Tolerancyjny uniwerek?
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 31 marca 2011
Po przejrzeniu (dokładniej poczytam wydrukowaną wersję) raportu przygotowanego przez QueerUW można stwierdzić, że nie jest tak źle: 57 procent respondentów uważa, że coming out na uczelni nie jest powodem do poczucia dyskomfortu, 69 nie spotkało się z homofobicznym zachowaniem "społeczności akademickiej", 74 procent nie spotkało się z homofobicznym zachowaniem na uczelni. Ciężko to ocenić w kategoriach "dobrze" - "źle". Chyba najlepiej powiedzieć, że jest nienajgorzej.
O ile lektura ankiety i jej wyników nie przynosi miarodajnych i ciekawych wyników tak już bardzo interesujące są wywiady pogłębione, a już za mistrzostwo uważam przyjrzenie się artykułom na temat homofobicznych wydarzeń na UW jak próby organizacji spotkań z Cameronem. Publikacja ważna i mam nadzieję, że zwrócą na nią uwagę inne uczelnie. Do przeczytania tutaj.
O ile lektura ankiety i jej wyników nie przynosi miarodajnych i ciekawych wyników tak już bardzo interesujące są wywiady pogłębione, a już za mistrzostwo uważam przyjrzenie się artykułom na temat homofobicznych wydarzeń na UW jak próby organizacji spotkań z Cameronem. Publikacja ważna i mam nadzieję, że zwrócą na nią uwagę inne uczelnie. Do przeczytania tutaj.
Polskie podwórko
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Kochanek Czerwonej Gwiazdy, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano
Morderstwo w Poznaniu wzburzyło internet. Przy każdej takiej sprawie mam wrażenie, że statystycznie liczba morderstw wśród hetero-świeżo-w-sieci-poznanych jest pewnie o wiele większa, ale "nasze" sprawy jakoś szybciej na światło dzienne wypływają. Przykre, ale czy ktoś po tym usunie konto z fellow? Pewnie nie :)
Węgrzyna wyrzucono z PO. A jednak można.
Szypuła w komentarzach na fejsie zapowiedział, że GI planuje kolejne tournee po kraju. Tym razem z projektem ustawy. Niech oni już po prostu utworzą oddział SLD ds. LGBTQ i będzie wszystko jasne.
Pierwszy naprawdę pozytywny i ciekawy news od strony organizatorów Parady:
Z mojego poletka. Miłość nie wyklucza zgłoszona do konkursu Kampanie Społeczne Roku, aplikację można zobaczyć tutaj. A w drugiej połowie kwietnia spore natarcie kampanii na kilka miast. Zapis czata z moim udziałem można przeczytać tutaj - mimo obaw było bardzo spokojnie. Przypominam o wysyłaniu listów do premiera oraz proszę o wsparcie dla kampanii.
W najnowszej Replice Kochanek Czerwonej Gwiazdy na pierwszym miejscu sprzedaży w Bearbook.pl - dziękować :)
Od jutra festiwal filmów LGBT w Warszawie, zatem będzie bardzo filmowo i recenzencko.
80 procent nas zna!
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Miłość nie wyklucza, Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 30 marca 2011
Oto najważniejsze slajdy plus komentarz:
W ankiecie pokazaliśmy 5 logotypów (piąty nie był logotypem żadnego projektu, miał raczej "rozproszyć" uwagę wypełniających). Okazało się, że logo Miłość nie wyklucza kojarzy prawie 80 procent internautów i internautek LGBTQ. Bardzo dobrze poradził sobie KPH i "Razem bezpieczniej", którego logo kojarzy prawie 40 procent osób, wyniki Lambdy Warszawa są poniżej oczekiwań. Dziwi to zwłaszcza, że projekt Bezpytan.pl jest obecny w klubach poprzez ulotki, plakaty, wizyty wolontariusz[y](ek) Lambdy.... Wśród osób, które zadeklarowały, że w ciągu roku były w klubie homiczym kojarzenie akcji wygląda następująco:
1. Miłość nie wyklucza - 82,3%
2. Razem bezpieczniej - 39,5%
3. Zgłaszam problem - 12,4%
4. Bezpytan.pl - 11,1%
Co ciekawe - stronę KPH odwiedziło 44 procent badanych, a Lambdy - 29 procent. Osoby, które były na stronie KPH kojarzą projekt "Razem bezpieczniej" częściej, podobnie jest z Lambdą, jednak bezwzględnie to osoby bywające na stronie Kampanii mają większa świadomość jej działalności niż użytkownicy strony Lambdy ("Razem bezpieczniej"- 55,2%, różnica 15,7 pp; "Bezpytan.pl" - 21,7, różnica 10,6 pp). Wniosek - czas by Lambda przerobiła swoją stronę internetową.
Tutaj pod uwagę wzięte zostały dwa najczęściej rozpoznawalne logotypy akcji. Wyraźnie widać, że obie akcje nie zostały zauważone przez osoby transpłciowe. Osoby trans w całym badaniu wychodzą "gorzej", tzn. są mniej zaangażowane w środowisko LGBTQ, częściej nie znają żadnych działań organizacji i się nimi nie interesują.
Kto się interesuje zatem związkami partnerskimi? Z pewnością nie najmłodsi i... mieszkańcy małych miejscowości:
W ankiecie podaliśmy dziesięć czynności, z których wykonywanie którejś z dziewięciu z nich można uznać za angażowanie się w sprawy LGBT (np. czytanie książek), działalnością nieangażującą były "wyjazdy zagraniczne". I tu wyniki kampanii "Miłość nie wyklucza" jest bardzo znamienny. Oto ile aktywności zaznaczano i jak to wpływa na kojarzenie logo kampanii:
Osoby, które zaznaczyły ponad pięć odpowiedzi kojarzą logo kampanii w... 94 procentach. Osoby, które zaznaczyły pięć lub mniej - w 68 procentach. Mówi samo za siebie?
Na koniec - pewnym "kłopotem", choć przyjemnym był dla kampanii konkurs linii lotniczych SAS - wzięły w nim udział nasze bohaterki i dzięki zmasowanej ekspozycji w mediach wygrały konkurs. Czy po tym panie są kojarzone z kampanią Miłość nie wyklucza? Na to próbowaliśmy znaleźć odpowiedź:
Liczba zaznaczeń kampanii "Niech nas zobaczą" to chyba najbardziej zaskakujący wynik ankiety. No i to, że wcale nie jest tak, że "wszyscy" wiedzą kto jest kim w "środowisku". Wbrew pozorom kojarzenie konkretnych osób jest o wiele słabsze niż działań. Pełna prezentacja wyników z perspektywy kampanii "Miłość nie wyklucza" dostępna tutaj.
Na koniec zaś podziękowania i zaproszenie do kontaktu :)
"Wielka" dyskusja o pewnej ustawie
17
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, Miłość nie wyklucza, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 29 marca 2011
Tomasz Szypuła: Trzymajcie kciuki za ustawę o związkach partnerskich!Bartek Matusiak: To fajnie. Czyli wreszcie bedzie wiadomo, co w tej ustawie jest?
TSZ: Już wiadomo :-)
Katarzyna Formela: No to prosimy link do projektu - wszyscy chcemy wiedzieć.
TSZ: Jeszcze trochę cierpliwości (...) Kochani GI to nie partia pracujemy z naszym partnerem politycznym którego młyny wolno mielą. Do tego dochodzą argumenty w stylu "Byle nie przed 10 kwietnia". Zatem zostaje połowa kwietnia. Projekt i jego uzasadnienie jest już gotowe. Związki są dla par hetero i homo. Reszta pokrywa się z założeniami GI opublikowanymi na naszej stronie. Jeśli chodzi o transparentność. Odbyliśmy w Polsce 15 spotkań konsultacyjnych, prowadzimy bloga w którym informujemy o wszystkich postępach. Żeby inne projekty powstawały w tak transparentny sposób. (...) Mówisz tak jakbym coś ukrywał. Jak klub przyjmie projekt to go pokażemy. Na razie to jest projekt projektu.
Wiktor Dynarski: Może zapytajmy inaczej... Droga GI, dlaczego nie możecie pokazać projektu, skoro jego przeznaczeniem jest regulować spora część życia osób, dla których ustawę tę się tworzy? Czy są to jakiegoś rodzaju żądania partnera politycznego? Warto byłoby o tym wspomnieć rownież, żebyśmy mogli mieć przynajmniej jakikolwiek obraz sytuacji i wiedzieli, jak sie do sprawy odnieść. :) Bo jeśli faktycznie SLD takie żądania wysuwa, to wtedy przynajmniej my - publika, dowiemy się, w jaki sposób wspomniana partia działa.
Spotkanie na którym Grupa Inicjatywna pokazała NGO'som założenia ustawy (które zostały zjechane i nikt się do tego nie odniósł) była wyraźnie tylko zagraniem pod publikę. Szypuła mówi, że "reszta pokrywa się z założeniami GI opublikowanymi na naszej stronie". Jeśli to jest ten dokument, to właśnie on spotkał się z miażdżącą krytyką zarówno na spotkaniu w Helsińskiej jak i po nim, pisałem wtedy: zamiast projektu ustawy zobaczyliśmy brudnopis zawierający wariację nt. PACSów. W dokumencie czytamy, że związek taki nie zmienia stanu cywilnego. No przecież to nie jest normalne.
Szypuła pisze, że GI prowadzi transparentną zabawę. Jasne... A ja jestem członkiem KPH. Droga Grupo - prowadzenie bloga i wrzucanie newsów o tym, że we Francji milion osób jest w PACS-ach to nie jest transparentność. Przejrzystość to informowanie o tym co się dzieje bezpośrednio a nie za pośrednictwem mediów.
Do sejmowych wakacji zostało 9 posiedzeń Sejmu. SLD gra na zwłokę, bo chce ustawę pokazać w dobrym momencie, prawdopodobnie w okolicach Parady bo to będzie im najbardziej na rękę. Czy tylko ja czuję się instrumentalnie traktowany? A działacze społeczni niestety znowu pokazują, że w zetknięciu z politykami stają się petentami.
Na IS czytamy, że na następnym posiedzeniu Klubu Lewicy, na które zostaną zaproszeni także przedstawiciele organizacji LGBT. Mam nadzieję, że nie oznacza to tylko działaczy i działaczek Grupy Inicjatywnej, bo jak widać - sprzeciw wobec tak jednostronnej gry jest duży i warto jednak prowadzić publiczną debatę a nie przez ciągłe ukrywanie i brak dyskusji prowadzić do kolejnych podziałów w środowisku NGO'sów tracąc przy tym na wizerunku. A może o to chodzi by zawłaszczyć "ustawę" i cały dyskurs wokół niej? Nie da się ukryć, że Miłość nie wyklucza jest w jakimś stopniu reakcją na taką postawę. I co z tego? Czy ktokolwiek z osób tworzących kampanię zna propozycję ustawy? Zapewniam, że nie.
Na zakończenie - SLD miało cztery lata na mówienie o związkach partnerskich. W sejmowych stenogramach możemy odnaleźć wiele homofobicznych wypowiedzi posłów i posłanek PiS. Niestety nie odnajdujemy tam żadnych sprzeciwów od strony lewicowej partii. Gdy w Sejmowej Komisji Praw Człowieka dyskutowano o małżeństwach „gejowskich” – członkowie komisji z SLD nie pojawili się na Sali. Grzegorz Napieralski zapowiada „ofensywę”. Do tej ofensywy potrzebne jest mu wsparcie organizacji LGBT, a takie dostaje od KPH. Dlaczego po czterech latach bycia w opozycji ani razu lewica nie wywoływała tematu związków partnerskich? Dlaczego przygotowując ustawę ani razu nie podjęła się konsultacji społecznych ze środowiskiem, któremu ta ustawa ma pomóc ? Mimo, że nieszczególnie wierzę w szczere intencje polityków, to nawet jestem skłonny zaklaskać idei samego wywołania tematu – ale gdy chodzi o to jak ma wyglądać mój „zalegalizowany” związek – chcę mieć chociaż szansę na wypowiedzenie się w tej sprawie.
Co za kraj
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano
1. Europejska Stolica Kultury - ten tytuł chce otrzymać Warszawa, ale mam wrażenie, że miasto robi wszystko by stać się Europejską Stolicą Prowizorki. Przykład? Ogłoszono konkurs na projekty NGO'sowe. W Regulaminie jak byk stoi: Zakładany jest wybór około 20 projektów, jednak ostateczna liczba będzie uzależniona od jakości złożonych propozycji. Lista wybranych projektów zostanie opublikowana na stronie www.warszawa2016.pl w terminie do 25 marca 2011 r. I co? I nic. Mamy 29 marzec. Deadline na składanie projektów ogłoszono do 17 marca, ale... go przesunięto. Czy dlatego, że ktoś kto miał dostać wpis na listę (projekty dostaną zapewnienie realizacji jak miasto wygra konkurs) nie zdążył? Prowizorka numer jeden ma dla mnie ten niemiły posmak, że narobiliśmy się nieźle w wypełnianiu aplikacji. Na ten temat Mike oczywiście więcej i ostrzej.
2. Konkurs portalu kampaniespoleczne.pl - termin zgłoszeń do 1 kwietnia. Człowiek nic nie robi innego przez tydzień tylko walczy z prezentacjami, ankietami, konsultuje się - wszystko by zdążyć. I co? Przychodzi mail: Przedłużenie terminu przyjmowania zgłoszeń do Konkursu na Kampanię Społeczną Roku. Do 15 kwietnia organizatorzy konkursu Kampania Społeczna Roku 2010 czekają na zgłoszenia od organizacji pozarządowych, agencji reklamowych i PR, instytucji rządowych i firm, a także innych nadawców kampanii społecznych. Więcej informacji w załączeniu. To przepełniło czarę goryczy. Czy w tym kraju cokolwiek może się zacząć o czasie i o czasie zakończyć? Terminowość nawet w takich przypadkach u nas praktycznie nie istnieje. Ot - ciężkie życie pracownika trzeciego sektora.
Zatem wracając z Brukseli zderzenie z polską rzeczywistością wydaje mi się brutalne i przykre. O "pedalstwie" zatem dopiero jutro.
ps. a tutaj przykład tego jak można napisać niby przychylny LGBT tekst, w którym roi się od kalek i durnoctw w tym rodzaju:
Oprócz tego osoby nieheteroseksualne przestały postrzegać siebie, jako odejście od normy, bo czy możemy obiektywnie stwierdzić, która orientacja seksualna jest normalna? Przykładem niech będzie starożytność, w której stosunki homoseksualne były na porządku dziennym.
Za takie "przychylne" dziennikarstwo to ja podziękuję.
Homonacjonalizm cz. 1
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoNacjonalizm | Opublikowano sobota, 26 marca 2011
Więcej na Homiki.pl. Serdecznie zapraszam.
Stanowisko Watykanu
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 25 marca 2011
Oświadczenie Arcybiskupa Silvano M. Tomasi, Stałego Przedstawiciela Stolicy Apostolskiej przy ONZ. Wygłoszone w Genewie na 16 sesji Rady Praw Człowieka - Debata Generalna Genewa, 22 marca 2011 r. na temat orientacji seksualnej.
Panie Prezydencie, Stolica Apostolska korzysta z okazji, aby potwierdzić przyrodzoną godność i wartość wszystkich istot ludzkich oraz by potępić wszelkie akty przemocy skierowane przeciwko ludziom z powodu ich seksualnych odczuć i myśli [sexual feelings and thoughts], lub zachowań seksualnych.
Chcielibyśmy przedstawić także kilka uwag na temat debaty o "orientacji seksualnej".
Po pierwsze, istnieją niepotrzebne nieporozumienia co do znaczenia pojęcia "orientacji seksualnej", które można znaleźć w rezolucji i innych tekstach przyjętych w ramach ONZ-etowskie systemu praw człowieka. Zamieszanie jest zbędne, ponieważ w prawie międzynarodowym pojęcie to należy interpretować zgodnie z jego potocznym rozumieniu, chyba że dokument nadał jej inne znaczenie. Potoczne znaczenie terminu "orientacja seksualna" odnosi się do uczuć i myśli, a nie do zachowania.
Po drugie, dla celów prawa człowieka, istnieje istotna różnica pomiędzy myślami i uczuciami, z jednej strony, a zachowaniami z drugiej. Państwo nie powinno nigdy karać osoby, lub pozbawiać jej możliwości korzystania z wszelkich praw człowieka, opartych tylko na jej myślach i uczuciach, w tym myślach i uczuciach seksualnych. Ale państwa mogą i powinny regulować zachowania, w tym różne zachowania seksualne. Na całym świecie istnieje konsensus między społeczeństwami, że pewne rodzaje zachowań seksualnych muszą być zakazane przez prawo. Dwa przykłady takich zachowań to pedofilia i kazirodztwo.
Po trzecie, Stolica Apostolska pragnie potwierdzić swoje głębokie przekonanie, że ludzka seksualność jest darem, który urzeczywistnia się w pełnym, wieloletnim i wzajemnym poświęceniu się mężczyzny i kobiety w małżeństwie. Seksualność człowieka, tak jak każda spontaniczna aktywność posiada wymiar moralny: jest to obszar ludzkiej aktywności, która podporządkowuje wolę jednostki ostatecznemu i nadrzędnemu celowi, to nie jest "tożsamość". Innymi słowy, wywodzi się z działania, a nie z jestestwa, nawet jeśli pewne tendencje lub "orientacje seksualne" mogą mieć głębokie korzenie w osobowości. Negowanie moralnego wymiaru seksualności prowadzi do zanegowania wolności jednostki i podważa ostatecznie jej ontologiczną godności. To przekonanie o ludzkiej naturze, podziela również wiele innych wspólnot religijnych, a także innych osób sumienia.
I na koniec, Panie Prezydencie, chcemy zwrócić uwagę na niepokojący trend występujący w niektórych ze społecznych dyskusji. Ludzie są atakowani za zajmowanie stanowiska niepopierającego zachowań seksualnych między osobami tej samej płci. Kiedy wyrażają swoje przekonania moralne lub poglądy na temat ludzkiej natury, będące również wyrazem przekonań religijnych lub opinii o statusie twierdzeń naukowych, są stygmatyzowane, a nawet gorzej - są szykanowane [vilified] i ściganie na mocy prawa [prosecuted]. Ataki te są sprzeczne z podstawowymi zasadami ogłoszonymi w trzech uchwałach Rady na tej sesji. Ataki te naruszają podstawowe prawa człowieka, i nie mogą być w żaden sposób usprawiedliwione.
Oczywiście ostatni akapit wzbudza największa grozę - oto Kościół katolicki zamienia miejscami prześladowanych z prześladowcami. Ciekawe jest tu odniesienie się do ustaw o mowie i czynach nienawistnych. Pewien problem mam ze słowem vilified, bo oznaczać to może równie dobrze szkalowanie, ale "szykanowany" chyba najlepiej oddaje "grozę" sytuacji homofobów według Watykanu. Ciekawie też jest ze słowem prosecuted, które w powyższym kontekście oznacza bycie ściganym na mocy prawa, ale już na Opoce - bycie prześladowanym.
Wróćmy jednak do wcześniejszych fragmentów - Watykan dokonał podziału na "myśli i uczucia" oraz "czyny". O ile za myśli karać nie wolno, tak już czyny powinny być regulowane przez państwo. Zgoda co do zachowań parafilnych - te są w większości chyba ustawodawstw na świecie regulowane, jednakże orientacja seksulna parafilią być nie może, gdyż odmienne orientacje są wobec siebie równe. Oczywiście fakt ignorowania przez Watykan wiedzy naukowej nie powinien dziwić.
Watykan stanął w obronie własnej - ciekawe za ile lat zmienią politykę? I ile osób będzie ich chciało wtedy słuchać.
Rewolucja, ale w komunikacji
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano
„Tęczowa rewolucja” to zbiorowy coming out znanych osób życia publicznego. To zbiór wywiadów Mariusza Kurca i Krzysztofa Tomasika z ludźmi, dla których seksualność - również ich własna - nie jest tematem tabu. Geje i lesbijki, znane postacie życia publicznego opowiadają o tym, co znaczy być „odmiennej” orientacji seksualnej w Polsce początku XXI wieku. Jest też miejsce dla osób biseksualnych i transpłciowych. Wtórują im przyjaźni idei równości heterycy i heteryczki, bez których tęczowa rewolucja nie byłaby możliwa.
Po pierwsze przedmiotem żartów stało się pytanie, czy następna książka będzie to zbiorowe samobójstwo i kolejne pytanie - jakim cudem można wyoutować Laszuk? Ale odchodząc od tych złośliwości zarówno tutaj jak i na LGBTece zwracaliśmy uwagę na to, że zapowiedź delikatnie mówiąc - nie porywa.
Zastanawiało mnie, czemu w książce nie będzie wywiadów np. Ewy Tomaszewicz, byłej naczelnej, która popełniła kilka przyzwoitych, a jeden nawet świetny wywiad (jak będę recenzował książkę to wam napiszę który jest świetny).
Ewa w komentarzy na LGBTece: Głupio to zabrzmi, ale ja nie mam pojęcia, czy tam są moje wywiady - zapowiedź na to nie wskazuje, ale może czas się zainteresować
I chwilę później kolejny: Doinformowałam się. A, żeby nie było niedomówień, o tym, że książka powstaje, wiedziałam, ale akurat trafiło to na prawdopodobnie najbardziej gorący czas w moim życiu, czyli konkurs SAS i jego konsekwencje, więc nie miałam czasu, by się bliżej zainteresować tą publikacją. Na kanwie tego powstał też u Ewy tekst o książce. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że wywiadów będzie 37 (na 242 stronach?!), a ich autorami jest kilka innych osób. Sam nie jeden raz zmagałem się z tzw. opisem książki - by nikogo nie skrzywdzić i wszystko w skrócie opisać trzeba to jakoś sprawnie zebrać. Rozumiem wszystko, ale jak się już wysyła opis do Merlina i na Bearbook (z przyzwoitości samej - nie kupujcie tego na Merlinie) to już to nie wygląda na "niezamierzony błąd", jak pisze Ewa: moim zdaniem jest to raczej niezamierzony błąd (prawdopodobnie intencja była taka: zbiór wywiadów pod redakcją Mariusza Kurca i Krzysztofa Tomasika) niż celowe działanie. Błąd zresztą już poprawiony, więc bym się nie czepiała. Jestem ciekaw gdzie poprawiona? Bo [póki co] na pewno nie u wydawcy.
Tęczowa rewolucja to póki co rewolucja w komunikacji - oto autorzy sami na blogach prostują to co wydawca miał na myśli. Ponieważ wychodzę zawsze z założenia, że nie jest ważne jak piszą, ważne żeby nazwiska nie przekręcili - obiecuję już do tej historii nie wracać i czekam na samą publikację, choć z tego co widzę mam ją już w domu - Repliki ładnie leżą na półce z kolekcjonowaną prasą (nota bene obok Karty).
Fejs
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano czwartek, 24 marca 2011
Strona fejsowa Miłość nie wyklucza:
A ja zapraszam jak zwykle na stronę Abiekta :)
To ma być rewolucja?
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 23 marca 2011
Wydawca książkę opisuje tak: "Tęczowa rewolucja" to zbiorowy coming out znanych osób życia publicznego. To zbiór wywiadów Mariusza Kurca i Krzysztofa Tomasika z ludźmi, dla których seksualność - również ich własna - nie jest tematem tabu. Geje i lesbijki, znane postacie życia publicznego opowiadają o tym, co znaczy być "odmiennej" orientacji seksualnej w Polsce początku XXI wieku. Jest też miejsce dla osób biseksualnych i transpłciowych. Wtórują im przyjaźni idei równości heterycy i heteryczki, bez których tęczowa rewolucja nie byłaby możliwa.
Pomieszanie z poplątaniem - coming-out a jednocześnie heterycy i heteryczki? Chyba, że chodzi o coming-out jako osoby homo-friendly. No i trochę wtórne to ujawnianie się jeśli w książce są tylko wywiady wcześniej publikowane w Replice, czego w opisie nie ma, ale znalazło się w newsie o książce:
"Tęczowa rewolucja" już w kwietniu! Wydawnictwo AdPublik wydaje zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Mariusza Kurca i Krzysztofa Tomasika w "Replice".
Z przyzwoitości ta informacja powinna znaleźć się w opisie w księgarni, ale to oczywiście będzie uznane za czepianie się. LGBTeka na fejsie pyta: "Rewolucja", jak podaje Słownik Języka Polskiego (sjp.pwn.pl) to m. in.: proces gwałtownych zmian w jakiejś dziedzinie, duża zmiana. Dlatego pytam, co jest rewolucyjnego w publikacji, która jest powieleniem tego, co już było? Dodam, że nie do końca też rozumiem po co wydawać zbiór wywiadów z darmowej gazety, której większość numerów jest dostępna online i czasem jest już lekko zwietrzała. Mamy ostatnio jakąś modę na wydawanie takich publikacji - może to ma jakiś sens? Dodam, że okładka zdradza jakie wywiady będą w środku, ale odczytanie tego wydaje się niemożliwe:
Z netu dowiaduję się, że będą - Piróg, Raczek, Laszuk, Sieczkowski. I to ma być ta rewolucja? Okładka ustylizowana na reprint i obawiam się że jeśli wywiady nie zostaną jakoś poszerzone sama książka też będzie miała w sobie coś oldschoolowego. Żeby nie było, że jestem sam, to LGBTeka w podobnym nastroju.
ps. A ja zapraszam na spotkanie z Witoldem Jabłońskim w Łodzi, w Śródmiejskim Forum Kultury, 6 kwietnia o godzinie 18:00. Fejs tutaj.
O tym jak nie wydać bez sensu pieniędzy
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano wtorek, 22 marca 2011
Majewski dokonuje dokonstrukcji obrazu Bruegela, Drogi na kalwarię (w Polsce przyjęło się tłumaczenie Droga Krzyżowa co oznacza w sensie ikonograficznym jednak coś innego), poprzez ożywienie scen w teatralnej scenerii zapożyczonej z obrazu próbuje pokazać zarówno proces twórczy artysty jak i dramat nie tyle Chrystusa, co epoki, w której artyście przyszło żyć. To chyba jako skrót wystarczy, obraz dla przypomnienia:
Normalnie nie recenzuję tu niehomiczych filmów, tym razem nie mogę wytrzymać. Drogie owieczki - nie idźcie na to. Chyba, że dostaniecie wejściówki. Nie ma sensu płacić za łopatologiczne wyjaśnianie sensów tego obrazu. Majewski postanowił wytłumaczyć treść dzieła i całkowicie się w tym pogubił. Pogubił w takim znaczeniu, że ze skomplikowanego dzieła wybrał najciekawsze motywy i je... no właśnie - co najgorsze w całości - wyjaśnił. A gdyby nierozgarnięty widz nie zrozumiał czegoś "odegranego" przez aktorów to wstawił postaci malarza i nabywcy dzieła, które wyjaśniają np. że Bruegel postanowił skupić uwagę widza na czymś innym niż śmierć Chrystusa. I po chwili mamy serię scen ukazujących jak to się tego Chrystusa ukrywa.
Młyn i krzyż to coś w rodzaju sfilmowanej rekonstukcji bitwy o Olszynkę Grochowską. Nienaturalne, koturnowe i pozbawione życia dzieło, które zasługuje na uwagę jedynie ze względu na kostiumy i scenografię. Poprzez zbyt dosłowną dekonstrukcję Majewski zabił dzieło. Najbardziej irytująca była scena w filmie gdy artysta tłumaczy, że młynarz i młyn symbolizują w obrazie postać Demiurga i jego sprawczo-przyczynową moc. To chyba widać, po co o tym jeszcze mówić?
Niestety aktorsko film jest manieryczny, zbyt dużo blue boxu i komputera sprawiło, że tło zaczyna wyglądać jak tapeta a aktorzy jak pacynki. Do tego słaba oprawa muzyczna przypominająca coś jakby muzykę new age, która na szczęście już chyba znikła z radiostacji (nie wiem, słucham TokFm).
Najlepiej w filmie wypadły role zwierzęce - owieczka skubiąca trawkę podczas krzyżowania Jezusa, cielaczek rozkosznie leżący na trawce i ślicznie muczący, pieski ujadające podczas zabawy z dziećmi, animowane wrony dziobiące zmarłego... Czas by Majewski ożywił Wejście zwierząt do Arki Noego.
Jak przy recenzjach jesteśmy to już niedługo coś o Domu chłopców, festiwalu filmowym w Kinotece i o tym dlaczego czasem warto sobie zwymiotować.
UW Voices?
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano
To by była akcja - pracownicy UW mówiący o swoim coming-oucie...
Reformowani o reformie
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano poniedziałek, 21 marca 2011
W Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Polsce trwa debata nad tym czy osoby homoseksualne mogą być ordynowane ("wyświęcane"). I jest to debata publiczna, w której - z tego co rozumiem - każdy może zabrać głos. W Jednocie zamieszczono cztery teksty na temat homoseksualności i jedną wymianę listów. Z tekstu Od redakcji dowiadujemy się, że na ostatnim Synodzie podjęto temat homoseksualizmu (chyba raczej homoseksualności, ale ten błąd pojawia się w piśmie notorycznie) a także:
Mamy jako Redakcja nadzieję, że niezależnie od naszych indywidualnych opinii w tej sprawie, pamiętać będziemy, że ta tematyka dotyka ludzi z krwi i kości - nie tylko samych osób homoseksualnych w naszym Kościele, ale także ich rodziców, rodzeństwo i krewnych, którzy zasiadają w ławkach kościelnych. Pamiętajmy zatem, by w dyskusji zadbać o okazywanie szacunku i zrozumienia dla drugiej strony i nieustannie mieć na uwadze pytanie: "Co powiedziałby Jezus?".
O wiele ciekawsza od odpowiadania na ostatnie pytanie jest jednak lektura zamieszczonych tekstów. Na początek mamy artykuł George'a Hunsingera - Kilka uwag o rozumieniu "czystości". To ciekawy wywód o tym w jaki sposób kościoły reformowane interpretują pojęcia grzechu - nawet uznając, że coś "nie jest idealne" (rozwód, stosunki homoseksualne) to nie powinno się tego od razu nazywać grzechem. Hunsinger pisze: nasz Kościół wyraźnie nie jest przygotowany, by potępić wszystko, co "nasze księgi wyznaniowe nazywają grzechem". Według teologa oddane jednopłciowe związki partnerskie powinny zostać zaakceptowane i nie mogą stanowić przeszkody do ordynacji.
Debra W. Haffner w artykule Seksualność a Pismo. Czy Biblia ma do powiedzenia coś 'innego'? pokazuje w jaki sposób tekst księgi jest nadinterpretowany a także wskazuje na jej fragmenty, które pozytywnie mówią o seksualności także nienormatywnej. Z tekstu tylko jeden fragment, który chyba najlepiej pokazuje w jakim "klimacie" jest to napisane:
Prawdziwą ironią jest, że tak często cytowany na heteroseksualnych ślubach fragment: dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój – lud mój (Rut 1, 16) był
wypowiedziany najpierw przez kobietę do innej kobiety.
William C. Placher (Homoseksualizm) to kolejny rozbiór Pisma, zwłaszcza fragmentów o sodomii u św. Pawła. Wniosek - znowu przychylny dla nas: Jeśli Kościół koncentruje się na potępieniu homoseksualizmu, a nie mówi i nie działa stanowczo tam, gdzie Biblia jest stanowcza, to wygląda mi na to, że motywem takiego zachowania nie jest wierność Pismu, ale akceptacja uprzedzeń społeczeństwa. Chrześcijanie mogą twierdzić, że się sprzeciwiają wypaczeniom naszej kultury, chociaż tak naprawdę im ulegają.
Mamy jeszcze Podsumowanie dyskusji i działań Synodu Generalnego w zakresie homoseksualizmu i praw osób homoseksualnych, (chodzi o Synod Reformowanego Kościola Ameryki) z którego wniosek niestety nie jest najlepszy - państwo reformowani w zasadzie są za, ale trochę nie do końca... jednak już sam fakt świadomej debaty na ten temat w kontekście ostatnich wydarzeń trzeba docenić.
Polscy kalwini rozpoczynają debatę, pierwszy w tym roku numer Jednoty jest tego najlepszym przykładem. Jak dowiaduję się od "moich źródeł" na Synodzie w maju mają być na ten temat referaty, a w następnych numerach pisma już polskie teksty. Pytanie do czego doprowadzi ich ta dyskusja? W zamieszczonym tamże liście reformowanego biskupa Zdzisława Trandy czytamy: Jestem zdecydowanie przeciwny temu, aby w naszym Kościele mogło dojść kiedyś do ordynacji na duchownego osoby homoseksualnej.
Tranda to oczywiście starsze pokolenie, które nie jest tak otwarte na "nowinki", ale boję się, że może dojść do kłótni, która sprawi, że temat na kilka lat zniknie... Nota bene - bardzo mi się podoba ten fakt publicznej debaty nad "naszymi" kwestiami. Pismo - za trzy zeta - nabyć można online.
Zgłoś premierowi postulat związków partnerskich!
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano sobota, 19 marca 2011
Mamy kilka propozycji listów - nadesłane na fejsa. Miłej lektury:
Szanowny Panie Prezesie Rady Ministrów,
zgłaszam postulat wprowadzenia w życie ustawy o związkach partnerskich. Wielu polskich obywateli, którzy kochają się, żyją razem i są dla siebie nazwajem najbliższymi osobami, czasem jedynymi bliskimi, nie ma ją wobec siebie żadnych praw. Nie dziedziczą po partnerze, nie mogą dowiadywać się o stan jego zdrowia, dla jego dziecka prawnie są obcą osobą, chociaż w rzeczywistości są dla niego tak samo bliską osobą, jak rodzic. Taką sytuację uważam za łamanie praw obywatelskich i ograniczanie wolności osobistej.
I kolejny:
Dziękuję za informację o Pana dalszych planach, którą niedawno opublikowała Gazeta Wyborcza. W artykule pisze Pan o potrzebach ludzi młodych i starszych, o pensjach nauczycieli i innych grup społecznych. W jednym z akapitów tekstu pojawiają się prawa Kobiet i Karta Praw Podstawowych. Jest nawet mowa o rozbudowie dróg dla rowerzystów.
Ucieszyło mnie, że pisze Pan o tych wszystkich sprawach w kontekście gospodarczym, i co ważniejsze, w kontekście wolnościowym. Niestety, w całym Pańskim artykule nie znalazłam ani słowa o jednej grupie obywateli wymagającej natychmiastowych działań prawodawczych państwa. Grupa ta nie potrzebuje dodatkowych wydatków z budżetu, prawne zmiany jej dotyczące nie przyniosą nagłych kosztów, a wzięcie pod uwagę jej potrzeb nie stanie się ciężarem dla społeczeństwa za kilka lat. Wręcz przeciwnie – uregulowanie prawne, o którym piszę, przynieść może zadowolenie, spokój i większą odwagę w przedsięwzięciach podejmowanych przez tę grupę obywateli. Zmniejszyć może też emigrację do krajów Europy, w których prawo od lat bierze pod uwagę tę część społeczeństwa. Ta grupa to osoby nieheteronormatywne, których tysiące - młodych i starszych, kobiet i mężczyzn, nauczycieli i rowerzystów - żyje dziś w Polsce lub na emigracji.
Chciałabym, żeby nie tylko wypowiedział się Pan, ale również podjął kroki dla jak najszybszego wprowadzenia w Polsce związków partnerskich dla osób hetero- i nieheteronormatywnych. Chciałabym wiedzieć, jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie? Czy pogląd Pana podatny jest na zmianę, tak jak ewoluowały Pańskie poglądy na społeczne zaangażowanie państwa? Jak wpływają na Pana poglądy liczne doniesienia o kolejnych przypadkach dyskryminacji osób nieheteronormatywnych w Polsce?
Moim postulatem jako obywatelki jest poparcie i wprowadzenie przez Rząd lub koalicyjną większość parlamentarną projektu ustawy o związkach partnerskich. Gotowy projekt mają już działacze ze środowiska LGBTQ – wystarczyłoby podjąć decyzję o poparciu sprawy. Czekam na Pana głos i informację, dlaczego chciałby Pan (lub nie chciałby) podjąć się tak ważnego zadania.
Moim drugim postulatem jest odwołanie ze stanowiska pani Elżbiety Radziszewskiej, której niekompetencja i absolutny brak zainteresowania sprawami osób dyskryminowanych w Polsce (w tym osób dorosłych!) przekracza wszelkie przewidywane normy i nie może mieć miejsca „u nas – w Europie”.
Nadsyłajcie swoje, przydadzą się przy okazji kampanii wyborczej ;)
Śpiewające "gwiazdy"
4
Autor: Wojciech Szot | Tematy: muzyka | Opublikowano
Dean Monroe:
Kącik historyczny
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 18 marca 2011
Zacznijmy od literackiej nowinki. Zaglądamy do dzienników Karola Estreichera juniora. (Dziennik wypadków, tom II: 1946-1960, red. Anna Maria Joniak, Kraków 2002, s. 310-311.) i czytamy:
26 lutego
(...)
Intermezzo
Anegdoty Karola Frycza
Pod koniec lutego (1952) jechałem z Krakowa do Wrocławia w pociągu z profesorem Karolem Fryczem, ostatnim chyba przedstawicielem Młodej Polski w malarstwie, kabarecie i w teatrze. Dziś Frycz liczy 72 lata. Jest dość schorowany, rusza się z pewną trudnością, ale zawsze jest pełen energii i zapału do reżyserii w teatrze. (...) Siedzieliśmy w wagonie restauracyjnym parę godzin. Frycz wpadł w doskonały humor. Opowiadał mi wspomnienia młodości.
Mówi powoli, równo, tonem nieco sceptycznym, ironicznym. Wyszedłszy ze środowiska szlachecko-ziemiańskiego z Królestwa, zatrzymał ton wyższej uprzejmości. Mówi świetnie po francusku... Znowu, gdy opowiada o ludziach, rzecz nie do naśladowania.
Nie był nigdy żonaty. Mało znam jego życie prywatne. Ale mówią, że lubił w swej młodości chłopców, i że teraz nawet lubi. Istotnie, gdy opowiadał anegdoty o dawnych czasach mówił o jakiś aktorach, którzy mieli wspaniałe oczy, potem wspominał o jakimś swoim przyjacielu Angliku, z którym podróżował po Tunisie... Dawał znać, że miał słabość do własnej płci.
I oto mamy kolejny coming-out. Zwróćcie uwagę na odniesienie do wilde'owskich podróży po Afryce, oraz sposobu kamuflowania narracji coming-outowej.
A tak wygląda Frycz na portrecie autorstwa Fryderyka Pautscha:
Frycz jest autorem m.in. słynnej litografii przedstawiającej Rachelę z Wesela Wyspiańskiego:
Drugą ciekawostką będzie rysunek wystawiony w 2004 roku na aukcji w Desie autorstwa Jerzego Karolaka, twórcy rysunków do bajek a najbardziej chyba znanego z ilustracji do Elementarza Falskiego. Tak wygląda okładka Elementarza:
A tak mały rysunek Karolaka z 1957 roku zatytułowany... "Lesbijki"
Pan chyba musiał odreagować... czyli coś dla posła Wegrzyna.
ps. za podesłanie dziękuję U. i T.
Związki partnerskie w Liechtensteinie!
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 17 marca 2011
Marzec kończy się za dwa tygodnie - SLD coś nam obiecało więc czekamy na ten wielki skok...
O paradzie, której nie będzie
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano
East End Pride miała się odbyć 2 kwietnia w King Edward VII Memorial Park. Już wtedy pojawił się sygnał, że plakaty wcale nie były rozwieszane przez "islamistów", a skrajną prawicę, wykorzystująca islamofobię wielu osób LGBT. Parada uzyskała poparcie organizatorów London Pride, którzy obiecali pomóc w przejściu przez urzędowe formalności. Islamofobiczna i konfrontacyjna idea stojąca za Paradę nie spodobała się jednak niektórym aktywistom. Wystosowali oni list otwarty, w którym piszą m.in.:
Firstly, it is not clear who is behind the stickers and the police are still investigating that issue. However, what is clear is that the message of the stickers identifies Islam as the cause for this hate. There have been allegations that it is an attempt from far right groups to stigmatise Muslim people. (...) On the contrary, we believe that our response to homophobia can only be a political response and must therefore include all political groups who are working against all discrimination.
Przeciwko pomysłowi na taką paradę protestowała również Safra Project, która zajmuje się działaniem wśród homiczych muzułman:
We are similarly opposed to the ‘East End Gay Pride’ march as a response to the sticker campaign which we believe only compounds the problem, particularly for us as Muslims that are Queer, as it fuels what has now become a virulently Islamophobic climate for us to live in. Unfortunately, the claim by the East End Gay Pride march organisers that they are not being anti-Muslim is insufficient to stop their effective complicity in fuelling the various stereotyped ideas about Muslims. It also undermines the important work that our organisation and others are involved in around issues of gender, sexuality and Islam
Nawet znany z islamofobicznych wypowiedzi i działań szef OutRage! - Peter Tatchell (jak się kiedyś zbiorę w sobie to szerzej o jego cenzorskich zapędach napiszę) był przeciwny organizowaniu marszu, a szef London Pride odwołał swoje poparcie - podobno zostali wprowadzeni w błąd co do celów marszu.
Wczoraj organizatorzy East End Gay Pride ogłosili, że odwołują wydarzenie (ponarzekali przy okazji w różnych miejscach na ataki i sugerowali, że inne organizacje LGBT są powiązane z islamistami). Przy okazji wyszło na jaw, że założyciel grupy był jednym z założycieli prawicowej grupy skinheadów - English Defence League, którą podejrzewano o rozwieszanie plakatów by na nowo obudzić antyislamskie nastroje.
I tak się skończyła jedna z najciekawszych ostatnio zabaw w homonacjonalizm - próba wykreowania wśród osób LGBT wrogiego stosunku do muzułmanów. Na szczęście środowisko LGBT nie jest już tak ślepe jak jeszcze dwa lata temu, gdy pozwalało na zdecydowanie islamofobiczny charakter działalności wielu organizacji.
Parady LGBT wzbudzają co raz szerszą i ostrzejszą krytykę. Wydaje mi się, że po wydarzeniach w Toronto i Berlinie więcej osób głośno zaczęło domagać się zmiany rasistowskiej polityki tych wydarzeń, która często stoi w parze z komercjalizacją i złagodzeniem postulatów parad. W tym roku już mamy wokół tych wydarzeń negatywne komentarze, do tego dochodzi ciekawa sprawa z monachijskim CSD (chciano przerobić nazwę z Christopher Street Day na Christina Street Day co się nie spodobało większości komentatorów).
Dekonstrukcja homonormatywności?
ps. na GlobalPost ciekawy tekst o Polsce, ciekawe czy news o słynnej już mszy zostanie dostrzeżony przez zagraniczne media?
Msza za lesbijkę - czyli o kłopotach z religijnością LGBT
29
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, wydarzenia | Opublikowano środa, 16 marca 2011
W internecie wrze dyskusja i pojawiają się dwa nurty komentarzy:
1. nie ma się czemu dziwić - Kościół musi tak mówić a LGBT są głupi, że idą w paszczę lwa
2. Kościół mógłby się czasem zmienić i pokazać "ludzką" twarz.
Bliżej mi do tego drugiego nurtu - jestem ateistą i mam dość obecności Kościoła w polityce, ale nie mogę wymagać od społeczeństwa wychowanego na katolickich normach i wzorcach radykalnego odcięcia się od swoim korzeni. Mogę raczej wskazywać, że normy społeczne się zmieniają i obecnie trudno jest wielu katolikom i katoliczkom pogodzić wiarę ze swoim zdaniem na takie tematy jak aborcja czy orientacje seksualne. Osoby LGBT są częścią społeczeństwa i podlegają tym samym mechanizmom ze zdwojoną siłą, bowiem musza nie tylko pogodzić przekonania ale i własną tożsamość z doktryną religijną. Dlatego tym bardziej należy docenić publiczny gest - zamówienie mszy za zmarłą - przez osoby związane z ruchem LGBT. Była to próba zaspokojenia potrzeby żałoby, pożegnania ze zmarłą. Czy udana? Pewnie nie, ale oskarżanie kogoś o głupotę z powodu tego, że chce zgodnie z własnymi przekonaniami odbyć coś w rodzaju rytuały przejścia - jest zwykłym chamstwem. Chciałbym wyrazić wielki szacunek dla osób, które podjęły się decyzji o udziale w tej mszy i jej zamówienia. Wielki szacunek za to, że nie ukryły przed księdzem kim była zmarła - a to akurat dało się zrobić.
Nie jest tak, że osoby LGBT nie mają swojego miejsca w Kościele katolickim - jak najbardziej są tam potrzebne. Po to by wpływać na zmiany, może nie od razu na zmiany doktryny - ta zmienia się wolno, ale przecież bez takich "działaczy" na polu religii jak Maritain zdanie Kościoła katolickiego na "prawa człowieka" pewnie byłoby obecnie inne. Zatem - jeśli ktoś ma takie potrzeby - warto by walczył o "swój Kościół". Takiej rewolucji - od środka - potrzebuje każda skostniała, anachroniczna instytucja. Oczywiście mój sprzeciw pojawia się gdy wierzące osoby LGBT podporządkowują się Kościołowi w kwestiach ustawodawstwa - są przeciwne związkom partnerskim - ale to wynika z mojego sprzeciwu wobec wpływu religii na literę prawa, niezależnie od wyznania.
Postępowanie księdza podczas mszy jest jak najbardziej naganne i to nie tylko "świecko" rzecz ujmując. Jest naganne również od strony samej teorii duszpasterstwa, która z pewnością nie nakazuje deptanie godności osoby zmarłej i osób, które przyszły ją pożegnać. Katarzyna Wiśniewska we wczorajszej GW cytuje księdza Wojciech Drozdowicza, który daje celną metaforę: Odnoszę wrażenie, że Kościół zaczyna dziś upodabniać się do kurnika, w którym ksiądz nie jest już pasterzem, a jedynie hodowcą drobiu pilnującym, żeby mu stadko nie pouciekało. (...) I można się oczywiście na ten świat obrazić, wypiąć czy żachnąć (..) Nie żeby tak od razu "nawracać, nawracać, nawracać", ale właśnie człowiekowi towarzyszyć (...). Niestety tym razem - nie po raz pierwszy się to nie udało. Misją znowu stało się ślepe patrzenie w doktrynę a nie pomoc bliskim w godnym przeżyciu żałoby.
Walpurg w komentarzu wczoraj napisał: Chodzi raczej o wyśmiewanie przywiązania do instytucji. I tu jestem skłonny bronić tych "wyśmiewających". Sytuacja, w której ktoś wysłuchuje mocnego homofobicznego kazania a potem zamawia u tego czy nawet innego księdza (mającego jednak identycznie homofobiczne poglądy) nabożeństwo oraz płaci za nie, to jakaś schizofrenia! To tak, jakby ktoś oberwał na paradzie kamieniem od wszechpolaka a potem sam jako członek MW zapłacił składkę członkowską na rzecz organizacji walczącej o godność Polski. Sorki, ale to dom wariatów! Niestety kwestie religii podlegają takim prawo - istnieje system zwany - w tym przypadku - katolicką moralnością, który jest oparty na homofobicznych poglądach. Jednak uważam, że jeśli jest się osobą wierzącą - prymarną potrzebą jest spełnienie religijnego obowiązku/rytuału i ta potrzeba sprawia, że osoby wierzące poddają się takiemu mechanizmowi. A mimo żem ateista to nawet cenię taką konsekwencję bardziej niż supermarket religii, z którym mamy współcześnie do czynienia.
Czekając i walcząc o Kościół otwarty na obecność w nim różnych osób nie powinniśmy łączyć dwóch poziomów - walki o uznanie praw i walki o uznanie w Kościele. Walcząc o prawa nie walczymy z religijnością osób LGBT a walczymy o uznanie, że sprawy państwa i religii są czymś odrębnym. O tym, myślę, zapominają wszyscy negatywnie komentujący decyzję o mszy w intencji zmarłej.
Kończąc, polskim kłopotem jest to, że ludzie nie widzą się w strukturach innych form wyznania niż katolicyzm. Gdybym już miał uwierzyć w Boga, w niepokalane poczęcia i życie po śmierci to bym próbował wybrać takie miejsce, które jest bliskie moim potrzebom duchowym i wierze, a które jednocześnie akceptuje moją tożsamość. Z braku wyboru (i świadomości) osoby LGBT zostają przy Kościele katolickim. Zamiast to wyśmiewać lepiej głośno mówić o dyskryminacji, której wtedy są poddawani. I o tym chyba jest cała ta historia z pogrzebem Darii.
ps. WAW się ukazał, polecam lekturę!
Chyba nie pójdę...
20
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 15 marca 2011
Jacek zadbał o zarezerwowanie dla naszej delegacji dwóch kwater: jednej - w gejowskiej dzielnicy, w okolicy Nollendorfplatz i drugiej – luksusowego apartamentu w samym sercu Berlina niedaleko Alexanderplatz. Nie musimy przy tym dziadować. Delegacja komitetu podróżuje z Warszawy do Niemiec i porusza się w Niemczech wygodnym nowiutkim wielkim samochodem (...). Podczas podróży samochodem możemy korzystać z mobilnego internetu dostępnego w tablecie. Delegacja komitetu spożywa posiłki w dobrych restauracjach i mieszka w specjalnie wynajmowanych apartamentach w centrach miast. Po rozmowach członkowie delegacji mogą odwiedzać dobre kluby gejowskie. Jak to możliwe? - Wszystko to zapewnia firma Gepon będąca sponsorem. Warto podkreślić, że chodzi o prywatne pieniądze prywatnej firmy. Komitet organizacyjny Parady Równości 2011 nie otrzymuje ni grosza, ani ze środków publicznych ani od jakichkolwiek organizacji pozarządowych (fundacji, stowarzyszeń itp.), nie otrzymuje też żadnych składek.Nie ma się czym chwalić - brak dotacji z innych źródeł świadczy raczej o nieumiejętności znalezienie dodatkowego finansowania i braku wsparcia dla inicjatywy. Jestem za to bardzo ciekaw cóż to za firma Gepon, mieliśmy już CePed, teraz mamy inny twór. Jeśli parada zależy tylko od jednego sponsora to znaczy, że jest od niego uzależniona - zróżnicowane źródła finansowania ułatwiają działanie i je demokratyzują. A tak w ogóle to po tekście o luksusowym apartamencie, wielkim samochodzie, tabletach i dobrych restauracjach w zestawieniu z butą i wręcz chamstwem prezentowanym przez działaczy na filmie, który sami opublikowali - czy jeszcze ktoś mi zarzucić, że się czepiamy niewiniątek? Jejperfekcyjność w komentarzu napisała: nagranie oddaje tylko fragmenty spotkania, wcale nie najciekawsze. Część informacji jest po prostu na razie publicznie nie podawana, by nie utrudniać prac Komitetu. Jestem ciekaw jakim językiem się posługują działacze w momencie, gdy kamery nie ma. Sami możemy sobie to wyobrazić bez większych - niestety - problemów. Szkoda tylko, że rzeczniczka prasowa nie zauważa problemu i pisze, że grupa jest różnorodna, co oczywiście utrudnia pracę, ale umożliwia usłyszenie głosów wielu grup, wielu mniejszości. Jaka różnorodność? Na filmie nie zauważyłem różnicy zdań, a raczej zadziwiającą zgodę (no ok - Łukasik trochę tonuje, ale działa na tym samym polu co Lambda, więc raczej po nich nie pojedzie).
Na Homikach trwa dyskusja o Paradach - Krzysiek Zabłocki pisał: Wydaje się, że to przykre wieszać psy (biedne te zwierzaki!) na tych, którym jednak chce się tą sprawą zająć. Bo Parada po prostu być musi. Też miałem pewne opory z "wieszaniem psów", ale jak oni mi się ciągle sami podkładają to co ja poradzę?
Im bliżej parady (trzy miesiące niespełna) tym mniej chce mi się na nią iść. Nie - bojkotu nie chcę proponować, ale tego samego dnia jest też EuroPride w Rzymie. Z ładnym plakatem:
Może się wybiorę?
Coś o śmierci, wierze i partycypacji
4
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano
Komcie:
młody: Nie należało w ogóle zamawiać tej mszy.
Anonim: Glupie gaski dostaly to, na co zasluzyly. Kosciolek wszechstronnie olewa gejowsko-lesbijskie towarzystwo, a ono i tak lezie do czarnych i skomle o paciorek. A na dodatek zamawia msze i daje kase swoim "przyjaciolom". Gdzie jest wasza godnosc?
Anonim: Jeśli mam dzielić choćby część czegokolwiek z wierzącymi itp - nie, wysiadam, nie ma gdzie uciekać, co poradzić, mam w dupie tłumaczenie komuś czemu.
Seraphielos: Dziwne jest jedynie to, że "zboczeńcy" sami przychodzą do sanktuarium nienawiści aby dostać po głowie po czym skarżą się że dostali po głowie. :)
Anonim: Chodzenie homoseksualistów do kościoła jest działaniem autodestruktywnym.
Jakiś czas temu prezentowałem tu wyniki ankiety skierowanej do wszystkich zarejestrowanych w Polsce Kościołów/związków wyznaniowych. Ciekawym wnioskiem końcowym w aspekcie powyższej debaty jest akapit:
Mimo małej próby, można również wnioskować, że związki wyznaniowe będące różnymi wariantami buddyzmu i hinduizmu są grupami przyjaznymi osobom homoseksualnym. Jednocześnie, na co wskazywali sami ankietowani, grupy te nie spotykały się do tej pory z zainteresowaniem ze strony afirmatywnie traktujących swoją orientację osób homoseksualnych.
I w tym bym upatrywał problemu - istnieją wierzące osoby LGBT, które - wystarczy poczytać powyższe komentarze - dotyka podwójna dyskryminacja - ze strony wiary, która jest opresywna i ze strony części "środowiska". Przez to też osoby te żyją w większym ukryciu i nie tworzą szerokich wspólnot (co się pojawia też w tekstach prasowych na ten temat). Jednocześnie, ponieważ w Polsce istnieje mała świadomość istnienia ruchów religijnych bardziej "zreformowanych" - osoby LGBT nie są nimi zainteresowane, oczywiście ma na to też wpływ dominująca sytuacja wychowywania w "wierze katolickiej", którego to efekty wychowania na sobie często sami obserwujemy.
Śmierć Darii Jedynej, która stała się - nie ma co ukrywać - wydarzeniem internetowym (na fejsie pojawiały się zaproszenia na stypę, na mszę, na pogrzeb i tak dalej) to wydarzenie bez precedensu. I obserwuję je z mieszanymi uczuciami - podobnie jak wszelkie internetowe świeczki, posty o zmarłych akurat aktorach/pisarzach - te minutowe, zbiorcze żałoby sprawiają, że nie chce mi się w nich brać udziału. Oczywiście sporo osób znało zmarłą i mamy tu do czynienia z osobą zapewne bliższą nam niż Irena Kwiatkowska, ale... po prostu do mnie to nie trafia.
Ale żeby wyjść z powyższego tematu, choć nie do końca, to na Homikach bardzo ciekawy tekst, zacytuję kawałek:
Przestaliśmy rozmawiać i zrobiły nam się z tego hasła-wytrychy, które moim zdaniem również stały się tak oczywiste, że brakuje ich w podstawowej komunikacji przede wszystkim na linii organizatorzy – potencjalni uczestnicy. A za tym idzie z kolei cały szereg przeróżnych nieporozumień na temat tego, po co coś robić, czy to jest potrzebne, czy bardziej pomaga czy szkodzi itd. itp.Oprócz tego, że tekst mi się podoba to mam wrażenie, że nie jest on diagnozą polskiego środowiska LGBT, ale polskiego społeczeństwa. To samo można powiedzieć o innych inicjatywach/grupach - my może jesteśmy głośniejsi, bo wykształciliśmy dość już dojrzałą - zwłaszcza blogowo - krytykę. I myślę, że to jest dość wyjątkowe zjawisko, do którego - nie ukrywam - się trochę przyczyniłem. Jednocześnie jak oglądam filmik z zebrania komitetu i czytam w artykule na Homikach, że "przestaliśmy rozmawiać", to myślę że niekiedy to nawet i dobrze.
Najbardziej mnie zainteresował ostatni akapit:
A dlaczego to wszystko napisałem? Bo mi zależy. Bo gdybym miał większe umiejętności czy możliwości, to swoją myśl przekułbym na konkretne działanie. No ale nie mam ani wiedzy, ani możliwości, ani nawet znajomych, z którymi mógłbym o tym porozmawiać. Może więc komuś, kto potrafi zrobić coś konkretnego, te moje przemyślenia na coś się przydadzą.Pisałem już o partycypacji - tutaj mamy przykład dobrych chęci (napisano artykuł z niezłymi radami), ale na końcu pojawia się bezradność - nie mam wiedzy, ani możliwości. Autor się kryguje, co robi przez cały artykuł, ale z pewnością ma swoje ku temu powody. Pytanie do wszystkich - w jaki sposób zaangażować takie osoby w "coś konkretnego"? Pisałem, że chętni do działania zawsze jakoś sobie poradzą, może jednak nie miałem racji? Nie znam rozwiązania dla tego typu problemów...
Dzisiaj jakoś tak w klimacie pytań bez odpowiedzi. Zapraszam do dyskusji - jak zawsze :)
Abiekt i parada
24
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 14 marca 2011
Aż sobie zacytuję: Cokolwiek by nie mówić o Wojtku Szocie to trzeba przyznać, że jest to człowiek inteligentny (...) ma taką tendencję do czepiania się [ale jest młody].
Dziękuję Jej Perfekcyjności za ucięcie tego wątku, bo jestem ciekaw co by jeszcze nasi działacze o walorach Abiekta powiedzieli. Nota bene - kolejny raz słyszę, że mój sposób pisania wynika z wieku... obiecuję się nie starzeć zatem.
Dalej jest zaś ciekawa dyskusja o tym do czego są potrzebne Lambda i inne organizacje. Zobaczcie sami/same. Jestem w leciutkim szoku, że ktoś upublicznia takie wypowiedzi, ale jak już pisałem - nowa jakość ;)
Dziwny pogrzeb
28
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 13 marca 2011
O miejscu pogrzebu - podobno - było trudno uzyskać informacje. Cóż - homofobia niekiedy działa na nas nawet pozagrobowo... Ponieważ, jak powiedziała M., "nie byłyśmy zaproszone na pogrzeb", panie postanowiły zamówić mszę w intencji zmarłej. Skończyło się to tym, że jak księżula zobaczył x lesbijek w kościele to mu hamulce puściły. I stąd mamy poniższy tekst:
Wielebny Księże Proboszczu, w dniu 11 marca br. odprawiał Ksiądz mszę żałobną za zmarłą Darię Chmielewską. Przyszłyśmy i przyszliśmy do kościoła okryte i okryci smutkiem i żalem po jej stracie. Tego wieczora przyszłyśmy i przyszliśmy do kościoła, mimo, że wiele z nas nie jest członkiniami i członkami Kościoła lub przestałyśmy/przestaliśmy uczestniczyć we mszach. Przyszliśmy i przyszłysmy z wolą pojednania i z wolą uczesticzenia we mszy świętej za Darię. Chciałyśmy i chcieliśmy zanieść swoje modlitwy do Boga, a jeśli nie, to uczestniczyć w obrządku religijnym wiary Darii. Wiele z nas chciało pożegnać się po raz ostatni. Ksiądz swoją postawą, a także brakiem taktu i podtaw kultury, wywołał w nas negatywne uczucia. Zachęcamy do ponownej lektury encyklik Papieża Jana Pawła II lub dokumentów Kongregacji Nauki Wiary dotyczącej związków “między osobami homoseksualnymi”, gdzie można przeczytać: “(…) według nauczania Kościoła, mężczyźni i kobiety o skłonnościach homoseksualnych « powinni być traktowani z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji ». Takie osoby są wezwane, tak jak inni chrześcijanie, do życia w czystości.”. Poczułyśmy i poczuliśmy się potraktowane i potraktowani bez szacunku, bez współczucia czy delikatości. Nie zostałyśmy/zostaliśmy wezwane/wezwani do życia w czystości, a usłyszałyśmy/usłyszeliśmy, że nasza miłość jest grzeszna i nieodpowiedzialna, a zamiast wspominać Darię powinnyśmy/powinniśmy modlić się i nawracać.
Wspólna msza, która miała być wyrazem szacunku, pamięci i pożegnaniem stała się dla Księdza elementem walki w najgorszym możliwym wydaniu. Nasz niemy protest wyjścia w trakcie mszy z kościoła był początkiem sprzeciwu wobec polityki Kościoła, która zamiast zapraszać, kochać i rozmawiać, grzmi z ambony, strasząc i wykluczając.
Wiele z nas po tym wieczorze upewniło się w przekonaniu, że Kościół nie ma niczego do zaoferowania dla nas, jako osób homoseksualnych. Wiele, które miało neutralny stosunek, w tym osoby heteroseksualne, również obecne na mszy, straciło szacunek i brzydzi się tym popisem. Wszystkie i wszyscy, niżej podpisane i podpisani, osoby homo-, bi- i heteroseksualne, obecne i nieobecne na mszy, wzywamy do przeprosin za to zachowanie.
Ta historia jest przykra i mam różne z nią związane myśli, ale jedno jest najbardziej zaskakujące - po raz pierwszy mamy do czynienia z ujawnieniem się potrzeb duchowych osób LGBT w kontekście śmierci kogoś "ze środowiska", do tego tak szeroką skalę. Zarówno o pogrzebie jak i tym wydarzeniu informowało wiele mediów - chyba ciągle nie dostrzegamy faktu, że - jak wynika z jedynych w tym kontekście badań - 60 procent osób LGBT jest wierząca... niestety dyskurs na linii ateiści (ilu z nich to "prawdziwi" ateiści?) - wierzące osoby LGBT jest tak najeżony różnymi inwektywami pod względem tej drugiej grupy, że nie ma się co dziwić, że ludzie się z tym ukrywają. Czas na szerszy coming-out?
"Nasze" prawa na świecie
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 12 marca 2011
Małżeństwa:
RPA, Kanada, miasto Meksyk, stany USA: Connecticut, Iowa, Massachusetts, New Hampshire, Vermont plus DC, Argentyna, Islandia, Norwegia, Szwecja, Belgia, Holandia, Portugalia, Hiszpania - razem ok. 245 milionów mieszkańców.
Związki partnerskie:
Ekwador, Kolumbia, Urugwaj, Dania z Grenlandią, Finlandia, Irlandia, Wielka Brytania, Luksemburg, Austria, Czechy, Niemcy, Węgry, Słowenia, Szwajcaria, Andora, Nowa Zelandia - ok 265 milionów mieszkańców.
stany USA: Illinois, New Jersey, Kalifornia, Kolorado, Hawaje, Maine, Maryland, Newada, Oregon, Waszyngton, Wisconsin. Do tego dochodzą lokalne rozwiązania miast czy hrabstw w stanach, które nie wprowadziły żadnych rozwiązań. Dotyczą one jednak często bardzo niewielkich obszarów (przykładowo - w metropolii Salt Lake City mieszka ponad milion mieszkańców, ale już w samym City - 186 tysięcy, a ustawa obejmuje tylko "City"). Największe miasto z taką jurysdykcją to Nowy Jork, a hrabstwo - Miami-Date County, razem obszarów - 47, zamieszkałych przez ok. 30 milionów osób. Trzeba też podkreślić fakt, że w USA istnieją bardzo różne rozwiązania dotyczące związków jednopłciowych. I tak na przykład w Hawajach i Kolorado mamy Designated Beneficiary Agreement, o którym tutaj więcej.
stany i terytoria Australii: Australijskie Terytorium Stołeczne, Nowa Południowa Walia, Tasmania, Victoria - kolejne 13 milionów.
W Kolumbii mamy ciekawą sytuację - pary homicze żyjące w związkach przynajmniej dwa lata są przez państwo uznawane jako związki de facto, co daje identyczne prawa jak w małżeństwie. Stąd też często kraj ten umieszcza się na listach "związkowych".
PACS:
Stan Coahuila (Meksyk), Francja (plus terytoria zależne - Nowa Kaledonia, Wallis i Futuna) - razem ok. 67 milionów mieszkańców.
Kilka krajów/stanów uznaje związki osób tej samej płci bez rejestracji przyznając im pewne prawa. Jak w przypadku związków partnerskich - co miejsce to rozwiązanie. Taka sytuacja jest w: Brazylii, Chorwacji, Izraelu, całym Meksyku, Rhode Island (USA), Australii Południowej, Australii Zachodniej, Queensland, Terytorium Północnym i na wyspach Norfolk.
Podsumowując - instytucjonalizacja związków osób tej samej płci obejmuje obecnie 27 państw, kilkadziesiąt terytoriów jak stany, hrabstwa czy miasta, zamieszkane przez około 620 milionów ludzi. Gdyby do tego dodać Brazylię i jej podobne - zbliżamy się do miliarda. Statystycznie więc jest nawet nieźle.
I tym optymistycznym akcentem zakończymy te rozważania ;)
Godne i nie-godne
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 11 marca 2011
Aha - autor na kanapie, nie na slingu:
Różności
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, prasa, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 10 marca 2011
A tymczasem trochę newsów w rodzaju "co u mnie". Po pierwsze Miłość nie wyklucza dalej się kręci - był benefit w sopockim klubie Elton (dziękuję za gościnę), jest też nowa reklama:
Niedługo kolejne reklamy, do tego będzie można nabyć pakiety gadżetów promocyjnych takich jak ta torba:
Do tego Abiekt zaczyna współpracę z portalem Cogo. Central and Eastern Europe Matters. Co tydzień zatem do poczytania Gay Warsaw Diary. Zapraszam do lektury! Dodajcie do swoich rss-ów, myślę że warto ;)
Zachęcam też do lektury nowego numeru WAW, w którym m.in. mój tekst z cudnymi fotami Agaty Bliskiej.
A o czym piszę?
W maju warszawska Parada Równości będzie obchodziła swoje dziesiąte urodziny. Niewiele stołecznych wydarzeń LGBT może poszczycić się tak długą historią, jednocześnie chyba żadne nie wzbudzało przez lata tylu kontrowersji w środowisku, które je tworzy.
Wbrew pozorom staram się być obiektywny :)
Z ciekawostek - Ewa i Gośka w sesji dla Glamour:
![]() |
Jacek Poremba, sesja do "Glamour". |
Jak tylko kolejna książka się "uleży" i nie trzeba będzie nad nią pracować Abiekt zamierza znowu się pozamykać w bibliotekach.
Partycypacja? A po co?
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano środa, 9 marca 2011
Poległyśmy jako ruch społeczny, nie stworzyłyśmy mechanizmów autentycznej partycypacjiAgnieszka Graff na Krytyce znowu zaczyna debatę o uczestnictwie w działaniach organizacji pozarządowych. Wcześniej było o NGOizacji, którą przerobiłem na LGBT-izację. I znowu mnie rusza... zatem pozwolicie, że kilka słów.
Pytanie jest proste - w jaki sposób dać się wypowiedzieć wszystkim? Wśród aktywistów i aktywistek LGBT ten problem jest bardzo widoczny - niektórzy po prostu zakładają blogi, vide autor tych słów. Gdybym nie prowadził od kilku lat Abiekta prawdopodobnie nie tylko bym się nie wkręcił w różne działania, ale też nigdy nikt nie liczyłby się z moim zdaniem. Bo co kogo obchodzą uwagi "pana z sali", komentarze w internecie, uwagi na debatach? Czy kiedykolwiek mieliście/miałyście wrażenie, że Wasze zdanie się dla kogoś liczy? Ja mam je bardzo rzadko. Gdy w Helsińskiej odbyły się konsultacje projektu ustawy o związkach partnerskich prowadzone przez Grupę Inicjatywną na sali był kwiat działaczowski. I co? Działacze uwagi wysłali, projekt zjechali a odpowiedzi nie otrzymali. Teraz SLD ogłasza, że wprowadzą - jak dobrze napisał PAP - "projekt KPH" pod obrady Sejmu. To, że cztery osoby de facto zadecydowały za cały ruch nikogo nawet nie oburza specjalnie. Partycypacja?
Można też zrobić inaczej - organizacje właśnie ruszyły z promocją przekazywania im jednego procenta. Na specjalnie do tego przygotowanej stronie czytamy: W roku 2011 chcemy zrobić jeszcze więcej i Ty możesz nam w tym pomóc. Rozlicz się z podatków używając naszego programu PIT i przekaż 1% na KPH. Oto mechanizm partycypacji - kasa. Oczywiście niezły mechanizm, ale co otrzymujemy w zamian? Powiedzmy wprost - czy dzięki temu, że mamy do dyspozycji Replikę, lobbing KPH w pewnych sprawach i tak dalej, czujecie się zaangażowani?
LGBT! Zaangażuj się sam! Tak najkrócej można opisać obecną sytuację. I to działa - w różnych miastach powstają lokalne inicjatywy, dużo się dzieje w miejscach o których można pomyśleć, że osoby LGBT stadnie z nich wyemigrowały. Niektórzy działają pod marką KPH, a niektórzy zakładają własne organizacje. W ciągu ostatniego roku obserwuję wzrost liczby inicjatyw mających na celu pogłębienie zaangażowania. Nowi organizatorzy Parady Równości w każdej informacji przypominają, że można przyjść na ich spotkanie, Miłość nie wyklucza pojawia się w mniejszych miastach i jeździ w wałbrzyskich autobusach, w Białymstoku mamy festiwal "queer"... Czy to już "mechanizmy autentycznej partycypacji"? Mam ciągle wrażenie, że jeszcze nie, że czegoś w tym brakuje. Może trochę skoordynowania - gdybyśmy teraz zaczęli zbierać podpisy pod obywatelski projektem ustawy o związkach partnerskich bardzo trudno byłoby stworzyć wspólną platformę do tego, dlatego też nikt się tego działania nie podejmuje, choć wydaje się ono być oczywiste. Może czegoś innego...
A może po prostu ruch LGBT w Polsce nie jest ruchem społecznym? I do tego mi najbliżej. Mam wrażenie, że byliśmy u progu stworzenia ruchu społecznego w czasach giertychowskich, gdy "zagrożenie" minęło, minął też entuzjazm i ruch. Bo co to jest za ruch, który w przypływach radości i tvn-owskiej reklamy potrafi zgromadzić na fejsie - a internet to teraz ponoć najlepsze medium obserwacji ruchów społecznych - 12 tysięcy osób?
Na koniec - wszystko na opak - istnieje sporo możliwości partycypacji w ruchu LGBT - gdyby ktoś napisał do organizatorów Miłość nie wyklucza, czy innych akcji, że chce coś zrobić, pomóc, zaangażować się - a przecież wciąż zapraszamy, uwierzcie - pojawilibyśmy się wszędzie. Z uporem maniaka odpisuję na każde takie zapytanie z uśmiechem i otwartością. Bardzo rzadko dostaję odpowiedź zwrotną. Chyba najlepszym tego wyjaśnieniem jest piramida Maslowa - ponieważ brak pewnych praw, czy homofobia wokół wcale nie burzą naszego wyobrażenia o "bezpieczeństwie" nie mamy potrzeby o nie walczyć. I dzięki temu łatwo przeskakujemy na kolejne poziomy piramidy. Wydaje mi się, że "potrzeby poznawcze" i odkrycie homofobii/braku praw powodują powrót do "potrzeby bezpieczeństwa". Wtedy zaczyna się walka i potrzeba partycypacji. Ale tylko u nielicznych jednostek. I to nie jest uwaga tylko do ruchu LGBT, to też moja odpowiedź na problem podniesiony przez Graff - prawdziwym problemem nie jest nieudzielenie głosu pojedynczej osobie - chętni do działania zawsze jakoś sobie poradzą - ale zadowalanie się przez wiele osób rzeczywistością taką jaka nas otacza. Na to nikt chyba nie znalazł rozwiązania.
Dzień Kobiet
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 8 marca 2011
I tyle. Ani słowa więcej. Nie lubię dni kogokolwiek i czegokolwiek.
Festiwalowo w kwietniu
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano poniedziałek, 7 marca 2011
Głównym celem LGBT Film Festival jest zmiana postrzegania przez publiczność współczesnego kina queer. Wyjście z repertuarem do szerszej publiczności i projekcje filmów na dużym, kinowym ekranie. Pokazanie, że współczesne kino queer wychodzi poza seksualność człowieka, poruszając problemy nietolerancji, tożsamości, rasizmu i hipokryzji.
Po raz kolejny rezygnuję z oponowania przeciwko używaniu określenia queer cinema na filmy w rodzaju Pod prąd. A co zostanie zaprezentowane na początku kwietnia?
1. Pod prąd, Peru, Kolumbia, Francja, Niemcy 2009
2. Nie potrafię inaczej, Wielka Brytania 2008
3. Bańka mydlana, Izrael 2006
4. Braterstwo, Dania 2009
5. Trzy welony, USA 2011
6. 80 dni, Hiszpania 2010
7. Ostatnie lato, Argentyna 2009
8. Dzieci Boga, Bahamy 2010
9. Od początku do końca, Brazylia 2009
11. Buforowanie, Wielka Brytania 2011
10. Faceci, z którymi spałam, USA 2009
Postawiono na filmy faktycznie nowe, więc w tym kontekście dziwi obecność Bańki mydlanej (na Homikach recka już była dwa lata temu), do tego niektóre z filmów już były u nas pokazywane, ale faktycznie - sporo nowości, z których część w tym samym czasie zostanie wydana na dvd lub zaraz po festiwalu znajdzie się w (ograniczonej) kinowej dystrybucji. Recenzowałem tu już jeden z filmów - Od początku do końca i mam szczerą nadzieję, że będzie to najgorsza propozycja festiwalowa, bo tak złego filmu nie widziałem w kinie (bo na kompie to wiadomo - wiele gówien się obejrzało przesuwając suwak czasu) od dawna; niedługo zbiorcza recenzja kilku innych propozycji - do ideolo Dzieci Boga mam bardzo krytyczny stosunek, Pod prąd ujdzie, choć nie przekonują mnie filmy o duchach, za to bardzo liczę na Braterstwo i Ostatnie lato. Może dzięki temu nie będzie to kolejny festiwal filmów festiwalowych. Cieszy też fakt, że mamy kilka bardzo nowych filmów - dwa z nich nawet będą na londyńskim festiwalu filmów LGBT, który w tym samym czasie. Niestety tym razem nie ma ani jednego filmu dokumentalnego co mnie wręcz dobija, bo akurat ten gatunek lubię najbardziej.
Ceny - jak na festiwal - niestety wygórowane: 25 zeta za film otwarcia i zakończenia i 19 na inne.
ps. Aretha "schudła"













































