ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Komunikaty

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoWarszawa, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 31 maja 2011

Ponieważ znowu dużo się dzieje to dzisiaj podsumowanie newsów Abiektowych.

1. Pierwsze Dni HomoWarszawy otrzymały wsparcie Warszawy - najlepszej kandydatki do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Trochę było z tym kłopotów zwłaszcza w komunikacji z urzędem, ale się udało. Przyznaje, że bardzo mi na tym zależało - nie jestem entuzjastą walki o ESK, ale jak już robię coś miejskiego to chciałbym, żeby miasto to dostrzegało i się w jakimś stopniu angażowało. Niekoniecznie finansowo (a już z pewnością nie pozakonkursowo).

2. 7 czerwca druga rozprawa w NS2. Oficjalny komunikat tutaj. Może tym razem sprawa ruszy z miejsca a sędzie będzie wiedział więcej niż ostatnio. Ale obawiam się, że na trzydzieste urodziny zakomunikuję wam wyrok w drugiej instancji.

3. Najlepsza wiadomość - otóż kampania "Miłość nie wyklucza" otrzymała prezent na Dzień Dziecka. Treść komunikatu:

Autorem prezentu jest duża, międzynarodowa firma, która pragnie pozostać anonimowa. Możemy jedynie wskazać, że od lat widnieje ona w rankingach firm najbardziej przyjaznych osobom LGBTQ. A co to za prezent? 15000 zł na cele kampanii!

Więcej na Homikach, a ja mogę powiedzieć po tym tylko tyle, że z małej kampanii, przy której spodziewaliśmy się trochę rozgłosu zrobiła się duża, wielomiesięczna robota, która kosztowała już (bez rabatów) prawie 40 tysięcy zł. Niekiedy jestem tym już tak zmęczony że opowiadam jak to miło będzie zakończyć, ale... szybko mi się to zmienia :) Aktualne rozliczenie kampanii dostępne online.

Za prezent dziękujemy i cóż - jak zawsze - będzie się działo.

Sondaże

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Czytamy:

Gazeta sprawdziła, co o związkach sądzą Polacy. Z sondażu TNS OBOP wynika, że ustawę popiera 54 proc. badanych, 41 proc. jest przeciw, 6 proc. nie ma zdania. Gdy w 2003 r. CBOS zapytał o związki partnerskie par homoseksualnych - 34 proc. badanych było za (w 2002 r. - tylko 15 proc.), przeciw - 56 proc

Nie wiemy niestety jakie dokładnie pytanie OBOP zadał respondentom. Od tego wiele zależy - jeśli np. dookreślono, że chodzi o związki hetero i homo to więcej osób pewnie było za niż gdyby powiedziano, że chodzi tylko o homo. Podobnie jak się okazuje wiele osób jest za związkami partnerskimi, ale z wieloma zastrzeżeniami. A sporo ludzi też deklaruje poparcie oficjalnie, bo to "modne", ale gdyby przyszło do referendum...

Jak to wygląda na przestrzeni lat? Próba podsumowania poniżej:




Co ciekawe poparcie dla adopcji nadal jest niższe niż na początku XXI wieku, poparcie dla homiczych małżeństw ledwo przekroczyło poziom sprzed 10 lat. Przypomnę też, że w ubiegłorocznym sondażu ARC Rynek i Opinia dla Newsweeka - poparcie dla związków partnerskich w Warszawie wynosiło 67 procent.

Korzystałem z badań CBOS (raporty - IV 2001, 2002 [pytanie o konkretny projekt Joanny Sosnowskiej], XII 2003, VII 2005, XII 2005, 2008, 2010), Eurobarometr 2006, Pentor 2002, GFK Polonia dla "Rzepy" 2009, OBOP dla "Polityki 2009, GFK Polonia dla "Rzepy" 2010, dawne dane z artykułu Barbary Pietkiewicz "Marsz na orientację", "Polityka: nr 29 (2254), s. 3-9, Badanie telefoniczne TNS OBOP dla "Gazety" 24 maja 2011. Uwaga do danych - pytania zadawane respondentom brzmiały różnie (jedynie CBOS w większości przypadków zadawał to samo pytanie), stąd też dane te są tylko częściowo porównywalne. 17 procent w badaniu związków partnerskich to dość dziwny wynik sondażu dla "Rzepy".

Rocki odpowiada Abiektowi

15

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Historia LGBTq, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 30 maja 2011

Kilka dni temu pisałem, że jedną z osób, które zagłosowały za poprawkami mającymi zakazać osobom homoseksualnym zakładania rodzinnych domów dziecka i być asystentem rodziny, był były rektor SGH, prof. Marek Rocki. Poprzez jego stronę internetową zadałem pytanie w tej sprawie. I uzyskałem odpowiedź.

Abiekt: Dlaczego zagłosował Pan za wykluczenia możliwości, aby asystentem rodziny była osoba o orientacji homoseksualnej? W jaki sposób chciał Pan egzekwować niniejszą propozycję?

W jaki sposób i kto ma badać orientację seksualną osób chcących stworzyć rodzinny dom dziecka? (przypomnę, że głosował Pan za rozwiązaniem mającym zabronić osobom homoseksualnym tworzenia rodzinnych domów dziecka)?


Prof. Marek Rocki: Fakt, nie wiem w jaki sposób to badać. Ale dla mnie rodzina, to związek kobiety i mężczyzny, czyli małżeństwo tak, jak określają to Ustawy, np. Kodeks rodzinny i opiekuńczy: "Małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują ze sobą w związek małżeński". A więc "kobieta i mężczyzna", a nie osoby tej samej płci, albo jedna osoba, ale o orientacji nie sprzyjającej rozwojowi demograficznemu.

Co ma piernik do wiatraka tego nie wiem. Profesor przyjął najwyraźniej, że z rodziną osoby homoseksualne nie powinny mieć styczności. A "orientacja nie sprzyjająca rozwojowi demograficznemu" jakoś mi blisko leży do takich tez jak "ludzie bezużyteczni", które stały się podstawą do wprowadzenia na szeroką skalę pomysłów eugeniki. Dobrze, że profesor nie ma pomysłu jak badać homoseksualizm. Może jakaś mała podpowiedź? Można się cofnąć do metod proponowanych przez prof. Tarnowskiego, a opisanych przez Wiktora Mauersbergera w 1889 roku (Art. 995 i 996 Kod. karnego, „Gazeta Sądowa Warszawska” 1889, nr 30, s. 480-481).

Przed Paradą - kalendarz

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, HomoWarszawa, muzyka, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 29 maja 2011


Tak się prezentuje nasz przedparadowy kalendarz. Za to jak chcecie wiedzieć jakie są najświeższe wydarzenia homicze w całym kraju zapraszamy na Queer Agenda (fejs).

Najciekawsze przed Paradą oprócz naszych działań?

3/4.06 - Konferencja Strategie Queer:

"Strategie queer. Kulturowa i społeczna sytuacja osób nieheteroseksualnych
i transpłciowych w perspektywie interdyscyplinarnej" pod patronatem Komisji Rektorskiej ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji UW.


Abiekt zaprasza drugiego dnia konferencji na swój referacik, ale też na całość, bo tematy frapujące.

7.06 - Debata w Agorze:

O prawa mniejszości seksualnych spierać będą się posłowie Kalisz, Niesiołowski, Arłukowicz, Palikot, Kozłowska-Rajewicz, a także aktywiści ruchu Kostrzewa i Legierski oraz jezuita-terapeuta Jacek Prusak, socjolog Ireneusz Krzemiński, publicystka Ewa Siedlecka i teoretyczka queer Marta Konarzewska. O swych doświadczeniach opowiedzą lesbijki, osoby trans i geje.

Zestaw zacny, ale godzina nienormalna - wtorek, do 11:00 do 15:00

9.06 - Pomada - Queer islam - dyskusja (Plan B):

Kraje muzułmańskie bywają postrzegane w świecie jako jedne z najbardziej nieprzyjaznych środowiskom LGBTQ. W dużej mierze nasz punkt widzenia kreują media. Z drugiej jednak strony promuje się w Europie „turystykę gejowską” do krajów północnej Afryki.

Trochę szkoda, że Pomada w tym roku bardziej artystowska, a mniej debatująca. Ubiegłoroczny program był przystępniejszy i mniej środowiskowy (i nie mówię tu o "środowisku LGBT" ;).

Ubiegłoroczne walne ruszenie chyba mnie rozpieściło, w tym roku nie ma żadnych wydarzeń organizowanych przez KPH, choć nie... debata w Agorze jest przez nich oficjalnie robiona. A ponoć Grupa jest taka niezależna... Brakuje jednak festiwalu filmowego w okresie przedparadowym - kwietniowy termin może i był wygodny dla organizatorów, ale mimo to szkoda.

Chyba też już wiemy kto będzie gwiazdą poparadowej imprezy. Otóż niejaki DJ Michaël Canitrot ogłosił to na swoje stronie internetowej [nim klikniecie wyłączcie głośniki!). Po wpisaniu w Google'a wychodzi, że pan ze dwa razy już występował w Utopii. 10 jest jego koncert (to są koncerty?) w Capitolu, a 11 pan się na Paradę zapowiedział. Czekamy na potwierdzenie od organizatorów, którzy mnie właśnie rozbawili wciągnięciem Tatiany Okupnik do honorowego komitetu i poinformowaniu wszem i wobec, że pani na Paradzie nie będzie. A była kiedykolwiek? W ramach promocji nowej płyty pani się znalazła w gejowskich mediach a jej management wysłał ją na kilka Parad (tzn. ponoć ma wystąpić). Na warszawską się nie udało. Ale w Komitecie jest. Do Parady dwa tygodnie - może jeszcze pojawią się nowe wydarzenia, ale raczej nikt nic już nie zapowiada. Będzie się działo?

Głosowanie 27

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 27 maja 2011

To już trzeci dzisiaj wpis, ale sprawa wydaje się być i szokująca i ważna. Zatem - kto głosował za tym by homiki nie mogły tworzyć rodzinnych domów dziecka?

PiS - Andrzejewski, Arciszewska-Mielewczyk, Augustyn, Bender, Błaszczyk, Chróścikowski, Cichoń, Cichosz, Czelej, Dajczak, Dobkowski, Gogacz, Górski, Gruszka, Idczak, Jaworski, Kaleta, Karczewski, Klima, Kogut, Kraska, Majkowski, Massalski, Paszkowski, Piotrowicz, Romaszewski, Ryszka, Sadowski, Wiatr, Wojciechowski, Zając
PO - Iwan, Jurcewicz, Rocki (!), Sidorowicz, Szewiński
PJN - Swakoń
niezrzeszeni - Banaś (z ramienia PiS), Klimowicz (z ramienia PO)

a kto za tym by nie mogli być asystentem rodziny (przegrało w głosowaniu)?

PiS - Andrzejewski, Arciszewska-Mielewczyk, Bender, Błaszczyk, Chróścikowski, Cichoń, Cichosz, Czelej, Dajczak, Gogacz, Górski, Gruszka, Idczak, Jaworski, Kaleta, Karczewski, Klima, Kogut, Kraska, Majkowski, Massalski, Paszkowski, Piotrowicz, Pupa, Romaszewski, Ryszka, Sadowski, Skurkiewicz, Wojciechowski, Zając, Wiatr.
PO - Iwan, Rocki, Sidorowicz
PJN - Swakoń
niezrzeszeni - Banaś (z ramienia PiS), Klimowicz (z ramienia PO)

Podkreślono nazwiska z PO, gdyż to, że PiS tak zagłosuje to chyba było pewne? Szokuje zwłaszcza głosowanie na tak za poprawkami przez byłego rektora SGH i przewodniczącego klubu senackiego PO - Marka Rockiego. Cóż - kolejny przykład na to, że tytuły i stanowiska nie muszą wcale oznaczać elementarnej przyzwoitości ludzkiej.

W necie możemy znaleźć taką wymianę zdań z Rockim:
Pytający - Czy jest pan przychylny (chodzi mi dokładnie o to słowo, a nie o tolerancję, akceptację czy coś w tym stylu)takim [homoseksualnym] osobom?

Rocki - przychylny? raczej jest mi to obojętne, traktuję to jako sprawę intymną, leżącą w sferze prywatności (o ile nie narusza praw innych osób).
Gdzie indziej:
Pytający - Co Pan myśli o paradzie GEJów?

Rocki - Jestem przeciwny.
Gdyby to jeszcze był szeregowy senator PO, ale mamy do czynienia z człowiekiem, który reprezentuje cały klub. Może Arłukowicz by coś powiedział na ten temat?

Kto z PO jeszcze głosował za tymi poprawkami? Inżynierowie - Iwan i Jurcewicz, psychiatra - Sidorowicz i były siatkarz - Szewiński. Pan psychiatra popisał się takim wpisem na swoim blogu:

(...) przez wiele lat praktyki lekarskiej mialem kontakt z homoseksualistami. Problem braku pociągu do płci przeciwnej to nie był jedyny ich problem. Równie ważny, a może i trudniejszy w próbach pomocy, był problem wysuniecia się seksualności przed inne potrzeby w hierarchii ważności. Przez pryzmat swej seksualności filtrowali rzeczywistość i to rodziło cierpienie.

Rozumiem, że Sidorowicz nie filtruje rzeczywistości przez swój heteroseksualizm? Tabula rasa po prostu?

Pytań jest wiele, odpowiedź jak zwykle ta sama - na szczęście też mamy wpływ na to kto wchodzi w skład takich gremiów. Teraz przy jednomandatowych okręgach powinno być jeszcze łatwiej. Oczywiście znowu głosujemy raczej przeciw niż za, ale przeciw takim ludziom warto głosować.

Stenogramy z Senatu

20

Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE, wydarzenia | Opublikowano

Senator Piotr Kaleta (PiS)
Proszę państwa, chciałbym dotknąć jeszcze jednej materii, wydaje mi siê, bardzo delikatnej. Otóż mówiliśmy o wykształceniu asystenta rodzinnego, o tym, jaki powinien być to człowiek, po jakich powinien być studiach, kursach etc., etc., a wydaje mi się, że nie dotknęliśmy jednego bardzo istotnego elementu – dla mnie jest to sprawa niezwykle istotna – mianowicie jego orientacji seksualnej. Ja niekoniecznie jestem zainteresowany tym, żeby asystentem rodzinnym został homoseksualista. Tak więc, proszę państwa, złożę odpowiednią poprawkę dotyczącą właśnie asystenta rodzinnego. To jest pierwsza kwestia. Kolejna wiąże się z pytaniem, czy chcielibyśmy, aby osoby podobnej orientacji seksualnej mogły tworzyć rodzinne domy dziecka czy też rodziny zastępcze. Wydaje mi się, że to też powinien regulować odpowiedni zapis w ustawie, dostrzegam tutaj bowiem pewne niebezpieczeństwo.
Myślicie, że ktoś zaprotestował? Nikt. I to jest cała prawda o polskim senacie - nie ma nikogo kto by był zainteresowany obroną godności osób LGBT. Kalecie wiadomo o co chodzi - o pedofilię. Wiedział, że nie może tego głośno powiedzieć, ale dał do zrozumienia aż nadto wyraźnie.

Drugiego dnia padło pytanie:

Senator Andrzejewski:
Panie Senatorze, Panie Profesorze, czy wystarczająca jest – o tym mówił minister Kwiatkowski – klauzula bezpieczeñstwa publicznego, skoro sąd holenderski zasądzi alimenty ze związku homoseksualnego między obywatelem polskim a obywatelem holenderskim, zawartego w Holandii. I tu będzie automatyzm wykonania tych alimentów,mimo że to jest sprzeczne z konstytucją Podstawa prawna narusza konstytucję i orzeczenie powinno byæ kwestionowane. Jaki będzie tryb? Pytam, bo nie ma…
Senator Piotrowicz:
Powiem wprost. Takiego przypadku nie rozważano na posiedzeniu komisji. W związku z tym wszystko, co mógłbym powiedzieć, byłyby to tylko moje prywatne refleksje na ten temat. Na posiedzeniu komisji takich obaw nie było.
I głosowanie:
Poprawka ósma zmierza do wykluczenia możliwości, aby asystentem rodziny była osoba o orientacji homoseksualnej.

W głosowaniu uczestniczyło 86 senatorów, 37 poparło poprawkę, 43 głosowało przeciw, 5 wstrzymało się od głosu, 1 nie głosował. (Głosowanie nr 13) Poprawka nie została przyjęta.
(Głos z sali: Nie, no, koniec świata! Brawo!)
Za to druga przeszła:
Poprawka dwudziesta czwarta wprowadza zakaz pełnienia funkcji rodziny zastępczej i prowadzenia rodzinnego domu dziecka przez osobę o orientacji homoseksualnej. (...)

Na 85 obecnych senatorów 39 poparło poprawkę, 37 głosowano przeciw, 8 wstrzymało się od głosu, 1 nie głosował. Poprawka została przyjęta. (Oklaski)
Zacytuję - Nie no, koniec świata! Choć nie żaden koniec świata, a tak naprawdę to jak już pisałem kontynuacja dotychczasowego dyskursu łączącego pedofilię z homoseksualizmem. Jak dla mnie to 47 posłów własnie takie porównanie przez przyjęcie poprawki wręcz zadekretowało.

Wracamy do czasów Giertycha tylko w bielszych rękawiczkach.

DZISIAJ W SEJMIE - Czyste chamstwo

14

Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE, wydarzenia | Opublikowano

A tak naprawdę to w Senacie. News brzmi tak: Senat przegłosował poprawki do ustawy o rodzinach zastępczych. Wprowadzono poprawkę - według mediów (Komisja Rodziny i Polityki Społecznej nie opublikowała jeszcze stenogramów swoich obrad, podobnie jak Senat) mającą na celu zablokowanie osobom homoseksualnym możliwości "pełnienia funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenia rodzinnego domu dziecka". W necie można znaleźć treść poprawki:
Rodzinę zastępczą lub rodzinny dom dziecka tworzą małżonkowie lub osoba niepozostająca w związku małżeńskim, u których umieszczono dziecko w celu sprawowania nad nim pieczy zastępczej (...) Pełnienie funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenie rodzinnego domu dziecka może być powierzone osobom, które: (...) 5) są zdolne do sprawowania właściwej opieki nad dzieckiem, co zostało potwierdzone zaświadczeniami o braku przeciwwskazań zdrowotnych do pełnienia funkcji rodziny zastępczej lub prowadzenia rodzinnego domu dziecka, wystawionymi przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. 5a) nie są osobami o orientacji homoseksualnej
Natychmiast zaprotestowały organizacje:

Organizacje działające na rzecz osób LGBT stanowczo sprzeciwiają się treści przyjętej przez Senat poprawki do ustawy z dnia 28 kwietnia 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (druk Senacki 1198).

Zgodnie z przegłosowaną w dniu dzisiejszym przez Senat poprawką do art. 41 ust. 1 ww. ustawy pełnienie funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenie rodzinnego domu dziecka może być powierzone osobom, które nie są osobami o orientacji homoseksualnej.


Protest jak najbardziej słuszny, choć oparty wyłącznie na medialnych doniesieniach. Czy zaproponowana poprawka jest faktycznie szokująca? Moim zdaniem nie. Jest efektem wariactwa wokół rodzicielstwa samych osób homoseksualnych. Powiązania między pedofilią o homoseksualnością zostały w niej w pełni ujawnione. Jest to też poprawka, która wpisuje się w działania na przykład Czech, które zamierzały sprawdzać orientację seksualną osób ubiegających się o azyl ze względu na to kim są. Nota bene - jest to też poprawka, która paradoksalnie pasuje do propozycji ustawy o umowie związków partnerskich. Tam też nie ma słowa o osobach LGBT i dzieciach. Oczywiście teraz będziemy mieli głosy oburzenia - słusznego - ze strony SLD, ale ta sama partia jest przeciwna nawet adopcji dziecka partnera/partnerki, więc może tak warto popracować też nad własną postawą?

Zaproponowana poprawka - przeczytamy jeszcze stenogramy, jak kiedyś łaskawie udostępnią - jest efektem wieloletniego milczenia w sprawie rodzicielstwa osób homoseksualnych, wykluczania tego tematu z walki politycznej, mówienia o tym - bo media lubią ten temat, ale nie przekładania tego na konkretne działania legislacyjne. Do tego po prostu musiało dojść.

Jednocześnie zastanawiam się nad zdebilnieniem senatorów i senatorek głosujących za poprawką, która wydaje się nawet dla laika być niezgodna z konstytucją. Jawna dyskryminacja tu zastosowana pokazuje jakie stanowisko nie tylko wobec ustawy o związkach, ale wobec osób homoseksualnych mają nasi rządzący.

O tym, że to skretynienie, chamstwo, debilizm to już wszyscy wiemy i nie trzeba tego powtarzać. Warto jednak zauważyć, że ustawa ta została przeoczona w zmianach w obu projektach - i kampanii i Grupy Inicjatywnej (brak dopuszczenia osób w związkach partnerskich do tworzenia rodzin zastępczych). Cóż - nie ma ustaw idealnych, ale prawdę mówiąc to przecież my rozmawiamy ciągle o czymś za kogoś. Jeśli już staję w obronie rodzin homoseksualnych wychowujących dzieci to chciałbym je zobaczyć, poznać. Byłem na festiwalu Tęczowych Rodzin, na którym nie było "tęczowych rodzin", nie spotkałem się nigdy z sytuacją by gej czy lesbijka chcieli zakładać rodzinny dom dziecka. Wiem, że zapewne tacy istnieją, ale - trudno jest walczyć o prawa osób, których nie widać. Po to są (wbrew temu co chcieliby organizatorzy) Parady Równości by poprzez zaznaczenie swojego istnienia móc łatwiej walczyć o zmiany w prawie. Zdecydowanie czas na coming-outy dzieciatych gejów i lesbijek. Bez tego - mam wrażenie - nie ruszymy za daleko.

Zakrywanie się brakiem społecznej akceptacji, trudnościami jakie może mieć dziecko - przyznaję - nie przekonują mnie. Jak chce się mieć prawa to trzeba o nie walczyć. Brutalna prawda jest taka, że niewidoczność homoseksualnych par z dziećmi doprowadza do takich absurdów i ułatwia wymazywanie z projektów ustaw kwestii adopcyjnych.

"Widowiskowe upokorzenie"

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie | Opublikowano czwartek, 26 maja 2011

17 maja w wielu krajach obchodzony był Światowy Dzień Walki z Homofobią. W ramach prezentu dla „środowisk LGBT” Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył w Sejmie projekt ustawy o umowie związków partnerskich. Założenie, jakie stoi za tym projektem, jest ze wszech miar słuszne – pary homoseksualne borykają się z dziesiątkami problemów wynikłych z niewidoczności dla polskiego ustawodawcy. Tyle, że projektodawcy nie uwzględnili w trakcie prac nad projektem głosu samej społeczności.

Grupa Inicjatywna, która – ponoć – z ramienia „środowiska” współpracowała z partią przy projekcie ustawy, zorganizowała prawie rok temu konsultacje projektu. Byłem na konsultacjach, wraz z wieloma osobami zainteresowanymi kształtem ustawy zgłosiliśmy uwagi do zaprezentowanych nam postulatów. Niewiele z nich znalazło się w końcowej wersji projektu. Co więcej – niektórych z założeń przedstawionych w tamtej fazie „debaty” nie ma w projekcie.

(...)

Gdyby zwolenniczki (i mniej liczni zwolennicy) równego dostępu kobiet i mężczyzn do praw wyborczych na początku XX wieku domagały się np. praw do głosowania dla kobiet zamężnych i po 30 roku życia; gdyby Rosa Parks siadając w autobusie w miejscu, gdzie nie powinna się znajdować, żądała jedynie dostępności osób o innym kolorze skóry do równouprawnionej jazdy autobusami – łatwo przewidzieć konsekwencje takiej walki o równouprawnienie. Niestety, tym razem przedstawiciele „środowiska LGBT” postanowili słuchać polityków, a nie własnej społeczności. Bo ta społeczność wyraziła swoje opinie po ujawnieniu projektu. Działaczy SLD zapraszamy na blogi, fora internetowe, niech zadzwonią do swoich – podobno takich mają – homoseksualnych przyjaciół i usłyszą, przeczytają, co „ludzie piszą”. Głosy poparcia się znajdują, ale jest to poparcie przez zaciśnięte zęby. Przytoczę komentarz, który najlepiej oddaje nasze uczucia w Dniu Walki z Homofobią: w dniu naszego największego święta zostaliśmy widowiskowo upokorzeni.

Gdy po wyborach posłowie i posłanki SLD będą zabierać się za ponowne złożenie projektu do Sejmu, niech najpierw porozmawiają z gejami, lesbijkami, niech nas zaproszą na otwartą dyskusję, a nie przez rok od czasu ogłoszenia prac rozmawiają z czterema osobami, które mają dobre chęci, ale może za wiele lat spędziły w otoczeniu polityków, by umieć się wsłuchać w głosy płynące z miejsc, w których osoby LGBT się wypowiadają – blogów, forów, stron internetowych. Wtedy nie usłyszą o sobie, że przehandlowali nasze postulaty za shake-hand. Ważny jest nie tylko efekt, ale i styl.

Całość na Homiki.pl. Zapraszam!

Dlaczego WARTO pójść na Paradę?

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano środa, 25 maja 2011

To chyba najczęściej powtarzające się ostatnio pytanie (obok tego, dlaczego mam zawierać związek u notariusza) w internecie. Postaram się na nie odpowiedzieć mając świadomość tego, że obecna Parada Równości powoduje wyjątkowe zgrzytanie zębów, a zadowolenie z niej widzę jedynie wśród organizatorów.

1. Nie warto iść na Paradę. Nie warto "iść", warto w niej "uczestniczyć". Samo chodzenie po środku ulicy jest fantastyczną rzeczą, ale jeszcze ciekawszą jest "zrobić coś". Byłem na Paradach, w których "szedłem" i to było miłe, ale naprawdę wartościowe były dla mnie Parady, w których "coś" robiłem. Nie idźcie na Paradę, uczestniczcie w niej!

2. Warto się kłócić o Paradę. To nasze święto, zarówno Jej Perfekcyjności jak i Abiekta z ferajną [ja uwielbiam to słowo!]. Dlatego musimy o niej rozmawiać, wykłócać się o to, czy podoba nam się "wielka różowa Żaklina", obraźliwy styl prezentowany przez organizatorów, zapraszanie wszechpolaków, zapowiadanie ułatwień w wizach na podstawie źle zrozumianego pisma, nic nie mówiące hasło a w ostateczności samouwielbienie twórców Parady okazywane w pogardliwych komentarzach wobec innych. Nas też potrafią ponieść nerwy gdy słyszymy, że łaskawy Komitet łaskawie może udzieli nam zezwolenia... I tak tam będziemy, bo chcemy walczyć o Paradę taką jaka nam się marzy - zaangażowaną, bliską Manifie.

3. Gwiżdż na Paradzie! Jestem za - berlińskie CSD rok temu pokazało co sądzi o mariażu działaczy LGBT z polityką. Dostaliśmy ochłap w postaci ustawy o umowie, a teraz mamy burmistrza dzielnicy, który niby robi tęczową imprezę, ale jak donosi w-pięciu-postaciach-występująca Jej Perf.:

W trakcie prac nad Tygodniem Równości na Ursynowie planowany był duży akcent LGBTQ, ale po wielkich bojach upadł.

Dziękujemy za takie tęczowe wsparcie. To jest wycieranie sobie gęby osobami LGBTQ. Oczywiście nasza świadomość polityczna jest zbyt mała by doszło do takich wydarzeń jak w Berlinie, ale podczas Parady można wyrażać też swoje emocje wobec przemawiających, wskazywać na to czego tak naprawdę od nich chcemy.

4. Abiekt lubi ludzi. Naprawdę. W małych dawkach uważa ich za zjadliwych. Podobno najlepiej smakują dobrze wymoczeni. Dlatego liczy na deszcz. To skutecznie odstrasza wszystkich, którzy chcą tylko "iść". Łączą się wtedy z nami duchowo sprzed telewizorów. Ja lubię tych wymoczonych. Przyjdź na Paradę w deszcz - będzie trudniej, mniej zabawnie, ale za to energia, która się wytwarza w tym czasie jest szczególnego rodzaju. Warto wtedy być z nami.

5. Na koniec podam wam powód dla którego naprawdę WARTO iść na Paradę i przyjść godzinę wcześniej. Otóż w ramach "Miłość nie wyklucza" przygotowaliśmy specjalny program protestacyjny na Paradę. Składać się on będzie z bardzo skomplikowanego układu choreograficznego, którego będziemy was uczyć od 12 do 13. Komendy, które już teraz warto przyswoić brzmią:

"Żądamy ustawy o związkach partnerskich"
"Baner stop. Baner marsz. Lewa strona zwolnij. K**** ZWOLNIJ!!!" (to akurat my załatwimy)
"Miłość - nie wyklucza!"

Uwaga - układ choreograficzny obejmuje nabycie umiejętności kreatywnego posługiwania się rekwizytami. Warto przyjść na Paradę... no chyba, że nadal macie wątpliwości?

ps. dzień wcześniej malujemy transparenty.

Ursynowskie Dni czego?

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano

Podobno równości, ale... i znowu muszę odwołać się do komentarza rzeczniczki Parady:
Krystian Legierski jest zaproszony na spotkanie poświęcone mniejszościom narodowym, etnicznym i religijnym. Nie dziw się więc, że nie podkreśla się faktu, że jest gejem. Podobnie jak nie podkreślamy jakiej orientacji jest Szalony Wózkowicz czy dr Agnieszka Graff - którzy przybywają na spotkania poświęcone innej tematyce. (...) W trakcie prac nad Tygodniem Równości na Ursynowie planowany był duży akcent LGBTQ, ale po wielkich bojach upadł. Alternatywą było zrezygnowanie z całej imprezy. Zresztą chyba wyraźnie widać, że czwartek jest dniem z "pustym" wieczorem. To właśnie tutaj "się działa" walka. Wybacz, że Queer UW nie dało rady. Też żałuję. Ogrom pracy włożonej w pozostałe wydarzenia zadecydował jednak, że chcieliśmy, żeby Tydzień w ogóle się odbył.

I, dla jasności, komentarz powyższy mówię jako Prezes(a) Queer UW a nie rzecznik prasowy Parady Równości 2011. Zważ bowiem, że formalnie Tydzień Równości na Ursynowie i Parada Równości 2011 nie mają ze sobą nic wspólnego.
Pierwszy argument jest powieleniem argumentów prawicowców o tym, że epatujemy orientacją seksualną. Błagam - akurat kto jak kto, ale Legierski bardziej znany jest już jako "gej radny" niż jako osoba innego koloru skóry. "Nie podkreślanie" wygląda zabawnie, a może trochę przerażająco, skoro Dni Równości tak bardzo obawiają się Legierskiego-geja a już nie boją się Legierskiego-czarnoskórego? To jest retoryka - jak dobrze zauważyła Ewa - znana nam ze niesławnej Żywej Biblioteki. A powielanie jej przez ponoć queerową rzeczniczkę Parady tylko i wyłącznie potwierdzeniem na to, że można być postacią-queerową pozbawioną queerowego myślenia.

Burmistrz Ursynowa buńczucznie zapowiadał "tęczowe" wydarzenie, skończyło się na - potwierdzonym słowami organizatorki - wykluczeniu osób LGBT. Ale kogo to obchodzi, ważne, że tęczowa flaga będzie wisieć, a media news już kupiły. Czy ja nie wspominałem już o tym, że to czysty marketing? Do tego spartaczony?

Jej Perf. jest w dziesięciu postaciach. Jako Queer UW, Whatever, rzeczniczka Parady. I mamy uwierzyć, że wydarzenia tak lansowane przez Paradę Równości nie są elementem Parady...

Mam też docenić fakt, że za samorządowe pieniądze zrobiono takie wydarzenie. Cóż - jakoś nie umiem. Wolę niewykluczające imprezy bez kasy niż zadekretowanie niewidoczności osób LGBTQ (mimo wsparcia innych mniejszości) za pieniądze podatnika. Cóż - koalicja z PiS okazała się decydująca.

ps. PiS akurat do innych mniejszości niż LGBT odnosi się całkiem przyjaźnie, więc tym bardziej - nie zachwyca!

Parada Watch 05

15

Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoWarszawa, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 24 maja 2011

Zaprezentowano program Ursynowskich Dni Równości. Przeczytałem go dość dokładnie i mam pytanie do Jej Perfekcyjności i reszty, czy w Dniach Równości przed Paradą nie powinno czasem pojawić się słowo "orientacja seksualna"?


Pisałem już o tym, że moim zdaniem ursynowska impreza to przykład na pinkwashing, teraz dostaję tego dowody - równość może i tak, ale bez homików. Żeby uniknąć słów "orientacja", "homoseksualność" mamy do czynienia z takimi potworkami jak:

"nowatorskie prace na temat różnych aspektów wykluczenia społecznego"

Ciekawostką jest spotkanie o mniejszościach religijnych, etnicznych i narodowych z udziałem Legierskiego, Kim Lee i Omeny Mensah - szkoda, że już o orientacji seksualnej nikt tu nie wspomniał. Jest to kolejny przykład na wymazywanie osób homoseksualnych z publicznego dyskursu. Szkoda, że dzieje się to za poparciem studenckiej organizacji. Silence = Death. Przypominam.

Działacze organizujący Paradę znowu zamieścili filmik ze swoich obrad:



Jak wam się nie chce oglądać to cytuję:

Chodzi o kwestię związków partnerskich. Nie dla każdego są one ważne, ale wydaje mi się, że jest to szczególna kwestia, że warto by podkreślić to, że jest wśród paradujących duża grupa, która pragnie tych związków partnerskich, mamy tu na myśli Stowarzyszenie Otwarte Forum, to jest stowarzyszenie związane z portalem Homiki, to są ludzi, którzy w przeszłości bardzo nas krytykowali, którzy bardzo niekorzystnie wyrażali się o wielu członkach komitetu, o jej rzeczniku prasowym i tak dalej. Byli bardzo nieprzyjemni (...) chciałbym wznieść się ponad personalne animozje i pozwolić im aby zaakcentowali tę kwestię.

Dalej jest o tym, że komitet jest otwarty a myśmy nie przyszli nigdy. Nie potrzebujemy niczyjego pozwolenia by iść w Paradzie z transparentem, nigdy też nie domagaliśmy się by transparent otwierał Paradę. Oczywiście byłoby to miłe i sympatyczne, ale równie dobrze możemy pójść za platformą - transparent jest widoczny bez tego co udowodniliśmy podczas EuroPride.

Nie wiem czemu ten różowy, nieładny banner [śmiech] ma być wszędzie pokazywany, skoro stoją za nim ludzie, którzy atakują ideę komitetu, nazywajmy to po imieniu, pominę kwestię personalne.

Później zasugerowano, że "na Rejtana" będziemy chcieli zdobyć miejsce przed platformą. Sugerowanie, że nam zależy na przepychankach jest uwłaczające i żałosne. Do tego dowcipkowanie, że debata o polityczności parady zaangażowała 50 osób jest trochę nie na miejscu patrząc na liczbę komentarzy i odniesień do słów JejPerfekcyjności. Ciągłe próby deprecjonowania działań SOF, podśmiewanie się z nas i chamskie sugestie nie sugerują, że ktoś tu ma dobrą wolę, a raczej, że chce nam zamknąć usta wykonując "gesty dobrej woli". Parada należy do wszystkich i każdy może na nią przygotować to co uważa za słuszne.

Po raz kolejny zapraszamy na godzinę 12:00 pod Sejm. Będą prezenty, ale też wspólnie przygotujemy się do udziału w Paradzie - będą niespodzianki!

Również zapraszamy w piątek przedparadowy na 18:00 do Klubokawiarni Grawitacja (Browarna 6, tuż obok Tarabuka, kilka kroków od Kafki) na doroczne tworzenie transparentów. Przynieście ze sobą jakieś patyki, tektury i narzędzia do pisania - farbki, mazaki. No i ubieramy się roboczo :) Więcej o wydarzeniu tutaj i tutaj.

Kreatywne wykorzystanie farby

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 23 maja 2011

Kampanii "Miłość nie wyklucza" powinni podziękować lokalni sprzedawcy białej farby olejnej:




Fascynuje mnie to, że Kędzierzyn-Koźle jest jedynym miastem, w którym doszło do takiego wandalizmu i takiego sprzeciwu wobec akcji... Nie mam ochoty wyciągać z tego zbytnio pogłębionych i - być może - niesprawiedliwych wniosków, ale Opolszczyzna od dawna znana jest ze swoich nacjonalistycznych grupek. W najbliższym czasie kampania trochę odpocznie od lokalności - skupiamy się chwilowo na Paradzie oraz - przynajmniej ja - Dniach HomoWarszawy. Kolejne uderzenie lokalne w drugiej połowie czerwca. O ile oczywiście fundusze pozwolą, bo z tym to jest - póki co dość kiepsko. Jednocześnie dostaliśmy na kampanię 106 przelewów od indywidualnych darczyńców, co moim zdaniem jest imponującą liczbą.

Nadal - no cóż - zachęcam do wsparcia akcji, zwłaszcza, że przygotowujemy dla Was prezenty, które rozdamy na godzinę przed Paradą Równości pod Sejmem. Zapraszamy!

Pierwsze Dni HomoWarszawy

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano niedziela, 22 maja 2011

Tym razem zero komentarzy na temat rzeczywistości - może w poniedziałek. W ostatnich dniach ciężko pracowałem nad przygotowaniem mini-festiwalu, na który - na tydzień przed Paradą - chciałbym Was zaprosić. Przed Wami Pierwsze Dni HomoWarszawy. Program jest autorski - tzn. skonstruowany przez Abiekta, podobnie jak lista Gości i Gościń. Co chciałbym nim pokazać? To, że czasem mam dość polityki rozumianej jako przepychanki, nierealne obietnice i kampanie wyborcze. To, że mieszkam w Warszawie i interesuje mnie jak jest być gejem, ale i Białorusinem, czy osobą innego wyznania mieszkającą w stolicy. A nie jest łatwo - wbrew pozorom. To jest największym problemem - w jaki sposób afirmować odmienność tak by nie wykluczać innych, równie silnie marginalizowanych grup? Zobaczymy co z tego wyjdzie. Plan jest taki, że wydarzenie ma się rozrosnąć w najbliższych latach do naprawdę dużego festiwalu. Założenie zaś takie, że uda się uniknąć jednostronnego punktu widzenia.

Niech to będzie w pewnym stopniu alternatywa czy ucieczka od związków partnerskich, polityki, ale też rozrywki i komercji. A poniżej tekst "ideowy":


Dni HomoWarszawy narodziły się z inicjatywy organizacji i osób zaangażowanych w projekt powstania książki HomoWarszawa. Przewodnik kulturalno-historyczny. Wydane przez Abiekt.pl, Lambdę-Warszawa i Stowarzyszenie Otwarte Forum. Twórcy książki: Krzysztof Tomasik, Krzysztof Zabłocki, Marcin Pietras, Marcin Teodorczyk, Michał Minałto, Wojciech Szot, Yga Kostrzewa.

Z książki narodził się spacer po HomoWarszawie - pierwszy odbył się w 2009 roku, ponad 200 osób poznawało tęczową historię miasta wraz z autorami przewodnika:


Drugi spacer - w ramach Pride House organizowanego przez Kampanię Przeciw Homofobii wyruszył w upalną pogodę w lipcu ubiegłego roku. Tym razem było międzynarodowo a spacer prowadziliśmy w dwóch językach:


W 2010 roku opublikowaliśmy również - dzięki dotacji Miasta St. Warszawy anglojęzyczną wersję przewodnika zatytułowaną QueerWarsaw:


Coroczną tradycją stały się również wyprawy na Cmentarz Powązkowski tuż przed Świętami Zadusznymi. W ramach spaceru sprzątamy nagrobki (o ile jest taka potrzeba), zapalamy znicze i wspominamy zmarłych.


Dzięki HomoWarszawie nasze patrzenie na miasto się zmieniło - wciąż odkrywamy w nim nowe historie, przygotowujemy publikację, która przedstawi historię Warszawy międzywojennej. Spacery stały się okazją do wspomnień, które skrzętnie zbieramy. Chcemy się nimi dzielić na kolejnych odsłonach spaceru.

Przygotowując I Dni HomoWarszawy chcemy pokazać, że można mówić o gejach i lesbijkach z innej perspektywy niż tylko polityczna - historii, antropologii i socjologii miasta. Oczywiście postulat ten staje się również polityczny - nieobecność osób LGBT w dyskursie historycznym to efekt homofobii i wymazywania grup mniejszościowych.

Dni HomoWarszawy to nie tylko szansa na mówienie o osobach LGBT, chcemy połączyć siły. W Warszawie mieszkają osoby innego niż dominujące wyznania, pozbawione pełnej sprawności, pochodzące z różnych krajów i kontynentów - chcemy wspólnie rozmawiać i odkrywać nasze miasto.

Warszawa - kandydatka do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury - powinna stawiać na różnorodność. Chcemy w tym choć trochę pomóc.

W ramach Dni HomoWarszawy zapraszamy na spacer po mieście, 4 czerwca o godzinie 13:00 spotykamy się pod Zachętą, zapraszamy również na dwie dyskusje - o historii i o literaturze.

---

Trzymajcie kciuki!

Nie blokuję

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano piątek, 20 maja 2011

Od dwóch tygodni chyba to zjawisko narasta i już mam dość. Trzeba o tym napisać. Otóż co chwila pojawiają się na fejsie strony w rodzaju:


Może to zabrzmi dziwnie, ale - jestem przeciwny takim działaniom. Z jednej strony oczywiście zgoda - treści poniżające kogokolwiek z powodu orientacji/płci/narodowości i tak dalej powinny być moderowane. Jednocześnie przeraża mnie wizja społeczeństwa, w którym będziemy "blokować homofobów". To walka skazana z góry na niepowodzenie. O wiele lepiej ich wyśmiać, nie przemilczeć, ale właśnie wyśmiać.

Radosna działalność fejsbukowa ma to do siebie, że bardzo trudno ją przekształcić w działanie realne. Online jest łatwiej - kliknę i wielki brat załatwi sprawę za mnie, a później będziemy świętować zwycięstwo nad homofobią. Nie jestem do tego przekonany. Mam raczej wrażenie, że dzięki temu tracimy poczucie odpowiedzialności za walkę prawdziwą z prawdziwą homofobią.

Nawoływanie do blokowania pojawia się nawet w przypadku stwierdzeń "nie dla propagandy homoseksualnej". Oczywiście ten chwyt retoryczny jest jak najbardziej obrzydliwy, ale czy to już jest "atakowanie"? Granica jest cienka. Jednocześnie "nasza" strona wcale się nie popisuje w trakcie tego blokowania - pojawiają się wyzwiska, lecą przekleństwa, atmosfera jak na meczu. Oto dopierdolimy homofobom [przypomina się, że prawo przeklinania tu ma tyko Bóg - JA] za pomocą kliknięcia. Jestem bardzo ciekaw ile z osób, które namiętnie "zgłaszają strony" (co za język) pójdzie realnie w Paradzie przeciw homofobom? Mam nadzieję, że jak najwięcej, ale nie łudzę się - łatwiej jest być odważnym online niż offline.

Czy takie zaangażowanie buduje jakąś wspólnotę do walki z debilizmem? Po części tak, ale powstaje realne pytanie - jeśli FB ma odzwierciedlać i robi to - układy w społeczeństwie, to czemu nie pozwolić na tą dawkę homofobii? Pisząc o niej tylko ją promujemy. Ile osób "lubi" homofobiczne strony tylko po to by na nich komentować? Mam "znajomych", którzy lubią strony ONRu! Nabijanie liczników działa tylko im na plus.

Pojawiła się strona "STOP akcji "Miłość nie wyklucza" - nie dajmy się zmanipulować", której twórcy/twórczyni prowadzi bardzo ciekawą kampanię - i co ciekawe taką, na którą mogę się zgodzić. Otóż strona ta nigdy nie "publikowała" swoich wpisów na naszej "tablicy", rozwija swoją działalność samoistnie. Nasi zaś namiętnie u nich komentują. Odpowiedź "STOP..." brzmi: ja nie "zasmiecam" waszej akcji glupimi wpisami na tablicy i nie atakuje na niej "was". To brzmi sensownie. Internet odzwierciedla realia w tym stopniu, że w jest tam miejsce i dla homofobii i dla homofilności. Usuwanie tej pierwszej nie ma sensu poza napawaniem się zwycięstwem. Przynajmniej dla mnie.

Inna sprawa, że trzeba przeciwdziałać takim sformułowaniom jak "pedały do gazu", choć i tu - ale to jest moja całkowicie prywatne opinia - jestem dość radykalnym zwolennikiem próby sił. Gdybym nie wiedział w jakim społeczeństwie żyjemy byłbym za całkowitą dowolnością i niekaralnością "mowy nienawiści". Bo dla mnie polem walki jest właśnie to, kto kogo zdoła przekonać do swoich racji nie używając do tego zakazów. Zapewne gdybym żył w społeczeństwie o innej strukturze, historii i tak dalej, byłbym skrajnym liberałem.

W obecnej sytuacji trzeba stworzyć pewne mechanizmy obronne, ale wymazywanie homofobii poprzez takie akcje po prostu mnie nie przekonuje. Mój opór wobec tego jest dość wewnętrzny i pozwalam sobie nawet na prawo do lekkiej irracjonalności w tym. Chcieliśmy mini-państwa na fejsie? To je mamy.

Bardziej chcąc niż nie chcąc żyję w Polsce. I dlatego mam nadzieję, że miłośnicy blokowania online w sobotę będą offline na Paradzie (ludzie ściszcie telefony jak idziecie w Marszu!).

Krótka lekcja homo-historii dla Prezesa

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 19 maja 2011

Najpierw oglądamy i się denerwujemy:


Cytuję: To jest takie przenoszenie z zewnątrz (...) spraw, które w istocie Polski nie dotyczą, bo proszę pamiętać - nie ma polskiej tradycji prześladowania osób o odmiennej orientacji seksualnej. W pierwszym kodeksie karnym uchwalonym w 32 roku nie było penalizacji tego rodzaju zachowań, to było penalizowane we wszystkich praktycznie kodeksach europejskich, a w Polsce nie.

Zatem krótka lekcja historii. Do 1932 roku na ziemiach polskich obowiązywały kodeksy zaborcze - zależnie od regionu. Jeden z twórców nowego kodeksu karnego - Makowski tak pisał o poszczególnych kodeksach [Wacław Makowski, Prawo karne. O przestępstwach w szczególności. Wykład porównawczy prawa karnego austrjackiego, niemieckiego i rosyjskiego, obowiązującego w Polsce, Warszawa 1924, s.338-341]:

W Kodeksie Karnym Rosyjskim (KKR):

(...) charakterystyczną jest rzeczą, że K. K. R. nie uznał za potrzebne chronić w ten sam sposób mężczyzn, nawet nieletnich chłopców, sam zatem brak zgody z ich strony nie wystarcza do karalności dokonywanych na nich czynów lubieżnych [kobiety – wyłącznym warunkiem karalności jest brak zgody osoby poszkodowanej], o ile przytem nie użyto środków przymusu, które same przez się zawierałyby cechy przestępstwa i pociągałyby kary samoistne, a więc mogłyby odpowiadać ogólnym cechom zmuszenia (...) albo gwałtu na osobie (...), groźby karalnej (...), albo wreszcie zniewagi (...).

Kodeks austriacki:

(...) poświęca sprawie czynów lubieżnych osobny (§ 128) przepis, nie dając pozytywnego określenia tych czynów, a określając je negatywnie, jako inny niż spółkowanie sposób „cielesnego nadużycia” człowieka „w celu dogodzenia popędowi zmysłowemu”. (...) Pederastja także została potraktowana osobno, określona jako czyn lubieżny, przeciwny naturze „z osobą tej samej płci” (§ 129). (...) zgoda wzajemne uczestników nie uchyla ich od karalności (...).

W Niemczech:

(...) pederastja określona jako czyn lubieżny, przeciwny naturze, popełniony przez osoby płci męskiej pomiędzy sobą, ulega karze sama przez się, bez względu na zgodę lub przymus (...).

Warto zwrócić uwagę na to, że jesli chodzi o kodeks rosyjski to w wielu tekstach pojawiają się różne jego interpretacje - popularną interpretacją była taka, że pederastia jest w Rosji karana, jednak prawnicy częściej uznawali, że dobrowolna pederastia karana nie jest (na przekór głównemu komentatorowi - Tagancewowi). Idziemy dalej. Nie ma się czym szczycić, że nie penalizowano homoseksualizmu, ponieważ... wykreślając z projektu fragment o homoseksualności wykreślono też karalność pedofilii, zoofilii i nekrofilii, ponieważ były to czyny znane pod ogólną nazwą "przewrotne poczucie płciowe", a powody "dekryminalizacji" były po prostu eugeniczne, chodziło o czystość rasy:

Za bezkarnością przemawiają również względy praktyczne i polityki prawa. Większość wypadków pozostaje nieujawnionych, przeprowadzenie dowodu oraz ustalenie przyrodzonej wadliwości płciowej, badanie stanu umysłowego sprawcy przedstawia ogromne trudności, nieraz nie do przezwyciężenia, a interpretacja ustawy, prowadzi do dowolności obrażającej w najwyższym stopniu poczucie prawne. Ponadto karalność nastręcza sposobność do wymuszenia, z drugiej zaś strony jest nieraz przeszkodą w wyleczeniu tych chorobliwych objawów. Wreszcie, czyż nie byłoby niebezpiecznem skłaniać takie jednostki do normalnego zaspokajania pożądań płciowych z uwagi na potomstwo, które przecież łatwo mogłoby odziedziczyć ten chorobliwy popęd. [Komisja Kodyfikacyjna Rzeczypospolitej Polskiej, Kodeks Karny, Prawo Materialne, t. II, s. 199.]

I trzecia uwaga. Popularny błąd o wyjątkowości polskiego kodeksu karnego. W 1932 roku uważano coś całkiem na odwrót:

Makarewicz - Kraje romańskie, k. k. holenderski i k. k. japoński (1907) sprawą tą w ogóle się nie zajmują, przestępstwa takiego samoistnego nie znają, co oczywiście nie wyklucza karygodności w kombinacji z innym czynnikiem: gwałtu, działania przeciw swobodnej dyspozycji płciowej, uwodzenia nieletnich itp. [jak wyżej]

I jeszcze Boy-Żeleński w 1930 roku w Literaturze "mniejszości seksualnych":

Niemcy są jednym z niewielu krajów, gdzie utrzymały się jeszcze paragrafy przeciw homoseksualizmowi i gdzie się je z niemiecką dokładnością stosuje. [Tadeusz Boy-Żeleński, Literatura „mniejszości seksualnych”, „Wiadomości Literackie” 1930, nr 51/52]

Jednocześnie nie wiemy czy przypadkiem nie działo się tak jak postulowali lekarze polscy już od końca XIX wieku - nie karać, a kierować do leczenia. Silny wpływ ruchu eugenicznego na polską myśl "naukową" mógł sprawić, że homoseksualistów kierowano do leczenia, a być może nawet sterylizacji. Istnieją polskie teksty mówiące o potrzebie sterylizacji i leczenia homoseksualizmu. Niestety kazusów z Polski nie mamy, co nie znaczy, że zjawisko to u nas nie występowało.

Na koniec trzeba też Prezesowi przypomnieć, że kodeks karny nie penalizował całkowicie homoseksualizmu - penalizował homoseksualną prostytucję, a to dlatego, że uważano iż jest to jedyny sposób na znajdowanie sobie pasywnych partnerów, główny twórca kodeksu, Makarewicz uważał, że:

(...) pederaści zdobywają swoich towarzyszy niemal zawsze za pieniądze. [jak wyżej]

I tak wyglądało polskie dekryminalizowanie homoseksualizmu. Ani nie było dekryminalizacji, ani to wyjątkowe nie było...

Ustawa o związkach - co sądzimy...

48

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 18 maja 2011

Zamiast pisać o homofobii, IDAHO w Polsce przerodziło się po części w propagandowy dzień sponsorowany przez ustawę SLD i Grupy Inicjatywnej. Ponieważ ten temat okazał się ważniejszy od homofobii, która zabija - jak głoszę kampanijne slogany - podsumujmy.

1. Abiekt w nocy:

A teraz pytanie podstawowe - czy za wszelką cenę musimy popierać jakikolwiek projekt ustawy o związkach partnerskich? Co lepsze - to nie jest projekt ustawy o związkach partnerskich, a o "umowie". Język angielski to ładnie rozróżnia: domestic partnership i civil union. Mamy do czynienia z tym drugim choć jeszcze bardziej osłabionym.

2. OdswietnaTeresa:

Obecny projekt bardziej mi przypomina spółkę cywilną, a nie prawne uregulowanie relacji pary homo-, czy heteroseksualnej. Dyskusja na blogach dowodzi, że twórcy projektu zapomnieli o tzw. konsultacjach społecznych. Dowiedzieliby się bardzo wielu rzeczy o swoim projekcie. Także... może w przyszłości.

3. Trzyczesciowy - jeszcze nie znając dokładnie treści ustawy:

Nie, nie nawołuję do plucia na rodziny z dziećmi i rzucania kamieniami. Po prostu zastanawiam się, ile jeszcze trzeba upokorzeń, by nas w końcu wkurzyć.

4. Lilianne:

Ta ustawa to śmieć inspirowany francuskimi PACSami. PACSy obecnie są ewenementem na skalę światową, najgorszym i najbardziej okrojonym rozwiązaniem. Wprowadzanie teraz rozwiązania które jest jeszcze gorsze od obecnego najgorszego byłoby idiotyczne.

5. Hyakinthos:

Pomysł z notariuszem jest tyleż samo bezsensowny co upokarzający dla ludzi, którzy chcą się związać ze sobą. Dlatego jestem na nie. Pedały do notariusza a boscy heterycy przed oblicze sędziego w USC?! Czy tak mam rozumieć przesłanie zawarte w projekcie?

6. CoTeraz:

Nie jestem ani za ani przeciw szczegółowym rozwiązaniom zawartym w projekcie, bo zważając na czas, który został do końca kadencji, to prawo nigdy nie wyjdzie poza political czy może raczej legal fiction. Jak zgłaszane w kampaniach wyborczych projekty nowej konstytucji.

7. QueerPop na IS:

Mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą pani Piekarskiej, ustawa o związkach partnerskich faktycznie wróci po wyborach do Sejmu, a zyskany czas wykorzystany zostanie na otwartą dyskusję i stosowne poprawki. Obecny projekt zdecydowanie ich wymaga.

8. Szymon Niemiec:

Ten projekt jest moim zdaniem głęboko niemoralny i nie etyczny. Jest potwierdzeniem najgorszych stereotypów i uprzedzeń, jakie społeczeństwo polskie żywi wobec osób homoseksualnych i ich związków. Jest również absolutnym zaprzeczeniem podstawowej nauki Kościoła, do którego należę. Jest mi niezmiernie przykro, że po 10 latach naszej nieustającej pracy nad przełamywaniem barier równościowych, politycy czołowej polskiej partii lewicowej pokazali, że nie tylko niczego się nie nauczyli, ale też że nadal tkwią w średniowieczu myślenia równościowego.
Zaprezentowany projekt ustawy pokazuje, że osoby homoseksualne nie zasługują na godne traktowanie, a ich związki są gorsze, mniej ważne i nie zasługujące na szacunek.


9. Walpurg na forum:

Trzeba być bardzo naiwnym, by wierzyć, że ta ustawa w ogóle wyjdzie z gabinetu Marszałka! Dlaczego SLD nie wniosło jej przez minione 3,5 roku, tylko robi to teraz, 2 miesiace przed sejmowymi wakacjami i pół roku przed wyborami? To niestety dowód hipokryzji SLD i dowód na to, że część środowiska LGBT - zapewne kierując się nadzieją na dobre miejsce na listach wyborczych - sprzedała nasze postulaty jako tanią kiełbasę wyborczą w promocji.

10. Na koniec mój ulubiony komentarz, chyba z IS: Jesteście zadowoleni z samego faktu, że was nie chwytają i nie podłączają do prądu? Należy nam się sporo więcej!

Zwraca uwagę fakt, że w opublikowanych komentarzach nikt spoza GI i SLD nie wyraził poparcia dla tego projektu. Coś takiego by było niemożliwe kilka lat temu - kocham blogi.

Miałem zamiar to trochę inaczej niż zazwyczaj skomentować, ale może i dobrze, że mojej mordy nie musicie oglądać. Zatem bardzo już krótko - mam nadzieję, że do SLD i KPH dojdą głosy oburzenia na zaprezentowany projekt, że ktoś przejrzy fora internetowe, blogi, a nawet portale. IS zrobiła coś dość absurdalnego - nie pisząc o czym jest ustawa, wrzucając samego pdf-a, którego większość komentujących nie przeczytała. To właśnie pokazuje jaki poziom refleksji nad projektem nas czeka.

Twarzami nowej ustawy są cztery osoby z tzw. środowiska LGBT i SLD. Mam wielką prośbę do KPH - nie organizujcie więcej Festiwali Tęczowych Rodzin dobrze? W necie znalazłem przy tej okazji taki opis: Takie rodziny żyją wśród nas – także w Polsce. Warto je poznać. Są bowiem integralną częścią naszego społeczeństwa. Poznać warto, ale żeby wspomnieć o nich w ustawie, już nie.

W dzisiejszych - dość wściekłych komentarzach, które usłyszałem "wychodząc na miasto" powtarza się pytanie/stwierdzenie - nic się nie da zrobić? Słychać w tym chęć zmiany teraz, przed wyborami. Moja propozycja - niech się pobawią tym popsutym samochodzikiem, niech jeszcze bardziej pokażą jak im nie zależy na nas, niech jeszcze przez chwilę pomyślą, że łykniemy nawet najgorszą ustawę. Może i nie pokażemy tego w wyborach, ale tuż po nich - mobilizując się do zbierania 100 tysięcy podpisów. Naprawdę uważam to za realne. Bo co innego możemy zrobić, żeby pokazać, że przedstawiony projekt nie tyle nie jest satysfakcjonujący, co stygmatyzujący?

On jest świetny - dla par heteroseksualnych - jako wstęp do małżeństwa. Dla homików - jak napisała N. na fejsie - ochłapem.

IDAHO cz. 2

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Part 2 in English.

Homophobia has no future - Blogs against Homophobia

17 May is the International Day Against Homophobia which aims to commemorate the World Health Organisation’s decision to remove homosexuality from the list of mental disorders (in 1990) and to call for more respect towards lesbians and gays worldwide.

Homophobia is a range of negative attitudes and feelings towards lesbian and gay people. Homophobes are people who fear and hate homosexuality and homosexuals and do not accept that gay people should have the same rights as heterosexuals.

But why are people being homophobic? According to studies and researches there are many reasons, such as: religious beliefs, education, social environment and others.

1. Hating gays may reassure themselves that they are not gay, especially if they harbour doubts about their own sexual orientation.
2. Seeing a feminine man evokes anxiety in many men as it triggers an awareness of their own feminine qualities, which they see as being a sign of weakness. That’s why women are being more tolerant.
3. The bible says homosexuality is a sin. It is hard to change a religious person’s mind about homosexuality as the servers of the bible manipulate with information for more than 2000 years.
4. Fear. People are afraid of being different; people are afraid of being judged; people are afraid of the unknown.

That’s why Coming Out is the most powerful strategy for combating homophobia and discrimination, as it eradicates negative stereotypes about gay people. You need courage and perseverance to deal with it. Just be yourself!

I mój głos:

I do not want to write about murders, beatings, bullying, all that happens in Poland as well.
I would like to remind everyone that the lack of a domestic partnership law is the responsibility of homophobic politicians. So today we ask all the politicians who "celebrate" IDAHO what they did in their countries to bring civil partnerships into law. Today a left-wing party in Poland presented a draft for a law on domestic partnerships. But there is no word about children raised by same-sex couples. The fight against homophobia is also a fight to ensure that our children receive full citizenship.

Homophobia has no future!


W projekcie udział wzięli:

Rumunia - DarQ
Niemcy - SchwulesSchwaben
Mołdawia - SuntGay
Francja - Benjamin

Wiemy, że już jest dzień po, ale zachęcamy do poszerzania listy o polskie blogi, z chęcią dopiszę!

IDAHO cz. 1

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 17 maja 2011

"Miłość nie wyklucza" wita wszystkich podróżujących z i do Kędzierzyna! Mam wrażenie, że po bilbordach na Krakowskim Przedmieściu jest to najciekawszy nasz pomysł reklamowy:




Z racji dzisiejszego IDAHO zapraszam do aktywnego wspierania postulatu ustawy o związkach partnerskich. Może byście się nagrali/nagrały? W Wawie mogę pomóc:



ps. będzie też część II, ale to wieczorem.

Ustawa o umowie związku partnerskiego - tekst, recenzja i pytanie

30

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, wydarzenia | Opublikowano

Projekt ustawy o związkach partnerskich opublikowała Katarzyna Piekarska na... fejsie, pdf tutaj. Zatem co - recenzujemy?

Co jest w ustawie?

1. Zawarcie umowy związku partnerskiego nie powoduje zmiany stanu cywilnego - jednocześnie można zawrzeć małżeństwo będąc w związku partnerskim, wtedy taki związek rozwiązuje się sam przez się. Absurdalne jest to nawet z tego względu, że w definicjach stanu cywilnego możemy znaleźć: fakt pozostawania bądź niepozostawania w związku małżeńskim (stan wolny lub zajęty) lub rejestrowanym związku partnerskim. Definicję trza zmienić.

2. Plus za możliwość zmiany nazwiska.

3. Rozwiązanie może nastąpić w skutek: upływu sześciu miesięcy od złożenia przez jedną ze stron umowy związku partnerskiego drugiej stronie tej umowy pisemnego oświadczenia o wypowiedzeniu umowy - chcemy poważnej instytucji, a nie czegoś "chwilowego". To ustawa pisana pod heteroseksualne pary, które mają instytucję małżeństwa.

4. Problem - cała ustawa dotyczy umowy notarialnie potwierdzonej, którą zawierają między sobą partnerzy/partnerki. Trzeba będzie zatem przygotować wzór takich umów. Już widzę wynikające z tego kłopoty.

5. Można zdecydować o (tzn zakłada się, że to z góry istnieje, ale można wyłączyć z umowy): współwłasności przedmiotów nabytych w czasie trwania związku, rzeczy i praw majątkowych, długów,

6. Homicze małżeństwa zagraniczne będą traktowane jako związki partnerskie.

7. Zmiany ustaw:

- o cmentarzach i chowaniu zmarłych
- Kodeks postępowania administracyjnego i Kodeks postępowania cywilnego (odmowa zeznań)
- Kodeks cywilny (najem mieszkań, dziedziczenie i wszelkie kwestie spadkowe)
- podatku od spadków i darowizn (zaliczenie do I grupy podatkowej)
- podatku dochodowym od osób fizycznych (wspólne rozliczanie się z podatku dochodowego)
- prawie autorskim i prawach pokrewnych (przeniesienia praw autorskich po śmierci na partnera)
- Kodeks karny (osoba w związku partnerskim będzie "osobą najbliższą")
- Kodeks postępowania karnego (odmowa zeznań)
- Prawo bankowe (upoważnienie do wypłacenia pieniędzy po śmierci, w ramach tzw. dyspozycji wkładem na wypadek śmierci)
- Ordynacja podatkowa (odmowa zeznań)
- o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (renta rodzinna)
- o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (uznanie za "rodzinę")
- o spółdzielniach mieszkaniowych
- o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych

8. Czego nie ma w ustawie?

- uroczystej formy zawarcia związku
- obowiązków - partnerzy w związku partnerskim nie mają wobec siebie żadnych obowiązków, a więc: obowiązek wierności, wzajemnej pomocy, wspólnego pożycia
- sądowego rozwiązywania związku, gdyż można go rozwiązać jednostronnie
- osoby poniżej 18 lat nie mogą zawrzeć związku partnerskiego (małżeński jest dopuszczalny w okreslonych wypadkach)
- przysposobienia dziecka partnera/partnerki

9. Pominięte/niedoróbki:

1. gdy zakładamy firmę i dajemy jej swoje nazwisko (np. Szot sp. z o.o.) to gdybym był w związku małżeńskim musiałbym mieć zgodę żony, w związku partnerskim, nawet po zmianie nazwiska takiej zgody mieć nie muszę. Czyli gdybym został zarejestrowanym partnerem Tomasza Raczka - nawet po rozwiązaniu związku i powrotowi do starego nazwiska (o tym też nic nie ma) mógłbym dalej mieć firmę Raczek Sp. z o.o., nie pytając go o zgodę.
2. Spisywanie testamentu - ustawa stwierdza, że jej świadkiem nie może być małżonek. Partner jak się okazuje już może być. (art 957 KC)
3. Brak zmian w artykule 1063 KC - fragment dot. dziedziczenie gospodarstwa rolnego
4. W ustawie o spadkach i darowiznach ominięto całkowicie artykuł 4 i 4a, co jest wpadką przy tym, że zmienia się art. 14 (w jednym wypadku jesteśmy zaliczeni do I grupy, w drugim już nie).
5. Kodeks postępowania cywilnego - nie można być nadal pełnomocnikiem (art 87)
6. Kodeks karny - mimo, że nie można zawrzeć związku partnerskiego będąc w małżeństwie, nie ma za to żadnej kary. Żeby było sprawiedliwie art. 206 powinien brzmieć:

Kto zawiera małżeństwo bądź związek partnerski, pomimo że pozostaje w związku małżeńskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2

7. Kodeks postępowania karnego - sędzia będący w związku partnerskim nie będzie mógł być wyłączony ze sprawy swojego partnera/partnerki (art. 40), podobnie dotyczy się to biegłych (art. 202).
8. Dalej ten sam kodeks - będąc w związku partnerskim nie można wnioskować o ułaskawienie skazanego partnera (art. 560)
9. Brak zmian w kodeksie karnym wykonawczym (art. 28 i 29)
10. Co prawda zapisano w kodeksie karnym zmianę, że osobą najbliższą jest też partner ze związku partnerskiego, ale nie dokonano takiej zmiany w Kodeksie wykroczeń (art. 47)
11. Kodeks postępowania administracyjnego - również kwestia wyłączenia "Pracownika organu administracji publicznej" (art. 24)
12. O wyłączeniu z postępowania nie ma też mowy w przypadku ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (art. 18)
13. "Prawa majątkowe ze stosunku pracy" nie będą przechodziły na partnera ze związku partnerskiego (art. 63 Kodeks pracy)

Reasumując - mamy do czynienia może nie tyle z bublem prawnym, co z ustawą, która gdyby weszła w tym kształcie w życie spowodowałaby tyle niejasnych sytuacji i problemów, że... ale myślę, że dużo z tego by wyłapało Biuro Legislacyjne Sejmu i chyba na to liczą twórcy projektu. Co ciekawe ten lex Legierski niewiele się różni od założeń ustawy pokazywanych przed pseudo-konsultacjami z organizacjami pozarządowymi. Doszła co prawda zmiana nazwiska, ale Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nadal pozostaje bez zmian.

Ustawa jest zatem - co tu ukrywać - przedwyborczym zabiegiem, który może zaspokaja potrzeby osób heteroseksualnych, ale nie za bardzo homoseksualnych. Zmieniono jedynie najbardziej chwytliwe ustawy i ich fragmenty, nie zagłębiając się w takie absurdy jak ten nazwany przeze mnie roboczo "Raczek sp z o.o.). Martwi mnie całkowite obejście kwestii wyłączania z rozpraw - to "niepoważne" traktowanie związków partnerskich. Oburza brak obowiązków, a co za tym idzie - możliwości uzyskania np. alimentów w przypadku choroby to już jest nieporozumienie.

Ustawa w takiej formie nie przejdzie przez Sejm - nie tylko z powodu braku na nią zgody, ale i wskazanych przeze mnie niedoróbek (a i tak przeszedłem tylko połowę punktów z projektu ustawy, który pokazaliśmy).

A teraz pytanie podstawowe - czy za wszelką cenę musimy popierać jakikolwiek projekt ustawy o związkach partnerskich? Co lepsze - to nie jest projekt ustawy o związkach partnerskich, a o "umowie". Język angielski to ładnie rozróżnia: domestic partnership i civil union. Mamy do czynienia z tym drugim choć jeszcze bardziej osłabionym.

W perspektywie powyższego śmieszne wydają się być działania organizacji pozarządowych przypominających o "tęczowych rodzinach". Drogie "tęczowe rodziny" - właśnie was przehandlowano za... No właśnie nie wiem za co. Za miłe uśmiechy polityków? Handshake? Co zabawne - na festiwalu Tęczowych Rodzin było spotkanie z Grupą Inicjatywną. Po co? Po to, żebyśmy teraz mieli przed oczami projekt, w którym działacze społeczni olewają grupę mającą naprawdę olbrzymie problemy z powodu regulacji prawnych? Powiem tak - ta ustawa powinna być właśnie dla nich! O nich powinno się myśleć w pierwszej kolejności.

Przehandlowano też wszystkie "ceremonialne" fragmenty ustawy. Deklarowałem i deklaruję, że NIGDY nie poprę ustawy, w której wymiar symboliczny zawarcia przeze mnie związku będzie mnie stygmatyzował.

I co teraz? Uśmiechać się i cieszyć, popierać i walczyć o ustawę, w której sami się stawiamy na pozycji obywateli drugiej kategorii? Jestem przeciw, a wy?

Pokażą ustawę na IDAHO?

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 16 maja 2011

Media właśnie doniosły:

Projekt autorstwa SLD zakłada, że osoby będące towarzyszami życiowymi - partnerami, będą mogły zawrzeć u notariusza umowę o związku partnerskim. By była ważna, trzeba będzie ją zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego.

Czyli spełniła się ustawa, wobec której protestowaliśmy wielokrotnie. Jestem ciekaw jakie będą opłaty u notariusza? Za ślub cywilny płaci się 80 zł plus za ew. odpisy - 10 zł za skrócony i 20 zł za pełny. Umowa intercyzy to przeważnie 500 zeta (taksa 400, 38 podatek od czynności cywilnoprawnych plus do taksy VAT). Oczywiście wątpliwości jest dużo więcej, ale ponieważ nadal nie widziano ustawy, tak więc komentować nie ma czego.

Aha - ustawa o mowie nienawiści złożona prawie miesiąc temu (18 kwietnia) do laski marszałkowskiej, dalej tam tkwi. Ponieważ do sejmowych wakacji zostały dwa miesiące, to nie ma co liczyć na większy ruch w tym temacie. A SLD przypominam, że jutro jest wspomnienie św. Paschalisa Baylona, patrona Kalisza.

ps. pierwsze komentarze w necie: niech sobie Napieralski chodzi do notariusza z Kalitą, albo i z Olejniczakiem, Też tak sądzę.

Rozmawiajmy, podobno warto

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Parada Równości | Opublikowano

To nam się blogosfera rozgadała o Paradzie. Nawet trudno to monitorować (ostatnio: Serapahielos i Ewa). Pojawiają się najczęściej analizy wypowiedzi organizatorów na temat "wykluczania" różnych grup. Pytanie o to dla kogo jest Parada, jest bezcelowe - oczywistym jest, że każdy może na nią przyjść, byle zgadzał się z elementarnym twierdzeniem, że osoby LGBT mają prawo do spacerowania ulicami miast. Więcej bym od zapraszanych nie wymagał.

Ciekawią mnie różne koncepcje o których czytam, jednak nie przekonują. Dlaczego? Dlatego, że Parada - zróbmy kolejne ćwiczenie myślowe - to impreza z góry skazana na wykluczanie. Bo kto ma możliwość pójścia w niej? Ci, którzy się nie boją. Czy Parada daje dobry przykład i ośmiela do wyjścia z domu? Trzeba by zapytać tych, co nadal się ukrywają. Dyskurs gejowsko-lesbijski w tym ujęciu jest przemocowy ponieważ narusza prawo do decydowania o sobie - nakazuje i celebruje coming-out, czasem wręcz outuje. To jedna z możliwości interpretacji Parady - jako narzędzia do tworzenia nowego stereotypu o "dobrym geju/dobrej lesbijce", czyli takim/takiej, który jest widoczny. Oczywiście tezę taką jak prawie każdą opartą na obserwacji można sfalsyfikować i nie zamierzam jej bronić, ale...

Nie nazywajmy Parady świętem LGBT. Jest to święto ruchu LGBT. Za składową ruchu uznać możemy różne formy zaangażowania. Pójście w marszu to właśnie przejaw zaangażowania, choćby w najmniejszym stopniu. I to jest chyba odpowiedzią na pytanie dlaczego w Paradach idzie tak mało ludzi - nie dlatego, że jest nas niewielu, ale dlatego, że partycypacja i zaangażowanie w Polsce wyglądają tragicznie.

Parada 2011 już teraz ukazała wszystkie bolączki ruchu LGBT - niedyskursywność tego ruchu, zapatrzenie w standardowe formy przekazu, ograniczanie partycypacji do kręgu "znajomych królika". To widać już w popularnym twierdzeniu, że "Parada być musi". Ten poziom braku refleksji nad formami reprezentacji uwidacznia się przy okazji słynnej już Żakliny na plakacie - oto próbując przełamać stereotyp nie udało się to nie przez samą drag queen, którą akurat cenię, ale przez kiczowate ujęcie, które z campem niewiele ma wspólnego. Bo co ma różowo-landrynkowa Żaklina do hasła "Wszyscy chcą kochać"? Hasło to ma pewien możliwy potencjał, ale w tym zestawieniu staje się zabawną igraszką. Bo i o zabawę tu chodzi. Parada ma być, co organizatorzy podkreślają, apolityczna. To jeśli tak to po co politycy w Komitecie Honorowym?

Niedyskursywność Parady polega też na tym, że nie tworzy ona pola do rozmowy o problemach, a staje się dla mediów okazją do pokazanie co najciekawszych egzemplarzy paradujących. Mam co roku szczerą nadzieję, że będzie padał deszcz. Pamiętacie potencjał deszczowych Parad? Ich siła była tym większa im mniej można było się bawić. Pojawianie się haseł i postawienie na nie, a nie na dudniącą muzykę i zabawę sprawiało, że Parada zaczynała coś mówić. Zobaczymy jak będzie w tym roku.

Nie ma co ukrywać, w tym roku za Paradę wzięły się "nieodpowiednie" osoby. Przecież nie jest tak, że w Komitecie nie ma nikogo ze standardowego zestawu działaczy i działaczek tylko dlatego, że nikomu się nie chce. I tu warto zwrócić uwagę na podkreślany fakt zarejestrowania nazwy Parad Równości jako znaku handlowego (czy jakoś tak) - otóż przekaz jest jasny - jest to impreza z rokowaniami na komercję, warto zatem nazwę zastrzec. Właściciel patentu tłumaczy to inaczej, ale niewielu to przekonuje.

Nieodpowiedniość jest kolejnym hasłem ważnym do patrzenia na tegoroczną Paradę. Ruch LGBT znajduje się w tej chwili w sytuacji pewnego "przewartościowania". Myślę tu o tworzących się nowych ośrodkach tego ruchu - jak chociażby Komitet Organizacyjny, ludzie od "Miłość nie wyklucza", Pomada, czy lokalne grupy LGBT. Nie jest tak jak przed laty, że były dwie silne organizacje i tylko one zabierały głos. Teraz ten głos należy do większej liczby - co prawda mniejszych i świadomie pozbawionych grantów - grup. Ciekawe jak to się rozwinie. Warto popatrzyć na ogólną przecież krytykę Grupy Inicjatywnej i ich tajemniczego projektu ustawy. Kilka lat temu nie do pomyślenia byłaby taka krytyka działań jak najbardziej pożądanych.

"Stare" organizacje mają oczywiście ciągle przewagę, jednak już teraz widać, że prawie wszystko co ciekawsze w tym roku zorganizowali inni. Czy tegoroczna Parad ma szansę na zadanie ciosu w dotychczasowe ośrodki ruchu? Już jej się to udało. Jednocześnie nadal mam wrażenie, że zrobiono to wyłącznie "przejęciem" Parady.

Jednym z nowych ośrodków, które utworzyły się wokół Parady jest studencka organizacja Queer UW, która nie tak dawno wydała dość ciekawy raport o sytuacji osób nieheteronormatywnych na uniwersytecie. Teraz Queer UW, dowodzona przez Jej Perfekcyjność organizuje konferencję zatytułowaną "Strategie Queer". Otóż ta - wspierana przez ISNS, Osę oraz Gender-Queer (dla niezorientowanych - instytucje uniwersyteckie) konferencja miała być w założeniu czymś od Parady oddzielnym. Otóż okazuje się to nieprawdą:

W sobotę 4 czerwca rozpoczyna się, organizowany przez Queer UW na zlecenie Urzędu Dzielnicy Ursynów m. st. Warszawy „Tydzień Równości na Ursynowie”. Sobotnia inauguracja odbędzie się wieczorem a jej główną atrakcją będzie plenerowy pokaz filmu „Transamerica”, który poprzedzą wystąpienia Jacka Żakowskiego i Anny Grodzkiej. Przy okazji już teraz Panią/Pana serdecznie na to wydarzenie zapraszamy!

A przyszło to w mailu, w którym zostałem zakwalifikowany do wygłoszenia referatu w trakcie konferencji. Słyszałem zapewnienia, że jest to wydarzenie z Paradą nie związane. Jej Perfekcyjność nie może - jak my wszyscy - być za jednym zamachem w kilku postaciach. Proponuje się jednak scalenie osobowości i mówienie wprost, zwłaszcza, że ursynowska impreza budzi we mnie mieszane uczucia jako element gry politycznej mającej na celu wymazanie ludziom z pamięci koalicji z PiSem zadzierzgniętej przez burmistrza dzielnicy. Tyle, że kogo obchodzą takie dywagacje? Kto by się u nas przejmował tym, że pod dyktando polityków, którzy dotychczas nic sensownego dla nas nie zrobili, jesteśmy skłonni promować ich pomysły? Może to zabrzmi jak science-fiction, ale czas byśmy to my - jako ruch - dyktowali warunki. Poczekamy przez to na ustawę 10 lat dłużej? Ok, ale to będzie wtedy nasza ustawa.

Próbowaliśmy - na Homikach - podjąć realną dyskusję o Paradzie Równości. Podjęły ją blogi, nie podjęły jej organizacje. Nie podejmują też tej dyskusji organizatorzy samej imprezy. Osobiście próbuję wywołać dyskusję też o tym, czy ruch LGBT ma być wywrotowy wobec polityków i mówić "żądamy", czy grzecznie się układać. Czekam ciągle na jakąś odpowiedź od strony działaczy i działaczek. Bo dopóki nie przeprowadzimy uczciwej dyskusji, w której każdy weźmie udział, dopóty ten ruch będzie się rozłaził na antagonizujące stronnictwa. A to nikomu nie służy.

Rzucali jajami teraz mogą strzelać

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 14 maja 2011

Lubimy być ofiarami - tak można podsumować pomysł szczecińskiego KPH na happening "Zastrzel mnie". Organizatorka akcji dla Gazety mówi:

Przyjdą geje, lesbijki, osoby trans, ale i heteroseksualne, które popierają inność - mówi Małgorzata Mazur z KPH. - Ci, którzy boją się ujawnić swoją orientację, będą w kominiarkach. Każdy przyczepi sobie na piersi tabliczkę, np. "jestem gejem". Na plecach będzie miał cel i napis "zastrzel mnie". Będą pistolety na kapiszony. Zobaczymy, czy ktoś odważy się strzelić.

Jaki dostajemy przekaz jako czytelnicy GW? KPH zakłada z góry, że nikt nie odważy się strzelić, a więc pokażą, że ludzie są tolerancyjni, a do tego wyświetlanie homofobicznych wypowiedzi polityków wzmocni niechęć do strzelania. To jest głupie samo w sobie i nie chce mi się nad tym rozwodzić, ale zastanawia mnie inny pomysł - kominiarki. Otóż nie wiem po co mamy upodabniać się do prawicowych bojówek (i anarchistów) poprzez takie zachowanie. Zakrywanie twarzy motywowane religijnie budzi już mój lekki sprzeciw, ale nad tym można dyskutować, zaś pokazywanie "zakrytych" gejów i lesbijek to dla mnie spełnienie marzenia ONRowców - oto tak się boją, że chodzą w kominiarkach. Akcja jest autostygmatyzująca, nie potrafię w niej znaleźć elementu walki z homofobią, a to miało być jej celem.

A najbardziej żałośnie wyglądają w zestawieniu ze słowami Mazur słowa szefa KPH:

Zgromadzenie jest już zarejestrowane. Na razie nie podajemy godziny, bo boimy się, że znowu przyjdą nacjonaliści i będzie niebezpiecznie.

Mamy więc sprzeczność - kto ma strzelać? Przechodnie, ale tylko ci wybrani, bo prawdziwych homofobów się boimy. Zatem pomysł wydaje się samym organizatorom na tyle niebezpieczny i raczej skłaniający do przemocy niż z nią walczący, że nie podają godziny akcji. Absurdalne.

I na koniec - zakładam, że raczej nikt nie odważy się strzelić i chyba to samo zakładają z góry organizatorzy. Sukces będzie można łatwo odtrąbić, nie widzę tu szczególnie wiele pracy koncepcyjnej, a raczej pójście na łatwiznę. Działania w przestrzeni powinny zakładać też rezultat taki, że ktoś strzeli i prawdę mówiąc to ja miałbym chęć sobie postrzelać. Tak, żeby te założenia wywrócić do góry nogami. Bo póki co to mam wrażenie, że ktoś na głowę upadł.

Miłosz i homoeroci cz. 1

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, HomoWarszawa | Opublikowano piątek, 13 maja 2011

W wydanej nakładem Znaku biografii Czesława Miłosza, autorstwa Andrzeja Franaszka wielokrotnie pojawia się motyw ewentualnej homoseksualności samego Noblisty, a także – niesamowita wręcz – liczba znajomych z homoseksualnych kręgów. Mamy Rok Miłosza, zatem mamy prawo go świętować po naszemu. Boy by to nazwał „odbronzowieniem”, my nazwijmy „historią”.

Zacznijmy od najstarszego wspomnienia:
Ten ostatni nauczyciel [Stanisław Jarocki]: artystowska postać w pelerynie i kapeluszu z piórem, a zarazem opiekun drużyny harcerskiej, był też bodaj pierwszym poznanym przez Miłosza homoseksualistą: „krótkotrwała miłość do niego (co czwartek urządzał u siebie herbatki, na których udzielał lekcji fechtunku i rozmawiał z wybrańcami o sztuce) zakończyła się tego popołudnia, kiedy siadł obok mnie na kanapie, położył rękę na genitaliach i zaczął się trząść. Odtąd odnosił się do mnie z nienawiścią” [Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 76, Franaszek s. 62]
Jarocki, popularny głównie lokalnie malarz w pierwszej połowie lat 20-tych był ponad pięćdziesięcioletnim mężczyzną, w 1923 roku wydał popularny przewodnik Wilno i okolice, był więc zapewne kimś w rodzaju autorytetu. Kiepskie doświadczenia z młodości nie sprawiły by Miłosz miał jakąś szczególną do „homoerotów” awersję. Dzięki Franaszkowi możemy prześledzić losy przyjaźni autora Doliny Issy i Bolesława Bochwica:

Jak wspominał:
milieu porozumiewało się sobie tylko wiadomymi sposobami, w śródmieściu za główne punkty oparcia wybrawszy pisuar na placu Napoleona [obecnie Plac Powstańców Warszawy – WSZ] i łaźnie miejskie – do łaźni chodziłem czasem z B. i dostarczał mi niezłego przedstawienia przez sam sposób zawierania znajomości z różnymi chłopcami”. Ów b. to poznany podczas paryskiego stypendium chemik Bolesław Bochwic, przyjaciel także Jerzego Andrzejewskiego. [Franaszek, s. 167]
Miłosz do Paryża wyjeżdża w 1935 roku. Zamieszkuje w Hôtel Central Laplace, przy rue Laplace 4 i uwaga:
Sąsiad z hoteliku, Bolesław Bochwic – przygotowujący doktorat chemik, a także zafascynowany poezję homoseksualista, poszerza nie tak znów liczne grono paryskich znajomości Miłosza. Poeta spotyka wtedy po raz pierwszy również Zygmunta Mycielskiego, który po wojnie skomponuje pieśni do słów jego wierzy, i Karola Szymanowskiego – Iwaszkiewiczowi donosi, że poznał malarza Józefa Rajnfelda oraz twórcę Harnasi na herbatce u pianistki Hélène Caselli, czyli Kazelci, gdzie zabrał go – poważany przez Szymanowskiego – Maciejewski. [Franaszek, s. 201]
W Paryżu poznaje też Józefa Czapskiego. Sporo homoseksualistów jak na „małe towarzystwo”. W przypisie dostajemy smakowity kąsek, fragment listu Bochwica do Miłosza z 1946 roku:
Jakkolwiek się już w Tobie nie kocham szaleńczo, jak przed laty (przed laty 12! już), to jednak należysz do najbliższych sercu memu ludzi. [Franaszek, s. 785]
Dowiadujemy się również, że partnerem (Franaszek używa słowa „kochanek”) Bochwica był Günther Eten, wtedy „początkujący niemiecki pisarz”, który rzeczywiście kariery pisarskiej nie zrobił (dwie opublikowane w 1935 roku książki dzisiaj są całkowicie zapomniane), ale za to zrobił dobre wrażenie na Miłoszu:
W Paryżu, w beznadziejnej izolacji meteka [od métèque – cudzoziemiec, WSZ] nauczyłem się go bardzo cenić i lubić. Jest dla mnie jak utwór muzyczny. [list do Iwaszkiewicza, Franaszek, s. 204]
Ślad Etena znajdujemy w wierszu Miłosza:
Na Kongresie Obrońców Kultury w Paryżu,
Wiosną 1935, mój kolega student
Wędrujący po Europie, Günther z Marburga,
Śmiał się. Wielbiciel Stefana George,
Pisywał wierze o rycerskich cnorach
I nosił kieszonowe wydanie Nietzschego.
Miał następnie zginąć, może pod Smoleńskiem.
Śmiać było się z czego, bo słynni pisarze jak Huxley czy Gidé w uniesieniu głosili pacyfistyczne hasła, które nijak się miały do zapowiadającej się już wtedy katastrofy.

Bochwic w Polsce mieszka w Paulinowie, u którego Miłosz chce spędzić wakacje w 1936 roku. Nie wiemy czy zamiar został spełniony. Wiemy za to, że w kwietniu 1939 roku z Bochwicem „wyprawia się na Polesie, mieszka w leśniczówce i podchodzi głuszce” [Franaszek, s. 282]. Z Polesia wraca przez Lublin, gdzie spotyka się z... Czechowiczem. Ale to już na inną historię. Wracamy do Bochwica. Przez kolejne lata nie napotykamy go na drodze Miłosza, ale w Wigilię 1959 roku, którą dzięki stypendium Fundacji Forda spędza w Paryżu, odbywa się spotkanie przyjaciół – Miłosz, Bochwic i Andrzejewski. Obecni są też żona i syn Miłosza. Bardziej konserwatywna i zasadnicza Janka (o tym też kiedy indziej) musi chyba czuć się trochę nieswojo w takim towarzystwie. A może już się przyzwyczaiła? Korespondencja z Bochwicem trwa do 1993 roku. Z opublikowanych fragmentów dowiadujemy się, że Miłosz znał też brata Bolesława, Brunona, w którego majątku Baranowicze spędza chwilę w 1939 roku. W czasie swojej po-noblowskiej wizyty w Polsce, w 1981 roku odwiedza Bochwica „w jego domu w Kierwiku”.

Listy Miłosz-Bochwic znajdują się w Beinecke Library. Ich opublikowanie mogłoby rzucić więcej światła nie tyle na homoseksualizm Miłosza, którego raczej „nie udowodnimy” i udowadniać go nie powinniśmy [zabrniemy na manowce], ale na postać Bolesława Bochwica, późniejszego kierownika Katedry Chemii Organicznej Politechniki Łódzkiej, profesora, przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Chemicznego i przewodnika Czesława Miłosza po warszawskich pikietach.

To co najpiękniejsze w historii homoseksualności to właśnie odkrywanie takich postaci. Śladami Miłosza i Bochwica, a także kilku innych postaci zapraszam już teraz na spacer po HomoWarszawie – 4 czerwca o godzinie 13:00 spotykamy się pod Zachętą. A więcej i o spacerze i o Miłoszu niedługo.

Problemy Bloggera

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano

Kochani, ostatniego posta nie usunąłem, Blogger zrobił to w ramach awarii, która trwała cały dzień. Tyle w kwestiach wyjaśnień. Za chwilę zaczynamy Rok Miłosza :)

Cenzura czy nie?

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 12 maja 2011


Bardzo ciekawy artykuł, a Parada Równości ogłosiła trasę: spod Sejmu na Bankowy. Trochę szkoda, że nie na odwrót, ale przynajmniej nie skończymy na Placu Konstytucji czy nie pójdziemy Puławską na stadion Warszawianki. Z zapowiadanego koncertu gwiazdy też nici - będą kanapki i woda. Z dnia na dzień organizatorzy wycofują się z kolejnych "świetnych" pomysłów. Ciekawe ile platform przyciągnie Parada. Plotka niesie, że organizacje LGBT w tym roku nie wystawiają platform. No i mamy kolejne kwiatki od Parady:

Chcemy, by manifestacja była nie tylko liczna i pokojowa, ale by nie utrudniała normalnego życia miasta.

No to nie idźmy.

W sprawie zwolnienia z opłat za wizy MSZ zadeklarował, że każdy wniosek będzie rozpatrywał indywidualnie.

Te wnioski zawsze są tak rozpatrywane, ale nie ma jak to sprzedawać powietrze.

Inny news - Krzysztof Kliszczyński po latach przewodniczenia Lambdzie został zastąpiony przez Dorotę Bregin. O nowej Przewodniczącej na stronie Lambdy może przeczytać, że:

O sobie: pedagożka, trenerka z zakresu różnorodności, antydyskryminacji, równości szans kobiet i mężczyzn. Z Lambdą związana 3 rok. Sercem jest z wolontariuszkami i wolontariuszami, głową w koordynacji projektów. Jej pasją i ulubioną "działką" są działania antydyskryminacyjne i animacja społeczności lokalnych. Na co dzień pracuje w Fundacji Rozwoju Dzieci im. J. A. Komeńskiego oraz szkoli. Związana z nieformalną grupą Śląska Strefa Gender. Wierzy w moc ćwiczeń Jogi i gór a ciągle brakuje jej na nie czasu. Pasjonatka internetu. Jadąc do pracy komunikacją miejską czyta reportaże i książki biograficzne.

To potwierdza moje przypuszczenia, że Lambda w całości skupi się już tylko na działalności pomocowej, co chyba jest dobrym newsem - przydałby się jeszcze trochę lepszy PR i lepsza obecność projektów Lambdy w mediach. Nowej Przewodniczącej gratulujemy i czekamy na pierwsze sukcesy. Czekamy też na potknięcia, bo o czymś pisać musimy.

Ta ostatnia złośliwość spowodowana jest moim zmęczeniem brakiem dobrych newsów w ostatnim czasie. Przynajmniej z Polski. Jakiś pesymistyczny ten miesiąc.

Parada Watch 04

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości | Opublikowano

Zapowiadałem na dziś Dzień z Miłoszem, ale będzie jutro. Dzisiaj znowu (trochę mam dość) zajmiemy się Paradą. Przed Wami trzy wydarzenia internetowe, które po krótce:

1. Na Trzyczęściowym pojechano sobie po JejPerfekcyjności w dość ostry sposób, zwłaszcza w komentarzu Rudej. Gaylife to podłapał i z "faktowską" stylistyką napisał o pełnym nienawiści komentarzu działaczki.

Fakt - komentarz "Niedobrze mi się robi czytając po raz kolejny przeklejone zdanie chłopaczka przebierającego się za dziewczynkę" nie jest udany, jestem nim bardzo zaskoczony. Ruda potrafi się wysławiać z delikatnością spadających cegłówek, ale co można robić prywatnie, nie przechodzi w necie. Ale "nienawiści" to ja w tym nie widzę, co najwyżej wkurwienie tym, że chłopiec od rzecznikowania Paradą swoimi pełnymi wyższości komentarzami potrafi doprowadzić do szału. Oto przykład (jak już monitorujemy komentarze):

Wybaczcie, że nie mam czasu odpowiedzieć wszystkim, ale naprawdę mam aktualnie dużo pracy.

Też mam dużo pracy, bardzo dużo pracy, jestem zawalony robotą, nie wiem w co ręce włożyć. Ale co to kogo obchodzi? Nie mam zamiaru się użalać nad tym, że 29 tomów Boya-Żeleńskiego nie da się przejrzeć w tydzień (ok - mi się udało).

Gdzie indziej:

I oczywiście, zapraszam w imieniu Komitetu Organizacyjnego Wasz różowy transparent.

Przyjdziemy bez zaproszenia, oto się nie martwcie.

2. Parada Równości i jej rzeczniczka zrobili nas w jajo. Ogłosili, że MSZ zamierza zwolnić z opłat wizowych obywateli i obywatelki Białorusi udających się na Paradę. Okazało się to nieprawdą. Gazeta:

(...) dyrektor Paulina Kapuścińska z departamentu konsularnego. - Patrzę na to pismo i nijak nie mogę się w nim doczytać zapowiedzi zniesienia opłat wizowych - mówi "Gazecie". MSZ informuje, że w piśmie są informacje kiedy i w jakich warunkach można otrzymać wizę, a zdanie o indywidualnym traktowaniu każdej osoby w oparciu o przepisy wizowe UE nie oznacza zwolnienia z opłat. Zdaniem Kapuścińskiej to standardowe pismo departamentu, w którym znajduje się informacja, jakie przepisy obowiązują.

Też to pismo widziałem i też nie wiedziałem skąd taka zapowiedź, ale myślałem, że może mają jakieś dodatkowe informacje. Zrobiono medialny szum z niczego. Pisałem tutaj, że jest to jedyna rzecz za którą doceniam organizatorów Parady. Teraz już takich nie ma. Aha - info poszło w świat. Ciekawe jak się teraz czują chętni ze wschodu?

3. Na stronie Parady ukazał się dziwny tekst, Po co Parada Równości?. Czytamy w nim:

Jedni idą, bo chcą rejestrowanych związków partnerskich (choć marsze jak nasz odbywają się też w krajach, gdzie te związki już są); inni, bo chcą tolerancyjnego i otwartego społeczeństwa (to powód podawany często przez osoby heteroseksualne), jeszcze inni bo są po prostu „inni”.

Rozbierając to zdanie logicznie należy zwrócić uwagę na to, że utworzono trzy samodzielne zbiory ludzi: tych, którzy chcą związków, chcących tolerancji i chcących manifestować inność. I tak oto po raz kolejny dokonano wykluczenia - osoby chcące manifestować inność oraz domagać się związków partnerskich zapraszamy kiedy indziej.

Dalej jest jeszcze gorzej:

Stąd też pojawiają się co roku osoby starsze, czarne, osoby na wózkach inwalidzkich.

No to się udało. Mamy mniejszości! Ale jest z nimi problem - a gdzie "żółci", "czerwoni"? Może by się tak nauczyć, że słowo "czarny". Wystarczy przeczytać blog Mamadou by dowiedzieć się, że jest to niezbyt lubiane przez polskich Afrykanów słowo. "Osoby na wózkach inwalidzkich" też mi się nie podobają. "Osoby pozbawione pełnej sprawności" to naprawdę cudowne określenie.

Nieudolności popełniane przez rzeczniczkę Parady napawają mnie grozą.

Polecam na koniec manifest, który wyszedł pewnemu blogerowi. Zgadzam się w pełni. Dobry komentarz do całości również na nowym blogu, który - mam nadzieję - się rozwinie.

ps. Od dawna wierzę w siłę blogów i to, że nie na portalach sprawdzę czy ludziom się coś podoba, czy nie, bo portale homicze muszą żyć w miarę dobrze ze wszystkimi, blogi nie muszą. Dlatego jak coś robię to sprawdzam ich reakcję. Ciekawe czy tutaj ktoś wyciągnie wnioski. Zatem jutro Miłosz, pojutrze Miłość, może kiedyś znajdę czas na zagraniczne newsy? Pod jednym warunkiem - państwo od Parady wezmą urlop od kreatywności.