ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Historia z Łodzi

9

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 31 marca 2010

Większość z Was już pewnie czytała o dziewczynach, które szkoła chce wywalić za to, że zrobiły sobie zdjęcia z motywem homoerotycznym?

Ja wiem, że w tym kraju jeszcze wiele rzeczy mnie zaskoczy i nie powinienem tu się dziwić, ale... podoba mi się postawa nauczycielki dziewczyn. Odważna, bardzo dobrze się wypowiadająca i ze świetną refleksją - szkoła jest przestrzenią władzy. Jak to miło, że czasem ktoś to widzi. Niestety władza jest heteronormatywna i próbuje uczennice wtłoczyć w model dominujący. Od strony analizy socjologicznej - piękny przypadek, od strony społecznej - jawny przykład dyskryminacji ze względu na domniemaną orientację seksualną. Od dawna orgi LGBTQ domagają się od MEN edukacji antydyskryminacyjnej w szkołach - chyba czas też na program resocjalizacyjny.

Alternatywa?

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: muzyka, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 30 marca 2010

Zostałem poproszony o skomentowanie czegoś, a ponieważ ja lubię komentować na blogu, tak więc zaczynam :)

Tajemnicą poliszynela, a wiadomo jak to z poliszynelem bywa, jest fakt, iż niektórzy zaczynają myśleć o... alternatywnej paradzie. Tak - to nie dowcip ani czarny humor. To podobno fakt. Takowa parada miałaby się odbyć jakoś w okolicach EP 2010, a być może nawet w ten sam dzień. Jak się Abiekt dowiedział z zaprzyjaźnionych źródeł (i to wielu, bo to ostatnio temat numer jeden wśród plot) pomysł alternatywnej parady narodził się z tego, że Fundacja Równości chciała za dużo kasy od klubów za platformy. Oczywiście łba sobie nie dam uciąć za prawdziwość tej drugiej informacji, ale pomysł alternatywnej parady nie jest nowy i sam brałem udział w spotkaniach, na których wspominano o nim. Dlaczego o tym piszę? Bo trza by było tej Hydrze łeb uciąć. Nie podoba mi się ten spiskowy pomysł. Rozumiem, że właściciele klubów mogą być wnerwieni wymogami Fundacji, ale kombinowanie w kierunku całkowitej rebelii i kłótni to nie jest dobry pomysł. Mamy szansę pokazać się, ładnie wyjść na rodzinnym obrazku, a później nadal się bić torebkami. Jak dojdzie do alternatywnej parady - będziemy się bić torebkami zamiast robić dobre miny do średniej gry.

Nie podoba mi się system komunikacji, a raczej jej braku, ze strony Fundacji, jak słyszę - a Abiekt wiele słyszy - o różnych sprawach, to zastanawiam się kogo powinno się rozszarpać, ale stawanie okoniem i robienie "własnej" parady to już przesada. Mam szczerą nadzieję, że z tych zapędów nic nie wyniknie, a tymczasowy impas zostanie jakoś rozwiązany.

Jak widzicie, Warszawka się kłóci i sprzecza, a efekty tego mogą być - delikatnie mówiąc - fatalne. Inna sprawa, że gdyby doszło do tego kuriozum byłoby to jawne wotum nieufności. Kolejne :)

Kolejne informacje są za to na stronie EP2010 dotyczące występów podczas koncertu na Stadionie Syrenki (tak znane miejsce, że aż musiałem użyć mapy do identyfikacji). No jak miałem nie narzekać już więcej, to posłuchałem tego i mi szczęka opadła. Podoba wam się?

Odtrutka poniżej, miłego dnia:

Newsowo

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, wydarzenia | Opublikowano sobota, 27 marca 2010

Platforma Obywatelska wybierała sobie sama prezydenta. Bo, że wygra kandydat tej partii to chyba jest oczywiste. Komorowski to wybór mało odważny, ale prezydenta-wariata już chyba nie chcemy, więc dobrze się stało, że wygrały ciepłe kluchy z wąsem.

W Stanach burza z powodu wypowiedzi generała James'a Conwaya. W wywiadzie powiedział, że jeśli zniesiona zostanie zasada Don't Ask Don't Tell, homiki w armii powinni mieszkać oddzieleni od heteryków. Sami posłuchajcie:



To się nazywa "myślenie". Z drugiej strony powinno nam to choć trochę schlebiać - ile osób na świecie uważa, że mamy tak wielką moc erotyczną, że przelecimy każdego heteryka... "Military Time" przepytał niedawno 3000 wojskowych i okazało się, że 51 procent sprzeciwia się służbie jawnych gejów i lesbijek w wojsku, 24 było za. Według CBS w społeczeństwie amerykańskim jednak jest poparcie dla tej sprawy. Obama obiecuje zająć się DADT w 2011 roku.

Inna historia ze Stanów - w Gainesville na Florydzie jednym z kandydatów na burmistrza jest jawny gej, Craig Lowe. Jest też faworytem wyborów, co nie spodobało się jednemu z kościołów w mieście. Na jutubie umieścili pełne nienawiści wystąpienie przeciwko "homo Mayor", które zostało dość szybko usunięte. Kościół będzie miał jednak kłopoty - zapomniało mu się, że zwolnienie z podatków, które mu przysługuje może być cofnięte, gdy wmiesza się w politykę. Jak pięknie... opodatkujmy w Polsce kościoły lub wiernych i od razu statystyki będą urealnione.

Czeska afera z Topolankiem w roli głównej każe zastanowić się co by było, gdyby ktoś w Polsce tak ostro pojechał. Niestety obawiam się, że nasze standardy są jeszcze dalekie od czeskich, a opinia publiczna daleka od wywalania ludzi z polityki za homofobią i inne fobie.

Na koniec humor weekendowy.

I'm getting sick of all these songs about phones!

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, muzyka | Opublikowano piątek, 26 marca 2010

No właśnie. Pani L. Gaga i Beyonce postanowiły uraczyć nas teledyskiem, którego obejrzenie powodowało u mnie chorobę morską, na szczęście są na takie urocze filmiki odpowiednie odtrutki. Dlatego dzisiaj się zachwycam, śmieję i uczę tekstu na pamięć:



A co będzie tegorocznym hitem wakacyjnym w dziedzinie mody? Aurora Sexton (artystka trans) już wie:



Przyznaje - płakać ze śmiechu mi się chce z powodu tego szumu wokół L.G. Kiedy się ludziom znudzi?

ps. przygotowujemy angielską HomoWawę - jeśli o wielkości pisarzy świadczy liczba tłumaczeń na angielski to nasi "wielcy" maleją w oczach. Noce i Dnie niedostępne dla anglojęzycznego świata, Miazga też, Konopnickiej wydano w 1947 roku O krasnoludkach i tyle, jedynie Gombrowicz przetłumaczony prawie cały. I mam w związku z obecnymi działaniami pytanie - ma ktoś Dzienniki Jarmana w oryginale? Będę dozgonnie wdzięczny. A może chociaż cały passus o Warszawie?

Na piątek

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT, wydarzenia | Opublikowano

Na filmach dokumentalnych o drag queen i w ich występach jest tylko jeden ciekawy moment. Tetralne przeistoczenie. Dlatego tak mi się dobrze ogląda poniższy:



Jak już w Stanach jesteśmy, to transseksualny uczeń wylany ze szkoły i pełne jego perturbacje tutaj. To jeden z kilku ostatnich informacji ze Stanów z problemami nastolatków. U nas jakoś się takich historii nie słyszy, a i ostatnio mniej doniesień o wywalanych z domów dzieciakach. A może trzeba się lepiej wsłuchiwać? A może jednak nasi licealiście jednak starają się doczekać do matury po prostu. Ja próbowałem i pamiętam walnięty pomysł studniówki z A., która chyba była wściekła, bo ja a) nie piłem b) nie tańczyłem c) wyszedłem około północy zabierając ją ze sobą i wysadzając pod domem. Dzień później miałem ważne wydarzenie we Wrocławiu :)

Abiekt balansuje na granicy zmęczenia, weekend jednak się zbliża i będzie można odespać trochę, tak więc na koniec spokojna reklama kanadyjska z 2005 roku dotycząca małżeństw:

Impresja

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Kulturalnie | Opublikowano czwartek, 25 marca 2010

Tak jak obiecałem kilka najciekawszych zdjęć z Gender Check, czyli prac, które mnie zaciekawiły. Po drugiej wizycie muszę powiedzieć, że jest to najciekawszy dotychczasowy przegląd tego rodzaju sztuki, choć czasem ma się wrażenie, że jest to sztuka bazująca zbyt często na samym temacie czy pomyśle niż na realizatorstwie, a niektóre dzieła nie mówią nic, są tylko ilustracjami, często tak hermetycznymi, że bez katalogowego opisu nie mają sensu. Nie lubię takich prac, choć trzeba przyznać, że obecnie sztuka w wielu wypadkach na tym niby polega.  Trochę jest tak jakby pytaniem było - kto kogo wykiwa - artysta/artystka czy widz. A ta zabawa nuży na tak dużej wystawie.

1. Grupa CUKT (Centralny Urząd Kultury Technicznej), Politycy są zbędni



2. Eva Filova (Słowacja), Bez różnicy 


3. Gyula Pauer, Miss Węgier


4. Alina Szapocznikow, Trudny wiek (wklejam ze względu na piękne krzesełko)


5. Marina Terese Rozanskaite, Maria Magdalena


O polskich rzeczach już pisałem, teraz fotosy:




I tak na koniec - nie wiem, czy to efekt tego, że lubimy to co znamy, czy mój wewnętrzny patriotyzm, czy świetny wybór autorstwa z tego co mniemam Izy Kowalczyk, ale polskie prace najbardziej zapadały w pamięć i choć w "Polityce" zaprezentowano dzisiaj jedynie prace zagraniczne (mogę się mylić, nie mam pod ręką), to polska sztuka jakaś taka bardziej perspektywiczna, jednak mocniejsza. No oprócz działu socrealistycznego, gdzie konkurencja była ostra :) Tak więc nadal polecam wizytę, to będzie rok wystaw. W Krakowie Marcin Maciejowski, później Muzeum Narodowe... Na koniec zatem rysunek Maciejowskiego z "Przekroju":

ps. nie lubię "ważnych spotkań", nie umiem być dyplomatyczny i się miło uśmiechać do kogoś, kto chce ze mnie zrobić maszynkę do wykonania zadania, nie lubię zbyt dużego stresu, wielu rzeczy nie lubię. Dlatego tak mi czasem dobrze jak sobie samemu coś skubię, grzebię, piszę, mailuję. Najbliższy czas jednak zapowiada się bardzo "zespołowo", co może i dobrze, bo maile z 13 marca jeszcze czekają, ale z drugiej strony boję się, że znowu będę chciał zrobić wszystko za wszystkich. Zarządzanie własnym czasem mam opracowane do skrajnej perfekcji, więc jakoś to będzie. A rano znowu trzeba będzie się ładnie uśmiechać :)

II wydanie "Fun Home"!

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki | Opublikowano środa, 24 marca 2010

Z radością informuję, że ukazało się drugie wydanie ksiązki Fun Home. Tragikomiks rodzinny autorstwa Alison Bechdel. Gdy dwa lata temu wraz z wydawnictwem Timof i Cisi Wspólnicy rozpoczynaliśmy pracę, a w 2009 roku wydaliśmy książkę, nie spodziewaliśmy się, że książka będąca autobiograficznym zapisem w komiksowej formie dorastania Autorki będzie miała w Polsce kolejne wydanie. Przyznać muszę, w imieniu wszystkich, którzy nad ksiązką pracowali, że temat, który Autorka podjęła - dorastanie jako lesbijka, odkrywanie, wyszukiwanie i diagnozowanie biografi swojego ojca, archeologiczną pracę nad realiami - zarówno w kontekście kultury amerykańskiej jak i obecnie uznawanej za światowe dziedzictwo - tradycji ruchu gejowsko-lesbijskiego, bezkompromisowe i nie unikające sformułowań dosadnych, w naszym kraju zostanie tak dobrze przyjęte.

Dlatego też sukces "Fun Home" to po części dobry znak, że nie boimy się już odważnych historii.a mówienie - nawet w formie komiksu - o byciu-lesbijką, gejem - nie odstrasza jak wielokrotnie zakładano - czytelników i czytelniczki. Miejmy nadzieję, że takich znaków będzie więcej

Oczywiście powyższy tekst to kopiuj-wklej z tekstu wysłanego do szerokiej publiczności. Na nic innego już nie mam siły. Ale cholernie się z tego II wydania cieszę, książki nie było w sprzedaży od początku roku, cieszyło mnie to, że ludzie piszą, pytają, szukają. Kokosów na tym nie zbiłem (chcecie moje zeznanie podatkowe?), ale sama świadomość, że książka, nad którą się pracuje jest wśród czytelników i czytelniczek uważana za coś ważnego - zachwyca. Inaczej to w ogóle po co się bawić w to wszystko?

ps. kilka razy przedstawiono mnie jako "wydawcę Fun Home"... kurka ja skromny jestem jednak człek i to mnie zawsze peszyło. Czas przestać się peszyć :) Co do zmian (tak - odpowiadam na komentarz) - jest ich mało, ale kilka ważnych. Inna sprawa, że wydanie tym razem miękko-okładkowe.

Gender check!

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Kulturalnie | Opublikowano niedziela, 21 marca 2010

Panie, panowie - obecność w Zachęcie obowiązkowa. Tytuł polski nie przekonuje, więc będę się posługiwał angielskim.

A wszystko zaczyna się od genialnego Damira Niksica z Bośni. Jego video "If I wasn't Muslim" otwiera przed widzem i widzką różne pola bycia-mężczyzną, bycia-kobietą.



Gender check ma w sobie świetny ładunek - pokazuje, że krajach, do których gender przyszedł o wiele później niż na tzw. Zachodzie, sztuka krytyczna i dekonstruująca płeć nie pojawiła się w ciągu ostatnich lat, a była obecna już w czasach komunistycznych. Z polskich przykładów mamy więc Szapocznikow i jej "Trudny wiek" oraz "Sztukę konsumpcyjną" Natalii LL. Ta druga praca, świetnie wyeksponowana (czego o Szapocznikow powiedzieć nie można) zadziwia zarówno odwagą jak i grą z widzem/widzką na poziomie dość brutalnym, obnażającym chyba bardziej widza i jego skojarzenia niż samą artystkę.


Pierwsza wizyta na Gender check sprawia, że muszę iść jeszcze raz. Wystawa jest olbrzymia i różnorodna (też pod względem jakości). Bardzo dobrze wybrane polskie prace, na które szczególnie jakoś zwracałem uwagę - Kozyra ("Tribute to Gloria Viagra"), Kulik ("Gotyk między-narodowy" i "Wspaniałość siebie"), Szapocznikow, Abakanowicz, Jarosław Modzelewski i Marek Sobczyk, (świetna "Samotność"), Barbara Falender, Kobro, Fangor, Teresa Pągowska, Niesiołowski, Julita Wójcik (akurat to moim zdaniem beznadziejne). Tyle zapamiętałem, resztę trza odnaleźć w katalogu będzie.

Z zagranicznych podobał mi się projekt (bo to nie dzieło) Tanji Ostojić ("Looking for a husband with a EU passport") i pochodzące ze Słowacji opakowania z twarzami i piersiami Madonn (zabijcie, nie pamiętam autorki).

Właśnie ta gigantyczność wystawy trochę mi przeszkadza. Trudno było się skupić na tematach, trochę za dużo przeskoków, za dużo do zobaczenia, zwłaszcza, że tym razem większość videoartów naprawdę warto obejrzeć (w przeciwieństwie do większości wystaw w Zachęcie, gdzie nie mam siły obejrzeć nawet jednego filmu). I ten gender okrojony do perspektywy kobiecej jednak, męskość i jej dylematy na drugim planie, ale może to i dobrze? W końcu mężczyźni już się nagadali. Tak więc pewnie jeszcze po kolejnej wizycie coś naskrobię, bo kilka rzeczy mi umknęło, nie miałem na nie już sił i nerwów. Na koniec zatem Łukasz Korolkiewicz także obecny na Gender Check:

Sztuka na weekend

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Art Pride | Opublikowano sobota, 20 marca 2010

Dzisiaj dla rozrywki zdjęcia Kennetha Probsta, który w dawnych czasach pracował jako fotograf przy sesjach porno.




A Abiekt spędził wczoraj większość dnia pracowniczego nad albumem o naszej gej-sztuce. Dlatego dzisiaj bonusik w postaci kilku prac, które w albumie się znajdą:






Od góry: Jung, Stokłosa, Kawszyn. Póki co nie piszę o sensacyjnych nazwiskach jakie się pojawią, ale wraz z Pawłem Leszkowiczem mogę obiecać, że takowych nie zabraknie.

"Król pederastów" ukoronowany ☻☻☻☻☻☻

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano czwartek, 18 marca 2010

Iwaszkiewicz w drugim tomie Dzienników dużo marudzi - żegna się z życiem przez kilka lat i to robi się dość monotonne, ale na szczęście jest kilka elementów, dla których to właśnie ten tom stanie się - moim skromnym zdaniem - najważniejszą książką LGBT kiedykolwiek wydaną w Polsce (no chyba, że wydadzą w końcu dzienniki Andrzejewskiego). Dlatego nie oceniając więcej, zostawiam Was z fragmentami Dzienników:

23 kwietnia 1956, szpital

(...) W tej chwili - mimo wszystko - nie mógłbym bez niej [Hania, Anna Iwaszkiewicz Lilpop] żyć. I chociaż dawniej myślałem, że chciałbym umierać, trzymając za rękę jakiegoś pięknego chłopca (symbol życia) - czy otoczony miłością córek, czy wnuków - teraz, gdy śmierć się zbliża, czuję, że pewną ulgę w tej ciężkiej przeprawie mogłaby sprawić mi tylko jej ręka.

3 maja 1958

Przedwczoraj wróciliśmy ze Szczecina. Kiedy już byliśmy w wozie i było ciemno, wyciągnąłem rękę do Jurka, a on wziął moją dłoń i mocno przycisnął do twarzy. Było w tym geście wszystko, i wdzięczność, i przywiązanie, i jakby pewne odsunięcie. Te trzy dni w Szczecinie - jak zwykle podróż z Jurkiem, gładka, sprawnie, szczęśliwie, rozsądnie, w świetnych humorach. Można jednak być szczęśliwym, to znaczy można byłoby być szczęśliwym. Ale trzeba na to zapomnieć o tylu rzeczach - ale tu było tak pięknie, w dodatku słonecznie, radośnie, nawet można było połknąć oba wieczory poetyckie moje (...).

20 lutego 1959

Trochę mi wstyd tego, że ten dziennik zamienił się całkowicie w dziennik o Jurku, że wciąż powracam do niego. Ale to ponad moje siły pisać teraz o czym innym w dzienniku. O czym innym to ja piszę do druku. (...) Tęsknię do niego i bez patosu - nie mogę żyć bez niego. Co będzie potem? "Potem weźmiesz moje radio" - tak powiedział kiedyś. Zapewne. Będę miał radio i nie tylko radio. Ale tamto naprawdę było jedyne w moim życiu. Niech będzie imię jego błogosławione.

28 maja 1959

Umarł dziś o godzinie dziewiątej i pół wieczorem.

9 października 1959, godzina 17:00

Moje dziecko, kochany, mój synu najmilszy. Rok temu w tej samej godzinie byłem "zupełnie szczęśliwy". Dnie w Elizinie były jeżeli nie najlepszymi dniami w zyciu, to na pewno w jesieni mojego życia. Tylko, że nie wiedziałem, iż z tych dni cudnowynych, łagodnych, ciepłych, z tych nocy pachnących maciejką będę musiał czerpać siłe na długie miesiące cierpienia. "Ale dobrze, że było..." Byłeś dla mnie w te dni taki miły, zabawy, prosty, kochany. Knowałeś oczywiście pod nosem, ale ja o tym nic nie wiedziałem. A poza tym nie mogę się oprzeć wrażenu, że mnie kochałeś. (...) I potem ogarniał nas zmierzch i ciemność - jak mnie samotnego teraz - namiot rozciągał się nad nami i byłem sam z tobą i moją bezbrzeżną miłością i z moim bezbrzeżnym - tak krótkim - szczęściem. Za każdy twój uśmiech powienienm całować twoje nogi, a cóż dopiero za te dnie, całe cztery dni tego scenariusza, tej dekoracji, co najważniejsze - tej treści. Za te dnie powienienm zapomnieć wszystki, co było złe - wdzięczność powinna przepełniać mnie całwgo i przepełnia mnie. Dziękuję Ci z głębi serca.
Straszno mi przekraczać ten rok, rok cały od naszego szczytu; przez cały rok schodziłem z góry i nadal będę schodzić coraz dalej, coraz dalej - aż wreszcie i ten dizeń, i ty, i Elizin rozpłyną się we mgle. Nie che mi się wierzyć, że to naprawdę było, że było tak cudowanie, że były te twoje oczy, które na mnie patrzyły serdecznie - i to czerwone wino, i ręka twoja tak cudowna jak kwiat amarylisu i uścisk tej ręki tak dobry i tak oddany. Kocham Cię, mój drogi - i nikt Cię tak nie kochał i nie będzie kochał. Jedyna szarpanina - to co mówi Hania - to już niedługo. Niepotrzebna szarpanina, a potem będzie spokój. Z Tobą. Całuję Cię. Jarosław.


24 października 1959 [Iwaszkiewicz potrzebował pięciu miesięcy, żeby opisać śmierć Jurka Błeszyńskiego)

(...) Kiedy wychodzę, spogląda na mnie bardzo wyraziście swoimi olbrzymimi oczami. Potem demonstracyjnie, trzymając na płask, podaje mi rękę. Potem nawet dość silnie ściska. Nie mówi przy tym nic. To jest ostatnie pożegnanie. Gdy odchodzę widzę go siedzącego i dyszącego ciężko, skupionego, ale bardzo cierpiącego. (...) Około szóstej, po szóstej i ja wyszedłem. Halina [żona Jurka] trzymała go mocno, on powtarzał "trzymaj mnie". Pocałowałem go we włosy i w czoło. Od drzwi odwróciłem się. Halina puściła go na chwilę, siedział dysząc ciężko, włosy zmierzwiły mu się i opadały na czoło. Piękny rysy ściągnęły się. (...) Potem już tylko wyszedłem do trumny, doczekałem, dość długo trzeba było czekać, aż pogrzebowy orszak przeszedł szosą. Epitafium na trumnie: "śp. Jerzy Błeszyński" największe na mnie zrobiło wrażenie. Nazwisko, które widziałem na kopertach moich listów, na kartkach tego dziennika, na książkach, na rachunkach - przechodziło do innych kategorii. Stawało się nazwiskiem zmarłego. Człowiek nie istniał.
Na samym pogrzebie nie byłem.


Praga, 24 stycznia 1961

Podczas symfonii Brahmsa przyszedł Jurek. Stanął za plecami i pochyliwszy się, pocałował mnie w głowę. Powiedział: co, stary! I zrobiło mi się bardzo przyjemnie, ale on odszedł pomiędzy rzędami krzeseł, unosząc się na pół łokcia nad ziemią. Bardzo to dziwnie wyglądało

Przy Jurku w czasie śmierci była jego żona Halina. Hanka wspierała Jarosława przez cały czas. Kochankowie z Marony w wersji Cywińskiej to kłamstwo artystyczne... ech - nie znam lepszego opisu homoerotycznego w polskiej literaturze, nigdy nie spotkałem się z czymś co mnie w polskich tekstach tak zatrzymało na chwilę. No i w końcu Iwaszkiewicz, pisarz "oficjalny", obecnie chyba nawet nieznany i średnio czytany (Sława i chwała ostatnio wydana w 1989 roku), a więc może dzięki Dziennikom na nowo powróci? Kisielewski pisał o "królu pedarastów". Chyba czas na oficjalną koronację.

Klasycy homofobii

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: muzyka, prasa, wydarzenia | Opublikowano środa, 17 marca 2010

Na początek przygody wirtualne, czyli Fejsbuk.

Powstała strona fanowska przeciwników EuroPride w Warszawie. Cytaty z profilu:

Środowiska gejowskie starają się stworzyć nowe społeczeństwo, w którym dwóch gejów to rodzina, a mąż i żona to zwroty homofobiczne. Ich sposób myślenia nawiązuje do ideologii państw totalitarnych. Stworzenie z gejów rasy panów oraz zwalczenie oponentów za pomocą walki o równość i „tolerancję”, to strategia lobby gejowskiego, przykryta kocykiem walki z dyskryminacją.

I drugi - z tekstu Terlikowskiego, za który między innymi wytoczyliśmy ślimaczącą się do potęgi entej Naszą Sprawę 2:

Jeśli prokreacja, wychowanie i wierność nie mają znaczenia w stosunkach dwóch partnerów, a celem jest tylko ich zadowolenie, to nie ma powodów, by czynić różnicę między relacją homoseksualną a zoofilską.

O ile ten drugi tekst możemy uznać za konstatację kłamliwą, gdyż stwierdzającą nieprawdę, to pierwszy tekst, co ciekawe znaleziony przeze mnie na stronach Polskiego Radia, ma niesamowicie pokręconą logikę, o której jednak musimy pamiętać. Tak właśnie kreuje się debatę o faszystowskich, cenzorskich zapędach osób wykluczanych. Polska historia zna nie jeden przykład takiego rozumawania. No i widać kto jest klasykiem homofobii - Terlikowski i Żaryn.

Jak już przy NS 2 jesteśmy. Widzieliście to? Głupota galopuje jak zawsze szybciej od cech pozytywnych.

Z innych - debata na Homikach otwarta, już trzy teksty się pojawiły, będzie czwarty, a wiem, że piąty się szykuje. O ile - jak dobrze pewnie wiecie - z Homikami mam zaszczyt się przyjaźnić i nie jestem w pełni obiektywny - to chyba obecnie jedyna strona branżowa, gdzie trwają rzeczywiście sensowne debaty. Niestety InnaStrona ciągle marnuje swój potencjał i oprócz etatowych publicystów, raczej nie dopuszcza głosu z zewnątrz. Jakoś nagle się skończyło oddawanie głosu bloggerom, co było ciekawym eksperymentem, w którym z przyjemnością brałem udział. Nie wiem czy "wypięcie" się na środowisko zostało spowodowane średnimi wynikami i entuzjazmem innych dla akcji Wszyscy na Tak, ale liczba 14 tysięcy "podpisów", którą udało się zebrać w "zaledwie" pół roku, świadczy o tym, że jednak nawet duża promocja na IS nie za bardzo pomaga takim rzeczom.

W mediach dużo ostatnio o Anii Grodzkiej, reportaż w "Polityce" genialny i moje gratulacje dla TransFuzji za wypromowanie tematu i konsekwencję w działaniach. A chyba nie jest tajemnicą, że już za chwilę za momencik Ania Grodzka będzie mogła zaprezentować swój nowy dowód osobisty. Na tę chwilę wszyscy czekamy i Aniu - jak tylko dowodzik w łapce będzie, robimy wielką fetę! (piszący te słowa ma też wielką przyjemność złożyć publiczne życzenia urodzinowe szanownej Pani Prezesce) Dlatego jeszcze raz przypominam, mój 1 procent wędruje do TransFuzji :)

A pani Piekarska z SLD przekonała mnie, że ustawa o związkach jest tej partii potrzebna jedynie na wybory: Członkini SLD zapowiedziała, że projekt ustawy o związkach partnerskich powinien być gotowy do września (za IS). Cóż, jak wiemy "kobieta zmienną jest", więc choćby "mężne serce w kształtnej piersi", to patrzmy im na rączki.

Ze świata - pewien Szkot został uznany za pierwszą osobę bez płci. W Australii. Po co nam w ogóle płeć? Oto pytanie, na które za kilka lat chyba będą prawnicy odpowiadać.

Nowy wygląd Abiektowego blogu już prawie na ukończeniu, pewne przymiarki po prawej widać. Pozostały drobiazgi do dopracowania, ale i tak pewnie się wam nie spodoba ;)

A wracając do osób bez płci muzyczne zakończenie:

Sprawozdanie z lektur

2

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, muzyka | Opublikowano poniedziałek, 15 marca 2010

Przyciśniętym natłokiem lektur.

1. Świetna biografia Antoniego Sobańskiego autorstwa Anny Augustyniak - "Hrabia, literat, dandys". Jedna z najbarwniejszych homo-postaci dwudziestolecia międzywojennego doczekała się co prawda krótkiej, ale za to bardzo ładnie zilustrowanej biografii. Dowiem się o "Toniu" więcej niż z dotychczasowych opisów, choć w temacie "gejostwa" raczej nic nowego.

2. Włodzimierz Pessel, Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy - książka ciekawa, oczywiście jak na habilitację przystało trochę przegadana część teoretyczna, ale wiele smaczków, ciekawych źródeł (także do homo-historii, o czym niedługo w dość przydługim tekście napomknę), książka zdecydowanie dla miłośnika i miłośniczki stolicy. Mencwel dobrze napisał w recenzji, że będzie to klasyka literatury warsawianistycznej. Trochę za mało o szaletach, zwłaszcza o ich roli kulturotwórczej, ale nie to było celem książki, więc wybaczam nawet przydługie ględzenia.

3. Gottland Mariusza Szczygła. Dopiero teraz sięgnąłem do tej książki, jakoś nie było kiedy, ciągle przegrywała z innymi "do kupienia". Reportaże krótkie, wstrząsające, smakowite. Szczygieł nawet jako pczątkujący reportażysta potrafił zaciekawić [pamiętam lekturę w Narodówce Reportażu dla dorosłych z "Na przełaj" (nr 31/1986), który choć dziś może się wydawać anachroniczny zdecydowanie pokazywał klasę autora).

4. Próbowałem przejść przez Zaginione białe plemię Riccardo Orizio. Książka o zapomnianych potomkach białych kolonizatorów na całym globie. Rozdział o Polakach na Haiti chyba najlepszy, choć i on mnie zmęczył. Polecam zamiast niego wywiad z profesorem Kolankiewiczem.

5. Na deser nareszcie skończyłem o Bonie Sforzy czytać. Ja jednak odzwyczaiłem się od książek historycznych - daty, nazwiska, wydarzenia. Za dużo tego trochę, za mało ciekawej historii, tak więc Bona Sforza czeka na może nie lepszą biografię, bo ta, autorstwa Boguckiej, jest niezła, ale może na lepsze pióro :)

6. Iwaszkiewicz na dokonanie wypisów czeka. Póki co - kupujta Dzienniki Iwaszkiewicza ludzie - nic lepszego w polskiej prozie homiczej nie powstało!

Zainspirowany Szczygłem słucham dzisiaj czeskiej muzyki. Przed Wami Marta Kubišová:



ps. ""Mówiąc językiem kościoła - homoseksualizm jest grzechem. Mówiąc językiem świeckim - homoseksualizm praktykowany jest zachowaniem nagannym moralnie. Ale to nie oznacza, że nie lubię gejów" - dodał [poseł Gowin]. Hipokryzja, że aż boli. A i tak pewnie wielu i wiele z nas zagłosuje na tę partię w najbliższych wyborach.

Instrukcja obsługi Placu 3 Krzyży

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor | Opublikowano niedziela, 14 marca 2010

Może się to komuś wydać wulgarne, ale nie mogę się powstrzymać. Ogłoszenie "terenowe" na anonsach:

Trzepanie, Macanie w plenerze PLAC TRZECH KRZYŻY - WARSZAWA Organizuję dla osób w wieku od 16 do 30 lat - dnia 14-03-2010 r. ( niedziela ) wielkie trzepanie konia, macanie i wspólny oral w plenerze . Spotykamy się punktualnie o 19.00 na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. ( KLIKNIJ NA ZDJĘCIE - TAM DOKŁADNIE JEST ZAZNACZONE GDZIE WCHODZIMY) – między Oddziałem ING Banku a salonem Jubilerskim KRUK ( PRZYSTANEK AUTOBUSOWY LINI 101,118, 166, 171, N33, N83 – PRZY KOŚCIELE ) jest zamknięty szlaban. Mijamy szlaban i idziemy prosto chodnikiem aż do małych schodów - schodzimy i już mamy ogród i krzaki. I tu się zabawiamy. Pamiętajcie znakiem rozpoznawczym jest gazeta w ręku. Na spotkanie wziąć prezerwatywy. Spotkanie punktualnie o 19.00 w wyznaczonym miejscu.

Do tego załączono rysunek:


Niesamoowite, a więc Plac Trzech Krzyży nadal stanowi nasze pedalskie centrum! Cóż za cudowna dychotomia - z jednej strony Kruk, ING, drogie mieszkania na tyłach placu, a pod oknami pikieta. Za to właśnie kocham a) być pedałem b) mieszkać w Warszawie!

Wykopaliska

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano sobota, 13 marca 2010

Z lektury "Nowin Lekarskich" (1908 r.):

W szkole podpadało rzucające się i roztrzepane zachowanie się pacyenta. Wcześnie już onanizował wzajemnie ze szkólnymi kolegami. Skutkiem tego zachował stale popęd do płci tej samej.Postacie męzkie widywał nawet w snach, łączących się ze zmazami nocnemi. Mimo, że tułał się po bordelach, nie znajdywał upodobania w kobietach. Akt płciowy z niemi był mu wstrętny. Świadomość zboczenia swego płciowego posiadał i bał się ustawicznie jego odkrycia. Homoseksualne wybryki wprowadziły pacyenta rychło w kolizyę z prawem karnym.

(...)

Mówiąc o wykroczeniach płciowych, popełnianych na dzieciach, przytacza autor pracy pacyenta cierpiącego na porażenie postępujące, który usiłował założyć wśród chłopców szkólnych klub pederastów. Ułożył on dziwaczne ustawy do tego klubu się odnoszące i rozdawał obrazki sprośne z odnośnemi objaśnieniami.


[fragmenty skróty dokonanego przez Stanisława Szumana z pracy Reacke: "Zur psychiatrischen Beurteilung sexueller Delikte]

Miodzio. Dalej można się dowiedzieć o pierwszej historii, że pan wskoczył innemu panu do łóżka, by go na homoseksualność przechrzcić. Lubię sobie posiedzieć i poszperać w starej prasie by coś takiego wykopać. Fajną antologię by się z tego zrobiło ;)

Niegrzeczne (?) plakaty

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 11 marca 2010




Proste, trochę naiwne, trafiające w samo sedno, dlatego tyle o tym piszą. Lesmisje i SROM nawiązują ładnie do stylistyki zachodnich kampanii Act-upowych, choć trochę chyba jeszcze za grzecznie. Trochę by się nam przydały takie akcje bezkompromisowe, bo to jednak jest za delikatne, nie szokuje większości. Trzeba być ktok przed pro-choice czy homofobami a nie dorównywać co najwyżej w sile przekazu. Dlatego dzisiaj kilka Act-upowych rzeczy do refleksji:




Na chwilkę

0

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano

Absolutny brak czasu mści się na blogu. Obecnie w ferworze przygotowań do angielskiego wydania HomoWarszawy oraz albumu z tekstem i doborem artystów dokonanym przez Pawła Leszkowicza nie mam chęci na nocne czytanie newsów.

Jeśli chodzi o przygotowania do EuroPride (bo po części oba projekty są związane z EP2010) to już można kupować bilety na koncerty gejowskich chórów. Ceny szokująco przystępne - od 40 do 25 złotych - to jak na Salę Kongresową wyjątkowo tanio, więc może się skuszę.

Raport Izdebskiego (kolejny już) tym razem dotyczący internautów i internautek przyniósł taką wiadomość:

Jeśli zaś o to chodzi, to zaskoczeniem - jak komentował Izdebski - był wysoki współczynnik kontaktów homoseksualnych pośród osób deklarujących się jako heteroseksualiści. Do chociaż jednego stosunku z osobą tej samej płci przyznało się 10 procent tych, którzy wcześniej określili się jako zwolennicy osób przeciwnej płci.

W tej kwestii widać wyraźną różnicę pomiędzy kobietami, a mężczyznami. Co dziesiąty pan przyznał, że miał kontakty z mężczyzną, podczas gdy kobiety przyznały się do stosunków z kobietami w niemal co piątym (17 procent) przypadku.


Pytanie jak definiowany jest "kontakt homoseksualny", ale wyniki nie powinny zaskakiwać, bo to już od lat podobnie wychodziło. Dzięki temu po części mamy kategorię "Men who have sex with men" (MSM), dlatego zaskoczenie wybitnego profesora... zaskakuje.

Po Abiekcie na Homikach Bartek Kozek o swojej wyśnionej ustawie pisze. Bardzo ważna jedna uwaga:

Koniec końców trudno jest mieć sprecyzowane stanowisko, jeśli nie zawsze ma się pewność, że ustawa o związkach partnerskich moich marzeń będzie oznaczać dokładnie to samo, co chciałby mój mąż. To kwestia, o której warto pamiętać - tego typu dysonanse do rozpadu związków może nie doprowadzą, natomiast będą kształtować zakres realnego zainteresowania taką, a nie inną formą ustawy.

Warto wziąć to czasem pod uwagę gdy się mówi o Ustawie - w końcu jej funkcjonowanie zależy od tego jak będą na nią patrzyły osoby sparowane.

Na tapecie mam Domosławskiego i skończyłem Iwaszkiewicza. To drugie powinno być lekturą obowiązkową w szkołach. To znaczy fragmenty o śmierci Jerzego Błeszyńskiego - wyimki z Dzienników jutro, a ja się żegnam relacją na temat kampanii z Long Island - czekam ciągle na coś takiego w Polandii (jednak już minęło sporo czasu od Niech nas zobaczą):

Czego chcę od Ustawy?

9

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano poniedziałek, 8 marca 2010

(...) żeby nie było, że jedynie krytykuję, to przyjmuję wyzwanie Grupy Inicjatywnej i na koniec chciałbym trochę napisać o swojej wymarzonej ustawie. Kwestie stricte prawne (dziedziczenie, podatki, składki, ustrój majątkowy) zostawiam prawnikom – nie chcę się różnić od heteryków i tyle. Właśnie w tej kwestii dla mnie najważniejsze są aspekty techniczne, które możemy nazwać rytualnymi:

  • zmiana w ustawie (lub rozumienia tejże ustawy) Prawo o aktach stanu cywilnego, tak by te same czynności, które trzeba dokonać by zawrzeć związek małżeński, były wymagane przy związku partnerskim. Dotyczy to również zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (w kwestii rozwiązywania nie mam sprecyzowanego zdania – najlepiej chyba jak w PACSie – jednostronne oświadczenia woli)
  • zmiana w Ustawie o zmianie imion i nazwisk (art. 1 ustęp 3), a także w artykule 4 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (KRO), tak by zmiana nazwiska była możliwa również podczas zawierania związku partnerskiego
  • zmiana dotycząca artykułu 23 KRO, który mówi: Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli. W tym wypadku – przepraszam wszystkich, którzy nie zgadzają się na słowo „wierność” (czyli samego siebie) – jak chcemy równości to albo to słowo wyrzućmy w ogóle, albo się dostosujmy.

Nie wiem czy będę bronił kwestii adopcyjnych, ale na pewno nie jest dobrze, że Grupa Inicjatywna podzieliła przysposobienie „zewnętrzne” i „wewnętrzne”. Tym samym podzielono prawo do przyposobienia na lepsze i gorsze, uzależniając to od pochodzenia dziecka. Nie chcę adoptować dziecka w chwili obecnej, ale kto wie co się zmieni za ileś tam. Dlatego tak łatwo bym się nie poddawał z tą adopcją i jednak o nią walczył – zarówno „wewnętrzną” i „zewnętrzną”. Adopcja, czy przysposobienie przez partnera/partnerkę dziecka jest też czymś rytualnym.

Dlaczego to dla mnie tak ważne? Zacytuję Turnera (za Bursztą): Rytuał jest stereotypem sekwencji działań, skomplikowanych gestów, słów i przedmiotów wyznaczanych do oddziaływania na istoty czy siły nadprzyrodzone, w imieniu uczestników, dla ich celów i interesów. Nie wyobrażam sobie, żebym w sekwencji zawierania związku partnerskiego różnił się czymkolwiek od osoby heteroseksualnej. I nie przekona mnie nawet twierdzenie, że instytucja związku partnerskiego, nawet jeśli będzie dostępna dla homo i hetero, dzięki temu, że nie jest małżeństwem, powinna mieć inne rytuały. To właśnie rytuał określa symboliczne miejsce w społeczeństwie. Moje miejsce i mojego męża nie może być inne od miejsca, na którym zasiadają „małżeństwa”. Jeżeli propozycja ustawy o związkach partnerskich nie będzie zawierała całej tej rytualnej szopki z Urzędem Stanu Cywilnego – z bólem ją poprę, ale nie wejdę w taki związek, nie postawię się w pozycji mniej ważnego podmiotu.

Tak więc moja propozycja i redakcji Homików.pl – zacznijmy rozmawiać, czego chcemy od związków partnerskich, a może chcemy małżeństw, a związki partnerskie odchodzą do lamusa? Z drugiej strony – przypomnijmy sobie, że związki partnerskie czy małżeństwa to dążenie do wzorca heteronormatywnego, to przyznaniu heterykom wyższości prawnej, społecznej, dążenie do „ich” instytucji. Wskażmy na aspekty, które nas irytują, bez których ustawa będzie dla nas nic nie warta, trochę się pokłóćmy, niech to nie będzie takie cukierkowe, że ktoś przyjdzie i nam narzuci ustawę, która może jednak wielu z nas nie będzie odpowiadała.

Grupą Inicjatywną ds związków partnerskich może być każda i każdy z nas. Możecie komentować, pisać do nas, zbierzemy wasze propozycje i przedstawimy je w momencie, gdy – o ile – odbędzie się szeroka dyskusja nad ustawą, a o takich konsultacjach na łamach prasy mówiła posłanka Piekarska, mająca się opiekować losami ustawy od strony Klubu Lewicy. Dlatego przestańmy marzyć o ustawie, zacznijmy o niej myśleć jako o czymś realnym, co możemy mieć już za chwilę, albo ją odrzućmy, co jakąś opcją też jest. Czego chcemy? Chyba czas na taką debatę.

Cały tekst na Homiki.pl serdecznie zapraszam do rozpoczynającej się na łamach portalu debaty!

Przeszła Manifa

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 7 marca 2010

I przeszła Manifa 2010. Ponoć wielka, choć bez przesady. Tym razem jakoś tak trochę mało entuzjastycznie się szło, trochę jakby bez powera... ale sezon marszów rozpoczęty, a że wiele spraw nas jednak z paniami łączy, to i tęczowa reprezentacja się pojawiła licznie. Wszystkich chyba zaskoczyła obecność Jolanty Kwaśniewskiej na platformie, co dodało Manifie i powagi i... stylu ;)

Mała fotorelacja poniżej:








Tak więc dzisiaj spacerowaliśmy, chociaż niektóre z haseł za bardzo dla mnie antykapitalistyczne, no ale jednak w większości się zgadzam z postulatami, więc marudzić nie będę tym razem. Za co kocham Manify? Za konkretne postulaty, brak atmosfery "pokażmy się", polityczność i ideowość. Tego mi pewnie zabraknie w lipcu, ale każda grupa ma swoją specyfikę i to trzeba też podkreślić. Parada szła w Manifie, a czy Manifa pójdzie w Paradzie? Jak co roku się przekonamy.

A to znaleziono u Ewy:

Odszczekuje

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano sobota, 6 marca 2010

Muszę odszczekać to co napisałem - HomoWarszawa w wersji angielskiej, którą wyda Lambda Warszawa we współpracy z Abiektem i SOF została dofinansowana w "II otwartym konkursie ofert na realizację zadań publicznych w zakresie kultury, sztuki, ochrony dóbr kultury i tradycji w 2010 roku". Dziękuję wszystkim, którzy pomogli w pisaniu wniosku (mój pierwszy prawie samodzielnie pisany wniosek), no i cóż - będzie się działo.

ps. to też pokazuje, że miasto jednak nie jest aż tak homofobiczne jak myślałem. No i jestem ciekaw, czy EP 2010, które ciągle się na miasto skarży wystartował w jakimkolwiek konkursie? Bo mam wrażenie, że często jest to sytuacja jak z kawału: "Mosze zanosi modły do Boga" za każdym razem błagając o wygraną w totolotka. Wreszcie za którymś razem zniecierpliwiony Pan Bóg objawia się i mówi z wyrzutem: - Ty Mosze, daj mi wreszcie szansę! Ty wreszcie zagraj!". Miłego weekendu :)

Na piątek

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, humor, muzyka, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 4 marca 2010

Piszę coś większego, więc znowu zaniedbuję blogaska, ale kilka spraw mi się na oczy nasunęło:

1. Petycja do władz Warszawy dotycząca EuroPride 2010:

Utrudniając organizację tego wydarzenia narażają Państwo budżet miasta na znaczne obniżenie wpływów, które, każdorazowo po dotychczasowych edycjach EuroPride, wynosiły kilka milionów Euro.

Kto to napisał to nie chce nawet wiedzieć. Jakby ktoś a priori założył, że miasto będzie przeszkadzać. No inna sprawa, że pomagać też raczej nie ma zamiaru, wniosek Lambdowo-SOFowo-Abiektowy dotyczący między innymi tej sprawy został już odrzucony, co z przykrością muszę ogłosić. Apelowanie przez Petycje.pl do miasta o wsparcie finansowe EuroPride zapewne spóźnione, ale z przykrością trzeba stwierdzić - Hania GW częściej pokazuje się w towarzystwie księży święcących nowe budynki niż działaczy organizacji pozarządowych.

2. Raczek promuje "Queer as Folk" w sposób zadziwiający:

„Jestem przekonany, że „Queer as Folk” to jeden z najważniejszych seriali telewizyjnych ostatniej dekady. W każdym kraju, w którym rozpoczęto jego emisję dokonała się aksamitna rewolucja polegająca na zracjonalizowaniu postaw społecznych wobec gejów i lesbijek.” - mówi Dyrektor Kanału nFilmHD, Tomasz Raczek.

Jakby to wszystko było takie łatwe i aksamitne to już związki partnerskie były w Turcji. Ale czego się nie mówi dla promocji kotleta, który już trochę przebrzmiały jest (i do tego dostępny jedynie po absurdalnych warunkach - dekoderach, abonamentach i innych).

3. Jak już tak ostatnio sportowo jest to zdjęcie na dziś:


4. Odkryłem w końcu co mi się tak w klubach ostatnio podobało, a to przeróbka starej, dobrej Peggy Lee



Kaganek oświaty muzycznej w Toro. Miłe.

5. Jak czytam takie newsy:

Roy Ashburn, amerykański senator, znany przeciwnik praw homoseksualistów został aresztowany za jazdę po pijanemu. Wcześniej bawił się w nocnym klubie dla gejów.

to sobie wyobrażam taki:

Roman Giertych, były minister edukacji, znany przeciwnik praw homoseksualistów został zatrzymany za jazdę po pijanemu. Wcześniej bawił się w nocnym klubie dla gejów.

Oj pięknie by było...

6. Od jakiegoś czasu z K. i M. pracujemy nad projektem i czujemy co znaczy NGO-izacja, to się zaczyna robić prostytucja mentalna, szczegóły as soon as possible :)

7. Kończąc - sobota w Toruniu, przepytamy sobie Grupę ds Związków Partnerskich, zwłaszcza, że wywiad na Homikach wzbudza mieszane uczucia.

SLD i ustawa?

10

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano środa, 3 marca 2010

Wczoraj w TokFm słuchałem krótkiego newsa na temat spotkania Grupy Inicjatywnej ds Związków Partnerskich z Klubem Lewicy. Yga Kostrzewa mówiła w materiale, że Grupa przygotowała wstępny projekt ustawy i szuka teraz poparcia w SLD. Jednocześnie za tym poszedł tekst w Gazecie Wyborczej zatytułowany: Lewica chce zalegalizować związki homoseksualne. Pracuje nad ustawą, a w tekście czarno na białym, że ustawę przygotowuje SLD wraz z "przedstawicielami środowisk homoseksualnych". Do tego okazuje się, że koordynatorką jest Katarzyna Piekarska. A tych przedstawicieli nie będzie aż tak wielu, bo w domyśle chodzi tu zapewne o Grupę Inicjatywną, ale mam wrażenie, że to wszystko to zwykła gra przedwyborcza (wybory prezydenckie przed nami, na wiosnę 2011 zapewne parlamentarne), w którą doskonale się wpisze dyskusja o ustawie o związkach partnerskich.

Nie żebym był przeciwny ustawie, uważam, że każda metoda jej wprowadzenia jest słuszna, choć nie wiem, czy nie lepiej by było poczekać do nowego układu sił w Sejmie, a nie wrzucać tej ustawy na pół roku przed jego rozwiązaniem. W tej perspektywie stracimy tylko my, a zyska SLD, które będzie mogło krzyczeć, że zła Platforma uniemożliwiła głosowanie nad projektem (bo, że nie dojdzie do głosowania nad nią, to chyba nikt nie ma wątpliwości). Niech SLD się wykaże raczej w momencie, gdy nie będzie miała dodatkowego interesu w tej ustawie, a po tylu latach nas już pół roku przesadnie nie zbawi.

A już reprezentując taki "optymizm", jak w cytacie poniżej to ja nie wiem po co się za tą ustawę w ogóle Grupa Inicjatywna zabiera:

Nikt na lewicy nie wierzy, że w obecnej kadencji taki projekt uda się uchwalić. Yga Kostrzewa z Grupy Inicjatywnej do spraw związków partnerskich twierdzi, że zanim on wejdzie w życie minie co najmniej "pięć, a może i dziesięć lat"

Ludzie, jak już coś robita i robita to nawet fajnie (te tour de pologne nawet jest ciekawe) to chociaż sprzedawajcie to z uśmiechem na twarzy i optymizmem. Ja wiem, że Yga od kilkunastu już lat działa na naszą rzecz, ale trochę więcej entuzjazmu! (i pisze to ten, który po 2 latach zaangażowania czynnego czasem stwierdza, że ma wszystko w d**** i bierze mentalne urlopy)

A wracając do ustawy - nie wiem, czy powinniśmy być reklamówką SLD i dlatego dalej postuluję - spróbujmy zebrać sto tysięcy podpisów. Też może się nie udać, ale za to jaki szum zrobimy...

Na marginesie wczorajszego wyroku Trybunału, świetny komentarz na Homikach:

Jakie to może mieć dla nas znaczenie? Na pewno ideologiczne - że mamy prawo domagać się równych praw już teraz w obecnym systemie prawnym, gdzie państwo nie ma podstaw, by nam ich odmówić. Na pewno praktyczne - istnieje już jakaś podstawa, w oparciu o którą osoby znajdujące się w sytuacji pana Piotra będa mogły dochodzić swoich praw. Czy natomiast zbliży nas to w jakikolwiek sposób do regulacji w postaci ustawy o związkach partnerskich? Czas pokaże. Na pewno przez moment trwać będzie debata publiczna - i warto, byśmy ten moment dobrze wykorzystali. Walczmy o swoje, argumentujmy, przekonujmy - a przede wszystkim poświęcajmy uwagę, rozwijajmy naszą wiedzę na temat praw już nam przysługujących i formułujmy żądania. Nie bądźmy obojętni - kiedyś każdy i każda z nas może być na miejscu pana Piotra.

A debaty, która się rozpęta już oczekuję - dwa newsy LGBT wysokiej rangi, oba dla nas pozytywne (choć w jednym sami organizatorzy mają pesymistyczne nastawienie), zawsze dobrze jak się mówi o naszym największym problemie. Mam jednak też nadzieję, że czasem przychodzi moment refleksji i podumowywania tego co się wokół nas dzieje, bo trochę mi takich "ewaluacji" brakuje.

Kozak v. Poland - mamy przełom?

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 2 marca 2010

Jak podaje wyborcza:

Brak możliwości dziedziczenia przez partnerów homoseksualnych narusza Konwencję Praw Człowieka i Podstawowych Wolności - orzekł Trybunał w Strasburgu. Badał sprawę Piotra Kozaka domagającego się prawa do dziedziczenia mieszkania komunalnego po zmarłym partnerze.

Władze Szczecina nie przyznały mu takiego prawa po śmierci partnera, nakazując eksmisję. Skierowały też sprawę do sądu. Sąd Rejonowy w Szczecinie uznał, że mężczyzna nie ma prawa do tego mieszkania, gdyż przysługiwałoby ono jedynie parom heteroseksualnym, żyjącym w konkubinacie. Sąd zaznaczył, że polskie prawo nie uznaje związków osób tej samej płci. Sąd okręgowy oddalił apelację.

Trybunał w Strasburgu stwierdził w orzeczeniu, że wykluczenie osób żyjących w związkach homoseksualnych z prawa dziedziczenia nie może być uznane przez Trybunał za służące ochronie rodziny w tradycyjnym tego słowa rozumieniu. Uznał, że doszło do naruszenia art.14 Konwencji dotyczącej zakazu dyskryminacji oraz art.8 mówiącego o poszanowaniu prawa do życia rodzinnego.


Dokumenty dotyczące sprawy tutaj. Pytanie co teraz zrobią polskie władze. Bo z jednej strony wszyscy homoseksualiści będący w związkach są potencjalnie narażeni na dyskryminację o której mowa w sprawie Kozak v Poland, a Trybuał wyraźnie mówi, że w związku z artykułem 14 Konwencji orientacja seksualna nie może różnicować praw obywateli.

Trybunał odrzucił "obawy" strony krajowej, w których podkreślano ważność ochrony małżeństwa, przez co próbowano uzasadnić brak odpowiednich przepisów dotyczących par homo.

Wielkie gratulacje - znowu dla Szczecina! No nie da się ukryć, że mi się morda w uśmiechu rozszerzyła jak to przeczytałem. Pytanie - czy coś się zmieni po tej sprawie? I jakie będą komentarze? Bo to, że przez najbliższe kilka dni będzie o ten wyrok awantura to już jestem pewien. Inna kwestia, że cała sprawa zaczęła się jakieś 12 lat temu... ciekawe ile jeszcze zajmie polskim władzom zauważenie, że czas dostosować prawo do rzeczywistości. Kolejny krok zrobiony, są plany na następne (wiem, wiem - buzia na kłódkę)... choć jak słyszę, że Gowin zachęca Giertycha do powrotu do polityki to się zaczynam bać, że znowu zrobimy kilka kroków do tyłu.