Fekalje, naturalje i obscenalje
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano piątek, 29 kwietnia 2011
Nie chce mi się komentować Węgrzyna - przed majowym weekendem proponuję znowu wyprawę historyczną, zwróćcie uwagę na cudowne neologizmy, przy których przepisywaniu dostaję nerwicy:
Popularność wśród mobu i czytelników prasy brukowej nie może być sprawdzianem walorów duchowych i moralnych. W ogrodach zoologicznych i menażerjach zwyczajnie pusto jest przed klatkami z orłami lub lwami, a natomiast tłoczy się gawiedź przed kratkami, za którymi nieprzyzwoicie bawią się makaki i hamadryasy, coram publico uprawiające exhibicjonizm. Ten sam gatunek emocji daje też narodowi sanacyjnemu krasopisarstwo „mędrca z urojenia” Boya. To też gwarno i wrzaskliwie bywa stale przed tym feljetonistycznym Lunaparkiem (lunaparkiem), który Boy zainstalował w gościnnej stolicy, a kompletna obojętność otacza dziś tych wszystkich pisarzy, którzy nie zniżają się nawet o jeden stopień do jarmarcznego poziomu panseksualnej demagogji.
(...)
Adoranci i akolici Boyowi, zatajając sami przed sobą główną i rozstrzygającą przyczynę zaczytywania się w nim, tj. zoologiczną inklinację la bête humaine do sexualji, fekalji, naturalji i obscenalji, obnoszą dookoła jego: „humanitaryzm” (sic), jego „człowiekolubstwo”. Zgadzają się już i na to, że jego pisarstwo to wyzwalanie zwierzęcia a raczej bydlaka z człowieka, ale upierają się przy tem, że jednak równocześnie ten „pogromca obłudy i pruderji” wyzwala kobietę z niewoli i niedoli. A więc humanitaryzm. Dobrze. Pięknie. Ale czemu to Play-Boy ogranicza swój humanitaryzm tylko do jednej płci tj. do tej, która jedynie w Polsce książki kupuje i czyta? Dlaczego widzi tylko „Piekło Kobiet” a nie widzi inferno rusticorum, nie widzi uczciwych ludzi w Polsce, nie widzi orgji sadyzmu i bestjalizmu, nie widzi nędzy, biedy, zpauperyzowania? Czy apologja sexualnego nierządu domaga się także zamykania oczu na nierząd polityczny?
(Adolf Nowaczyński, Boyszewizm, „Gazeta Warszawska” 1931, przedr. w: Prawda o Boyu-Żeleńskim. Głosy krytyczne, oprac. i wstęp Czesław Lechicki, Warszawa 1933, s. 103-116)
Popularność wśród mobu i czytelników prasy brukowej nie może być sprawdzianem walorów duchowych i moralnych. W ogrodach zoologicznych i menażerjach zwyczajnie pusto jest przed klatkami z orłami lub lwami, a natomiast tłoczy się gawiedź przed kratkami, za którymi nieprzyzwoicie bawią się makaki i hamadryasy, coram publico uprawiające exhibicjonizm. Ten sam gatunek emocji daje też narodowi sanacyjnemu krasopisarstwo „mędrca z urojenia” Boya. To też gwarno i wrzaskliwie bywa stale przed tym feljetonistycznym Lunaparkiem (lunaparkiem), który Boy zainstalował w gościnnej stolicy, a kompletna obojętność otacza dziś tych wszystkich pisarzy, którzy nie zniżają się nawet o jeden stopień do jarmarcznego poziomu panseksualnej demagogji.
(...)
Adoranci i akolici Boyowi, zatajając sami przed sobą główną i rozstrzygającą przyczynę zaczytywania się w nim, tj. zoologiczną inklinację la bête humaine do sexualji, fekalji, naturalji i obscenalji, obnoszą dookoła jego: „humanitaryzm” (sic), jego „człowiekolubstwo”. Zgadzają się już i na to, że jego pisarstwo to wyzwalanie zwierzęcia a raczej bydlaka z człowieka, ale upierają się przy tem, że jednak równocześnie ten „pogromca obłudy i pruderji” wyzwala kobietę z niewoli i niedoli. A więc humanitaryzm. Dobrze. Pięknie. Ale czemu to Play-Boy ogranicza swój humanitaryzm tylko do jednej płci tj. do tej, która jedynie w Polsce książki kupuje i czyta? Dlaczego widzi tylko „Piekło Kobiet” a nie widzi inferno rusticorum, nie widzi uczciwych ludzi w Polsce, nie widzi orgji sadyzmu i bestjalizmu, nie widzi nędzy, biedy, zpauperyzowania? Czy apologja sexualnego nierządu domaga się także zamykania oczu na nierząd polityczny?
(Adolf Nowaczyński, Boyszewizm, „Gazeta Warszawska” 1931, przedr. w: Prawda o Boyu-Żeleńskim. Głosy krytyczne, oprac. i wstęp Czesław Lechicki, Warszawa 1933, s. 103-116)




















1 komentarzy:
piękne!
chyba mała literówka: Lunaparku (a w nawiasie powinno byc chyba : lupanarku , bo wtedy jest gra słów!)
chyba ze lepszy jestem od Nowaczyńskiego :-)
podobne klimaty publicystyczne mamy i dzis! Ale kogo bardziej pamiętamy?
choc dzisiejszej prawicy kudy do talentu Adolfa Nowaczyńskiego...
Prześlij komentarz