ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Co na świecie?

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, queer world, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 28 lutego 2011

Newsy w dwóch odsłonach - jutro zajmiemy się tym co się dzieje w USA w kwestiach małżeństw, DOMA, DADT, Hawajów i innych. Zrozumieć ten kraj jest ciężko, ale postaram się wyjaśnić znowu kilka kwestii. Tymczasem inne wiadomości.

Europa

Belgia - Kolejna, belgijska historia z matką-surogatką. Mam wrażenie, że najbliższe dziesięciolecie w kwestiach rozpłodowych będzie należało do tej instytucji. Historia zakończyła się szczęśliwie w... Polsce.

Białoruś - Odbyła się pierwsza oficjalna manifestacja homicza. Tutaj filmik. Łukaszenka mówi jak zwykle, że homiki w tym kraju nie są potrzebni i inne bzdury.

Czechy - Newsa podaję w zakładce czeskiej, gdyż akurat na czeskiego kandydata do tytułu Mr Gay World zagłosowałem. Brakuje mi kandydata z Polski, zwłaszcza, że chłopcy w większości dość przeciętni. Przypomnijmy, że pierwszym zwycięzcą konkursu był pan z polskimi korzeniami.

Dania - Kylie rozpoczęła swój nowy tour. Materiał - baaardzo homiczy - poniżej:



Hiszpania - W trzech miastach powstaną pomniki mające przypominać o czasach dyskryminacji, represji, upokorzeń i tak dalej podczas dyktatury Franco. Takowe staną w Gijon, La Coruna i Madrycie. Tutaj ciekawsze projekty istniejących już pomników tego typu.

Irlandia - Pierwszy jawny gej wybrany do niższej izby tamtejszego parlamentu (Dáil Éireann). Jak podają w newsie - Irlandia ma już geja-senatora i lesbijkę-burmistrza. My też mamy, tylko się ujawniać nie chcą. Są też wyniki badania opinii publicznej na "zielonej wyspie" - 61 procent za homiczymi małżeństwami, tylko 27 przeciw. Pamiętajcie o tym jak ktoś znowu będzie chciał nam obiecywać, że będziemy kopią jakiegoś kraju. Ale żeby nie było tak słodko - jak chcecie azylu nie jedźcie tam. O tym więcej tutaj.

Polska - Skazano chłopaka, który naraził na zakażenie wirusem HIV i zgwałcił 18-latka. Za samo narażenie dostał 2 lata więzienia w zawiasach i grzywnę.

Słowenia - Czekamy na zmiany w kodeksie rodzinnym. Być może, że będą małżeństwa.

Węgry - Nawet nie zdążyłem napisać nic o zakazie parady w Budapeszcie, a tu sąd go uchylił. Ostatnio - z racji publikacji newsa o "Miłość nie wyklucza" po węgiersku koresponduję z pewnym panem z tego kraju. Okazuje się, że tamtejszy rząd chciałby zlikwidować związki partnerskie.

Wielka Brytania - Kolejny coming-out biseksualny. O pani wcześniej nie słyszałem i nie żałuję. Brytyjski rząd ma dość dobre newsy dla osób LGBT chcących pobrać się w kościele - mają zamiar wprowadzić możliwość zawierania związków partnerskich w kościele bez potrzeby chodzenia do urzędu. Coś jak nasze konkordatówki. Rząd rozważa też wyrównanie dostępu do małżeństw dla wszystkich (arcyb. Canterbury protestuje), zwłaszcza, że homiki brytyjskie zaczęły się skarżyć w europejskich sądach.

Afryka

O istnieniu takiego państwa jak Wyspy Św. Tomasza i Książęca niektórzy pewnie nie wiedzą (ja miałem taką nauczycielkę geografii, że nawet nazwę stolicy pamiętam). Przedstawiciele tegoż kraju ogłosili w ONZ, że zdekryminalizują seks męsko-męski. Podobną deklarację złożyło Nauru (wyspa w archipelagu Mikronezji, to akurat Azja).

Ameryka Południowa

Peru - Manifestacja z okazji Dnia Całowania zakończyła się spotkaniem z policją. Filmik tutaj.

Australia/Oceania

Nowa Zelandia - Premier tego pięknego acz ostatnio trzęsącego się w podstawach kraju przybył na homiczą imprezę.

Azja

Indie - Prawdopodobnie zostanie wprowadzone prawo zabraniające parom homiczym korzystania z matek-surogatek.

Izrael - W sądzie pracy w Tel-Aviv sądzić będzie pierwszy jawny gej. W prasie izraelskiej pojawiają się wypowiedzi jego męża, też specjalisty od prawa. Sielanka.

Kanada

Czy będą dwie parady w Toronto? Jednak komercyjna a druga "niezależna"? Już rok temu była tam niezła awantura o paradę, a dzięki zmianie podejścia do problemu migrantów i mniejszości etnicznych w kontekście LGBT, w wielu miejscach pojawiają się oskarżenia aktywistów z mainstreamowych organizacji o rasizm, a co za tym idzie - próby protestu. Zobaczymy co będzie w tym roku.

USA

O tym kraju więcej wieczorem, ale warto zwrócić na dyskusję wokół Israel Apartheid Week w nowojorskim LGBT Center. Kolejny element wojny ideologicznej wokół zjawiska pinkwashing.

Jestem fanem takich imprez jak Noble czy Oscary. trzymam kciuki za kilka filmów, ale najbardziej liczYŁEM na Oscara dla Banksy'ego. Artysta w ramach amerykańskiej promocji przedoscarowej przerobił taki znak drogowy:


na taki:

Jak już przy filmach jesteśmy - Colorlines prezentuje trailery dokumentów, które ich zdaniem powinny być nominowane do Oscara, polecam przejrzenie, a w Coronation Street pokażą homiczy ślub. A serial ten to coś jak nasz Klan. Zatem wydarzenie warte odnotowania.

Obama mianował Jeremy'ego Bernarda sekretarzem Białego Domu ds. socjalnych. Jeśli o tym piszę, to znaczy, że pan jest gejem. Jest też pierwszym w historii mężczyzną na tym stanowisku.

Zaskakuje mnie zachwyt nad tym, że fejs w końcu uruchomił możliwość określania swojego związku jako "związek rejestrowany". Co zabawne - otwarte związki były od początku. Niektórzy to nazywają relatywizmem moralnym ;) Ciekawe czy już niedługo będziemy mieli facebook.gay - sami możecie wesprzeć ideę. Abiekt.gay - czyż nie piękne?

Już wiem na jaką płytę będę czekał. Björk będzie nagrywać z Omarem Souleymanem. To może być przeorażające

Na koniec - zarezerwujcie sobie kilkanaście minut i obejrzyjcie poniższy film. Warto.



ps. niestety na sam już koniec mam zamiar zachęcić do lektury komentarza badań Biblioteki Narodowej nt. czytelnictwa w Polsce. I dziwić się, że mam zamiar zwinąć za jakiś czas wydawnictwo?

Noc z Oscarami

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Zatem zaczynamy, nie będzie to klasyczna relacja live, bo jest duża szansa, że zasnę w pewnym momencie. Jestem po lekturze powieści Chinua Achebe i pamiętników Janiny Bauman, a w słuchawkach mam ryk fanów oglądających gwiazdy na czerwonym dywanie. Mimo to - zapraszam do odświeżania (F5) strony.

10:00

I już wszystko jasne - ja jestem niewyspany, a Jak zostać królem dostało trzy z czterech najważniejszych nagród. Czwarta dla Portman. Wyraźny podział na filmy oparte na kreacjach aktorskich i oparte na technice - po cztery nagrody dla Incepcji i Jak zostać... Film Cholodenko bez nagród, czego można było się spodziewać.

4:30

Jeszcze nigdy nie dotrwałem do najważniejszych nagród i tradycję mam zamiar podtrzymywać. Billy Crystal i owacja na stojąco. Po tym co pokazują dzisiejsi prowadzący to się nie dziwię. I pierwszy dobry dowcip na antenie. A tak bywało kiedyś:



Żegna mnie Oscar dla Incepcji za efekty specjalne. Napiszcie w komentarzach co się działo później :)

4:20

Oprah na scenie. To jest wydarzenie samo w sobie... czas na dokumenty. Sądząc po reakcji publiczności podobało się Restrepo, ale Oscar dla Inside Job. Cóż - tej nagrody Banksy nie dostanie. I mamy pierwszy mocny tekst: Trzy lata po powstaniu filmu o kryzysie trzeba zwrócić uwagę na to, że żadna z osób za niego odpowiedzialnych nie poszła do więzienia. Czy jakoś tak - akurat sprawdzałem kalendarz na rano.

4:15

Zaczęły się występy artystyczne w ramach kategorii "najlepsza piosenka", jeśli z tej nudnej i pozbawionej wyrazu ceremonii można wydestylować najnudniejszy fragment to właśnie jesteśmy jego świadkami. Na scenie Gyllenhaal, zawsze miałem do niego słabość. Najlepszy krótki film aktorski - God of Love (przynajmniej zabawne podziękowania), krótki dokument:



I tak wszyscy czekają na nagrodę dla Banksy'ego...

4:00

Lubię gdy z dowcipów prowadzącego śmieje się tylko jego partnerka. To takie przyjemnie poniżające. Charakteryzacja dla Wilkołaka. Rick Baker, który odebrał nagrodę zgarnął już siódmego Oscara. Kostiumy dla Alicji w krainie czarów i Colleen Atwood. To jej dziewiąta nominacja i trzecia nagroda. Za to jest to pierwsza osoba, która czyta z kartki podziękowania. Wygląda to gorzej niż źle.

3:50

Najlepszy dźwięk i jego montaż dla Incepcji, panowie dostający nagrody "techniczne" nigdy nie mają ciekawych przemówień. Incepcja zgarnia już trzy Oscary, czasy dominacji jednego obrazu minęły bezpowrotnie - na nasze szczęście.

3:45

Póki co ani jednego homiczego momentu na tej beznadziejnej uroczystości. Takich momentów pewnie nie doczekamy:



ale miło jest pomarzyć. Na marginesie reklam informuję, że polazłem do kina na Czarny czwartek. Ponoć recenzje są rewelacyjne, ale mi się ten film nie podobał. Bardzo nie lubię gdy ktoś próbuje we mnie wzbudzić emocje za pomocą tego, że ktoś inny jest zabijany czy płacze. Jak na polskie filmy to jest to bardzo dobry obraz, ale to trochę jak z rekonstrukcjami historycznymi, które możemy czasem (jak mamy ochotę) oglądać - wszystko jest zbyt dosłowne i nie pozostawia się widzowi miejsca na myślenie. Film bym nazwał kiczowatym, zwłaszcza gdy reżyser zapędził się w pokazywanie pałowania strajkujących. Oglądanie takich obrazków może robi wrażenie na widzach... ale jednak nie lubię takiej dosłowności w filmie. Nie po to nie chodzę na horrory. A wracając do nagród - najlepsza muzyka dla The Social Network. Szkoda, że przegrał Desplat i The King's Speech (Jak zostać królem pasuje do tego jak pięść do nosa)...

3:33

No i zobaczymy czy Mark Rufallo dostanie Oscara za The Kids... Oczywiście nie dostał - kolejna nagroda dla The Fighter (Christian Bale). Trzeba będzie się na to przejść.

3:28

Widziałem już kilka ceremonii oscarowych i tak mało śmiesznej jeszcze nie było. James Franco jako Marylin:


Najlepszy film obcojęzyczny. Susanne Bier za In a Better World. Polska wystawiła film Borcucha Wszystko co kocham. Przyznaję - nawet o nim nie słyszałem.

3:20

Za nami: najlepszy scenariusz adaptowany (The Social Network). Czekamy na oryginalny scenariusz... Jak zostać królem otrzymuje pierwszego Oscara, zatem nie sprawdziło się moje marzenie, że dołączy do filmów z dużą liczbą nominacji a bez nagród. Do tej pory przy 11 nominacjach udało się to Punktowi zwrotnemu i Kolorowi Purpury. A lesbijska komedia przegrywa - cóż... Aha - reklamy mam już po angielsku. Zmieniłem streaming.

1 procent na LGBT

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 27 lutego 2011

W tym roku organizacje nie promują - póki co - wpisywania ich na nasze PIT-y. Mamy jeszcze dwa miesiące na wypełnienie tego papierka (który ja lubię wypełniać jak najszybciej), ale warto się zastanowić kogo chcemy wskazać do podziału państwowej kasy.

Przypominam wszystkim niezorientowanym - 1 procent podatku na OPP to nie jest "nasza" kasa. To kasa państwa. A więc z darczyństwem ma to tyle wspólnego co nic. W ubiegłym roku na orgi LGBT przekazano łącznie 74 386 zł. To bardzo mało, ale i tak dla organizacji to niezły zastrzyk gotówki, zwłaszcza, że mogą ją wydać nie pytając się nikogo na co - czyli mogą zapłacić za lokal.

Rok temu wyraźnie odczuwalne było spowolnienie gospodarcze - mimo wzrostu liczby osób wpisujących jakąś orgę OPP na PIT, spadła przekazana kwota. W tym roku powinno być lepiej.

Kto startuje po kasę? KPH, Lambda-Warszawa i TransFuzja. Krótki przegląd finansów organizacji w 2009 roku (z tego roku są dostępne rozliczenia):

KPH:
Przychody - 953 584,53 zł
Wydano na działania statutowe - 826 236,47 zł
Koszty administracyjne - 5719,06 zł

Lambda-Warszawa:
Przychody - 450 284,73 zł
Wydano na działania statutowe - 386 231,58 zł
Koszty administracyjne - 54964 zł

TransFuzja:
Przychody - 3100,46 zł
Wydano na działania statutowe - 0 zł
Koszty administracyjne - 561,4

Te sprawozdania to twardy orzech do zgryzienia - dość enigmatyczne zapisy w rodzaju "usługi obce", na które Lambda wydała 42 tysiące to być może wynajem lokalu (3 tysiaki za miesiąc by wychodziło), pozwalają jedynie na ocenę ogólnej skuteczności w zdobywaniu kasy. Można stwierdzić jedno - kasa z jednego procenta dla organizacji to zaledwie 5 procent ich przychodów.

Abiekt nie wie jeszcze komu przeznaczyć jeden procent. Chyba znowu na Transfuzję, ale nie jestem do tego w pełni przekonany.

W ubiegłym roku statystycznie 1800 osób zdecydowało, że państwo przekaże im jeden procent. Czy w tym będzie lepiej? Kogo tam wpisujecie? Ankieta po prawej stronie.

Minister zdaje raport

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 26 lutego 2011

Minister sprawiedliwości postanowił zdać raport biskupom:

Nie ma furtki dla małżeństw gejowskich – przekonuje minister sprawiedliwości w piśmie do episkopatu. Do listu dotarła "Rz". List został wysłany w tym tygodniu. Jak tłumaczy Krzysztof Kwiatkowski, napisał go, ponieważ na lutowym posiedzeniu komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu padło pytanie dotyczące skutków nowelizacji ustawy – Prawo prywatne międzynarodowe. (...) – Im bardziej minister uspokaja, tym bardziej ja się martwię – mówi Adam Hofman, rzecznik prasowy PiS. – Lepiej byłoby przyjąć naszą poprawkę, która zablokuje możliwość małżeństw osób tej samej płci – mówi. Zdaniem polityka PiS napisanie przez ministra Kwiatkowskiego listu do episkopatu świadczy o tym, że PO boi się, iż Kościół przed wyborami skrytykuje działania rządu.

Radziszewska konsultowała ustawę o przeciwdziałaniu dyskryminacji z Kościołem, Komisja Wspólna debatowała o prezydencji, a teraz minister sprawiedliwości uspokaja biskupów - kolejny raz potwierdza się, że jesteśmy kolonią Watykanu.

ps. Od jutra ulegają likwidacji konta na fejsie - blogowe i wydawnicze, połączone zostają w jedno: Abiekt. Zapraszam.

DZISIAJ W SEJMIE - konferencja prasowa plus nudy

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE | Opublikowano piątek, 25 lutego 2011


Mamy kolejne - 85 - posiedzenie Sejmu, wśród ustaw i stenogramów nic póki co ciekawego i nas dotyczącego nie znalazłem, za to w Sejmie odbyła się konferencja posłów PiS na temat reklamy LOT-u:


Poseł Kazimierz Michał Ujazdowski:

Żaden publiczny przewoźnik w Europie nie reklamuje się w sposób tak skandaliczny, obraźliwy i degradujący własny kraj (...) To jest absolutny skandal (...) Żądamy od premiera Donalda Tuska i ministra skarbu Grada podjęcia działań, które zablokują tego typu praktyki, dymisji prezesa LOT-u

Skandaliczny to jest ton tej wypowiedzi, jeśli mówienie o tym, że w Polsce są osoby LGBT degraduje kraj to dla mnie to jest gorsze niż wypowiedź Węgrzyna, bo to jest taki typ homofobii, która chce ukryć nasze istnienie, Węgrzyn chciał je raczej odkryć... choć w niezbyt właściwy sposób.

Rozmowa o "Wszystko w porządku"

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano czwartek, 24 lutego 2011

Barbara Hollender w Rzeczpospolitej pisała o "Wszystko w porządku":

Film Lisy Cholodenko pokazuje świat pełen tolerancji, w który trudno uwierzyć. I na tym zresztą nowoczesność filmu się kończy, a zaczyna hollywoodzki schemat. Niby wszystko jest super: bez uprzedzeń i kompleksów. Reżyserka, która sama żyje w związku z inną kobietą, opowiada o szczęśliwej rodzinie złożonej z dwóch lesbijek i ich dzieci. Nic jest lekarką, Jules zajęła się wychowywaniem córki i syna. Żyją w domku z ogródkiem, gdzieś w południowej Kalifornii. Cholodenko nie pokazuje natomiast, jaki stosunek do nietypowego stadła mają sąsiedzi czy szkolni koledzy dzieci. W pewnym momencie poznają one swego biologicznego ojca. Przed laty – trochę dla kasy, a trochę dla zabawy – sprzedał do banku swoją spermę. Dziś jest czterdziestolatkiem, który nie zdążył dorosnąć. Ale gdy poznaje własne dzieci, budzą się w nim tęsknoty. Chce być ojcem, a może i mężem, bo zakochuje się w Jules. Walczy o swoje szczęście. Facet jest jednak tylko intruzem i kompletnie się nie liczy. Trzeba się go pozbyć, nawet dzieci nie chcą go znać, bo – choć fajny – może zburzyć domowy ład. W swojej poprawności film Cholodenko jest amoralny. Bohaterowie udają, że nic się nie stało. Jest happy end, bo – jak przystało na amerykańską bajkę – rodzina przetrwała. Pod płaszczykiem tolerancji Cholodenko skrywa obrzydliwą obłudę.

Queerpop: Nie rozumiem co w tym amoralnego. Że grzesznica się nawróciła? Czy, że hulaj dusza, bo i tak ci wybaczą?
Abiekt: No ta grzesznica się nieźle bawi w tym grzechu, a widza się umoralnia przez jej nagły powrót do partnerki.W Przekroju celują w to co pisze Hollender, że próbuje się tu wtłoczyć rodzinę w uniwersalne normy, do których ona nie pasuje
Q.: Tak, ale grzesznicy zwykle tak mają, że najpierw się dobrze bawią, a potem płaczą. Hollender uwiera, że to są lesbijki i taki zdrowy okaz heteroseksualnego prorodzinnego samca zostaje odstrzelony. On przecież 'walczy o szczęście'. One nie?
A.: Moim zdaniem ona krytykuje fakt, że końcówka tego filmu faktycznie nijak się ma do dramatu w trakcie, który zostaje rozwiązany zbyt łatwo. A to jest wręcz amoralne. Widać, że twórcy próbują wyrobić poprawność polityczną nie urażając nikogo...
Q.: Oczywiście, i to może być zarzut. Ale z drugiej strony - ile razy można rozstrząsać relację homoseksualna rodzina - świat zewnętrzny? Dla mnie brak dyżurnego konfliktu jest ożywczy, historia skupia się na bohaterach, a nie na ich problemach z orientacją.
A.: No gdyby zarysowała chociaż ten świat zewnętrzny, a tu jest totalna abstrakcja. Nie tyle nie ma nietolerancji, tam nie ma nic zaburzajacego idyllę.
Q.: Przecież jest zdrada. Dla mnie to film o czym innym: o klasycznym kryzysie związku i trójkącie, a co do tego ma nietolerancja - dajmy na to - na stacji benzynowej?
A.: Taa... i trójkąt jest hetero... to dla mnie akurat słabe.
Q.: Zgoda, ale wróćmy do Hollender: ją uwiera to, że para lesbijska jest pokazana jako trwały związek bez konfliktów ze światem zewnętrznym i ostatecznie zwycięża trudności. Co w tym amoralnego?
A.: Trochę jednak jest, utwierdza w zbyt powtarzalnym schemacie. Ciekawe, jak by ludzie odbierali ten film, gdyby związek lesbijski się rozpadł na rzecz samca-heteryka? A tam jest wiele wskazówek, że taki scenariusz byłby możliwy. Jednak poprawność polityczna na to nie pozwala.
Q.: A może po prostu zwycięża związek? A może to już problem gatunku filmowego: to jest komediodramat z przechyłem na komedię. Gdyby się źle kończył byłby pewnie dużo lepszy, zwłaszcza gdyby przewrotnie nikt nie został z nikim.
A.: I dzięki temu mamy homonormę - związek lesbijski nie może się rozpaść, bo przestanie być "poważny".
Q.: A może pokazuje ludzi, którzy uniwersalnie uświadamiają sobie, że coś jest ważniejsze po latach wspólnego zycia, niż romanse?
A.: Zgoda, ale to jest za słabo zarysowane.
Q.: Bo to film rozrywkowy. Deus ex machina występuje w większości komedii romantycznych. W dramatach grzesznicy kończą marnie, a w komediach - wracają skruszeni i 'wszyscy udają, że nic się nie stało'. Zresztą, nawet jeśli pokazano to do bólu ckliwie, czy tak nie bywa w życiu?
A.: Aż za często. Ten film troche stoi na dwóch nogach: komedii i dramatu - zależy co wybierzesz. Jako komedia to jest świetne, jako dramat - okropne.
Q.: Właśnie z uwagi na łatwość rozwiązań stawiam na komedię.
A.: Mi się to podobało, więc chyba też.

Widzieliście? Co sądzicie? Zapraszamy do dyskusji.

The Kids are... all right? ☻☻☻☻☻☺

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano

Wszystko w porządku z czterema nominacjami do Oscara i niedawną premiera w Polsce wzbudzają dość skrajne opinie. Pokazuje to choćby recenzja w Rzepie, gdzie dwugłos Hollender-Świątek.

Świątek pisze:

Film, wpisując się w hollywoodzką tradycję, zaciera podział na niszowe kino dla mniejszości seksualnych i rozrywkę głównego nurtu.

Zgoda, choć ten podział już został zatarty przy okazji Brokeback Mountain, więc obserwacja spóźniona, Hollender zaś znajduje w filmie coś bardzo ważnego:

W swojej poprawności film Cholodenko jest amoralny. Bohaterowie udają, że nic się nie stało. Jest happy end, bo – jak przystało na amerykańską bajkę – rodzina przetrwała. Pod płaszczykiem tolerancji Cholodenko skrywa obrzydliwą obłudę.

I to niestety jest trochę prawda. Wyobraźmy sobie - dzieciaki odkrywają dawcę spermy (bo go nawet ciężko nazwać biologicznym ojcem), ich matka chodzi z nim do łóżka i odkrywa pokłady seksualności, ogólnie rodzina bliska rozpadu, a końcówka jest tak poprawna i uładzona, że aż się wierzyć nie chce.

W podobny ton uderza Wojtek Kałużyński w "Przekroju":

Cała anachroniczna niby-otoczka zmierza więc oswojonym szlakiem uniwersalnych norm. Co jest tyleż atutem filmu, co jego słabością. (...) Słabością, bo roztapia inność w mdławym rodzinnym ciepełku. Porusza się reżyserka po gruncie pozornie śliskim, ale tak naprawdę bezpiecznym, cały czas znajdując się po właściwej stronie politycznej poprawności i propagując wartości jak najbardziej tradycyjne.

Na blogach róźne analizy:

Gierki: Pod koniec Moore wrzeszczy Markowi Ruffalo do słuchawki, że jest lesbijką i aby się odpierdolił. Nie jest to jednak deklaracja typu jednak wolę kobiety, nie podobało mi się z tobą - widzę tu raczej oderwanie terminu od sztywnej, zacementowanej definicji (lesbijka - kobieta homoseksualna, zainteresowana tylko kobietami). Seks z facetem nie kruszy tożsamości les, bo jak można ukruszyć coś płynnego? "Lesbijka" zdaje się być określeniem pomocnicznym, "w przybliżeniu", nomen omen - "orientacyjnym". Seksualność ma różne wymiary, a seks różne formy, tożsamości budujemy z różnych klocków, niekoniecznie w bardzo spójne konstrukcje. Ludzie przyciągają się na wielu poziomach. Słowem: spierdalaj. Spierdalajcie, polityczne konteksty, stare debaty, odbijające się czkawką spory o dildo.

Ewa: Dlaczego mam co do tego filmu wątpliwości? Bo, wbrew pozorom, wcale stereotypów nie przełamuje, po prostu na miejsce pary heteroseksualnej, która ma kłopoty w związku, wkłada parę homo. Co oczywiście samo w sobie złe nie jest, po prostu nieszczególnie oryginalne.

Przyznaję, że film obejrzałem z wielką przyjemnością. Po pierwsze jest zabawny - dialogi wartkie, riposty cięte, ja takie numery lubię. Zgadzam się, że film jest dość rzemieślniczy i głębokich myśli egzystencjalnych to w nim nie znajdziemy, nawet historyjka z seksem heteryckim czy wstawki w rodzaju "lesbijki oglądające gejowskie porno vintage" nie mają tu większego podkładu intelektualnego - taki urok kina masowej rozrywki. Zastanawiam się nad argumentem Ewy, że wydaje się iż podobna historia mogłaby dotyczyć heteryków. Ale nie do końca rozumiem jak - jednak inteligentnego dowcipu związanego z lesbijkami-matkami jest tam sporo i to on ratuje komediowość filmu. Raczej jest to film heteronormatywny - tworzący wizję lesbijskiej pary tak jak by ją chciał widzieć heteroseksualny widz - jedna męska, druga bardziej kobieca bohaterka, skok w bok nie lesbijski a heterycki, problemy z sąsiadami? Ale jacy sąsiedzi? Podobnie jak w Śniadaniu ze Scotem słabością filmu jest brak społecznego tła (tzn w Śniadaniu ono było, ale tak jakby ufoludki zjechały na ziemię) i wyabstrahowanie tej historii. Będę też nieobiektywny - dla mnie Bening może zagrać drzewo a i tak będę uwielbiał ją w roli sosenki.

Wszystko w porządku raczej nie ma szans na Oscara, ale kciuki będę trzymał.

Jak widzicie prosty dość film a wzbudza różne reakcje. Pod wieczór zapis rozmowy o recenzji Hollender i filmie z Queerpopem - zapraszam ponownie na 20:00.

ps. a Burleska w pierwszym weekendzie wyświetlania poniosła sromotną klęskę. Zaledwie 20 tysięcy sprzedanych biletów przez co była bliska przegrania nawet z wyświetlanym już piaty tydzień Safari 3D.

Tęczowa trybuna - chwyt PR?

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 23 lutego 2011

Miały być newsy ze świata, ale przerzuciłem do następnego wpisu ze względu na głupawą wiadomość od Tęczowej Trybunie - grupa ta domaga się miejsc na gdańskim stadionie dla gejów. Podrzuciłem to na fejsa - najlepszy komentarz do wydarzenia:

Idiotyczny pomysł... Mielibyśmy siedzieć z różowymi opaskami jeszcze? Osobna trybuna dla Bi też by się przydała w takim razie..

Niestety można podejrzewać, że całość to promocja Teatru Polskiego. Wskazuje na to zadziwiająco podobny styl wymiany listów między Tęczową Trybuną a teatrem:

Ze zdziwieniem przeczytaliśmy na stronie internetowej Teatru Polskiego zapowiedź premiery Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego pod tytułem „Tęczowa Trybuna 2012”.
Rozumiemy, że nasza inicjatywa stała się inspiracją do powstania tej sztuki. Z nieznanych nam jednak powodów uzurpują sobie Państwo prawo do wykorzystania nazwy naszej akcji.


Pismo dyrektora do Tęczowej Trybuny:

We wrześniu zadzwonili do mnie Strzępka z Demirskim z pomysłem na spektakl o właśnie powstającym pierwszym gejowskim fanclubie narodowej reprezentacji w piłce nożnej. Uznałem, że to jest doskonały temat! Ale trochę im nie idzie, ponieważ nigdy nie działali społecznie, ponieważ boją się ujawnić z imienia i nazwiska etc. Więc co na to Teatr Polski? Oczywiście robimy tę premierę i o ile możemy pomagamy – informujemy o ruchu media, wykupujemy i przekazujemy Wam domenę, sami rozpoczynamy pracę nad spektaklem.

Mija miesiąc, dwa a działalność Tęczowej Trybuny nie przynosi żadnych rezultatów, bo jesteście tak niezorganizowani i tak opieszali, że pies z kulawą nogą by się Wami nie zainteresował. Jedyne co Wam wtedy wyszło, to idiotyczny spór z twórcami, którzy również mieli dość tej niemrawej inicjatywy. Pomyśleliśmy sobie trudno. Mamy temat, zrobimy go po swojemu. I nie będziemy nikogo z niczego rozliczać.


Od kiedy to dyrektorzy teatrów używają określeń: "pies z kulawą nogą by się Wami nie zainteresował", "trochę im nie idzie", zdradza kulisy powstawania projektu i tak dalej?

Ten kuriozalny konflikt z jednej strony może być realny, ale jego przedstawianie i odpowiedź teatru to jakieś kuriozum. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że komuś zależy na wypozycjonowaniu tej strony a nie rzeczywistej działalności.

Na stronie "Trybuny" czytam, że był tam komunikat: Nie bądź ciotą! Zarejestruj się! Wzbudził on - słuszną krytykę. Oto odpowiedź Trybuny:

Zastanawialiśmy się nawet, czy umożliwić wpisy na forum tylko zarejestrowanym użytkownikom. Ale potem zgodziliśmy się, że to ograniczy ludzi - bo może ktoś nie chce pokazywać nam nawet swojego mejla i pozostać całkowicie anonimowy. Bo przecież nie wiadomo kim tak naprawdę jesteśmy i kto za nami stoi. Tak mało wystarczy w głowie geja, żeby mieć paranoję.

Panowie niby nie są zinternalizowanymi homofobami, ale o sobie piszą:

Jesteśmy grupą normalnych facetów dla których football i kibicowanie jest największą życiową pasją.

Jakbym anonse na gejowie czytał... Droga Trybuno - ujawnijcie się! Bo póki co wasze działania są oceniane negatywnie nawet przez środowisko do którego niby chcecie trafić. A jeśli to wszystko okaże się bujdą na resorach i PR Teatru to jest to nieetyczne.

A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że:

Wprawdzie korzystamy z osobowości prawnej Fundacji "Kultura dla Tolerancji" co nie oznacza, że jesteśmy związani z jakąkolwiek organizacją gejowską. Jesteśmy niezależni.

Mamy nieujawnionych siatkarzy z Volupa, którzy piszą do mnie by usunąć z bloga zdjęcie opublikowane na oficjalnym forum EuroGames w Kolonii, teraz mamy nieujawnionych kibiców piłki nożnej. Nie rozumiem - po co rozmawiać z mediami o swojej działalności jak się nie chce pokazać twarzy? Jak już mamy być seksistowscy to powiem, że przynajmniej panie z Chrząszczyków "mają jaja" i pokazują swoje twarze.

Hasło Parady

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Wszyscy chcą kochać - oto hasło warszawskiej Parady 2011, o czym informuje jej Rzecznik/czka Jej Perfekcyjność. Hasło zostało wybrane w internetowym głosowaniu. Pozostałymi propozycjami były: „Chodź z nami po nierównościach” (szczególnie komentowana w blogosferze), „Misja, Miłość, Muzyka”, „Równe obowiązki – równe prawa”, „Równość to nie przywilej”.

InnaStrona cytuje Jej Perfekcyjność: W trakcie głosowania doszło do próby nielegalnego wpłynięcia na wynik sondy, jednakże administracji serwisu udało się ustalić, które głosy zostały sfałszowane. Będę złośliwy i zacytuję komentarz z bloga Ewy rzeczniczki Parady:

Rację ma jedna z komentujących osób - że sonda jest bardzo dobrze zabezpieczona. Od samego początku braliśmy pod uwagę to, że może nastąpić jakiś złośliwy atak na nią i że będą się działy jakieś dziwne rzeczy.

Gratuluję zabezpieczeń i oczywiście staram się wierzyć, że hasło zostało wybrane przez internautów i internautki, a nie przez Komitet. Ale jako ateista nie wierzę.

Nota bene x 2:

1.Jestem ciekaw jak na to hasło zareagują Laszuk i Żurawiecki, w końcu tu nie o miłość chodzi...
2. Maryla Rodowicz ostatnio wytacza sprawy sądowe różnym ludziom, ja bym się zaczął obawiać.

Dobry Staś

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano poniedziałek, 21 lutego 2011

Jak już wspominałem, na fejsie podrzucam różne smaczki dotyczące historii homoseksualności w Polsce. Tym razem tutaj smakowity ustęp nad którym ostatnio pracowałem:

Drugim gościem ze świata, który wpadał do nas czasem przynosząc ze sobą tchnienie świeżego powietrza i iskierkę młodzieńczej nadziei, był pan Staś Chmielewski. Nie znałyśmy go przedtem. Był starym przyjacielem Maryli, czy raczej jej nieobecnego teraz brata. Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, że coś więcej niż przyjaźń łączyło niegdyś Stasia ze znacznie od niego starszym Karolem. Co by to nie było, oddanie, jakie Staś okazywał nie tylko najbliższej rodzinie Karola, ale także jego dalekim krewnym, a nawet po prostu Żydom, bo Karol był Żydem, okazało się bezgraniczne i zadziwiająco trwałe, przetrwało bowiem samego Karola. Gdy Maryla i jej sędziwa matka uciekły z getta w czasie pierwszej „akcji”, Staś, jak kochający syn i brat, wziął je pod swoją opiekę . Ulokował staruszkę u własnej matki pod Warszawą i będąc zaprzyjaźniony z Andrzejem Sokolnickim, zwrócił się do niego z prośbą o przyjęcie Maryli pod rodzinny dach. Później, na początku zimy, zaalarmowany przez Ciocię Manię, która przyszła do niego prosić o pomoc, zrobił to samo dla nas, mimo, że znał nas tylko ze słyszenia.

Od pierwszej wizyty czułyśmy się dobrze w towarzystwie Stasia,. Był prosty w obejściu i pogodny, nie wydawał się wcale przerażony tym, co robił dla nas i wielu innych. Twierdził, że będąc kawalerem, nie związanym z nikim prócz matki, która świetnie radziła sobie sama, mógł sobie pozwolić na ryzykowne życie. Powiedział nam to w czasie naszego pierwszego spotkania, gdy Mama dziękowała mu za pomoc.

Z początku byłam oczarowana Stasiem. Odcięta od normalnego życia, pozbawiona towarzystwa rówieśników, skłonna byłam zachwycicie się każdym młodym i przystojnym mężczyzną. Staś posiadał wszystkie pożądane cechy: miał trzydzieści dwa lata, był rosły i dorodny, niebieskooki i jasnowłosy (co szczególnie lubiłam) i robił przyjemne wrażenie szczerego wiejskiego chłopaka. Ubierał się zgodnie z wojenną modą: nosił wysokie burt, bryczesy, elegancką sportową kurteczkę i śmieszny kapelusz z zielonym piórkiem – rzeczy, jakich mój ojciec, wujowie czy stryjowie nigdy nie nosili, a które do niego bardzo pasowały. Wmówiłam sobie, że Staś jest podobny do Romana. W rzeczywistości nie miał on z Romanem nic wspólnego prócz niebieskich oczu i jasnych włosów.

Staś nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Wkrótce stało się to dla mnie zupełnie jasne i poczułam się mocno rozczarowana. Obawiałam się, że żyjąc w zamknięciu, bez świeżego powietrza zbrzydłam i przestałam podobać się mężczyznom. Zwierzyłam się nawet Mamie, ale ona powiedziała, że nie mam racji. Czerwieniąc się trochę, zaczęła mi tłumaczyć, że Staś należy do szczególnego rodzaju mężczyzn, którzy nie czują pociągu do kobiet. Przyjęłam to wyjaśnienie opacznie i zrobiło mi się żal Stasia, bo zrozumiałam, że jest impotentem.


Janina Bauman, Zima o poranku. Opowieść dziewczynki z warszawskiego getta, Kraków 1989, s. 135-136.

22 lata od wydania tej książki po polsku i tylko dwie wzmianki o homoseksualności Chmielewskiego w literaturze przedmiotu znalazłem. No trzy wliczając w to mój esej do QueerWarsaw. Czas to nadrobić :)

"Przestańmy już mówić o miłości"?

21

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano

Miał być dzień bez posta na blogu. Jestem wykończony weekendową pracą nad historią Romka i Janka - dwóch homików, którzy uratowali pewną żydowską pannę i przechowali ją w bardzo dziwnym miejscu. Od jakiegoś czasu pracuję powolutku acz konsekwentnie nad opisaniem kilku homiczych historii sprzed 50 lat. Zajęcie to można czasem podglądać na fejsie. Jednak planowana cisza się nie udała. Oto dostałem link do wypowiedzi Bartosza Żurawieckiego o "Miłość nie wyklucza":

Niedawno ruszyła w Polsce akcja „Miłość nie wyklucza”. Ma ona na celu „zwrócenie uwagi na brak w polskim prawie regulacji dotyczących związków osób homoseksualnych”. Podpisując się pod jej przesłaniem, myślę zarazem, że miłość potwornie wyklucza, bo przecież zakochani „świata poza sobą nie widzą”. Dlatego też nie lubię zakochanych - zachowują się często dziwnie, wręcz chorobliwie (dodam, że i mnie zdarzało się tak zachowywać). Ale - jak trafnie zauważyła Anna Laszuk w felietonie opublikowanym na łamach „Repliki” - nie o miłość tutaj biega. „Każdemu wolno kochać”, nawet w dzikiej, katolickiej Polsce, byle za zamkniętymi drzwiami i zaciągniętymi zasłonami. Problemy powstają wtedy, gdy trzeba wyjść z łóżka i wkroczyć w tzw. sferę publiczną, która wyklucza, dyskryminuje, potępia. Może więc przestańmy już mówić o miłości, a zacznijmy wreszcie o czymś innym?

Trochę masło maślane - z jednej strony autor podpisuje się pod akcją na temat związków partnerskich, z drugiej ubolewa, że mówimy o miłości, a tu przecież o dyskryminacji i potępieniu mówić się powinno. Ubolewanie nad brakiem radykalności kampanii jest oczywiście teoretycznie ciekawe, jednak okazuje się, że w praktyce nawet tak wyrażona potrzeba instytucjonalizacji związków osób tej samej płci jest dla wielu osób kontrowersyjna. Myślę, że mamy tu do czynienia z pewnym kompromisem pomiędzy "Kurwa dajcie nam małżeństwa", a "może byście dali nam PACSY". Jednocześnie gdy czytam, że w Polsce każdemu wolno kochać to pusty śmiech mnie ogarnia - polecam badania opinii publicznej, w której całkiem sporo Polaków jest za zabronieniem homikom uprawiania seksu. Podstawą logiczną do hasła kampanii jest stwierdzenie, że ludzie potrzebują legalizacji związków gdy się kochają - zatem to "miłość" ("źle" ukierunkowana) sprawia, że nie mogą tego dokonać. Jakoś wszyscy nasi kochani przeciwnicy z frondowych stron odczytali to hasło zgodnie z intencją twórców, tylko redaktorzy z "Repliki" mają z nim kłopoty.

ps. czy czyta mnie ktoś z Rzeszowa? Pomoc pilnie potrzebna.

Premiera "Kochanka Czerwonej Gwiazdy"

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kochanek Czerwonej Gwiazdy, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 20 lutego 2011

Premiera książki w gejowskim klubie z darkroomem? Zwyczajowo otwartym tylko dla mężczyzn? Tak jest - tym razem Fantom otwarty dla wszystkich miłośników i miłośniczek książek!

Zapraszam na wyjątkowy wieczór podczas którego zaprezentujemy nową książkę Witolda Jabłońskiego - "Kochanek Czerwonej Gwiazdy".

Gośćmi spotkania będą Autor oraz Izanagi, którego kunsztowne rysunki ilustrują książkę. Prowadzenie - Michał Minałto (Homiki.pl) Czwartek, 10 marca 2011, godzina 19:00 - klub Fantom, Warszawa.

(by trafić do Fantomu przechodzimy przez bramę koło "Między Nami" i idziemy prosto, w przejściu pod pałacem Brzozowskich znajdują się drzwi z dzwonkiem i logiem - wystarczy zadzwonić :)

Przypominam, że książkę można nabyć na Abiekt.pl w promocyjnej cenie i z autografem Autora.


Aha - premiera odbędzie się w miejscu gdzie nie ma slingu - przy barze ;) A dzisiaj dwie strony z książki, miłej lektury (kliknij by powiększyć).

Teddy przyznane

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano sobota, 19 lutego 2011

Na Berlinale przyznano Teddy Award w najbardziej prestiżowym przeglądzie homiczych filmów. I tak najlepszym filmem pełnometrażowym został argentyński Ausente (reż. Marco Berger). Trailer poniżej:



Najlepszym dokumentem została międzynarodowe koprodukcja The Ballad of Genesis and Lady Jaye. Dokument o związku P-Orridge i Lady Jaye - dość insiderski temat, ale bohater i bohaterka filmu są tak oryginalni, że chyba warto obejrzeć.



Za najlepszy krótkometrażowy film uznano Generations Barbary Hammer. O ile traileru nie można znaleźć to w necie jest dostępny trailer jej filmu A Horse Is Not A Metaphor, który dostał Teddy Award w tej samej kategorii w 2009 roku.



Nagroda jury powędrowała do Tomboy (reż. Celine Sciamma). Ciekawe kiedy któryś z tych filmów trafi do Polski. Patrząc na listę dotychczas nagrodzonych filmów nie mam złudzeń - duża szansa, że nigdy. A tutaj ciekawa retrospektywa dotycząca Teddy'ego.

A już 1 kwietnia w Kinotece LGBT Festival, na fejsie zapowiedź:

To drugi po zeszłorocznym (w ramach EuroPride 2010) "LGBT Festival". Podczas festiwalu pokażemy 12 filmów poświęconych tematyce queer

Tym razem jednak festiwal w terminie innym niż Parada Równości, co akurat mnie nie dziwi - w okresie przedparadowym rok temu było tyle wydarzeń, że trafić do Kinoteki było naprawdę trudno. Festiwal otworzy Pod prąd - zgrabna historyjka o ile przyjąć, że lubimy oglądać filmy na których zmarli chodzą po ziemi.

Oczywiście jak zwykle mamy festiwal LGBT, ale w opisie festiwal queer, tyle że oryginalnie rozumiany jest ten queer:

Staramy się pokazać, że współczesne kino queer wychodzi poza seksualność człowieka, poruszając problemy nietolerancji, tożsamości, rasizmu i hipokryzji.

Ale jak powiedział ostatnio ktoś na debacie w Nowym Wspaniałym Świecie - przecież wszystko może być queer. Nawet nie chce mi się już o tym pisać, bo jeśli przy okazji festiwali queer mówi się o związkach partnerskich to znaczy, że to pierwsze słowo stało się już synonimem określenia LGBT. I tłumacz tu później, że z perspektywy queer to związki partnerskie nie są najlepiej oceniane...

Zach Wahls

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano piątek, 18 lutego 2011

Pamiętacie przemówienie Zacha Wahlsa? Pan zainspirował panią:



oraz znalazł się u Ellen:



Szybka kariera medialna, ale i chłopak odważny - szkoda, że mamy inną tradycję i nie ma u nas zbyt wielu publicznych wysłuchań. Może by się pojawiły podobne gwiazdy mediów?

Upadło Rasko czyli coś o klubach

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano

To już pewne, Rasko się zamknęło. Wcześniej zdążył z niego uciec jego pierwotny właściciel, tworząc własny lokal (City), a teraz jeden z najstarszych warszawskich klubów homiczych przeszedł do historii. W HomoWarszawie pisaliśmy:

Rasko to jeden z tych nielicznych pubów, które już za życia zyskują status legendarnego. Malutka knajpka na Krochmnalnej od lat przyciągała osoby, które zamiast wysłuchiwać klubowej rąbanki, wolały porozmawiać ze znajomymi przy kuflu piwa, pobawić się w rytmach karaoke czy poszaleć przy ekwilibrystycznych występach drag queen. Ekwilibrystycznych, gdyż powierzchnia sceny nie pozwalała na wiele, stąd rozliczne pomysły na show rodzaju "drag queen na gigantycznych szpilkach wspinająca się na krzesło".

Cóż - już Rasko po przenosinach na Burakowską nie spełniało wymogu "braku łupanki klubowej", za dużo pojawiało się tam też heteryków no i obsługa bywała wyjątkowo nieuprzejma, ale jednak było. Teraz dawny szef Rasko zawiaduje City, do którego trafiliśmy z MCZ wczorajszym wieczorkiem. Na ścianach obrazy jakiegoś artysty, do kupienia za kilka stówek - niestety umiejętności odtworzenia ludzkiej anatomii na płótnie na poziomie marnym sprawiały, że jeden z obrazów doceniliśmy dopiero po odwróceniu go górą do dołu. Wtedy postać zaczęła przypominać "ciasto na makaron" i to się nawet nam - jako miłośnikom dobrej i domowej kuchni - spodobało. Klimat niestety pawilonu i mimo starań właściciela nie mogłem wyjść ze zdumienia, że to jednak nie jest zakład fryzjerski czy punkt z frytkami.

Drinkowanie może by potrwało trochę dłużej gdyby nie występ drag queen Lamii, której muzyka absolutnie nie przeszkadzała w "tańcu". To niesamowity przykład występu, w którym gdy ruszają się nogi - tułów zachowuje pozycję nienaruszenie pionową, a gdy tułów zaczyna szaleć - nogi nagle się usztywniają. Doceniając charakteryzację, byliśmy wręcz poruszeni tym faktem. Pomiędzy songami Lamia zaprezentowała stand up show, z którego zapamiętałem - parafrazuję - zdanie: "Byłam w Berlinie i nawet mnie wpuścili na scenę". Jedyną drag, która umie zrobić stand up jest Żaklina i tak pozostanie pewnie jeszcze przez długi czas. Lamia podziękowała wspaniałej publiczności i zapowiedziała, że za chwilę wróci. By przypadkiem tego nie obejrzeć ruszyliśmy po kurtki.

A piszę o tym bo po miesiącach zapieprzania do wszystkich gej-klubów w stolicy postanowiłem w końcu je jakoś skomentować. Z M. trafiliśmy do Show - klub z hukiem i towarzystwem mediów otwarty przez Dodę ma być mekką dla homików lubiących występy drag-queen. Z zewnątrz wygląda jak peep-show w najgorzym "polonijnym" stylu, w środku robi wrażenie przestrzenią i kiczowato-tandetnym wystrojem, który co prawda chwilami pretenduje do wystroju klubu dla nuworyszy, jednak gdy się przypatrzy mu z bliska wychodzi naprędce sklecony potworek. Balustrada schodów imitująca piaskowiec czy marmur a wykonana z regipsu powaliła mnie tak, że nawet racjonalizując sobie picie małego piwa za 12-zeta faktem bezpłatnego wstępu, recenzja nie mogła wypaść pozytywnie. Plusy za ciekawą choć zbyt płytką scenę, nagłośnienie i światła. Jednak jeśli na hucznie zapowiadanych urodzinach Dżagi (drag queen imitująca Dodę, czyli w zasadzie nie drag a impersonator) gdy publika zbiegła się pod scenę, w pozostałej części klubu panowała cudowna pustka umożliwiająca kontemplowanie regipsów. Po tym nawet świąteczna iluminacja ul. Emilii Plater wydawała się dziełem sztuki.

Do Galerii mieszczącej się w podziemiach Halii Mirowskiej trafiam zawsze przez przypadek. A, że nocne czy wieczorne wyjścia przeważnie mam dobrze zaplanowane, to są to zdarzenia wyjątkowe. Ciasny, zatłoczony klub z dziwnym pomysłem stworzenia dwóch sal z różną muzyką (plus za palarnię), co tworzy nieznośną kakofonię, mógłby dla mnie nie istnieć.

Kolejnym dziwnym i efemerycznym miejscem jest Queer na Starym Mieście. Zakładanie klubu w tym rejonie obecnie jest pozbawione sensu - tam chodza tylko turyści, a mieszkańcy unikają tego przesłodzonego zabytku wpisanego co prawda na listę UNESCO, ale spisanego na straty w kontekście nocnego, klubowego życia miasta. W Queer możecie zobaczyć nawet dość ciekawą aranżację wnętrza z obowiązkową obecnie w klubach "dla wyższej klasy" wielką plazmą na ścianie, zobaczyć występy drag queen na najmniejszych występach świata (piję tu do wielkości sceny i liczebności publiki), ale też odbić się od zamkniętych drzwi w tygodniu. Prawdę mówiąc to nie wiem czy to miejsce jeszcze funkcjonuje - znajduje się tak daleko od normalnego ciągu komunikacyjnego w stolicy, że nawet nie chce mi się tego sprawdzać.

Ze Starego Miasta można Krakowskim i Nowym Światem trafić do Glam na Żurawiej. Tuż obok znajduje się Lambda-Warszawa i jak już mam polecać wizyty to lepiej idźcie na grupę wsparcia niż do Glam. To, że na niskim jak w piwnicy stropie (ok ja mam wysoki strop w piwnicy, ale tak się pisze) zawiesi się kilka kinkietów z plastikiem imitującym kryształ nie tworzy wcale klimatu "glamour". Po upadku Utopii Glam miał przyciągnąć publikę przychodzącą do tego legendarnego i wzbudzającego tyle kontrowersji miejsca. Przyciągnął raczej osoby "aspirujące" do bycia tą publiką, czyli młodzież. Na klimaty Zara plus HM i Bersha jestem nieczuły. Do tego w części barowej jeśli nie trafiliście na Kylie lub Madonnę z głośnika to macie szczęście. Ja nawet nie musiałem zgadywać kolejności utworów - piosenki leciały grzecznie w kolejności z płyty. Do Glam nie wejdę choćby wszyscy moi znajomi pod wpływem zbyt silnych drinków się tam udali.

Dawniej często bywałem w Toro. To takie miejsce o którym wszyscy mówią, że tam nie chodzą a i tak (prawie) każdy tam przychodzi. Najbardziej klasyczny klub gejowski w Warszawie. O ile górny poziom z tańcami i hulankami to nie jest klimat, w którym dobrze się czuję, to dolny bar z bliskością darkroomu i spokojniejsza muzyką (oraz bez kobiet - w tej kwestii jestem mizoginem) sprawdza się całkiem nieźle. Jednak od kiedy odkryłem, że są miejsca podobnie "spokojne", ale z tańszym wstępem - w zasadzie zrezygnowałem z udziału w tym zjawisku.

O ile Glam znajduje się blisko Lambdy, tak niedaleko KPH znajduje się Wild. Dawna Przychodnia w nowym miejscu straciła wiele ze swojego klimatu (o ile ktoś za klimat uznaje przepocone ciała, nagich facetów, odór różnych wydzielin połączony z fajkami i alkoholem - ja uznaję), jednak nadal spełnia swoje funkcje socjalizacyjne. Dla mnie jest to zdecydowanie za daleko, ale doceniam starania właścicieli by zapewnić warszawiakom i gościom komfortowe miejsce do wszelakich czynności seksualnych. Żyjemy w czasach, gdy w nowych klubach nie ma już dakroomów. Dlatego na koniec tej listy Fantom i Lodi. Może nie każdemu odpowiada ten klimat, ale jeśli szuka się spokojnych miejsc na powolne sączenie piwa (przypominam wszystkim stawiającym przede mną wódkę - alkohole powyżej 15 procent dla mnie nie istnieją) to są to miejsca idealne. Bo nawet z tym seksem w Fantomie jest trochę tak jak z wieloma facetami - więcej się o nim mówi niż go robi.

Mógłbym tu oczywiście też opisać sporo klubów przyjaznych homikom, czy wręcz przez nich zaanektowanych, ale ja lubię to nasze "getto" i drżę na myśl, że przy postępującej emancypacji klubowej miejsca stricte gejowskie przestaną istnieć.

Jak zapewne widzicie Abiekt jest czuły na detale w rodzaju materiały użyte we wnętrzach - nienawidzę barów z materiałów innych niż drewno, regipsów udających mury czy tralki, plastiku na miejscu kryształu i wykładziny na podłodze. Może i szczegóły, ale mnie to rozprasza. Ale czasem chciałbym powrotu do czasów Fiolki czy Rudawki... tyle, że to na inną opowieść. Na koniec zaś do hymnu powstań!

Sala samobójców

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 17 lutego 2011

Zaskakuje mnie to, że na homiczych stronach nikt się nie zająknął, że chyba po raz pierwszy w historii na Berlinale nominowany do Teddy Award jest polski film. Trailery Sali samobójców można już w kinach zobaczyć, w kinach będzie od 4 marca. Obsada aktorska intrygująca - Roma Gąsiorowska, Krzysztof Pieczyński, Kinga Preis

Reżyseruje Jan Komasa, który dla Stopklatki powiedział, że jest to film o społecznym wycofywaniu nastolatka, który nie podchodzi do matury i przestaje chodzić do szkoły, jest to próba pokazania rozpadu rodziny, a z drugiej strony nie jest tak ciężko. Dalej jest coś o komediowym podejściu, będzie animacja, emo i takie tam... po tych wyjaśnieniach nie mam nadzieji, że to się da obejrzeć. Zapowiedzi sugerują, że będzie ciężko. Pierwsze recenzje też nie są entuzjastyczne, najlepiej ocenia go chyba Stopklatka, Variety krótko:

Costuming and makeup for central thesps is on the nose, but their playing is cold and at times hysterical. Director Komasa obviously has talent, but here seems to have bitten off more than he can chew. Tech contributions are pro.

Piotr Pluciński na WP.pl ironizuje:

Komasa ponosi klęskę sięgając po dziwaczne anachronizmy. Już widziana jego oczami sieć to zaskakujący fantazmat, który nawet w dobie Windowsa ‘95 nie był tak blisko cierpiętniczej autokarykatury, a podobnych punktów zaczepienia jest tu znacznie więcej – pompatyczne szekspirowskie odniesienia, naiwna krytyka społeczna… Obarczanie winą zajętych sobą rodziców miałoby może jakieś zastosowanie w czasach, gdy wciąż jeszcze analizowaliśmy skutki transformacji ustrojowej i szukaliśmy jej wyrazistych symboli, ale dziś, 20 lat później, wysunięte przez młodego reżysera wnioski są tyleż spóźnione, co zwyczajnie niepoważne.

Komasa może się wyróżniać na tle martyrologicznej i zacofanej kinematografii polskiej, ale już na arenie międzynarodowej jest to sroga kompromitacja - oto Polska z dumą obwieszcza światu, że ma Internet, homoseksualnych nastolatków i kulturę emo...


Najostrzej jednak Principen.de:

Polski film, którego reżyserowi chcę zrobić tą grzeczność, że nie wymienię jego nazwiska. Głupiutka historyjka w typie coming-of-age, wrogach w internecie i dodatkowo wątkiem samobójczym w Second-Life. Odejdź! Nie rób więcej filmów! (leci w sekcji Panorama, no bo gdzie indziej?) 


Trailer:



Najzabawniejsze jest to, że prawie wszyscy unikają pisania o gejowskim elemencie filmu, jedynie Variety zwraca na to uwagę:

Later, Aleks reveals that Dominik had an erection during their judo match, giving rise to suspicions that he is gay -- something his irritated parents dismiss, noting, "Even if you are, keep it to yourself." Unfortunately, this realistic and compulsively watchable plotline, centered on school bullying and sexuality, gets left by the wayside.

Cóż - jak widać znowu ktoś próbuje uniknąć mówienia wprost. Oto Polska właśnie.

Miłość nie wyklucza prowincji

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, prasa | Opublikowano środa, 16 lutego 2011

Wyobrażasz sobie, że wasza akcja coś zmieni?

Powinienem powiedzieć: oczywiście, że musimy walczyć, że akcja wiele zmieni itp. Ale patrząc realnie - zmiany zależą od polityków, a póki politycy, którzy powinni uchwalić ustawę o związkach partnerskich, będą prowadzić politykę strusia, to nic się nie zmieni.


Polecam się i kampanię w dzisiejszej "Wyborczej".

Newsy

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, queer world, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 15 lutego 2011

Relację z oczekiwania pod salą sądową robiłem na fejsie, więc tu tylko luźne uwagi do sprawy. Sąd jak sąd, sprawa jak sprawa - co prawda musieliśmy 40 minut czekać na skończenie się innej wyznaczonej na tą samą godzinę w tej samej sali, ale warto było w końcu to rozpocząć. Po dziesięciu minutach rozprawy została ona odroczona do siódmego czerwca, o czym bardziej szczegółowo w oficjalnym komunikacie.

O sprawie dla Gazety mówi Uschi Pawlik:


A większy tekst na ten temat tutaj.

Za to dzisiaj czas na newsy:

Afryka:

Botswana - debata o homikach oczywiście w klimacie nienawiści.

Egipt - w protestach przeciwko Mubarakowi brali też udział geje i lesbijki. Czy zmiany będa korzystne dla LGBT? Tego nikt chyba nie wie. Więcej na ten temat tutaj.

Malawi - lesbianizm jest już tam nielegalny. Ciekawa metoda na wyrównywanie szans kobiet i mężczyzn.

Azja:

Bahrain - o istnieniu takich krajów przypominamy sobie przy okazji newsów związanych z ropą naftową, a tymczasem... 127 mężczyzn aresztowanych za udział w "gejowskiej imprezie".

Europa:

Niemcy - wiecie, że w Izraelu prawo do pobytu wygasa wraz ze śmiercią partnera? Na własnej skórze przekonał się o tym Thomas Schmidt, który był w zarejestrowanym związku z Nirem Katz:

Matka Katza (...) zaapelowała do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, by nie wyrzucało jej syna: "Dla nas, Schmidt jest częścią rodziny", powiedziała Ayala Katz. Urzędnicy początkowo przedłużyli wizę na dziewięć miesięcy, teraz są bezlitośni: Schmidt zatem musi opuścić Izrael w ciągu miesiąca.

Po apelach i reakcji mediów sprawa zaczyna się wyjaśniać i być może uda się Thomasowi dostać pozwolenie na stały pobyt.

- Dla miłośników i miłośniczek historii coś o Nollendorfplatz. Ukazało się też nowe wydanie Lexikon zur Homosexuellenverfolgung 1933-1945. To jeden z niewielu powodów dla których mógłbym wrócić do nauki niemieckiego.

Polska - poseł Wegrzyn stał się bohaterem zagranicznych blogów. Miejmy nadzieję, że nie stanie się to najważniejszym newsem z Polski na zagranicznych blogach w tym roku.

- Ciekawa wystawa Bartka Jarmolińskiego, gdybym był w Krakau to bym wpadł.

- Tekst Uschi Pawlik na Homikach, jestem ciekaw kto jeszcze się wypowie w tej debacie. Niestety jedynie Homiki próbują u nas animować krytyczne myślenie o nas samych.

- O "Miłość nie wyklucza" po czesku. Gdybyście się musieli uczyć tego języka to nie byłoby dla was zabawne, ale ponieważ większość pewnie go nie zna, to miłej zabawy :)

- "Wyborcza" o Naszej Sprawie 2 i Razem Bezpieczniej

Szwecja - kampania SAS kampanią roku, czyli przyznano Webby Award.

Wielka Brytania - zmarł Derek Rawcliffe, pierwszy wyoutowany biskup w kościele anglikańskim. To przykład na wielkie zmiany w tym kościele - teraz już nikt nie usuwa z niego biskupów błogosławiących homicze pary.

USA:

- Alabama - lesbijka aresztowana choć była ofiarą hate crime.

- Massachusstes było pierwszym amerykańskim stanem, który uznał równość małżeńską. Wzrasta tam też liczba zgłaszanych w czasie spisu homiczych gospodarstw jednopłciowych. W 2009 zgłoszono takowych aż 20 tysięcy Bardzo ciekawy materiał na ten temat na Boston.com

- Hawaje czekają już tylko na podpis gubernatora na ustawie o związkach partnerskich.

- W Iowa myślą nad ustawą pozwalającą na dyskryminację par homiczych spowodowaną przekonaniami religijnymi. Szans to nie ma żadnych chyba, ale jako kuriozum warto poczytać. Aha - małżeństwa homicze są bardziej niebezpieczne niż palenie. Nie wiedzieliście?

- Minnesota: para lesbijek wywalczyła sobie prawo do wspólnego pojawienia się na szkolnej imprezie.

- Nowy Jork: kampania przeciw HIV wzbudza kontrowersje. Nie chce mi się tego opisywać - takie kontrowersje to ja bym chciał w Polsce. Nasze kampanie jednak do pięt nie sięgają tym z zachodu.

- Benning czeka na Oscara, a przy okazji promuje tolerancję. Dziwne by było gdyby tego nie robiła.

- Raport na temat dyskryminacji osób transpłciowych. Nie wiem który to już z kolei, ale warto dołączyć go do swojej biblioteczki raportów.

Na koniec ciekawy spot nt HIV:



ps. trzymajcie kciuki, jak nikt nie umrze i nie będzie żadnej katastrofy to jutro Abiekt w krajowej Wyborczej.

Parada dla drogowców?

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano

Też mnie drażnią krzywe chodniki i dziury na ulicach (zobaczcie jak wygląda Emilii Plater na odcinku między Alejami a Noakowskiego toż to dramat), ale nie wiedziałem, że będzie mi dane wziąć udział w paradzie afirmującej te zjawisko. Ewa pokazała w jaki sposób hasło "Chodź z nami po nierównościach" zdobyło pierwsze miejsce w ankiecie na najlepsze hasło dla Parady Równości. Zgodnie z jej przypuszczeniami wygrało:


Rzecznik parady, Mariusz Drozdowski vel Jej Perfekcyjność napisał w komentarzu: sonda jest bardzo dobrze zabezpieczona. Od samego początku braliśmy pod uwagę to, że może nastąpić jakiś złośliwy atak na nią i że będą się działy jakieś dziwne rzeczy. Uwierz mi jednak, proszę, że nasz administrator cały czas czuwa nad tym, co się dzieje. To świetne zabezpieczenie wystarczy ominąć zmianą IP, co akurat do "bardzo dobrych zabezpieczeń" się nie zalicza, ale nie wyżywając się na tym - jestem ciekaw jakie inne hasła dostali organizatorzy, że pod głosowanie poddali tak słabe propozycje.

Wyniki te zaskakują tym bardziej, że na najbardziej zaprzyjaźnionym z organizatorami portalu, czyli Gaylife, zwycięskie hasło nie dostało żadnego głosu:


Czekam zatem na plakat Parady z dziurami w Marszałkowskiej i apelem o dofinansowanie remontów.

Dzisiaj rusza NS2. Stresuję się i to bardzo. Może i nie ja występuję w roli powoda, ale co się nabiegałem za tym to moje. IS uraczyła nas... ankietą. Tym razem możemy sprawdzić, jak w ciągu 14 miesięcy zmieniło się podejście do naszego działania:

Pod koniec grudnia 2009 roku pytaliśmy się o Wasze zdanie dotyczące "koziej wojny". 52 proc. uznało, że "Rzeczpospolita" złamała prawo i powinna ponieść konsekwencje, 30 proc. wybrało odpowiedź, że rysunek był satyryczny, a wolność słowa jest wartością nadrzędną, 17 proc. natomiast uznało, że warto "wojować o kozę", ale nie za pomocą pozwu. Jak jest dzisiaj?

Póki co 72 procent za NS2 - czyżby jednak nastąpiła jakaś zmiana w myśleniu? Liczę na to :)

Zatem trzymajcie kciuki za Uschi, Michała, mec. Jacka Świecę i wszystkich, którzy nas wspierają. Oczywiście relacja natychmiast po tym jak dorwę się do netu, czyli - mam nadzieję - już prosto z sali sądowej.

Recenzja recenzji i o "Burlesce"

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano poniedziałek, 14 lutego 2011

Miałem się właśnie zabrać za zjechanie Burleski od góry do dołu, ale przeczytałem recenzję Mariusza Kurca na IS i zmieniłem zdanie. Zjadę Kurca.

IS od dawna reklamuje Burleskę i teraz pewnie miałaby problem z publikacją recenzji w typie: Są sceny, którym warto przyjrzeć się bliżej oraz chwile, kiedy dzieje się coś istotnego uwagi - jest ich niewiele. Cała reszta spływa jak woda po kaczce. (Interia)

Podoba mi się już początek recenzji. Zjechać „Burleskę” nietrudno i polska prasa pewnie to zrobi. Ale można też wrzucić se na luz i stwierdzić – szczególnie po przeczytaniu wszystkich miażdżących recenzji tego filmu – że wcale nie jest aż tak zły. I wtedy zastanowić się, jaki sens ma przyłączanie się do chóru prześmiewców. Kurc stawia sobie zatem wyzwanie - obronić kit, do tego sugeruje, że recenzenci się spinają by dowalić filmowi, jakby nie zauważył, że ten film wykłada się już w pierwszych kilku minutach i nie trzeba się szczególnie wysilać, by napisać miażdżący go tekst.

Strategią obrony filmu w recenzji jest fakt, że "gejowskie" filmy dostawały dużo nominacji do Złotych Malin, a Cher takową właśnie za Burleską otrzymała:

Jeśli dodamy do tego, że niekwestionowaną królową Malin w całej ich 31-letniej historii jest Madonna... , to nasuwa się pewna sugestia. Wprost sformułował ją Ben Scuglia, dziennikarz goldderby.com – portalu śledzącego nagrody amerykańskiego przemysłu muzycznego i filmowego. Wśród uprawnionych do głosowania na Oscary czy Maliny jest nieproporcjonalnie dużo "sztywnawych heteryków".

Cóż - Madonna Złote Maliny otrzymała "wybitne" role w Śmierć nadejdzie jutro, Cztery pokoje, Shanghai Surprise, Kim jest ta dziewczyna, Sidła miłości, Układ prawie idealny i Rejs w nieznane. Oprócz Układu, który jakoś jeszcze znoszę, to reszta ról idealnie pasuje do idei nagrody. Przykładowa scena poniżej, chyba jedna z najgorszy scen łóżkowych w historii kina:


Dalej mamy oburzenie recenzenta: Natomiast gejowskie hity ciut niższych lotów są skrzętnie wyłapywane: Pierce Brosnan, owszem, dostał raz nominację do Maliny. Za co? Za "Mamma Mia!"!

Za dręczenie nas swoim głosem Brosnan powinien dostać kilkuletni zakaz śpiewania i to akurat znalazło swój efekt w postaci Maliny. Może to jednak twórcy kierujący swoje filmy do "kampowej" widowni uważają, że warto zaniżyć ich poziom do wysokości Rowu Mariańskiego? To jednak Kurca nie zastanawia, bo przecież Cher i Christina nie są w niczym gorsze od Bonda, Vina Diesela czy Schwarzeneggera! Nie są i choćby dlatego nie należy chodzić na ich filmy.

Niestety głównym problemem jaki mają portale, nie tylko homicze, są patronaty medialne i kampanie reklamowe dedykowane dla nich. Większość uważa za nieuczciwe wobec wykładającego kasę krytykowanie jego "dzieła". I wtedy tworzy się takie absurdalne teksty.

A co sam chciałem napisać o filmie? Jest bezlitośnie beznadziejny, Aguilera manieryczna jak zwykle, tańczyć nie potrafi (w jedynej scenie gdy w pełni pokazują ją tańczącą wygląda pokracznie), a cały taniec załatwia ruch kamery, Cher nie ma zmarszczek mimicznych, przez co wygląda jak własna karykatura, zwłaszcza, że cała jej rola musicalowa polega na siedzeniu na scenie, staniu na scenie, kroczeniu po scenie. Zdaje się, że taniec to nie jest jej żywioł. Do tego jeszcze utwory mające stanowić elementy narracyjne (akurat te od Cher nie takie znów złe) wstawiane są do filmu tak schematycznie, że znowu mam wrażenie, że mamy do czynienia z karykaturą musicalu. Dialogi oprócz kilku ciekawych ripost podobnie jak problemy bohaterów i bohaterek płytkie, a "gejowskość" filmu polega na kilku epizodyczynie występujących wątkach, co już nawet w polskich serialach zdaje się być normą.

ps. a jutro będzie nerwowe...

Pomóżmy Węgrzynowi?

18

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano niedziela, 13 lutego 2011

Wypowiedzi posła Węgrzyna były niesmaczne i chamskie, to fakty stwierdzone, jednak podobnie niesmaczny jest tekst Pacewicza i Konarzewskiej.

Trzeba się nad nim ulitować, bo się chłopina zamęczy. Już Ewa Milewicz proponowała w "Gazecie", by "dołączył do polsko-włoskiej grupy parlamentarnej. I liczył na zaproszenie od premiera Berlusconiego na bunga bunga". Pomysł dobry, ale zamiast czekać na dobrą wolę boskiego Sylvio zróbmy posłowi dobrze. Tu i teraz.

Zwracamy się zatem do opinii publicznej - hetero, homo, trans, bi itp. - by wspólnie pomóc posłowi w realizacji rozkoszy. Podeślijmy mu to, na co ma ochotę popatrzeć. Taniec na rurce, dwie kobiety uprawiające seks - to, co go kręci. Na adres robert.wegrzyn@sejm.pl można wysyłać linki i gotowe materiały. A rzeczy drukowane - do biura poselskiego: 47-220 Kędzierzyn-Koźle; Al.Jana Pawła II 36; woj. opolskie lub faksem 77- 483-45-28.

PS. W sieci można znaleźć prywatny adres posła, który jest wręcz zaproszeniem do takiej korespondencji: rcwegrzyn699@ , czyli jedna szóstka z dwiema dziewiątkami


Forma donosu na posła i nawoływanie do zarzucenia go pornolami miało być dowcipem, a dla mnie jest szczytem żenady. Po raz kolejny Pacewicz zamiast merytorycznej dyskusji uprawia widowisko i liczy na to, że gawiedź się zachwyci jaki to on zabawny jest. Wyborcza zmieniła się w RedWatch, tyle, że niby po "poprawnej stronie". Ma to coś wspólnego z hasłem na Paradę, przeciwko któremu protestowaliśmy - zamiast burzyć struktury, buduje się podobne. Jest w tym też coś z nielegalnej demonstracji 11 listopada, gdzie zapomniano, że nie warto sięgać po te same metody co nasi "przeciwnicy". Mam poczucie, że jednak pewnych standardów powinniśmy się trzymać, a na pewno nie są nimi takie wycieczki. Pacewicz już raz zrobił nam średnio zabawną niespodziankę paradując w kobiecym stroju, czym bardziej umocnił patriarchat niż go obalił.

Teraz czekamy na to aż ktoś poda adres mailowy Konarzewskiej czy Pacewicza i poprosi frondystów o podsyłanie im tego co lubią...

A wy co sądzicie?

UPDATE. Po chwili pojawiły się pierwsze reakcje na powyższe. A. zwraca uwagę na fakt, że zamiast walczyć z seksizmem walczy się tu z człowiekiem, a to już nie jest zbyt uczciwe. To też ważny aspekt o którym zapomniała autorka i autor tekstu. Do tego odkryłem, że organizatorzy Parady Równości postanowili zaprosić Wegrzyna do Komitetu Honorowego. Pomysł może i zabawny, ale podobnie jak z zapraszaniem wszechpolaków na Paradę - kolejny sposób raczej na podgrzanie atmosfery wokół Parady niż merytoryczna działalność. InnaStrona wysłała mu poradnik seksu lesbijskiego, akurat tym zamiast ośmieszyć posła ośmiesza siebie, bo ta książka jest spełnieniem heteryckich marzeń o tym jak seks ten wygląda. Mam wrażenie, że ludzie powariowali przez to, że ktoś głośno powiedział o seksie lesbijskim.

Koniec z martyrologią?

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano sobota, 12 lutego 2011

Jak się okazuje martyrologiczny PR, jaki sobie zafundowaliśmy zasłania nam wydarzenia radosne i niekoniecznie dziejące się w stolicy. Oto przykład:


Będąc rzeczniczką kampanii od kilku tygodni odnoszę wrażenie, że za mało uwagi poświęca się pozytywnym zjawiskom w polskim społeczeństwie. Owszem, homofobia czy transfobia istnieją i są okropne, ale może zamiast kolejnych monitoringów dyskryminacji zrobić monitoring pozytywnych wydarzeń? Dostaję sporo sygnałów także z mniejszych miejscowości, że można być ujawnionym homikiem/homiczką i dawać sobie tam radę. Przyznaję - powoli mam dosyć narzekania na homofobie bez zwracania uwagi na to, że w tej chwili Polska zaczyna się zbliżać do zachodnich standardów. Powoli, ale jednak. Czego najlepszym przykładem jest fetowany od jakiegoś czasu fragment pewnego serialu:

DZISIAJ W SEJMIE - Poseł się pomylił

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: DZISIAJ W SEJMIE | Opublikowano piątek, 11 lutego 2011


Nie tak znów dzisiaj, ale dostrzeżone w stenogramach z ostatniego posiedzenia Sejmu:

Poseł Mieczysław Golba:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z przykrością informuję, że popełniłem błąd w głosowaniu nad jedną z poprawek do projektu ustawy rozpatrywanego w punkcie 33. porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka o rządowym projekcie ustawy Prawo prywatne międzynarodowe, poprawka nr 19, art. 54.

Oświadczam, że dla mnie małżeństwo to jest tylko związek kobiety i mężczyzny. Jestem również przeciwny, żeby w Polsce obowiązywały przepisy prawa obcego regulujące związki osób tej samej płci. Z przykrością informuję również, że pomimo prośby mojej i przewodniczącego mojego klubu parlamentarnego pana Mariusza Błaszczaka pan marszałek Sejmu nie uwzględnił wniosku o reasumpcję głosowania.


Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Za popełniony błąd przepraszam i dziękuję za wysłuchanie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Czyż to nie cudowna spowiedź?

ps. przypomina się o fejsbukowej stronie Abiekta, na której takie i inne newsy o wiele szybciej.

Kampania wyborcza rozpoczęta

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Byłem na debacie w ramach Festiwalu Równe Prawa do Miłości. Prowadził Jan Świerszcz z KPH, udział w panelu wzięli: Piekarska (SLD), Szypuła (KPH), Śmiszek (PTPA) i Janiszewski (TokFM). Rozmawiano o związkach partnerskich i nadchodzącej ustawie. Nie ma sensu jej relacjonować, za to można dzięki niej przedstawić scenariusz na najbliższe tygodnie i motywacje niektórych osób.

Szypuła mówił o tym, że ustawa powstała dzięki konsultacjom społecznym prowadzonym w ramach objazdu kraju przez Grupę Inicjatywną, za to Piekarska stwierdziła, że SLD nad ustawą pracował już dawniej i osobą, która nad tym pracowała była Jaruga-Nowacka. Argument - po wydarzeniach "smoleńskich" - nie do podważenia. Mała niezgodność w zeznaniach a wniosek interesujący - SLD próbuje pokazać, że "od zawsze" myśli nad ustawą, a Szypuła temu wcale nie zaprzeczył, choć minę miał w tym momencie dość interesującą.

Po drugie - Piekarska wspomniała, że ustawa zostanie zamknięta do końca marca, jednocześnie stwierdziła, że nie chce by była ona elementem gry politycznej i przepychanek. To po co tyle razy wspominała o tym, że gdy się pojawi ustawa, "naszymi sojusznikami będą media"? W ogóle była posłanka unikała jak ognia stwierdzenia, że ustawa potrzebna jest SLD do gry przedwyborczej, ale można to było wyczytać na przykład z takiego toku logicznego: teraz nie ma szans na jej wprowadzenie, bo nie jesteśmy w koalicji, ale jak będziemy w koalicji to szanse będą większe, a jak wygramy wybory to ustawę wprowadzimy. W skrócie - głosujcie na nas, bo inaczej ustawy nie będzie. Cytuję: Warto go [projekt ustawy] wnieść do Sejmu teraz, by zacząć dyskusję, jednak w atmosferze wyborów nie ma na niego szans. To się zbliża do paroksyzmu.

A teraz bomba - w ustawie nie będzie nawet adopcji dzieci partnera/partnerki! Argument - wszyscy przeciwnicy skupią się na tym, że chcemy adoptować dzieci. Szypuła zapytany o to czy uwzględniono homiczą inicjatywę ankietowo-ustawową wywinął się od odpowiedzi i zasugerował, że odbyły się konsultacje, ale nie do końca było jasne czy z nami czy bez nas. A było to raczej bez nas. Dalej zatem nie wiemy po co była pseudo-konsultacja z orgami jesienią 2010 roku. Może była wpisana w jakiś grant? I tak teraz projekt robi SLD, a Grupa Inicjatywna będzie się uśmiechać, bo innego wyjścia już raczej nie ma. Trzy z czterech osób tworzących Grupę startowało w wyborach samorządowych z list SLD... to też ważny element.

I ostatnia bomba - będzie to ustawa PACS-owa. Co wręcz śmieszne w tym pomyśle to fakt, że we Francji właśnie trwa debata o tym by z PACSów zrezygnować, a francuska lewica właśnie opowiedziała się za otwarciem instytucji małżeństw. Zatem znowu nasi "socjaliści" są kilka kroków w tyle.

Paweł Jasiński z Ruchu Poparcia Palikota zapytał o to czy będą konsultacje społeczne ustawy, na co też nie dostał jasnej odpowiedzi. W ogóle wyglądało to jak konferencja prasowa przed wyborami. Skończyło się na tym, że Szypuła stwierdził: życzę SLD wygranej. Amen.

Boję się jednego scenariusza, który uważam za najbardziej prawdopodobny - powstanie projekt ustawy, zostanie on pokazany (choć na to nie liczę) publicznie przed wprowadzeniem do laski marszałkowskiej i każdy kto będzie go krytykował stanie się od razu przeciwnikiem związków partnerskich, tak samo jak każdy kto na SLD nie zagłosuje. Bo przecież tylko SLD i tak dalej...

Partia, która jest "odważna" (co jest odważnego w ustawie o związkach partnerskich to ja nie do końca rozumiem) powinna pozwolić sobie na luksus debaty nie tylko w czasie przedwyborczym. News o ustawie pojawił się w mediach w momencie wydarzeń związanych z seksistowskimi i homofobicznymi wypowiedziami posła Węgrzyna. To już de facto początek rozgrywek przedwyborczych.

Zdaję sobie sprawę, że żądania polityczne muszą znaleźć popleczników w Sejmie i że nie unikniemy mariażu z SLD, jednak ponieważ tyle razy się na tej partii zawiedliśmy, to tym razem chociaż nie dajmy się prosto uwikłać w kampanię wyborczą. SLD udaje partię gay-friendly, a gdy trzeba by było się przeciwstawić homofobicznej retoryce chociażby w Sejmie to ich nigdy nie ma. Na Komisji Praw Człowieka, gdzie dość ostro debatowano nad Ustawą Prawo Prywatne Międzynarodowe posłowie SLD się nawet nie pojawili na sali, gdy poseł Pięta gadał bzdury z mównicy sejmowej nikt z posłów i posłanek SLD nie wygłosił kontr-oświadczenia. Od czasu ostatnich wyborów SLD w sprawach homiczych pojawia się tylko wtedy gdy może odnieść z nich wizerunkową korzyść.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Uwielbiam retorykę Tomasza Szypuły, ciągle słyszę (parafrazuję): "osobiście jestem za małżeństwami, ale realistycznie to za związkami partnerskimi bez adopcji". Do tego jeszcze dochodzi fakt, że raz jest szefem KPH, a raz członkiem Grupy Inicjatywnej. Ja też się objawiam w wielu postaciach, ale nie zmieniam wtedy swoich poglądów. Z działaczy rosną nam politycy. Jak to się skończy w polskich warunkach zobaczymy pewnie w najbliższych latach.

We Włoszech wszyscy są mężczyznami

16

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, Historia LGBTq | Opublikowano czwartek, 10 lutego 2011

Czy jako wydawca pierwszego polskiego komiksu gejowskiego mogę być krytyczny wobec Fundacji Centrala, której nakładem właśnie wyszedł komiks "We Włoszech wszyscy są mężczyznami. Powieść graficzna o internowaniu homoseksualistów w czasach faszyzmu"? Mogę!

Wydawcy na stronie redakcyjnej nie piszą kto dzieło to tłumaczył ani kto je składał czy robił korektę. I bardzo dobrze. Ale zacznijmy od treści - jest to opowieść o pobycie na wyspie Tremini Antonia, który został tam zesłany przez faszystów za homoseksualne praktyki. Interesująca formalnie - z jednej strony mamy Antonia w wieku 75 lat, który ma udzielić wywiadu dokumentalistom, z drugiej - rozterki autorów filmu o nim, a z kolejnej - historię pobytu na wyspie. To ostanie niestety jest najnudniejszym i najsłabszym elementem układanki. Narracja plącze się i skraca w momentach, w których oczekiwalibyśmy jakiegoś rozwiązania. Niby jest ciekawie, ale po lekturze całości mam wrażenie, że tragiczność tych wydarzeń została tu sprzedana w formie bardzo lekkiej. Do tego dochodzi dość drewniane tłumaczenie, o którym za chwilę.

Kto kupi - przeczyta i dowie się czemu treść mi się przeciętnie podoba. Za to kto wydaje książki nie może przejść obojętnie wobec kilkunastu literówek. Najgorzej jest gdy literówki zdarzają się na pierwszej stronie komiksu. Wtedy stajemy się czujniejsi. Jakby wydawca chciał to służę całą listą błędów w rodzaju: JEST: "Bevento", POWINNO BYĆ: "Benevento". Jakby tego było mało to w kilkunastu miejscach mamy użyte tabulatory zamiast spacji, a o kursywach we wstępie zapomniano.

Muszę jeszcze zwrócić uwagę na jeden problem. Na stronie 70 czytamy: "W dniu kiedy powiedziano mi, że zakochał się w tobie oficer młodzieżówki Littoria (...)." Littoriali były to faszystowskie festiwale młodzieżowe - określenie "młodzieżówki Littoriali" może sugerować, że była to jakaś partia. Na kolejnej stronie wszystko się wyjaśnia (choć przydałby się przypis): "(...) na placu pobili mnie awangardziści, twoja nowa miłość, starsi z okolicy (...). Pan był zatem członkiem Avanguardia Giovanile Fascista, a nie "młodzieżówki Littoria".

Na 76 stronie pojawia się słowo "odmieniec". Tu bardzo chciałbym zobaczyć włoskie słowo, które w ten sposób przetłumaczono. Odmieniec pojawił się w polskiej literaturze bardzo późno, więc ja bym się bał go używać do języka lat 30.

Zatem oczywiście mile witam pierwszy komiks podejmujący kwestie historii homoseksualności, ale witam go ozięble. A jak już przy historii jestem, to Łukasz Pałucki znowu próbuje napisać coś o historii homików w Polsce. Teksty "historyczne" bez przypisów powinny wzbudzać ostrożność, zwłaszcza gdy czytamy coś takiego:

Nazywał się Jerzy Joachim Retyk i był niemieckim uczonym z Wittenbergii. Zajmował się matematyką, stworzył przyrządy nawigacyjne (te które pomogły Kolumbowi ruszyć do Ameryki), był też lekarzem i nauczycielem. Przez wiele lat przyjaźnił się z Mikołajem Kopernikiem i nieraz odwiedzał nasz kraj. Był wielkim orędownikiem wydania drukiem dzieła Kopernika. Jego karierę przerwał nagle skandal w 1551 roku. Przyłapano go na stosunku seksualnym ze swoim niebieskookim uczniem (Retyk miał wtedy 37 lat)

Jeśli w 1551 Retyk miał 37 lat to z Kolumbem chyba musiał poprzez telepatię nawiązywać kontakty. Opublikowanie takiego tekstu wystawia kogoś tu na śmieszność, ale Pałucki już tyle bzdur zdążył napisać na tematy "historyczne", że zostaje mu tylko wydanie tego w jednym tomie - będzie można dawać do czytania w gimnazjach i tłumaczyć jak nie można pisać o historii.

Będzie ustawa?

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 8 lutego 2011

Rzepa donosi:

Sojusz finalizuje pracę nad ustawą o roboczej nazwie "o związkach rejestrowanych". Projekt, nad którym pracują: poseł Sławomir Kopyciński, mazowiecka radna tej partii Katarzyna Piekarska i działacze Kampanii przeciwko Homofobii, ma trafić do laski marszałkowskiej w marcu.

Czytajcie - w marcu SLD zaczyna kampanię wyborczą. Ustawa miała ujrzeć światło dzienne po wakacjach 2010 roku, ale gdyby wtedy o niej mówiono to przecież nie można by było jej ekploatować przy okazji kampanii.

Dalej za Rzepą:

Zdaniem działaczy Kampanii przeciw Homofobii projekt ustawy nie ma szans na przyjęcie w obecnej kadencji. – Wierzę jednak, że będzie to możliwe w przyszłej, gdy PO będzie słabsze i będzie potrzebowało lewicowego koalicjanta – mówi Szypuła.

Przecież to nie ma sensu. Osoby x idą z ustawą do marszałka i mówią mu na miesiąc przed - wiemy, że to nie przejdzie, ale tak sobie popracowaliśmy i chętni byśmy to komuś pokazali. Proponuję jakieś szkolenia z negocjacji - nie dość, że na starcie obcięto adopcję, to jeszcze wysyła się komunikat skreślający ustawę z góry. Tu nawet więcej taktu zachowała Kidawa-Błońska z PO mówiąc: Niektóre sprawy, m.in. kwestie podatkowe, dziedziczenia w takich związkach, wymagają uregulowania.

Można by jeszcze przypomnieć, że ustawa SLD jest znana tylko Grupie Inicjatywnej, co prowadzi do dość absurdalnej sytuacji, w której większość najbardziej zainteresowanych nie miała szans na wypowiedzenie się w tej kwestii. A jak się już wypowiedziała (vide Miłość nie wyklucza i działania portalu Homiki.pl), to zrobiono bardzo dużo by wykluczyć te osoby z jakiejkolwiek debaty.

Wielokrotnie pisałem, że pokazywanie ustawy na kilka miesięcy przed wyborami nie znajdzie u mnie poparcia i po raz kolejny o tym przypominam. Czekam na deklarację, że ustawa zostanie ponownie złożona w Sejmie po wyborach.

A jak już przy polityce jesteśmy, można wybrać hasła najbliższej Parady Równości. Wszystkie są do kitu, do tego w głosowaniu właśnie przepadają hasła polityczne.


Żartowaliśmy, że bardziej "apolitycznej" parady od tej made by Bączkowski się nie da zrobić. A jednak.

Wyjechało mi się

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 7 lutego 2011

Abiekt wyjątkowo rzadko pojawia się tu prywatnie, najczęściej z okazji wyjazdów. Teraz ma okazję poznawać Brukselę. Wyprawa to fascynująca choć męcząca. Gejowska Bruksela zaskakuje mnie pewnym odwróceniem proporcji. O ile w Polsce w klubach i barach przeważają chłopięta młode i przed trzydziestym rokiem życia, tak tutaj jest ich o wiele mniej. Może częściej wybierają miejsca unisex? Ja zaś się czuję jak ryba w wodzie, bo - tego ukrywać nie można - jest miłośnikiem panów po 30, a nawet 40 roku życia :)


Dlatego mimo, że poniedziałek, to newsy może dopiero jutro. A dzieje się. Nie w Polsce, ale na świecie. Za to wszystkim polecam świetny wywiad z Mikołajem Mikołajczykiem - może i nie jest to coming-out, ale tekst "z jajem".

A tym żyje gejowska Belgia, przynajmniej patrząc na liczbę doniesień "ze świata":



Zatem stay tuned.