Lesbijka mistrzynią i pedalskie wzruszenia
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 28 lutego 2010
Był Matthew Mitcham, teraz mamy lesbijską bohaterkę igrzysk olimpijskich. łyżwiarkę szybką - Ireen Wüst. Pani pochodzi z Holandii i wygrała bieg na 3000 metrów. Co prawda już w Turynie zdobyła medal, ale dopiero rok temu się wyoutowała publicznie, więc właśnie z tych powodów chociażby powinniśmy zapamiętać Vancouver 2010. Pani wygląda mniej więcej tak:
Ciekawe, czy podobie jak Mitcham stanie się bohaterką wszystkich cioto-lesbo gazet na świecie? Mitcham pokazał się chyba na wszystkich możliwych okładkach, zwłaszcza, że wygląda tak:
Ech... Australia za daleko niestety.
O innej niesamowitej postaci poniżej:
Johnny zajął 6 miejsce na olimpiadzie (jest brązowym medalistą mistrzostw świata, więc trochę poniżej oczekiwań), a na temat tego czy pan jest gejem można w necie poczytać rozprawki. Za to jego styl tańca ma swoich zaciekłych przeciwników jak i wrogów. Sami zobaczcie:
That's so gay?! Nota bene - debata kto powinien dostać złoty medal - Rosjanin czy Amerykanin pasjnująca. No jednak Pluszczenko to mega gwiazda i na koniec jak już przy tej wdzięcznej i wdzięczącej się dyscyplinie jesteśmy, mój ulubiony występ:
Nie lubię takich gór mięśni, ale w tym wydaniu - to nawet jest słodkie.
Ciekawe, czy podobie jak Mitcham stanie się bohaterką wszystkich cioto-lesbo gazet na świecie? Mitcham pokazał się chyba na wszystkich możliwych okładkach, zwłaszcza, że wygląda tak:
Ech... Australia za daleko niestety.
O innej niesamowitej postaci poniżej:
Johnny zajął 6 miejsce na olimpiadzie (jest brązowym medalistą mistrzostw świata, więc trochę poniżej oczekiwań), a na temat tego czy pan jest gejem można w necie poczytać rozprawki. Za to jego styl tańca ma swoich zaciekłych przeciwników jak i wrogów. Sami zobaczcie:
That's so gay?! Nota bene - debata kto powinien dostać złoty medal - Rosjanin czy Amerykanin pasjnująca. No jednak Pluszczenko to mega gwiazda i na koniec jak już przy tej wdzięcznej i wdzięczącej się dyscyplinie jesteśmy, mój ulubiony występ:
Nie lubię takich gór mięśni, ale w tym wydaniu - to nawet jest słodkie.
Vancouver
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano sobota, 27 lutego 2010
Abiekt w pewnym północnym mieście, jeden klub homiczy zwiedzony, dzisiaj kolejny. Muzycznie jak wszędzie, ale mój imperatyw podróżnika nakazuje mi każdorazowo wizyty w miejscowych przybytkach.
Na Homikach odkryłem dość stary tekst, o którym już Ewa na swoim blogu pisała - o ile nie lubię tekstów Cioci Juanitty, to tym razem z przyjemnością przeczytałem. Pytanie - ilu partnerów seksualnych mają geje (i lesbijki) elektryzuje heteryków od dawna, tekst Juanitty trochę zabawnie z tym pytaniem polemizuje. Nie mam ochoty wchodzić w taką dyskusję, bo ona jest spowodowana domysłem monogamii, a założenie, że wszyscy mają realizować jeden model związku jest durne. Jak ludzie się czują szczęśliwi w trójkącie to niech sobie w nim będą :) Nota bene - ciekawe kiedy kultura współczesna - ta popularna, nie queerowa - odkryje potencjał tkwiący w wielokątach. O tym też dyskutowałem z P. w Poznaniu - oczywiście zakładamy, że w takim związku każdy z każdym się "lubi", co by uniknąć trójkątów będących utrwierdzeniem patriarchatu (mężczyzna, żona i jego kochanka).
Doda z "naszymi" drag queenami w Vivie do obejrzenia na YT, ładne to choć bardzo wtórne, ale to Polska właśnie.
Tyle na dzisiaj, bo mam zamiar zdążyć do Enzymu, który wczoraj po pierwszej w nocy już był zamknięty.
Wyliczanka
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano piątek, 26 lutego 2010
No bo widzisz, "Bostońskie małżeństwa" to jeden z nielicznych przykładów - drugim takim przykładem jest "Komiksowe Becikowe" - antologii bardzo równej, gdzie wszystkie komiksy są na podobnym poziomie. Tylko, że w "Bostońskich małżeństwach" te komiksy są wszystkie raczej nieudane
Cóż - nie wyszło wydawczyni, nie wyszło twórcom i twórczyniom, a taki produkt na rynku tylko zabija chęć za poważniejszą antologię komiksów gejowsko-lesbijskich. W wywiadzie też pada sugestia, że może ja bym się kiedyś czymś takim zajął. NIGDY. Po pierwsze źle oceniam polskich twórców i twórczynie komiksów. Poza kilkoma wyjątkowymi przykładami są to dość przeciętne produkcje, często wymagające dużego PR (Endo), by cokolwiek z tego wyszło. Po drugie - antologie komiksowe są przeważnie zlepkiem tak różnych sposobów przedstawiania, że wyglądają jak przysłowiowa mamałyga. No i po trzecie - komiks gejowski tworzony przez nie-geja? Wolne żarty. A wyoutowanych twórców komiksów w Polsce jakoś nie ma zbyt wielu (pytanie do czytających mnie komiksiarzy - znacie gejów-scenarzystów, gejów-rysowników?)
2. Y. dzisiaj nadaktywność przejawiała w przesyłaniu linków, tak więc po kolei:
a) Ciekawy błąd Roberta Biedronia w GW, gdzie pisze, że Irlandia ma związki partnerski - nie, nie ma. Tekst poza tym to zbiór oczywistości, które warto powtarzać po sto razy.
b) Uruchomiono Petycję przeciwko EuroPride 2010. Ech... biedni durni ludzie.
c) Jak już przy mojej ulubionej imprezie jesteśmy. Wczoraj odbył się pierwszy czwartek z kinem LGBT w kinotece. Pokazywano australijski film Tan Lines. Film przeniesiono do większej sali bo było mega zainteresowanie co cieszy, ale dostałem już pierwszą recenzję od Mike'a, (mam prawo cytować), ale szło to jakoś w ten deseń: wyszedłem po 20 minutach, takiego gniotu w życiu nie widziałem. Nota bene - film nie był nigdzie dystrybuowany kinowo, a od razu puszczony w sprzedaży DVD, więc czego się więcej spodziewać? Koleżanka przeżywała przez jakiś czas przerażającą tępotę filmu, więc nawet się cieszę, że zamiast tego mogłem wysłuchać bardzo ciekawego mini-wykładu Tomka Kitlińskiego w UFIE na temat transpłciowości (a to z tej okazji). Kitliński uroczy, wykład świetny i natychmiast powinien zostać opublikowany. To jednak dość rzadkie by jakiś wykład - mimo tego, że wraz z M. musieliśmy natychmiast po nim uciekać na dawno umówione spotkanie - tak przykuł moją uwagę :)
d) to dla śmiechu raczej, komentować nie ma po co.
3. Zaskakująco dużo komentów do wyglądu bloga (a czego się spodziewałem?). Powiem tak, zastanawiam się co wam się rozjeżdża, bo akurat tego nikt nie napisał. Problem polega zasadniczo na wielości przeglądarek, bo na przykład ja testowałem już pod wieloma i u mnie wszystko działa. Jednak z racji pewnych kontrowersji na kilka dni blog zmieni się na starego Abiekta, ale tylko na te kilka dni :)
4. Teraz refleksja jeśli można. Ostatnio byłem zarobiony po uszy, od marca będzie spokojniej, więc refleksji będzie jeszcze więcej. Co mnie przeraża w świecie orgów LGBT? To, że nawet ja - wydawało by się, że skrajny indywidualista - zdaję się wyglądać często jak idealny uczestnik zadań grupowych. Najgorsze jest to, że wielokrotnie ci, którzy będą od innych oczekiwali, że poprą ich pomysły, sami najpierw odcinają się od twoich pomysłów, pomniejszając je i próbując się fałszywie wywyższyć. Może nie powinienem tych słów pisać, bo pewnie część osób wie do czego piję, ale co mi tam. Najgorsze to jest przejmować się takimi sytuacjami, a ja czasem jednak gryzę się w język i później tutaj muszę przelewać frustrację. Wybaczcie tym razem.
5. Na koniec dowcip - co ostatnio jest najczęściej cytowane z portali "LGBT"? Oczywiście nasz ulubieniec i jego uwaga:
zwracano koszty podróży i podczas przerwy obiadowej kelner ubrany na czarno serwował nam darmowy lunch.
Jak zrobić, żeby nasz ulubieniec źle napisał o twojej konferencji? Niech obiad będzie niesmaczny i podawany w formie szwedzkiego stołu. Jak już przy tym temacie, to ktoś wysłał do posła Pięty zdjęcia "naszego ulubieńca" w stroju przedstawiciela duchowieństwa religii dominującej w tym kraju. Cytujemy ulubieńca:
Zdjęcia te były opublikowane (...) jako zapowiedź satyrycznej (nie pornograficznej, przypomnę, że nasze fotostory nie bywają pornograficzne, lecz soft) fotostory o księdzu-geju. Fotostory ta jednak nigdy nie powstała, gdyż po spotkaniach z konserwatywnymi politykami doszedłem do wniosku, że - mimo rozrywkowego charakteru naszego portalu - nie służą one sprawie dialogu społecznego mniejszości seksualnej z resztą społeczeństwa.
Cóż - jak się chce zapisywać do PiS-u to trzeba dbać o wizerunek. Szkoda, że przed wywiadem z Najfeld ta zasada nie była naszemu ulubieńcowi znana.
A w weekend kolejna relacja ze zwiedzania homo-Polski. Tym razem szykuję się na "owoce morza" :)
Odbiło mi
20
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 24 lutego 2010
Palma tylko na rondzie
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy | Opublikowano poniedziałek, 22 lutego 2010
No homo
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano niedziela, 21 lutego 2010
Sobotnio
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano sobota, 20 lutego 2010
Biseks przy okazji przypomina kampanie dotyczące homików i homiczek w Polsce. Cóż - w tej kwestii to ja mogę esej tu napisać a i tak mam wrażenie, że najskuteczniejszą kampanią byłyby tysiące gejów i lesbijek łażących za ręce (ogólnie tego nie lubię bo się ręce pocą, ale co tam) po ulicach. To byłaby kampania!
Widziałem książeczkę o dwóch królach. Przyznaję, że o ile bardzo doceniam Roberta Biedronia za wydawanie bajek, tak tutaj można się do kilku rzeczy przyczepić. Po pierwsze rysunki, które jak na mój gust są okropne (pingwinki przy tym to o wiele wyższa klasa), a po drugie zostawienie w rysunkach tekstów po niderlandzku. Niestety dla człowieka, który od swoich grafików wymaga zmieniania tytułów okładek czy fragmentów gazet na rysunkach w komiksie, jest to wpadka całkiem spora.
Żeby jednak bardziej optymistycznie - książka Kutza choć chwilami męcząca, to zaskakuje. Świetnie napisana, operowanie gwarą, ciekawe stylizacje, kilka niebanalnych pomysłów narracyjnych i piękne przechodzenie między autobiografizmem a fikcją. Debiut fabularny w wieku 80 lat wyszedł rewelacyjnie, a autor zapowiada już książkę o swojej matce.
Po cichu wyszła też nowa książka Sylwii Chutnik.. Kupiłbym, gdyby nie to, że na półkach trochę za dużo książek do przeczytania a i czasu nie za wiele.
Ciekawą historię wykopał Krzysiek Tomasik. Niestety znowu znane są tylko strzępki informacji. Ta nasza historia w polskiej wersji może chyba nigdy się nie doczeka szerszego ujęcia. A przecież powinniśmy ją znać choćby dla budowania jakiegokolwiek poczucia a) wspólnoty b) kontynuacji. Feministki i lesbijki to już odkryły dawno temu (rezultaty lesbijek też średnie, ale przynajmniej próbują).
Zastanawiałem się nad występem Anki Zet w Pytaniu na Śniadanie. Oczywiście nie jest niczym nowym, że Anka Zet jak widzi kamerę to zamienia się w medialne zwierzę, ale... cóż - wydawcy programu wiedzieli kogo zapraszają i jakie będą tego konsekwencje. Jak nie wiedzieli, to już wiedzę nabyli. A z drugiej strony - przynajmniej Anka jest konsekwentna :) Bo czy ktoś wyobraża sobie jeszcze Ankę Zet w żakiecie i z trwałą... :)
Na koniec kilka widoczków z podróży:
ps. U Ewy coś miłego dla ucha i LGBTowskiego serduszka.
Wyjechanym
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano środa, 17 lutego 2010
Tak więc w tej chwili za oknem jakieś 10 stopni, palmy w Maladze robią wrażenie, zwłaszcza, że ja się nigdy tak na południe Europy nie zapuszczałem; za to samo miasto absolutnie do kitu - wielkie, demoludy w stylu hiszpańskim, starówka mała i nieciekawa, katedra już ładna, ale ile można w katedrze spędzać czasu? A plaża, na której zamierzałem czytać Kutza i Sołżenicyna brudna jak diabli na obrazach. Za to knajpka gejowska do której z T. trafiliśmy bardzo przyjemna, ciotki niczego sobie, obok siedziba organizacji LGBT z wielkim kolorym neonem-szyldem.
Inna sprawa to Granada - miasto o wiele ciekawsze, Alhambra gigantyczna, niezadeptana (w końcu kto jedzie w lutym do Hiszpanii?) i bardzo ciekawa, choć system tras wymyślny przez gospodarzy trochę przesadzony i człowiek krąży jak po labiryncie. Za to zaskakuje system informacji - autobusy, perony, kierunki, mapki dla turystów. I całkiem sporo koleżanek za rączki grzecznie chodzących. To Abiekt zawsze lubi oglądać (tak, dla mnie powinni jakieś gay-town stworzyć - same cioty plus lesbijki, samorządne, niezależne... ale byśmy podziemia wykopały ;)
Z polskich spraw - na 99 procent Abiektowi uda się dostać kasę na kolejny ciekawy projekt, tym razem trochę będzie pogadankowo, ale mam nadzieję, że uda się zrobić też coś w przestrzeni publicznej. Tym razem tytuł - "Miłość nie wyklucza". Stay tuned!
Pomiędzy
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 15 lutego 2010
Abiekt w trasie - lotniska zawsze robią na mnie wrażenie - takie miejsce "pomiędzy", gdzie wszyscy gdzieś się udają. Bieguni Tokarczuk mi się średnio podobały, ale fragmenty o lotniskach trafiały w sedno.
Czytam debiutancką powieść Kutza - dziwna, chwilami trochę seksistowska, ale ma w sobie coś z reportaży Szejnert czy literatury pogranicza, więc zobaczymy jak się skończy. W torbie też Sołżenicyn... nie ma jak to czytać o Gułagu i Śląsku na plaży, a taki mam na jutro zamiar.
Tak więc z biegu pozdrawiam i miłego tygodnia - bez napięć, których ja mam ostatnio za dużo.
The Beat Goes On
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano
1. Beznadziejna akustyka sprawiła, że panią Marię rozumiały jedynie osoby znające jej repertuar (patrz: M.). Ja na moje nieszczęście z jej repertuaru pamiętałem tylko jeden refren, więc ogłuszony kontemplowałem otoczenie. Całości nie podejmę się szerzej recenzować niż stwierdzając jedynie, że pani ta nigdy nie powinna udawać wokalistki jazzowej. Niech zostanie przy byciu piosenkarką poprawnie śpiewającą.
Za to druga obserwacja was pewnie zaskoczy (mój sceptycyzm wobec wszystkich polskich wokalistek poniżej 30 roku życia jest ogólnie chyba znany). Otóż po raz pierwszy na zakończeniu festiwalu - bądź co bądź - skierowanego w klimat "poznajcie nas" nie było żadnego akcentu LGBTQ (nawet na biletach szumnie zwanych zaproszeniami ciężko było zauważyć logo KPH). Żadnych flag, ulotek, dupereli... Dobiła mnie pani Maria gdy ze sceny zaczęła mówić coś o tym, że piosenka XYZ (czyt. jakaś tam) jest dla wszystkich kobiet, by ich faceci coś tam coś tam... Jako heteroseksualna kobieta poczułem się wykluczona. To niestety jest chyba koszt tego, że wydarzenia festiwalowe odbywały się głównie w heteryckich miejscach (a już Monobar nawet do gayfriendly ciężko zaliczyć - obsługa patrzyła się na liżace się cioty jak na stworki z kosmosu). Za to akcenty gejowskie były wśród publiki ;) Z koncertu wymiksowaliśmy się w miarę szybko i odbyliśmy spacerek po zasypanym śniegiem mieście. I to był jedyny pozytywny aspekt walentynek - miękki puch pod nogami.
Jak chcecie zobaczyć coś zabawnego, to poniżej:
Ciekawe czy prawa autorskie do podkładu muzycznego z Britney (oryginalnie Cher, tytuł: The Beat Goes On) zostały nabyte? ;) (nota bene te prawa autorskie do kilku puknięć w klawisze zawsze mnie fascynowały).
Na kanale nFilmHD, któremu dyrektoruje artystycznie Tomasz Raczek będzie można Queer as Folk zobaczyć (Raczek zapowiadał to już chyba w 2008 roku). Jestem ciekaw wyników oglądalności (czyt. ile ciotek kupi sobie dekoder) serialu, który już wszystkie mamy na twardych dyskach... trochę się czuję, jakby mi ktoś odgrzewane kotlety proponował w ramach głównego dania (to akurat specjalność wielu warszawskich knajp).
Ja znowu dzisiaj marudny jestem bo i nie za bardzo mam ostatnio powody do wylewnej radości. Ale to chyba nawet dobrze jak co jakiś czas coś nie idzie dobrze. Inaczej jest nudno :)
Test na Walentynki
9
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano sobota, 13 lutego 2010
Na tronach Radziszewskiej ukazało się info o spotkaniu z... no już chyba wszyscy wiecie. Cóż, my raczej czekamy na to aż Radzia zostanie odwołana, o co apelowaliśmy do Tuska (bez odpowiedzi).
Nota bene na temat tego spotkania po necie krąży pewien list autorstwa Homa, byłego jak podkreśla, redaktora pewnego portalu, który był najpierw opublikowany zarówno na pewnym pportalu jak i na gay.pl, ale już go zdjęto. Kończyło się to tak:
13/ Roznie sie w ocenie wielu aspektow obecnej sytuacji srodowiska LGBT w Polsce, ze znaczacymi liderami tego srodowiska. Mimo wszystko, jest mi do nich znacznie blizej niz do J. Adlera, jesli wezmiemy pod uwage aspekt racjonalnosci, moralnosci, odpowiedzialnosci oraz zwyklej przyzwoitosci zachowan. Zaluje, ze trace mozliwosc dzialania na rzecz srodowiska LGBT. Moja dalsza wspolpraca z Jackiem Adlerem jest jednak niemozliwa z przyczyn zasadniczych. Ostrzegam przed taka wspolpraca innych.
To oczywiście kolejna wojna torebkowa, więc raczej całości nie przytoczę, ale wczoraj było to małą sensacją "salonów", bo od 10 rano dostałem kilka wiadomości na ten temat :)
Ciekawa inicjatywa InnejStrony - proszą o przekazywanie 1 procenta dla ich byłego redaktora, który obecnie znajduje się w hospicjum. Ładna akcja, jestem ciekaw ile osób się na to zdecyduje. Myślę, że całkiem sporo.
Pluto zastanawia się nad arcyważnym problemem - co by było, gdyby następca tronu w Holandii był homo? I takie abstrakty na piwie z BeePlu bardzo lubię :)
Jutro Walentynki, ale w knajpach już dzisiaj walentynkowe imprezy. Ponoć do nowej ciotowni wczoraj kilka osób przyszło, ale jak już pisałem - Stare Miasto odwiedzają turyści i turystki, a cała reszta bywa tam z okazji zapalenia iluminacji świątecznej i wstawiania drzwi Mitoraja (nota bene - baaardzo mi się podobają). Ja mało walentynkowy jestem jak zwykle, ale podoba mi się akcja KPH o której w... Rzepie można było przeczytać. Oczywiście komentuje całość "publicysta katolicki"... czekamy na "publicvstów ateistycznych".
Na koniec najmądrzejszy pomysł na akcję walentynkową - miłej niedzieli :):
Przedpremierowo
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 11 lutego 2010
To właśnie powyższe spędzało mi sen z powiek przez ostatnie miesiące - znalezienie bohaterów do projektu było niesamowicie skomplikowane logistycznie i cóż... okazało się, że wiele osób odmawia jak tylko słyszy jaka orga robi całość. Nota bene - zdjęcia w knajpie wietnamskiej z T., A. i B. to było niesamowite przeżycie, zwłaszcza, że obsługa nie znała ani słowa po polsku i chyba nie miała pojęcia czego chce od nich trójka ludzi ze sprzętem do sesji foto i czwórka nie-modelowo wyglądających modeli.
UPDATE: Już jest wszystko i w dobrej jakości
Plany książkowe i inne
12
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 9 lutego 2010
Najważniejszym projektem wydawniczym, w który się teraz uwikłałem jest książki Art Pride. Polish Gay Art. To tytuł roboczy, zobaczymy, czy przetrwa próbę czasu. Jak się wszystko uda to w książce znajdzie się ponad trzydziestu artystów, których dzieła omówi Paweł Leszkowicz. Na album złoży się ponad 130 zdjęć, więc roboty jest dużo z zebraniem materiałów, zwłaszcza, że spora część z "obrazków" nigdy nie była publikowana. Wydanie polsko-angielsko-niemieckie, do tego jak zwykle u mnie szalona okładka :) Zawsze chciałem coś zrobić związanego ze sztuką, a takie pozycje jak Male Desire. The Homoerotic in American Art Weinberga budziły zazdrość i pytanie - czy w Polsce dałoby się coś w tym temacie zrobić. Powoli się staram :)
Tak więc wiosna będzie pod znakiem sztuki stała, ale oczywiście powoli też trwają przygotowania do QueerWarsaw - angielskiego i zmienionego dość mocno wydania HomoWarszawy. Tutaj bym chciał się już publicznie pochwalić wspaniałymi partnerami tego projektu, ale chyba jeszcze przyjdzie na to czas. Po cichu mogę powiedzieć, że będziemy obecni w Szwecji, Rumunii, Wielkiej Brytanii i może w kilku innych państwach. Jednocześnie czekamy na pewne dofinansowanie, które nam pomoże w bezstresowym wydaniu. Tutaj więc lekkie zawieszenie, ale jak prace przyśpieszą, to znowu nie będzie mnie pewnie jakiś czas dla nikogo.
Na marginesie tego zaczyna się tłumaczenie nowej książki Bechdel, a także dodruk Fun Home. Niestety jedna z propozycji książkowych właśnie się oddaliła, a by była to bomba w tym kraju. Niestety trochę brakuje materiałów i chyba odważnych do wzięcia się za to.
Nota bene co jakiś czas dostaję propozycję wydania różnych Berkopodobnych tworów. Niestety książka Szczygielskieg zachęciła wiele osób do użycia papieru i klawiatury w celu pokazania, że taką ksiązkę każdy może napisać. Cóż - a jednak nie jest tak łatwo.
ps. kilka wydarzeń gejowsko-lesbijskich, jakieś queer festiwale i inne się dzieją, ale jakoś na branżowych stronach mało o tym. W weekend za to otwarcie nowego klubu ciotowskiego, tym razem w miejscu szacownym bo na Rynku Starego Miasta. Strona klubu nie zachęca do odwiedzin, zwłaszcza, że czytając o (cytat!) queerowym jedzeniu wyobrażam sobie rzeczy ogólnie nieprzyjemne. A już pisanie zdań w ten sposób: My Tworzymy specjalnie dla Was Queera i Aspirujemy być miejscem Kultowym na Gejowskiej Mapie Warszawy! to jakaś paranoja. I ta odmiana - queer, queera... no cóż - na otwarcie raczej się nie wybiorę, bo nie jestem miłośnikiem zdobywania zaproszeń, a to ponoć wymóg, ale w jakimś innym terminie spenetruje się czy jest sens jechać na Rynek - miejsce, w którym statystyczny mieszkaniec stolicy bywa jedynie gdy oprowadza bliższą lub dalszą rodzinę, czy zagranicznych gości.
BTW - mają być czwartki LGBT w Kinotece. Póki co reklama jest, filmu brak, bilety po 18 zeta (wieczorki w Lambdzie i Krytyce są za darmo więc muszą pokazać naprawdę hita żeby się chciało przyjść), jak zwykle - czekamy na więcej info.
Poznańskie występy
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano poniedziałek, 8 lutego 2010
Tak więc wykład nazwijmy sukcesem, odpoczynek również, ale kluby poznańskie... ech... no oryginalne. Po pierwsze wizyta w Hallo Cafe - akurat to miejsce już znałem i zasadniczo polubiłem. Miłe, małe, bez pretensji, choć trochę spelunkowate, ale ja lubię taki klimat. Niestety im dalej w las... kolejny klub to Elektrownia, której - podobno dobrym - duchem jest Edward Pasewicz, autor Śmierci w darkroomie. Autora na miejscu faktycznie można zastać codziennie (tzn. mi się udało zarówno w piątek jak i sobotę), ale sam klub trochę przypomina atmosferę z thrillera i to takiego z niskiej półki. Muzycznie pretensjonalne balansowanie między rapem (tak - polski rap w klubie gejowsko-lesbijskim, niesamowita rzadkość) a hymnami w rodzaju I will survive. Do tego ciasno, ciemno, duszno i wcale nie w klimacie darkroomu. Nie potrafiłem się w tym odnaleźć. Ostatni klub to oczywiście słynna Voliera - hala z bardzo ciekawym i ostentacyjnie widocznym belkowaniem w stropie, w której brakuje trochę podziału na część piwno-siedzącą i tańczącą, ale ogólnie przyjemne miejsce i jak powiedział jeden z rozmówców nienawidzę tego miejsca, ale nic innego nie ma. Ja mam tak z warszawskim Toro - najchętniej bym tam nie chodził, ale jest najbliżej :)
Niedziela w tempie przyspieszonego powrotu do rzeczywistości, ale zaczyna się coś dziać wokół angielskiego wydania HomoWarszawy, wokół działań promocyjnych, kwestia książki z Leszkowiczem też już chyba na prostej, kilka innych projektów zaczyna wychodzić ze sfery planistycznej, co mnie zawsze cieszy, bo jednak odpoczywać można przez dwa dni - dłużej mnie odpoczynek - póki co męczy. A zapowiada się, że już za tydzień Abiekt zmieni kraj pobytu i będzie znowu zadawał głupie pytania w rodzaju "gdzie jestem?".
Tak więc miłego tygodnia :)
Misie nienormatywne
2
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt rozmawia | Opublikowano sobota, 6 lutego 2010
Powstała nowa organizacja - Stowarzyszenie Bears of Poland. Abiekt nie wytrzymał i porozmawiał z członkami Zarządu - Darkiem Dziubkiem i Michałem Trembińskim:WSZ: Zatem jaki jest „polski miś”?
D: Polski miś jest najczęściej osoba przy tuszy, która jest zakompleksiona swoim wyglądem, nie rusza się z domu, bo jak przyjdzie do klubu to widzi samych drobniutkich, szczuplutkich i się źle tam czuje. Nie oszukujmy się – spojrzenia młodziutkich, szczuplutkich na takiego misia nie są za bardzo przychylne. Ja się tym nie przejmuję, na mnie to nie działa – chodzę do klubów, a co ludzie o mnie myślą, jak na mnie patrzą, to ich sprawa. Ważne, żebym ja się dobrze bawił. Ale większość miśków jest jednak z tego powodu zakompleksiona i głównie dlatego powstaliśmy, żeby pokazać polskim misiom, że można wyjść z domu, że tacy ludzie też się mogą komuś podobać i mogą się świetnie bawić. To jest najważniejszy cel. Stowarzyszeń LGBTQ jest sporo i w większości ich cele się pokrywają, tak jak walka o tolerancję, my chcielibyśmy zawalczyć o tolerancję w samym środowisku gejowskim, żebyśmy najpierw siebie zaczęli tolerować. Wiele oczekujemy od społeczeństwa, a sami między sobą się wykluczamy – przegięci, grubi, tacy, owacy...
(...)
WSZ: Wizerunkowo, jesteście bardziej „heteryccy” ode mnie. Zwłaszcza w oczach heteryka. Czy nie jest tak, że heterykom będzie łatwiej zaakceptować właśnie was – męskich, postawnych facetów niż przegiętą ciotę?
D: Dlatego właśnie my się nie chcemy odciąć od środowiska LGBT, może faktycznie jeśli ludziom łatwiej przychodzi akceptacja dla miśków-gejów, to kolejnym krokiem będzie akceptacja dla ciot. Kto wie. I ten gej i ten, jak zaakceptowałem miśka, to czemu nie mam akceptować cioty.
WSZ: W akcji „Niech nas zobaczą” nie było ani ciot ani misiów...
D: To faktycznie rzadkie by pokazano miśka w jakiejś akcji dotyczącej tolerancji. Sam widzisz – misie są wykluczone, ba – same się wykluczają, przecież na naszych imprezach ludzie proszę nas, byśmy przypadkiem im nie zrobili zdjęcia . Środowisko LGBT, co pokazuje akcja „Niech nas zobaczą” zaczęło tworzyć normy nie uwzględniając tego, że nie każdy jest „normalsem”. Przez to miśki dalej raczkują.
Całość na Homiki.pl Zapraszam do lektury!
"Znakomity publicysta" w gejowskim szmatławcu
46
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, prasa | Opublikowano czwartek, 4 lutego 2010
Więc w sytuacji tak porąbanego prawa - no to rzeczywiście zasadny jest postulat, żeby taka furtka prawna dla związku jednopłciowego, który jest trwałym związkiem, istniała. Jest to cholernie trudne. Nie jestem prawnikiem i nie wyobrażam sobie jak to zrobić, żeby znowu nie było numeru, że paru szemranych biznesmenów będzie się żenić ze sobą dla picu i w ten sposób robić jakieś przekręty, a potem się „rozwodzić”.
Furtka prawna to określenie trochę chyba obrażające nasze dążenia do ustawy o związkach partnerskich. Ale niesmacznych fragmentów w całym wywiadzie jest mnóstwo:
Przede wszystkim to walka o prawa homo została upartyjniona, nawet powiedziałbym spolityzowana! Zrobiono z tego pałkę, która jest poręczna, ale używana w sposób wykazujący ogromną obłudę. Nie sądzę, żeby organizacje, które czepiły się Krauzego za tę kozę, czepiły się na przykład Olgi Lipińskiej za pana Czesia, który mówi ”Mam grać?” (chodzi o program „Teraz leci kabarecik” nadawany niegdyś w TVP – przyp. redakcji). To też jest obelżywe dla homoseksualistów w nie mniejszym stopniu. Ale tego nikt nie zrobi, bo pani Olga Lipińska to jest stara komunistka z salonowym przebiegiem
Tak więc na tym przestanę to czytać, co i Czytelnikom i Czytelniczkom polecam. A co do redakcji nieopiniotwórczego portalu gejowskiego - do tej pory nie mieliśmy gejów prawicowych, teraz już mamy. Jeszcze tylko czekać na ruch ex-gejów i będzie jak w Stanach - przynajmniej jeśli chodzi o podziały.
Negatywnie o pozytywnych.net
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, Obcy w Internecie | Opublikowano
Z wieczornej lektury Wyborczej dowiedziałem się, że powstał portal Pozytywni.net. Przyznaję bardzo mnie zaskoczyła ta inicjatywa, zwłaszcza, że nie jest ona firmowana przez żadną organizację. Pochodziłem po portalu i trochę mnie zaskakuje, że w tak drażliwym temacie tak wiele jest tam jawne - na przykład można zobaczyć kto się zarejestrował z mazowieckiego bez potrzeby logowania. Na tym punkcie akurat jestem przeczulony, choć sam już dawno przestałem przejmować się własną prywatnością w necie. Nie do końca też wiem jaki to ma cel - bo jeśli chodzi o poznawanie się tzw "plusów" to już chyba nie potrzebują oni takich portali, choć może się mylę. Oczywiście też obawiam się o bezpieczeństwo zgromadzonych tam danych, bo firma (osoby), która/e to stworzyły nawet w regulaminie nie podają kto jest właścicielem strony. Nie jestem prawnikiem (ten się pewnie odezwie pod postem), ale mam wrażenie, że akceptowanie regulaminu, w którym jedną stroną jestem ja jako użytkownik, a z drugiej jest "portal pozytywni.pl", a nie "właściciel portalu pozytywni.pl" to trochę kuriozalny pomysł. Porównałem to z Grono.pl, tyle, że różnica polega na fakcie, iż istnieje spółka Grono.pl o czym w regulaminie jest w paragrafie 6, podobnie w regulaminie Epuls.pl jest wyraźnie napisane kto jest właścicielem strony. Dlatego Pozytywni.pl może i są ciekawym pomysłem, ale już po sprawdzeniu podstawowych rzeczy, które powinno się przeczytac przed zarejestrowaniem nie wzbudzają mojego zaufania. Co zabawniejsze, w tekście o "polityce prywatności" czytamy: Serwis pozytywni.eu zapewnia wszystkim zarejestrowanym użytkownikom realizację uprawnień wynikających z ustawy (...). Tyle, że portalu pozytywni.eu póki co nie ma.
Działając w takim temacie pozytywni.net powinni trochę zadbać o moje poczucie bezpieczeństwa i choć w mediach można znaleźć nazwiska twórców portalu, tak już na nim samym o nich nic nie ma. To oczywiście można tłumaczyć np. działalnością pro bono tych panów, ale jakoś mi to wszystko nie gra. Pewnie się czepiam i jestem przeczulony, ale mam niejasne przeczucia, że może być to zwykła reklamówka dla pewnego studia webowskiego, które na dole strony jest zlinkowane, w którym można zamówić "swój własny portal społecznościowy". Dla przyzwoitości link znajdźcie sami.
A nawet jak nie jest to reklamówka, to portal społecznościowy kupny za 300 zeta, podejmujący taką tematykę jak osoby HIV+ to jakaś paranoja.
A może to ja mam paranoję?
Z tym dylematem zostawiam was dzisiaj, no ok - coś na uśmiech na dole od Sherry Vine:
UPDATE PO TYGODNIU: błędy w większości z tego co widzę poprawiono, jednak ktoś mnie czyta :P
Zaprzyjaźniać się z Jednym Procentem?
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano środa, 3 lutego 2010
Ostatnio najwięcej aktywności gejowsko-lesbijskiej widać na Fejsbuku. Dzisiaj odpalono działa w KPH i zaproszono mnie do grupy 1 % dla KPH a także moim znajomym chce zostać Procent dla KPH. To ostatnie to ciekawe kuriozum, dlatego screena podaję:
Kto nie słyszał jeszcze o zachowaniu pewnego radnego to odsyłam do Homików. Bardzo mnie cieszą reakcje na ten list, między innymi doczekaliśmy się jakiegoś gestu wobec LGBTQ od Radziszewskiej. Radny już złożył rezygnację z klubu PO, co się chwali :)
Ostatnio zapowiadałem efekt ostatnich prac w Lambdzie, ale niestety jakoś się to odwleka, cóż - jeszcze troche cierpliwości (w zasadzie mówię to do siebie). Tak więc wracamy do "naszych" kwestii. 30 maja wystąpi w Wawie Elton John jak się dzisiaj dowiedziałem. Ciekawe czy znowu usłyszymy coś na temat homofobii w Polsce jak podczas występu sopockiego. Póki co Elton z LadyGaga wystąpił na Grammy, co może i nadawało by się na newsa gdyby nie to, że i ta pani i ten pan niczym nie zaskoczyli i odstawili zestawik "pianino, cztery ręce i pioseneczka", to ja - na przekór - dzisiaj wybieram - moim zdaniem - najciekawsze wykonanie jakie usłyszałem w ubiegłym roku w klasyce:
Na koniec zaproszenie do Poznania. W sobotę o godzinie 13:00 będę się produkował w Bibliotece Uniwersyteckiej (temat: Gej czy pedał? Komiks homonormatywny). Produkowałem się już nie raz z podobnymi tematami, bo jednak nie da się ukryć - po części robię za "jedynego pedała-komiksiarza", choć wstyd przyznać, w tym roku nie przeczytałem jeszcze żadnego komiksu. Nota bene temat homonormatywności w naszych warunkach społecznych powinien być trochę szerzej omówiony niż to do tej pory zrobiono. W końcu to niesamowity proces zarówno od strony socjologii jak i psychologii - tworzenie ścisłych reguł wewnątrz wykluczonej grupy, które to reguły odzwierciedlają i utwierdzają heteroseksistowskie widzenie rzeczywistości. I chyba na tym się najbardziej wyżyję, choć - co udowodnił mi "występ" w Łodzi - ludziom najpierw trzeba powiedzieć co to jest ten cały queer, z czym to się zjada i dlaczego jako model interpretacji jest to użyteczne i ciekawe. Oczywiście odstawię ciotodramę pod tytułem - "jako ciota powiadam wam" :)
CBS nie pozwala na homo-reklamy
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Reklamy LGBT | Opublikowano poniedziałek, 1 lutego 2010
Ponoć reklamy mają być too offensive, jak dla mnie są cudne :)
Podobnie zastanawiam się czy uczestnicząca w konkursie Milki "gejowska" walentynka to nie jest raczej dzieło pr-owców z Milki, ale zagłosować warto.






































