ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Dziki zachód

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: queer world, wydarzenia | Opublikowano piątek, 30 lipca 2010

Znowu o tym dzikim, złym, homiczym zachodzie chcę pisać, ale zacznę od Polski. Sami zobaczcie:


Aviva trochę unika w tej reklamie jasnego przekazu - symbole nie dla wszystkich są oczywiste, a od eufemizmów to tu aż śmierdzi, ale chyba zaczyna robić się normalnie. Po Allegro kolejna firma, która nie boi się homomarketingu. Teraz czas na PZU?

I już uciekamy z Polski. Kolejny skandal "kościelny". Tym razem mamy prawie że seks taśmę! Zakładając, że skandale kościelne wychodzą po wielu latach możemy się niedługo spodziewać zapisów z czatów, nagranych rozmów na skype, a na koniec pewnie pokazu live.

Teraz lecimy do Stanów. Para homików została pobita w jednym z fast-foodów w NYC. I nie byłby w tym newsie nic ważnego dla mnie, gdyby nie to zdjęcie:


Takich ludzi trzeba docenić. W Polsce się dużo mówi o przemocy wobec osób LGBTQ, a widzieliście gdzieś zdjęcie pobitego geja/lesbijki? Jak nie ma rzeczywistych przykładów to nawet najlepszy raport nie pokaże, że to jest faktyczny problem. Mieliśmy kiedyś propozycję z Niemiec by badać wspólnie przemoc wobec młodych osób LGBTQ, chodziło o wywiady z ofiarami przestępstw, które się zgłosiły na policję. Okazało się, że możemy maksymalnie rocznie kilka takich przypadków odkryć, a Niemcy chcieli kilkadziesiąt. Niewidzialność to nasz największy problem, ale to chyba już wiemy ;)

Teraz bardziej optymistycznie, Cyndi Lauper:



W ostatnim Advocate wywiad ze Stevem Hildebrandtem, jednym ze współtwórców sukcesu wyborczego Obamy. Nie ma od dla nas dobrych wieści:

I don’t foresee in my lifetime Congress having the guts to repeal the Defense of Marriage Act. We can’t even get workplace protections passed. How do we expect them to take on religious institutions in this country who hold marriage [as an institution] only allowed between a man and a woman?

Amerykanie lubią przeprowadzać badania. Tak więc mamy złe wieści też dla biseksualistów - palicie więcej od innych literek w naszym alfabecie. Za to inne badania pokazały, że homo-tatusiowie i mamusie są całkiem nieżli w wychowywaniu dzieci, zaś kolejne, że geje lepiej rozpoznają twarze niż heterycy, a także częściej czytają blogi. 54 procent dorosłych gejów i lesbijek czyta blogi (...) w porównaniu do 40 procent heteryków. Niestety to wyniki amerykańskie. Gdyby u nas tak czytano blogi to byśmy z Ewą właśnie kupowali sobie domki za pieniądze z reklam. Jak mnie ktoś przedstawia i mówi, że piszę bloga to już wiem jaka będzie reakcja - wzrok wyrażający politowanie i lekki uśmieszek. Coming-out jako blogger nie jest w Polsce łatwy.

Zatem na zakończenie - świetny pomył na paradę:



A w następnym tekście zostaniemy w Stanach i postaram się przybliżyć wszystko co tam się teraz dzieje w kontekście polityki i walki o nasze prawa. Jak w tym tempie będę pisał to może w ciągu tygodnia skończą mi się zaległości ;)

Kolejne newsy

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, queer world, wydarzenia | Opublikowano

Już jutro ruszają w Kolonii Gay Games. Jutro o 18:30 można oglądać na żywo otwarcie igrzysk - polecam :) Ta impreza powinna być przykładem dla wszystkich - jak organizować przekaz. Po pierwsze mamy dobrego bloga z ciekawymi materiałami promocyjnymi, jak np. reklamy:


Pomyślano o bloggerach i przygotowano fajną rubrykę "BLOGGERS COMING TO COLOGNE!"
, mamy oczywiście stronę internetową i ciekawy zwiastun imprezy:



A wszystko to podane ładnie i łatwo dostępne. Oczywiście wiadomo do czyjej strony i komunikacji piję, ale od dawna mam wrażenie, że wykorzystywanie internetu w polskim "ruchu LGBT" jeszcze raczkuje. To oczywiście problem braku kasy, ale i bez dużej kasy da się coś fajnego przygotować. A co tym razem planujemy? Premiera 1 października jak dobrze pójdzie :)

Szybk przegląd newsów:

Lesbijka, senatora, Australijka - Penny Wong poparła politykę swojej partii w sprawie małżeństw. A polityka ta nijak się ma do postulatów australijskiego ruchu LGBT.

Publiczny coming out już za Sarą Gilbert. Od dawna się mówiło, teraz potwierdzone. Panią możecie pamiętać z "Roseanne".

W 2007 zdekryminalizowali homiczość, teraz organizują paradę i spodziewają się 3 tysięcy gości. Kolejny kraj-dziwo - Nepal. Jeszcze kilka lat i parady będą się na Saharze odbywać - stado wielbłądów przybranych w tęczowe kubraczki, a na nich Beduini ze swoimi haremami.

W Portugalii małżeństwa dla homików otwarte, jednak homiki na małżeństwa nie za bardzo. W pierwszym miesiącu zawarto jedynie 20 ślubów, kolejnych 30 zgłosiło chęć stawienia się w urzędzie do końca roku. Myślę, że my też nie rzucilibyśmy się jakoś szczególnie na śluby - ja na przykład bym już ślubu nie wziął, wystarczy mi związek partnerski. Co nie znaczy, że innym bym zabraniał :)

Czarnogóra ma horyzontalną ustawę antydyskryminacyjną. Wszyscy podkreślają, że przybliży ją to do standardów UE. Chyba powinno się zatem Polskę z UE wykluczyć.

Polecam tekst Eile o spacerach z psem - obserwacja homofobii na oryginalnym przykładzie.

Na koniec film z protestu Get Equal na Kapitolu, a co chodzi i po co to - szerzej już jutro.

Argentyna i inne

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: queer world, wydarzenia | Opublikowano środa, 28 lipca 2010

Przez trzy tygodnie nie zaglądałem do zagranicznych newsów. Oczywiście efekt jest koszmarny - aż mi głupio, że przeoczyłem wiele fantastycznych rzeczy. Dlatego pozwólcie, że jeszcze będziemy przez kilka dni nadrabiać. Oby Wam się podobało ;)

W Irlandii ustawa o związkach już podpisana. Bardzo mi się podobają koszulki, które w ostatnich miesiącach były najczęstszą ilustracją do historii z Irlandii:


Musimy mieć coś "naszego" - jakiś squeerowany orzełek na koszulce?

Z Irlandii wpław do Francji - my się sprzeczaliśmy czy podczas EP2010 było 8 czy 30 tysięcy osób, ale co mają powiedzieć Francuzi - organizatorzy parady w Paryżu podali, że przyszło na nią 800 tysięcy osób, a policja, że 34000. Inna sprawa, że mnie akurat przykuła informacja, że w organizacji Parady partycypowało... 60 organizacji. Wyobrażacie sobie to u nas?

Z Francji lecimy do USA. Constance McMillen, lesbijka, która spowodowała odwołanie balu maturalnego po tym jak powiedziała, że chce przyjśc ze swoją dziewczyną, stała się tegoroczną ikoną ruchu LGBT w tym kraju. Wystąpiła u Ellen, dostała message od LG a teraz wygrała w sądzie 35 tysięcy dolarów, do tego jej szkoła ma wprowadzić politykę antydyskryminacyjną. Domagam się w trybie natychmiastowym takich przykładów w Polsce. Niestety u nas dyskryminowani ciągle się boją, a ludzie przed maturą wolą poudawać heteryków niż przyprowadzić swoich facetów czy swoje dziewczyny. Ja do dzisiaj mam traumę po "balu maturalnym". Spieprzyłem koło północy ;)

W Stanach też kontrowersje wokół grupy homików-katolików i ich obecności na jednej z parad. To akurat ładnie w filmie pokazane, więc nie muszę się rozpisywać:



Teraz Kanada. W Vancouver odbyła się pierwsza parada osób trans (Trans Pride March). Świetny cytat na Bilerico: We're here, we're trans, and some of us are queer. (Kate Lamothe, organizator Vancouver Trans-Pride March). Jak zawsze próbuję sobie to wyobrazić w Polsce. Tym razem nie umiem.

Kostaryka to państwo, które niedawno wszystkich zaskoczyło i ogłosiło referendum w sprawie otwarcia dla homików małżeństw. Sąd konstytucyjny tego kraju stwierdził, że takie głosowanie byłoby niekonstytucyjne. Ale najciekawsza jest argumentacja - przy założeniu, że 93 procent populacji jest hetero, a 7 homo - takie referendum byłoby wg sądu pogwałceniem praw mniejszości (większość decyduje o mniejszości). Ciekawe jak to dalej się potoczy.

W Indiach otwarto pierwszą homiczą księgarnię internetową. Zmiany w tym kraju też są ciekawe - niedawno zdekryminalizowano homiczość i od razu pojawił się festiwal filmowy, teraz sklep. U nas to zajęło trochę więcej czasu ;)

Teraz zbiór linków i tekstów dotyczących małżeństw w Argentynie. 21 lipca prezydenta kraju - Cristina Fernández de Kirchner podpisała ustawę o małżeństwach. Chwila, gdy Senat przegłosował ustawę była fetowana:




Zaś Kirchner o naszych prawach mówiła tak:



A sama uroczystość wyglądała ładnie::



Miasto Meksyk zaoferowało pierwszej parze pobyt, argetyńscy celebryci poparli decyzję, ogólnie sielanka.

Przy tej okazji przypomniano, że American Public Opinion Project (LAPOP) przeprowadził badania na grupie 42 tysięcy osób z 25 państw obu Ameryk, w którym m.in. zadano pytanie - jak bardzo (w skali 1-10) popierasz prawo par tej samej płci do małzeństw? Oto przerobione wyniki - czyli jaki procent popiera (odp. powyżej 5 punktów na skali):


Wynik może nas zaskakiwać, bo ciągle myślimy o Ameryce Południowej jak o bastionie katolicyzmu, ale to się już dawno zmieniło. Argentyna - małżeństwa, Brazylia - różnie, ale z racji tego, że konkubinaty niezarejstrowane mają tam całkiem sporo praw i są otwarte dla homików uznaje się to państwo niekiedy na równi z np. Niemcami, do tego - Kolumbia, Ekwador, Urugwaj - związki partnerskie (tutaj więcej o planach małżeńskich w tych krajach). W najbliższym czasie możemy się spodziewać, że większość państw tego kontynentu wprowadzi tego typu instytucje (Chavez w Wenezueli chce, ale trochę się boi, w Chile o tym mówia, w Brazylii trwa oczekiwanie na wyrok Sądu Najwyższego w sprawie małżeństw, w Kolumbii propozycja ustawy "małżeńskiej" jest właśnie debatowana). Czas na przeprowadzkę? Gdyby do powyższego rankingu wstawić Polskę to byśmy byli na bardzo odległym miejscu. Tak na marginesie - jak już o małżeństwach mowa to myślą o nich np. Szkoci oraz Brytole.

Lubię statystykę, więc jeszcze - populacja z homiczymi małżeństwami w ostatnich latach:


Jak czytam takie newsy jak te o Argentynie to mam tylko jeden komentarz - za rok zmieniamy banner i domagamy się małżeństw.

Aha - jedna z "reklam" argentyńskich nt małżeństw:



A co w Polsce? Przegapiłem zniknięcia portalu Lesbijka.org. Teraz kieruje on do Kreatura.net, kóra ma w tytule Femka.net. Ktoś wie o co chodzi? Serwis słaby, ale jedno mnie zastanawia - czemu nie dobrego lesbijskiego portalu? Kobiety-Kobietom już od dawna nie mają nic ciekawego, reszta portali zaczyna dobrze (Fioletowa Winda), ale szybko kończy swą działalność. Mam od zawsze poczucie, że lesbijki łatwiej unikają, a może raczej trudniej tworzą "środowisko". Ale co ja się tam na lesbijkach znam...

Ale zostawmy Polskę i na koniec przenieśmy się do Ugandy - zawsze miło popatrzyć jak inni mają gorzej:

Ogłoszenie

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 27 lipca 2010

Kochani/Kochane jest do was prośba. Poszukiwane są pary gejów/lesbijek do akcji plakatowej. Akcja non-profit, szczegóły po kontakcie z nami. Piszcie na mój mail, dostępny w zakładce kontakt.

Na zgłoszenia czekamy do połowy sierpnia.

Queerpop nie lękał się

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, wydarzenia | Opublikowano

W trakcie EP2010 za dużo się działo by czytać wszystko, teraz jak widzicie nadrabiam zaległości. Bardzo podoba mi się galeria Queerpopa z hasłem plakatów EP:






Jak to zobaczyłem to od razu zaproponowałem by jajeczkami jeszcze obrzucić plakat "Niech nas zobaczą", ale M. miał własne plany - może i lepsze ;) Więcej obrazków na fejsie.

ps. Gay Politics przynosi ciekawy news z Georgii - w wyborach na stanowisko w Fulton County Commission z ramienia demokratów do finału dostały się... dwie lesbijki do tego afro-amerykanki. U nas przeważnie wybór jest pomiędzy jedną konserwą a drugą. Ech...

Aha - jest apel, który popieram:

Wyraźmy swoją wdzięcznośc tym, którzy mimo protestów wsparli EP2010. Wyślij maila do sponsorów imprezy na przykład o takiej treści:

Pragniemy serdecznie podziękować za wsparcie udzielone organizatorom i uczestnikom EuroPride 2010, która odbyła się w Warszawie 17 lipca br. Jesteśmy przekonani, że dzięki takim inicjatywom Warszawa i Polska stają się miejscem sprzyjającym ludzkiej różnorodności i pokojowemu współistnieniu.

Podziękujmy też Policji!

Pragniemy serdecznie podziękować za skuteczną pracę Policji podczas imprezy EuroPride 2010, która odbyła się w Warszawie 17 lipca br. Jako uczestnicy marszu ulicami Warszawy dziękujemy za ochronę i przyjazne nastawienie funkcjonariuszy. Jednocześnie wyrażamy ubolewanie z powodu obrażeń odniesionych przez jednego z policjantów (o czym wiemy z doniesień prasowych) i życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia.

Filmowo

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, muzyka, Reklamy LGBT | Opublikowano poniedziałek, 26 lipca 2010

Dzisiaj kilka filmików.

Po pierwsze reklama, która oburzyła wiele osób we Francji. Z jednej strony - bo geje, z drugiej - ponoć zoofilia. Średnie to jest, sami zobaczcie:



Sherry Vine na żywo wypada o wiele gorzej niż w filmaach. Kolejna parodia:



Nie wiem czemu polskie drag queen nie nagrywają teledysków. To nie kosztuje aż tak dużo jak się wydaje, a z fajnym pomysłem (no tak, tu już jest problem - te nasze to jednak raczej travesti show uprawiają ciągle) byłby to hit. Tak jak ten pan z Macedonii:



Na polskich festiwalach filmów LGBT brakuje mi zazwyczaj dokumentów, takich jak ten - jakby ktoś miał cość to chcę to zobaczyć:



A na koniec - pomysł na paradę w 2011:

LG inspiruje

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano niedziela, 25 lipca 2010

Wracamy do newsów ze świata. Póki co na rozgrzewkę coś już sprzed miesiąca, ale ciągle bawi. Rakesh Satyal odbiera Lambda Literary Award za najlepszy debiut (książka Blue Boy):



Jak już przy książkach jesteśmy to chyba powoli mogą ogłosić, że będzie niespodzianka na święta. Pierwsza u Abiekta powieść. Z "momentami" ;)

Uśmiech się z rana

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano

Na niedzielną pobudkę:



Człowiek roku?

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 24 lipca 2010

Jeszcze o EP2010. Piotr Pacewicz jest dla mnie jednym z największych bohaterów ostatniej parady. Pokazał, że można wyśmiać te wszystkie bzdury o przegiętych ciotach w damskich strojach. Stojąc obok Pacewicza zawsze mam poczucie, że mój zasób testosteronu nie dosięga mu pięt, a tu taka niespodzianka:


Tylko, że trochę się redaktorowi tekst o tym wydarzeniu nie udał w jednym miejscu: Po co się przebrałem? Chciałem w ten sposób poczuć się w waszej skórze (...). Wy - geje, ja - heteryk. Jak się mam przybliżyć do was? Przebierając się. Jakoś mi to nie gra, że tak delikatnie napiszę. Ma to swój pozytywny wymiar, ale raczej bym to inaczej tłumaczył, nie użyłbym tych słów.

Niezależnie od powyższego - człowiek roku? Pacewicz.

Szymanowski. Muzyka jako autobiografia ☻☻☻☻☻☻

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano piątek, 23 lipca 2010

Są takie książki, o których informacji nie znajdziecie na gejowskich stronach. To niestety dość często dotyczy książek trudniejszych, nawet jeśli odkrywają one przed nami całe pokłady wiedzy o czyjejś homoseksualności. Taką książką jest tytułowa praca Bartosza Dąbrowskiego wydana przez słowo/obraz terytoria. To dociekliwa analiza tego jak w muzyce Szymanowskiego przejawiała się jego odmienność. Nie czyta się tego łatwo, ale sposób w jaki połączył autor listy Szymanowskiego z analizą muzykologa, do tego dodając ujęcie psychoanalityczne (brak i przemilczenie jako figury skrywanych pragnień, czy transpozycja pożądania heteroseksualnego na homoseksualne) jest brawurowy. Najbardziej dla mnie odkrywcza część to przypomnienie, że obok św. Sebastiana "gejowska" ikonografia ma jeszcze jednego - ciekawszego - bohatera - Kaina. Jego obraz jest dla Fernandeza (Le Rapt de Ganymede), jak pisze Dąbrowski: alegorią odrzucenia homoseksualisty przez rodzinę i przyjaciół, i zarazem jego utożsamienia z depresyjną pozycją społecznego wyrzutka, pełnego poczucia winy i wyrzutów sumienia przestępcy, która skrywa "kryminalny" sekret własnej natury.

Książka nie jest nastawiona na plotkarstwo, brakuje w niej nawet trochę samej biografii Szymanowskiego - to minus dla osób, które nic o niej nie wiedzą - ale wiedza, którą znalazł autor w muzyce Szymanowskiego to kolejne odkrywanie białych kart "naszej" historii. Dlatego zachęcam do czytania :) A na koniec Kain w kilku redakcjach - Flandrin, Gloeden i D'Agata:



Małżeństwo

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano

Czyż to nie jest wzruszające?

Kandydat

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 22 lipca 2010

Krystian Legierski wystartuje w wyborach na prezydenta Warszawy:


To news oczywiście w rodzaju "mamy sezon ogórkowy". Legierski w 2005 roku w wyborach do Sejmu dostał 935 głosów, samorządowych w 2006 - 698, w 2009 do Parlamentu Europejskiego - 1601. Już to pokazuje, że chyba jednak wyborcy nie kierują się u nas orientacją seksualną kandydata. Oczywiście w wyborach na prezydenta, z racji mniejszej liczby kandydatów i kandydatek Legierski zdobędzie więcej głosów, jednak ja zamiast słuchać o parkach, w których nie można leżeć chciałbym usłyszeć co z nowymi autobusami, tramwajami, obwodnicą, metrem, kolejnym mostem, prywatyzacją spółek miejskich...

Tak całkiem szczerze - Legierski ma swoje zasługi dla nas, jest medialny i nieźle mu to czasem wychodzi - ale czy Zieloni nie mają kandydatów eksperskich, doświadczonych nie w kierowaniu klubami, a dużymi projektami w dziedzinie ekologii, jak by się po tej partii oczekiwało? I to jest niestety kolejny powód dla którego jak zwykle - będę chciał na Zielonych zagłosować a nie zagłosuję.

A jakby tego było nam mało to Legierski funduje nam wywiad we Wprost (rozmawia Najsztub):

- Jakoś boleśnie rozstał się pan z Bogiem, czy trzasnął drzwiami i wyszedł?

- Miałem incydent, który mi pomógł trzasnąć drzwiami.

- Czyli?

- Byłem ministrantem...

- Jest pan ofiarą gwałtu?

- Tak, ale nie chcę o tym publicznie mówić. Ja nie powinienem.

Lubię jak ludzie publicznie mówią, że nie powinni publicznie mówić tego co powiedzieli, zwłaszcza w jednym zdaniu. Nie oceniam kwestii gwałtu pod względem wiarygodności, ale zadziwia zbieżność wywiadu z decyzją o ogłoszeniu kandydatury. Nowe formy reklamy mają to do siebie, że korzystają z zaskoczenia, ale tu widzę pewną przesadę. Czego jeszcze się o kandydacie dowiemy? Trochę się boję, że działania Grupy Inicjatywnej (skuteczne - debata się zaczęła też dzięki nim) były po części elementem strategii promocyjnej kandydata. Nie lubię tak jawnego mieszania walki o stołki i walki o nasze prawa.

ps. mam nadzieję, że Zieloni nie pomyśleli o tym, że będziemy głosować na kandydata ze względu na jego orientacje, bo to na etapie "polityki" jest dla mnie trochę żenujące.

Dokąd dalej pójdzie parada?

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano środa, 21 lipca 2010

Po podsumowaniu paradowego tygodnia czas na wnioski. Zainspirowane tekstem Magdy Dubrowskiej w "Stołecznej":

Festiwal poprzedzający największą w Europie paradę mniejszości seksualnych zaczął się serią niewypałów. Happening "Rzuć jajkiem w pedała" oprotestowany przez część środowiska LGBTQ. Afera o papieskie hasło na plakatach. Na szumnie zapowiadany set didżejski Boya George'a do klubu M25 przyszło chyba czterdzieści osób. Dwie godziny po zaplanowanym początku imprezy goście dostali informację, że właśnie ktoś jedzie po George'a na lotnisko, a po kolejnych dwóch, że gwiazda robi makijaż. Jedna z debat nie odbyła się, bo nikt nie przyszedł. W Muzeum Narodowym, które z okazji EuroPride przygotowało wielką wystawę sztuki homoerotycznej, jak powiedziała nam jego pracowniczka, ruch nie zwiększył się znacząco. Na chóry gejowskie wykupiono ok. 300 biletów, choć Sala Kongresowa ma prawie 3 tys. miejsc.

Czytam co piszą ludzie na Fejsie, w komentarzach i mam dla Fundacji Równości kiepską wiadomość - może i parada wyszła, ale nie jesteśmy ślepi i widzimy, że wciskano nam mega festiwal, a wyszło ekhm... skromniej. Zwalanie na "Polskę", warunki, pogodę, brak zaangażowania się miasta, to zwyczajne wykręty. Po pierwsze z Bączkowskim praktycznie nikt nie chce już współpracować. Ci co to robili bezpośrednio w poprzednich latach, teraz unikają go jak tylko mogą. Sam widziałem nie jedno w 2008 roku. Za to, że na czele parady stoi człek, którego większość uważa za beznadziejnego organizatora to wina Rady Fundacji. Obecny jej skład to w tej chwili dwie osoby - obie związane z KPH. Po wydarzeniach związanych z Cepedem z rady odeszli ludzie z Lambdy. Nie dało się ukryć, że po prostu Rada sama nie miała pojęcia o niektórych działaniach Fundacji. Fundacja od 2008 roku nie publikuje swoich sprawozdań, co dyskredytuje ją w oczach wielu, a jednak nadal pozwala jej się na działanie. Od kilku lat trwa też debata o tym, że Parada powinna być bardziej polityczna, oczywiście nie jest. Hasła co roku beznadziejne, w tym roku cała promocja żenująca.

Mam wrażenie, że na magiczne hasło EP2010 daliśmy się wszyscy nabrać. Hotele miały być przepełnione, kluby pękać w szwach, obrazy na wystawie niszczeć pod naporem tłumów, a Warszawa wyglądać jak dzielnica Castro. Oczywiście wyszły niektóre inicjatywy, było naprawdę fajnie, ale rozliczamy się z deklaracji początkowych, a nie efektu końcowego. Tu dysproporcja jest szokująca. Na działania Fundacji i cały ten EP2010 nabrało się M24 - no chyba, że Boy George wystąpił za free, nabrały się girmy rezerwujące bilety, to nie jest tak, że tylko Fundacja straci kasę przez 300 sprzedanych biletów do Kongresowej. A jeśli nie straci i nie narzeka, to znaczy, że sponsorzy dali pieniądze - więc po co te narzekania na brak zaangażowania finansowego od strony miasta? Akurat też nie jestem zwolennikiem pozakonkursowych dotacji na jakiekolwiek cele społeczne. W tym temacie po raz kolejny powtórzę pytanie - dlaczego Fundacja nie wystartowała w żadnym konkursie miejskim? Czy tylko po to by znaleźć sobie zasłonę w przypadku niepowodzenia? Miasto nie dało, to się nie udało. To zbyt proste.

Podobał mi się w tym roku pewien model - organizacje robią swoje, Fundacja swoje. To by było niezłe, gdyby Fundacja robiła swoje dobrze. Dlatego myślę, że trzeba się skupić wyłącznie na paradzie. Na tym by przekonać ludzi do niej, ewentualnie by uczynić z parady manifestację o prawa, te wszystkie dodatki są fajne i ja je lubię, ale jednak najważniejsza jest parada. Czuję tak też po tym, że sam się mocno zaangażowałem w różne rzeczy dookoła, które nawet nieźle wyszły, a jednak - najbardziej widocznym znakiem mojej/naszej obecności był zwykły transparent z prostym napisem.

Zatem pytanie do Fundacji oraz do Rady Fundacji - czy w 2011 roku dalej szefem parady będzie Tomasz Bączkowski i Fundacja Równości? I na to pytanie chciałbym usłyszeć odpowiedź.

Rok temyu Bee w komentarzu pisał:

Kto za rok uratuje paradę ? Koleżanki działaczki czy koleżanki paradujące turystki ? Może im też warto powiedzieć, dla kogo i po co jest ta parada, po co mają przyjechać do Warszawy.

Tak, paradę uratowały ciotki-turystyki, ale to był jednak słaby desant. Zatem pytania do was - co uratuje paradę w 2011 roku? I najważniejsze - czy parada w obecnym jej kształcie i przesłaniu, które niesie ma szansę na pokazanie, że z naszymi postulatami trzeba się liczyć? (tylko błagam bez wykluczania drag queen, odmieńców, poliamorii i nagości - to wszystko da się połączyć - mądrze)

UPDATE: 3 strona "Polityki":

Kampania HIV/AIDS - w końcu z nami!

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT | Opublikowano wtorek, 20 lipca 2010

Krajowe Centrum ds AIDS wypuściło pierwszą w historii reklamę telewizyjną, w której zamiast par heteroseksualnych czy singli pokazano osoby homoseksualne. Spot ma być prezentowany w tv, a także w necie. Trochę to jest delikatne i takie jakby sprzed 5 lat, ale i tak - w końcu! 

video

Na stronie można znaleźć listę współpracujących org, mediów i klubów. Zaskakuje brak niektórych portali LGBT, ale jak wiadomo z rozmaitych źródeł - te chciały kasy za publikację spotów i bannerów. Z jednej strony rozumiem - KCds. AIDS mogłoby jednak trochę forsy dla naszych zarezerwować, a nie żebrać, z drugiej - to jednak dość przełomowe wydarzenie i szkoda, że nie zobaczą go czytelnicy i czytelniczki najpopularniejszych branżowych portali:


Niby przełomowe wydarzenie, ale te agencyjne zdjęcia i mówienie eufemizmami wizualnymi mnie drażni. Dlatego na koniec reklama z Izraela:

Transparent podsumowany

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Podsumowanie Parady to też dla nas pytanie o widoczność bannera - a co - mieliśmy pomysł to sprawdźmy czy wypałił. Dlatego teraz raporcik. Po pierwsze musieliśmy iść z tyłu, więc było trudniej, a i tak KAI podała:

Na czele pochodu umieszczony został ogromny różowy transparent z napisem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich" [nie ma jak to fakty medialne ;)]

Zaś PAP:

Niesiony był także duży transparent z hasłem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich". Był to jeden z głównych postulatów tegorocznej imprezy. Podczas parady rozdawane były ulotki z postulatami jej uczestników. Wśród nich były m.in. te dotyczące uznania związków partnerskich oraz zapewnienia im ochrony, w tym przyjęcia ustawy, która umożliwiłaby żyjącym w nich osobom wspólne rozliczanie podatków, dałaby prawo do decydowania o leczeniu nieprzytomnego partnera, czy sprawowania opieki nad jego dziećmi.

Wiadomość ta została skopiowana przez masę serwisów, więc w zasadzie udało się po raz kolejny zasiać w mediach banalnie prosty komunikat.

O bannerze w poniedziałek napisały media, m.in.: "Życie Warszawy" (nagłówek w necie - "Homoseksualiści z całego świata domagali się legalizacji związków partnerskich") i "Gazeta Wyborcza". Znaleźć można było zdjęcie na ostatniej stronie Stołka, tam też wypowiedź Ewy:


Do tego świetne zdjęcie na 13 stronie wydania krajowego:


 Zaś w piątek Stołek pisał o bannerze na pierwszej stronie:



Moja gęba z nim ozdobiła krajówkę na piątej stronie:


W necie byliśmy "tematem dnia":


Ponoć "Metro" też uszczęśliwiłem swoją podobizną, czego szczęśliwie dla własnych nerwów nie widziałem. Z ciekawych informacji - stary plakat znalazł się w dodatku nt EuroPride w weekendowej Aborczej:


 a zdjęcie ze spaceru po QueerWarsaw ukazało się na jej weekendowej czołówce - też miła niespodzianka:


W poodsumowaniu na IS Krzysztof Tomasik pisze: Festiwal trwał ponad tydzień, ale tak naprawdę zaczął się jeszcze wcześniej. EuroPride okazało się bowiem znakomitym katalizatorem wielu inicjatyw LGBT, z których najwięcej emocji wzbudziła bez wątpienia wystawa Ars Homo Erotica w Muzeum Narodowym, choć warto także wspomnieć o albumie „Art Pride”, angielskiej wersji „HomoWarszawy”, czyli „QueerWarsaw” oraz występie Boya George'a w swym dj-skim wcieleniu w Klubie M25. (...) Zabrakło przede wszystkim mocnego przekazu związanego z postulatami społeczności gejowsko-lesbijskiej. Wszystko na co można było liczyć to wielki transparent „Żądamy ustawy o związkach partnerskich” stworzony przez osoby skupione w Stowarzyszeniu Otwarte Forum. To bardzo cenna inicjatywa, choć właściwie prywatna, nie związana z organizatorami Parady.

Chyba musimy zacząć promować naszą nową nazwę - Grupa Tel Aviv :D

Również AFP w swoim newsie kopiowanym np. przez Yahoo zaczęła swoją relację od nas:

"We demand a civil partnership law," read a massive banner at the head of march, although participants acknowledged such legislation was not on the cards in a country where homosexuality is taboo and few choose to be openly gay.

I jeszcze news ze środy - trzecia strona "Polityki":



W nieoficjalnej rywalizacji na najbardziej widoczne hasło drugi rok z rzędy wygrywa grupa, która zyskała nazwę Tel Aviv! Ja się cieszę z tego transparentu jak debilka, bo jednak parada z samymi tańcami to dla mnie strata czasu i energii :)

ps. osobę, która wie gdzie jest stary transparent prosimy o informację! Wiemy, że paradował we Wrocławiu ;)

Europride - podsumowanie

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 19 lipca 2010

Za nami jedenaście dni festiwalu EuroPride. Czas na podsumowanie.

Wprowadzenie nr 1: O EuroPride zrobiło się głośno już ponad rok temu, gdy okazało się, że jej organizatorzy nie są skłonni do współpracy i ukryli na przykład powstanie spółki Ceped, która nabyła prawa do nazwy EuroPride. Było to szeroko komentowane jako kolejny przykład na brak zdolności komunikacji przez członków Fundacji. Później śledziliśmy kolejne wpadki organizatorów. Atmosfera wokół Europride była gęsta przez cały czas, w zasadzie rozluźniło się dopiero w momencie, gdy okazało się, że większość inicjatyw jednak wyszła spod innych rąk. I głównie o tym chcę tutaj napisać - inicjatywach pobocznych, które jednak zaistniały w przestrzeni miasta i ją trochę zmieniły.

Wprowadzenie alternatywne: Podsumowanie imprezy powinno się zawsze zaczynać od tego, co miało być i jak wyszło. A zapowiadano o wiele więcej niż się wydarzyło. Pamiętacie jeszcze o otwarciu w Łazienkach, pikniku i koncercie na stadionie, 100 tysiącach osób na Paradzie? Pewnie nie wszyscy, ale gdy przypomnę sobie buńczuczne zapowiedzi Fundacji Równości i patrzę na ostatni tydzień to stwierdzam, że ta impreza - przynajmniej z ich strony - nie wyszła. Ale nie jestem pewien, czy chcę pisać o Fundacji i jej problemach. To większość sama widziała i raczej trzeba dać plusy innym. Zatem co się działo, jak się działo i czemu nie do końca się zachwycam.

Pride House - dzięki Kampanii Przeciw Homofobii i zaprzyjaźnionym orgom udało się zrobić prawdziwe centrum dla homiczej Warszawy. Podoba mi się pomysł - dużo wydarzeń w jednym miejscu, z programem, w którym od rana do nocy coś się dzieje. KPH pokazało, że ma zarówno siły ludzkie na takie wydarzenie jak i potrafi się komunikować bez nastawienia na spór czy kontrowersje. Sam byłem zaskoczony - no nie ukrywajmy - nie do końca się z KPH lubimy - że współpraca była wręcz modelowa. Czułem wsparcie wolontariuszy i wolontariuszek, a do tego choć niektóre rzeczy nie wypaliły (tłumaczenie ostatniego dnia, choroba prowadzącej debatę z Pawłem Leszkowiczem), to udało się je uratować dzięki nim. A ogródek Pride Housowy stał się najlepszym miejscem na wypoczynek po trudach dnia. Plusy od strony medialnej - dużo informacji w prasie, reklamy w radio i telewizji, dzięki czemu Pride House nie mógł narzekać na brak gości nawet w największe upały.

Pomada - wydarzenie warte uwagi. Już na samym początku wzbudziło kontrowersje - plakat Radziszewskiego był odsądzany od czci i wiary, okazał się też byt kontrowersyjny dla niektórych miejsc goszczących Pomadę, co doprowadziło znowuż mnie do wrzenia. Wydarzenia na Pomadzie - oryginalne, odważniejsze niż w Pride House, jednak dużym problemem był np. brak jednego miejsca, a w czasie gdy tyle się dzieje, łatwiej skupić się na jednej lokalizacji niż biegać po kilku. Spotkanie z działaczkami, na którym wspominano początk działalności LGBTQ w Polsce już przeszło do historii, dużo się też mówiło o pojedynku Rafala-Rysia Czubak. Od strony wizerunkowej mam trochę poczucie, że Pomada nie do końca wiedziała co chce robić - czy jest alternatywą, kontrą, czy jednak po prostu elementem EuroPride. Jednak miło, że dzięki Pomadzie wyklarowała się pewna grupa osób, która jeszcze z pewnością nie raz namiesza i powalczy z wizerunkiem "dobrego geja".

Festiwal Filmowy - zaczął się ciekawie od Czwartków LGBT, które weszły do kalendarza bywalców i bywalczyń branżowych imprez filmowcyh. Niestety na samym festiwalu powtarzano w zasadzie filmy już pokazywane, a nowości raczej nie były najciekawsze. Jednak imprezę oceniam pozytywnie - pokazała, że można zrobić duży festiwal, w dobrym miejscu i z atrakcjami. Przy festiwalu niestety nie zadziałała promocja - zabrakło o nim informacji w dodatkach w rodzaju "Kinowe lato", tylko raz Wyborcza o tym napisała, a jednak dla widzów, zwłaszcza nie obytych z kinem LGBTQ była to okazja nadrobić zaległości. Jednak, żeby trafić, trzeba było najpierw o nim wiedzieć.

Lambda Cafe - inicjatywa, która mogła być lepsza. Pomysł podobny do Pride House, jednak z małą liczbą ciekawych wydarzeń, raczej nastawiony na pokazy filmowe, co przy konkurencji z Pride House i festiwalem filmwym nie miał szans stać się wydarzeniem. Ciekawe były wystawy - pinsów, plakatów z Przeciwdziałaj... i Daniela Sally (mi się to bardziej podobało od Hanny Jarząbek w Pride House). Lambda w czasie Europride wydała również wraz z SOF i Abiektem QueerWarsaw, choć wydarzenia z tym związane odbywały się zarówno w Lambda Cafe i Pride House, to w perspektywie medialnych doniesień w tym kontekście często o Lambdzie mówiono. Plus za codzienną informację o Lambda Cafe w Gazecie Stołecznej (podobną miał Pride House). W ostatnim dniu niestety odwołano grę miejską, co tłumaczono temperaturą, jednak zadziwiająco dużo na temat "prawdziwych" powodów odwołania gry można było dzisiaj usłyszeć "na mieście".

Kluby - klubowe wydarzenia musiałem sobie odpuścić. Z doniesień wiadomo, że niektórym odbijało (50 zł. do Toro to jednak przesada), ale tłok był wszędzie. To było ciekawe wrażenie, w nocy po Paradzie, gdy ulicami miasta chodziły setki gejów, lesbijek, wiele par trzymających się za ręce, kilka ślicznych związków poliamorycznych też się znalazło. Jestem ciekaw frekwencji na najważniejszych imprezach klubowych, lansowanych przez katalog EP2010. Ponoć ludzie woleli wybrać Toro niż odległy Loft44. Minus za to dla Fundacji za zorganizowanie koncertu poparadowego o godzinie 18:00, gdzie każdy przyzwoicie marszujący człek (ci jadący na platformie mniej się jednak męczyli), potrzebował raczej kąpieli i obiadu. Gdyby koncert był na 22:00 to chyba bym się skusił.

Inne wydarzenia, jak konferencja w OPZZ, Iluzjon czy konferencja w Sejmie nie przebiły się na tyle, by o nich pisać w podsumowaniu. Fajnie, że były, ale jednak to wydarzenia dla wąskiego grona, przegrywające w konkurencji z innymi wydarzeniami Mimo to mam poczucie, że w ostatnim tygodniu Warszawa żyła Europride. Nie dało się ukryć, że to jednak duże wydarzenie i ważne.

Wczoraj na debacie w Pride House próba podsumowania EuroPride i tego co się w Warszawie wydarzyło. Yga poinformowała, że wg Fundacji było 30 tysięcy ludzi, na Fejsie Fundacja mówi o 16 tysiącach, policja o 8. Patrząc na 6 platform jadących jedna za drugą bez ludzi wokół i słuchając opowieści ze Sztabu Zarządzania kryzysowego, który monitorował paradę - ostatnia cyfra najbardziej realna. Jednak nie kłóćmy się o cyfry. Warszawa to nie Berlin i tego nigdy nie zmienimy, ważne, żebyśmy sami i same poczuli w końcu, że parada ma sens. Ja nie do końca ciągle to czuję. Tzn. dla mnie parada jest czymś obowiązkowym, ale - i to będę powtarzał zawsze - idąc w Manifie czuję się zaangażowany, idąc w paradzie - nie czuję zaangażowania. Dlatego tak dużo uwagi przywiązywaliśmy do naszego bannera - mam wrażenie, że wszyscy chcieliśmy, żeby parada nabrała dla nas sensu i nas zaangażowała. Nota bene - banner świetnie chronił nogi przed słońcem ;)

Jeszcze trochę o mediach - gdyby nie Gazeta Stołeczna, która oddała czwartą stronę na użytek EP2010, informacji prasowych o innych wydarzeniach niż parada byłoby bardzo mało. Po raz kolejny sprawdziło się, że prosty przekaz - banner i ulotki z postulatami ustawy - stanowiły ważny element wszystkich relacji (zwłaszcza, że wszyscy skopiowali relacją PAP). Jednak od strony politycznej - dopóki nie pokażemy, że jesteśmy realną siłą, dopóty politycy nie będą się z nami liczyli. Politycy muszą się po prostu przestraszyć i ten strach było widać przed paradą - gdyby na paradzie było 100 tysięcy ludzi - myślę, że nasze postulaty stałyby się bliższe niektórym opcjom politycznym. A tak - czy jest sens zabiegać o głosy garstki ludzi? Bo nie ukrywajmy - w 40 milionowym kraju, kilka tysięcy osób idących na paradzie, to jednak garstka ludzi. Z resztą - gdyby Parada szła pod hasłem "Żądamy ustawy..." zapewne byłoby nas mniej.

Europride z pewnością wypróbował nas wszystkich w skuteczności działania, zwłaszcza trafiania do mediów z przekazem (cóż - trzeba było konkurować ze sobą), wymusił też współpracę wielu osób, które w normalnej sytuacji raczej by nie były do tego skłonne i nawet nieźle to poszło. Ze swojej strony za ten wariacki tydzień chcę podziękować homiczej grupie (która dzięki EP2010 się trochę rozrosła) za szybkie reagowanie i wsparcie, Janowi, Agacie, Gregowi i wolontariusz(k)om z Pride House, Queerpopowi i T. za wsparcie logistyczne i psychiczne, no i wszystkim, którzy nie przeszkadzali ;) A teraz należą nam się urlopy. Pierwszy już w sierpniu :)

Na koniec jeszcze pytania, które się nasuwają - czy można było lepiej? Zawsze można. Zwłaszcza w kwestii promocji zagranicznej, o czym wiele się słyszało w rozmowach z Polakami, którzy przyjechali z innych państw, że brakowało info. Można było też lepiej przygotować trzon imprez, na szczęście zmobilizowali się inni. Pytanie zatem jak po ostatniej paradzie - czy za rok znowu te same osoby będą ją przygotowywały? Bo trochę szkoda, że od 4 lat Bączkowski nie wychował grupy ludzi, którzy by wiedzieli jak to się je, a przecież za rok nie będzie Europride, a "zwykła" parada, za rok już nie wszyscy uwierzą w zajebiste obroty i sprzedaż na maksa, bo już teraz widać, że turyści przyjechali w piątek i ewakuowali się w niedzielę. Zatem co dalej z Paradą będzie? To pytania raczej do ludzi, którzy jeszcze chcą się w nią zaangażować, bo ja z roku na rok mam większą ochotę na Manifę niż Paradę, a takiego szaleństwa jak w tym roku przeżywać już nie chcę i nie będę.

Tak więc już absolutnie kończąc - jedna obserwacja. Ponoć na czele parady nie mógł iść nasz banner ani w ogóle żaden człowiek. W praktyce okazało się, że paradę otwierała reklama Europride w Rzymie. I tego właśnie w paradach nie lubię - wygrywa de facto biznes i reklama, a postulaty spacerują opłotkami. Niestety taki już los parad na całym świecie. I chyba dlatego tak sobie cenię te małe parady - w Poznaniu czy Krakowie. Tam postulaty są żywe, a ludzie krzyczą hasła. Tym razem nikt nic nie krzyczał. Oprócz głośników z muzyką.

ps. Tomasz Szypuła nowym szefem KPH już oficjalnie. Pogratulować trzeba, choć szkoda, że Marta Abramowicz nawet w Zarządzie nie została.

Europride - dzień 10

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano sobota, 17 lipca 2010

Tegoroczna Parada pod nazwą Europride przeszła przez Warszawę. Szacunki mówią o 5 do 8 tysięcy ludzi. To oczywiście o wiele lepiej niż rok temu (niecały tysiąc), jednak o wiele gorzej niż zapowiadano. Tęczowi turyści nie przyjechali zwabieni nazwą Europride, a oficjalne imprezy (Boy George i chóry) świeciły ponoć pustkami. Jakieś 50 procent paradujących przyjechało zza granicy, reszta to "nasi". Czyli? Na zapowiadaną od roku imprezę przyjechało nas jakieś 4-5 tysięcy. Czy to satysfakcjonuje? Raczej nie. Najliczniejsza do tej pory parada w 2007 roku to było 3-4 tysiący osób. Czyli - jeśli chodzi o udział Polaków w paradzie to raczej niewiele się zmieniło. Oczywiście teraz będzie się próbowało mówić o sukcesie Parady 2010, ale w kontekście zapowiadanych 70-100 tysięcy to trochę żałośnie wyszło. Teraz fotki a później pozytywy. (Foty z Fejsa i od Bartka M).











Na ostatnim zdjęciu widać, że część platfom jechała w zasadzie dla siebie. Co mi się jeszcze nie podobało? To, że nie było żadnego otwarcia (choć krótkie przywitanie) i podziękowania na końcu. Jedynie SDPL zatrzymał się i nadawał dalej przez mikrofony.

Co mi się zatem podobało? Oczywiście banner, który dzielnie nieśliśmy, ludzie, którzy przyszli - ci z zagranicy jacyś bardziej weseli i roztańczeni, Polacy spokojniejsi, samba, Jej Perfekcyjność w kosmicznym stroju, a także skrócenie trasy o połowę. Okazało się, że po pierwsze organizatorzy się przeliczyli i ogłoszoną trasę byśmy nie dojechali na miejsce do 18, a po drugie - upał tak się dawał we znaki, że do końca dotrwała z połowa uczestników. Gdyby aktualna była stara trasa - myślę, że garstki by doszły. Podobała mi się też mobilizacja konserwatywnego betonu - faktycznie się przestraszyli w tym roku nas :)

Za Paradę dziękuję wszystkim, którzy z nami szli przy bannerze, a zwłaszcza Uschi i Rudej - za wydawanie rozkazów "banner stop", "banner marsz", "do lewej wyrównaj". Ten ostatni był najtrudniejszy ;)

Tyle relacji, czas na podsumowania, ale to jutro. Zapraszam na jutrzejsze wydarzenia.

ps. jednak wolę Manify!

aha - i dlaczego połowę relacji zajmują dwa incydenty z udziałem katoprawicy i 300 osobowy Marsz Grunwaldzki? 300-8000 -> chyba jednak przegrali, a media stwarzają sytuację jakby to było na równi.

Europride - dzień 9

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Na Gazecie możecie zobaczyć zdjęcia ze wczorajszego spaceru. Na starcie było około 150 osób, do mety dotrwało dużo mniej, ale nie dziwimy się - upał i brak cienia przerażały również przewodników. Ponad połowa gości spaceru była zza granicy, co mnie bardzo cieszyło. Mam nadzieję, że to nie ostatni spacer po HomoWarszawie, ale następny proponuję zrobić w bardziej atmosferycznie sprzyjających warunkach ;) Dziękuję Michałowi, Krzyśkowi i Mateuszowi za dzielne oprowadzanie! I trochę mi głupio po tym tekście w Wyborczej, bo sam tam nie gadałem:

Sporą wycieczkę po centrum Warszawy oprowadzał Wojciech Szot, współautor "Queer Warsaw", angielskiej wersji przewodnika "HomoWarszawa". Opowieść o historii warszawskich gejów i lesbijek i ich miejsc w mieście była tłumaczona na angielski. - Przyszli Niemcy, Brytyjczycy, Hiszpanie. Około 150 osób, z których część niosła tęczowe flagi - opowiada Szot. - Wielu było zaskoczonych, że tak dużo miejsc w Warszawie jest przyjaznych gejom: knajpy, kawiarnie, kluby.

I jeszcze kilka zdjęć autorstwa Radka:






i z FB:


Obcokrajowców w Warszawie sporo, ale nie są to jakieś tłumy. Dzisiaj zobaczymy to na własne oczy. Homiki i spółka spotykają się pod pomnikiem Starzyńskiego po godzinie 12:00 - zapraszam.

Po spacerze miałem godzinę przerwy i pojechałem na spotkanie, które miała prowadzić Kazimiera Szczuka na temat Art Pride. Niestety prowadząca się w ostatniej chwili rozchorowała, więc kto prowadził spotkanie? Ja. To było - przyznaję - bardzo stresujące, ale przez godzinę rozmawiałem z Pawłem Leszkowiczem i Rafalalą o albumie i mam nadzieję, że nie było za bardzo widać, że "szyję". Chyba wyszło nieźle.

To wydarzenie doprowadziło mnie na skraj wyczerpania psychicznego, więc o dalszych wydarzeniach wieczoru nie ma co pisać. Tak, jestem już zmęczony Europride i najchętniej bym się zakopał gdzieś pod ziemią. Jednocześnie powinienem być zadowolony z tego co się dzieje - w mediach nasz baner już przed Paradą robi furorę, o spacerze napisano, książka wydana - ale na poczucie jakiejkolwiek satysfakcji jeszcze przyjdzie czas. A ja satysfakcję mieć muszę - bo inaczej po co się tak męczyć?

Dzisiaj najważniejsze wydarzenie - parada. Mam nadzieję, że będzie nas tam jak najwięcej, ale jeśli ktoś stwierdzi, że pogoda go przeraża to się nie dziwię. Jest 8:20, a za oknem 26 stopni. Do 12 będzie około 38. To jednak jest Polska, a nie Madryt i co wrażliwsi mogą mieć problemy. Zatem na paradę marsz, ale z głową :)

ps. u Ewy relacja z innego ciekawego wydarzenia, na TVN Warszawa interesująco o pewnym spotkaniu i miła reakcja na końcu, a relacja z parady - o ile będzie - to dopiero jutro. Wcześnej pokażę wam tylko jak wygląda specjalny dodatek Gazety Wyborczej na Europride ;) Dzisiaj pozwólcie drodzy i drogie, że po paradzie zajmę się sobą ;) A relacja na żywo będzie ponoć na Homikach!

Europride - dzień 8

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano piątek, 16 lipca 2010

Wyrównano status par w temacie małżeństwa w Argentynie! I to chyba najważniejsza wiadomość na dziś. Dajcie spokój z Europride, świętujcie! Światowa mapa krajów z małżeństwami dla nas się powiększa. To już 10 kraj. Argentyne zamieszkuje 40 milionów osób, a więc jest to jedno z największych państw, które otworzyły instytucję małżeństwa. Dalej chcecie walczyć o związki partnerskie? Tzn. ja tak, bo jestem za tym by obie instytucje były, ale już chyba czas przestać po cichu mówić o małżeństwach. 240 milionów ludzi już je ma! Czas na Polskę ;)

A co wczoraj na EP2010? Wydawać się może, że nic ciekawego. Z Y. na happeningu pod Kolumną Zygmunta. Męczące w tym strasznym słońcu, niestety małe zainteresowanie i mediów i ludzi. Później kolejna wizyta na dworcu by odebrać partię QueerWarsaw i oprowadzanie po mieście dla telewizji. Ciekawie się idzie z mikroportem i kamerą przez miasto, dziękuję Michałowi, że przejął pałeczkę - ja byłem jednak zbyt zmęczony wszystkich, dlatego później w zasadzie odpoczywałem, by na dzisiejszym spacerze być w pełni sił. Temperatura wykańcza - kolejny dzień w tym skwarze w zasadzie już nie robi różnicy, choć schudłem znowu.

Aha - odpoczynek to chyba złe słowo, bo o 22 odbieraliśmy transparenty dla Lambdy z kolejnego pociągu. Jutro więcej o nich.

Wczoraj też była mini kontrdemonstracja pod Pride House:



(zdjęcia z FB)
A co dzisiaj? Dzisiaj oprowadzamy i rozmawiamy!

o 14:00 - QueerWarsaw on foot - walk with us! / QueerWarsaw na piechotę. Start - Nowy Wspaniały Świat

o 18:00 - ART PRIDE? O polskiej sztuce gejowskiej / ART PRIDE? About Polish gay art. Poprowadzi Kazimiera Szczuka, a udział wezmą Paweł Leszkowicz, Stasys i tutaj piszący. Tzn. mam nadzieję, że udział weźmiecie wy, a my będziemy tylko odpowiadać na pytania. Miejsce - oczywiście Pride House.


Z powodu własnych występów przykro mi, że nie byłem na kilku imprezach, ale bilokacji się jeszcze nie nauczyłem. Widziałem dzisiaj materiały z konferencji OPZZ. Niezłe, choć mam poczucie, że lambdowa książka o przeciwdziałaniu dyskryminacji powinna być tam lekturą obowiązkową. Jednak nieźle wyszła. W Lambdzie możecie też zobaczyć efekt mojej i Radka pracy w terenie na wystawie "Przeciwdziałaj dyskryminacji - to nie jest trudne".

Zobaczyłem też dzisiaj moje zdjęcie, które pojawi się na pewnej wystawie pod koniec roku. Mowa o słynnej już w "środowisku" sesji ślubnej. Wyglądam bardziej jak panna młoda. I o to chodziło.

Tak więc dzisiaj spacerujemy i debatujemy a jutro... niektórzy tańczą, a my niesiemy. Jedną z najlepszych rzeczy, jakie mi się przydarzyła w ciągu ostatniego roku jest to poczucie MY. Małe, z kilkoma osobami, ale jednak MY. I nawet mój indywidualizm pozwala mi na to, by np. nie wkładać nosa w każdy temat, a zostawić to komuś innego z NAS. Dopiero teraz podczas EP2010 i całego wokół niego szaleństwa widać, że to działa.

Z innej beczki - zaczynają się próby podsumowania okresu przed-weekendowego w ramach EP2010, czyli tego czasy, gdzie mieli przyjechać już niektórzy turyści i zapełnić miasto. Dużo "nas" jest na Nowym Świecie, jednak już w innych miejscach frekwencje nie powalają, nie przekraczają zwyczajnej frekwencji podczas wydarzeń w trakcie roku. Nie dotyczy to Pride House i ponoć nieźle w Lambdzie. Jutro próba generalna. Niestety, co podkreślają chyba wszyscy rozmówcy - zainteresowanie mediów zwłaszcza drukowanych zadziwiająco małe, ale to też może trochę wina tego upału. Już oficjalnie wiadomo, że zgłoszono przez osoby prywatne kilka kontrmanifestacji, ale najciekawsze jest to, że Paradę zgłoszono na... 15 tysięcy osób. A więc trafiłem ;) W 2008 platform na Paradzie było 9, w tym - 11, to też pewne zaskoczenie. Ale cierpliwie czekamy, na podsumowanie przyjdzie czas w poniedziałek, bo - przyznaje - bardzo chciałbym się mylić :)

ps. na temat QueerWarsaw miasto mówi bardzo dużo, używa książki jako argumentu - "myśmy dofinansowali" - trochę tego się obawiałem. Chciałbym, żeby miasto miało też inne argumenty. To tak w kontekście tego komentarza:

Blumsztajn o EuroPride: postawa miasta to kompromitacja


UPDATE:

5 strona Wyborczej i Metro - ja jednak odchorowuje takie rzeczy:


Europride - dzień 7

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 15 lipca 2010

Po pierwsze - QueerWarsaw. Wygląda pięknie, już można nabyć w Pride House, Lambdzie i innych miejscach - zaczynamy rozwożenie, rozsyłanie i tak dalej. Przyjechała (niestety na pełny nakład czekamy) wczoraj i niektórzy chcieli mi ją z rąk wyrwać. Zakończyliśmy tym samym najtrudniejsze wydawanie w historii. Książka - cała w kolorze - mamy nadzieję, że będzie kolejnym krokiem ku odkrywaniu "naszej historii".

Niestety z racji godzinnego spóźnienia się pociągu z Krakowa nie zdążyliśmy na panel historyczny, z oddali pomachałem Ostro i Tomasikowi, by udać się na obiadek. Cóż - teraz już koniec z chodzeniem na czyjeś wydarzenia. Czas na własne.

Rano pisałem o różowej niespodziance, Trochę za wcześnie ten news się wydał, ale przeżyliśmy. Byliśmy z U. i B. na spotkaniu w Fundacji Równości - ponieważ jednak nie jesteśmy grupą zorganizowaną (takie liczą minimum 10 osób) szybko wymiksowaliśmy się z imprezy losowania kolejności platform (był pomysł by też losować kolejność grup pieszych - jako jedyni przyszliśmy), ale okazał się jednak absurdalny.

Następnie - "Enter" w 1500 metrów do wynajęcia. Sztuka mi się wyjątkowo nie podobała. Nie mówię o aktorstwie - to jednak robili ludzie po castingu, ale o bardzo słabym tekście, będącym zwyczajną kalką z Masłowskiej i innych. Slamy i piosenki były kiepskie, a aktorzy cóż - do knajpy śpiewających kelnerów chyba by się nie zakwalifikowali. Temat - coming out i historia związku licealisty z dorosłym facetem - sztampowo potraktowany i bez fajerwerków. Do tego straszne dłużyzny, mielizny w akcji i jeszcze temperatura powalająca. Nie, to nie jest sztuka, na którą warto iść. No chyba, że jest się gimnazjalistą.

Abstrahując od dzisiejszych wydarzeń, ciekawy komentarz na IS znalazłem:

Trochę nie na temat, ale to mi przypomina, że tymczasem osoby LGBT z niepełnosprawnością ruchową (o problemach z innymi niesprawnościami wiem mało) są dość mocno wykluczone z imprezowni pt. Tydzień Dumy. Przegląd filmów - jak większość filmowo-kulturalnych imprez - odbywa się w Kinotece, która polega na schodach, schodach i jeszcze raz schodach. Jak jest w Nowym Wspaniałym Świecie nie wiem, bo w środku nie byłem, ale wiem tyle, że już od progu wita człowieka wysoki stopień, więc mam wrażenie, że potem trzeba się wdrapać na pierwsze piętro... Ja się wdrapię, ale wielu innych rady już nie da, a nie każdy ma ochotę/śmiałość prosić innych o pomoc... W związku z tym jakoś się zniechęciłem jeśli chodzi o chodzenie na projekcje itp. - tak dla zasady. Wiem, brzmię jak zgred, który szuka dziury w całym. No ale to samo mówi się o gejach/lesbijkach domagających się swoich praw. Wiem, to problemy techniczne, których organizatorzy pewnie nie mogli ominąć. Ale czy próbowali? I wiem, że to zapewne po prostu "mój problem". Ale pomyślałem, że może warto na niego zwrócić uwagę... (tak, rychło w czas)

Bardzo to do mnie przemawia. Niestety jest ledwie kilka miejsc, w których osoby na wózkach nie mają żadnych przeszkód. Pride House - na dół to jeszcze jakoś się da, ale na wykłady już nie ma szans samodzielnie się dostać. We wspomnianym już Amsterdamie, mimo, że budynek nowy - brak wind, a schody za wąskie dla większości wózków. Mój komentarz do Cyklozy (knajpka na Hożej) - "wejście wygląda jak wybieg do skoku wózkiem na odległość). I tak dalej. To oczywiście nie jest wina organizatorów, a tego, że po prostu brakuje miejsc przystosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych. Pamiętam, że kiedy wpisałem do jednego z budżetów zestawy dla słabo słyszących i opcjonalne tłumaczenie na język migowy to zaskoczyłem chyba wszystkich. Fakt - o tym się nie myśli, choć nawet jak się pomyśli to znalezienie np. odpowiedniej sali graniczy z cudem. A to jest po prostu przykre.

A dzisiaj ambitne plany:

o 12:00 - konferencja prasowa nt. QueerWarsaw - zaprosiliśmy media na Pl. Zamkowy pod Kolumnę Zygmunta
o 13:00 - Działania prawne na rzecz poprawy sytuacji osób LGBT w Polsce z udziałem polityków i przedstawicielek/ przedstawicieli organizacji pozarządowych w Sejmie -> ale to już wiem, że się nie uda :(
o 15:00 - Autorzy książki zapraszają na oprowadzanie po QueerWarsaw dla mediów. Temat spaceru: „Gay life in Poland during and after communism”. Mówimy w lengłydżach!
o 17:00 - otwarcie antydyskryminacyjnej wystawy “Przeciwdziałaj dyskryminacji – to nie jest trudne” w Lambda-Cafe
o 18:00 - Dyskusja “Czy Warszawa jest homo-friendly? Europejskie stolice a środowiska LGBT” w Lambda Cafe

o 20:00 - umieram choć muszę odebrać przesyłki z Krakowa (zawartość pokażę na blogu).

Tak wygląda niestety dzień ciotki-aktywistki w trakcie EuroPride.

W temacie doniesień prasowych. "Polityka" wyjątkowo nic o gejach i lesbijkach. Dziwne, bo w Przekroju choć teksty skandalicznie słabe to jednak dużo.

Googlersi przyjeżdżają na EP2010. Cóż - jest to ewidentna reklamówka tej firmy, ale lepsza taka niż wykupywanie reklam o "diversity".

Miałem napisać dlaczego nie chcę by HGW otwierała paradę? Powód jest prosty - byłby to szczyt hipokryzji a nie żaden gest wobec nas. Niech najpierw usłyszymy coś z jej ust na temat związków partnerskich, a później zapraszajmy na otwieranie naszych imprez. Głupio bym się czuł z banerem "Żądamy ustawy o związkach partnerskich" stojąc przed prezydentką stolicy, która pozdrawia tłumy.

"Gazeta Wyborcza" dała też tekst o naszych postulatach. Ilustracja - nasz baner - pokazuje, że był to ważny jak nie najważniejszy element ostatniej parady:


Niestety w tym roku paradę otworzy platforma, a my z tym giga-plakatem gdzieś za nim dopiero - po to też było to spotkanie w Fundacji Równości. Trochę przykro, ale nie chodzi jednak o miejsce na paradzie, a o samo bycie. Tak sobie to racjonalizuje :)

Zatem 8 dzień EuroPride zaczynam!

Różowa niespodzianka

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 14 lipca 2010

Tak jak przypuszczałem - wyoutowano nas:



całość tutaj.

ps. bardzo przykrym zaskoczeniem jest dla mnie deklaracja Karoliny Malczyk-Rokicieńskiej: Nie wybieram się. Wezmę udział w debacie okołoparadowej. Malczyk jest jedną z tych osób w ratuszu, które bardzo cenię, do tej pory zapowiadała, że na paradę pójdzie. Skąd ta zmiana zdania? Czyżby nagła iluminacja "z góry"? Ciekawe.

Europride - dzień 6

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

Staram się tu być zawsze szczery, a więc - jeszcze TYLKO pięć dni. Po tym wycisku, który dostałem wczoraj zaczynam wracać do rozmyślań o jakimś spa na najbliższy tydzień. Castorama - katastrofa. Skąd ja mam wiedzieć co gdzie się znajduje, jak w supermarkecie budowlanym byłem tylko raz w życiu. A wybór między jedną deseczką a drugą - katastrofa. Ale jednak udało się znaleźć co trzeba, więc powrót do centrum jakoś w tryumfie odbyliśmy.

Następnie znowu Pride House, gdzie wykład Jacka Kochanwskiego. Bardzo ciekawy i inny niż w Instytucie Teatralnym. Co prawda zdębiałem w pewnym momencie (padło moje nazwisko w dość ciekawym kontekście), ale zdębienie było pozytywne. Po wykładzie nie mieliśmy już sił na panel "żydo-gejowski", ale za to ciekawa rozmowa z niesamowitą M. i innymi wyglądała prawie jak panel o użyteczności i wykorzystaniu queer w praktyce. Dała mi M. do myślenia ;)

Z Pride House gonitwa do 5-10-15. Dziękujemy wszystkim, którzy i które pracowali dziś z nami! A zwłaszcza podwórku 5-10-15, które zapisujemy do naszych ulubionych miejsc w stolicy.








\




A co dzisiaj? Rano gonitwa znowu po mieście, po południu o 15:00 w Pride House Panel: Historia homoseksualności w Polsce, o 18 niezapowiedziane wcześniej spotkanie "z grupami zorganizowanymi" w Fundacji Równości, o 19:00 Enter (jednak idę dzisiaj). Polecam też panel z Pawłem Leszkowiczem - LES ART. Czyli czy istnieje zjawisko sztuki lesbijskiej w Polsce?" o 18 w Teatrze Dramatycznym.

Stołeczna codziennie coś o EP2010 publikuje. Dzisiaj coś takiego między innymi.

Nie boicie się, że taką oceną narazicie się znajomym?

- Wiemy o tym i bardziej ze względu na nich niż nas samych nie podajemy nazwisk. Chodzi nam o szersze spojrzenie. Na nasz stosunek do świata i innych osób, na nasze zaangażowanie społeczne i zawodowe. A nie na nasze łóżko, bo to nasza intymność, taka sama jak pani.


Chyba panowie widzą, że nawet ich "znajomi" idą na paradę i trochę czują się nieswojo. A łóżko? Ja już nie mam siły po raz kolejny udowadniać, że parady są potrzebne i uczą różnorodności. To już jest nudne.

Jutro może jak będę mniej zmęczony to napiszę, czemu nie chcę by Hania GW otworzyła paradę, wbrew tym nawoływaniom, które w Replice znalazłem. Końcowa zaś refleksja - dzięki EP2010 wiele rzeczy się wydarzyło "wewnątrz". I to z pewnością czeka na podsumowanie.

ps. dotarła już "niespodzianka europrajdowa" i o ile nas w najbliższych dniach Wyborcza nie wyuotuje (przyszli fotografować), to będzie dalej "niespodzianką".