwiej jest poprosić o kasę przy kolejnej prośbie. To naprawdę działa :)

Na fejsie ktoś wrzucił tekst, który w tym miejscu pojawił się wcześniej. To dopiero cudowne kuriozum:
Nie chcesz oglądać reklam a mimo tego chcesz korzystać z "Innej Strony" za darmo. To oznacza, że chcesz aby "Inna Strona" przestała istnieć. Bez dochodów nie będziemy mogli wypłacać pensji pracownikom ani uiszczać opłat za serwer. Jeśli nie widzisz żadnej możliwości, aby wynagrodzić naszą pracę, to wolimy abyś nie korzystał z "Innej Strony" wcale. Nie stać nas na Ciebie :) Chcemy użytkowników, którzy nas wspierają - nie chcemy takich, którzy świadomie działają na naszą szkodę.
I najlepszy komentarz do tego: słyszałem, że będzie zbiórka darów żywnościowych dla adminów IS. Absurd tylko absurdem można.

Powyższe zdarzenia to ciąg dalszy dyskusji, która się u nas odbywała chyba ze dwa lata temu na temat finansowania portali LGBT. Pamiętam, że podnoszono wtedy, że organizacje LGBT powinny się do tego jakoś dokładać, co oczywiście szybko wyśmiano. U nas się o pieniądzach nie rozmawia publicznie, to temat wstydliwy. Jednak faktyczne pytanie brzmi - czy geje i lesbijki powinni - z poczucia jakiegoś moralnego imperatywu - wspierać "swoje" biznesy. Mimo tego, że wydaję książki o jasnej tematyce uważam, że... nie. Nie mam żalu do ludzi o to, że zamiast na Bearbook kupią w Empiku (o ile coś tam znajdą, w co wątpię). Nie mam żalu, że raczej nie rzucają się walnie na nowości homicze. Po prostu każdy wybiera to, co go interesuje, a że u nas raczej niewiele osób jest zainteresowanych gejowskimi czy lesbijskimi "produktami" to wina braku świadomości, zaangażowania, ogólnie - społeczeństwa obywatelskiego.

Nie jest rozwiązaniem tego straszenie użytkowników, że redakcja nie będzie miała kasy - to akurat permanentne zjawisko w biznesie LGBT. Teraz tylko można robić reklamę Homikom - "blokujesz reklamy? Witamy!".

Jeszcze słowo o wartości pracy. Ja bym bardzo chciał na blogu zarabiać. Naprawdę byłoby miło. Ale wiem, że zarabiam w inny sposób - mogąc sprzedawać wam wydarzenia, które przygotowuję. Taka relacja mi odpowiada. Przez cztery lata (choć były propozycje) nie pojawił się tu żaden tekst sponsorowany, nie pojawiła się żadna reklama rzeczy, z którą nie mam nic wspólnego. To też pewna odpowiedzialność za specyficzną relację blogera z użytkownikiem. I jej cena. Proponuje się IS ustalenie priorytetów i zredefiniowanie stosunku do użytkowników, którzy nie są matołami i nie trzeba ich szantażować.

Homonacjonalizm cz. 3 i pewna dyskusja

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoNacjonalizm, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano

Wiedziałem, że w komentarzach mnie rozszarpią, ale polemiki póki co mało merytoryczne, więc się nie przejmuję. Zapraszam do lektury.

Za to co ciekawe Gazeta Wyborcza podjęła się dyskusji nad Paradą. Oto zamieszczono tekst, który krytykuje karnawalizację imprezy, a Pacewicz odpowiada Czarnackiej. Mętna ta odpowiedź i rozmywa argumenty publicystki w stylu mało ciekawym. Pacewicz pisze:

Z jednej strony, wbrew pani sugestiom o komercjalizacji, kasy na organizację było tyle co nic, a miasto tradycyjnie odwróciło się od Parady, ale z drugiej strony rozmaite środowiska z szerokiej koalicji lewicowo-obywatelskiej, w tym sporo przecież organizacji LGBT, mogłyby wykonać większą pracę promocyjną, choćby w sieci.

Zapraszamy do lektury tekstów Jacka Adlera - dowie się redaktor czemu organizacje tym razem nie wsparły Parady. Pacewicz ma dobre chęci, ale przy tej Paradzie dobre chęci to za mało. I jak jeszcze raz usłyszę, że Parada nie miała kasy to poproszę Agorę o sponsoring przyszłorocznego Dnia HomoWarszawy. Planuję miłe niespodzianki. A tu się Pacewicz ośmiesza:

Jej Perfekcyjność prostowała już, że Parada Równości jest znakiem zastrzeżonym, którego właścicielem nie jest spółka, lecz osoba prywatna (Szymon Niemiec), i że postulaty polityczne, w tym rejestrację związków partnerskich, podano do wiadomości publicznej, gdy tylko dostarczył je Krystian Legierski.

Dostarczył? To trzeba "dostarczać"? Redaktor trochę zachowuje się jak te małpki, co to widzą, a nie słyszą, by w kolejnym wcieleniu słyszeć, ale nie widzieć. Na koniec:

(...) nie tracę nadziei, że na następnej Paradzie będzie nas - powiedzmy - tylko pięć razy mniej niż w Tel Awiwie

Trzymamy za słowo i czekamy na kampanię reklamową na nośnikach AMS.

Parada dla VIPów i petycja do Adlera

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano środa, 15 czerwca 2011

Martwił się Pacewicz, że Parada kasy nie miała, a z dobrze poinformowanych źródeł Abiekt się dzisiaj dowiedział, że na obiedzie przed Paradą podawano w klubie Akademia "eskalopki". Prosto z klubu zawieziono VIPów co by nóg nie zmęczyli autobusem na Paradę. Ciekaw jestem czy Pacewicz był wśród gości. Oto jak dzieli się uczestników i uczestniczki Parady na lepszych i gorszych - na tych co są zapraszani na obiadki i na tych, co mają iść w pochodzie. Do tego potrzebna jest platforma, gdzie "znani i lubiani" pozdrawiają zgromadzone tłumy. Nie - nie mam nic przeciwko dobrym relacjom NGOsów z politykami i VIPami, czasem trzeba ich dopieścić. Ale niech redaktor Pacewicz wtedy nie pisze, że Parada nie miała kasy - catering można było przeznaczyć np. na chociaż jeden plakat na mieście czy na przykład gadżety dla uczestników. Jestem ciekaw czego jeszcze dowiem się o Paradzie.

A na koniec dzisiejszego tekstu czytanie z komentarzy Jacka Adlera:

Można mówić o nawróceniu Homików, gdyż od stanowiska: „Lepiej, żeby nie było parady w ogóle, niźli mieliby ja organizować Niemiec, Pałucki i Adler” z czasu artykułu na Homikach
„Zdjąć paradę z ramówki”


Współpisałem ten tekst i jakoś nie mogę w nim znaleźć takiego cytatu. Nieźle co?

Zachował się jak gówniarz. Zgłosił się na sesję naukową organizowaną przez koło naukowe Queer UW, a gdy zaakceptowano jego wystąpienie, to nikomu nic nie mówiąc nie przyszedł.

To też fajne, bo akurat uprzedzałem wszystkich, że mogę nie dotrzeć na konferencję z tego powodu. Aha - droga Jej Perfkcyjność - ponoć Adler nie jest organizatorem?

Ale muszę przyznać, ze bawi mnie to, ze jest takim sfrustrowanym na maksa zoilem. Lubie odjechanych kolesi, a takiego dziwadła jak Abiekt to ze świecą szukać. Dlatego poświęcam mu tyle uwagi mimo tego, ze jego malkontenckie teksty są całkowicie niereprezentatywne.

Spytałem Google'a co sądzi o słowie "zoil". Wyszukiwarka podpowiada Zoilosa. To akurat miłe. Za łaskawe poświęcanie uwagi dziękuję - nie spodziewałem się, że redaktor tak poważnego medium będzie zwracał uwagi na pędraka.

Ja sobie chyba na koszulkę na następną Paradę przygotuję z napisem: "ABIEKT - sfrustrowane dziwadło piszące niereprezentatywne, malkontenckie teksty". Toż to takie wyzwanie dykcyjne, że aż warto! Ataki Adlera na moją osobę przestały jakiś czas temu robić na mnie wrażenie, ale uważam, że warto je kopiować i rozpowszechniać. Można wysłać je na przykład członkom komitetu honorowego Parady z pozdrowieniami.

I absolutnie na koniec:

W tym roku nie wypada nam oceniać organizacji parady, bo nasza redakcja znalazła się w Komitecie Organizacyjnym Parady, więc prosimy o ocenę (ale rzeczową!) czytelników.

Cóż - przykro mi jako wiernemu i stałemu czytelnikowi portalu Adlera, że zakłada, że jego czytelnicy pisze "nierzeczowe" komentarze. Otóż uważam, że najbardziej nierzeczowe komentarze wygłasza sam redaktor naczelny i jego świta. I jak widać po liczbie komentarzy popierających naczelnego twierdzą tak sami bywalcy i bywalczynie portalu. Adler chwali się demokracją na Paradzie, niech wprowadzi taką u siebie - mogę być naczelną ;) Zmienię oblicze Internetu! Podpiszcie petycję!

Szanowny Redaktorze Naczelny, chciałbym zaproponować usprawnienie funkcjonowania portalu Gaylife.pl. Po wielu latach namiętnego penetrowania treści zamieszczanych na tej stronie uważam, że uwłaczają one inteligencji jamochłona. Jako obrońca jamochłonów, pełen frustracji malkontent, widzący fatalną sytuację jamochłonów i ich nierówno walkę o prawa w biosferze zwracam się do Pana o szacunek dla tego jakże zasłużonego dla cywilizacji gatunku. Jest nas - dziwadeł stających w obronie jamochłonów - wielu i wiele. Przez lata przypominamy, że walka o prawa jamochłonów to walka o prawa wszystkich organizmów wielokomórkowych. Wciąż piszemy artykuły, petycje w ich sprawie, ale Pan Redaktor ich nie bierze pod uwagę. Nie wolno obrażać jamochłonów - jamochłon Twóim bratem i ciocią! Dlatego prosimy o publikowanie artykułów nieobrażających inteligencji tych wspaniałych stworzeń. Z poważaniem. Organizm wielo-komórkowy.

Londyn? Why not

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 14 czerwca 2011


Po raz pierwszy tworzymy oficjalną polską grupę na London Pride!

2 lipca o 10:30 spotykamy się pod Royal Academy of Music Museum i idziemy razem w Paradzie. Na czele naszej grupy będzie szedł różowy transparent przypominający, że w Polsce wciąż czekamy na ustawę o związkach partnerskich. Serdecznie zapraszam!

Niczyja sprawa

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, prasa, wydarzenia | Opublikowano

Po każdej Paradzie warto zajrzeć do prasy. W wychodzących wczoraj tygodnikach nie było ani słowa o Paradzie, a prasa codzienna temat wyminęła z gracją. Otóż:

Wyborcza, s. 6:


Stołeczna, s. 3:


Życie Warszawy, s. 1:


Dziennik Gazeta Prawna:


Fakt:


Jednocześnie w "Dzienniku" nie ma ani słowa o samej Paradzie, podobnie w "Rzepie", "Polsce" i "Naszym Dzienniku". Nie było już w kiosku "Superaka". W "Rzepie" głupawy tekst o Homoseksualnym blitzkriegu, ale bez ilustracji. Dodatkowo w "Wyborczej" komentarz Pacewicza, w którym redaktor po raz kolejny pokazał to za co nie lubię jego tekstów - naiwność i skłonność do pouczania. Otóż nie jest prawdą, że nie było "ludzi uniwersytetów", a Tel-Aviv jest akurat beznadziejnym przykładem - otóż tam się celowo wykorzystuje paradę do ukrywania opresyjnej polityki Izraela - zarówno wobec swoich jak i Palestyńczyków. A narzekanie na to, że nie było "żadnych znanych twarzy" zabawne gdy samemu jest się "znaną twarzą". "Media obojętne"? Przecież Agora sama tego dnia zrobiła swój piknik - więc czemu tu się dziwić, że ludzi z "Gazety" nie było? Biedna sierotka z tego Pacewicza - zobaczył, że chyba walne wspieranie spraw LGBT wcale nie rozszerzy targetu "Wyborczej"... Może dlatego Parada w tym roku wyjątkowo marnie się prezentuje w jego własnej gazecie. O dziwo lepiej temat został potraktowany przez "Życie Warszawy". Przy tej okazji polecam list Agaty Czarneckiej, pod którym mogę podpisać się - Pacewicz ma swoje zasługi, ale jego neoficki zachwyt i przerażenie manifestowane od ponad roku mają różne oblicza.

Podsumowując - w każdej (oprócz Faktu - bo tego relacją nazwać nie można) relacji z Parady napisano "Miłość nie wyklucza", "Żądamy ustawy o związkach partnerskich a nie spółki cywilnej", a na dwóch z czterech opublikowanych zdjęć były nasze "gadżety". Teraz odpoczywamy, niedługo Londyn, a później - się zobaczy...

Problemy z Paradą

23

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości | Opublikowano poniedziałek, 13 czerwca 2011

Relacja, którą zaprezentowaliśmy wczoraj była uśrednioną wersją naszych przemyśleń - może i tworzymy wspólnie te same rzeczy, ale w ocenie jesteśmy różni. Chodziło o - jak to nazwałem pierwotnie - kubistyczny obraz Parady. Koniec z tym. Tym razem pewna redakcja przegięła i mam zamiar to napisać wprost - tak się z nami nie bawi.

Oto czytamy na Gaylife.pl:

Jeśli już mowa o przeciwnikach Parady Równości, to należałoby jeszcze wspomnieć o dużo bardziej szkodliwych przeciwnikach niż narodowcy: o Kampanii Przeciw Homofobii (KPH) oraz Lambdzie Warszawa. Te organizacje w żaden sposób nie wspierały parady, nie wystawiły platform, nie szły w paradzie (...)

Nie szła w Paradzie to redakcja Gaylife, która swoje cztery litery wiozła na platformach. Zdecydowanie protestuję przeciwko takiemu pisaniu o organizacjach, które świadomie zrezygnowały z wydawania kasy (nieźle ich wyręczyliśmy) na Paradę. Otóż - wbrew temu co Adler chciałby przekazać - wszystkie te organizacje szły w Paradzie. Lambda pokazała swoją olbrzymią flagę, KPH - było cieleśnie obecne, czego dowodem jest Robert Biedroń prowadzący nasze transparenty.

Pisze Galife:

Należy jednak podkreślić, że grupa Homików ostatecznie częściowo nawróciła się i pojawiła się na paradzie z własnymi transparentami, co świadczy o tym, że dla Homików - inaczej niż dla KPH, Innej Strony i Lambdy Warszawa - mimo wszystko sprawa LGBT jest ważniejsza niż personalne animozje. Komitet organizacyjny parady to dostrzega.

Nie - nie nawróciliśmy się. To myśmy nawrócili was. To dzięki naszym tekstom i interwencjom Parada nagle odnalazła "cele polityczne", dzięki naszej interwencji w Paradę wszystkie media piszą, że hasło Parady brzmiało "żądamy ustawy o związkach partnerskich". I wbrew temu co myśli redaktor Adler - to z nami szły organizacje. Szkoda, że sam nie znalazł chwili by wraz z przedstawicielami i przedstawicielkami siedmiu (!) organizacji ponieść transparent. Może dlatego, że "whatever"?

I dalej:

Sam Biedroń – mimo wcześniejszych ataków jego organizacji - oczywiście na paradzie się pojawił – po to aby niezorientowanym (zwłaszcza heterykom) sugerować, że organizacja parady to jego dzieło i po to, aby dać się fotografować przez media.



Szczerze? Ok - gdy pojawił się Robert i zaistniała opcja, że będzie prowadził wierzchołek transparentów pomyślałem - "i znowu będzie lans". Był. Ale ma on w tej sytuacji swoje uzasadnienie. To Robert Biedroń przez ostatnie lata zrobił najwięcej dla widoczności osób LGBT. Możemy się sprzeczać, nie zgadzać w wielu kwestiach - ale gdy trzeba powiedzieć "żądamy ustawy o związkach partnerskich" - musimy stać razem. Oczywiście już kwestia jak ma być ta idea rozwiązana to też przedmiot dyskusji, do której KPH nie chce doprowadzić. Jednak są chyba takie chwile, w których warto zapomnieć się.

Droga Jej Perfekcyjność - nie jesteś rzeczniczką Parady. Rzecznikiem Parady jest Jacek Adler. To dzięki niemu dowiedzieliśmy się jak wyglądały prace nad Paradą, jak zmieniały się koncepcje i jak bardzo Wam ta Parada nie wyszła.

Nie wyszła - serio. Bo Parada jako przemarsz sam w sobie uda się zawsze. Lepiej lub gorzej, ale spora część ludzi przyjdzie. Przypominamy - obiecano nam: dobre hasło (było fatalne), koncert (zasłoną dymną była homofobia zarządu jednego ze stadionów), miasteczko (wyszło targowisko gdzie zbierano kasę na zwierzęta), gwiazdy (lansowana ostatnio Tatiana Okupnik jakoś nie znalazła czasu, a DJ nie zachwycał i był znany tylko bywalcom Utopii), kampanię promocyjną (po plakacie z Żakliną nie pojawił się żaden inny), wsparcie Niemców (po raz pierwszy od lat nie było niemieckich gości na Platformie nr 1). Co było? I to jest ciekawe.

Byli Białorusini, którym wyznaczono postkolonialną rolę dziękujących za przychylność i nawołujących o wsparcie swojego biednego i tłamszonego narodu. Nie dane im było wystąpić podczas otwarcia Parady. Głosu udzielono na koniec. Wspierajmy Białorusinów w walce o normalność, ale nie opłotkami, a wprost - ja bym się nie obraził gdyby to był marsz o prawa gejów na Białorusi.

Imprezy poparadowe - w Toro ponoć tłum jak co roku. Z Akademii ludzie uciekli po występie Żakliny. Byłem tam po północy - mało ludzi, jeden barman za barem, do tego wyjątkowo - dosłownie - chamski plus historyczne już teledyski Kylie puszczane z rzutnika bez dźwięku, a w akompaniamencie wodzirejowskich okrzyków DJa - okropność. W innych klubach też narzekano na frekwencję. Cóż - gości było mało.

Organizatorzy podali, że na Paradzie było 6 tysięcy osób. To czemu z dziesięciu platform pięć jechała i grała sobie a muzom?

Gdybym był - a nigdy nie będę bo po prostu mnie to nie kręci - organizatorem Parady to zrezygnowałbym z wielkich zapowiedzi, a raczej zachwycał nowymi wydarzeniami. Tak robimy z Miłośc nie wyklucza - nie obiecujemy wiele, staramy się wykonać plan minimum. I to już jest cholernie skomplikowane. Pamiętajmy, że zapowiadano iż Parada nie będzie dziadować. Ja wolę dziadować i realizować dziadowanie niż zapowiadać "wielkie dzieła", których nie zrealizuję.

Odniosę się do komentarzy spod ostatniego wpisu.

Anonimowa postać bardzo mądrze zwraca uwagę:

Ale czy naprawdę w porządku jest sytuacja, w której politycy chcą pozyskać Wasze głosy taką taniochą, jak burmistrz Ursynowa, który po kilku okrągłych frazesach od razu przeszedł do instrukcji, jak macie postąpić w wyborach samorządowych za trzy i pół roku?

To jest tak - my po prostu przyzwyczajeni zostaliśmy do cieszenia się z tego, że niektórzy nie śmierdzą. Gdy jedziesz autobusem z kibicami Legii po meczu to cieszysz się, że wychodząc z niego czujesz woń spalin samochodów. My ciągle jedziemy w autobusie z kibicami, fiołków tak mało, że dajemy się wykorzystać. Ja często przeciwko temu protestuję. Z rezultatem słabym.

Radna mówiła, że wstawiła się u policji by nas chronili? Oczywiście to chwyt bez sensu - policja ma taki obowiązek i go wypełniała dotychczas bardzo dobrze. Ale działa. Czy czujemy się oszukani taką retoryką? Wyjątki tak - ogół cieszy się na każdy dobry gest. Tak jest np. z tęczowym Pałacem (o północy już tęczowy nie był) - on ten kolor przybiera co chwila, ale oczywiście teraz można było się "wylansować". Walka wyborcza połączona z realnym wsparciem naszych postulatów miesza się tak, że trudno odróżnić frazes od czegoś sensownego, więc nie ma się czym dziwić, ale warto zwracać uwagę na momenty, w których radujemy się z tego, że ktoś nie śmierdzi.

Anonim pisze: Sam hymn ok. Dla mnie nie. Poczułem się jak debil. Otóż hymn jest na miejscu w sytuacji gdy zgadzam się z państwem, gdy odczuwam z niego dumę. Nie gdy z nim walczę. Tyle w tym temacie.

Anonim na końcu pisze:

Aczkolwiek w związku z wymienionymi przeze mnie problemami wątpię, czy paradą udało się 'nawrócić' choćby jednego homofoba, a kto wie, czy nie wyprodukowano w ten sposób paru (-nastu? -dziesięciu? …?) kolejnych.

Jeśli tak łatwo można wyprodukować homofoba, to kim on był wcześniej? Homofriendly? Raczej nie.

----

Podsumowując - jest mi trochę przykro, że musimy o takich rzeczach pisać i robić przypisy. Nie byłoby tych kłopotów, gdyby organizatorzy zamiast dzielić - łączyli. I nie mówię tu o prowadzeniu sporów - one wbrew pozorom łączą - wiemy co jest naszym celem, dyskutujemy wyłącznie środki realizacji. A to co napisał Jacek Adler jest przykładem skrajnym - oto narodowcy są lepsi od Lambdy. Nie są - do tego chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Jeśli zaś trzeba - to mam propozycję do Adlera - niech przyjdzie na Paradę nie jako "redaktor", "organizator", ale jako działacz. Niech szkło z butelek rozpryskuje się koło jego nóg. Bo to tak łatwo z platformy pełnej polityków i z barczystym ochroniarzem recenzować innych.

Kończąc - Parady nie naprawimy, zapewne przez najbliższe lata będziemy skazani na organizatorów, którzy wiedzą doskonale, że Paradzie zaszkodzić może tylko jedno - jej brak. Nic więcej. A to, że niektórzy z nich są skretyniałymi idiotami to naprawdę interesuje tylko garstkę ludzi. Przeważnie tych, którzy naprawdę pracują dla osób LGBT, a nie swoich prywatnych interesów.

Zdjęcia z Parady

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 12 czerwca 2011

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer


fot. Radosław Cetra

Zabawa i polityka

15

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano

Obiecana wspólna relacja - Homiki, Trzyczęściowy, Queerpop i Abiekt:

Tegoroczna Parada Równości była szczególna pod kilkoma względami: jubileuszowa edycja odbyła się w atmosferze coraz intensywniejszej debaty o możliwości (dla niektórych: coraz bardziej oczywistej konieczności) wprowadzenia w Polsce instytucji związków partnerskich. Po raz pierwszy od kilku lat nie była firmowana przez krytykowaną w przeszłości Fundację Równości. Zawiązany do obsługi tegorocznej imprezy Komitet jeszcze przed imprezą zebrał cięgi za dalsze odpolitycznianie imprezy. Na szczęście grupa domagająca się wyartykułowania konkretnych postulatów okazała się silna, zwarta i gotowa, a organizatorzy wyciągnęli z krytyki stosowne wnioski.

Dla organizatorów akcji „Miłość nie wyklucza” Parada rozpoczęła się już o godzinie 12, gdy wraz z SPR i Lambdą Bydgoszcz zjawili się pod Sejmem i ustawili skromny kramik z darmowymi pinsami, pocztówkami, parasolami i transparentami kampanii. W ciągu pół godziny rozeszły się niemal wszystkie materiały, w tym ponad dwa tysiące ulotek dla wolontariuszy, którzy kolportowali je podczas imprezy. Oporniej brano transparenty-patykowce, ale i one w końcu znalazły opiekunów.

Jeszcze kilkanaście minut przed oficjalnym rozpoczęciem kolorowy tłumek nie imponował liczebnością... Niemal tradycyjnie już impreza rozpoczęła się ponad półgodzinnym opóźnieniem – platforma organizatorów była dekorowana na bieżąco, w tym czasie przybywali też kolejni uczestnicy i uczestniczki. Nieopodal, pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego, zebrali się narodowcy i neofaszyści w proteście przeciwko galopującej paneuropejskiej sodomii. Ich rytmiczne śpiewy niesione przez wiatr przypominały, że „prawdziwi Polacy” są blisko. Niestety, kolejne pieśni o czystości narodu urozmaicone zostały ciskaniem nie tylko jajek, ale także petard.

W rolę gospodarza platformy organizatorów wcielił się Łukasz Pałucki. Nieco opóźniony start przemarszu rozwlekły dodatkowo liczne acz zwięzłe przemówienia członków i członkiń Komitetu Honorowego imprezy, m.in. profesora Wiktora Osiatyńskiego, Ryszarda Kalisza i Janusza Palikota. Wszyscy podnosili znaczenie imprezy nie tylko dla praw LGBT, ale także dla podstawowych praw człowieka. Zdecydowanym zaskoczeniem dla wielu było odegranie z głośników hymnu narodowego, po którym Jacek Adler wygłosił manifest Parady.

O ile słowa o „tradycyjnej polskiej tolerancji” wywołały rozbawienie i okrzyki protestu, to ciąg dalszy znów zaskoczył. Jacek Adler podziękował za obecność przedstawicielom polskiej politycznej lewicy, by w następnym zdaniu wypomnieć im zaniechania wobec społeczności LGBT. Wezwał do jak najszybszego poparcia idei związków partnerskich, ale nie w obecnym kształcie (formę zawierania związku u notariusza określił jako „marne resztki z pańskiego stołu”). Zasugerował szersze konsultacje ze społecznością LGBT, a nie tylko wsłuchiwanie się w głos kilku osób. W ten sposób przyłączył się do nurtu krytykującego tak projekt ustawy w obecnym kształcie, jak i firmującą go Grupę Inicjatywną. W przeciwieństwie do bogoojczyźnianej, ta część przemówienia Adlera powitana została oklaskami.

Najbardziej przychylne reakcje wzbudziło przemówienie „tęczowego” burmistrza Guziała, który w swojej odezwie zwrócił się do narodowców, zachęcając ich, by w imię miłości przyłączyli się do tęczowego pochodu. Paradę oficjalnie otworzył jej historyczny twórca Szymon Niemiec, błogosławiąc uczestników i uczestniczki. Pokrzepiony hasłami „Polska jest tutaj” czy „Chrystus jest z nami” pochód wystartował.

Od początku obok platform, w większości w tym roku niemrawych i pustych (zdecydowanie najlepiej bawiła się czarna, tłumna, firmowana przez klub Glam), uwagę zwracały mniejsze i większe tęczowe flagi, drag queens i ich barwne stroje. Uwagę fotoreporterów przykuwały wielkie, niesione przez ochotników banery z żądaniem związków partnerskich, firmowane przez akcję „Miłość nie wyklucza”: znany z poprzedniej parady i marszów jedenastometrowy różowy gigant oraz nowy, ze zmodyfikowanym hasłem „Żądamy ustawy o związkach partnerskich (a nie spółki cywilnej)”.

Zaraz po starcie w wąską ulicę Piękną, gdzie do Parady dołączały kolejne wozy, tłum wymieszał się, rozdzielając banery, które jednak wkrótce - dyrygowane przez wprawnych przewodników - nieco „zorganizowały” maszerujących. Nowy baner podążał tuż za otwierającą Paradę platformą organizatorów, tworząc niejako drugie, „ludzkie” czoło marszu. Różowy gigant sunął kilkanaście metrów dalej, tuż białym transparentem „Whatever” Jej Perfekcyjności, rzeczniczki Parady, która znów zrobiła furorę, tym razem stylizacją na Marię Antoninę.

W Alejach Jerozolimskich okazało się, że banery ramię w ramię niosą przedstawiciele i przedstawicielki aż siedmiu organizacji LGBT – SPR, Otwartego Forum, KPH, Lambdy Bydgoszcz, Lambdy Warszawa, Trans-Fuzji i Fundacji Równości. Dopiero na Marszałkowskiej udało się zrealizować pierwotny plan i utworzyć z obu płacht trójkątny klin, u którego wierzchołka szedł Robert Biedroń. Mimo różnych koncepcji realizacyjnych hasło „Żądamy związków partnerskich” połączyło wszystkich i stało najbardziej widocznym postulatem Parady, nawet jeśli nie dla wszystkich znaczy to samo.

Oczywiście nie zabrakło innych transparentów i haseł, wśród których na uwagę i wyróżnienie zdecydowanie zasługują: „Nie, dupy nas nie bolą!” (nawiązanie do „słynnego hasła kontrmanifestantów „A dupy Was nie bolą?”), „Sami sobie chodźcie do notariusza!”, „W Unii żony, w Polsce przyjaciółki - ja długo jeszcze?” oraz „Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie”. Nie zabrakło też największej tęczowej flagi w Polsce przyniesionej przez Lambdę Warszawa. Wśród flag i płacht co chwila migały białe parasolki „Miłość nie wyklucza”. Atmosfera święta udzieliła się maszerującym, wśród których zwyczajowo już znaleźli się rodzice z dziećmi, spacerowicze ze zwierzakami, nie brakowało też męsko-męskich i damsko-damskich par idących za ręce. Jak zwykle też barwny pochód pozdrawiany był z okien, balkonów i zatrzymanych tramwajów - zwłaszcza na ostatnim odcinku nie brakowało gapiów. Entuzjazm gasł nieco na widok ogona Parady, w którym smętnie snuły się ostatnie cztery platformy, otoczone już nie paradowiczymi, a szpalerem zamykających kolumnę policjantów.

Huczny korowód bez przeszkód i żwawym tempem dotarł na Plac Bankowy. Tam powitać go miało szumnie zapowiadane Miasteczko Równości, którym okazały się ustawione na skraju placu... cztery namiotowe stoiska: z męską bielizną, organizacją zwierzęcą, książkami Krytyki Politycznej oraz SLD. Piąte, palikotowe, dopiero niemrawo się rozstawiało. Z platformy organizatorów, zamiast muzyki, która mogłaby jeszcze przez chwilę zatrzymać rozgrzany tłum, popłynęły kolejne przemówienia zamykające imprezę, ale też studzące atmosferę. Większe transparenty i banery od razu się zwinęły, przemawiających z platformy mówców słuchało coraz mniej osób – po krótkim czasie oczekiwania na ciąg dalszy, który coraz bardziej się odwlekał, wielu i wiele wybrało emigrację z Placu, który już o wpół do piątej niemal opustoszał.

Tegoroczna Parada nie była niestety wydarzeniem na miarę EuroPride. Podobnie jak w roku ubiegłym zabrakło tłumów, które otoczyłyby wszystkie platformy. Kłuł w oczy brak zagranicznych gości (poza parokrotnie przywołanymi przedstawicielami organizacji LGBT z Białorusi) czy zorganizowanych grup i grupek, które w poprzednich latach zjeżdżały do Warszawy specjalnie na tę okazję. Dziwi też, że organizatorzy nie wygrali w większym stopniu jubileuszowego charakteru tegorocznego marszu - wszak Parada obchodziła w tym roku swoje dziesięciolecie. Cieszy natomiast, że - mimo początkowych zapowiedzi - nie zrezygnowano ostatecznie z postulatów stricte politycznych; nie odebrało to nikomu okazji do zabawy, a radykalizm postulatów dodał dodatkowego smaczku. Szczęśliwie okazało się, że jedno wcale nie wyklucza drugiego.

Po Paradzie

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano sobota, 11 czerwca 2011

Jutro wspólna relacja Homiki.pl, Trzyczęsciowego, Abiekta i Queerpopa, a teraz tylko krótko. Po pierwsze jak zawsze niewiele widziałem. Parada z mojej perspektywy odbywa się od tyłu - tzn. albo oglądam transparent od tyłu (niosąc go), albo idę tyłem - dyrygując transparentem. W tym roku ta druga opcja wygrała.

Po drugie - dyrygowanie transparentem jest trudnym zadaniem, dlatego dziękuję Ewie, która prowadziła transparent "Żądamy ustawy o związkach partnerskich (a nie spółek cywilnych)". Uschi Pawlik i Kubie przy pomocy z większym - już historycznym - bannerem "Żądamy ustawy o zp". Było sporo zamieszania - przegapiliśmy trochę moment startu i znaleźliśmy się za drugą platformą, na szczęście udało się uciec i utworzyć szpaler dwóch transparentów na czele Parady. Przez Marszałkowską szliśmy w trójkątnym ustawieniu z Robertem Biedroniem na czele wierzchołka. Widok niesamowity - jutro zdjęcia.

Po trzecie - o samej Paradzie jutro - ale zastanawiam się nad tym jak by wyglądała Parada gdyby nie nasze dwa transparenty, parasole... wyszło by jedno wielkie "Whatever". Tego udało się uniknąć. Udało się też pokazać - także dzięki przemówieniu Adlera, że nie cieszymy się jakoś specjalnie z zaproponowanej przez SLD ustawy, że to jest dobry krok, ale chcemy czegoś sensowniejszego. Miał Adler (uwaga - to wydarzenie historyczne) rację gdy mówił, że nie reprezentują nas tylko cztery osoby. Mam nadzieję, że to się udało pokazać.

Jutro dłuższa refleksja, a teraz tylko Abiekt dyrygujący (by Queerpop):


ps. na fejsie pojawił się film tak opisany:

Nasza kamera była dziś świadkiem niebywałego protestu. Oto, gdy tysiące ludzi szło przodem do przodu trzy osoby, na znak sprzeciwu wobec heteronormatywnej normie chodzenia w marszach całą trasę parady pokonało tyłem do przodu. Czy premier zwróci uwagę na ten rozpaczliwy gest manifestantów? Odpowiedź poznamy zapewne po wyborach...

Na ten aspekt nie zwróciłem uwagi ;)

Idziemy!

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano


Oto nasz prezent na Paradę. Widzimy się od 12 pod Sejmem. Relacja wieczorem.

Transparenty

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 10 czerwca 2011

Zapraszamy dzisiaj o godzinie 18:00 do klubokawiarni Grawitacja (ul. Browarna 6, obok Tarabuka). Malujemy transparenty! Parada Równości to okazja do przypomnienia, że żądamy ustawy o związkach partnerskich, ale także do wznoszenia innych postulatów - brak podjazdów dla wózkowiczów, nietolerancja wobec osób innej narodowości czy wyznania? seksizm? ageizm? Sprzeciw wobec tych zjawisk powinien być widoczny podczas Parady!

Hasło nam przyświecające - To TY jesteś Paradą. Jeśli ma być to miejskie święto różnorodności - przyjdźcie na Paradę, a wcześniej przygotujmy razem transparenty.

Zapewniamy podstawowe materiały do pracy, jednak prosimy - przynieście pisaki, farbki, "patyki" i wszystko, co uważacie, że może się przydać.

W ramach wydarzenia organizatorzy "Miłość nie wyklucza" zaprezentują pierwsze niespodzianki, jakie przygotowali na Paradę Równości. Podobno będą prezenty... Facebook tutaj.

Ursynowskiej gry ciąg dalszy

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano środa, 8 czerwca 2011

I znowu czytamy Gazetę:

Guział nie kryje, że grafik "ideologicznych imprez" istnieje, ale nic w tym złego. Potwierdza, że wspominanie Lecha Kaczyńskiego zaproponował PiS. - Ważna jest równowaga - twierdzi. To, co PO nazywa kuluarowym układem władzy, on ma za "politykę gestów". - Zgodziłem się na cykl debat politycznych czy temat katastrofy. Potem od jednego z działaczy PiS usłyszałem ciepłe słowa: "Wiesz, Piotrze, ten tęczowy sztandar należy ci się choćby za to, co dla nas zrobiłeś 10 kwietnia. Jako jedyny burmistrz powiesiłeś flagi".

Plany są szersze. - Witold Kołodziejski chce, aby w 2012 r. do imprezy włączyć temat dyskryminowanych za poglądy środowisk katolickich. W panelach mówić o postawie mainstreamowych mediów, manipulowaniu nastrojami, istocie krzyża, manifestowaniu religijności - informuje burmistrz. Podstawą rozmów o prześladowanych katolikach będą wydarzenia sprzed Pałacu Prezydenckiego. Wśród panelistów są wykluczeni obrońcy krzyża.


Gdyby do tego doszło byłaby to porażka idei Tygodnia Równości. Patrząc na zachowanie się Guziała - porażka ideologiczna jest całkiem możliwa. A wywieszanie tęczowej flagi przestaje być czymś ważnym gdy dowiadujemy się, że również w kwietniu był to jedyny urząd z dodatkową flagą. Pan burmistrz po prostu lubi flagi. Na początku tej aferki pisałem:

Koalicja z PiSem była dla wielu mieszkańców Ursynowa szokiem. Nic więc dziwnego, że to Guziałowi, a nie komuś innemu zależy na pokazaniu się od bardziej lewicowej strony. Nie jestem miłośnikiem takich gierek wizerunkowych, ale niestety nie mamy wyjścia.

Jednak chyba mamy wyjście. Takim bohaterom powinniśmy serdecznie podziękować za współpracę - i tak już jesteśmy zakładnikami wojny wizerunkowo-wyborczej, w tym przypadku możemy tego uniknąć. A Jej Perfekcyjność proszę o KONKRETNĄ odpowiedź:

a) flagę zdjęto ze względu na to, że tak miało być
b) ze względu na protesty
c) ze względu na pogodę

Lubimy rozmawiać ale krótko

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano

Od czasu premiery tej książki minęło już sporo czasu, zapewne Replika jako prawie wydawca jeszcze o niej przypomni, ale co dziwne nie znalazłem prawie żadnej recenzji w internecie. Zatem pozwólcie, że w kilku zdaniach.

Książka wydana przez AdPublik to zbiór wywiadów z "Repliki" z dodatkowym wywiadem Katarzyny Bielas. Akurat ten dodatek pokazuje na niekorzyść różnicę jakość tych wywiadów. Oto specjalistka od pisania wywiadów (bo je się bardziej moim zdaniem "spisuje" niż "przeprowadza") w kilku pytaniach potrafiła ułożyć bardzo ciekawą narrację o swoim bohaterze, nie mając potrzeby udowadniania niczego. Bo niestety wiele wywiadów "Repliki" ma w sobie cechę emancypacyjną - pokazania, że tak czy inaczej "można". Że można być "homo-ojcem", "osobą trans", czy "działaczem". Ukazujące się raz na dwa miesiące wywiady czytało się ciekawie, zebrane w jedną książkę nużą, padają podobne pytania, a przepytywane osoby w dużej mierze już znamy i po kilku latach znamy je też niekiedy lepiej.

Oczywiście nie byłbym sobą jakbym nie zwrócił uwagi na bardzo słabą jakościowo okładkę, która zniszczyła się już po 1/3 książki (nienawidzę zagiętych rogów i delikatnie się obchodzę z książką), wąskie marginesy utrudniające lekturę (książkę trzeba rozłożyć, czytanie w tłoku tramwajowym utrudnione) i zbyt małą czcionkę. Dla mnie czytanie to po pierwsze praktyka, ponieważ czytam a) w środkach komunikacji miejskiej b) książki przechowuję w plecaku c) czytam po nocach d) lubię jak książka nie niszczy się szybko i skład nie utrudnia mi czytelniczej praktyki. To są też uwagi ogólne, które bym zastosował do wielu książek, nie tylko tej.

Na koniec chciałbym się zastanowić nad popularnością takiej formy jak wywiady. Po lewej cztery książki, które - Rostek umieszczona trochę na wyrost - zawierają wywiady. O ile Laszuk i tandem Urbaniak/Buczek potrafili w swoich bohaterach znaleźć coś więcej poza "skandalem", tak już ksiązka Pacewicz/Konarzewska nastawiona jest na "zadziwienie", czytałem ją jak bestiarium, zestaw żywej biblioteki seksualnej. Gdyby mnie coś jeszcze w tym zaskakiwało... Mamy na rynku już czwarty zbiór wywiadów. I trochę nie wiem po co - książka ma być ponoć "rewolucyjna", ale to tak jak z książkami, które już na okładce informują, że są bestsellerami - samospełniająca się przepowiednia często się nie udaje.

Na koniec multimedia:


Mariusz Kurc mówi, że jeszcze 10 lat temu nie "bylibyśmy w stanie takiego zbioru skompilować". Nie? Gdyby zebrać wywiady zamieszczane na łamach "Inaczej" byłby to nawet szerszy, a mam ponure poczucie, że o wiele ciekawszy zbiór tekstów. Tam były naprawdę ciekawe nazwiska - politycy z pierwszych stron gazet, świetny wywiad z Marią Janion... wbrew pozorom Tęczowa rewolucja w zestawieniu z "Inaczej" się nie broni. Polecam do sięgnięcia po tą gazetę - w archiwum Lambdy czy KPH i zobaczycie, że to dopiero były rewolucje.

Co zrobimy za flagę?

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości | Opublikowano wtorek, 7 czerwca 2011

Tęczowa flaga sprzed ursynowskiego urzędu znalazła się na stole w sali konferencyjnej:


To takie małe faux pas, ale lektura komentarzy na Gaylife powinna zastanowić. Otóż czytamy:

Antarex (Adler) - Burmistrz wszystko nam wcześniej powiedział. Podobnie jak przesunięcie czasu wciągania flagi o godzinę, dzięki czemu byliśmy na miejscu w odpowiednim momencie.

Od kiedy to Adler jest organizatorem? Ponoć wydarzenia w południowej dzielnicy miasta organizuje studencka organizacja, a nie Komitet Parady?

Komentarz santiego (Pałucki):

Generalnie to nie ma takiego święta w którym flaga wisi dłużej niż dobę (nawet święto niepodległości). Od samego początku planowaliśmy powiesić flagę na 1-2 dni, informacje o tygodniu nie pochodzą od organizatorów. Wczoraj zerwała się nad Ursynowem spora burza (która rozpędziła też protestujących przeciwko fladze) i padła decyzja o zdjęciu flagi zanim uderzą pioruny i przeniesieniu jej do środka do Sali posiedzeń Rady Ursynowa.

Również Pałucki na członka Queer UW nie wygląda. Jej Perfekcyjność zapewniała, że są to oddzielne aktywności. No i ta argumentacja - flagę zdjęto z powodu burzy! Przecież to kpina.

Zacznijmy od tego, że flaga miała wisieć w trakcie ParadyBurmistrz Ursynowa w honorowym komitecie Parady Równości. Ma plan, by w dniu imprezy na ratuszu powiewała tęczowa flaga (...). Karpieszuk tego chyba sam nie wymyślił. Po drugie - jak już została wywieszona w innym terminie to wszyscy byliśmy święcie przekonani, że powisi tam do Parady, po trzecie - istnieje sprzeczność pomiędzy "atmosferycznymi" powodami zdjęcia flagi a deklaracją Guziała, że zdjął ją bo takie miał zamierzenie od początku by flaga wisiała tylko jeden dzień.

Gaylife i Parada Równości robią kampanię promocyjną Guziałowi z oddaniem wartym innej sprawie, możemy na portalu znaleźć np. taką informację:

Guział jest awangardą nowoczesnej tolerancji w Polsce. Przełamuje obawy, stereotypy. Za nim pójdą inni.

Oby nikt nie szedł tą drogą. Najlepiej oddaje moje uczucia "pan Czesław" przytaczany przez Stołek:

Co to za bohaterstwo szybko powiesić i raz-dwa zdjąć? Burmistrz się ośmieszył.

Wraz z burmistrzem ośmiesza się towarzystwo udające, że Ursynów i Parada to oddzielne zamierzenia. Jak widać największymi obrońcami Guziała są członkowie Komitetu Organizacyjnego Parady. A gra, którą uprawiają jest dla ruchu LGBT po prostu niebezpieczna. Czemu?

Wiele osób uwierzyło w Dni Równości - tęczowa flaga, tęczowe dyskusje i tak dalej. Już w programie raził brak jakichkolwiek wydarzeń z tematyki gejowsko-lesbijskiej. Temat trans jest miłym akcentem, ale nie ukrywajmy - to temat, z którym w społeczeństwie jest naprawdę o wiele większa zgoda (zasada współczucia) niż z tematami homiczymi. Rzeczniczka wydarzeń wprost przyznała, że były planowane wydarzenia homicze, ale z nich zrezygnowano. Teraz dochodzi do tego zdejmowanie flagi... Entuzjazm, jaki wywołała informacja o jej zawieszeniu przygniótł argumenty sugerujące, że jest to pusta deklaracja, mająca na celu poprawić wizerunek burmistrza, który wszedł w koalicję z PiSem. Na szczęście sam wszystko obnażył. Teraz już chyba nie muszę tłumaczyć na czym polega zjawisko pinkwashing - oto dzięki prostemu komunikatowi "damy wam flagę" stworzono sytuację, w której trudno dostrzec to, że de facto zachowanie burmistrza Ursynowa niewiele się różni od tych co to nie chcą gejów w Żywej Bibliotece - potwierdzenie wykluczenia widzimy w odcinaniu się od "ruchu gejowskiego" gdy Guział próbuje wybrnąć:

Flaga miała wisieć jeden dzień jako symbol szeroko pojętej tolerancji, a nie tylko ruchu gejowskiego.

Być może była to próba, doceniam fakt, że ktoś pomyślał o nas, ale z "wydarzenia historycznego" zrobiła się żenująca sytuacja, w której po raz kolejny wyszło, że za dobre słowo polityka pogrzebiemy niejeden ideał. To ostatnio zrobiło się wiodącym trendem. Od ustawy o umowach po tęczową flagę na stole w urzędzie.

Sierak pisał: środowiska mniejszości seksualnych tak spragnione są dobrej nowiny ze strony polityków, że wszystko gotowe są wziąć za dobrą monetę, dać się wykorzystać i porzucić, zawsze, gdy stanie sprawa zmiany konserwatywnych regulacji prawnych. Ciekawe kiedy się to zmieni...

ps. Marcie Konarzewskiej chciałbym publicznie pogratulować fantastycznego wystąpienia podczas konferencji w Agorze. Czekam na publikację tekstu!

Wykiwał wszystkich

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

W Gazecie:

- Nie było takiego planu. Flaga miała wisieć jeden dzień jako symbol szeroko pojętej tolerancji, a nie tylko ruchu gejowskiego - przekonywał wczoraj Piotr Guział.

A jeszcze jakiś czas temu zapowiadał, że flaga będzie wisieć do Parady. Nie jestem zdziwiony, od początku pisałem, że jest to gest promocyjno-wyborczy, który nie ma nic wspólnego z walką z homofobią. Sporo osób uważało, że przesadzam. Powyższe wydarzenia jakoś dziwnie potwierdzają moje słowa. Oczywiście po interwencji Stołka:

Wieczorem zadzwonił Piotr Guział: - Widząc protestujących, uświadamiam sobie, że o tolerancji trzeba łopatologicznie edukować. Żałuję, że zdjąłem flagę. Za rok będzie wisieć cały tydzień

To jest tak absurdalne, że się komentować nie chce. Nie dość, że na Dniach Tolerancji nie ma niczego wprost homiczego, to jeszcze pan burmistrz się wycofał rakiem. Uważam, że Guział wykiwał wszystkich - podpromował się jako tolerancyjny burmistrz nowoczesnej dzielnicy, a teraz pokazał, że było to zwyczajne PRowe zagranie. Żenada. Podobnie jak wywieszanie flagi w terminie innym niż wcześniej podawano - ze strachu przed protestami.

Walka z nietolerancją ma wiele nieprzyjemnych skutków - można się na przykład nasłuchać o latającym nad Paradą HIV - ale poddawanie się w taki sposób tylko pokazuje, że tęczowa flaga stała się zakładniczką wizerunkowej gry, w której nie chciałem od początku brać udziału. Dlatego na Ursynów się nie wybieram, ale chętnie wygwiżdżę Guziała na Paradzie.

Pomysłowy Dobromir

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Przypominam, że Dni HomoWarszawy trwają. Przyjdźcie w piątek do Grawitacji na malowanie transparentów! Parada nie spełnia twoich oczekiwań? Za mało na niej haseł? Możesz w tym pomóc. Przyda się też trochę lekkiego sprzętu - pisaków, kartonów i co najważniejsze - patyków ;)

Lubię się realizować w takich działaniach jak Dni HomoWarszawy - mimo sporego wyczerpania spacerami, dyskusjami, bieganiem wokół tego, mailowaniem itd. uważam, że trzeba działać i robić coś. Niestety niewiele osób jest tego zdania. I nad tym chciałbym żebyśmy się chwilę zastanowili.

Aktywizm to nieszkodliwa choroba psychiczna - taką diagnozę stawiam sobie od lat. Mam jednak wrażenie, że - i niestety dotyczy to bardziej osób LGBT niż innych grup - zbyt dużo ludzi czeka, by ktoś za nich "coś" zrobił. Dobrym przykładem są wszelkie eventy w których trzeba zrobić coś bardziej skomplikowanego. Oczywiście nie można przekładać "biorących udział" w wydarzeniu fejsowym na realną frekwencję, ale obserwuję co innego - otóż większość wydarzeń, w których chcemy by ludzie coś sami zrobili  (z ewentualną pomocą) ma odzew bliski zeru. Eksperymentuję z przekazem i wiem, że lepiej jest pokazać teledysk czy jakiś bulwersujący news - wtedy komentujących jest wielu. 

Najlepszym przykładem na to jest obawa, że gdybyśmy ruszyli z akcją zbierania 100 tysięcy podpisów to by się ona nie udała. I jest to przekonanie w zasadzie powszechne. Zatem może nie "żądamy ustawy o związki partnerskie", a "żądamy aktywizmu"? Od czterech lat kręcę się po "salonach LGBT" i w Warszawie mam poczucie, że znam już wszystkich, z którymi da się zrobić "cokolwiek". To znaczy, że jest ledwie kilkadziesiąt osób. Nie będę zdradzał tajemnic, ale wiem dobrze, że festiwale LGBT w naszym kraju organizują duety! To funkcjonuje, ale fluktuacja działaczy jest widoczna. Ci co byli aktywni pięć lat temu obecnie często zajmują się własną karierą - co akurat może mieć dla nich bardziej pozytywne skutki. Zaledwie kilkanaście osób w całym kraju działa nieustannie przez wiele lat, ale znowu często osoby te nie są skłonne do "szaleństw", czy radykalizmu. Nic dziwnego, że ustawa o umowach wygląda jak wygląda - przygotowały ją osoby, a raczej osoba bo to istne "lex Legierski", które na naszej scenie obecne są od bardzo dawna.

Oczywiście wiele razy też narzekałem, że jest mało okazji by włączyć się w działania - ostatnio to się trochę zmieniło. Zaczęto zapraszać do komitetów, do organizowania i tak dalej. Skuteczność tego jest dość mizerna, ale może ludzie przestaną być online i na chwilę wrzucą opcję "offline"?

Ale z drugiej strony - mamy do czynienia z sytuacją dość absurdalną - Grupa Inicjatywna będzie dzisiaj w Agorze zapewne opowiadała o swoich konsultacjach społecznych... jak one wyglądały niektórzy może jeszcze pamiętają - lepszej promocji PACSów zrobić się nie dało, a i spotkania na których byli moi czytelnicy jakoś nie kończyły się zwycięstwem tego rozwiązania. 

GI zaprosiła do redagowania listu do Marszałka. Cóż - jest tam jeden fragment, który ociera się o hipokryzję: W Sejmie czeka na rozpatrzenie projekt ustawy „o umowie o związku partnerskim”. Ma dać tysiącom par, które - z różnych względów - nie chcą lub nie mogą zawrzeć małżeństwa, możliwość prawnej rejestracji ich związku. Polepszyłoby to ich sytuację prawną, ułatwiło codzienne życie, stworzyło bezpieczniejszą sytuację ich dzieciom. Ciekawe w jaki sposób ten ostatni element jest realizowany przez ustawę? Trochę nie ma się co dziwić, że aktywizm nie jest szczególnie duży, gdy w najważniejszej sprawie liczy się i tak głos polityków a nie tej najbardziej aktywnej części społeczności LGBT. Na koniec ładny screen:


a tytuł posta odnosi się do tego, że ludzie, którzy ze mną pracują bardziej obawiają się nowych pomysłów niż braku aktywności ;)