ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Sondaże (1976-2010)

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano wtorek, 31 sierpnia 2010

Dyskusja o sondażach została na Homikach zepchnięta do poziomu zastanawiania się czy związki partnerskie są naszym priorytetem - moim zdaniem są i koniec dyskusji. Przygotowałem zaś trzy wykresy.

1. Poparcie dla postulatów LGBT z uwzględnieniem sondaży prasowych (jak znacie jakieś inne to dajcie znać):


2. Poparcie dla postulatów LGBT bez sondaży prasowych:


3. Postawa negatywna (homoseksualizm nie jest czymś normalnym/nie można go tolerować):


Jak ładnie widać - sondaże prasowe sobie, a niezależne sobie; tolerancja rośnie, zaś poparcie dla adopcji w zasadzie stałe. Co ciekawe poparcie dla związków partnerskich też w zasadzie bez zmian, a wobec małżeństw - spadek. To ostatnie mnie nie dziwi - postulat małżeństw został wyraźnie oddzielony od związków i ludzie wiedzą o czym mowa. Jestem ciekaw co sądzicie - nawet bardzo :)

Korzystałem z badań CBOS (raporty - IV 2001, 2002 [pytanie o konkretny projekt Joanny Sosnowskiej], XII 2003, VII 2005, XII 2005, 2008, 2010), Eurobarometr 2006, Pentor 2002, GFK Polonia dla "Rzepy" 2009, OBOP dla "Polityki 2009, GFK Polonia dla "Rzepy" 2010, dawne dane z artykułu Barbary Pietkiewicz "Marsz na orientację", "Polityka: nr 29 (2254), s. 3-9. Uwaga do danych - pytania zadawane respondentom brzmiały różnie (jedynie CBOS w większości przypadków zadawał to samo pytanie), stąd też dane te są tylko częściowo porównywalne. Jednocześnie jak widać, trendy są dość oczywiste.

Warto też zwrócić uwagę na sondaż ARC Rynek i Opinia dla "Newsweek" na temat mieszkańców i mieszkanek Warszawy - 67 procent za związkami partnerskimi (bez adopcji). To pokazuje na jakiej wyspie mieszkam :)

I jak wam się podoba?

Walker w 60 sekund

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Sędzia Walker na 136 stronach uzasadniał dlaczego odrzuca zakaz małżeństw homiczych w Kalifornii i uznaje go za niezgodny z konstytucją USA, National Organization for Marriage, najsilniejsza anty-homicza grupa w USA postanowiła streścić dokument:



Początkowo myślałem, że to dowcip mający ich ośmieszyć, ale nie. Szkoda, że LPR nie był tak kreatywny.

Pytanie do raportu

18

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 29 sierpnia 2010

Jest już dostępny raport z badań CBOS - Postawy wobec gejów i lesbijek. Kolejno omówię pytania, na koniec wnioski.

1. Trzeba pochwalić CBOS za to, że regularnie bada ten temat. Okazuje się, że od 2005 roku o 8 punktów procentowych wzrosła liczba osób, które znają osobiście geja/lesbijkę. Wynik 24 procent jest nadal bardzo niski - w USA w 1992 roku znajomość osób homo potwierdzało 42 procent respondentów (obecnie - 77).


2. Nadal odmawia nam się prawa do manifestacji (na tak tylko 30 procent - mniej niż po zakazie parady w 2005 roku). Tu już widzimy jednak różnicę między osobami znającymi, a nie znającymi gejów i lesbijek (w raportach CBOS zawsze stawiał na hipotezę o osobistym kontakcie, co mi się bardzo podoba).

3. Kwestie zawodów zostawmy, bo tu jak zawsze wychodzi, że geje są mniej akceptowani niż lesbijki, nawet wśród osób, które nas znają. Co ciekawe - najbardziej nas nie chcą na nauczycieli, a dopiero na drugim miejscu jest ksiądz. Zakonnice zaś u lesbijek bardzo daleko. Czyżby większa akceptacja dla lesbijskich orgii w zakonach niż w seminariach?

4. Bardzo zaś dobrze już wyszły odpowiedzi na pytanie o pracę z osobami homo:

Mimo iż stosunkowo wielu respondentów uważa, że lesbijki i geje nie powinni mieć możliwości pracy we wszystkich zawodach, większość nie miałaby nic przeciwko temu, by osoba o orientacji homoseksualnej pracowała w tej samej firmie co oni (76%), była ich bezpośrednim współpracownikiem (70%) czy też bezpośrednim przełożonym (67%). Tu różnice między grupą znającą a resztą świata są na poziome 20 pp, ale co zaskakuje - nigdzie nie spadają poniżej 60 procent.

5. Najważniejsze, czyli związki partnerski. Tu zmiana w ciągu 7 lat jest wyraźna. 45 procent respondentów nie ma nic przeciwko związkom partnerskim. Niestety nadal widać, że dopiero wychodzimy z backlashu, który spowodowany był nagłym przypływem homofilnych uczuć za czasów Giertycha i spółki (wtedy związki partnerskie popierało 46 procent - jedyny raz gdy przeciwnicy byli w mniejszości). Co mnie martwi to fakt, że wśród osób, które nas znają odsetek zwolenników związków partnerskich zmalał z 70 procent w 2008 roku do 63 w 2010 (tu nie było zjawiska backlash - w 2005 wśród tej grupy poparcie wynosiło 67 procent).

W grupie osób nas znających poparcie dla związków partnerskich zmienia się następująco:

2010 - TAK - 63, NIE - 33 %
2008 - TAK - 70, NIE - 27 %
2005 - TAK - 67, NIE - 28 %

Całkowicie absurdalne wydaje się to, że ludzie są gotowi na związki partnerskie, ale tylko 42 procent uważa, że powinniśmy mieć prawo uprawiać seks. Znowu mamy niestety do czynienia z polską hipokryzją - protestować nie, manifestować "styl życia" nie, związki sobie weźcie, ale nie uprawiajcie seksu. Dlatego zdecydowany wzrost postaw tolerancyjnych mnie absolutnie nie zadowala i raczej tylko potwierdza, że Polacy mają rozdwojenie jaźni.

Szkoda, że w podsumowaniu - w przeciwieństwie do 2008 roku - nie ma nic na temat ujawniania się i tego, że jest to najlepsza droga do akceptacji naszych postulatów. Z innych - w polskich badaniach ciągle nie pada pytanie o "poczucie komfortu" w kontakcie z kimś o kim wiadomo, że jest homo. To ozywiście bardzo amerykańskie pytanie i w Polsce może być źle zrozumiane, ale pozwala na sprawdzenie prawdziwych odczuć wobec samych osób, niekoniecznie właśnie postulatów.

Przeczytajcie ten dokument, myślę, że najważniejsze pytanie po lekturze brzmi - dlaczego ci, którzy nas znają przestają popierać kwestię związków partnerskich? Czyżby dlatego, że zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że jest to dla nas tylko pierwszy krok do małżeństw? A może dlatego, że nie potrafimy dobrze komunikować tego czym są związki partnerskie?

Raporcik

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: queer world, wydarzenia | Opublikowano sobota, 28 sierpnia 2010

Lambda zapraszała na Masę Krytyczną, a dziewięciu rowerzystów przejedzie prawe 300 kilometrów zbierając w ten sposób pieniądze na London Lesbian and Gay Switchboard. Może u nas coś takiego? Tęczowy Tour de Pologne zbierający kasę np. na jakąś kampanię społeczną?

W UK w 2009 roku zawarto 6281 związków partnerskich jednopłciowych - spadek od 2008 roku o 12 procent. Troszkę więcej gejów niż lesbijek zarejestrowało swoje związki, a łącznie od 2005 roku dokonało tego 40230 par. Co ciekawe - lesbijki częściej się rozwodzą.

Odbyła się pierwsza parada w Nepalu. Trochę zdjęć poniżej, a relacja w Times of India:












Już chyba wiem gdzie chcę za rok pojechać na paradę... Aha, mamy dwa coming-outy. Słynny aktor porno Mason Wyler (akurat ja nie lubię tych jego wygibasów) ujawnił, że jest plusem, a bardziej sensacyjnie wygląda coming-out Kena Mehlmana, który dowodził kampaniami prezydencki Busha.

Kończąc ten raport newsowy dane z USA na temat poparcia dla małżeństw homiczych. Najpierw jak się zmieniało:



A tak to wygląda w chwili obecnej:


Jak widać - zmiana społeczna jest niesamowita. Jednak jak przyjrzeć się Polsce w ciągu ostatnich 10 lat to też robi to niezłe wrażenie - o ile opinia w kwestii małżeństw się nie zmieniła za bardzo, tak już związki partnerskie według niektórych badań akceptuje 40 procent Polaków. Też mi łaskawcy.

ps. a jak chcecie poczytać o homofobii w kraju, w którym jest ona marginalna to tutaj ciekawa historyjka.

C-open-hagen

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Homo-biznes, wydarzenia | Opublikowano piątek, 27 sierpnia 2010


Kopenhaga uruchomiła świetną stronę poświęconą homoturystyce. Szanowne Biuro Promocji miasta Warszawy - czekamy! Bez nas Europejska Stolica Kultury 2016 będzie bardzo nudna. A może przypadnie innemu miastu? To by było nawet pozytywne - w Warszawie niestety miasto myśli, że ten tytuł dostanie z rozdzielnika i katuje nas Chopinem. Proste, przyjemne, Japończykom się podoba. Tylko, że w 2016 roku to świat znowu będzie o te kilka kroków do przodu w temacie LGBT...

Na polskim podwórku

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Homo-biznes, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 26 sierpnia 2010

O tej sprawie już pisałem - homofobiczne treści w podręcznikach pojawiają się od dawna, teraz SPR zrobił burzę w mediach (dzięki Reutersowi więcej o tym info niż o Europride było) i może coś z tego będzie. Przy okazji tego ciekawa dyskusja się pojawiła, że ponieważ już nie widzimy żadnych możliwości zmiany Radziszewskiej chyba czas wyjść na ulice. Ktoś by się podjął takiego zadania? Oferuję pomoc.

Tekst o "białych małżeństwach" we Wprost bardzo tendencyjny i wybiórczy. Pokazano zjawisko marginalne tak jakby było ono powszechne. Do tego wywiad z Poniedziałkiem, który znowu mówi, że jest przeciw adopcji i małżeństwom. Można być osobiście przeciw, ale żeby innym zakazywać? A oto argument:

A dlaczego nie może mieć dwóch ojców albo dwóch matek?

Bo widziałem takie rodziny i nie podobały mi się.


O małżeństwach też bardzo wysublimowanie: Po co mamy wchodzić w ich [heteryków] buty, skoro żyjemy zupełnie inaczej? Jeżeli urodziliśmy się jako homoseksualiści i zdecydowaliśmy się tak żyć, to róbmy to. (...) nie widzę powodu by szokować większość społeczeństwa widokiem dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet biorących ślub w kościele.

To świadczy o tym, że edukować to nie trzeba heteryków a naszych celebrytów. Przecież nikt nie walczy o małżeństwa w kościele, a w USC, a jak słyszę argumenty "estetyczne" to mam bardzo nieładne skojarzenia z systemami, które z powodów estetycznych wyrządziły sporo szkód. No i ten brak logiki - albo rodzimy się, albo się zdecydowaliśmy. Z resztą co to znaczy "tak żyć"? Powielanie przez Poniedziałka (i to nie po raz pierwszy) pewnych klisz homofobicznego dyskursu przeraża.

Na rynek filmowy wchodzi nowa firma. Zaczynają od Shortbus, będą pokazy jednego dnia w kilkudziesięciu kinach w kraju i od razu wydanie filmu na dvd. Trochę staroć na początek, ale firma plany ma ambitne i z powodów także prywatnych z całego serca kibicuję. Jestem ciekaw wyników tego eksperymentu - może rynek filmowy jest inny, ale gdybym co miesiąc chciał wydawać książki pedalsko-lesbijskie to już dawno bym splajtował.

Z pewnych przyczyn zrobiłem ostatnio listę firm LGBTQ - czyli takich, które zajmują się wytwarzaniem usług, przedmiotów mówiących o nas (portale, książki, filmy, turystyka, hotele, księgarnia, sklepy internetowe). Wyszło mi tego - nie licząc klubów - kilkadziesiąt. To chyba nieźle, ale to niestety jeszcze bardzo raczkujący rynek. Jak czytam artykuły poświęcone tęczowym pieniądzom i banalne analizy w rodzaju tej to mam poczucie, że chcemy się nabrać. Ale fajnie, że ludzie próbują - i to mi się niesamowicie podoba :)

Tyle z polskiego podwórka, wieści zza oceanu czekają (kolejne coming-outy!).

ps. Katarzyna Formela (i z tego co wiem to nie ona pierwsza) zadaje ciekawe pytanie - czy będąc w związku partnerskim zawartym za granicą, można w Polandii wziąć ślub? Ciekawe co na to sądy i ministerstwo sprawiedliwości.

Reklamy roku cz. 2

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT, wydarzenia | Opublikowano środa, 25 sierpnia 2010

Kontynuacja tekstu o reklamach nominowanych do nagrody GLAAD - tym razem dwie kategorie. W pierwszej moim faworytem są Hyatt (za prostotę) i Garden State Equality (też za banalny pomysł i świetne bohaterki). Zatem miłego oglądania.

Kampanie internetowe:

Wells Fargo


GlaxoSmithKline


Hyatt

RuPaul's Drag Race

Merck (druga nominacja)

Najlepsze kampanie społeczne:

Desert AIDS Project

Garden State Equality




SAGE

Ciekawe czy trafię zwycięzców, ale jak pokazują poprzednie lata - nie jest to proste. Decyzje jurorów często nieprzyjemnie zaskakują. Jednocześnie przegląd nominowanych to doskonały moment na to by porównać jak bardzo różnią się polskie próby reklamy LGBT od tych zachodnich. No i u nas producenci alkoholi (a przecież to głównie oni się reklamują w klubach) nie mają jednak takiej odwagi jak zeszłoroczny zwycięzca w kategorii najlepsze reklamy prasowe:

Europejski Rok Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Bardzo lubię, gdy inicjatywy typu "rok czegoś tam" zaczynają się rozkręcać w sierpniu. Właśnie dotarł mailing od agencji PR, że w końcu uruchomiono kolejny rok europejski, tym razem poświęcony wykluczeniu społecznemu i ubóstwu. Europejskimi ambasadorami zostali...dr Vaira Vīķe-Freiberga, dr Lesley-Anne Knight, Tasha de Vasconcelos i... Michał Piróg. Dwie specjalistki, modelka i celebryta. O Pirogu czytamy w prasówce:

znany polski tancerz i choreograf, Michał Piróg aktywnie wykorzystuje swoja popularność w celu zwiększenia w Polsce i za granicą świadomości na temat ubóstwa i problemów wykluczenia społecznego

O ile przy innych postaciach napisano jak działają, tak już tu nie mamy żadnych wiadomości. Oczywiście Europa wie o nim tyle co my o Tashy decośtam. Tutaj ambasadorzy "krajowi". Niestety w dokumentach polskich w zasadzie nikt nie zauważył części o "wykluczeniu społecznym" i większość tekstów dotyczy tylko ubogich i bezdomnych. Przejrzałem dokumenty innych krajów i tam też widać, że wykluczenie społeczne rozumiane jest bardzo wąsko, co oczywiście ułatwia działanie komórkom odpowiedzialnym za takie projekty. Niestety po raz kolejny fajny pomysł nie obija się nikomu o uszy, a jeśli takie maile przychodzą pod koniec sierpnia to po prostu jest to żenujące.

ps. Lambda zaprasza na Masę Krytyczną w piątek. Pomysł przedni, może jakaś tęczowa Masa Krytyczna? Zamiast parady? Nawet bym rower kupił.

Reklamy roku cz. 1

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 24 sierpnia 2010

GLAAD już po raz drugi zamiast przyznawać nagrody za reklamy w normalnym cyklu, przyznaje odrębną nagrodę GLAAD Media Awards in Advertising Nominees. Zatem dopiero w sierpniu mamy nominacje, pod koniec września ogłoszenie zwycięzców. Nominowani:

kategoria TV:

Bertoli:


Absolut:


Merck:


kampania Levi's Gay History Month

Mój faworyt - Bertoli, ale pewnie wygra Levi's :)

kategoria reklama prasowa w mediach krajowych:

K-Y:

Givenchy:



Givenchy chyba wygra - pierwsza w reklamie mody postać transpłciowa zrobiła jakiś czas temu niezły szum.

kategoria reklama prasowa w prasie LGBT:

The Netherlands Board of Tourism and Conventions


Tylenol PM




Miller Lite

Starz Entertainment


kampania Progressive Insurance




Mam nadzieje, że wygra Progressive - zaskakujący pomysł, wieloznaczny przekaz, cudne :). Są jeszcze dwie kategorie, ale żeby nie zamęczać dzisiaj - ciąg dalszy jutro.

Abnormals

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Już za kilka dni otwarcie w Poznaniu Abnormals Gallery. Skandal już był, teraz trzeba będzie to obejrzeć. Nie tylko ze względu na świetne plakaty, ale na przykład z powodu udziału w wystawie Luigi Y Luca, których sztuka już jakiś czas temu mnie zachwyciła (w kontekście pytanie - co byś chciał na ścianę oczywiście, prawdziwy zachwyt to ja mam przy okazji malarstwa sprzed 200 lat):




A teraz kontrowersyjne plakaty:



Do Poznania wybrać się zatem trzeba!

ps. recka na Gejowie :)

Tabliczka

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano poniedziałek, 23 sierpnia 2010


Niestety w dragu czuję się jak ostatnia idiotka.

Sprawa "krzyża"

14

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano niedziela, 22 sierpnia 2010

Na Homikach po artykule Jej Perfekcyjności o krzyżu i gejach pojawiła się polemika. Dyskusja ta jest oczywiście nieunikniona - pewne porównania dość łatwo się nasuwają. Jak pisze polemista:

Autorka porównuje na przykład walkę o obecność krzyża w przestrzeni publicznej do walki o obecność w tej przestrzeni symboli związanych ze społecznością osób nieheteronormatywnych. To głęboko fałszywa analogia.

Absolutnie się z tym nie mogę zgodzić. Jej Perfekcyjność moim zdaniem ma rację. Po pierwsze należy - czego nie robi polemista - abstrahować od samego krzyża i tego co się z nim wyprawia. Przyglądając się samym "obrońcom" nie można nie zauważyć podobieństwa między ich zachowaniem a np. obroną tęczowej flagi podczas EP2010 zawieszonej i zdzieranej z Nowego Wspaniałego Świata. Oczywiście w tym drugim wypadku nikt nie blokował ulicy, ale reakcja "środowiskowa" była podobna - brońmy flagi, proponowano nawet dyżury pod flagą. To, że nie chcemy widzieć pewnych analogii to tylko sprawa tego, że porównanie do "obrońców" jest zwyczajnie niewygodne, ale uważam, że uprawnione.

Dla mnie fascynujące jest to, że metody stosowane przez "obrońców" są tak wywrotowe - wdarli się w przestrzeń zarezerwowaną wcześniej dla turystyki i państwowych uroczystości. Wywrócili porządek miejsca, zaanektowali przestrzeń i całkiem udanie ją przedefiniowali. Redefinicja miejsca najlepiej widoczna jest teraz, gdy policja odsunęła ludzi od krzyża - czyli miejsce to stało się tak niebezpieczne dla porządku publicznego, że trzeba było je zamknąć. Oczywiście to, czy mamy do czynienia z mniejszością czy raczej większością, która wysłała swoich reprezentantów jest trudne do oceniania, ale w kontekście miejsca i sytuacji - obrońcy stanowią mniejszość. I jak się przyglądałem przeciwnikom ich obecności tam, to miałem takie wrażenie, że pewna część tych osób chętnie by porzucała kamieniami też w paradę. Niektórzy lubią po prostu zadymy.

Ja bym chciał, żeby wszystkie grupy, które mają jakiś interes do załatwienia potrafiły tak zablokować i przejąć symboliczną władzę. Niestety na to stać tylko pseudoreligijnych, gnostyckich fanatyków. I niestety - tu się już z JP nie mogę zgodzić - gdybyśmy nawet mieli takie bojówki, to za nami nie stoi mechanizm wspierający i nie mamy zaplecza "symbolicznego", więc nasze działania o wiele szybciej by zostały spacyfikowane. Jednocześnie fajnie o tym pomyśleć, a przyglądanie się obrońcom krzyża też może być pouczające. Zadziwia skuteczność tego ekstremizmu, ale po naszym ruchu bym się tego nie spodziewał. Pamiętacie jeszcze o comiesięcznych protestach pod sejmem? To było jakimś krokiem do radykalizmu - już samo spotykanie się w równych odstępach czasu w tym samym miejscu jest radykalne. Niestety protesty nie są kontynuowane. Nam brakuje tego wkurwu i ideologii troszkę. A może nie mam racji i trzeba być miłym? Bo tak jakby popatrzyć na LGBT w kontekście ruchów społecznych, to my jesteśmy raczej ruchem reformatorskim niż radykalnym (klasyfikacja Sztompki), przez co wszelkie próby radykalnych zachowań będą automatycznie stopowane w samym ruchu.

A najbardziej mnie zdziwił tekst w polemice:

Rozumiem, że tacy nieetyczni publicyści jak Terlikowski mogą biadolić nad "prześladowaniem" katolików, gdy jednocześnie pozwala się (niesłychane!) na parady pederastów. Ale, że coś podobnego pisze ktoś będący, jak rozumiem, aktywistką walcząca o prawa LGBT jest, dla mnie zdumiewające. Że publikuje to jeden z czołowych serwisów LGBT - dziwaczne.

To świadczy, że ktoś tekstu po prostu nie zrozumiał - nie mamy zamiaru "biadolić" nad prześladowaniem tej mniejszości - po prostu widzimy pewne podobieństwa, które trzeba poddać dyskusji. Czy brakuje wam zachowań radykalnych? Bo mi tak, choć nie wiem czy mamy na tyle sił by takie zachowania prowokować.

Australian Sex Party

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Reklamy LGBT | Opublikowano

Istnieją od 2008 roku, ale dopiero teraz trafili na blogi dzięki tej reklamie:



JerkChoices? Jestem za. Partia nie jest dowcipem, a jej strona wygląda naprawdę interesująco. Islandia ma swoją Najlepszą Partię, Australia Partię Seksu, może jednak utworzymy własną partię?

Wczoraj odbyły się wybory do parlamentu australijskiego. Wyniki Sex Party bardzo słabe - 0,08 procent w całym kraju w wyborach do Izby Reprezentantów.

Wiek dostępności

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano sobota, 21 sierpnia 2010

Myśleliście kiedyś o tym, dlaczego w Polsce granicą wieku "uprawniającego do współżycia" (po angielsku to ładniej brzmi - age of consent) jest 15 lat? W Watykanie jest to 12 lat! a W Stanach... sami zobaczcie:



Jak dla mnie te 15 lat to taki wytrych prawny - tworzenie twardych definicji w tym wypadku oczywiście ma swoje źródło w strachu ludzi przed seksem dzieci zwiększanym przez wariacje na temat pedofilii, które ciągle się w mediach pojawiają. Przyznaje, że udawanie i oczekiwanie, że osoby poniżej 15 roku życia nie będą uprawiały seksu jest dla mnie absurdalne. Nota bene powyższy film pokazuje tak naprawdę co innego - że w kraju, w którym prawo ustanawiane jest lokalnie - istnieje niesamowity burdel legislacyjny. Dla nas ma to swoje plusy - związki partnerski czy małżeństwa występpują wyspowo w USA, ale życie w kraju, w którym co ileś tam kilometrów możesz złamać prawo robiąc to co w twoim stanie jest legalne musi być ekscytujące :)

Droga do małżeństw

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: queer world | Opublikowano piątek, 20 sierpnia 2010

Z pomocą Uschi przetłumaczyliśmy ciekawe przemówienie, które na Homikach wraz z moim tekstem:

Tymczasem proponuję szybki przegląd małżeński. 2010 rok okazał się rokiem walki o małżeństwa, zwycięskiej już w trzech państwach, jednym gigantycznym mieście i największym stanie USA. W chwili obecnej w dziesięciu krajach i kilkunastu regionach autonomicznych małżeństwo oznacza po prostu związek dwóch osób bez względu na ich płeć. Jaka była droga do tych ustaw? Bardzo krótki przewodnik.

Miłej lektury.

Lekcje karate

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy, wydarzenia | Opublikowano

Zubi Ad Agency z Florydy wypuściła dwie reklamówki:




Cóż, pomysł na "maskulinizację" dzieci poprzez lekcję karate znamy z pewnością z wielu przypadków - rodzice próbują na siłę dzieciaki wysyłać na tego typu "korekcyjne" zajęcia, niestety nie ma to nic wspólnego z potrzebami dzieci. Jak pisze Towleroad to i tak lepsze niż to:

 

ps. reklama powyżej została puszczona na stronie agencji reklamowej, która poinformowała poprzez Queerty, że Academy of Martial Arts RDCA, dla której została przygotowana, nie zaakceptowała jej, a te obrazki nie powinny się pojawić w internecie:

I apologize to you and anyone else that may have thought we knowingly allowed these ads to leave the agency. These ads were never produced nor would they have seen the light of day had they come across my desk. The creator of these ads is very apologetic and never intended to offend anyone however, we as the owners, understand that they can be considered offensive and would not under any circumstances have ever let them ever be produced.

Przeprosiny chyba zostały przyjęte :)

Dzieje się!

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 19 sierpnia 2010

Od kilku dni planuję nadrobienie zaległości w newsach światowych, ale ciągle coś wypada, a to outing, a to podręczniki, nowa książka czy nowa akcja. Ale się nie poddaję i oto skrót wiadomości.

Serbia - pobito niemieckich turystów, bo wyglądali na gejów. To mnie by chyba zamordowano...

Niemcy - Trybunał Konstytucyjny orzekł już jakiś czas temu, a teraz opublikował orzeczenie, w którym stwierdza, że przy wyznaczaniu kwoty wolnej od podatku osoby homo w "partnerstwie życiowym" (Lebenpartnerschaft) mają być traktowane tak samo jak małżonkowie. Więcej w newsie Canadian Press.

Rosja - jest nowe badanie opinii publicznej - 15 procent Rosjan uważa homo za takich samych jak hetero. Dobre wieści? 39 procent chce leczenia osób homo, a 4 ich eksterminacji. 14 procent za małżeństwami - to chyba nawet nie jest tak źle?

Meksyk - 16.08. - Sąd Najwyższy Meksyku zdecydował głosami 9-2, że małżeńskie pary homicze powinny mieć prawo do adopcji. Przeciwnikami tej decyzji oczywiście oprócz biskupów meksykańskich (których zdaje się nikt nie chce już słuchać) w sądzie byli przewodniczący sądu Guillermo Ortiz Mayagoitia i sędzia Salvador Aguirre Anguiano. Pełen skład sądu tutaj. Tutaj obszerny komentarz do sprawy. A burmistrz Meksyku chce pozwać kardynała Juana Sandovala Inigueza za sugestię, że przekupił Sąd Najwyższy by ten uznał homo-małżeństwa i nakazał ich akceptację przez wszystkie stany Meksyku. Póki co czeka na przeprosiny.

Indie - a raczej Indie w USA - The South Asian Lesbian and Gay Association po raz pierwszy w historii wzięła udział w paradzie z okazji Dnia Niepodległości Indii:


A w samych Indiach zaczynają startować homo-biznesy. Są już dwa magazyny, księgarnia (dobrze, że czytają po angielsku bo w hindu chyba nie ma literatury homiczej za wiele), pojawiają się biura podróży. Raport tutaj.

Japonia - po trzech latach w końcu odbył się gay pride. Więcej tutaj.

USA - Szef Equality California, Geoff Kors wysłał do wszystkich subskrybentów maila, w którym napisał, że "Konstytucja USA gwarantuje wszystkim równość (equality)". Obrywa mu się teraz nieźle, bo konstytucja gwarantuje jedynie równość w dostępie do głosowania. Dzięki temu też można zaobserwować, że nie jest wcale tak, że wszyscy się zgadzają z metodami działań Equality California, o którym jeden z bloggerów napisał: "the gay affiliate of the California Democratic Party". Cóż - może się mylę, ale za chwilę będziemy mogli tak powiedzieć o KPH i SLD.

W New Jersey trwa ciekawa dyskusja o powodach dla których sędziowie odrzucili sprawę sześciu par homo skarżących się w skrócie o nierówność spowodowaną brakiem małżeństw. Jak się okazuje niektórzy sędziowie obawiali się gubernatora stanu i konsekwencji podjęcia tej sprawy. Dla Amerykanów to spory skandal, gdyż nawet jeśli sędziowie byli nominowani przez gubernatora, to powinni zachowywać się niezależnie, tak jak zrobił to sędzie Walker w Kalifornii w sprawie Prop 8, gdzie kalifornijski gubernator był stroną. Zawiłości sądowe w USA to ostatnio moja pasja, ale przyznaje, że chyba muszę jakiś podręcznik kupić :)

Kalifornia:

17.08 - Niestety okazuje się, że dziewiąty Sąd Apelacyjny wstrzymał wykonanie wyroku sędziego Walkera do grudnia. Decyzja do przeczytania tutaj. Nie do końca wiadomo co się teraz może stać - z jednej strony 9 Sąd Apelacyjny znany jest ze swojego liberalnego podejścia do prawa, co sugeruje się też w uzasadnieniu apelacji - zatem jeśli przeciwnicy rozszerzenia definicji małżeństwa w Kalifornii do 6 grudnia nie przedstawią sensownych argumentów, ich apelacja nawet nie zostanie przyjęta. W tym przypadku 6 grudnia małżeństwa w Kalifornii staną się faktem. Jeśli zaś apelacja zostanie podjęta, sprawą na koniec i tak zajmie się Sąd Najwyższy USA, a to potrwa. Ogólnie w mediach pojawiło się przerażenie, bo wszyscy mieli nadzieję na zakończenie tej batalii. Inna jeszcze sprawa, że nie wiadomo kto ma prawo wnieść apelację, gdyż strona sprawy - gubernator Schwarzenegger oraz Jerry Brown odmówili dalszego udziału w tej sprawie.

Teraz przypomnijmy sobie jak doszło do tego momentu:

15.08 - Walker daje trzy dni Sądowi Apelacyjnemu na wstrzymanie swojej decyzji. Jeśli do 18 sierpnia Sąd nie podejmie decyzji - w Kalifornii można zawierać małżeństwa z osobą tej samej płci. Niestety podjął. Sprawa była na tyle skomplikowana, że nawet opublikowano specjalne FAQ na jej temat.

4.08 - Sędzia Walker wydaje decyzję, że zakaz małżeństw homo jest niezgodny z amerykańską konstytucją. Posypały się gratulacje (burmistrz San Francisco):



Tutaj pełna dokumentacja, a ja zacytuję tylko fragmencik:

Most laws subject to rational basis easily survive equal protection review, because a legitimate reason can nearly always be found for treating different groups in an unequal manner. See Romer, 517 US at 633. Yet, to survive rational basis review, a law must do more than disadvantage or otherwise harm a particular group.

Nasza RPO mogłaby sobie poczytać to przed snem. Amerykańcy urzędnicy też to pewnie przeczytali i jak widać czytają blogi, gdyż jeden z ważniejszych panów z Białego Domku ogłosił w wywiadzie, że jest sfrustrowany krytyką z blogów. Czy Radziszewska nas czyta? Jak tak to ja mogę specjalny cykl przygotować - czemu chcemy by Pani jak najszybciej zajęła się czymkolwiek innym niż teraz - może jakaś działka czy ogródek?

Jak już dotarliście tutaj, to chwila przerwy na filmik:



DADT:

27,5 procent wojskowych w sondażu na temat DADT udzieliło odpowiedzi. Sondaż jest oficjalny, wyników jeszcze nie znamy, ale już wiadomo, że w 2009 roku z powodu orientacji seksualnej armia pozbyła się 428 osób. 48 procent to kobiety, które co ciekawe stanowią jedynie 14 procent całej armii. Były też ostatnio inne wydarzenia, ale to na osobny tekst :)

Ploty: W zasadzie dwie. Portia będzie panię DeGeneres. Jak słodko... no i mamy kolejny coming-out - tym razem Stephanie Miller. Czekamy na Oprah :)

Australia:

11 lat więzienia za zamordowanie geja, Marsz w Brisbane i trzy nielegalnie zawarte małżeństwa nie zmieniły opinii premiery kraju w sprawie małżeństw homiczych. A tak to wyglądało:



ps. chcecie posłuchać amerykańskiego homofoba? Interesujące :)

Polacy na Canal Pride

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 18 sierpnia 2010

Zapraszam na stronę poświęconą polskiej łodzi na Canal Pride - bardzo cenna inicjatywa i ciekawie zrobiona strona z kilkoma filmami. Więcej takich pomysłów drodzy emigranci! [by wejść, kliknij obrazek]

Turystyka związkowa?

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: TV, wydarzenia | Opublikowano

Na noc tylko dwa komentarze do spraw polskich. Po pierwsze to pojawił się pomysł zatytułowany "zbiórka na tablicę pamięci Izabeli Jarugi-Nowackiej". Lansuje go Kongres Kobiet, a pod prośbą o wpłacanie kasy na ten cel podpisało się sporo ludzi. M.in. Środa, Napieralski, Biedroń, Kostrzewa, Fuszara, Izdebski i tak dalej. Lista nazwisk tak imponująca, że aż chce się powiedzieć - sami się złóżcie. Po pierwsze nie lubię zbiórek, gdzie nie pisze się ile potrzeba kasy i ile już uzbierano (i nagle pojawia się Fundacja Przestrzenie Dialogu - wtf?), po drugie - czy naprawdę formą upamiętnienia Jarugi-Nowackiej powinna być tablica? Liczba tablic w Warszawie jest spora. Ja już mam dość tej kommemoratywności polegającej na kawałku granitu z wyrytym napisem. Jeśli Jaruga jest dla nas tak ważną postacią, to może jakiś fundusz jej imienia na wsparcie inicjatyw obywatelskich? Akcję jak widzę wspierają nasze orgi (tu i tu).

Druga sprawa mi nie daje spokoju. Katarzyna Formela zarejestrowała związek partnerski w Szkocji. Wszystko ładnie i gratuluję, ale zaniepokoiło mnie jedno:

Podczas naszego ślubu, urzędniczka USC serdecznie zapraszała wszystkie chętne pary z Polski by na swój ślub przyjeżdżały do pięknej Szkocji.

Tylko, że zachęcając może by warto wspomnieć o konsekwencjach. Po pierwsze rozwiązanie takiego związku przez rozwód (a tak jest w tym przypadku) można zrobić tylko w Szkocji, a to już będzie dużo trudniejsze, po drugie jeśli nawet w Polsce wejdzie ustawa o związkach partnerskich nie jest powiedziane, że automatycznie będą uznawane związki partnerskie ze Szkocji, a po trzecie - nawet jeśli będą to kwestie rozwodowe prawdopodobnie będą się odbywać w kraju zawarcia związku. Ja bym się więc bał ewentualnej "turystyki związkowej". Ale oczywiście jak ktoś potrzebuje to niech jedzie, tylko, że warto znać konsekwencje takiej decyzji.

Na koniec zaś... Kuba - RPA - UK - Indie - Niemcy - Kenia. Wszystko to w kilka minut. Warte obejrzenia:

Gay Games - mamy srebro!

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 17 sierpnia 2010

Skończyły się Gay Games, Polacy wystąpili, bo nawet zdjęcie w necie znalazłem:


Niestety jak zwykle z Polski pojechało bardzo mało osób. W oficjalnych wynikach odnalazłem tylko dwóch uczestników, Filipa Wróblewskiego, który startował aż w trzech konkurencjach - półmaratonie (19 wynik, 4 w grupie wiekowej pow. 35 lat), triathlonie olimpijskim (czyli dłuższym, 36 miejsce, 12 w grupie wiekowej) oraz kolarstwie (trial bez licencji, 37 miejsce, 10 w swojej grupie wiekowej).

Drugim był Adam Ziembicki. Pan grał w tenisa. Doszedł do drugiej rundy w singlu i ćwierćfinału w deblu z czeskim partnerem. Ciekawe ilu Polaków ukrywało swoje nazwiska i narodowość, gdyż wielu zawodników z naszej części Europy ponoć tak robiło.

Za to świetny wynik Volupa - srebrny medal! Volup rywalizował na poziomie A (były trzy wyższe poziomy).

Tak więc nie mamy jeszcze zbyt wielu sportowców, ale może już za kilka lat polscy medaliści z Gay Games będą chodzić po ulicy z medalami tak jak to widziałem w Amsterdamie :)

Wstępniak

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano

Niedługo o Kalifornii, Meksyku i innych sprawach, ale zacznijmy od rysunku:

Wędrując do...

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Miesiąc temu pisałem o podręczniku Wędrując ku dorosłości, w którym same bzdury napisano o homikach. Multilicus odkrył jednak nową wersję tego podręcznika:







Mamy poprawę wobec ostatnego wydania, ale dalej liczba debilizmów, czy zwyczajnych kłamstw. Oczywiście mamy rozdział o leczeniu, obowiązkowo fragmentu KKK, cytuje się nieaktualny kodeks karny... Trochę szkoda, że od kilku lat nie było raportów Lambdy i KPH - bardzo by się coś takiego znowu przydało, bo dużo się wydarzyło i zmieniło od czasu ostatniego podsumowania. 

Outing?

83

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano niedziela, 15 sierpnia 2010

Wywołałem temat więc nie ma przebacz - czy outing to dobra metoda i na co to jest metoda?

Musimy chyba przyjrzeć się tematowi na konkretnych przykładach. Nie do końca fikcyjnych, najlepiej polskich. Co byśmy powiedzieli na:

a) outing pana profesora, który zawsze był przychylny osobom LGBTQ i pisał ciekawe rzeczy na ten temat?
b) outing polityka, księdza czy działacza społecznego, który stosował mowę nienawiści czy prezentował publicznie homofobiczne opinie?
c) outing polityka, księdza czy działacza społecznego, który nigdy nie prezentował publicznie homofobicznych treści, jednakże reprezentuje homofobiczne środowisko (dajmy na to pośledni działacz LPR, czy członkini redakcji "Frondy"?
d) outing "celebryty"?

To chyba cztery podstawowe sytuacje. W pierwszym przypadku mówimy o outingu osoby, która nam pomaga, która pracuje na rzecz budowania mostów między nami a heterykami. Dlatego przez lata milczano na temat na przykład profesora Głowińskiego. Tu dochodzi też autorytet tej osoby i chęć jego chronienia przed atakami o np. brak obiektywności (mamy teraz taki przypadek w Kalifornii - o konstytucyjności małżeństw homiczych orzekał sędzia-gej i prawica nie pozostawiła na tym suchej nitki). W przypadku b) mamy do czynienia z outingiem będącym pewną formą zemsty a jednocześnie odsłonięciem hipokryzji. Mam wrażenie, że taki outing byśmy wszyscy poparli, choć pytanie - kto z nas by się odważył go dokonać? Rozmawiałem przed pisaniem tego tekstu z kilkoma osobami i wszyscy poparli outing w takiej sytuacji. Ale z podkreśleniem jak to powiedziała Uschi, że jest to dla niej jedyny konktekst, kiedy outing jest dopuszczalny

Trzeci przypadek, to właśnie ten, który namiętnie tutaj komentujecie. Mowa o człowieku, który reprezentuje instytucję opresywną wobec osób homoseksualnych a jednocześnie sam chyba nie ma żadnych wypowiedzi w tym duchu na swoim koncie. Dla Uschi (prezeska SOF) jest to sytuacja tylko między nim a jego sumieniem, a nam w zasadzie nic do tego. Faktycznie - to, że ktoś pracuje w McDonaldzie, nie oznacza, że możemy go oskarżyć o zamach na zdrowe odżywianie i wzrost liczby chorych z powodu otyłości. Eile skomentowała: czy jeden ksiądz ma odpowiadać za winy tych wszystkich oligarchów kościelnych co ustalają zasady? I na to pytanie nie znam odpowiedzi, wiem jedynie, że niszczenie kariery zawodowej i życia ludziom tylko z powodu ich bezmyślności nie stawia nas chyba zbyt wysoko moralnie. Z drugiej strony, ponieważ już wszyscy mamy dosyć obłudy Kościoła, zwłaszcza w trakcie afery krzyżowej, trochę nam się antyklerykalizm radykalizuje i stąd chyba te komentarze o "outowaniu skurwysynów". Jednocześnie na ciekawą rzecz zwrócił mi uwagę Jacek - jeśli księża, na wysokich stanowiskach przychodzą do takich miejsc jak kluby z darkroomami, świadczy to o tym, że czują się już tak bezkarnie, że mechanizmy obronne/maskujące im się wyłączają. W tym przypadku może jednak taki outing da trochę po łapach? Poprosiłem o komentarz blogową siostrę, czyli Ewę:

Jestem za outingiem osób publicznych, które w swojej oficjalnej działalności szerzą negatywne stereotypy na temat osób nieheteroseksualnych, działają na ich szkodę, uniemożliwiają walkę o ich prawa. Gdybym dysponowała jakimkolwiek dowodem na ich homoseksualność, nie miałabym oporów przed ich upublicznieniem. Trochę inaczej sytuacja wygląda z osobami, które opowiadają się przeciw nadaniu osobom nieheteroseksualnym równych praw, ale nie są w stosunku do nich wrogie. Nie wszystkie osoby nieheteroseksualne popierają walkę o równe prawa, nie wszystkie rozumieją ich ideę. Dziwi mnie to, ale z drugiej strony szanuję ich wybór, jakkolwiek nie byłby on sprzeczny z moimi przekonaniami. I tę samą zasadę wyznaję w stosunku do osób publicznych. Dlatego outing moim zdaniem powinien dotyczyć skrajnych przypadków homofobii, a nie tzw. homofobii z ludzką twarzą. Niezależnie od tego, że dla mnie nieakcpetowalna jest homofobia w jakimkolwiek wydaniu - różnica jest jednak taka, że homofobowie w wersji "light" są w jakimś tam stopniu reformowalni i edukowalni. I nie zaprzepaszczałabym szansy na tę edukację.

Pozwolę się nie zgodzić w przypadku tej homofobii light i mam wrażenie, że ta akcja miała charakter w jakiś sposób edukacyjny (brutalnie edukacyjny), ale ogólnie popieram - ta kategoria nie nadaje się do outingu (uwaga - pod koniec tekstu troszkę zmienię zdanie).

Ostatni przypadek też jest ciekawy - celebrytów się śledzi, a jednak o niektórych się mówi głośno i poddaje w wątpliwość ich heteroseksualność, a innych zostawia w spokoju. Teraz pojawiły się kolejne zdjęcia Queen Latifah:


Pani napisała autobiografię, w której nie ma ani słowa o jej prywatnym życiu, a jednocześnie wszyscy od dawna piszą, że jest od lat ze swoją trenerką, Jeanette Jenkins. U nas próbowano outować Piaska i jakoś ucichło wszystko. Outing celebrytów to obecnie przede wszystkim działanie marketingowe, ale z drugiej strony - ujawnianie orientacji seksualnej Ricky'ego Martina to była fajna gra między nim a mediami, zakończona szczęśliwym pseudo coming-outem i... wzrostem poparcia dla postulatów LGBTQ wśród amerykańskich Latynosów. Z resztą - Jacek Poniedziałek niby się ujawnił z własnej inicjatywy, ale sam opowiadał, że został do tego przymuszony przez tabloidy.

Outing, jak pisał Michał Minałto jest bronią ostateczną, jest też bronią obosieczną - bo co jeśli ktoś poda nas do sądu i sąd uzna, że jest to szkalowanie? Co wtedy z afirmacją bycia gejem/lesbijką? Chyba będzie trudniej.

Moim prawem jest przekazywanie informacji i wklejanie tego co uznam za ważne i interesujące, dlatego początkowo informacja ta, zwłaszcza, że publikujący ją wyrażał opinię, że jest to informacja publiczna, została tutaj podana. Przyznaję, że myślałem nad tym aż do telefonu od X, która wprost poprosiła o zdjęcie informacji z powodów nazwijmy je "osobistych". Po tym przeważyły argumenty wskazujące, że najchętniej to bym tu całą listę opublikował, ale może jeszcze nie teraz? Orientacja seksualna czy tożsamość płciowa to kategorie prywatne i kwestią prywatnej moralności jest fakt ich upubliczniania. Co prawda, są przypadki w których outing jest metodą, ale jedynie przy zwalczaniu największych wrogów. Pośledni ksiądz wrogiem takim nie jest. Jednocześnie dziwię się, że ludzie, którzy są jednak osobami publicznymi przychodzą do darkroomów i spodziewają się, że wszyscy będą milczeć. I dlatego wcale mnie nie dziwi to, że ktoś się wkurwi i w końcu opowie to publicznie.

Może ta historia będzie ostrzeżeniem dla niektórych? Sytuacja ciekawa, choć mam przeczucie, że kolejnym razem już chyba nie będę już taki miły.

ps. jak widzicie nie potrafię się do końca opowiedzieć po żadnej ze stron i chyba każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Dlatego seminarium tym razem odpuszczam, ale jakby ktoś miał ładne zdjęcia in flagranti to podsyłajcie :) Niestety przez to zamieszanie aktualizacja newsów z zagranicy nastąpi w tygodniu :)

Outsajderzy

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, muzyka, wydarzenia | Opublikowano

Ewa pisze o niewidzialności lesbijek w internecie. To oczywiście bardzo duży problem, jednak mam wrażenie, że nawet w krajach takich jak Holandia lesbijki nie stanowią widocznej grupy. Powiedzmy brutalnie - liczba widocznych (np. trzymających się za ręce) lesbijek na Canal Pride była znikoma. Co jest tego przyczyną? Chciałbym się w końcu od kogoś dowiedzieć, ale hipotez jest wiele a odpowiedzi jak zwykle brak. Ewa nie zgadza się z moją tezą o niezauważaniu blogów przez portale LGBTQ, czego trochę nie rozumiem. Czy portale komentują lub odnoszą się jakoś do tego co piszemy? Oprócz Homików chyba żaden. To dla mnie oczywiście nie jest zaskakujące - mamy dominujące dwa portale (IS i KK), które prowadzą własną politykę - KK politykę braku informacji i ogólnego zapóźnienia oraz braku wizji, IS - rozwijania społeczności, a w tekstach niestety przeważnie przykra przeciętność (popatrzmy na ostatnie teksty - Kurc piszący o divach gejowskich jest tak wtórny, że aż przykro, a ten tekst nigdy nie powinien na portal trafić). Oczywiście Homikom też zdarzają się bardzo słabe teksty, ale mówię o głównym nurcie. Portale nie próbują nawet kreować dyskusji publicznej, bo mogą się narazić czytelnikom, czy organizacjom. Co prawda zarówno IS i KK próbują zbierać newsy z blogów (Hiacynt i LesArt, ale nic z tym dalej nie robią.

Niestety w internecie LGBTQ odbija się to co widzimy w realnym świecie - publiczna debata o ruchu LGBT w Polsce praktycznie nie istnieje podobnie jak sam ruch. Mnie już znudziły rozmowy o tym, że w naszej społeczności brakuje czegoś takiego jak think tank, który by na przykład mógł wskazywać kierunki działania, potrzebne działania itp. Jasne, że "by się przydał", ale do tego potrzebna jest chęć wspólnego działania, a to jak zwykle się rozbija o prywatne animozje.

Bardzo też dziwną i niebezpieczną moim zdaniem rzeczą jest kwestia dużego znaczenia w "naszym" świecie organizacji - KPH czy Lambdy. Orgi robią fajne rzeczy, ale za cholerę nie potrafią zaktywizować ludzi, z którymi się spotykam i którzy często chcieliby lub mogliby "coś" zrobić. Dam przykład - pewna firma związana z LGBTQ chciała podsponsorować EuroPride - choćby symbolicznie, ale jednak chcieli dołożyć swoją cegiełkę. Wysłali maila od organizatorów i... przez trzy miesiące nikt im nie odpowiedział. W ten sposób traci nie tylko Fundacja, ale i inne orgi, gdyż działa generalizowanie zjawisk.

Te dwie rzeczy - dominujące w dyskursie organizacje i strony internetowe - stwarzają sytuację, przez którą blogi czy prywatne inicjatywy znajdują się w sytuacji outsajderów, a tych jak wiadomo traktuje się zawsze z lekkim przymrużeniem oka. Mam taką cichą nadzieję, że dzięki pewnym działaniom, które ostatnio podjęliśmy sytuacja trochę się zmieni, ale to póki co praktycznie tajemnica.

A na koniec, żeby nie było tylko marudzenia dwa filmiki:

jak wiecie kolekcjonuję tu najciekawsze parodie LG, więc teraz kolejna:



oraz... XTina i babcia Cher w jednym filmie. Nie ważne jak bardzo będzie to kopią innych musicali i tak pójdziemy:

Wpis tygodnia

45

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano sobota, 14 sierpnia 2010

Tutaj znajdował się wpis na temat pewnego księdza, rektora seminarium z którym pewien Pan uprawiał seks. W związku z tym, że jednak chyba nie popieram takich form outingu (via facebook) wpis został zmodyfikowany. Jednocześnie jeśli osoba, która informację taką podała na fejsie, zdecyduje się na upublicznienie tej informacji w mediach mam zamiar ponownie o tym napisać. Czy outing to metoda?

Burmistrz w dragu

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

U nas kontrowersje wzbudził Piotr Pacewicz w dragu (a zwłaszcza jego wypowiedź), ale co byśmy powiedzieli na Hanię GW w drag kingowym wcieleniu? Islandczycy mogli obejrzeć burmistrza swojej stolicy, Jona Gnarra w takim oto stroju podczas Pride'u:


Gnarr, szef Najlepszej Partii, której reklamówkę kiedyś tu pokazywałem powiedział, że takie rzeczy się dostaje za głosowanie na klowna. To jest kraj - żonata pani premier, burmistrz w dragu... Jak zwykle zadam pytanie - wyobrażacie sobie to w Polsce?

Przypominam też słynny występ burmistrza Nowego Jorku, Giulianiego sprzed dziesięciu lat:


Może jakiś apel do HGW, że burmistrz w dragu to teraz obywatelski obowiązek?

Kochanek Czerwonej Gwiazdy

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Kochanek Czerwonej Gwiazdy | Opublikowano czwartek, 12 sierpnia 2010

Taki właśnie tytuł będzie miała książka, którą wydamy "pod choinkę", jej autorem jest oczywiście Witold Jabłoński. Co mnie zafascynowało w niej? Po pierwsze to, że powieść miała zostać wydana już lata temu, jak pisał Krzysiek Tomasik na IS: w 1992 roku znalazła się w planie wydawniczym Domu Księgarskiego i Wydawniczego Fundacji "Polonia". Wydawnictwo jednak książki nie wydało, a ta przeleżała 18 lat nietknięta. Odkopywanie takich zabytków jest fascynujące, zwłaszcza, że wiele elementów książki obecnie może zaskakiwać, a jednocześnie już trochę zapomnieliśmy jak to wyglądało przed laty. Trochę Witkowski pokazał życie gejów w "dawnych czasach", jednak język Witkowskiego to raczej genialna kreacja niż odtwarzanie rzeczywistości. Tutaj mamy do czynienia po trochu - dla mnie przynajmniej - z dokumentem.

Druga sprawa to oczywiście fabuła książki - oczywiście nie udajemy, że jest to arcydzieło na miarę Prousta, ale w kategorii lektury lżejszej Jabłoński odnajduje się fantastycznie. Narracja wciąga, historyjka opowiedziana zaskakuje, momenty są, więc wydaje się, że wszystko się zgadza. Z resztą - Jabłoński do dzisiaj wydał 14 książek (w tym jedną dwutomową) i jest uznawany za jednego z poczytniejszych polskich pisarzy fantasy. Ciekawe jak czytelnicy i czytelniczki jego książek zareagują na gejowską literaturę, którą zaserwujemy. Podobnie jak byłem zaskoczony reakcją na gejowskie komiksy tak samo liczę tu na ciepłe przyjęcie. Ciekawostką będzie z pewnością fakt, że ilustracje do książki, w tym okładkę przygotuje młody artysta (tak przynajmniej go Leszkowicz nazywa), Mariusz "Izanagi" Kostrzewski. Zatem czeka mnie kolejne ciekawe zadanie wydawnicze, zwłaszcza, że powieści na swoim koncie jeszcze nie mamy. Stay tuned!

Zapowiedź - wstęp

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Historia LGBTq, Kochanek Czerwonej Gwiazdy, Kulturalnie, wydarzenia | Opublikowano środa, 11 sierpnia 2010

Dzisiaj trochę historycznie, przyda się przerwa od newsów. W 1988 roku wyszła nakładem Wydawnictwa Łódzkiego książka Witolda Jabłońskiego Gorące uczynki. Książka niejako zapoczątkowała cały nurt literatury gejowskiej, który pojawił się na początku lat 90-tych, po niej ukazały się książki Gorgola, Krzeszowca czy Romanowicza. Tak pisał o niej na łamach Repliki Krzysiek Tomasik:

Pisząc pierwszą książkę, Jabłoński świetnie zdawał sobie sprawę z własnego homoseksualizmu, chciał sportretować ten rodzaj miłości, a jednocześnie opisać dobrze mu znane środowisko artystyczne. W efekcie „Gorące uczynki“ były swego czasu czymś niezwykłym, ta opowieść o emocjonalnej szarpaninie między trójką bohaterów: Irysem, Dawidem i Ireną była pierwszą polską powieścią, w której właściwie wszyscy bohaterowie to bi- lub homoseksualiści, są też wątki lesbijskie. Pisana w latach 1986-87, ukazała się w 1988 roku. Schyłkowy PRL nie był jeszcze gotowy na tematykę gejowsko-lesbijską, ale Jabłoński nie ukrywa, że miał nadzieję na wywołanie małego skandalu, opisane historie oparł częściowo na swoich perypetiach – on także miał żonę, dobrze znał opisane tam problemy. Jak dziś przyznaje, był to swoisty coming out, ale nie bał się ewentualnych skutków publikacji. Bohaterowie „Gorących uczynków“ mają swoje pierwowzory, także dlatego nie wybrał realistycznego stylu, lepsza była forma pastiszowa. Książka rozeszła się błyskawicznie, cały 10-tysięczny nakład został wyprzedany na pniu, choć niewielki był odzew w mediach (...).

Odzew w mediach był faktycznie mały, ukazały się trzy recenzje:

Tadeusza Olszewskiego (Eros niespętany [w:] "Życie Literackie", 1988, nr 48 s. 10):


Maciej Świerkocki napisał recenzję dla "Odłosów" (Awantury i wybryki [w:] "Odgłosy", 1988, nr 42, s. 8):










Ostatnią recenzją, bardzo negatywną był tekst Jacka Falkowskiego ("Historia chłopca imieniem Dawid" [w:]"Krzywe Koło Literatury", nr IV, s. 9):






A już w 1990 roku w "Odgłosach" ukazał się wywiad z Jabłońskim, który przeprowadził Bohdan Gadomski (Wyjście z ukrycia [w:] "Odgłosy" 1990, nr 20, s. 9):










Kiedyś pisałem o recenzjach tłumaczeń wydawanych w Polsce, nie było ich zbyt wiele, podobnie z polską literaturą. Jednocześnie książki takie jak Gorące uczynki miały zaskakujące jak na dzisiejsze warunki nakłady (ta wyszła w 10 tysięcznym nakładzie) i ponoć szły jak świeże bułeczki. Nie tak dawno wyszła jedna z zapomnianych książek z tamtych czasów, czyli Zatoka ostów, czytało się to średnio, ale chyba jest w tym jakiś potencjał skoro na allegro tytuły te osiągają szokujące dla mnie ceny. Oczywiście nie pisze o tym ze względu tylko na poznawanie historii i wagę tej książki, ale i własny interes. Jutro wszystko się wyjaśni ;)