ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Parada Watch 02

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano sobota, 30 kwietnia 2011

Są newsy na temat Parady Równości:

do 6 maja wszystkie osoby fizyczne i prawne, które chcą uczestniczyć w Paradzie Równości 2011 z pojazdem (samochód, tir, inne) muszą wysłać informację o rodzaju pojazdu oraz jego numerze rejestracyjnym

Rozumiem, że organizatorzy chcą jak najszybciej złożyć informację o zgromadzeniu do urzędu, ale trochę przesadzili - to już za tydzień! Nie wiem skąd organizacje czy kluby mają do tego czasu znać numery rejestracyjne platform. Miałem pewien pomysł związany ze sprzętem ciężkim, ale w tak krótkim czasie to nie ma szans. Cóż - parada bez platform mi się nawet będzie bardziej podobać.

na czele Parady Równości 2011 poruszać się będzie tir-platforma organizatorów oraz Komitetu Honorowego; w dalszej kolejności znajdą się pojazdy firm, instytucji, partii, osób i innych podmiotów wchodzących w skład Komitetu Organizacyjnego Parady Równości 2011; pozostałe firmy, instytucje, osoby, które zgłoszą chęć uczestnictwa w Paradzie Równości 2011 z pojazdami znajdą się w dalszej kolejności

W punkcie wcześniejszym jest o losowaniu pozycji. To dość jasny sygnał dla nie-Komitetowych - jesteście gorsi bo kasy nie daliście. Na ostatniej Paradzie - mimo, że tak licznej - siódma z rzędu platforma jechała samotnie bez ludzi wokół. Czytaj - wystawianie platformy nie ma sensu.

za możliwość wystawienia pojazdu nie pobiera się żadnej opłaty

No w końcu! Za to należą się brawa, choć jeśli ma być to platforma z samego końca orszaku to nawet nie ma się co dziwić, że nie będzie to płatne.

Miasteczko Równości odbędzie się w formie stacjonarnej manifestacji (wiec) w centrum Warszawy (Śródmieście) bezpośrednio po zakończeniu przemarszu i potrwa około 4 godzin

Od lat trwa spór o to co jest centrum Warszawy. Że Śródmieście to już wiemy, czekamy na szczegóły.

Warszawianka - dzięki bogini - nie wypaliła (to Mokotów), teraz Miasteczko ma się odbyć gdzieś w centrum miasta. Jestem ciekaw kto oprócz partii politycznych się tam wystawi. No i jak stoiska partyjne przyciągną ludzi - kiełbasą czy bigosem?

ps. Karpieszuk w "Wyborczej": Gest burmistrza Guziała już okrzyknięto historycznym wydarzeniem - do tej pory na coś podobnego zdobywali się jedynie zachodni dyplomaci akredytowani w Warszawie.

A Guział komentuje: A o tolerancji trzeba dyskutować. Np. nasi koalicjanci z PiS nie popierają mojego pomysłu z flagą, ale też nie zabraniają. To jest właśnie tolerancja.

Jak można napisać o czymś czego nie ma, że jest historycznym wydarzeniem? I oto się doczekaliśmy - historyczne wydarzenia wspierają działacze PiS... dzieje się moi drodzy!

A jak oglądaliście "the ślub" to takie niewinne skojarzenie:

Fekalje, naturalje i obscenalje

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 29 kwietnia 2011

Nie chce mi się komentować Węgrzyna - przed majowym weekendem proponuję znowu wyprawę historyczną, zwróćcie uwagę na cudowne neologizmy, przy których przepisywaniu dostaję nerwicy:

Popularność wśród mobu i czytelników prasy brukowej nie może być sprawdzianem walorów duchowych i moralnych. W ogrodach zoologicznych i menażerjach zwyczajnie pusto jest przed klatkami z orłami lub lwami, a natomiast tłoczy się gawiedź przed kratkami, za którymi nieprzyzwoicie bawią się makaki i hamadryasy, coram publico uprawiające exhibicjonizm. Ten sam gatunek emocji daje też narodowi sanacyjnemu krasopisarstwo „mędrca z urojenia” Boya. To też gwarno i wrzaskliwie bywa stale przed tym feljetonistycznym Lunaparkiem (lunaparkiem), który Boy zainstalował w gościnnej stolicy, a kompletna obojętność otacza dziś tych wszystkich pisarzy, którzy nie zniżają się nawet o jeden stopień do jarmarcznego poziomu panseksualnej demagogji.
(...)

Adoranci i akolici Boyowi, zatajając sami przed sobą główną i rozstrzygającą przyczynę zaczytywania się w nim, tj. zoologiczną inklinację la bête humaine do sexualji, fekalji, naturalji i obscenalji, obnoszą dookoła jego: „humanitaryzm” (sic), jego „człowiekolubstwo”. Zgadzają się już i na to, że jego pisarstwo to wyzwalanie zwierzęcia a raczej bydlaka z człowieka, ale upierają się przy tem, że jednak równocześnie ten „pogromca obłudy i pruderji” wyzwala kobietę z niewoli i niedoli. A więc humanitaryzm. Dobrze. Pięknie. Ale czemu to Play-Boy ogranicza swój humanitaryzm tylko do jednej płci tj. do tej, która jedynie w Polsce książki kupuje i czyta? Dlaczego widzi tylko „Piekło Kobiet” a nie widzi inferno rusticorum, nie widzi uczciwych ludzi w Polsce, nie widzi orgji sadyzmu i bestjalizmu, nie widzi nędzy, biedy, zpauperyzowania? Czy apologja sexualnego nierządu domaga się także zamykania oczu na nierząd polityczny?

(Adolf Nowaczyński, Boyszewizm, „Gazeta Warszawska” 1931, przedr. w: Prawda o Boyu-Żeleńskim. Głosy krytyczne, oprac. i wstęp Czesław Lechicki, Warszawa 1933, s. 103-116)

Jedźcie czy wyjedźcie?

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 27 kwietnia 2011

Dzisiaj w TokFm miałem przyjemność komentować dwa wydarzenia - zgodę władz Moskwy na Paradę Równości i komunikat MSWiA, że zmieni zaświadczenia o stanie cywilnym tak by nie wymagały informacji o tym z kim chce się zawrzeć związek. Telefonicznie towarzyszył nam Adam Bodnar, a całość do wysłuchania:



Mam pewne wątpliwości dotyczące tych zaświadczeń - ministerstwo zamiast przeszkolić urzędników i urzędniczki stara się by związki partnerskie czy małżeństwa zawierane za granicą były niewidoczne dla państwa. KPH, która lobbowała w tej sprawie odtrąbiła dzisiaj sukces, a ja bym nie był takim optymistą - raczej utwierdzono społeczne wykluczenie niż zaakceptowano fakt, że za granicą nie mamy często takich problemów jak w Polsce.

KPH informuje: (...) w obecnej sytuacji społeczno-politycznej pozostaje się tylko cieszyć. A ja mam jednak poczucie, że trochę dano się wrobić. Co nie znaczy, że nie cieszy mnie ta informacja. Na koniec zaś czytamy: Jedźcie więc i zawierajcie związki!!! To juz bardzo pro-rządowe myślenie - jak skomentowano tutaj: Rząd zachęca do emigracji.

Jestem ciekaw co sądzicie - dobrze się stało, czy raczej nie?

Wyścig o procent

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 26 kwietnia 2011

Przez dłuższy czas można było w ankiecie po prawej stronie wskazać, komu "przekazujecie" 1 procent podatku. Oto wyniki:


Okazuje się, że wcale nie jesteście chętni przekazywać kasy orgom LGBT - 38 procent wskazało na nie, 42 procent na inne organizacje. Za to głosy na konkretne organizacje ułożyły się proporcjonalnie do ich zysków z   jednoprocentowego żebractwa.

Celowo używam określenia "żebractwo", bo jestem przeciwnikiem idei "1 procenta". Kilka argumentów poniżej.

1. Pomysł ten wspiera doskonale korpofundacje, które są de facto marketingowymi tworami związanymi z dużymi firmami. Wystarczy przyjrzeć się liście publikowanej przez Ministerstwo Finansów:

4 miejsce - TVN - 5714000
18 miejsce - RadioZet - 2610000
43 miejsce - Polsat - 1114000
63 miejsce - Fundacja Agory - 768000
81 miejsce - Orlen, fundacja Dar serca - 585000
117 miejsce - Fundacja Przyjaciółka - 410000
158 miejsce - Bank WBK - 310000
183 miejsce - Fundacja Tygodnika Powszechnego - 267000
294 miejsce - Ernst&Young - 142000
406 miejsce - PricewatershouseCoopers - 100000
431 miejsce - Polityka - 93500
865 miejsce - BGŻ - 40000
1478 miejsce - Fundacja BRE Banku - 21600

Zapewne można znaleźć więcej, ja opierałem się głównie na tym badaniu. Tylko 13 wymienionych korpofundacji zebrało z 1 procenta 4 procent kasy. A OPP było rok temu 7128 podmiotów. O problemie z korpofundacjami więcej tutaj.

2. Jeśli nie zbierasz kasy na dzieci to nie ma sensu być OPP. Takie zdanie usłyszałem w niedawnej dyskusji i potwierdzam. Gdyby oddzielić fundacje dziecięce, to na pierwsze miejsce trafi Fundacja Agory, choć i ta częściowo wspiera kwestie medyczne. Po niej (miejsce 68) mamy VIVĘ, a następnie Tarę (71 miejsce), ITAKĘ (92 miejsce), SOS dla Zwierząt (97). Świadczy to o jednym - mamy beznadziejną służbę zdrowia i brak polityki związanej z ochroną zwierząt. Państwo znalazło sobie sposób na przerzucenie swoich zadań na organizacje pozarządowe. OPP umacnia to zjawisko.Dochodzi do takich absurdów, że zajmująca na liście trzecie miejsce Fundacja "Słoneczko" w dziale "o nas" informuje jak przekazać jeden procent, absolutnie nie wiadomo co dokładnie i jak robi dla swoich podopiecznych.

Ciekawą strategię przyjął Caritas - ponieważ decezjalne "Caritasy" są oddzielnymi podmiotami to wygląda skromnie - "tylko" 2 miliony, ale jakby podliczyć wszystkie (35 organizacji) to dojdziemy do sumy 12 milionów złotych.

3. OPP nie wspiera celów nie-medycznych. To już pokazałem u góry, ale teraz prześwietlmy listę w poszukiwaniu organizacji, które nie mają nic wspólnego z chorobami i zwierzętami. Agorę pomijamy, bo jednak też częściowo wspomagają leczenie dzieciaków.

1. (114) Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego - 427 tys.
2. (120) Fundacja Batorego - 395 tys.
3. (121) Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka - 393 tys.
4. (130) Fundacja Edukacji i Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego - 376 tys.
5. (138) Związek Harcerstwa RP - 352 tys.
6. (145) Toruńskie Stowarzyszenie Pomocy Szkole - 338 tys.
7. (149) Stowarzyszenia Przyjaciół Ludzkiego Życia - 329 tys.
8. (156) Związek Harcerstwa Polskiego Chorągiew Śląska - 311 tys.
9. (165) Społeczne Towarzystwo Oświatowe - 300 tys.
10. (183) Fundacja Tygodnika Powszechnego - 267 tys.

Gdyby w jakiś sposób dało się wydzielić medyczno-dziecięce organizacje i utworzyć 1 procent dla organizacji, które zajmują się dorosłymi, w miarę pełnosprawnymi ludźmi i ich sprawami to... a) byśmy już mieli absolutny zakaz aborcji b) alpinizm miałby się lepiej c) Batory dawałby jeszcze więcej pieniędzy z grantów. Jestem za opcją c)

4. 1 procent staje się dla wielu Fundacji głównym źródłem dochodu nie-grantowego, co sprawia, że organizacje walczą o "1 procent", a zapominają / są nieskuteczne w walce o prywatne dotacje. Przykładów daleko szukać nie trzeba:

Lambda Warszawa w 2009 roku zrealizowała granty o wysokości 402 tysiące [brawa za przejrzystość], przychody wyniosły 450 tysięcy, z 1 procenta otrzymała 25 tysięcy (za 2008 rok). Wynika z tego, że w przybliżeniu Lambda otrzymała 23 tysiące z innych źródeł. Czyli więcej niż 50 procent pozagrantowych źródeł Lambdy to 1 procent. To przykry wynik. A i tak przypuszczam, że to bardzo optymistyczna estymacja.

5. 1 procent zwalnia nie tylko z szukania kasy w portfelach ludzi, ale tychże ludzi z dbania o "swoje" organizacje.

Tutaj cytat z tekstu Michała: Oskarżam: zamiast pobudzić dobroczynność – datki, darowizny, składki, zrzuty, whatever, 1% po prostu ją stłamsił. Za „cudze” (albo „nasze wspólne”!) pieniądze kupujemy sobie dobre samopoczucie – jesteśmy Obywatel/k/ami i podmiotami społeczeństwa obywatelskiego.

6. Status OPP jest za drogi. Właściwa ustawa skazuje takie organizacje na trochę inne prowadzenie księgowości - nie będę wchodził w szczegóły, ale jest to o wiele droższe. Pytanie - ile pieniędzy z 1 procenta idzie na księgowość wymuszoną przez ustawę.

7. Żebractwo. Drogie organizacje - również LGBT - mam was dość! Wciskacie mi swoje filmiki, reklamy, artykuły wręcz sponsorowane, w gazetach specjalne dodatki z biednymi dziećmi i szantaż moralny. Mam wrażenie, że niektórzy więcej energii poświęcają na reklamę 1 procenta niż na rzetelne poinformowanie co robią. Rozdajecie prezerwatywy w klubach? To pokażcie to - zdjęcie, jakiś filmik... wasze ulotki wiszą w ubikacjach? Chciałbym to zobaczyć nie wybierając się do takowej. To są proste chwyty by a) ciągle mieć content na fejsa b) pokazywać co robicie w realu. Chciałbym wiedzieć ile OPP wydają kasy na reklamę.

8. Fałszywe programy do rozliczania PITa, w których nie ma opcji wybrania innej organizacji niż ta, z której strony się program ściągnęło. Kosztują od 500 do nawet 3 tysięcy zł. Powinny być nielegalne.

Co zamiast dotychczasowego kształtu OPP? Oczywiście to bajka dla grzecznych dzieci - państwo potrafiące samo rozwiązywać problemy chorych dzieci, osób niepełnosprawnych czy zwierząt. A 1 procent można by wtedy przeznaczyć na cele społeczeństwa obywatelskiego, czy na kulturę.

Jak w tym roku będą wyglądały dochody organizacji LGBTQ z 1 procenta? Patrząc na dotychczasowe wyniki - jeśli trend spadkowy się utrzyma to będzie to oznaczało coś więcej niż efekt kryzysu gospodarczego.

Związki odroczone...

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Grupa Inicjatywna opublikowała coś co nazywa się press release - czyli własnego newsa z wypowiedziami. Czytamy:

Od drugiej połowy marca mamy gotowy projekt ustawy o związkach partnerskich przygotowany we współpracy z Grupą Inicjatywną ds. związków partnerskich. Uznaliśmy, że maj będzie najlepszym miesiącem na rozpoczęcie publicznej debaty o nim. Wtedy też projekt trafi pod obrady poselskiego klubu SLD i – prawdopodobnie – do laski marszałkowskiej – mówi Tomasz Kalita, rzecznik prasowy SLD.

Ha! A to się dowiadujemy! Po pierwsze - projekt jest gotowy od połowy marca, po drugie uznano, że w maju będzie można go głosować na obradach klubu poselskiego. Kalita chyba nie jest przekonany czy projekt przejdzie próbę "partyjną" skoro dodaje "prawdopodobnie"...

Pod koniec marca czytaliśmy:

Jeszcze trochę cierpliwości (...) Kochani GI to nie partia pracujemy z naszym partnerem politycznym którego młyny wolno mielą. Do tego dochodzą argumenty w stylu "Byle nie przed 10 kwietnia". Zatem zostaje połowa kwietnia.

Nie tak dawno Kalita mówił:

Gazeta: Unikacie po prostu kontrowersji. Na marzec obiecywaliście projekt ustawy o związkach partnerskich - i nic. Rzucacie parę haseł, ale starannie unikacie konkretów...
Kalita: - Z projektem ustawy o związkach partnerskich postanowiliśmy poczekać. Była rocznica katastrofy, zbliża się beatyfikacja papieża. Zajmiemy się tym w maju.


Ręka do góry jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości jaki jest faktyczny cel prac nad tą ustawą. Ja ich już od dawna nie mam - SLD zależy na wizerunkowym posunięciu, które przypomni o ich "lewicowych" korzeniach. Komentarze w necie nie pozostawiają suchej nitki na kolejnym przełożeniu ustawy. Najprostszy: hahahahahahahaha

Fascynuje mnie w tej historii sytuacja Grupy Inicjatywnej - oto tworzą coś ważnego, na czym wielu osobom do tej pory zależało, ale jednocześnie zachowują się tak jak SLD najbardziej lubi - wszystko po cichu. Po ostatnich - przeprowadzonych prawie rok temu - konsultacjach ustawy mam uzasadnione podejrzenia, że będzie to ustawa wobec której będę przeciwny.

I teraz będzie uzasadnienie. Wiele osób mówi, że nie ważne jaka ustawa, byle ona była. Nie zgadzam się z tym stanowiskiem. Nie mogę się zgodzić na ustawę, w której nie będzie na przykład możliwości przysposobienia dziecka partnera/partnerki (a wiele na to wskazuje). Podziwiam wszystkich ludzi, którzy związali się z dzieciatą osobą. To bardzo trudna sytuacja - "jego/jej" dziecko staje się też "moim" dzieckiem. Przyjmując odpowiedzialność za partnera/partnerkę przyjmuje się też odpowiedzialność za to małe, niekiedy jeszcze niezbyt antropomorficzne stworzonko. Osobiście nie posiadam absolutnie uczuć tacierzyńskich - dzieci lubię w dawkach ograniczonych do niezbędnego minimum - jednak nie wyobrażam sobie bym miał poprzeć ustawę, w której tego punktu nie ma. Godność osób homoseksualnych, którą ma potwierdzić rozwiązanie prawne w postaci związków partnerskich to również godność ich dzieci. Nie tylko tych biologicznych.

Możecie powiedzieć - trzeba iść na ustępstwa. Ustępstwem jest to, że nie domagam się równości małżeńskiej. Również nie domagam się adopcji z domów dziecka czy w innych, podobnych, sytuacjach. To jedyny możliwy kompromis. Bo jak pozwolimy sobie na ustawę w innym kształcie, będzie jak z "kompromisem" aborcyjnym. Politycy będą nam wmawiać, że jest "kompromis", ale nikt nie będzie potrafił odpowiedzieć na pytanie: kto z kim ten kompromis podpisał. Prawica z prawicą?

Każdy i każda z nas - osób, które chciałyby ustawy o związkach partnerskich ma prawo zobaczyć jak ustawa będzie wyglądała przed jej wprowadzeniem pod obrady. To jest ustawa dla nas, a nie my jesteśmy dla ustawy, którą później się wykorzysta w wyborczej walce jako przykład "przyjazności" SLD osobom homoseksualnym. KPH i Grupa Inicjatywna mają ostatnio twardy orzech do zgryzienia - oto szef SLD na Podlasiu powiedział, że osoby homoseksualne powinny swoje sprawy załatwiać po cichu, a katolików obrażać nie można wieszając plakaty z wizerunkiem osób homo. W prasie można znaleźć wypowiedź Piekarskiej, która mówi, że ktoś taki nie powinien mieć miejsca w partii. Czy pójdą za tym konkretne działania? Czy KPH zaprotestuje tak jak protestowała przy okazji Węgrzyna? Śmiem wątpić. Na fejsie można znaleźć wypowiedź szefa KPH, w której mówi, że poinformowano Piekarską o stanowisku organizacji w tej sprawie. Szkoda, że znowu wszystko odbywa się "po cichu".

Chcąc zmian w prawie musimy się przyjaźnić z polityką, ale w tej przyjaźni nie możemy zapominać o tych, dla których walczymy. Póki co mam wrażenie, że prowadzone działania są jedynie walką wizerunkową, której celem jest jedynie instrumentalizacja postulatów w przedwyborczej grze. Chciałbym, żeby ktoś mi udowodnił, że tak nie jest. Czekam od roku.

O urningach

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano sobota, 23 kwietnia 2011

Na Wielkanoc fragment tekst Leona Wachholza, Krytyczne uwagi w sprawie uranicznego poczucia płciowego z początku XX wieku.

Nawiązując do końcowej uwagi Erkelensa, przechodzę do pytania, czy i o ile popęd homoseksualny zagraża interesom społeczeństwa. Otóż w tym względzie podnoszono ujemny wpływ stosunków homoseksualnych na zdrowotność, na poziom moralny i wreszcie na wzrost ludności. Co się tyczy wpływu na zdrowotność, to go od dawna 1) przedstawiano przesadnie i niewłaściwie; że przesadnie, dość wymienić, iż obcowania homoseksualne wprowadzano w związek przyczynowy z gruźlicą płuc, wodną puchliną i t. d.; że niewłaściwie, wynika ztąd, iż istotne nerwowe zaburzenia u homoseksualnych odnoszono do zaspakajania przez nich uranicznego popędu, a nie do właściwych przyczyn jak wstrzemięźliwości w życiu ich płciowem, nakazanem im przez bezwzględność ustawy lub do ustawicznej obawy, by nie paść ofiarą wyzysku lub co gorsze denuncyacyi. Bardzo trafnie maluje Krafft-Ebing 2) przykre położenie urninga „z jednej strony nadmiernie silny, przy zaspokojeniu dobroczynny i jako prawo przyrody odczuwany popęd do płci własnej, - z drugiej strony zaś opinia publiczna, piętnująca ich działanie, zagrażająca im sromotną karą. Z jednej strony pełne udręczeń stany duszy aż do choroby umysłowej lub samobójstwa, a już co najmniej charłactwa nerwowego, - z drugiej zaś strony hańba, utrata pozycyi i t. d.” Sądzę, że zbyteczna dalej się rozwodzić nad bezpodstawnością pierwszego wrzekomo ujemnego wpływu. Doświadczenie uczy, że niektórzy homoseksualni mogą zaspokoić swój popęd płciowy tylko z osobami tej samej płci, które posiadają prawidłowy t. j. heteroseksualny popęd. Zachodzi tedy obawa, czy przez uwiedzenie nie mogłyby osoby heteroseksualne stać homoseksualnemi. Gdyby obawa ta okazała się uzasadnioną, byłby wpływ urningów w istocie wielce szkodliwym Tymczasem jednak nie ma w tym względzie ani jednego przykładu, któryby dowiódł zmiany raz obudzonego heteroseksualnego popędu na popęd homoseksualny zwłaszcza u osób dorosłych. Jeśli bowiem zdarzy się taki przypadek, to albo tyczy się człowiek o obojnaczym (psychiczne obojnactwo Krafft-Ebinga) a zatem anormalnym popędzie płciowym, któryby także pod wpływem innych przygodnych warunków oddał się praktykom homoseksualnym, albo też tyczy się człowieka, oddającego się tym stosunkom wyłącznie dla zysku. Wpływ aktów homoseksualnych może i musi być szkodliwym tylko dla osób nieletnich, dla których jednak w równym stopniu szkodliwym musi być wpływ aktów heteroseksualnych, jako w jednym i drugim razie jeszcze przedwczesnych.

Miłych, wiosennych wakacji!

To już nie jest PZPR

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano piątek, 22 kwietnia 2011

Z tego też powodu osoby nieheteroseksualne mogą walczyć o swoje prawa. Jednak PZPR nadal siedzi głęboko w niektórych członkach SLD. Szef podlaskich struktur partii, Krzysztof Zaręba najpierw udzielił wypowiedzi Gazecie Wyborczej:

Po co to wieszać na ulicach? - pyta, ale zaraz dodaje, że generalnie jest za ustawą o związkach partnerskich. - Skoro homoseksualiści wybrali sobie taką drogę, to niech żyją, jak chcą. Tylko czy muszą się z tym obnosić w Suwałkach?

A dzień później w Rzeczpospolitej:

Jesteśmy za tym, żeby homoseksualistom przysługiwały wszystkie prawa poza prawem do adopcji dzieci. Ale po co wieszać w mieście takie plakaty? Ta akcja to wkładanie kija w mrowisko i propagowanie pewnych postaw na siłę. (...) Ja tych plakatów nawet nie widziałem. (...) Problem w tym, że cała ta akcja niczemu nie służy. Znamy mieszkańców Suwałk i wiemy, że oni nie chcą tych plakatów. Pracujemy przecież dla nich, a nie przeciwko nim. Katolicy, prawosławni, Białorusini, Tatarzy i Polacy od wieków żyją tutaj w zgodzie. Homoseksualiści też mogą tu z nami mieszkać, ale po co przekonywać innych do swojego stylu życia? (...) Homoseksualiści muszą tylko zrozumieć, że pewne sprawy lepiej załatwiać po cichu. Jeśli chcą coś zmieniać, to niech startują w wyborach do Sejmu i zmieniają prawo. Wychodzenie na ulice niczemu nie służy.

To jest szczyt hipokryzji. Damy wam ustawę ale siedźcie cicho. Pojawiają się głosy, że to odosobniony przypadek, ale mam wrażenie, że akcją Miłość nie wyklucza ujawniliśmy - całkowicie przez przypadek - prawdziwy stosunek SLD do naszych postulatów. Są za ustawą o związkach partnerskich nie dlatego, że są do niej przekonani, ale ponieważ wiedzą, że zbiją na tym kapitał wyborczy, ale jak już trzeba realnie wesprzeć osoby LGBT, to SLD siedzi cicho.

Mój ulubiony przykład - w dyskusjach sejmowych, gdy posłowie i posłanki prawicy wygłaszali z podium homofobiczne interpelacje, nikt z SLD nie wygłosił interpelacji nam przyjaznej. To metoda podobna do tej, którą ostatnio zastosowało SLD w Radzie Warszawy w trakcie posmoleńskiej debaty:

Radni SLD nie wzięli udziału w awanturze. - PO i PiS biją się jak dzieci. My do tej brudnej piaskownicy nie wchodzimy - zawyrokował Krystian Legierski (Zieloni, w klubie SLD).

Czy jest to metoda skuteczna? Zapewne tak - lepiej nie mówić nic, by nie wyszło przypadkiem, że poglądy SLD są bliższe partii, których byśmy najchętniej już na oczy nie widzieli. SLD próbuje unikać publicznej debaty, a jak widać nie przeprowadziło żadnej debaty wewnątrz partii - stosunek osób zajmujących eksponowane stanowiska do osób LGBT pozostawia wiele do życzenia.

Bardzo mi się nie podoba generalizacja dokonana w tej wypowiedzi - mieszkańcy Suwałk nie chcą tych plakatów. Tak? To dlaczego dostaję maile od mieszkańców (i mieszkanek) Suwałk popierających naszą akcję? Którzy mówią, że wstydzą się za reakcje władz? Szef SLD chce pokazać, że zna swój region, to zapewne prawda, ale zdecydowanie nie zna swoich wyborców. To retoryka, która każe myśleć - ONI chcą z NAS zrobić zaścianek, ale my nim nie jesteśmy i to MY mamy rację. Dzięki temu warszawski spisek przeciwko biednym mieszkańcom i mieszkankom Suwałk, a przygotowywany na ulicy Rozbrat staje się zarzewiem konfliktu i obrony NASZYCH ludzi. Ot - Polska polityka w regionach w pełnej krasie.

To prawda - wsadziliśmy kij w mrowisko, nie wiedzieliśmy tylko, że z tego mrowiska wyjdą homofobiczni działacze SLD, bo czym - jak nie homofobią - jest stwierdzenie Homoseksualiści muszą tylko zrozumieć, że pewne sprawy lepiej załatwiać po cichu. Jak to się ma do "związków partnerskich"? Wbrew pozorom ma z tym wiele wspólnego. Otóż spełnienie (a raczej udawanie, że się spełnia) postulatu związków partnerskich ma sprawić, że znowu będziemy niewidzialni, nie będziemy kłopotem. To dlatego nasze postulaty są ważne dla SLD tylko na kilka miesięcy przed wyborami. Instrumentalizacja postulatów, chociaż przybliża je do realizacji, de facto odbiera nam możliwość walki o godność - jesteśmy tylko kartą przetargową w walce o głosy, a nie podmiotem, którym partia zajmuje się na co dzień,

Po cichu w SLD przez lata wiele się załatwiało. Skończyło się tym, że gdy człowiek siadał do oglądania wiadomości, to zaczynały się one przeważnie od słów "afera w SLD". Ten styl uprawiania polityki jak widać nadal jest bliski lewicowym politykom.

W ramach kampanii wielokrotnie - przed jej rozpoczęciem, w trakcie - zwracaliśmy się do SLD o zwrócenie uwagi na kampanię. Co prawda sytuacja przedwyborcza nie sprawia, że jakoś szczególnie cieszymy się z tego, że mielibyśmy współpracować, ale wiemy, że taka współpraca jest ważna i może przynieść pozytywne efekty. Odpowiedzi nigdy nie było i zapewne nie będzie.

Tymczasem SLD nadal zapowiada projekt ustawy o związkach partnerskich. Projekt widziały jedynie osoby wtajemniczone, które dziwnym trafem - z wyjątkiem jednej - startowały z list SLD w wyborach samorządowych. I tak wszystko realizuje się zgodnie z ideałami partii - po cichu. Niestety należę do ludzi, którzy nie lubią "po cichu", wolą "głośno".

Jeszcze jedna obserwacja - PO wyrzuciło ze swojego grona homofobicznego polityka po kretyńskiej wypowiedzi o lesbijkach, ale jednocześnie ma nasze postulaty po prostu w dupie. Powiedzenie jednak mówi - strzeż mnie od przyjaciół, od nieprzyjaciół obronię się sam. Dlatego wolę już homofobiczną Platformę niż udających gay-friendly polityków z SLD. Niedawno szef radomskiego PiSu mówił:

W przypadku homoseksualistów to ich świadomy wybór, nie chcę, by takie osoby epatowały swoją innością, i nie chciałbym, by dyskusja o ich problemach była w kalendarzu imprez kulturalnych miejskiej placówki kultury.

Grunt pod koalicję SLD-PiS się buduje, proponuje się sojusz radomsko-suwalski. Na koniec cytaty, z fejsa.

SLD ma teraz ważniejsze sprawy na głowie niż realizowanie jakiegoś programu ideologicznego.

sld czy pis to jedna i ta sama konserwa. poza tym, zawsze myslalam, ze po cichu i po ciemku to domena zakompleksionych heterykow.

Hetero MAJĄ PRAWO DO PUBLICZNEGO MIGDALENIA SIE...CO? WSZYSTKO JEST CACY??? :-(((

nie znam sie na polskiej polityce, ale wasza lewica w polsce w niemczech zostalaby nazwana prawica^^

będzie koalicja PiS-SLD? będzie. wszyscy już o tym mówią. no to trzeba się przygotowac mentalnie, działacze po prostu trenują...

Niestety zaczynam tęskinic za Romanem, tym nawiedzonym Wojtkiem i Wrzodakiem. Przynajmniej wtedy było wiadomo kto jest kretynem i nikt się nie przejmował tym co bredzą.

Błędem jest iż ów pan pozwolił sobie na wyrażanie swojego prywatnego zdania będąc w pracy. Przyniósł wstyd partii do której przynależy, moim zdaniem należy mu się nagana.

IDIOTA

jestem dumny z tego, ze nasza francuska skrajna prawica jest bardziej zaawansowana mentalnie niz polska lewica. W sumie nie ma co plakac nad tym ze Marine Le Pen prowadzi w sondazach, przynajmniej powiedziala ze nie zniesie PACSów


Ta dość oryginalna antologia pokazuje, że mydlenie oczu już nie wypada. A wszystko to dzieje się w dziesiątą rocznicę powstania LPR. Brzmi złowieszczo.

Nowy "kanon"?

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, Historia LGBTq, Kulturalnie | Opublikowano czwartek, 21 kwietnia 2011

Na dzisiaj przerywnik. Otóż okazuje się, że już w latach 30-tych próbowano skatalogować "homiczą" literaturę polską. Boy pisał głównie o zagranicznej, a pewien poeta i historyk literatury opisał polskie dzieła "mniejszości seksualnych", oczywiście z odpowiednim komentarzem. Oto fragment:

Ignacy Fik, 20 lat literatury polskiej (1918-1938), Kraków 1939

Tematy psychopatologiczne uprawia zresztą cały szereg pisarzy o mniej zindywidualizowanym „światopoglądzie”. Zboczenia płciowe w formie homoseksualizmu czy miłości lesbijskiej zdobyły sobie prawo obywatelstwa w nadspodziewanie wielu powieściach. Ukazywane są bardzo otwarcie i brutalnie lub też osnute delikatną firanką niedopowiedzeń. Wystarczy wymienić powieści Witkiewicza, Kudlińskiego: „Wygnańcy Ewy”, Grabowskiego: „Ciszy lasu i twojej ciszy”, Gruszeckiej: „Przygoda w nieznanym kraju”, Ważyka: „Człowiek w burym ubraniu”, Brezy: „Adam Grywałd”, Iwaszkiewicza: „Młyn nad Utratą”, Andrzejewskiego: „Drogi nieuniknione”, Mostowicza, „Bracia Dalcz” itp.

(...)

Ucieczka w dziedzinę snu, podświadomości lub metafizyki, popisowe wywnętrzanie się, pozbawiona dyscypliny i celu mania psychoanalizy, chorobliwe szukanie niesamowitości, rozkochanie się w własnej wegetacji, antyracjonalizm i aspołeczność, seksualizm, mdły estetyzm, rezygnacja z twórczej ambicji kształtowania rzeczywistości socjalnej a marsz z biciem bębnów ku wieżom osamotnienia, ku kontemplacji – oto cechy literatury najfałszywiej w świecie nazywanej postępową. Analiza jej głębsza każe nam zaliczyć ją. właśnie do literatury schyłkowej, a tłumaczyć jej istnienie faktem przynależności do epoki i klasy, która sama ma wymienione powyżej znamiona choroby i upadku. Nie wolno dać się uwieść pozorom i w tym, co oznacza koniec, widzieć początek nowej rzeczywistości.

Naprawdę nową, awangardową literaturę można poznać po jednym: stoi ona frontem do rzeczywistości socjalnej, ma ambicję i siłę, by ją kształtować według jasno uświadomionych przez siebie hierarchii i celów, kocha człowieka, a w miłości ku niemu odważnie żąda od niego czynów heroicznych, rozumnych i dobrych. I pomaga mu.

Zatem do listy lektur dodajemy - Braci Dalcz i książkę Grabowskiego. Zaskakujące jest jak olbrzymi wpływ na to wszystko miał Proust (na ten temat patrz: Jerzy Speina, Marcel Proust w Polsce. "W poszukiwaniu straconego czasu" – międzywojenna recepcja krytycznoliteracka, „Pamiętnik Literacki” 1992, nr 2.). Pisanie o latach międzywojennych to zagłębianie się w bezdenną studnię - człowiek ma wrażenie, że już wiele wie, znalazł, a tu nagle odkrycie i wszystko do góry nogami :)

Kłopot z SLD?

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano środa, 20 kwietnia 2011


A dzisiaj chyba najlepiej newsa podsumowała Janina Paradowska w TokFM:



Na szybko wrzucam, komentarz wieczorkiem.

Co w Polsce?

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 19 kwietnia 2011

Kolejne kontrowersje wokół "Miłość nie wyklucza". Tygodnik z Kędzierzyna uraczył nas taką okładką:


Wizual zaskakujący, ale cóż - jak widać wpływy "Faktu" są wszędzie. Z Suwałk zaś "ciekawy" felieton, a kampania pojawiła się właśnie w Sopocie, z którego dostaliśmy ładne zdjęcia:



W ciągu najbliższych dwóch miesięcy pojawimy się we wszystkich zaplanowanych miastach. Abiekt osobiście chce się wybrać do Kędzierzyna, będzie też w Krakowie.

"Postęp polega na tym, że trzeba się strasznie narobić"

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt rozmawia | Opublikowano poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Wiktor Osiatyński: Mam dla pana dobrą i niedobrą wiadomość. Postęp polega na tym, że trzeba się strasznie narobić. Pociąga za sobą ofiary, jest skuteczny przeważnie wtedy, gdy są ofiary. No i jest powolny. Myślę, że trzeba budować wsparcie. Zacząć od większej koalicji z innymi grupami dyskryminowanymi. Przykładowo - mamy ustawę antydyskryminacyjną, która dyskryminuje niektóre grupy. Taka koalicja powinna zadziałać wspólnie, znaleźć jakąś sprawę nadającą się do sądu a związaną z ustawą i razem ją poprowadzić w interesie trzech czy czterech grup. Od tego też jest program Spraw Precedensowych prowadzony przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.

(...)

Dla mnie dramatyczna sytuacją wydarzyła się na zeszłorocznej Paradzie Równości. Jak tylko mogę to staram się na Parady przychodzić. W 2005 roku specjalnie przyjechałem do Warszawy z Budapesztu. Wtedy byli tam niemal wszyscy, nie tylko osoby LGBT. Była to sprawa polityczna, walczono z pewnym zagrożeniem. Niestety w zeszłym roku osób publicznych na marszu prawie w ogóle nie było. Przyszło kilku polityków, ale oni mają w tym interes polityczny.

Jak jest zagrożenie dla „naszych” interesów to idziemy „z wami”; a jak trzeba się upomnieć o „waszą sprawę”, to ludzie pojechali się opalać. Tej solidarności nie ma, gdy nie ma Kaczyńskiego, Giertycha, to wszyscy zaczynają postulaty LGBT mieć gdzieś. To było dla mnie przerażające.


Zapraszam do lektury mojego wywiadu z profesorem Osiatyńskim. Całość na Homiki.pl

Delaware i inne

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 17 kwietnia 2011

Delaware stało się kolejnym stanem USA, w którym będą związki partnerskie (civil union). Miejscowy "senat" przegłosował własnie ustawę i trwa oczekiwanie na podpis gubernatora, którego biuro potwierdziło, że ustawę podpisze.

Krótkie przypomnienie: związki partnerskie w różnych formach obecnie funkcjonują w: Illinois, Kalifornii, Kolorado, Oregonie, stanie Waszyngton, Maine, New Jersey, Hawajach, Newadzie, Wisconsin i Dystrykcie Kolumbii. Małżeństwa są w: Connecticut, DC, Iowa, Massachussets, New Hempshire, Vermont i w plemieniu Coaquilla. Do tego trza dodać kilkadziesiąt (około 50) miast i hrabstw, w których są związki partnerskie. Gdy to wszystko dodać to się okazuje, że miejsca te zamieszkuje... 131 milionów osób. Nieźle, jak na państwo z federalnym zakazem małżeństw ;)

Ciekawy komentarz w tekście o paradzie, dowiadujemy się, że - w kontekście zrujnowanego stadionu, na którym ma odbyć się finisz Parady:

- planowany jest remont trybun (potrwa 5 tygodni)
- wywiezienie gruzu (120 wywrotek) i to stanowi największy koszt tej imprezy
- dowiezienie 500 ton świeżego piasku
- wymalowanie na trybunach największej w Europie tęczowej flagi (na co zgodziły się już władze klubu Warszawianka)

To będzie chyba najdroższa Parada w historii. Tylko po co wydawać kasę na lifting stadionu zamiast przeznaczyć ją na jakiś bardziej prospołeczny cel tego nie wiem.

Jutro Abiekt rozmawia z prof. Osiatyńskim, a na niedzielny wypoczynek polecam reportaż z cudownego protestu:

Tęczowa flaga w grze wizerunkowej

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie | Opublikowano sobota, 16 kwietnia 2011

Najradośniejszym wczorajszym newsem była informacja, że burmistrz Ursynowa ma zamiar wywiesić na urzędzie tęczową flagę w czasie Parady a także zorganizować Tydzień Równości. Jak pisze Gazeta:

Jeżeli plan burmistrza się powiedzie, będzie to historyczna chwila: tęczowa flaga pierwszy raz zawiśnie na gmachu polskiej administracji.

Fantastyczne! Ale jak wiecie nie pisałbym o tym gdybym uważał to za aż tak genialne. Otóż Nasz Ursynów, który ma na pieńku z Platformą jest w koalicji z PiSem:

Gwarancje nienaruszalności pozycji proboszczów i Kościoła - to jeden z warunków PiS, które pod wodzą lokalnego działacza lewicy będzie współrządzić w bastionie Platformy Obywatelskiej na Ursynowie

To co się stało na Ursynowie to absolutne kuriozum - żeby wykurzyć Platformę lewicowe ugrupowanie weszło w koalicje z najbardziej homofobiczną partią jaka nam się ostała w realu (bo przecież nie przejmujemy się Korwinem prawda?). Stąd też - jak pewnie zauważyliście - w newsie o tęczowej fladze radny z PiS wypowiada się w sposób zaskakująco delikatny i grzeczny.

Koalicja z PiSem była dla wielu mieszkańców Ursynowa szokiem. Nic więc dziwnego, że to Guziałowi, a nie komuś innemu zależy na pokazaniu się od bardziej lewicowej strony. Nie jestem miłośnikiem takich gierek wizerunkowych, ale niestety nie mamy wyjścia. To podobnie jak z dotacjami miejskimi na gejowsko-lesbijskie wydarzenia. Urzędnicy próbują pieniędzmi ugłaskać krytykę ich działań. Oczywiście to tylko teoretyzowanie, ale faktem jest, że dystrybucja pieniędzy - zwłaszcza poza konkursami, a tak pieniądze od miasta dostało KPH - tworzy pewną zależność. Bo jak tu za pieniądze od Platformy jechać po partii?  Najwięcej dostaje się HGW za to, że nie chce wziąć patronatu nad Paradą, Gaylife podaje argument, że patronuje Paradzie Labradorów w tonie prześmiewczym, zapominając, że jest to akcja charytatywna, choć jej nazwa faktycznie jest dziwna. Rok temu też się dostało HGW za odmowę otwarcia Europride.

Nie potrafię tego zrozumieć - mamy do czynienia z przedstawicielką homofobicznej, de facto prawicowej partii, która zamiata problemy LGBT pod dywan i to taki, co stoi w zamkniętym i nieodwiedzanym pomieszczeniu. Wyobrażam sobie sytuację, gdy Hania przychodzi na Paradę, mówi kilka zdań tak by nie padły słowa gej/lesbijka i jedzie sobie do domu. Portale pieją z zachwytu, komentatorzy też. I znowu zapominamy, że to właśnie przez PO większość naszych postulatów nie została zrealizowana. HGW powinna na Paradzie oberwać pomidorem (w krajach muzułmańskich by się rzucało buty, w Stanach popularne są torty, to może czekoladowymi szpilkami?), a nie promować się jaka to ona jest tolerancyjna. Szybciej już bym na Paradzie widział Karolinę Malczyk-Rokicińską, pełnomocniczkę HGW ds. równego traktowania - nie jest członkinią partii, tylko urzędniczką. To trochę co innego.

Polityka LGBT pozbawiona jest wszelkich konsekwencji, polega na przyjmowaniu pozycji poddańczej nie roszczeniowej. Dalej aktualny pozostaje artykuł Sierakowskiego - Geje jak carscy chłopi. Kontestacja czy asymilacja? Bardzo jestem ciekaw jak z tego problemu wybrnie Guział i Nasz Ursynów. Bo ja na imprezy pod patronatem koalicjantów PiS się nie wybieram. A o tym jakim politykiem jest Guział najlepiej świadczy artykuł z Przeglądu:

Niektórzy obawiali się, że nowe władze, znane z wcześniejszych działań, będą się starały ograniczać działalność społeczną, kulturalną czy sportową, którą na Ursynowie prowadzi Kościół katolicki. Specjalny wysłannik PiS, poseł Artur Górski, miał ponoć zagwarantować odpowiednie zapisy w umowie, nawet dotyczące "ochrony wiary i chrześcijańskich wartości", ale okazało się to niepotrzebne. - Nie taki diabeł straszny, jak go malują - miał w końcu skwitować sprawę poseł Górski, także były radny i mieszkaniec Ursynowa.

- Nie ma odrębnej umowy z Kościołem - potwierdza burmistrz Guział i choć zapewnia, że do miejscowej świątyni nie uczęszcza, to jednak w Boże Narodzenie w kościele się pojawił - na koncercie zespołu Brathanki.

- I księdza po kolędzie też u siebie w domu przyjąłem - dodaje - bo to człowiek mądry, otwarty i organizujący pożyteczne zajęcia sportowe dla młodzieży, to były duszpasterz piłkarskiej reprezentacji Polski.


Bogu świeczka a diabłu ogarek?

Parada Watch 01

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Parada Równości, wydarzenia | Opublikowano piątek, 15 kwietnia 2011

Dwa miesiące do Parady. Już troszkę tu o niej pisałem, zapewne będę miał niedługo więcej okazji, dlatego uruchamiamy nowy tag - Parada Równości. Dzisiaj Gazeta donosi:

Tegoroczna Parada Równości odbędzie się w Warszawie 11 czerwca pod hasłem "Wszyscy chcą kochać"; jej zwieńczeniem ma być Miasteczko Równości - trwająca do wieczora bezpłatna plenerowa impreza. (...) Jak poinformowali w czwartek na konferencji prasowej organizatorzy tegorocznej Parady Równości, po zakończeniu manifestacji chcieliby zorganizować Miasteczko Równości - plenerową bezpłatną imprezę, na której będzie można posłuchać muzyki, urządzone będą stoiska organizacji pozarządowych, partii, klubów itp.

Pomysł to stary, niestety do tej pory nikomu się nie udało go zrealizować. Ma on jedną zasadniczą wadę - po Paradzie to wszyscy chcą iść coś zjeść, wypić, odpocząć ale tak by nie oddalać się od miejsca jej zakończenia. Dalej Gazeta: Obecnie trwają rozmowy z zarządcami stadionu "Warszawianka", wciąż nie wiadomo jednak, czy impreza dojdzie tam do skutku. Nawet jak się uda wynająć stadion, to jestem ciekaw komu będzie się chciało tam jechać, no chyba, że Parada będzie szła Puławską, co sprawi, że przejdziemy gigantyczny marsz i nikt już nie będzie miał siły na odwiedzanie stoisk partii politycznych (bo i po co je odwiedzać?). Nota bene, stadion ten wygląda w przybliżeniu tak:



Tak zaś wygląda na zdjęciu z wysokości 400 metrów:


Byłem tam jakiś czas temu, na Warszawiance to najpierw powinno się zorganizować Sprzątanie Świata a nie Paradę Równości. A jak spadnie deszcz to cała kasa na nic...

Bączkowski za to zapowiedział, że Fundacja Równości z pewnością włączy się w przygotowanie wydarzeń jej towarzyszących. Najpierw tylko ktoś musi chcieć by się włączył w jego wydarzenie. Czekam na śmiałków.

Mamy kłopoty? część druga

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 14 kwietnia 2011

To był kolejny dzień odbierania telefonów. Tym razem szum media wywołały w Kedzierzynie-Koźle, w którym kiedyś się pojawimy. "Nowa Trybuna Opolska" zapytała wiceprezydenta ds. społecznych w Kędzierzynie o zdanie na temat kampanii. Czytamy:

- No to mamy problem - wzdycha Artur Widłak (PO), wiceprezydent Kędzierzyna-Koźla ds. społecznych. - Obojętnie, jaką decyzję byśmy podjęli, to wzbudzi ona wiele kontrowersji. Albo będą protestować mieszkańcy, którym się to nie spodoba, albo organizacje walczące o prawa homoseksualistów. Widłak zaznacza, że gdyby decyzja w tej sprawie zależała tylko do niego, to nie pozwoliłby na wieszanie takich plakatów. - Nie widzę potrzeby propagowania takich związków, szczególnie w takiej formie - tłumaczy.

Zapytali nawet Węgrzyna:

- Niedawno wypowiedzią o gejach i lesbijkach podpadł poseł Robert Węgrzyn z Kę dzierzyna-Koźla. Może dlatego ci działacze wzięli nas pod lupę? - zastanawia się. Poseł Węgrzyn się odcina: - Że niby ja tym incydentem sprowadziłem na miasto taką organizację? Nie sądzę. Poseł, pytany, co by zrobił, gdyby decyzja o zezwoleniu na powieszenie plakatów zależała od niego, odpowiada dyplomatycznie: - Zapytałbym mieszkańców.

Tak! Zróbmy referendum w Kędzierzynie! Rozumiem, że nie ma na co trwonić miejskiej kasy?

Następnie odnalazłem filmik z udziałem szefa suwalskiego Zakładu Usług Komunalnych:



Pan jest ponoć z SLD, co tylko dodaje pikanterii całej sprawie. Na ten temat też w TVP Białystok, Homiki podsumowały całość. A jest co podsumowywać. W ciągu dwóch dni - co mi się bardzo podoba - zaktywizowały się media lokalne. I tak jutro będzie można o nas posłuchać w Radiu Park, już teraz jest zapowiedź, Nasze Miasto zrelacjonowało wydarzenia, komentarze są też na blogach - tutaj, tutaj i tutaj.

Cóż - nie zależało nam na takich wydarzeniach, media same to trochę wykreowały, ale teraz nie ma co przepraszać, trzeba iść do przodu. Dzięki temu jednak też ktoś o akcji usłyszał. De facto już w Suwałkach, Ełku i Kędzierzynie jakoś jesteśmy ;)

Odkryją Homo-Trójmiasto?

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano

Znalazłem (dzięki M.) na fejsie stronę fanowską "Szafa Gdańska. "Trójmiejska Queeropowieść". Projekt KPH Trójmiasto zasługuje na uznanie, chociaż już w dziale informacje znajdziemy różne - dość oryginalne - sformułowania. Przy całej sympatii dla pomysłu - na przykładach - chciałbym zastanowić się nad kilkoma kwestiami.

Czytamy: Opisane zostaną historie osób zepchniętych na margines społeczny ze względu na swoja orientację seksualną oraz zostanie dokonana analiza socjologiczna powodów ich marginalizacji.

A priori dowiadujemy się już, że interesuje nas tu historia "osób zepchniętych na margines społeczny". To prawda - dotyczy to wielu osób, jednak, patrząc z perspektywy Warszawy, czy Iwaszkiewicza byśmy wtedy mogli opisać? Analiza socjologiczna jest chyba oczywista bez projektu, ale to akurat złośliwość do "projektowego" stylu opisu.

Projekt dopiero startuje, życzę powodzenia w poszukiwaniu tęczowych śladów, jednak w ogóle nie rozumiem argumentów za powstaniem tej opowieści użytych.

1. Poczucie wyobcowania i niemożliwość identyfikowania się z osobami znanymi z historii (...) osłabia poczucie przynależności.


Ale czy w historii chodzi o „poczucie przynależności”? Czy chodzi o „identyfikowanie się”? O to chodzi może w hagiografiach, ale nie w historii. Pisząc HomoWarszawę zależało nam na ukazaniu historii miasta w kontekście LGBT, ale nie na tworzeniu źródeł tożsamości. Przynajmniej taką mam nadzieję.

2. Wiele osób (...) nie ma możliwości zweryfikowania swoich lęków i obaw, poznając historie ludzi w podobnej sytuacji.

Ale w jakiej „podobnej sytuacji”? Mówimy o orientacji seksualnej? Jeśli tak to nie jesteśmy w podobnej sytuacji i to jest chyba oczywiste. Żyjemy w czasach kampanii społecznych i ujawnionych celebrytów. Projekt zaczyna być historyczno-socjologiczno-psychologiczny. A to nie jest dobre dla "historii".

3. Odkrywanie historii związanej z aktywizmem jak i obyczajowością tej grupy ma przybliżyć mieszkańcom Pomorza problematykę jak i umocnić pozycję osób LGBT w społeczeństwie.

Tak jest gdy do pisania historii zabierają się tylko aktywiści. Wiem – HomoWarszawę też napisali działacze LGBT i nie wypieram się tego, że jest to książka – z obecnego mojego punktu widzenia – chwilami nie do obronienia. Trochę szkoda, że – póki co – celem "projektu" nie jest „odkrywanie” historii, a od razu „umacnianie pozycji”. Wbrew pozorom historia nam na to nie pozwala – PRL to szalety, pikiety, salony, przestępczość, szantażyści, tragedia podwójnego życia, a za wolność płaciło się wysoką cenę. Polityka historyczna LGBT?

Polski dyskurs publiczny jest naznaczony historią, geje i lesbijki poprzez takie działania podejmują się nie badań nad historią homoseksualności, a swoistych „praktyk” mających na celu budowanie wspólnej, chronologicznie ciągłej, tożsamości. Obecnie – wciąż nikły – dyskurs naukowy przenika się z gejowsko-lesbijskim, przez co odkrywanie historii homoseksualności staje się w moim przekonaniu projektem politycznym, mającym potwierdzić prawa do istnienia podmiotów nienormatywnych. Nie jestem przekonany, że jest to najlepsza droga do pisania „historii”, raczej droga do manifestów.

I tak na koniec się zastanawiam – czy po raz kolejny bym wziął udział w projekcie jakim jest HomoWarszawa? Tak, gdyż może z tych „aktywistycznych” poszukiwań historycznych narodzi się „historia”. Pracując obecnie nad tekstami i różnymi sposobami pisania historii homoseksualności widzę jedno – potrzebę mitologizacji. Lubimy poszukiwania w rodzaju „pierwszy o homoseksualności pisał...”, „pierwsza książka lesbijska to..” Zabawy to fajne, ale jak pokazuje praktyka – bezproduktywne. Uniknięcia aktywizmu życzę twórcom/twórczyniom projektu, żeby z tego fajna historyczna praca wyszła, a nie kolejny raport o dyskryminacji.

Mamy kłopoty?

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza | Opublikowano środa, 13 kwietnia 2011

W ostatnich dniach dużo się dzieje wokół kampanii "Miłość nie wyklucza", niestety wszystko przez "kontrowersje" jakie wzbudzamy. Zaczęło się już jakiś czas temu w Inowrocławiu. W Gazecie Wyborczej można znaleźć wypowiedzi dotyczące tej sytuacji:

Ireneusz Iwański (Autobox): Społeczeństwo nie jest gotowe na oglądanie takich plakatów. Ludzie zniszczyliby je, połamali ramki. A moja firma poniosłaby straty. Wolałbym, żeby akcje uczyły młodzież ustępowania miejsca w autobusach. I nie namówi mnie pan, żebym publicznie się wypowiedział, co sądzę o treści tych plakatów.

Prezes inowrocławskiego MPK Mariusz Kuszel: - Publiczne propagowanie takich scen nie jest właściwe.

Jeszcze wczoraj sporo się mówiło o Ełku:

Alicja Chorąży, prokurent w ełkckim MZK: - Mnie te plakaty nie przeszkadzają. Ludzie na zdjęciach prezentują się bardzo dobrze. Ale musimy dbać o pasażerów. A nimi są głównie osoby starsze, konserwatywne. Nie możemy dopuścić do tego, żeby podróżując naszymi autobusami, wpadły w zły nastrój, zdenerwowały się. Chorąży zapewnia, że "Miłość nie wyklucza" nie była pierwszą akcją, której odmówiono. I podaje przykład, że w autobusach w Ełku nie pojawiły się reklamy imprezy z alkoholem, na którą zapraszały "roznegliżowane osoby".

W "Gazecie Współczesnej": Odmówiliśmy, bo musimy myśleć o naszych pasażerach. Chcemy uniknąć spięć w autobusach, zrywania plakatów i tego typu sytuacji – wyjaśnia Chorąży. I dodaje: – Wcześniej odmawialiśmy rozwieszenia materiałów promujących alkohol. Albo nie pojawiały się w ogóle, albo zmieniano ich treść – tłumaczy.

Dzisiaj zaś czas na... Suwałki:

Dyrektor Łazarski zapowiada, że będzie to niemożliwe. – Regulamin zabrania umieszczania plakatów, których treść mogłaby naruszyć cudze uczucia – argumentuje. – Suwalczanie, to w 90 procentach katolicy. Na pewno poczuliby się dotknięci.

Widok pary homiczej może obrażać czyjeś uczucia? I to z powodu religii? A gdzie miłość do bliźnich? Mam wrażenie, że w ostatnich tygodniach pojawia się zaskakująco dużo homofobicznych wypowiedzi w mediach. Czy to efekt zbliżających się wyborów?

Plakaty w Warszawie nikogo nie ruszały, decyzja o tym by ruszyć w Polskę była słuszna. Okazuje się, że tam nie tylko o ustawie o związkach partnerskich trzeba mówić ale i przypominać, że geje i lesbijki tam mieszkają. I nie obrażają niczyich uczuć samym faktem istnienia.

ps. Z fejsa dowiedziałem się, że najlepszym filmem festiwalu filmowego, który się odbywał w Kinotece została Bańka mydlana. Nic dziwnego - był to jedyny tytuł już dość znany i ze statusem kultowego. Drugie miejsce dla 80 dni, trzecie dla Braterstwa. W ostatnim Przekroju recenzje 80 dni i Pod prąd - bardzo sprawiedliwe.

Z readera

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Dzisiaj kilka newsów z czytnika. "Zabawnie" jest w Wielkiej Brytanii, gdzie rząd zaproponował by znieść zakaz bycia dawcą krwi dla gejów... którzy nie mieli seksu przez 10 lat. To brzmi jak żart na 1 kwietnia, ale zdaje się być newsem na serio.

10 lat od czasu wprowadzenia małżeńskiej równości w Holandii. Pojawiło się sporo statystyk z tej okazji. Okazało się, że geje rozwodzą się rzadziej od lesbijek, a homiki od heteryków. Wbrew wszelkim stereotypom.

Wyoutowana lesbijka w USA nominowana sędzią. Pani wraz ze swoją żoną wychowuje bliźnięta. Ot - klasyczny model rodzinny.

W Delaware nie dość, że przez Senat przeszła ustawa o związkach partnerskich, to do tego wybrali sobie pierwszego ujawnionego geja na burmistrza (pierwszy w Delaware oczywiście). W temacie wyborów - pani trans została wybrane na szefową demokratów w Oklahoma. Grodzka do Parlamentu!

Jak miło się czyta o kłopotach innych parad równości. Ale żeby było też optymistycznie, to Nepal planuje gościć Asia Pacific OutGames. Triathlon po Himalajach?

Zbliża się Euroshit, niektórzy będą śpiewać, a niektórzy prężyć muskuły. Przestałe to oglądać kilka lat temu i jak widzę nie mam czego żałować. Belgia wystawia Manhattan Transfer dla ubogich, Polska idzie w nijakość... Najwięcej wyświetleń na youtubie z eurowizyjnych propozycji ma Norwegia. Nie da się tego wysłuchać w całości, ale jak się wyłączy dźwięk to można na tancerzy popatrzyć.

Ponieważ ostatnio czytam głównie podejrzanie brzmiące tytuły to na odtrutkę polecam ściągnąć sobie Ute Lemper po niemiecku, lub poniżej po angielsku. Homiczy hymn z lat 20-tych.

Strach przed plakatami?

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza | Opublikowano sobota, 9 kwietnia 2011

Utwór i inne utwory

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano

Gdy po raz pierwszy przeczytałem Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff-Umińskiej wiedziałem, że mam przed sobą tekst ważny, w polskich realiach niezwykły (choć mając dziesiątki poprzedników). Tym razem oglądałem go na deskach Teatru Powszechnego wystawiony przez aktorki z Teatru Współczesnego ze Szczecina w reżyserii Marcina Libera. Nie jest to sztuka wybitna, ani specjalnie poruszająca. Mam poczucie, że spłycono wiele treści i pokazano Utwór jako groteskową rozprawę z macierzyństwem. Jednak może i dobrze - w prostej formule udało się sprawnie przekazać najważniejsze tropy, które możemy zaleźć w Utworze i z których możemy przejść dalej. Tutaj wyjścia poza utwór - w nie łopatologiczny sposób - brakowało.

W ramach WST zobaczyłem również Olgę Tokarczuk z Wałbrzycha, oczywiście wystawioną przez Teatr im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Sam w Wałbrzychu i okolicach mieszkając przez naście lat moge powiedzieć jedno - nic w tym mieście nie jest warte uwagi, tylko teatr. Mam z Wałbrzycha jak najgorsze wspomnienia, ale nie ma w tym jakiejś traumy. To jest miasto tak nijakie i pozbawione charakteru, że odcina się je bezboleśnie. Gorzej już z wiochą w której mieszkałem po przeprowadzce z Wałbrzycha. Ale tu już może Freud by więcej powiedział, a jak nie Freud to Lacan. Tak czy owak - sztuki wystawiane przez wałbrzyski teatr zawsze warto oglądać i nie ważne, że są mocno pod publikę, że nie żonglują efektami, że stosują dość proste schematy... po prostu warto.

Spadek aktywności blogowej rekompensuję sobie lekturami, polecam szczególnie zbiór artykułów Mileny Jesenskiej, Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy. Wybór publicystyki z lat 1937-1939 - przykład jak można pisać o przedwojennej tragedii bez martyrologii, ale w duchu humanizmu. Choć chwilami nudne, to są takie momenty, że czytałem dwa razy. Ogłoszono też piątkę finalistów konkursu im. Kapuścińskiego, z nominowanych nie znam tylko dwóch książek, a z finałowej na szczęście wszystkie. Pewnie wygra „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz, o której tu pisałem, ale czarnym koniem konkursu jest dla mnie Wysoki. Śmierć Camerona Doomadgee Chloe Hooper, o którym - co za niespodzianka - nie pisałem, ale jak wygra to napiszę.

Jako maniak nagród przypominam, że już za miesiąc szeroka lista nominacji do Nike. Obstawiacie coś?

Tytuł książki

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano czwartek, 7 kwietnia 2011

Ci, którzy mają średnią przyjemność obcowania ze mną w ostatnich miesiącach wiedzą, że Abiekt coś pokątnie przygotowuje. Dlatego też w najbliższym czasie blog będzie aktualizowany nie codziennie jak to bywało do tej pory, ale rzadziej. Brakuje trochę zarówno czasu, sił jak i motywacji.

Ciekawe w tym wszystkim jest to, że zanim powstanie wymarzony tekst książki człowiek więcej czasu spędza na wymyślaniu tytułu niż wgłębianiu się w historyczne zakamarki. Ale udało się i mam tytuł, nawet nie wiecie jak mnie to cieszy :D

Książką zakończę działalność na polu wydawniczym - co prawda wciąż mnie to kręci, ale jest kilka powodów, w tym finansowy dla których trzeba się z gracją pożegnać. A tytuł? "Kapłanka z Lesbos i inne historie". O podtytule pomyślimy kiedy indziej, bo trzeba wybrać odpowiednie materiały i zobaczyć jak obszerne to to będzie. Książka oczywiście o historii homoseksualności, oparta na źródłach prasowych z pierwszej połowy XX wieku. Z tego też powodu wybaczcie, ale będzie mnie tu mniej :) 

Abiekt i inni w Łodzi ;)

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kochanek Czerwonej Gwiazdy | Opublikowano środa, 6 kwietnia 2011

Dzisiaj zapraszam do Łodzi na spotkanie z Witoldem Jabłońskim, autorem książki "Kochanek Czerwonej Gwiazdy". Spotkanie odbędzie się w Śródmiejskim Forum Kultury w środę, 6 kwietnia o godzinie 18:00.

List

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, Miłość nie wyklucza | Opublikowano wtorek, 5 kwietnia 2011

Po raz kolejny na tapetę bierzemy zapowiadaną ustawę o związkach partnerskich. SLD i Grupa Inicjatywna są w niezłej komitywie i nie dopuszczają nikogo do konsultacji ustawy, która - jak można sądzić z medialnych doniesień - nie jest "perfekcyjna". Jako działacze i działaczki chcemy mieć wpływ na to tak ważną sprawę. Dlatego - tak mi się wydaje - kilkanaście osób podpisało list, który jutro zostanie wysłany do Katarzyny Piekarskiej z SLD, która "opiekuje" się ustawą:

Jak donoszą media, Sojusz Lewicy Demokratycznej przygotowuje projekt ustawy mającej na celu instytucjonalizację związków osób tej samej płci. Wiadomość ta nas cieszy, jednakże chcemy zwrócić uwagę na fakt, że projekt nie został skonsultowany z osobami działającymi aktywnie na polu walki o prawa osób LGBT, a Grupa Inicjatywna, która występuje niejako „z ramienia społeczności LGBT”, nie przeprowadziła rzetelnej debaty nad projektem, m.in. unikając konsultacji i wyciągania wniosków z krytycznych opinii wobec swojego pomysłu ustawy.

Od czasu gdy SLD ogłosiło, że wraz z Grupą pracuje nad projektem ustawy pojawiły się różnorodne inicjatywy mające na celu promocję idei związków partnerskich. Niestety twórcy tych inicjatyw zostali wykluczeni z jakichkolwiek prac nad projektem. Żadna wiążąca wersja opracowywanego projektu (poza wstępnymi założeniami) nie została również upubliczniona.

Wyrażamy chęć uczestnictwa w konsultacjach społecznych projektu. Mając świadomość, że w chwili obecnej podobna ustawa ma małe szanse na wejście w życie uważamy, że warto nad nią pracować wspólnie, tak by wybrane rozwiązania były bliskie potrzebom osób LGBT, a rezultat prac stanowił trwały consensus. Tak wypracowany projekt ustawy pozwoli na kontynuowanie batalii o jej wprowadzenie w kolejnych kadencjach Sejmu.

Prosimy o przeprowadzenie takich – otwartych dla wszystkich – konsultacji. Ze swojej strony gwarantujemy podjęcie merytorycznej i konstruktywnej debaty.


Podpisano: Jacek Adler (red. naczelny Gaylife.pl); Bartek Matusiak, Wiktor Dynarski (Fundacja TransFuzja), Katarzyna Formela; Sylwia Formela; Michał Minałto (Stowarzyszenie Otwarte Forum); Urszula Pawlik (Prezeska Stowarzyszenia Otwarte Forum, red. naczelna portalu Homiki.pl); Michał Pawlęga (Grupa Doradcza Równość Płci); Małgorzata Rawińska, Sławomir Starosta (red. naczelny portalu Gay.pl); Wojciech Szot (rzecznik kampanii „Miłość nie wyklucza”, red. naczelny serwisu Abiekt); Ewa Tomaszewicz; Natalia Zaborniak (red. naczelna serwisu LGBTeka)

Może ktoś chce dołączyć do nas? Kontakt do mnie nie jest trudny do znalezienia :)

Miasto "fajnych" ludzi

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Na wieczór przykład tego jak można mówić o festiwalu filmów gejowsko-lesbijskich bez użycia słów "gej" czy "lesbijka":



Ewa Czeszejko-Sochacka, odpowiedzialna za przygotowania Warszawy do konkursu Europejskiej Stolicy Kultury - Ten festiwal jest niezwykle ciekawy bo ściąga środowisko ludzi aktywnych, ściąga filmy nagrodzone w Europie i sprawia, że chce się wspólnie spędzać czas, rozmawiać o ważnych rzeczach, oglądać filmy, że się przychodzi, że się mówi o swoich sprawach, że się uczestniczy w życiu miasta

Agata Sienicka, "organizator festiwalu" - Repertuar został wybrany z najlepszych, największych filmowych festiwali tego typu. Ma podtytuł, że jest heterofriendly, czyli jesteśmy otwarci na wszystkich ludzi, którzy lubią kino, lubią niszowe kino (...).

Iwo Orzełek - (...) chcemy pokazać, że współczesne kino queer wychodzi poza tematy seksualności, poruszas tematy tolerancji, seksualności.

I znowu Ewa "Gucci" Czeszejko-Sochacka - Warszawa jest takim miejscem, w którym miło się spędza czas ale w którym się też rozmawia. Myślę, że dzięki takim inicjatywom jak festiwal filmowy (...) mamy szansę pokazać Europie, że jesteśmy miastem nowoczesnym, fajnych ludzi i że na ten tytuł zasługujemy.

Jesteśmy tak fajni, że aż nikt nie chce powiedzieć wprost o kogo tu chodzi. Cóż - nowoczesność?

Gandhi

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Ciekawostka na poranek, o której już pewnie słyszeliście/słyszałyście. W Wall Street Journal pojawiła się recenzja Andrew Robertsa książki Great Soul: Mahatma Gandhi And His Struggle With India napisanej przez Josepha Lelyvelda. Oto najciekawsze ustępy:

Miłością życia był dla Gandhiego niemiecki Żyd, architekst i kulturysta, Hermann Kallenbach, dla którego Gandhi zostawił żonę w 1908 roku. "Twój portret (jedyny, który mam) stoi na kominku w mojej sypialni", pisał do Kallenbacha. ""Kominek jest naprzeciwko łóżka". Z jakichś powodów wata i wazelina "ciągle przypominają" o Kallenbachu (...). Gandhi pisał do Kallenbacha: "Całkowicie zawładnąłeś moim ciałem. To totalne zniewolenie. Gandhi nazywa siebie "Wyższą instancją", a Kallenbacha "Niższą" i obiecuje Niższej instancji [byśmy to mogli przełożyć jako Sejm ;)] "Nie patrzyć się pożądliwie na żadną kobietę". Następnie obaj obiecują sobie "więcej i jeszcze więcej milości".

Ciekawe, że już NYT nie wspomina nic o tych fragmentach, choć też zamieszcza obszerną recenzję. Książka do nabycia na Amazonie, choć obawiam się, że oprócz dobrej biografii dostaniemy sensacyjny fragmencik.

A jak nie chce wam się kupować książki to... listy do Kallenbacha są od dawna dostępne online, co tylko pokazuje, że mamy do czynienia z chwilową sensacją, często przy "odkrywaniu" tajników czyjejś seksualności. Miłej lektury - tutaj i tutaj.

Pankowski nie żyje

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Informacyjnie, więcej przeczytacie tutaj. A jak ktoś nie wie czemu ten news jest ważny to tutaj recenzja jego książki autorstwa Jacka Kochanowskiego.

Stand Up!

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT | Opublikowano niedziela, 3 kwietnia 2011

Zwymiotujmy! Na raz!

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie | Opublikowano

Tytuł wesoły i wesoło tu będzie dzisiaj. Trzeba w końcu jakieć credo tego bloga spisać. Zatem motto bloga zmieniamy z "Obcy penetruje (nie tylko) Internet" na "Obcy jest sfrustrowany". Oczywiście to dowcip z rodzaju kawałów na 1 kwietnia, ale...

Zacznijmy od początku. Od czterech lat opisuję tu homicze wydarzenia, komentuję, oceniam, czy przybliżam sprawy, które mnie zafascynowały lub oburzyły. Mimo podejmowania działalności, w której powinienem ludziom lizać tyłki nie mam zamiaru tego robić. Staram się być subiektywny - jak na blog przystało. Obiektywny - gdy sprawa tego wymaga. Bloger to nie dziennikarz - wymaganie od nas obiektywności, czy drążenia tematu w rodzaju uwzględniania wielogłosu różnych stron jest niepoważne. Tzn. czasem się to przydaje, zwłaszcza gdy piszemy o tematach "poważnych". Przykładowo - gdy piszę o historii staram się nie zadowalać strzępom informacji wtórnych, a sięgam do źródeł. Jednak gdy piszę o filmie, wydarzeniu homiczym czy książce - pisze o tym co widzę i jak to odbieram. Niestety te zasady niektórym trzeba tłumaczyć.

Nie jestem dziennikarzem, - bloger to ktoś pomiędzy dziennikarzem a osobą piszącą komentarze do artykułów. Po kilku latach praktyki widzę, że podejście do nas jest bardzo zróżnicowane. Zwłaszcza ciekawe jest "wykorzystywanie" nas w reklamowaniu i pisaniu o wydarzeniach. Zdarzają się pozytywne przypadki - dostać książkę do recenzji, zaproszenie na film, info prasowe czy zaproszenie na jakieś inne wydarzenie. Z ostatnich takich muszę pochwalić na przykład Gutka, czy kilka wydawnictw. Nie obiecuję, że napiszę dobrze o nadesłanej propozycji, ba - niekiedy nie piszę wcale, ale doceniam fakt dostrzeżenia bloga i wystawienie się na ocenę - niekoniecznie przychylną.

Przeważnie jednak spotykam się z reakcjami negatywnymi na to, że w ogóle blogerzy istnieją. Lista pretensji (nie tylko do mnie) wydłuża się - najbardziej oczywiście negatywnie nastawieni są ci, których oceniamy. Rok temu, podczas EuroPride, miałem wrażenie, że niektórzy na widok mój czy Ewy dostawali pisany na pysku. Skończyło się to tym, że ci, którzy najbardziej nas wtedy negowali, dzisiaj chyba się z nami lubią. To pokazuje akurat klasę niektórych osób. Podoba mi się też uporczywe, ale dość inteligentne podejście do nas rzeczniczki Parady - JejPerfekcyjności, mimo tego, że musi współpracować z ludźmi, którzy zostawiają tu komenty poniżej wszelkiej krytyki, sama stara się zachować do mnie stosunek informacyjno-naprawczy. I jak widać chociażby po niektórych ruchach twórców nowej Parady - potrafią naprawiać rzeczy, które są krytykowane. Zdarzają się jednak sytuacje, w których jesteśmy atakowani za sam fakt pisania o niektórych rzeczach, co zdaje się być schizofreniczne. I tym razem - ponieważ język użyty przez "atakowanego" jest poniżej wszelkiej krytyki - mam zamiar to pokazać. Oto reakcja na mój post o filmach:


Identyfikacja osoby komentującej nie powinna nastręczać kłopotów. Jestem ciekaw jakie informacje miałem zaczęrpnąć u źródła. Daty festiwalów są znane od dawna, brak informacji o festiwalu w prasie też jest widoczny gołym okiem. Zestawienie tego zostaje nazwane "bzdurnymi wypocinami", co jeszcze ujdzie, ale dalej jest jeszcze ciekawiej. Nigdzie nie sugerowałem, że nie będzie widowni na festiwalu - zwracałem uwagę na to, że przebicie się z informacją do mainstreamowych mediów jest chyba w tym okresie trudniejsze niż w czasie Parady. A czynienie mi zarzutu z tego, że nie przyszedłem na otwarcie jest już zabawne w kontekście tego, że film otwarcia zrecenzowałem w komentowanym tekście. No cóż - pisanie o festiwalu pana Morki może być uznane za rzyganie i wylewanie frustracji. Niesamowite ;)

Słowo "frustracja" pojawia się niekiedy w kontekście mojego pisania. Zatem oświadczam światu, że nie jestem sfrustrowany, ba - należę do tego typu osób, których to zjawisko chyba w ogóle nie dotyczy. Mam swoje zabawki, które zawsze pozwalają na minimalne chociaż czerpanie z nich satysfakcji. Problemem niektórych osób jest to, że nie mają dystansu do tego co robią i nawet gdy napiszesz kilka pozytywnych słów o ich działalności to widzą tylko krytyczne uwagi. 

Jestem ciekaw gdzie autor komentarza widzi frustrację na przykład w akapicie: Zatem z powyższych z czystym sercem rekomenduję 80 dni i Dzieci Boga. Pozostałe filmy warto chociażby po to by zobaczyć jak wygląda poziom festiwalowego kina LGBT - nie jest źle, ale bez fajerwerków. 

Środowisko LGBT jest malutkie - oczywiście, że (prawie) wszyscy się znamy, widujemy co jakiś czas i trochę jest tak, że "ręka rękę myje", stąd też wiele osób wciąż nie jest przyzwyczajonych do tego, że w ogóle można pisać o ich działalności w sposób krytyczny (choć bywałem już o wiele bardziej krytyczny wobec niektórych inicjatyw i nikt mi frustracji nie zarzucał). Dobrym przykładem są tutaj nasze strony homicze, które krytykę podejmują wyjątkowo rzadko. Niekiedy słyszę, że powinienem pozytywnie pisać o wszystkim, co gejowskie, bo ludzie flaki sobie wypruwają by to zrobić. Akurat to, że się napracować trzeba to wiem, ale to trochę tak jak z warszawskim Teatrem Żydowskim - naprawdę wierzę, że wkładają wiele wysiłku w to co robią, ale nie można tym usprawiedliwiać tego, że wychodzi im gniot za gniotem. Mi też nie przychodzi nic bez roboty - ale nie stosuję szantażu moralnego wobec Czytelników w rodzaju: byłem w trzech bibliotekach by to napisać więc się zachwycajcie. Każdy ma prawo do własnej opinii i jej wyrażania, ważne, żeby nazwiska nie przekręcali. Zatem do zobaczenia jutro, zwymiotujcie ze mną!

ps. a jak chcecie poczytać więcej fejsowych newsów od Abiekta to zapraszam.

Homonacjonalizm cz. 2

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoNacjonalizm | Opublikowano sobota, 2 kwietnia 2011

Po artykule na temat „gejowskiego imperializmu” czas na jego teoretyczne rozwinięcie w postaci pojęcia „homonacjonalizm”. Termin ten opanował ostatnio zwłaszcza europejską dyskusję o związkach między ruchem LGBT a nacjonalizmem, rasizmem i radykalną prawicą. Jessica Hoffmann w połowie grudnia 2010 roku opublikowała na Bilerico krótki artykuł z wakacji w Europie. O czym pisała? Zapraszam do lektury:

W listopadzie spędziłam kilka tygodni w Szwecji, Niemczech i Austrii. (...) w każdym miejscu, które odwiedziłam, aktywiści – ci kolorowi i ci biali - mówili o homonacjonalizmie. Wcześniej chyba nigdy nie wiedziałam zbyt dokładnie, czym tak naprawdę jest homonacjonalizm – jak jest przerażający i jak bardzo pokazuje różnice pomiędzy amerykańskim i europejskim klimatem politycznym (zarówno w Europie i Stanach istnieje antyimigracyjny rasizm i przemoc, ale ich formy i źródła narracji są inne).

Zatem czym jest homonacjonalizm? Można go definiować na wiele sposobów (większość raczej teoretycznych), tutaj chciałabym jednak wskazać, jak rozumiem to zjawisko w kontekście europejskim dzięki rozmowom z queerowymi działaczami w wielu miastach, uznającymi Unię Europejską za „antyimigracyjną fortecę”, jak powiedział mój znajomy z Wiednia. Podczas gdy niektórzy zapewne myślą o Unii jako o wspólnocie pozbawionej granic, trzeba wiedzieć, że tak jest tylko pomiędzy państwami członkowskimi, które wspólnie starają się wzmocnić granice wspólnoty by ograniczyć napływ ludzi z zewnątrz. (...)

Właściwie nie jestem specjalistką w tym temacie, po prostu zaniepokoiło mnie to, czego dowiedziałam się w czasie podróży. Kontekst europejski jest inny od amerykańskiego, ale warto zwrócić uwagę na tę sytuację w szerszym sensie - związków pomiędzy antymigracyjną polityką i przemocą, tworzeniem normatywnych homo-obywateli, neoliberalną ekonomią i rasizmem na całym świecie.


Ciąg dalszy na Homiki.pl

W marcu o Polsce

0

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano

Jak co miesiąc zaglądam do rss-ów i sprawdzam co homicze strony pisały o Polsce. Marzec był wyjątkowo nudny - z aktualnych polskich wydarzeń nic się nie przebiło do zagranicznej blogosfery.
  • Tekst z Global Post o prawach osób LGBT w Polsce skomentowany na kilku blogach. - 3 newsy
  • W Dreźnie odbyła się konferencja i workshopy o sytuacji lesbijek w Europie. Jednym z tematów było życie lesbijek w Polsce. Jessica Jayne Maertin wygłosił bardzo słaby referat Lesben in Polen,Tschechien, Slowakei und Ungarn i tyle o tym. - 1 news
  • Na Pinkews absurdalny tekst o tym, że zainteresowanie się organów państwowych wydawaniem zaświadczeń w Urzędach Stanu Cywilnego jest pierwszym krokiem do "marriage equality" w Polsce. - 1 news
  • LGBT History Month w Polsce - kolejna absurdalna wiadomość z Pink News - 1 news
  • W Niemczech info o QueerWarsaw - 1 news
  • W "Tetu" wywiad z Krystianem Legierskim - 1 news

Abiekt w kinie

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano piątek, 1 kwietnia 2011

Mam wrażenie, że jedynym polem kultury LGBT, na którym nie ma już wielu różnic między Polską a tzw. "zachodem" jest film. Nie mówię tu oczywiście o nowych, polskich produkcjach, ale o liczbie festiwali, przeglądów, wydań DVD czy - zwłaszcza ostatnio - premier kinowych. Trochę to idzie w ilość a nie jakość - powalających filmów o tematyce LGBT kręci się jednak mało, a większość produkcji przeznaczona jest do obrotu festiwalowego i z rzadka trafia na ekrany kin w regularnej dystrybucji. Powodem tego, że może wydawać się iż mamy więcej filmów niż książek o tej tematyce jest też fakt, że wydawnictw targetujących swoje pozycje do osób LGBT jest jak kociak napłakał, a dystrybutorów mamy przynajmniej czterech. No i proces przygotowania filmu do wyświetlenia jest u dystrybutora szybszy niż książki u wydawcy. Podejrzewam też, że jest to też biznes tańszy - w przypadku tłumaczeń standardowo płaci się z góry 10 procent od możliwego zysku (czyli ceny okładkowej), w przypadku filmów częściej jest to jednorazowa, wynegocjowana suma. Sam jestem ciekaw ile to kosztuje, orientacyjnie mogę podać, że koszt wydania komiksu Koeniga to około 8 tysięcy, a i to jest najtańsza pozycja, którą wydałem. Chętnie bym się dowiedział ile kosztuje wydanie DVD z czymś takim jak Mulligans.

Przed nami LGBT Film Festival, za nami w kinach Dom chłopców, kolejne premiery DVD od MayFly. Co zatem polecam? Raczej niewiele.

Dom chłopców ☻☻☺☺☺☺

Historyjka w skrócie - chłopiec ucieka z domu, trafia do tytułowego "Domu Chłopców" czyli połączenia klubu z burdelem i specyficznym sierocińcem. Tam jest sex, drugs i AIDS. Na końcu mamy perypetie chorobowe. Opis tak porywający jak porwał mnie film. Stylizowany na opowieść z lat 80-tych i to stylizowany całkiem sprawnie, jednak scenariuszowe mielizny, dialogi w rodzaju "miłość to piękny dar" wygłaszane na serio, słabe aktorstwo (nawet Udo Kier rozczarowuje), do tego "porywające" sceny taneczne, w których aktorzy zapominają, że taniec nie kończy się na pomachaniu tyłkiem, ale jeszcze trzeba poruszać nogami. To wszystko bym wybaczył, bo takich produkcji są dziesiątki i niektóre mają już statut kultowych (Big Gay Musical), ale najbardziej rozczarowuje konserwatywność tego filmu. Seks filmowany jest wręcz wstydliwie, a w filmach o tym temacie osiągnięto już tak wiele, że Dom chłopców wydaje się być anachroniczny a nie stylizowany.

LGBT FILM FESTIVAL:


Zacznę od tego, że co roku pojawia się jakiś festiwal czy przegląd filmowy mający na celu zebrać nowości z rynku i je zaprezentować warszawskiej publiczności. Tradycją było, że dzieje się to w tygodniu poprzedzającym paradę. Odejście od tradycyjnego terminu jest dla mnie zrozumiałe w kontekście przebicia się przez szum informacyjny, ale organizujące festiwal Imago nie mogło wybrać gorszego terminu - właśnie startują Warszawskie Spotkania Teatralne, a do tego mamy Festiwal Filmowy i Artystyczny "Lato Filmów". Cóż - wybierając między "naszym" festiwalem a genialnym programem WST chyba wybór jest dość oczywisty. Festiwal wylądował zatem z deszczu pod ulewę co widać w braku informacji na jego temat w Stołecznej (wczoraj była cała strona o "Lecie Filmów"). Kilka filmów już widziałem, zatem poniżej mini-recenzje.

Pod prąd ☻☻☻☺☺☺

Pierwszy z filmów na LGBT Film Festival. Peruwiańska wieś - dość przystojny Miguel oczekuje narodzin syna a przy okazji romansuje z mniej moim zdaniem przystojnym malarzem. Malarz ginie i pojawia się jako duch. Historia jest ciekawa i mimo dłużyzn chce się czekać na to jak to wszystko się zakończy (i mimo tego, że wiadomo jak). Kilka etnograficznie ciekawych wstawek (społeczność wiejska, obyczaje, obrzędy), ale jakoś mnie to nie wciągnęło. Peru wolę oglądać z tej perspektywy, a historie z chodzącymi i gadającymi duchami nigdy mnie nie przekonywały. Dobre na wieczorny seansik z paluszkami i piwem, ale nie na rozpoczęcie festiwalu, choć może się podobać i to bardzo - zależy od stopnia wciągnięcia się w historię. Dystrybutor reklamuje film jako zwycięzcę głosowania publiki na Sundance nie dodając, że mowa jedynie o jednej z sekcji tego festiwalu, podobnie jak nie jest to najlepszy film San Sebastian International Film Festival 2009 (nagroda powędrowała do tego filmu). Bardzo nie lubię takich numerów. Podobnie jak wielkich plakatów z napisem "8 Oscarów" a na dole dopisanym tekstem "nominacje". Może czas na reklamę książek w stylu: Nike 2011. Książka zgłoszono do konkursu (dopisane malutkimi literami)?

80 dni ☻☻☻☻☺☺

Hiszpański dramat o odkrywaniu tożsamości w wieku bardziej niż dojrzałym. Dobrze zagrany, może z lekką manierą, ale znośną, ładne zdjęcia i ogólnie bardzo poprawnie, może aż za bardzo. Jest tu i miejsce dla tragedii i dla humoru. Dałbym nawet piąty uśmieszek, gdyby nie to, że film mnie bardzo znudził - kolejne etapy odkrywania tożsamości są tak oczywiste i wręcz podręcznikowe, że za pierwszym razem nie wytrzymałem do końca. To film, który z pewnością podzieli publiczność na ludzi na tych, którzy nie lubią gdy w zasadzie wiedzą, co będzie dalej i na tych, którzy albo nie myślą o tym w trakcie oglądania lub po prostu nie znają schematu.

Dzieci Boga ☻☻☻☻☺☺

Mam z tym filmem pewien kłopot. Ale od początku. Dzieci Boga to opowieść o życiu kilku osób na Bahamach, które toczy się wokół homoseksualności - jedni z nią walczą, drudzy ją uprawiają, a jeszcze inni się jej przyglądają. Postaci w filmie są dość jednowymiarowe, a ich psychologiczne portrety zbyt - jak dla mnie - oczywiste. Film obok całkiem ciekawego dramatu okraszony został ozdobnikami w rodzaju "morze Bahamów", "flora Bahamów" i chwilami brakuje tylko głosu Krystyny Czubówny. Plus - przy niewielkim budżecie udało się zrobić film, który zarówno dobrze wygląda jak i jest dobrze zagrany. Minus - mój niepokój. Kłopot od którego zacząłem polega na fakcie, że w filmie przyjęto dość jednostronną perspektywę i zastosowano chwyty "pod białych" - oto najbardziej prześladowany jest biały student, a najbardziej zagorzały przeciwnik gejów sam jest przynajmniej biseksem, do tego oczywiście czarny. Trochę za proste kalki. Warto zobaczyć, ale warto po tym filmie raczej zadawać pytania niż zadowalać się odpowiedziami danymi przez reżyserkę.

Na festiwalu pokazywana będzie też Bańka mydlana, która filmem jest ciekawym, częściowo już kultowym, ale nie będę recenzował filmu, który był u nas tak często pokazywany, że nawet w Teatrze Dramatycznym zrealizowano sztukę na jej temat. Jak na festiwal z nowościami to jej wyświetlanie nie ma większego sensu. 4 na sześć uśmieszków. ☻☻☻☻☺☺

Z filmów festiwalowych recenzowałem tu już Od początku do końca, przypomnę fragment: Jeśli w trakcie projekcji filmu, który dystrybutor określa jako "kontrowersyjną historię bezwarunkowej i wbrew normom społecznym, a jednak czystej i pięknej, miłości" sala po prostu wyje (dosłownie) ze śmiechu to znaczy, że chyba nie trafiono z produktem. ☻☺☺☺☺☺






Zatem z powyższych z czystym sercem rekomenduję 80 dni i Dzieci Boga. Pozostałe filmy warto chociażby po to by zobaczyć jak wygląda poziom festiwalowego kina LGBT - nie jest źle, ale bez fajerwerków. Mnie ostatnio zaskakuje to, że lepszy poziom zaczynają reprezentować filmy przeznaczone do telewizyjnego rozpowszechniania niż kino festiwalowe. Wystarczy choćby przywołać Prayers for Bobby.

Przede mną jeszcze sześć festiwalowych filmów - wtedy podsumujemy :) Póki co Abiektowe oglądanie filmów LGBT można ocenić na trzy gwiazdki :)