Był ślub wśród najwyższych sfer
Taki odlot każdy mieć by chciał
Sto prób odbyło się
Żeby każdy swoje miejsce znał
Ślub był dla mediów. Przyszedłem o 14:00 i miejscu zobaczyłem pięć osób oraz zmierzającą ku "nowożeńcom" ekipę Superstacji. Stwierdziłem, że nie mam ochoty być policzonym jako "gość" ślubu i wycofałem się do BUWu czytać Groickiego. Po powrocie do domu zobaczyłem, że jest to najgorętsza wiadomość w mediach. Wiadomo - ślub dwóch mężczyzn, niby symboliczny, ale zawsze. O widoczność tu chodzi, bo jak się dużej kasy nie ma, to trzeba zrobić show. To show na poziomie żenującym, ale znamy wiele innych pokazów na gorszym. Gazeta jednak dała przytomny komentarz:
Pomysł na wyborczy happening świetny. Temat kontrowersyjny, ale ważny, i to nie tylko dla tysięcy lesbijek i gejów. "Takiego ślubu Warszawa nie widziała" - reklamowali wydarzenie. Oglądać, niestety, nie było czego.
Nie było ani limuzyny w kwiatki, ani marszu Mendelssohna, ani nawet urzędnika, który by symbolicznego ślubu udzielił. W rzeczywistości zamiast ślubu była zwyczajna konferencja prasowa dwóch kandydatów na posłów. Słowo "ślub" było tylko wabikiem dla dziennikarzy, którzy stawili się całkiem licznie, ale odeszli, szczególnie fotoreporterzy i operatorzy kamer, zawiedzeni.
- Całować się nie będziemy, bo to mogłoby się nie spodobać naszym partnerom - oświadczył Tomasz Szypuła. - Ale możemy się objąć "na misia".
Instrumentalizacja związków partnerskich jest czymś oczywistym. Sami tego chcemy i nie mamy wyjścia. Jednak co innego instrumentalizacja a co innego okłamywanie ludzi. Bo ten "ślub" mający poprzeć ustawę o związkach, sugerował, że związki partnerskie będzie się zawierać w Urzędach Stanu Cywilnego. Ustawa zaś nie jest o "związkach partnerskich", a o "umowach związku partnerskiego".
Do czego prowadzi "symboliczny" ślub? Do takich komentarzy Terlikowskiego:
Na kilka dni przed wyborami poseł Janusz Palikot postanowił upomnieć się także o los singli. Zatroskany o los tych z nich, dla których nikt nie jest tak dobry, jak on sam – Palikot zawarł związek małżeński sam z sobą.
Oczywiście cały komentarz jest chamski, ale faktycznie - do czego jeszcze RPP jest w stanie się posunąć w swoich pokazach? Tego nie wiem.
Posta zatytułowałem "łamanie zasad". Bo Szypuła z Jasińskim złamali podstawową dla walki o nasze prawa zasadę "kontraktu autobiograficznego" (ok - wykorzystuję Lejeune'a) - to co robimy to nie teatr, to walka o nasze losy.
I jeszcze trochę szefa KPH:



















0 komentarzy:
Prześlij komentarz