ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Zrobieni w Polaka

21

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, prasa, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 31 stycznia 2011



"Gazeta Wyborcza" mnie ostatnio zaskakuje i staje się świetnym materiałem do analizy. Zatem kilka słów o tym co powyżej.

Na pierwszym skanie mamy nagłówek "Menu tylko dla Polaków. Romowie wypraszani z knajp w Poznaniu". Przykra historia dyskryminacji Romów w klubach czy restauracjach Poznania zapewne w sporym stopniu przedstawia naszą rzeczywistość.

Zdecydowanie naszą rzeczywistość przedstawia historia mongolskiej rodziny, która osiadła w Polsce i nagle o mały włos nie została z niej wyproszona. Interwencja mediów i społeczeństwa sprawiły, że historia zakończyła się happy-endem.

Jednak w obu tych nagłówkach i opisach widać pewien przykry trend. Zacznijmy od pierwszego. Oto mamy knajpy "tylko dla Polaków". Autorki tekstu wyraźnie nawiązują tu do hasła "Nur für Deutsche". Pytanie brzmi - czy te miejsca są dla Rosjan, Niemców i innych narodowości dostępne? A może na równi z Romami są oni w nich dyskryminowani? Zapewne nie. Podkreślenie narodowości polskiej służy tu wykazaniu naszej wyjątkowości, wskazaniu na dyskryminowanych, jednak bez uwzględnienia takiej opcji, że można być Romem-Polakiem. A przecież źródłem dyskryminacji nie jest spoglądanie w dokumenty a ocena wyglądu, a więc kierowanie się uprzedzeniami etnicznymi. W tym momencie określenie "Polak" jest tu nie na miejscu, gdyż nie jest to grupa etniczna, a narodowość. Mamy przecież do czynienia ze zwyczajnym rasizmem.

I drugi artykuł - już o wiele mocniejszy. Rodzina Batdavaa pochodzi z Mongolii, jednak...

Zacznę od wypowiedzi Oyuna dla "Wyborczej":

"Będziemy starać się wrócić do normalnego życia i pokazać, że jesteśmy dobrą polską rodziną. Taką, która dba o rozwój tego kraju. Dlatego kształcimy się. Wolimy Polskę, bo czujemy się Polakami. Wracając po 11 latach do Mongolii, musielibyśmy zaczynać od nowa, jak w obcym kraju. My tam prawie nikogo nie znamy."

Sytuacja jest taka - państwo Batdavaa chcieli uzyskać prawo stałego pobytu w Polsce, co jest napisane w pierwszym akapicie tekstu. Mieli trudności z logiką naszych urzędów, co nie jest czymś wyjątkowym, a przykrą rzeczywistością. Jednak by było o tej sprawie głośno należało napisać, że państwo chcą uzyskać obywatelstwo. To coś całkiem innego niż stały pobyt. W tym duchu wypowiedź Oyuna należy odczytywać jako wpisującą się w to jak powinien mówić przyszły obywatel polski. Czytamy dalej "Wyborczą":

"Haszę witają transparenty przygotowane przez studentów: "Nie wywoźcie Polaków do Mongolii", "Hasza jest Polakiem" (...)."

Pozornie to wszystko wydaje się bardzo fajne, jednak brakuje mi w tym jednego elementu. Czuję się jakby chciano powiedzieć - tylko Polak ma prawo do mieszkania w Polsce. Czy gdyby państwo Batdavaa deklarowali, że są Mongołami mieszkającymi w Polsce (co jest akurat zgodne ze stanem faktycznym), tak bardzo byśmy chcieli im pomóc? Batdavaa padli ofiarą "bycia Polakiem" - chcą być "dobrą polską rodziną". Czy bycie dobrą mongolską rodziną w Polsce jest źle widziane? Obawiam się, że tak. Media wykreowały obraz de facto bardzo przykry - unicestwienia na użytek tej sprawy własnego pochodzenia. To świadczy jak najgorzej o tym kraju, gdzie by być akceptowanym, trzeba być "Polakiem". Aby stać się Polakiem trzeba trochę nas pochwalić, chcieć budować "naszą" wspólną przyszłość, mieć świetne wyniki w nauce (nawet najmłodszy okazuje się uzdolniony matematycznie). Na taki przywilej nie zasługują już zapewne imigranci, których dzieci zamiast się uczyć pomagają rodzinie w przeżyciu. W tej logice mamy podział na złych i dobrych imigrantów. Tych, którym warto pomóc - robiąc z nich Polaków i tych, o których nie pisze się na pierwszych stronach gazet, bo są Wietnamczykami tylko (?) mieszkającymi "u nas".

Kolejna uwaga. W powyższej wypowiedzi mamy przykry proces "wybielania" - odcinania się od własnej tożsamości i kreowania jej na użytek prawa imigracyjnego. Psychologia międzykulturowa od dawna zwraca uwagę na fakt, że imigranci przechodzą przez kilka etapów stawania się "imigrantem". Docelowym etapem jest docenianie pierwotnej tożsamości oraz wtórnej. Tutaj mamy do czynienia z zaprzeczeniem jej wspartym jeszcze śródtytułem "W Mongolii już nikogo nie znamy", choć bohater mówi wyraźnie "prawie nikogo".

Nacjonalizm we współczesnych formach jest często niezauważalny. Polega on między innymi na tym, że odmawiamy prawa bycia Polakiem Romom i - w dobrej intencji - wyłączamy ich ze zbioru "Polaków" nie pytając o obywatelstwo, a innych - również w dobrej intencji - inkorporujemy. To podskórne mechanizmy, które ujawniają się w sytuacjach, gdy musimy kogoś bronić. Robimy to nie przez pokazywanie, że każdy - niezależnie od poczucia przynależności - ma u nas takie same prawa, ale przez odnoszenie się do kategorii "Polaka". A ten konstrukt jest już bardzo płynny, o czym media nie chcą pamiętać.

Pewnie niektórzy i niektóre z Was myślą, że skoro państwo Batdaava "czują się Polakami", to powyższy wywód nie ma większego sensu. Ale co to znaczy "być Polakiem"? Odnoszę wrażenie, że raczej chcą się wpisać w pewien ogólnie akceptowany model Polaka, który zezwala na akceptację inności. A co by było gdyby na miejscu tych bohaterów pojawił się mongolski student-gej? Niezbyt uzdolniony, bez czwórki z plusem podczas obrony tytułu inżyniera. Taki co to wcale nie chce "dobrej polskiej rodziny" zakładać. Znalazłoby się dla niego miejsce na czołówkach gazet? Tak - pod warunkiem, że by zaczął opowiadać jak to homofobiczna jest Mongolia, a jak bardzo tolerancyjna Polska. Wtedy byśmy się poczuli odpowiednio dopieszczeni. O zjawisku ekscepcjonalizmu do tej pory mówiło się najczęściej w kontekście amerykańskim. Obie te historie wskazują na to, że nie jest nam ono obce.

Nie podoba mi się kraj, w którym ktokolwiek będzie musiał udowadniać, że tworzy "dobrą polską rodziną". Czas na zaakceptowanie innych rodzin, innych modeli. I zauważenie ich przez media.

Blogi docenione

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 30 stycznia 2011

Co możemy zrobić by hetero-mężczyznom było łatwiej mówić, że są pro-gay? Używamy do tego ich dziewczyn. Fantastyczny filmik od GLAAD:

Balls of Pride from Jacob Sempler on Vimeo.


Oczywiście to żart studentów reklamy, ale mający przed sobą przyszłość. A jak już piszę o GLAAD to oczywiście czas na nominacje do GLAAD Media Awards. W tym roku mamy nową kategorię - Outstanding Blog. Nominowano blogi, które czytam bardzo regularnie: The Bilerico Project, Blabbeando, Joe. My. God., Pam's House Blend i Rod 2.0. Nie ukrywam, że zazdroszczę Amerykanom możliwości promocji blogów :)

W kategorii film nominowano oczywiście Burlesque, The Kids Are All Right i Scotta Pilgrima. Szkoda, że tego ostatniego u nas nikt nie pokaże. No chyba, że mam złe dane.

Ciekawostką jest fakt, że istnieje też kategoria "filmy w węższej dystrybucji" (Limited Release) i nominowano wsród nich I Love You Phillip Morris, który w Polsce był w zdecydowanie szerokiej dystrybucji. Ale w USA miał duże kłopoty i okazał się finansową klapą (zarobił około 8 milionów dolców przy budżecie 13 milionów), Howl o Ginsbergu i Undertow, który już niedługo u nas na DVD.

W innych kategoriach nominowano m.in seriale Glee, True Blood i Grey's Anatomy, w kategoriach muzycznych: Anthony and the Johnsons, Chely Wright i Scissor Sisters. Komiksowo jak zwykle komiksy, których do ręki bym nie wziął.

GLAAD drobi nominacje jak przy Złotych Globach, wybór jednak za oceanem mają niesamowity, a nam pozostaje się cieszyć, że nie jesteśmy tak bardzo w tyle za Wielkim Bratem i z dziesięciu nominowanych filmów aż cztery mamy szansę obejrzeć. Jedynym filmem, który z tych chciałbym jeszcze zobaczyć u nas jest Skowyt:

Newsy

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 29 stycznia 2011

Znowu wszystko się kręci wokół Ugandy. Zamordowano Davida Kato, działacza homiczego (pan się kilka razy wypowiadał w światowej prasie i to całkiem ciekawie). Największy skandal wydarzył się jednak chyba na pogrzebie. Anglikański ksiądz Thomas Musoke wygłosił tam... homofobiczną tyradę. Pana zabrała z pogrzebu policja. O Davidzie Kato wypowiedzieli się Obama oraz Clinton. Przy tej okazji dostało się też Hondurasowi za brak przeciwdziałania morderstwom osób trans. Media zaś przypominają, że agresywna homofobia została do Ugandy przywieziona prosto ze Stanów. Ciekawostka - Jerzy Buzek dzięki tej historii został pierwszym Polakiem u JoeMyGod cytowanym w rubryce "Quote Of The Day". Ciekawe czy jak Buzek wróci kiedyś do krajowej polityki to też tak ładnie będzie mówił.

Filmiki poniżej:


A jak lubicie zdjęcia z pogrzebów to proszę bardzo:


Olbrzymi szum przy tej okazji zrobiono wokół próby deportacji do Ugandy Brendy Namiggade. Pani zostaje w UK, a ja jestem ciekaw ile jeszcze takich spraw przed nami. Ten scenariusz jest już wręcz tradycyjny - Brytole chcą deportować, organizacje protestują, sąd zezwala na zostanie w kraju. Szerzej o tym na specjalistycznym blogu.

Jeśli zaś lubicie słuchać o rzeczywistości osób LGBT, a zwłaszcza ty spod literki L w krajach muzułmańskich to bardzo ciekawa audycja tutaj.

We Francji brak małżeństw homiczych nie jest sprzeczny z konstytucją tego kraju. Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny orzekł, że czas by zmienić definicję małżeństwa. O to we Francji może być jednak trudno, ale jak pokazują ostatnie przypadki wprowadzania małżeństw homiczych - nawet prawica potrafi za nimi zagłosować. Tutaj o tym skąd się wzięła ta historia.

Senat stanu Hawaje zagłosował za ustawą o związkach partnerskich. Trochę potrwa ich wprowadzanie, ale jest duża szansa, że gubernator podpisze ustawę. Hawaje będą zatem szóstym stanem USA ze związkami partnerskimi (civil unions) po Vermoncie, Connecticut, New Jersey, New Hempshire i Illinois. W Maryland niedługo zaś zacznie się senacka debata o ustawie wyrównując dostęp do małżeństw oraz o Gender Identity Anti-Discrimination Act.

Teraz trochę popkultury - w Berlinie wystawa zdjęć Mapplethorpe'a, cztery oscarowe nominacje dla The Kids Are All Right (nie umiem przyjąć polskiego tłumaczenia jako "Wszystko w porządku"), Osocio zastanawia się nad tym czy słowo prostytutka (prostitute) nie powinno w kampanii społecznej zostać zastąpione słowem dziwka (whore).

Przeciwko nominacjom dla filmu z Moore już oczywiście pojawiły się protesty:



Z blogowych wydarzeń odnotować należy pożegnanie się Kowalskiej z blogiem, na szczęście można ją będzie czytać tutaj.

A na koniec - muszę ją w końcu pokazać. Sarah Palin. Wyobraźmy sobie polską polityczkę mówiącą o "WTF Moment".

Miłość nie wyklucza - kolejne miasta

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza | Opublikowano piątek, 28 stycznia 2011

Dzięki wsparciu prywatnych darczyńców będziemy w kolejnych miastach! Bardzo się cieszę, że udało się zorganizować coś w Przemyślu i Inowrocławiu, teraz czas na następne miejsca. 


,



Odnoszę wrażenie, że kampania się udała w zakresie, w jakim tego w ogóle nie planowaliśmy - oddolne inicjatywy okazują się być słabe w Warszawie, a dużo mocniejsze w innych miastach. Również tam nie brakuje wielu odważnych osób, które nas wspierają. Niedługo być może niespodzianka z Wałbrzycha :)

Literatura, której nie ma ☻☻☻☻☻☻

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano czwartek, 27 stycznia 2011

Tym razem zaczniemy od cytatów i - pozwólcie - nie chce mi się ich tłumaczyć. Nie będą trudne ;)
Writing about sex can be dangerous. It makes you (...) 'morally suspect'.
What I have suggested is that an important outcome of the new sexual history is that it contributes to our understending of the present. Increasingly we can see the present not as the culmination of an unproblematic past but as itself historical: a complex series of interlocking histories whose interactions have to be reconstructed, not assumed.
Jeffrey Weeks, Sexuality and History Revisited [in:] Making Sexual History, Cambridge 2000, pp 125-139.
The history of sexuality is a story of contest - of wars over sexual words, battles over sexual ideas, bouts over sexual values, and, finally, struggles obec the institutional shaping and reshaping of sexual desires and practices.
Jonathan Katz, Love Stories. Sex between Men before Homosexuality, Chicago and London 2001, p ix

Powyższe cytaty znajdują się tu z powodu książki Wojciecha Śmieji, Literatura, której nie ma. Szkice o polskiej "literaturze homoseksualnej". Dzieło to naukowe i poważne, ale czyta się przyjemnie i nie czuje nudy. Może dzięki niesamowitej ilości cytatów z takich "klasyków" jak Krzeszowiec, a może dzięki świetnym opowieściom o tekstach Iwaszkiewicza. Sam nie wiem.

Zachwycił mnie w szczególności esej "Historia pożądan(i)a. Czy homoseksualista potrzebuje historii?". To pytanie, na które musi odpowiedzieć prawie każdy/każda piszący/pisząca o "naszej" historii. Oczywiście metodologicznie rzecz ujmując mamy olbrzymi spór co to jest "historia homoseksualności", czy istnieje historia gejowska, lesbijska? Śmieja zajmuje się takimi czasami, w których ta debata nie ma większego sensu. Za to zwraca uwagę na konstruowanie tożsamości zbiorowej poprzez odnajdywanie przedków. Odkrywa to nie tylko w praktykach takich jak "niedawno" założonej Homikotece, czy Homobiografiach Tomasika [tu mały prztyczek - nie wiem co dla autora znaczy "niedawno", ale chyba cztery lata to już trochę dawno?], ale w beletrystyce czy poezji polskiej. Okazuje się, że tam też istnieje pewnego rodzaju potrzeba continuum, które ma na celu nie tyle legitymizację co "historyzację", która dla monologicznego dyskursu pamięci społecznej jest niebezpieczna.

Widząc po recenzji Tomasika na IS, książka Śmieji znalazła się w orbicie zainteresowań mediów LGBT, szkoda, że nikt się nie podjął opisania książki Bartosza Dąbrowskiego o Szymanowskim. Jednak specjalistów od literatury to mamy sporo, a od muzyki klasycznej niestety niewielu. Dlatego tylko podsumowując - mamy do czynienia z kolejnym już świetnym opracowaniem polskiej literatury w kontekście homoseksualnym. Moim zdaniem najlepszym. Przekonajcie się sami/same :)

Krytyk przeciw krytyce?

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 26 stycznia 2011

Codzienna prasówka blogowo-gazetowa przyprawia mnie o ból głowy. Głupie uzasadnienia sądów, dziwaczne spory, Anodina i inne takie. Historia z katastrofą samolotu nadaje się na analizę w kontekście "wiedzy-władzy", ale to tylko przyczynek do dalszych rozważań.

Głośno zaczyna się robić wokół filmów Tongariro na IS. Wyjątkowo rzadko pojawiają się tam jakiekolwiek dyskusje między artykułami. Redakcja prowadzi dość jednolitą politykę tekstów, ograniczając się do autorów tworzących Replikę plus własnych newsów. Co innego na Homikach, gdzie każdy mocniejszy tekst jest albo kontrowany albo kontynuowany. Zatem pojawienie się odpowiedzi na artykuł uznać należy za coś wręcz zdumiewającego i symptomatycznego.

Zaczęlo się od tekstu Pietrasa, Gdzie są różowe masy?, a w kontrze pojawił się Żurawiecki z Na kulawym wózku. Bardzo mnie zaskoczyła ta odpowiedź, nie tylko dlatego, że w połowie nie odnosi się do tekstu, ale w ogóle w samym fakcie pojawienia się. Mam wrażenie, że na IS istnieje tylko jedna grupa mogąca oceniać rzeczywistość, a jak już ktoś spoza niej się pojawi to trzeba go skontrować. Ale odchodząc od tych dywagacji trochę się podroczę z tekstem Żurawieckiego.

Pisze on: Zauważam (...), że tzw, elity gejowsko-lesbijskie naszego kraju w arcypolski sposób postrzegają kulturę jako hierarchię. (...) Krytykujmy się, wytykajmy sobie błędy, zgłaszajmy postulaty... Jednak na kapryszenie, marudzenie, segregowanie, selekcjonowanie, na koterie i kliki, na dawanie jednym cukierka, a innym paskiem po tyłku, będziemy mogli sobie pozwolić, gdy kultura LGBT (czy, w ogóle szerzej, kultura alternatywna) wzmocni się i ugruntuje.

Niesamowite ile rzeczy znalazł nasz krytyk w tekście Pietrasa. I ile w tym jest niepokojącej złości, która prowadzi do stwierdzenia:

Na razie wszyscy jedziemy na tym samym kulawym wózku. Chodzi o to, by ten wózek jakoś pchać, a nie co chwila go wywracać.

Bartosz, ale co mnie obchodzi, że ten wózek jest kulawy? To, że produkuje się wózki dla osób pozbawionych pełnej sprawności nie znaczy, że ja muszę na ten wózek wsiąść. Mimo bycia osobą zaangażowaną w różne postaci homiczej kultury jestem za dokonywaniem wyborów i recenzowaniem dlaczego niektóre rzeczy lepiej omijać szerokim łukiem.

O tym czym jest krytyka a czym koterie i kliki nie dowiedziałem się. Zapewne ustalane jest to przez autora za każdym razem gdy czyta czyjś krytyczny tekst. To ciekawe, że krytyk filmowy mówi, że w tej chwili nie można krytykować. Wewnętrzna sprzeczność tego stwierdzenia mnie zaskakuje. Do tego chciałbym zwrócić uwagę na to, że Żurawiecki utożsamia kulturę LGBT z kulturą alternatywną. A co jest alternatywnego w wytworach takich jak Śniadanie ze Scotem? Podmiana podmiotu, którym do tej pory była heteroseksualna rodzina na rodzinę homiczą nie czyni od razu alternatywności. Kultura LGBT w Polsce udaje mainstream i do niego się pcha. To niestety efekt komercjalizacji całego ruchu, ale warto go zauważyć.

Fascynuje mnie zawsze przypisywanie Polakom pewnych cech. Tą cechą jest wg autora niedocenianie innych. Przejawia się ono np. w krytykowaniu czy opiniowaniu przedmiotów kultury. Ba, to nie jest polska specyfika. To arcypolska specyfika.

Zatem mimo tendencji do internacjonalizmu uznaję ten blog za arcypolski. Bo ja tu ciągle po kimś sobie robię przechadzki w wysokich obcasach. Tylko dlatego, że uważam, że niezależnie od wszystkiego trzeba też patrzyć na jakość tego co chce nam się sprzedać. A sprzedaje nam się często kąski przypieczone, które łykamy tylko dlatego, że żyjemy na pustyni. To nie jest ani miłe, ani przyjemne i chętnie od tego uciekam.

Za arcypolskie uważam właśnie to co napisał Żurawiecki - Chodzi o to, by ten wózek jakoś pchać, a nie co chwila go wywracać. Niestety taka strategia powoduje to, że przyzwyczajamy się do kulawych wózków a nie żądamy ich naprawy. Cóż - Polak potrafi - pewnie i na "kulawym wózku" pojedzie.

To już kolejna opinia, że na tematy LGBT trzeba wypowiadać się tylko zgodnie z partyjną linią. Większość takich opinii usprawiedliwia się tym, że jak będziemy krytykować to sami siebie osłabiamy. Klepiąc się zaś po pupach na pewno wzmacniamy środowiskowe ego, ale chyba też do niczego dobrego nie doprowadzimy. Niestety z głosami krytycznymi u nas się nie dyskutuje, a je dezawuuje pisząc bardzo merytorycznie, że jest to segregowanie, selekcjonowanie, na koterie i kliki, na dawanie jednym cukierka, a innym paskiem po tyłku.

Na koniec jedna uwaga - Homiki.pl chyba popsuły Żurawieckiemu nastrój trzecim miejscem za Trzech panów w łóżku... w końcu nie lubi on tak hierarchii.

Najważniejsze w dziesięcioleciu - WYNIKI

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 25 stycznia 2011

Przez ostatnich kilka miesięcy wraz z portalem Homiki.pl i innymi wspierającymi zachęcaliśmy do wypełniania ankiety w plebiscycie na najważniejsze wydarzenia/książki/sztuki/filmy ostatniego dziesięciolecia. Dzisiaj w Tel-Aviv ogłosiliśmy wyniki, oto one plus mały komentarz:

Najważniejsze wydarzenie dziesięciolecia:


Wyniki pokazują, że kampania KPH przeszła już do legendy, a za ważniejsze uważamy wydarzenia sprzed lat niż najnowsze. Okazuje się, że bardzo ważnym zjawiskiem są dla nas warszawskie parady nawet jeśli nie pochodzimy z Warszawy. Cieszy wysokie miejsce wystawy autorstwa Pawła Leszkowicza - znaczy, że potrafimy docenić nie tylko działania stricte polityczne, ale też artystyczną prowokację.

Wydarzenia homofobiczne dziesięciolecia:



Ustawa została podpisana przez prezydenta w trakcie trwania plebiscytu, ale wszystkie orgi LGBT ją - słusznie - krytykują. Cieszy, że plebiscyt pokazał, iż wiemy co jest dla nas najważniejsze - prawa i wiemy, że ich brak to nie polityka, a homofobia. Po raz kolejny ważne okazały się Parady, no i homofobiczne "leczenie z homoseksualizmu", które tyle krwi nam napsuło i ciągle miesza niektórym ludziom w głowach.

Zjawisko pozytywne:



Komentarz: Ważna okazała się obecność - bycie widzianym na ulicach, na półkach księgarń czy w internecie oraz w nauce. Dodam, że piąte miejsce dla blogów (22 % głosów) bardzo mnie cieszy, bo jako zjawisko nowe i dość niszowe myślałem, że zajmiemy ostatnią pozycję (ta niestety przypadła UFIE - cóż, jednak było to zjawisko ważne dla dość ograniczonego liczebnie grona).

Książka polska - beletrystyka



Wbrew przewidywaniom żadne wydawnictwo nie zdominowało czołówki, zwycięzca nie powinien nikogo zadziwić. To była zdecydowanie najważniejsza książka dziesięciolecia i chyba najważniejsza książka w historii LGBT. Dzięki niej zaistnieliśmy w wymiarze literackim, queerowym, a także - o co w Polsce nie trudno - politycznym. Pierwszą trójkę było łatwo przewidzieć, zaskakują za to kolejne pozycje, najbardziej chyba bardzo słaba ocena książki New Romantic Michała Zygmunta.

Książka polska - non-fiction



Wielkie gratulacje dla Krzyśka Tomasika i Ani Laszuk. Okazało się, że te wcale nie aż tak bardzo skomplikowane książki, przystępne dla każdego były dla nas kamieniami milowymi w myśleniu o tym co można i jak można napisać. Ja tak to przynajmniej odbieram. Oczywiście widać jakie dwa lobby tu głosowały (osoby oddające głos na książkę Ani Laszuk najczęściej wybierały w dziale książka zagraniczna-beletrystyka pozycję, która zajęła dopiero 3 miejsce!). Bardzo cieszy mnie świetny wynik książek przy których pracowałem. Mam nadzieję, że to docenienie tego, że są to pozycje - podobnie jak wszystkie nominowane - unikatowe i otwierające obszary do tej pory zakryte. Cóż - muszę ładnie podziękować. Nota bene - trudniejsze i bardziej naukowe pozycje zajęły dalsze miejsca, w tym bardzo ważna książka Jacka Kochanowskiego, która okupuje ostatnie miejsce. Przykre, ale taki mamy przekrój czytelniczy ;)

Książka zagraniczna - beletrystyka



Wyniki w tej kategorii bardzo mnie zaskoczyły. Chyba nawet zszokowały - zwycięska książka ma zaledwie 70 stron i jest nowelką, na którą mało kto by zwrócił uwagę gdyby nie film. Ale na tak wysokie miejsce raczej nie zasługiwała. Magia filmu? Drugie miejsce zaskakuje również, ale już mniej. Książka faktycznie była ważna, więc przy tej metodologii miejsce zasłużone. Trzeciego miejsca nie skomentuję za bardzo, tylko znowu podziękuję (mój drugi brąz :P) i cieszę się, że komiks zajął tak wysokie miejsce. Nota bene 8 miejsce Konrada i Paula też raduje - spodziewałem się jedenastego :)

Najważniejsza książka zagraniczna - non-fiction:


Tu wyniki są bardzo sprawiedliwe, choć może szkoda, że Boswell dopiero czwarty. Książka Aldricha to jedna z trzech dla mnie najważniejszych książek o LGBTQ w historii, zatem wielkie gratulacje dla wydawców. Kolejne podium dla Krytyki Politycznej i niespodzianka na trzecim miejscu - widać które lobby działało ;)

Najważniejszy film:



Komentarz: Wydaje się być zbędny - wygląda na to, że miejsca przyznaliśmy wg kolejności oscarowej - Tajemnica... - 3 Oscary (muzyka, reżyseria, scenariusz) plus 5 nominacji; Obywatel Milk - 2 Oscary (główna rola męska, scenariusz) plus 6 nominacji; Samotny mężczyzna - jedna nominacja, czwarty na liście XXY i piąte Śniadanie na Plutonie - bez nominacji. Odpadły też filmy nieamerykańskie - jeden z Argentyny, drugi z Irlandii. To świadczy o tym, że wagę przywiązujemy tylko do filmów, które po pierwsze miały szeroką dystrybucję, po drugie - lubimy te amerykańskie baśnie.

Najważniejsza sztuka:



Komentarz: Dominacja dwóch teatrów widoczna była już w nominacjach, teraz się potwierdziła - TR Warszawa to najważniejszy dla nas teatr w ostatnich latach, ale ma niezłą konkurencję. Czekamy na odważne decyzje innych dyrektorów i dyrektorek artystycznych.

Wyróżnienia:

dla wydawnictw 10-lecia (najwięcej głosów łącznie na książki):

1. miejsce Abiekt.pl - 1005 głosów
2. miejsce Ha!art - 866 głosów
3. miejsce Krytyka Polityczna - 746

dla teatru 10-lecia (najwięcej głosów na sztuki teatru):
1. miejsce TR Warszawa - 857
2. miejsce Teatr Polonia - 688
3. miejsce Teatr Kwadrat - 266

Największymi zwycięzcami spośród wszystkich kategorii są: film Brokeback Mountain, Parady Równości jako zjawisko, Lubiewo Michała Witkowskiego i akcja "Niech nas zobaczą". Zwłaszcza film Anga Lee okazał się bezkonkurencyjny - 75 procent wszystkich głosujących uznało go za ważny. Żadna inna pozycja nawet nie zbliżyła się do tego wyniku. Zaś najbardziej zacięta walka była w kategorii "Książka zagraniczna - beletrystyka", Annie Proulx została uznana za najważniejszą książkę zaledwie przez 42 procent głosujących. Świadczy to o niezłej konkurencji i tym, że był to chyba najtrudniejszy wybór.

Książki Abiekta nieźle sobie poradziły - dwa razy trzecie miejsce, dwa razy piąte i raz ósme - można się cieszyć, zwłaszcza, że łącznie wyszło to lepiej od innych wydawnictw. Głosującym dziękuję i jestem ciekaw co będzie najlepsze w najbliższym 10-leciu. Drugiego Lubiewa już raczej nie będzie :)

Wielki Atlas Ciot Polskich

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem | Opublikowano poniedziałek, 24 stycznia 2011

Wydawnictwo Ha!Art proponuje komiksową wersję "Lubiewa" - Wielki Atlas Ciot Polskich. Póki co możemy obejrzeć/przeczytać komiksy Justyny Gryglewicz, Mikołaja TkaczaAgnieszki Piksy:


Cóż - pierwszy odcinek słabiutki, kolejne też przeciętne. A szkoda, bo książka zasługuje na dobrą komiksową reprezentację, o filmie nie wspominając. Ciekawe czy PISF dałby kasę na film oparty na Lubiewie? A o takim filmie tutaj ciekawie pisał Piotr Kletowski kiedyś. Niektórzy to na serio potraktowali.

Z innych odkryć kulturalnych - w wydawnictwie Novae Res wyszła książka Gabora Bethlena Dzienniki Kaina, fragment opisu wydawcy:
Akcja powieści rozgrywa się w Nowej Hucie. Szesnastoletni Adam, kierowany wewnętrznym głosem swego wyimaginowanego brata, postanawia dokonać masakry w swojej szkole, rejestrując zdarzenie na taśmie video. W tym celu nawiązuje współpracę z początkującym reżyserem, która przekształca się w homoseksualny związek. Z czasem w umyśle reżysera tworzy się fabuła, której kulminacją ma być zaplanowana masakra. W jedną z głównych ról wciela się ich rówieśniczka, zarażona wirusem HIV przez swojego chłopaka. Świadomość nosicielstwa rodzi w niej pragnienie zemsty, które zaspokaja zarażając przypadkowych kochanków. Ich losy splatają się ze sobą, dążąc do dramatycznego finału w tej momentami surrealistycznej opowieści o dojrzewaniu instynktów i poddaniu się ich destrukcyjnym wpływom.
Książka wyszła już jakiś czas temu. "Oczywiście" wydawnictwo postanowiło szerokim łukiem ominąć portale homicze i w ogóle książki tam nie zaprezentowało. Tak bardzo, że nawet szperając po necie w poszukiwaniu książek by zrobić ich podsumowanie, nie znalazłem tego. A szkoda, bo zapowiada się całkiem ciekawie - takich narracji w Polsce nie ma za wiele. Tutaj jej recenzja.

Te dwa wydarzenia - komiksy z Lubiewa i książka Bethlena to przykłady działalności, o której nie dowiemy się z homiczych stron. Zawsze mnie to dziwi - czemu mając jakiś produkt, idealnie nadający się do promocji w tym "dziale", unika się tego. Nawet w tak oczywistych przypadkach.

Tęczowe rodziny

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 23 stycznia 2011

Tym razem coś co U. nazywa "notką mentalną". Czyli, krótko o wydarzeniu.

"W Polce jest ok. 2 mln homoseksualistów, połowa z nich żyje w związkach, często wieloletnich. Brak regulacji prawnych dotyczących sytuacji rodzinnej gejów i lesbijek jest poważnym utrudnieniem w codziennym życiu". Tak zaczyna się news na Gazecie o nowym raporcie KPH. Uwielbiam to wyliczenie. Gdzie te dwa miliony?

Raport już dostępny, tutaj pdf. Polecam lekturę, jestem tylko zaskoczony, że omówienie mediów jest za 2009 a nie 2010 rok.

W najbliższym czasie będziemy zaś świadkami kilku spraw sądowych dotyczących LGBT. 15 lutego rusza Nasza Sprawa 2, a kilka dni wcześniej sprawa opisywana już przez media. A jak już zdradziłem, że przygotowuję takowy raport to po pierwsze ponownie proszę o informacje na temat spraw sądowych. Nota bene - z dotychczas odnalezionych spraw wynika, że dopiero niedawno ruszyliśmy do sądów. Nie będę rzucał liczbami, ale około 30 procent spraw przez nas odnalezionych jeszcze trwa lub dopiero rusza. Oczywiście świadczy to też o prędkości polskich sadów. Już 15 lutego pierwsza rozprawa w Naszej Sprawie 2, choć na słowo "już" zgrzytam zębami, bo się "bawimy" w to od prawie dwóch lat. Jak to się skończy to napisze tu chyba jakis poemat wojenny na temat trudności z pozwaniem pracowników mediów.

Tym razem Kamerun

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoNacjonalizm, queer world | Opublikowano

O ile Uganda - o której tydzień temu pisałem - była przez ostatni rok na czele "homofobicznych afrykańskich potworów" w mediach, tak teraz mamy nowy przypadek - Kamerun. Dawna kolonia Francji i częściowo też Wielkiej Brytanii od dawna zakazuje stosunków homoseksualnych, a zagrożone jest to karą do pięciu lat więzienia lub całkiem sporą grzywną.

Najciekawszym dotychczasowym wydarzeniem z Kamerunu w kontekście LGBT było przyznanie w czerwcu 2010 roku azylu w Wielkiej Brytanii obywatelowi tego kraju. Powodem przyznania azylu był fakt, że Kameruńczyka mogły czekać prześladowania po powrocie do kraju. Sprawa wkurzyła kameruński rząd tak bardzo, że nawet oficjalne oświadczenie wydał, za jeden z ministrów - Issa Tchiroma - powiedział BBC:

Oczywiście homoseksualność jest zabroniona przez ustawę, ale muszę podkreślić fakt, że żadna osoba homoseksualna nie jest u nas prześladowana.

Sprawa budziła spore kontrowersje, gdyż sąd niższej instancji uznał, że nie ma podstaw do udzielenia azylu. Po tym jak media zjechały sąd, Sąd Najwyższy przyznał azyl. Sprawa wkurzyła kameruński rząd tak bardzo, że nawet oficjalne oświadczenie wydał.

Od tego czasu sprawy zaczęły iść w złym kierunku. Wcześniej w atmosferze hipokryzji udało się nawet utworzyć L'Association de défense de l’homosexualité au Cameroun (Adefho) i przez długi czas nie dochodziły do globalnych mediów żadne newsy z tego kraju, a teraz...

Już kilka dni później, 12 lipca sąd zdecydował, że aresztowani za uprawianie seksu geje (aresztowano ich w marcu) spędzą pięć miesięcy na czymś co po angielsku nazywa się "prison farm" Nie był to oczywiście zbieg okoliczności, a pokazanie Brytyjczykom kto tu rządzi. Opowieść jednego z aresztowanych tutaj.

We wrześniu organizacje i media zrobiły spory szum wokół Kameruńczyka, którego Francja chciała deportować do swojej "ojczyzny", a w październiku okazało się, że aresztowań w Kamerunie zaczyna przybywać.

W listopadzie Alternatives-Cameroun, ADEFHO, Human Rights Watch i IGLHRC wydały spory raport na temat homofobii w Kamerunie. Poczytać można tutaj (nota bene - podobny dokument ostatnio wydano na temat Kambodży, a polskiego nie ma od trzech lat, może dlatego, że już wyszliśmy z etapu bycia uważanymi za "kraj Trzeciego Świata"?)

Kilka dni temu zaś w kameruńskiej telewizji zasugerowano, że tamtejsza działaczka, Alice Nkom, która dostała sporą dotację od UE może być aresztowana pod zarzutem prób naruszenia suwerenności kraju. Pani w wywiadzie opowiedziała też o tym, że grożą jej pobiciem, a nawet morderstwem.

Podobnie jak w Ugandzie do homofobicznych ekscesów zaczyna dochodzić nie tylko na poziomie ulicy, ale i w mediach. Spirala się nakręca, pytanie czy trochę nie dzięki zainteresowaniu krajów "cywilizowanego" Zachodu. U nas było podobnie - im głośniej UE krzyczała, tym głośniej krzyczał Giertych. Tyle, że w Polsce efektem nie były aresztowania, a "jedynie" nasilenie się homofobicznego nastroju. W Afryce wygląda to inaczej.

Niedługo o pewnej historii z Nigerii a od lutego ruszam pełną parą w tym temacie (tzn blog nie zamieni się w agencję informacyjną na temat Afryki, ale już w innym miejscu zacznę się zastanawiać nad związkami między walką z homofobią, rasizmem i wojną z terrorem). Dlatego też od lutego Abiekta będzie mniej, zdecydowanie mniej. Wiąże się to nie tyle z brakiem czasu (ten jakimś cudem zawsze się znajduje), ale z pewnym zredefiniowaniem pojęć i stanowisk przy których do tej pory stałem. Mówię enigmatycznie, bo nie chcę zdradzać szczegółów, ale myślę, że do czerwca wszystko stanie się jasne.

Kozyra - zwycięstwo w cuglach

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Kulturalnie | Opublikowano sobota, 22 stycznia 2011

Zaczynam od obrazu Pawła Susida, bo ubiegły rok był rokiem ważnych wystaw i czuję, że o ile próbowali mnie oszukać kuratorzy i kuratorki to nie zrobili tego chociaż artyści.

Wystawę "Casting", monograficzny przegląd prac Katarzyny Kozyry należy jeszcze zaliczyć do 2010 roku. Fantastycznie, że Zachęta postanowiła tak zakończyć rok. Pokazała tym samym, że to właśnie indywidualna wystawa wybitnej twórczyni jest tym na co czekaliśmy. Po natłoku na "Gender Check" i szaleństwach "Ars Homo Erotica" ta zadziwiająco wysublimowana, wręcz kontemplacyjna wystawa (co niesamowicie kontrastuje z jej treścią) wydaje się być oddechem świeżości i mimo upływających lat od powstania niektórych dzieł - bardziej aktualna od wszystkiego co w tym roku zobaczyłem.

Przechadzkę po świecie Kozyry zaczynamy przed Piramidą zwierząt co początkowo wydaje się zbyt oczywiste, ale umiejscowienie rzeźby sprawia, że jest widoczna z wielu miejsc wystawy, dzięki czemu zawsze do niej wracamy. To tworzenie kontekstów dzięki jednemu dziełu zrobiło na mnie spore wrażenie.

Świetnie zaprezentowano "Święto wiosny" i obie "Łaźnie" - dzięki umiejscowieniu ich w dużych, osobnych salach możemy się na tych dziełach skupić i naprawdę je przeżywać. Bo w sztuce Kozyry najbardziej mnie zaskoczyło to, że tak angażuje, nie daje spokojnie przejść obok. No i po raz pierwszy spędziłem tak dużo czasu na oglądaniu filmów - pokazywane stale filmy jak Cheerleaderka czy Il Castrato są po prostu niesamowite. Jednak jak już usiądziecie na sali kinowej poproście pana pilnującego sali by włączył też inne części "In Art Dreams Come True". Filmowa lektura obowiązkowa. O konstruowaniu płci, w campowej estetyce plus zabawa z historią i teraźniejszością. Czemu takich rzeczy się na dvd nie wydaje?

Najsłabiej chyba zaprezentowano Olimpię i Blood Ties, a może dzieła te w kontekście całej wystawy wypadają najsłabiej. Nie wiem, ale ubolewam zwłaszcza nad tym drugim. No i upchnięte w kąt zdjęcia przedstawiające Andrzeja Karasia z cyklu Polaroidy czarno-białe mogłyby być troszkę w innym miejscu.

Paweł Leszkowicz przeładował "Ars Homo Eroticę" dziełami różnej jakości - nadmiar wcale nie wyszedł wystawie na zdrowie, tutaj mamy do czynienia z inną strategią - pewnego minimializmu, co wcale nie znaczy, że z wystawy wyjdziecie po 30 minutach. No i genderowe zabawy Kozyry trafiają do mnie o wiele mocniej niż bezpośredniość "Ars Homo Erotica". Jak napisał QueerPop na fejsie: ćwierć Kozyry wystarczyłoby za całą Ars Homo Erotica...

Z tej wystawy wyszedłem z przekonaniem, że dobra sztuka genderowa się nie starzeje, a oglądanie kolejnych wcieleń Kozyry może być - mimo tego, że znałem prawie wszystkie - czymś zaskakującym.

Kozyra pilnuje praw autorskich, więc z jutuba tylko to:


A na koniec - kilka przykładów rzeczy, które mi po obejrzeniu wystawy chodzą po głowie:

Pińska-Bereś

Szapocznikow:


Natalia LL:

Ewa Partum:


Katarzyna Kozyra:

DZISIAJ W SEJMIE - Komisja "praw człowieka"

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt politycznie, DZISIAJ W SEJMIE | Opublikowano piątek, 21 stycznia 2011


Opisywałem tu już sejmową debatę nad projektem Ustawy Prawo Prywatne Międzynarodowe,w którym przez prawie 50 lat nikt nie dopatrzył się możliwości legalizacji małżeństw homiczych. Następnie przedstawiałem co posłowie i posłanki mówili na obradach Sejmu na nasz temat w ciągu tej kadencji. Projekt ustawy został skierowany do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, był na wstępnej liście na odbywającą się właśnie sesję parlamentu, ale póki co nie ma go w programie. Zatem tym razem zajmijmy się posiedzeniem Komisji. Najciekawsze fragment posiedzenia (podkreślenia moje):

Poseł Marzena Wróbel (PiS):
Ja bym jednak bardzo prosiła o te opinie w formie pisemnej. O ile dobrze zrozumiałam wypowiedź pana profesora, polski obywatel może skutecznie, poza Polską, zawrzeć związek homoseksualny albo poligamiczny, czy tak?

(...)

Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości prof. Maksymilian Pazdan:
Wszystko będzie zależeć od ustawy kolizyjnej w państwie, w której będą, w której się pojawią Ci „narzeczeni”, czy „narzeczone”. Jeżeli tamta ustawa powie, tak jak my mówimy „prawo ojczyste”, to nie, to będzie zakaz, ale jeżeli w tamtym kraju oni przywiązują bardzo dużą wagę do dopuszczalności tego typu związków, to mogą powiedzieć, że zakaz z prawa ojczystego narusza porządek publiczny w tamtym kraju. Mogą zezwolić na zawarcie takiego związku. Podobnie jest dziś, w sytuacji, kiedy cudzoziemiec chce zawrzeć małżeństwo, we własnym prawie ojczystym ma przeszkodę religijną lub rasową, a my możemy, uznając ją za uwłaczającą zasadom przyjmowanym w państwach cywilizowanych, na zasadzie porządku publicznego, wyłączyć stosowanie prawa ojczystego. Podobnie może się zdarzyć w przypadku obywatela polskiego i oni wyłączą stosowanie prawa ojczystego. Może tak się zdarzyć. Nie oznacza to jednak, że ten związek partnerski będzie uznany u nas za skuteczny i będzie honorowany. Proszę państwa, to jest zupełnie inna sprawa.

Poseł Marzena Wróbel (PiS):
Panie profesorze, z tego co pan powiedział, jasno wynika, że obywatel polski, poza granicami kraju może skutecznie zawrzeć tego typu związek. Proszę mi powiedzieć, czy w związku z tym, że zawarł tego typu związek poza granicami naszego kraju, może zatem skutecznie dochodzić roszczeń od partnera w razie rozstania i innych podobnych sytuacji? Kolejna, niezwykle ważna sprawa. Czy taki związek będzie mógł legalnie na terytorium Polski adoptować dzieci? Skoro gdzie indziej jest honorowany, czy ludzie z tego typu związków będą mogli adoptować dzieci w Polsce?

Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości prof. Maksymilian Pazdan:
Przyznam szczerze, że nie znam w Polsce zwolenników przyznania prawa do adopcji. Zwolennicy związków partnerskich są, ale nie znam zwolenników przyznania prawa do adopcji w Polsce.

Poseł Marzena Wróbel (PiS):
Pytam o normy prawne, a nie moralne i etyczne...

(...)

Poseł Beata Kempa (PiS):
Bądźmy zatem konsekwentni. Nie gódźmy się na uznawanie czegoś, co jest sprzeczne z naszym porządkiem prawnym, moralnym i etycznym. „O możności zawarcia małżeństwa rozstrzyga w stosunku do każdej ze stron jej prawo ojczyste z chwili zawarcia małżeństwa”. Jeżeli prawo ojczyste państwa x zezwala na to, że pan i pan, albo pani i pani to jest małżeństwo, a my to zatwierdzamy, to się po prostu na to godzimy. Chodzi o podstawową zasadę. Stójmy na straży tego, co jest uchwalone w polskim porządku prawnym. Pan dyrektor podawał przykład. To jest pierwsza rzecz. Tym przepisem, co do zasady zgadzamy się na to, że skoro inne prawo zezwala na tego typu związek, to my się na to godzimy i dla nas to jest OK. Tego nie chcemy, panie profesorze i panie pośle Kozdroń. Szukamy takiego wyjścia z sytuacji, abyśmy byli zgodni z polską konstytucją, z Kodeksem rodzinnym i opiekuńczym i oczywiście prawem moralnym w tym zakresie, które jeszcze – myślę – w tym kraju obowiązuje. Głównie chodzi o tę zasadę. Trzeba postawić tamę. Musimy to jasno powiedzieć. Musimy wykluczyć w Polsce jakąkolwiek zgodę, choćby domniemaną, na związki homoseksualne. Tu jest furtka w tym zakresie. Idziemy miękko. Tylnymi drzwiami wprowadzamy domniemaną, cichą zgodę na to. Przepraszam, panie profesorze, że ja tak emocjonalnie do tego podchodzę. To jest bardzo ważna sprawa. Musimy ją dobrze przedyskutować. Polacy powinni twardo stanąć na stanowisku. Trzeba jasno dookreślić tę kwestię. Pomijam już w ogóle potrzebę wprowadzania tych przepisów. Trzeba jasno dookreślić tę kwestię.

(...)

Poseł Marzena Wróbel (PiS):
Dobrze, zaraz doprecyzuję... Panie profesorze, jak rozumiem, my nie będziemy legalizować homoseksualnych związków partnerskich, natomiast będziemy musieli uznawać skutki tych związków w innych dziedzinach życia. Czy tak?

Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości prof. Maksymilian Pazdan:
Niektóre skutki – tak. Te, które nie będą godzić w klauzulę porządku publicznego u nas obowiązujące. Być może z niektórymi skutkami będziemy musieli się liczyć. Na razie się takie sprawy w sądach nie pojawiły. Jak się pojawią, będziemy musieli się...

Poseł Marzena Wróbel (PiS):
A jakie to mogą być aspekty życia?...

Członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości prof. Maksymilian Pazdan:
Już mówiliśmy... alimenty...para związku partnerskiego Polak i Czech i dziedziczenie... jak zmarł Czech to właściwe do dziedziczenia będzie stosowane prawo czeskie, które przewiduje możliwość dziedziczenia przez partnera... jeżeli zmarł Polak, będzie stosowane prawo polskie, które nie przewiduje takiego dziedziczenia, czyli po polskim partnerze, czeski partner nie będzie dziedziczył... jeżeli spadek będzie w Polsce, i polski sąd będzie rozpatrywał, to będzie się zastanawiał, czy prawo czeskie, przewidujące możliwość dziedziczenia po partnerze, jest do pogodzenia z klauzulą porządku publicznego, czy też nie. Nie chciałbym tego przesądzać, a nawet więcej powiem, uważam, że Sejm nie powinien tego przesądzać...

(...)

Poseł Jerzy Kozdroń (PO):
Ja, panie przewodniczący, zgłaszam wniosek przeciwny. Uważam, że powoływanie tych ekspertyz jest bez sensu. Jedynym możliwym rozwiązanie, jest totalne zamknięcie granic państwa polskiego, zakaz wyjazdu polskich obywateli, zakaz przyjmowania obcych obywateli na terenie państwa polskiego...wtedy nie będziemy mieli problemów, że przyjedzie jakiś związek homoseksualny, tam zarejestrowany, który będzie chciał zamieszkać w Polsce... nie będzie też wtedy problemu, że dwóch homoseksualistów wyjedzie do Holandii i tam zawrze związek małżeński, którego my nie uznajemy, nie honorujemy, uznajemy, jakby go nie było...Wtedy nie będzie problemów. Zamknijmy kraj. Zamknijmy granice. Zakażmy wyjazdów. Zakażmy przyjazdów. Wtedy zasada związku małżeńskiego jako związku kobiety i mężczyzny będzie ściśle przestrzegana. Nie będzie problemu norm kolizyjnych. Nie będzie kolizji. Tak było w czasie poprzedniego ustroju. Nikt nie wyjeżdżał i nie było problemu.

Na tym sejmowa strona kończy, wczoraj w mediach pojawiła się informacja, że Komisja przyjęła poprawki PiSu: Poprawka dodaje zapis, że "małżeństwem w rozumieniu niniejszej ustawy jest tylko związek kobiety i mężczyzny; nie stosuje się przepisów prawa obcego regulującego związki osób tej samej płci".

Ja wiem, że posłanka Kępa ma lekką obsesję wynikającą z potrzeby radiomaryjnego poparcia, ale profesor Pazdan mówiący Przyznam szczerze, że nie znam w Polsce zwolenników przyznania prawa do adopcji też mnie lekko zszokował. Chyba jednak za bardzo ulegliśmy w przekazie i niepotrzebnie adopcję wywaliliśmy z naszych postulatów. No i pytanie na koniec - a gdzie lewica była podczas cytowanych tutaj obrad komisji? Przewodniczącym jest Ryszard Kalisz, a w składzie mamy jeszcze Rydzonia.

Ponieważ zbliżają się wybory, no i obiecałem sobie uruchomienie kilku stałych rubryk, no i jestem miłośnikiem czytania obrad różnych komisji, to zaczynamy z cyklem DZISIAJ W SEJMIE.

Homofobia?

14

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa | Opublikowano czwartek, 20 stycznia 2011

Na fejsie kilka osób wrzuciło taki rysunek z Newsweeka:


I teraz mam dylemat. Można interpretować to dwojako. Z jednej strony - pokazuje, że geje są "normalnymi" ludźmi i jak inni biorą się z aktu poczęcia; jednak przy dyskusji, która powstała na temat adoptowania dziecka przez Eltona Johna i matce surogatce odnoszę wrażenie, że ktoś chce nam powiedzieć - sami stworzeni zostaliście "naturalnymi" metodami, a teraz szukacie nowych. W skrócie - jedyną właściwą drogą jest mamusia i tatuś. A to akurat bzdura.

Wyczulony jestem na tego typu treści, ale w tym wypadku nie umiem wybrać poprawnej interpretacji. Może mi podpowiecie coś?

Za to ja coś podpowiem wam - agencja, której szefem jest autor rysunku uhonorowała niesławny rysunek Krauzego tytułem Rysunku Roku. I opatrzyła Naszą Sprawę 2 takim komentarzem: Pod koniec zaś roku 2009 dwójka homoseksualistów (żeby było śmieszniej jedno płci żeńskiej, drugie płci męskiej, jak widać homoseksualizm ma różne oblicza) zapowiedziała, że wytoczy proces redakcji ‘ Rzeczpospolitej” z powodu tego rysunku. NS 2 komentowała też w ten sposób. Do tego pan od rysunku pojawia się w prawicowej prasie... I nadal wydaje się to wam takie "niewinne"?

ps. oto i billboardy SPR:


ps. powyższy research dokonany dzięki Queerpopowi, który łaskawie porzucił materiał i oddał go Abiektowi na spożytkowanie.

Poranny raport z konkursu cz. 6

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano

Cóż - metoda Korwina, który wie, że jedyne miejsce, gdzie jego poparcie jest olbrzymie, okazała się skuteczna. Udało mu się przetrzebić listę blogów w konkursie. Jeszcze wczoraj byłem na 7 (spadek z 3), a teraz na 12 miejscu. W czołówce oczywiście blogi wskazane przez Korwina. Za 5 godzin koniec konkursu i - obiecuję - nigdy już nie angażować się w takie konkursy.

Jedyną pociechą dla mnie jest to, że tym razem zostałem dostrzeżony przez JKM, który zombie wypuścił, by p.Monika Olejnik nie mogła tryumfalnie jako „wybór bloggerów” ogłosić blogu jakiegoś homogenicznego socjalisty. [przypomne, ze jurorka wybiera tylko wśród pierwszej dziesiątki]

Nota bene - pokazało to oczywiście kto ma siłę w internecie. A z pewnością nie są to homicze blogi i strony. Taka jest brutalna prawda.

Jeśli jeszcze Wam się chce to możecie mnie wesprzeć w tej beznadziejnej pogoni za prawicą, a od popołudnia wracamy na

Głosować można tylko raz, a głosy na Abiekta oddajemy na numer 7122 o treści C00054 - do godziny 12:00.

Skrót wiadomości

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: queer world, wydarzenia | Opublikowano środa, 19 stycznia 2011

Nazbierało się tego od ostatniego podsumowania  - codziennie spływają nowe newsy, a przebieranie między nimi staje się trudne, zwłaszcza gdy do wyboru jest głównie Sarah Palin. Jednak o tej pani dzisiaj ani słowa (choć mam ochotę).

Polska:

KPH pochwaliło się na swojej stronie, że trzy miesiące temu wygrało sprawę przeciwko Gaylife. Portal publikował różne mało trafione informacje na temat organizacji, na co się orga zdenerwowała i podała go do sądu. Akurat co do tej sprawy wątpliwości mam średnie - Adler sam się podstawił sądowi pisząc o pieniądzach kradzionych przez Biedronia, ale...

... czytamy komunikat: w wyroku Sąd uzasadnił, iż informacje zamieszczone na portalu sugerują nieprawidłowości w funkcjonowaniu Stowarzyszenia, a tym samym naruszają jego reputację. Ale co uzasadnił? Wyrok czymś takim? To ja też chcę być skazany! Naruszam reputację KPH przy co drugim tekście o nich.

Lambda-Warszawa ruszyła z projektem finansowanym przez Batorego (80 tysiaków - nieźle):

(...) projekt monitorowania indywidualnych przypadków dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. W sposób szczególny chcemy zwrócić uwagę na udzieloną pomoc osobom doświadczającym takiej dyskryminacji i otrzymanego przez nie instytucjonalnego wsparcia.

Za to inny cytat - tak dla rozrywki:

Ważne jest też dla nas zidentyfikowanie grupy osób reprezentujących instytucje publiczne oraz organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą ofiarom dyskryminacji i przestępstw powodowanych orientacją seksualną, zainteresowanych współpracą.

Faktycznie, te grupy bardzo się w naszym kraju poukrywały, bez identyfikacji nie odnajdziemy. Ale tyle złośliwości, dziwi mnie co innego - prawie identyczny projekt realizuje KPH. Może to dobrze, ale jednak zastanawiam się czy nie można było jakoś razem? Tak - wiem dobrze - nie można było. Mam nadzieję, że chociaż w końcowych raportach uda się jakoś połączyć zebrane dane. Do tego dochodzi kampania SPR - Homofobia? Sprawdzamy. Zostały nawet wykupione billboardy w Toruniu - póki co nie zdjęć, ale projekt wygląda tak:


Obieg podsumował rok w sztuce, jakoś bez fajerwerków w temacie Ars Homo Erotica, Karol Sienkiewicz chyba przesadził:

Kurator Paweł Leszkowicz w swoim zafiksowaniu na męskim ciele i pewnych jego częściach pozostał w ariergardzie procesów, które zachodzą na co dzień poza murami muzeum. A afirmacja gejostwa w jego wykonaniu zamieniła się w karykaturę. Nie musi się ono przecież kojarzyć się z tandetą.

JP2 będzie beatyfikowany. Watykan tylko wobec dwóch papieży z XX wieku nie zaczął procesów beatyfikacyjnych (Bendeykt XV, Pius XI) - czy oni znają takie pojęcie jak "dewaluacja"? Reakcje na zagranicznych blogach mogą szokować polskich komentatorów.

Ten artykuł i filmik, który poniżej po necie ostatnio ładnie biegał. Ciekawe...


Świat:

Brazylia sprzedaje swój wizerunek państwa otwartego na osoby LGBT, ale organizacje mówią wręcz o dokonywanym tam "homocauście". Ale zachwycone liberalną nową panią prezydent media jakoś nie interesują takie tematy.

Nowa Zelandia: McDonald znowu ma problemy przez blokowanie homiczych stron w swoich "restauracjach". Oczywiście wszystkiemu winny jest "filtr rodzinny".

Irlandia uznaje małżeństwa i związki partnerskie zawarte w innych krajach. Niestety małżeństwa redukuje do swoich związków partnerskich. Może dobre i to. Obiecywano nam w końcu drugą Irlandię, a jak zwykle jest Trzecia Rzeczpospolita. No i przy tej okazji wyszło na jaw, że jest około tysiąca par homiczych w Irlandii, które już związki zawarło w innych krajach. A tak wygląda pierwsza zarejestrowana para homicza.

Kolejny Irańczyk skazany na śmierć za "sodomię". Oficjalnie za próbę gwałtu zbiorowego, czyli jak zawsze.

Sądy w Meksyku mają ostatnio dobrą rękę do naszych praw. Homicze małżeństwa z miasta Meksyk i innych regionów, gdzie zrównano status małżeński mogą wspólnie się ubezpieczać. Miłe.

Zmarła Marcia Alejandro - pierwsza osoba w Ameryce Łacińskiej, która przeszła operację korekty płci.

Kanadzie sąd stwierdził, że pracownicy urzędu stanu cywilnego nie mogą odmówić zarejestrowania homiczego małżeństwa powołując się na swoje przekonania religijne. U nas pewnie by było na odwrót. Niestety urzędnicy i urzędniczki stanu cywilnego w Polandii mogą spać spokojnie i nie obawiać się, że zniszczymy ich wartości moralne swoimi żądaniami. Wystarczy, że zostali zmuszeni do wydawania nam zaświadczeń o stanie cywilnym w celu zawarcia homiczego związku partnerskiego za granicą.

Jak jesteśmy w kraju klonowego liścia to informuję, że obchodzona jest tam właśnie dziesiąta rocznica zrównania homików w prawie do małżeństwa. Mam listę krajów do których chciałbym emigrować, Kanada jest na drugim miejscu. Na pierwszym Nowa Zelandia. A perspektywy życiowe pokazują, że może wyląduję jednak w Europie. Na szczęście tej zwanej "zachodnią".

O tym jak ma się referendum w Południowym Sudanie do spraw LGBT zaś możecie poczytać tutaj.

A w Nepalu trzecią płeć będzie można wpisać w czasie spisu powszechnego. Podobnie będzie w Indiach. U nas spis już za chwilę, ale nikt takich postulatów nie wysuwa. Może czas?

Aktywiści w Ugandzie skarżą się mediom, że mimo wyroku sądu dotyczącego publikacji Rolling Stone, dalej będą prześladowani. Też mi odkrycie. Lider opozycji mówi o dekryminalizacji homoseksualności - jakoś wcześniej go media zachodnie nie cytowały, po wyroku sądu nagle pan się stał odważny... Tutaj zaś interesujące linki na podobny temat.

Pierwsze małżeństwo homicze Żydów w Holandii. Ciekawe czy Nasz Dziennik to odnotuje?

Bilet z Warszawy do Turku obecnie kosztuje około 700 zeta w dwie strony - warto wydać. Dziwnym trafem patrzyłem na termin warszawskiej parady... A jak lubicie USA to polecam Sundance. Zatem przechodzimy do mojego ulubionego państwa:

USA:

Debaty o małżeństwach dla homików toczą się w New Hempshire, Rhode Island i Maryland. Zacznę od New Hempshire, gdzie małżeństwa już są - republikanie chyba dadzą sobie spokój z protestami, mają zamiar zająć się ekonomią i finansami, to dość dobry moim zdaniem podział.  W Maryland gubernator stanu powiedział, że podpisze ustawę, a w Rhode Island niedługo możemy się spodziewać ustawy w stanowym Senacie.

Administracja Obamy odwołała się od decyzji sądu, która uznała, że DOMA jest niekonstytucyjna. Obama próbuje zrobić szpagat ale mu to przestaje wychodzić.

Świetne zdjęcia Stevena Kleina i Toma Forda, sprzed lat ale ogląda się nadal miło.

O tym, że Pan, który udzielił pierwszej pomocy postrzelonej senator jest gejem, napisali już chyba wszyscy, więc tylko wspominam. Jak chcecie in english, to here.

Rozdano Złote Globy. Teraz tego typu imprezy nie mogą się odbyć bez jakiegoś oświadczenia antyhomofobicznego, tym razem na scenie Chris Colfer (Glee).

W San Francisco otwarto Muzeum Historii LGBT. Za pieniądze miejskie. Strona muzeum tutaj. A tak świętowano.

O Viktorii Kolakowski już pisałem, pani sędzią została. Byli geje, były lesbijki, jest osoba trans, czas na kogoś nieidentyfikującego się?

Współzałożyciel Fejsa zaręczył się. Ponieważ news ten pojawia się u mnie to już wiecie, że z facetem.

W amerykańskich wnioskach paszportowych usunięto określenia "ojciec", "matka". Jest: rodzic jeden, rodzic dwa. Gdyby to u nas zaproponować to by poseł Pięta z Górskim i Karskim nam takiego Rejtana odstawili...

W ramach najbliższego Holocaust Memorial Day w necie pojawi się film "Untold Stories", w którym wypowiedzą się ludzie z różnych homofobicznych regionów świata. To porównanie mnie irytuje - sugeruje, że LGBT to jakiś naród, wspólnota, społeczność... kiedyś bym nie protestował, teraz zaczynam. Ale film wygląda na interesujący:



Sporo emocji wzbudza też dokument, który właśnie pojawił się w amerykańskich kinach - Stonewall Uprising. Trailer ciekawy:



Miłość nie wyklucza chyba musi się pojawić w jakiejś wiosce na plakacie. Schenectady na warunki amerykańskie to malutkie miasteczko, a odzew na plakat, który poniżej przerósł chyba oczekiwania organizatorów.



Na koniec dla poprawy humoru najnowsza Sherry Vine... w 3D:

Organizacje jednak mówią "nie"

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 18 stycznia 2011

Są  pierwsze reakcje na wywołaną przeze mnie i Ewę debatę. Yga Kostrzewa na blogu pisze:
Ja sama mam z tym problem - obecni założyciele Komitetu Organizacyjnego to nie są osoby, z którymi mi po drodze, z którymi się jakkolwiek rozumiem. Raczej daleka i długa przestrzeń nas dzieli, pod wieloma względami (choćby również z tego powodu, o którym pisze Ewa - bardzo męska Parada to ma być). A także nie chce mi się, po ludzku nie chce mi się znów, po raz n-ty angażować. Naprawdę czuję zmęczenie. Jeśli miałabym wkładać energię w cokolwiek, to chciałabym aby było to coś nowego. Np. kampania telewizyjna z prawdziwego zdarzenia o związkach partnerskich czy też inna akcja happeningowa dotycząca tego tematu. Ale - jeśli są chętni do robienia Parady, proszę bardzo. Może lepiej im wyjdzie, przynajmniej organizacyjnie, niż poprzedniczce - Fundacji Równości?
Yga potwierdza to co pisałyśmy - po dziesięciu latach z Paradami chyba już większość z nas ma ich dość.

InnaStrona zrobiła cały tekst o tym, ale - nie po raz pierwszy - zapomniała o źródle debaty. Trochę mnie to wkurza gdy się opiera na czyjejś pracy i udaje, że ona nie istnieje (no już ten link do Homików by wam nie zaszkodził). W tekście mamy wypowiedzi Lambdy i KPH:
Yga Kostrzewa z Lambdy Warszawa powiedziała nam, że "obserwujemy jak wygladają przygotowania do Parady, jednak podjęliśmy decyzję, że nie włączamy się w przygotowania". (...)
"Zarząd Kampanii Przeciw Homofobii podjął decyzję o nie włączaniu się w pracę komitetu organizacyjnego Parady Równości 2011 na czele którego stoją Jacek Adler, Szymon Niemiec i Łukasz Pałucki. Będziemy się jednak bacznie przyglądać przygotowaniom do Parady" - powiedział nam Tomasz Szypuła
To ja jeszcze zapytam czy to oznacza, że nie będzie platform organizacji na Paradzie?

Przed nami zatem baczne przyglądanie się poczynaniom Komitetu Organizacyjnego. Zaczął od ujawnienia pierwszej kobiety w swoim składzie - Marietta Wróblewska, "członkini zarządu Frakcji Młodych SDPL" oraz tekstu Pałuckiego, co ciekawe jest tam - szkoda, że nie wprost - o mnie i Robercie Biedroniu:
Od początku włączyliśmy do Komitetu większość warszawskich klubu gej/les. Parada powinna wspierać też naszych przedsiębiorców (i odwrotnie). Zresztą całe życie kulturalno-społeczne lgbt odbywa się w klubach. Gdyby zniknęły, zniknęłyby też akcje społeczne skierowane do lgbt. Co ciekawe najbardziej gardłują przeciwko komercjalizacji Parady Ci którzy najwięcej na niej zarabiają. A to ktoś ma wydawnictwo i boi się o sprzedaż swoich książek przy okazji nowej Parady, a to ktoś sprzedaje reklamy w mapce dla turystów itd. Itp… małe prywatne interesiki, które na siłę ubiera się w „argumenty”, tymczasem chodzi tylko o szmal.
Po pierwsze to ja mam wrażenie, że niektórzy w operze nigdy nie byli. Tam to jest dopiero kulturalno-społeczny cruising! Ale bardziej merytorycznie - jak łatwo zobaczyć na naszej liście sponsorów kluby nie garną się do pomocy w akcjach społecznych, choć oczywiście prośby o sponsoring były wysłane do wszystkich. Po drugie - a czy ja na te Parady z przyczepką i kasą fiskalną zapierniczam? A ostatni rok pokazał, że wydawanie książek przy okazji Parady nie ma większego sensu bo ciężko się przebić z informacją, więc nawet nie miałem takich planów (nie wspominając już o tym, że raczej zamykam "interesik" niż go rozkręcam).

Możemy się też dowiedzieć, że Stowarzyszenie „Pozytywni w Tęczy” to ostatnia ideowa organizacja lgbt w Warszawie. Tak, a cała reszta pływa w tęczowych pieniądzach.

Zaś z IS dowiadujemy się, że: Komitet Organizacyjny zapowiada, że "nowa" Parada ma być mniej polityczna. Jeszcze mniej? A były głosy, że się bardziej nie da. Pobić Bączkowskiego w odpolitycznianiu Parady to jest naprawdę ambitny cel. Do Parady jeszcze niecałe pięć miesięcy i coś czuję, że będziemy mieli o czym pisać.

Przypisy do "Zdjąć paradę z ramówki"

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, HomoNacjonalizm, Obcy w Internecie | Opublikowano

Miał być całkiem inny tekst, ale trzeba reagować na rzeczywistość - od tego są ponoć blogi ;)

Po tekście, który napisałem z Garniturkiem (a ja jej nigdy w gajerze nie widziałem!) na Homikach mamy wojnę w komentarzach, u mnie spokojniej i trochę bardziej merytorycznie, u Ewy polecam ostatni komentarz - podpisuję się czym tylko umiem. A jak już przy podpisie jesteśmy to mały off top - w banku okazało się, że muszę wyrobić nowy wzór podpisu, bo nie pasuje do starego. Czy to jest pierwsza oznaka wchodzenia w okres dorosłości?

Co mnie przeraża w debacie na Homikach to zejście jej na poziom "przegięte cioty i gołe dupy". Na tym poziomie to my możemy rozmawiać przez najbliższe dwadzieścia lat. Ciekawa zaś uwaga komentatora, który mnie zaskakuje połączeniem prywatnych odjazdów i czasem merytorycznymi uwagami:
Tak wiele się mówiło o małej liczbie gości z zagranicy. Dlaczego geje jeżdżący na co drugą paradę w Europie i USA byli tak słabo reprezentowani w Warszawie? Bali się? Przecież prasa zachodnia już wcześniej pisała, że w Warszawie parady odbywają się w coraz lepszej atmosferze a tych którzy chcą ją zepsuć odgradza policja. A jednak ,,gejowska solidarność" okazała się słaba. Powód jest jeden: fani Pride wiedzieli, że tu będzie gorsza zabawa. Będzie taniec, ale raczej nie z gołą dupą. Będą hasła tolerancji, ale wypisane na banerach- nie na sztucznych pytach. Typ gejów, który nota bene w Szwecji sam siebie nazywa ,,Pride-bögarna" (prideowe pedały) jest typem dość szczególnym.
Prajdowe pedały to zjawisko dobrze znane - osoby LGBT jeżdżace na najciekawsze zachodnie parady. Główny cel - zabawa. Do nas nie przyjeżdżają tak tłumnie, bo nie ma dla nich to sensu. I ten element Parady powinien nam dać do myślenia - nie strach o "demoralizację", a strach przed komercjalizacją i odpolitycznieniem Parady. Po co na zachodnich paradach pokazują się prawie wszystkie firmy targetujące się do "młodych/dynamicznych"? Nie po to by wesprzeć postulaty (o ile takowe są), a po to by się zareklamować i to całkiem tanio. Do tego - czy jeśli firma jest homo-friendly a np. źle traktuje pracowników w kwestiach płac, to czy mamy to akceptować? Jednostronna polityka gay pride może być niebezpieczna. Załóżmy, że Biedronka zdecydowałaby się sfinansować jakieś homicze wydarzenie w Polsce (uwaga - mówimy o teoretycznej sytuacji). Zapewne organizatorzy by nie odmówili. A powinni.

To zjawisko znane jest w literaturze jako pinkwashing (świetne tłumaczenie koleżanki U - różowe pranie mózgu) - wiedząc, że ludzie oczekują od firmy/państwa "nowoczesności", te używają poparcia środowisk LGBT do usprawiedliwiania mniej etycznych działań. Taki pinkwashing uprawiają na przykład Niemcy czy Holandia - stawiają przed homikami jako zagrożenie osoby wyznające islam by móc je dyskryminować i wzmacniać rasistowskie nastroje. Do tego właśnie prowadzi komercjalizacja politycznego wkurwu. Miałem o tym za szybko nie pisać, ale się wylało. Od lutego zacznę dużo więcej na temat tej i jej podobnych koncepcji, bo boję się, że u nas zaczyna się dziać to samo. (Nie bójcie się - będzie do tego osobne miejsce.)

Absurdalne? Nie mamy równych praw, jesteśmy jako środowisko marginalizowani, dyskryminowani i ośmieszani, a jednocześnie domagamy się obecności prezydent Warszawy na Paradzie. Po co? Po to by władza mogła odhaczyć sobie w dzienniku zadań "tolerancję"? HGW na Paradzie powinna jajami oberwać za politykę miłości a nie ją otwierać. Homofobią jest udawanie, że nas nie ma; ale jednorazowe lansowanie się na tle tęczowej flagi jest dla mnie jeszcze bardziej niebezpieczne. Robi to ciągle lewica i wystarczy.

Dlatego chciałbym, żeby Parada Równości nie była okazją do reklamy partii politycznych, by nie dać im okazji do tego co się ładnie w kolonizującym nas języku (ulegnę, wybaczcie) nazywa - bullshit.

W komentarzach pojawia się też fraza "święto radości". Z czego? Z tego, że jest się homikiem czy transem? Tak naprawdę w tym kraju tylko mała grupa osób LGBT może wyrażać radość i dumę z tego powodu. Dlatego format "paradowy" jest w naszym kraju jeszcze nie do przyjęcia dla wielu - nie tylko z powodów "estetyczno-moralnych", ale i z powodu przekonania, że teraz trzeba walczyć a nie paradować. A pokazywanie, że jesteśmy -  co gorsza - pokazywanie, że jesteśmy "tacy sami" jest poniżające. Jestem "taki sam", a nie mam takich samych praw. Więc z czego tu się cieszyć?

Kończąc - może już dotarliście/dotarłyście do newsa z Wyborczej:

"W świecie głupieją. Dwóch gejów (skrót definicji - gej = bogaty pedał) funduje sobie noworodka płci męskiej, wszyscy poprawnie i politycznie pieją z zachwytu. Zgroza" - czytamy w Biuletynie Informacyjnym, który nasza Czytelniczka znalazła w Urzędzie Miasta Poznania.


Tak, jestem tym tekstem oburzony, ale zaskakuje mnie fakt, że media nie zauważyły też wątki antysemickiego w tym tekście:


Fajnie, że media tak kochają newsy o nas, ale też jest mi przykro gdy nie dostrzega się, że obok homofobicznej retoryki powstaje jeszcze jeden dyskurs - mający wykazać, że Polacy nie są w ogóle winni mordowaniu Żydów (kwestia wielkości litery też jest ciekawa). Pewnie ktoś to po prostu pominął pisząc tekst, ale warto zwracać uwagę na to, że walcząc o swoje prawa trzeba walczyć też o prawa innych. Parada tego nie wywalczy. Ale co w zamian? O to właśnie z Ewą pytamy i czekamy na odpowiedź.

Poranny raport z konkursu cz. 5

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Przed nami jeszcze tylko trzy raporty i kończymy zabawę. Tzn coś tam może się zacznie w kolejnym etapie, ale jak obiecałem - molestować nikogo nie będę ;)


Korwin zastosował starą taktykę - ko(u)rwinzombiątka zaczęły głosować. Ja wiem, że walczę z fenomenem internetu, ale może dlatego jakoś mi na tym zależy. Oczywiście Korwin na pierwszym, ech...

Przypominam - głosować można tylko raz, a głosy na Abiekta oddajemy na numer 7122 o treści C00054. Fejs tutaj.

Dzisiejsze podziękowania dla IS za zamieszczenie "obywatelskiego newsa", osób piszących na blogach: Blog (wielo)branżowy, Seraphielos, Zielonej Warszawy.

Warszawa bez Parady?

16

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano poniedziałek, 17 stycznia 2011

Poniższy tekst jednocześnie tutaj, u Ewy i na Homikach, mamy nadzieję na poważną debatę, co oczywiście pewnie się nie uda ;)

Po 10 latach od pierwszej Parady Równości nadszedł moment, gdy organizację Parady wzięły na siebie osoby, które mają na koncie wiele kontrowersyjnych działań. Czasami można te kontrowersje oceniać pozytywnie, ich skutki niestety w dużej mierze były negatywne. Czy Szymonowi Niemcowi, Jackowi Adlerowi i Łukaszowi Pałuckiemu uda się stworzyć Paradę? Czy zbiorą głosy poparcia nie tylko klubów gejowskich, ale i środowiska? Czas pokaże. Gdyby się tak stało, byłoby to niezwykle ważnym sygnałem dla wielu osób i organizacji, że ich dotychczasowe działania, mające na celu marginalizację takich głosów jak Adlera, spaliły na panewce. Dlatego dziwi nas to, że do tej pory organizacje nie zdecydowały, co zrobić z Paradą. A może czego nie robić?

Wyobrażacie sobie Warszawę bez Parady? Chociaż nie jesteśmy przeciwne Paradzie i na każdą z chęcią przychodzimy, to uważamy, że trzeba pomyśleć również nad taką opcją. Co za nią przemawia?

1. Parada to pomysł przywieziony ze Stanów Zjednoczonych. Jest to produkt amerykańskiego ruchu LGBT, a jego rozpowszechnienie jest efektem globalizacji i standaryzacji form wyrażania dumy gejowskiej/lesbijskiej. Parada nie może istnieć bez poczucia gay pride, gdyż jest jego efektem i manifestacją. Polskie poczucie "bycia dumnym" nie funkcjonuje tak, jak oglądamy to na obrazkach z Zachodu. Zatem przenoszenie formatu Parady z Zachodu bez uwzględnienia polskiej specyfiki jest założycielskim problemem tego wydarzenia. O tym, że czas na nową formułę, mówi się od dawna. Może teraz jest czas, by zacząć ją tworzyć? Rok przerwy nam w tym pomoże.

2. Po dziesięciu latach z Paradą co roku pojawia się ten sam problem - kto ma ją zorganizować i kto ma się w nią zaangażować. To nie jest tylko problem ogólnego braku zainteresowania działaniem na rzecz środowiska LGBT, to również problem dotychczasowej komunikacji organizatorów z jego członkami. Uważa się, że mamy (my, jako aktywiści i aktywistki) obowiązek organizacji Parady. Podobnie jak mamy obowiązek prowadzenia dziesiątek innych działalności. Ale osoby wygłaszające takie poglądy nie myślą: macie obowiązek więc wam pomożemy, ale: macie obowiązek dla nas to zrobić, a my ewentualnie na Paradę przyjdziemy. Może czas powiedzieć wprost: nie damy rady zorganizować po raz kolejny Parady jeśli się nie zaangażujecie? Mówimy o tym od dawna, nawołujemy... Może brak Parady będzie ostatecznym krzykiem o zaangażowanie?

3. Każde wydarzenie potrzebuje lidera lub grupy liderów. Liderzy i liderki ruchu LGBT nie są z gumy - to naprawdę niewielka grupa ludzi, którzy większość swojego czasu poświęcają na pracę na rzecz ruchu. Często kosztem własnych spraw zawodowych, rodzinnych. W ostatnim czasie pojawiły się nowe, póki co małe środowiska, które mają szansę przejąć część obowiązków od dotychczasowych, już trochę wypalonych działaczy i działaczek. Poznajmy te grupy, zaprośmy je do współpracy i może wtedy pojawią się nowi liderzy i liderki? Ale by wypracować takie rozwiązanie, nie wystarczy okres od Parady do Parady. Potrzeba na to więcej czasu.

4. Bez Parady nie będzie nas widać. To trochę prawda - dzięki zwłaszcza warszawskiej Paradzie mówią o nas media. Ale czy mówią o naszych postulatach? Czy mówią o tym, że gdy rozliczamy PIT-y, to niektórzy z nas zaciskają zęby, patrząc na wspólne rozliczenia swoich przyjaciół będących w heteroseksualnych małżeństwach? O konkretach mówią niewiele więcej niż podczas innych wydarzeń LGBT, których przecież nie brakuje. Ten rok możemy poświęcić na przygotowanie innych strategii, innych wydarzeń.

Zaangażowanie w sprawy LGBT to decyzja, która pociąga za sobą wiele konsekwencji w życiu. Nie jest tak, że aktywiści muszą COŚ robić. Mogą wziąć sobie urlop. Nie robimy tego, ale organizowanie Parady Równości i wydarzeń dookoła niej to zarówno duże obciążenie czasowe, jak i finansowe. Może czas przestać zgrywać twardzieli i twardzielki i otwarcie powiedzieć: dłużej tak nie wytrzymamy? Potrzebujemy waszego zaangażowania! Ponoć jest nas ponad milion, w stolicy ponad 100 tysięcy. Gdzie jesteście? Na Paradach was nie widać. Może wracamy tym samym do argumentu nr 1 - Parada nie jest formatem odpowiednim dla Polski. W telewizji, gdy jakiś zakupiony z zagranicy format się nie sprawdza i traci swoją publikę, zarząd decyduje o zdjęciu go z ramówki. Dlatego postulujemy, by poważnie rozważyć nie tylko to, jak ma wyglądać tegoroczna Parada Równości oraz jaka powinna być i kto powinien ją organizować, aby przyciągnęła jak najwięcej ludzi i realizowała założone cele, ale by pomyśleć też o zdjęciu jej z ramówki i zastąpieniu czymś innym. A co miałoby ją zastąpić, jest pytaniem, które pozostawiamy otwarte.

Wojciech Szot
Ewa Tomaszewicz