ŚwiadekŚwiadekNa szali mamy - ustawę o związkach partnerskich. Przejdzie - jeśli adopcji nie będzie. Nie przejdzie - jeśli adopcja będzie. Co teraz?

Czytaj dalej

PodsumowaniaPodsumowania roku 2011Od 25 grudnia podsumowujemy roczek. Co było ważne? Co było mało ważne, ale jeszcze o sobie przypomni? Gdzie byliśmy, co robiliśmy i dlaczego wciąż nie ma ustawy? Czy był to przełomowy rok? A może to tylko pobożne życzenie?

Czytaj dalej

StołekStołek 2011Nie ma co ukrywać - autor bloga został nominowany do Stołka Roku, w plebiscycie "Gazety Stołecznej". I zachęca do głosowania.

Czytaj dalej

DFTęczowo na fejsie - rankingNie masz fejsa - nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności, stąd ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

Czytaj dalej

Rss

Jeszcze o 2009

7

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, HomoWarszawa, humor, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano środa, 30 grudnia 2009

Nie może człowiek w spokoju wypoczywać. Niestety teksty na gaylife i w rzepie sprowokowały masę komentarzy i kolejne teksty. Tak więc można przeczytać o nas na InnejStronie i zaangażowany tekst Walpurga na Gejowie. Walpurgowi wielkie dzięki za miłe słowa. Może się komuś wydawać, że powinniśmy "olać" Adlera, ale to nie jest takie łatwe. Niestety wiele osób nadal wierzy A i łapie się na jego udawanie jedynego gniewnego i sprawiedliwego. Do tego też my tego nie robimy ani dla własnego rozgłosu, ani dla kasy, a jedynie dla idei i pokazania, że można też w ten sposób. Bo przecież najchętniej to byśmy nie robili takich akcji, ale to będzie możliwe dopiero gdy homofobia stanie się historycznym zjawiskiem.

Jutro już nowy, 2010 rok. Trwają podsumowania. Pierwsze na Homikach, kolejne na Innejstronie autorstwa Krzyśka Tomasika, szef Lambdy podsumował rok na stronie orgi, KPH w ramach podsumowania chwali się nowymi oddziałami. Nie będę ukrywać, że bardzo mnie cieszy, że we wszystkich podsumowaniach (oprócz KPHu rzecz jasna, bo to o czym innym) znalazły się rzeczy robione przez Abiekta and consortes. Zwłaszcza bardzo mnie cieszy, że znalazło się dla mnie miejsce w Lambdzie i mam z pracy w ordze satysfakcję, tego mi chyba wcześniej brakowało :)

W moim prywatnym rankingu dokonań na pierwszym miejscu będzie oczywiście HomoWarszawa, na drugim z pewnością comingout.blox.pl, zaś na trzecim hmm nauka. Oj wiele się Abiekt nauczył przez 2009 rok. Po pierwsze nauczył się jak zorganizować się mimo natłoku zajęć, po drugie wiele się o sobie dowiedział dzięki tym wszystkim akcjom, zwłaszcza Nasza Sprawa 2 była i jest nadal dla mnie przyśpieszoną lekcją prawa, pr-u i papierologii stosowanej.

Tak więc u progu nowego roku dziękuję wszystkim, z którymi miałem przyjemność pracować, wszystkim blogerom i blogerkom tworzących niezależną przestrzeń LGBTQ w necie no i wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom!

Kochani - dziękuję za niemal czterysta tysięcy odsłon na blogu, za regularne (raz w miesiącu) wizyty ponad 15 tysięcy osób, za kilka tysięcy komentarzy (nie chce mi się liczyć), za linkowanie, poznawanie się (czasem nawet w drodze do darkroomu ;), a co najważniejsze za udział w różnych Abiekta propozycjach - spacerach, książkach, nagrywaniach, debatach i tak dalej. Blog jest prowadzony egoistycznie, ale zawsze ze świadomością, że czytacie. Za co dzisiaj chciałbym uroczyście podziękować.

Na koniec ciekawostki - 12 blogów, z których nastąpiło najwięcej wejść do Abiekta:

1. Blog de Bart
2. Gejowski
3. Apocalypsis cum figuris
4. Ja jebie
5. Yga Kostrzewa
6. Xell
7. Trzyczęściowy garnitur Ewy T.
8. Heteroseksuliści
9. Hardkor
10. Pawian przy drodze
11. Pluto
12. Co teraz

3 teksty mające najwięcej wejść z Google'a (nie ma jak to dobry tytuł):

1. Lizanie odbytu
2. Pomożecie?
3. Titanic dalej płynie

Jeszcze ciekawszego roczku więc życzę i przypominam swój ulubiony występ tegoroczny (szczyt sukcesu działacza? - znaleźć się na głównej stronie Frondy):


Podsumowanie cz. 2

13

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 29 grudnia 2009

Podsumowanie działaczowskie podzielę na dwie części. Najpierw wtopy i hity mijającego roku, a później trochę dygresji.

Najłatwiej się krytykuje, tak więc od wtop zacznę. Największą porażką ubiegłego roku jest bezdyskusyjnie warszawska Parada Równości. Bączkowski and fellows zdecydowanie pokazali, że w ich rękach nie powinna znajdować się żadna większa impreza, a co dopiero taki olbrzym (zwłaszcza medialnie), jakim jest Parada Równości. Liczba osób na Paradzie też świadczy o umiejętnościach organizatorskich Bączkowski and fellows, a już jaja, które się działy w międzyczasie - spór z UFĄ o kasę, wyjście na jaw informacji o spółce posiadającej prawa do EuroPride (co ciekawe spółka nadal nie została zarejestrowana przynajmniej w Polsce), niejasne zasady współpracy, żenujące spotkania na temat EP 2010, odejście - po dość beznadziejnych próbach mediacji z Fundacją - członków Rady Fundacji, to wszystko sprawia, że szef Fundacji i jej działacze w marszu po wtopę roku zdystansowali wszystkich o co najmniej jeden stadion.

W peletonie pozostały dwa wydarzenia młodzieżówki KPH - topienie Marzana i wychodzenie z meblościanki. Szkoda, że doświadczeni opiekunowie młodzieżówki nie ustrzegli "młodzieży" przed bądź co bądź - żenującymi występami. Na trzecim miejscu przybiegła Monika Czaplicka - za całokształt wypowiedzi publicznych, porzucenie organizowanych przez siebie z wielką buńczucznością i zapowiedzią zmiany świata manifestacji pod Sejmem oraz ucichnięcie sprawy "ankietki", a także wiele innych przesłanek, o których nie pisał Abiekt, bo z niepublicznego obiegu pochodziły. Kolejną postacią tragiczną, tym razem nawet bardzo tragiczną, bo już z wieloletnim doświadczeniem "działaczowskim" jest oczywiście Jacek Adler, postać nad którą znęcać się nie ma już sensu. Do wydarzeń śmiesznych i absurdalnych należy wspomnieć o zjeździe portali LGBT w "Fantomie" - bardzo się wszyscy poobrażali za wyśmianie zjazdu a efektów i tak żadnych widocznych nie ma. Tak więc wtop wiele, ale nie ma co załamywać rąk - poza Paradą żadne z tych wydarzeń nie było znaczące dla osób spoza środowiska i żadne nie było - na szczęście - jakoś medialnie wyeksponowane.

Sukcesy 2009? Mogę być nieskromny i skrajnie nieobiektywny? Dziękuję :) Tak więc tutaj nie będzie wyróżnienia miejsca pierwszego, tylko wymienię podium - Ryszard Giersz i proces "szczeciński", książeczka o pingwinach i wielka dyskusja w mediach na temat nauczania o homikach, spacer po HomoWarszawie, który przyciągnął tłumy gości i zaskoczył wszystkich. Wysoko na liście znaleźć się powinny - kolejny dobry rok dla kultury LGBT, tym razem nie tylko z importu (Aldrich, Bechdel), ale i Polacy pokazali, że nie gęsi i swoich pedałów i lesby mają. Okazało się też, że potrafimy się już wewnętrznie dość dobrze zorganizować - przykłady to chociażby Wszyscy Na Tak, Nasza Sprawa 2 czy Dzień Wychodzenia z Szafy. Potrafimy też organizować się nie tylko w Warszawie - powstanie kilku nowych oddziałów KPH, nowej Lambdy (Zielona Góra, Bydgoszcz), nowej orgi (SPR w Toruniu) to z pewnością wydarzenia zasługujące na wzmianki, podobnie jak najciekawsza parada roku - Poznań! :) Ważnym wydarzeniem był koncert Madonny, choć ponoć średnie to to było w efekcie, a jak już przy Madonnie, to czemu nikt nie powiedział mi, że Teresa zaczęła blogować, toż to wydarzenie 10 lecia hehe ;)

Docenić należy też trzy teksty, które się ukazały - Piotra Oczko o samcołożnikach, Kitliński/Leszkowicz o klęsce queeru w Polsce i Moniki Płatek o tym jak w polskim prawie usuwano karalność homoseksualizmu. Ważne, ciekawe, inspirujące i tak dalej. A gdybym miał wpływ na jakiekolwiek realne i sensowne nagrody LGBTQ to bym nagrodził Jana Hartmana. Za wszystko co w tym roku opublikował, a za to szczególnie. Czapki z głów panowie i panie przed Profesorem!

I tak to wyglądało - były wtopy, dramatyczne pomyłki ale i wiele wydarzeń ciekawych, zasługujących na uwagę, skupiających wiele osób, mądrze angażujących, ale czegoś zabrakło. Czegoś spektakularnego. Doskonale - już też z praktyki - wiem, że na wszystko potrzebne są pieniądze, ale brakuje mi ciągle konkretnej, wspólnej (póki co dyskutują o tym jakieś zamknięte grona) dyskusji o powstaniu ustawy o związkach partnerskich. Nic o nas bez nas, tak więc czekania aż jakaś grupa, partia czy ktokolwiek za nas ustawę napisze jest bzdurne - trzeba to ruszyć wspólnymi siłami. A myślę, że jest wiele osób, które potrafiłyby taką akcję przeprowadzić chociażby do etapu stworzenia ustawy. Jej wprowadzenie to już inna sprawa. Choć wracając jeszcze do tworzenia ustawy - już po rozmowach o ustawie antydyskryminacyjnej widać, że będzie mega trudno - bez szerokiego wsparcia i konkretnego planu działania nic się samo nie zrobi. Za często się o tym zapomina.

Na koniec zacytuję podsumowanie roku wg Ewy, której blog w tym roku jest dla mnie wydarzeniem blogowym numer jeden:

Duży minus - tym razem ogólny - to coraz silniej uwidaczniający się w mnogości inicjatyw naszych organizacji brak wyrazistego lidera czy strategii działania

Ewa, doskonale wiesz, że nie ma lidera dlatego, że nikt jeszcze nie zwariował na tyle, żeby próbować być liderem tak różnorodnego środowiska. Wystarczy, że poczyta sobie komenty nt Biedronia czy innych Kostrzew i mu się odechce. Za dużo jest też wewnętrznych, często sprzecznych interesów, by wszyscy zaufali jednej osobie. Z resztą - spośród kogo mamy wybierać? Jakikolwiek typ na przyszłego lidera/liderkę? Może ktoś z zewnątrz... to by było dobre i odświeżające, ale też kandydatów i kandydatek nie widzę. Tak więc cieszmy się z sukcesów, wtopy wyśmiewajmy a w nowy rok wejdźmy z postanowieniem poprawy i przekonaniem, że to ma cholera jasna jednak jakiś sens.

Tak naprawdę podsumowanie roku powinno zaczynać się u każdego z działaczy/działaczek od pytania "Co zrobiłem/łam by związki partnerskie stały się faktem w Polsce?" Tylko boję się, że po takim pytaniu będziemy mieli większego kaca niż po najbardziej zakrapianym sylwestrze.

ps. nie będzie podsumowania wydarzeń "niedziałaczowskich" z racji braku czasu i chęci do klepania. Bezdyskusyjnie w kategorii homofobia roku wspólnie na podium powinni stanąć - Cameron, Terlikowski i Cejrowski. Niech im podium ciężkim będzie.

-------

A co waszym zdaniem było hitem i wtopą roku? Abiekt z pisaniem się zamyka na dwa dni i chętnie podyskutuje :)

Podsumowanie cz. 1

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, Abiekta przypadki, Kulturalnie, Obcy w Internecie, tłumaczenia | Opublikowano poniedziałek, 28 grudnia 2009

Miałem jakiś plan na to podsumowanie, ale jak zwykle wszystko zmieniam i w zasadzie to przyglądam się zeszłorocznemu myśląc, że trza to jednak inaczej napisać. Zwłaszcza, że w 2009 roku pojawiło się baaardzo wiele osób wokół mnie i bardzo wiele się wydarzyło. Tak więc zacząć powinienem od książek. Oczywiście najważniejsze dla mnie są te trzy, które wydałem :)

Fun Home, którego dodruk już niedługo się pojawi, a który zaskakiwał mnie wielokrotnie - najpierw jako tłumacza, który czuł się jak górnik co wykopuje spod słów tysiące konotacji a na końcu odkrywa, że to jednak kryptocytat np. z Fitzgeralda czy jakiejś operetki. Ponad trzydzieści recenzji, wzmiankowany przez Janion, Szczukę, Kurz, Pietrasika, Kurkiewicza; znalazł się na listach najważniejszych książek roku ("Polityka") i komiksów (drugie miejsce w "Przekroju"), tytuł komiksu miesiąca na kilku portalach komiksowych, a wg nieoficjalnych danych był też jednym z najlepiej sprzedających się "dorosłych komiksów" mijającego roku. Tak więc wraz z Timofem możemy odtańczyć sukces, choć pewnie gdybyśmy byli w kraju, w którym komiks jest traktowany bardziej serio to może by szum był jeszcze większy.

HomoWarszawa, czyli największy projekt prowadzony "od zera". Mam nadzieję, że nam się udał, a na następne wydarzenia przyjdą znowu chętni poznania "innej" Warszawy mieszkańcy i przyjezdni. HomoWarszawa to taki projekt mentalny - trochę udało się nam pokazać, że to jest nasze ukochane miasto, choć go nienawidzimy czasem i chętnie wyjeżdżamy na 24 godziny... Dla mnie ważna książka bo nie dość, że się napracowałem przy tym to do tego po raz pierwszy musiałem zarządzać 6 autorami, B od składu, R. od zdjęć, drukiem, reklamą i to było dość upiorne. Do tego autorzy (i autorka) to jednak indywidualności całkiem spore i - co tu dużo ukrywać - starsze od Abiekta, więc wymagało to sporo poświęcenia. Stoi teraz na półeczce i uśmiecha się tęczowo do mnie.

Nad Mężczyzną, przedmiotem pożądania przyznaję się nie napracowałem specjalnie, ale było to w momencie wydawania HomoWarszawy, więc na szczęście T. skoordynował co trzeba było i jakoś się pojawił. Komiks dla mnie niesamowity, ale póki co mało reklamowany - po prostu już zabrakło czasu i sił. Na szczęście nakład nie wymagający wielkiego poświęcenia :)

To jeśli chodzi o książki wydane i przeczytane, to kilkanaście można by wymienić, z pewnością warto wspomnieć o Geje i lesbijki, pod redakcją Aldricha, na pewno warto zerknąć a nawet poczytać nową książkę Jacka Kochanowskiego, zawsze można oczywiście po prostu wejść do księgarni i wybrać coś sobie, więc moje polecanki tu pewnie sensu nie mają. Przez cały rok zabierałem się do Colette - nie udało mi się. Z zagranicznych nabytków to dwie rewelacje w tym roku odkryłem: Out of the Past. Gay and Lesbian History from 1869 to the Present oraz Making Sexual History czyli zbiór świetnych artykułów Jeffreya Weeksa. Za to z łatwością wskaże na największe gnioty roku, ale o tym już pisałem na Homikach (tu i tu).

W 2010 rok patrzę z lekkim przerażeniem, w tej chwili w trakcie powstawania są trzy książki, a w planach jeszcze trzy (zależnie od pieniędzy jakie dostaniemy). To mnie lekko deprymuje ale staram się uśmiechać i przypominam sobie sytuację z tego roku, gdzie na noc przed oddaniem HomoWarszawy do druku siedziałem do 7 rano wraz z B. po drugiej stronie internetu czyli w Trójmieście i o mały włos żeśmy się nie pozabijali bo ja napisałem zdanie w sposób uproszczony, a B. w jeszcze bardziej uproszczony je odczytał... kurwy poleciały ale szybko się dogadaliśmy i dziwnym trafem książka nie miała wielkiego opóźnienia.

Pisanie o książkach to zasadniczo też powinno być pisanie o ludziach, bo bez nich by to wszystko nie powstało, a ja samotnie (czy jak ja wolę: samodzielnie) daleko nie ujadę. Tak więc za cały rok muszę tutaj publicznie podziękować Grupie Skolimowo, czyli Michałowi, Marcinowi, Krzyśkowi, Uschi, Ydze, Bartkowi i innym poznanym na Skolimowie i w jego okolicach. Spoza oczywiście też wiele osób pomagało, a przynajmniej starało się nie przeszkadzać w pracy, ale ich nie wymieniam bo lista byłaby ogromna, a kolejność alfabetyczna pewnie by nie zaspokoiła wszystkich, no i łatwo o kimś zapomnieć (a jakby pisać tylko inicjały to by też i głupio wyszło - AS, MPi, MPa TM, KK, PS, PFK, RC, PSZ... no i kto by to zrozumiał?). Wielką rolę w książkowych przygodach odgrywają też wszyscy, którzy mimo zapracowania i innych spraw poświęcili mi czas i konsultowali, tłumaczyli, rozmawiali. Bez dziesiątek osób, którzy jakoś jednak ufają Abiektowi i chcą z nim współpracować nic by się przecież nie ukazało.

Jak już jednak wspominam o ważniejszych osobach, które przynajmniej nie przeszkadzały to jeszcze należą się wielkie podziękowania dla Tomka i Buziaka z Lodi-Dodi, dobrym duchom dzięki którym Abiekt... no którym Abiekt bardzo dziękuje i może tyle :) Dobra atmosfera po pracy też jest przecież ważna, a akurat w LD można się jej prawie zawsze spodziewać :)

Tak więc chyba na tyle z podsumowaniem książkowym, które jak się okazało było też podsumowaniem "rodzinnym". Faktycznie, w jakiś sposób tworzymy rodzinę w działaniu - i to się tak naprawdę stworzyło przez ostatni rok - grupa osób, które chcą ze sobą pracować, mają wspólne plany, spotykają się i tak dalej. To zdecydowanie pomaga :)

Jutro trochę o ciotkach działaczkach - czyli wesołe kumoszki z Żelaznej vs Gwałt na Żurawiej. A tak bardziej na serio - przypomnę co się działo i dlaczego dalej jest jak było heh.

ps. a nie mówiłem, że Adler tylko szkodzi - dzisiaj już mieliśmy telefon z "Rzepy"... bardzo kulturalnie wyjaśniłem, że gaylife.pl to odosobniony i dość kuriozalny przypadek.

O koledze Terlikowskiego i ferajny

15

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem | Opublikowano niedziela, 27 grudnia 2009

Jechałem dzisiaj długie godziny pociągiem i myślałem, że dostanę nerwicy. Oto co rano przeczytałem. Redaktor Adler postanowił zaprzyjaźnić się z Rzepą... ech. Poniżej mój komentarz, bo myślę, że to trzeba skomentować, choćby prywatnie:

Media, również LGBTQ mają prawo do krytyki poczynań osób z tzw. środowiska. Wielokrotnie nie rozumiały tego organizacje protestując przeciwko ujawnianiu niektórych informacji, negatywnym komentowaniu poczynań, czy czasem braku ich działań. Jesteśmy małym środowiskiem, które tworzy kilkaset osób – większość z „działaczy” i „działaczek” zna się – chociażby z kontaktów internetowych. Podobnie redaktorzy i redaktorki „naszych” mediów – przeważnie – nie są osobami anonimowymi. Dlatego tak łatwo na siebie najeżdżamy i ze sobą czasem walczymy. Przykładem takiego bezpardonowego ataku ze strony mediów LGBTQ na działaczy, w tym wypadku na osoby jak najbardziej prywatne (w znaczeniu – nie reprezentujące organizacji a samych siebie) jest artykuł firmowany przez „redakcję” portalu Gaylife.pl. W tym szkalującym i kłamliwym artykule osoby, które postanowiły pozwać redaktorów „Rzeczpospolitej”, jej redaktora naczelnego oraz wydawcę gazety za niezgodne z prawdą, nieuprawnione i poniżające artykuły, które ilustrowały tegoroczne wydarzenia wokół warszawskiej Parady Równości, zostały niesłusznie zaatakowane, a ich działania zostały podważone przez pseudo-solidarność z „kolegami po fachu z Rzepy”.

Rozumiem, że można mieć pretensje do organizacji, te w końcu są podmiotami, które działają niejako w imieniu osób LGBTQ, reprezentują – niekoniecznie chcąc to robić – pewien zbiór osób, których łączy dążenie do wyzwolenia się z dominującej heteronormatywnej wizji świata. Ale kim trzeba być, żeby w imię prawa mediów do krytyki, aspirując do bycia portalem „gejowskim”, atakować osoby prywatne, które nie występują w imieniu żadnej organizacji, a z pomocą wielu osób same chcą walczyć z chamskimi praktykami jednej z gazet. Gaylife solidaryzuje się z „Rzeczpospolitą” i redaktorem Terlikowskim. Czy po to by rozgrywać prywatne wojenki jesteśmy gotowi na pakt z najbardziej homofobicznym, dużym dziennikiem w Polsce? Jak trzeba mieć poustawiane priorytety by publicznie popierać homofobicznych redaktorów? W imię źle pojętej wolności słowa? Wolność słowa nie jest jak próbuje się nam często wmówić wartością a priori – istnieje wiele przesłanek do tego, by uznać, że wolność słowa ograniczona jest takimi elementami jak właśnie kłamstwo, poniżanie, zwłaszcza grup mniejszościowych, narażonych na stygmatyzację i - w naszym wypadku – agresję nie tylko werbalną. Występując w obronie wolności słowa redakcja Gaylife występuje przeciwko interesom własnego środowiska. A może już nie jest to „własne” środowisko? Czy musimy dzielić się z powodu homofobicznego dziennika? Na tym właśnie zależy takim personom jak Terlikowski czy Cejrowski – byśmy sami, biorąc za chlubne tradycje polskich kłótni narodowych – nie dogadali się i „powybijali”. Nie ułatwiajmy im roboty.

Oburzającym jest fakt, że osoba chcąca być głosem środowiska LGBTQ nie potrafi wyjść poza osobiste uprzedzenia i postanawia poprzeć kolegów-homofobów. Czy taki portal nadal może być uznawany za jedno z mediów LGBTQ? Uważam, że po tym (ale też innych) artykule Jacek Adler stracił jakiekolwiek moralne prawo do wypowiadania się w imieniu środowiska.

Nie mówię – musicie nas popierać. Możecie mieć swoje zdanie, uznawać wytyczanie procesów osobom, które nas obrażają za zbyt daleko idące działania, ale nie możecie stawiać się w jednej linii z homofobią i nienawiścią, jakie od lat sączy na temat osób LGBTQ redaktor Terlikowski czy śp. redaktor Rybiński. Brak poparcia dla NS2 nas nie zaskakuje – każdy ma prawo do własnego zdania, ale artykuł opublikowany przez Gaylife to przykład choroby toczącej nasze środowisko – uległości, strachu, niezborności, przyjmowania poddańczej pozycji motywowanej dbaniem o „standardy”.

Uschi Pawlik i Michał Minałto wykazali się ogromną odwagą cywilną – nie boją się stawić czoła poniżającym praktykom dużego dziennika. Szkoda, że niektórzy ze strachu, a może i zazdrości postanawiają dezawuować takie działania. W ten sposób nigdy nie nauczymy osób LGBTQ, że o swoje prawa można i należy walczyć, nie tylko pisząc, ale – gdy przekroczone zostaną granice – stawiając przeciwnikom czoła w sądzie. Tylko poprzez kształtowanie postawy obywatelskiej, nieuniżonej, nieprzepraszającej doprowadzimy do zmian. Kilka takich spraw jak Nasza Sprawa 2 nauczy wiele osób, że homoseksualiście nie są bezbronni i ulegli, że grupy, które z różnych przyczyn są przez społeczeństwo stygmatyzowane i wykluczane zasługują na ochronę. Szkoda, że tego nie rozumie redakcja portalu, który solidaryzuje się… z „Rzeczpospolitą”.

------

UPDATE. Poniżej sprostowanie wysłane do redakcji "gaylife.pl":

Szanowna Redakcjo,

Zgodnie z art. 31 i 32 ustawy Prawo prasowe z dnia 26 stycznia 1984 proszę o zamieszczenie sprostowania do artykułu „Koza wielce obrażona”.

Red. Naczelny "Rzeczpospolitej" jest pozwany jako odpowiedzialny za więcej niż jedną publikację gazety - tymczasem jego pozwanie publikacja "gaylife.pl" uznała za błąd.

Nie domagamy się przeprosin dla członków Stowarzyszenia Otwarte Forum, lecz dla powódki i powoda, którzy są członkami Stowarzyszenia. Sugestia, że powód i powódka domagają się przeprosin dla innych osób stowarzyszonych w SOF jest niewłaściwa.

Na portalu "gaylife.pl" zamieszczono mogącą wprowadzić w błąd informację o żądanych przeprosinach. Właściwy tekst żądanych przeprosin został opublikowany w serwisie www.naszasprawa2.pl

Nie mamy do czynienia ze zbiórką publiczną, lecz z apelem, skierowanym przez prywatne osoby o składanie darowizn na konto Stowarzyszenia, które podjęło się wsparcia Naszej Sprawy 2 - proszę o wyraźne podkreślenie tej kwestii. Dziękujemy za bardzo liczne wsparcie i wyrazy poparcia.

Mecenas Jacek Świeca nie jest wyłącznym autorem pozwu. Pozew przygotowany został zasadniczo przez Karolinę Kędziorę, prezeskę Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Redakcja "gaylife.pl" bez wysiłku mogła dotrzeć do tej informacji - została ona zamieszczona na stronie www.naszasprawa2.pl.

Zastrzeżenia wobec mc. Świecy bardzo nas zasmucają. Przedmiotem publikacji na stronie www.naszasprawa2.pl nie był pozew w jego całości. Redakcja "gaylife.pl" nie zapoznała się z pełnym tekstem pozwu oraz załączników. Tym samym oceny treści pozwu dokonane przez redakcję
"gaylife.pl" są bezpodstawne. Redakcja nie próbowała nawiązać kontaktu z powodem i powódką w celu uzyskania dostępu do pełnej treści pozwu.

W komentarzu odredakcyjnym czytamy: "Jeśli domagamy się dla siebie szacunku – nie obrażajmy innych.". Występowanie na drogę procesu cywilnego nie jest próbą obrażenia nikogo, a takie stawianie sprawy neguje sens istnienia instytucji wymiaru sprawiedliwości. Sugestia, że powód i powódka próbują kogokolwiek obrazić jest nieuzasadniona.

Wyrażamy ubolewanie, że "gaylife.pl" chce przedstawiać swoim czytelnikom tak niepełny i pełen błędów materiał, jak w dniu 27 grudnia 2009.

Z poważaniem

rzecznik prasowy Nasza Sprawa 2

We can quote the Bible too!

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, wydarzenia | Opublikowano piątek, 25 grudnia 2009

U Ewy odkryłem coś i "leje ze śmiechu":



Zwłaszcza to ostatnie mi się bardzo podoba. Dobry pomysł na EuroPride :)

Terlikowski się, jak już wspominałem, wyżył, warto poczytać komentarze. Jak oni ładnie życzenia składają obok wspominania o "zoomofilnych pederastach". Tutaj ciekawy komentarz w drugą stronę.

SDPL wykupił mailingi i reklamy na portalach gejowskich, żeby reklamować raport, który przedstawili podczas Kongresu PES (lewicowej frakcji współrządzącej w Parlamencie Europejskim). O raporcie już pisałem dawno temu więc nie wiem po co znowu to wyciągają, ale informują w mailingu, że w styczniu 2010 kolo poselskie SDPL przedstawi w sejmie projekt ustawy zrównującej ochronę mniejszości społecznych. To bardzo rzadko używane określenie "mniejszości społecznych" mam nadzieję, że nie znajdzie się w propozycji, a mniejszości zostaną dookreślone, bo znowu będzie tak, że trzeba będzie udowadniać, że homoseksualiści są mniejszością społeczną. W ogóle jestem ciekaw tej nagłej inicjatywy świątecznej - z racji absolutnego braku zaufania do lewicy, które w 2009 roku się pogłębiło u wielu osób, zawsze przy takich okazjach zastanawiam się co kto chce ugrać. Zwłaszcza, że w Raporcie nie ma praktycznie nic o Polsce. Wygodnie się pisze o Ukrainie czy Białorusi, a już robienie czegoś tutaj ech...

Mam wrażenie, że pod koniec każdego roku orgi i osoby zaangażowane powinny odpowiadać sobie na pytanie - o ile bliżej jesteśmy do stworzenia i wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich (jakiejkolwiek, po prostu - byle była)? Z dwóch przesłanek można wywnioskować, że szanse na powstanie o ile są duże, to już szanse na wprowadzenie zerowe - najpierw wybory prezydenckie, w 2011 parlamentarne, więc do końca tej kadencji zostało 1,5 roku. PO przeczeka, a później znowu PO i trza będzie atakować od początku nowy rząd.

"Każdy wybór, również w sferze seksualnej, zasługuje na akceptację. Jest to dla każdego jego osobista sprawa" - powiedział zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Też mi łaskawca, phi :)

Kończąc, coś optymistycznego:

Nigdy nie czytać komentarzy (?)

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, muzyka, Obcy w Internecie, prasa | Opublikowano czwartek, 24 grudnia 2009

Wiem, że czytanie tego, co ludzie wypisują w necie na temat homików to niebezpieczna czynność i nie powinno się tego robić pop odejściu od "suto zastawionego wigilijnego stołu", ale nie wytrzymałem i przeczytałem cała dyskusję na Gazeta.pl pod tekstem o NS2 i komenty na naszej stronie internetowej. Ogólnie to dostało nam się za pieniactwo, brak tolerancji i wyrozumiałości, poczucia humoru, niezrozumienia dla zoofilii, do tego jesteśmy pozbawieni ludzkich uczuć, a neologizmy jakie można odnaleźć przerażają. No to mamy prezent świąteczny - ludzką nienawiść i głupotę podaną na tacy.

Jak zwykle w takiej chwili przede mną trudne zadanie - czy usuwać koemntarze, czy lepiej zostawić. Staram się nigdy nie moderować komentów, ale teraz poważnie się zastanawiam.

Pociąg okazał się mało łaskawy. Od Wrocławia podróżowałem w czymś co przypominało lodówkę o kształcie rury z siedzeniami. Jest jeden plus wyprawy - w końcu się wyśpię :) A jak tam wasze "świętowanie"?

Bardzo mi się podobają teksty na fejsbuku i cudna poprawność polityczna autorstwa A.: tym, którzy lubią - Wesołych Świąt, tym, którym to obojętne - odpoczynku, tym, którzy nie lubią - przetrwania!. Szkoła przetrwania rozpoczęta :)

Ja wieczór z dokumentami i... końcówką lat 80-tych zaplanowałem. Dzisiaj takie klimaty wyznaję:



Do jutra mi przejdzie :)

ps. nożyce się odezwały (pozew nie dotarł, gdyż sąd wezwał nas do uzupełnienia danych - standardowa procedura), a konto Naszej Sprawy już dzisiaj powiększyło się za co bardzo dziękujemy i już po weekendzie publikujemy kolejne rozliczenia.

Brak poczucia humoru

6

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano

"Nienawidzę świąt". To zdanie wygłosiłem w ostatnim czasie wielokrotnie. Powiem wprost - udawanie, że się wszystkich lubi tylko z tego powodu, że niektórzy uważają, że jakiś czas temu dzieworódczo na świat przyszedł jakiś koleś, mnie wnerwia. Kupowanie prezentów, przymusowy wyjazd "na wigilię", udawanie, że się w to wszystko wierzy i ma zamiar w tym uczestniczyć źle na mnie działa. Nad ranem wsadzam dupę w Interciotę i jadę przed siebie. Dwa dni spędzę w MPWNZ (Mała, pierdzielona wioska na zadupiu), potem Wrocław, Berlin i powrót do domu.

Do nerwicy doprowadząją mnie życzenia świąteczne. Outlook zapełnił mi się dzisiaj choinkami, bałwankami, chrystusikami i maryjkami - do tego próbowałem kupić "prezenty" (dla siebie) w ryku pseudo-kolęd, co sprawiło, że wyszedłem bez "prezentów". Nie można wybierać między Vivaldim a Bachem słuchając Jingle Bells! Torturowanie mnie widokiem wyrąbanego lasu, zwanego choinkami i "stroikami", historiami o karpiach pływających w sklepach i tym całym "wesołych świąt" powinno podchodzić pod stręczycielstwo.

Dlatego nie ma jak to zaszyć się w mieszkanku, włączyć muzykę, czy spotkać się z ludźmi w otoczeniu "bezkolędowym". I o takich "świętach" marzę - leżę na kanapie, słucham Bacha, czytam książki a cały świat wariuje bo nagle jest 25 grudzień.

Zapewne dzisiaj po południu zacznie się nawałnica sms-owa z życzeniami od ludzi, którzy pamiętają o mnie dwa razy do roku. Na szczęście, w MPWNZ nie mam już praktycznie żadnych znajomych co sprawi, że będę mógł się skupić na uderzaniu w klawisze i tworzeniu kolejnych stron dokumentów. A Wam wszystkim serdecznie życzę byście spoczęli w pokoju - na kanapie, z piwem/winem, muzyką i książką. Miłego weekendu!

A tak się przestawia plan jazdy na poranek, nawet PKP mi przypomina, że pobyt będzie "dłuższy"...



PS. No i chętnych zapraszamy TUTAJ. Rzepa zarzuca nam "brak poczucia humoru". To prawda, jesteśmy wkurwieni i mamy do tego prawo :)

Misiek przedświąteczny

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 22 grudnia 2009




Odmiennej orientacji seksualnej pfff... ale ładna wypowiedź, a i misiek ogólnie niezły :) A cały wywiad zrobiony jak u Ewy Drzyzgi. Chyba czas na Bemowo pojechać (to ponoć gdzieś na północ od Mokotowa).

ps. Jak już wszyscy narzekają na kolej to teraz moja... kolej:



Do Berlina szybciej niż bezpośrednio dojadę przez Goerlitz i Cottbus czy Poznań... oto siła polskiej myśli kolejarskiej!

Jak nas widzą... refleksja mało świąteczna

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 21 grudnia 2009

Właśnie przeczytałem chyba najciekawszą tegoroczną analizę dotyczącą LGBT. Naznaczeni. Mniejszości seksualne w Polsce. Raport 2008 pod redakcją Ireneusza Krzemińskiego. Tytuł nad wyrost, ale zawiera wiele bardzo cennych obserwacji zarówno metodologicznych (zjeżdża dośc dotychczasowe Raporty Lambdy i KPH) jak i "środowiskowych".

Trochę o metodologii samego badania - w klubach Warszawy, Wrocławia, Krakowa i Trójmiasta przepytano po 100 osób z każdego z nich. To nie jest badanie reprezentatywne, ale Krzemińskiemu chodziło po pierwsze o "bywalców klubów", po drugie o obraz rzeczywistości według ludzi młodych (67 procent poniżej 30 roku życia), z czego miało wynikać, że są nowym pokoleniem gejów i lesbijek. Trafne, choć wybranie z Warszawy tylko jednego klubu (np. z Krakowa są 4) i do tego Rasko to beznadziejny pomysł. Przyszedł by do Lodi czy Fantomu i by zobaczył, że akurat ludzi młodych jest tam tyle samo co odrobinę starszych. Nie czepiając się tego wyboru za bardzo, opracowanie to jest niezwykle cenne ze względu na dwa zadane pytania o których chce napisać.

1. Znajomość organizacji działających na rzecz środowiska LGBT:

Najwięcej osób zna:

Helsińską - 77 proc.
KPH - 73 proc.
Lambdę (w domyśle chyba Warszawa, bo przecież Lambd jest kilka i nie tworzą "sieci" jak chce Krzemiński)- 71 proc.
Amnesty - 61 proc.)
Fundację Równości - 49 proc.
Kultura dla Tolerancji - 43 proc.

Procent badanych, którzy mieli kontakt z orgą (spośród wszystkich, też nieznających:

Fundacja Równości - 28 proc.
KPH - 23 proc.
Kultura dla Tolerancji - 20 proc
Lambda - 11 proc.
Helsińska - 4 proc.

Okazuje się, że organizacją, z którą badani mieli największy kontakt, jest Fundacja Równości, organizator głośnych Parad Równości (a więc kontakt z nią dla wielu respondentów może być równoznaczny z udziałem w paradach). Cóz - podobnie jest z Kulturą dla Tolerancji - okazuje się, że Parada to świetny wizerunkowy mechanizm, szkoda, że FR go nie wykorzystuje do jakiejkolwiek innej działalności (bo przecież jest to orga, która przez cały rok dosłownie nic nie robi). Co ciekawe nie można tego zrzucić na stare narzekanie orgów na "klubowiczów", bo jak się okazuje są to ludzie całkiem świadomi i całkiem wyoutowani (66 procent przed kimkolwiek z rodziny). Dalej będzie jeszcze ciekawiej...

2. Czy wymienione organizacje skutecznie działają na rzecz osób ze środowiska LGBT? (wybór, wyuniki wśród osób deklarujących znajomość)

Najskuteczniejsze:

Fundacja Równości - 62 %
Kultura dla Tolerancji - 43 %
Helsińska - 36 %
KPH - 33 %
Porozumeinie Lesbijek - 28 %
Lambda - 26 %

Najmniej skuteczne:

Lambda - 18 %
Amnesty - 11 %
KPH - 10 %
Helsińska - 9 %
Porozumienie Lesbijek - 6 %
Fundacja Równości - 4 %
Kultura dla Tolerancji- 4 %

Szokujące? Dla mnie bardzo i trochę się dzisiaj z tego otrząsałem. FR najskuteczniejsza aż w takim odsetku... okazuje się, że skuteczne jest to co jest medialne, czyli, że nie ma żadnej refleksji nad organizacjami w środowisku. Doskonale podsumował to i "dziwność" wyników Marek Grabowski na podstawie badań "fokusowych". Pozwolicie, że przytoczę cały długi fragment:

Ocena organizacji skupiających i wyrażających interesy osób z grupy LGBT nie jest jednoznaczna, zwłaszcza w grupie osób niezwiązanych bezpośrednio z tymi stowarzyszeniami. Ambiwalentne odczucia budzi nie tylko program i cele tych organizacji, ale również sposób działania i styl bycia niektórych liderów. Niemal wszyscy badani sądzą, że instytucje te są potrzebne ("dobrze, że są..."), jednak praktyka ich funkcjonowania budzi zastrzeżenia. Pozytywne oceny respondentów zebrały przede wszystkim szeroko rozumiane działania, skierowane do wewnątrz środowiska LGBT: akcje uświadamiające (np. profilaktyka HIV/AIDS) [to skąd tak słaby wynik Lambdy, która akurat robi pomocówkę?], wzmacnianie tożsamości i świadomości seksualnej, pomoc w odnalezieniu się w środowisku, a także, na poziomie celów ogólnych, walka o równe prawa środowiska LGBT względem heteroseksualnej większości. Negatywnie oceniany jest styl działania niektórych przedstawicieli organizacji LGBT [no nie mogli napisać, że chodzi o Biedronia, choć ja się nie zgadzam ale pewnie o nim myślano]: nadmierny radykalizm, osobowości liderów [przegięcie Biedronia?], brak sprawnej organizacji. Pomimo tych ambiwalentnych ocen, stowarzyszenia skupiające osoby z grupy LGBT postrzegane są jako potrzebne, dające oparcie, walczące o słuszną sprawę. Na efektywność tych działań negatywnie wpływają, w opinii badanych, podziały i konflikty wewnętrzne [3 X TAK] skądinąd wąskiej grupy działaczy. Organizacje LGBT są postrzegane jako wzajemnie skłócone i w konsekwencji niewykorzystujące swojego potencjału, pozbawione siły przebicia. Konflikty te wynikają, w opinii respondentów z osobistych animozji [ech...] między liderami ruchu LGBT, zaś efektem tego stanu rzeczy jest niechęć wielu osób homoseksualnych czy biseksualnych do samoorganizacji i wspólnego działania.

I sam Krzemiński:

Analiza rożnych danych, zgromadzonych w badaniu, pozwala mówić o ambiwalencji w ocenie działania stowarzyszeń. (...) Badanie pokazuje (...), że mamy do czynienia z dość osobliwą sytuacją, w której zarówno oceny pozytywne, jak i negatywne są dawane przez ankietowanych jakby z pozycji "zewnętrznych". Niewiele więcej niż 1/4 naszych badanych [Krzemiński ciągle podkreśla, że wykształconych i dobrze sytuowanych] miała kontakt z jakąś organizacją gejowsko-lesbijską. "Mieć kontakt" wcale nie oznacza aktywnego stosunku i społecznej pracy w ramach stowarzyszenia! Nie mamy więc do czynienia ze środowiskiem, które byłoby skłonne włączyć się aktywnie w pracę stowarzyszeń i także zmienić to, co się im w tych stowarzyszeniach nie podoba.

Sytuacja ta nie jest w Polsce osobliwa. Środowiska homoseksualne zachowują się podobnie jak większość Polaków, nieskłonna do podjęcia osobistego działania w stowarzyszeniach, których znaczenie, przydatność dla społeczeństwa i samych siebie są skłonni oceniać wysoko
[takie oceny dawano "naszym" orgom również]. Organizacje borykają się nieustannie z problemem dopływu nowych członków, nowych aktywistów, z problemem chętnych do działania, na co dzień, a nie od święta (Parada Równości). Całkiem zasadne jest też mniemanie, że wskazywane negatywne cechy organizacji gejowsko-lesbijskich są efektem tej osobliwej sytuacji. Im mniejsze im mniej zaangażowane zaplecze społeczne, tym częściej można się spodziewać rożnych dysfunkcji i patologii w działaniu organizacji [BRAWO!]. Z drugiej strony warto się zastanowić, czy formułowane negatywne oceny nie są, w znaczącym stopniu, swego rodzaju usprawiedliwieniem własnej nieufności i niechęci do aktywnego włączenia się w życie organizacji społecznych. (...) W ten sposób rodzi się coś w rodzaju błędnego koła: ograniczona grupka chętnych do działania bądź to zamienia się w organizacyjnych "zawodowców", bądź to nabiera coraz bardziej gorzkiego mniemania o własnym środowisku, co prowadzi do rożnych niekorzystnych sytuacji w organizacji [patrzcie: dawni działacze] i jej kontakcie z otoczeniem. Z drugiej strony wszelkie dysfunkcje, błędne działania i pomyłki organizacyjne są wyolbrzymiane [patrz: Adler contra KPH] przez niechętnych do działania obserwatorów aby tym bardziej umocnić ich w niechęci do podjęcia osobistej aktywności.

Oczywiście niechęć do działania, brak wolontariuszy w stowarzyszeniach gejowsko-lesbijskich wynika zapewne ze skumulowania się wielu czynników, w tym także bardzo negatywnych stereotypów na temat osób homoseksualnych i braku poparcia w mediach i dyskursie publicznym. Ale też odzwierciedla się tu głębsza cecha całego społeczeństwa, ogółu Polaków, którzy są niechętni aktywności w społecznych organizacjach, nawet jeśli dostrzegają pozytywne skutki ich obecności w życiu społecznym i - swoim własnym.

Trudno się z tym wszystkim nie zgodzić (oprócz dwóch rzeczy jak dla mnie). Tylko co z tą - świetną - analizą zrobić? A raczej co zostanie zrobione? Ja się nie zgadzam z dwoma tylko punktami - po pierwsze raz się mówi, że pomocówkę się docenia, a znów sytuacja Lambdy wygląda beznadziejnie (może kiepsko jest sprzedawana ta pomocówka, co jest prawdą - dzisiaj od osoby zaangażowanej w ruch usłyszałem, że nie ma pojęcia po co jest portal Bezpytan.pl, a to nie jest portal przecież tylko strona informacyjna, widać marketing nie działa), a druga kiedy pisze się o braku wolontariuszy. Oni akurat są, ale mało jest takich co ma jakiś pomysł na siebie. Ja na swoim przykładzie powiem tak - gdyby A. i A, dwójka wolontariuszy, z którymi mam przyjemność pracować nie mieli pomysłu na współpracę i nie byli tak konkretni to ja bym odwalił ich robotę sam. Owszem, nie należę do osób, którzy lubią pracę kolektywną, ale z konkretnymi ludźmi bardzo chętnie się poddaję i oddaję część roboty. Pewnie inni widzą to inaczej, ale dla mnie brakuje ludzi, którymi nie trzeba kierować (ja A. powiedziałem, że trza zrobić rzecz x i ma wolną rękę w tym jak, oprócz wyrzucania dokumentów do śmietnika, co ja zatwierdzam ;). No ale taki wolontariusz co sam myśli i do tego jest samodzielny to niestety marzenie (a czasem i "utrapienie" orgów).

Mam cichą nadzieję, że wszystkie orgi to przeczytają i jakieś wnioski wyciągną. Jeden wniosek mój - liderzy. Lider to kłopot dla organizacji, bo jak lider jest wyrazisty (KPH) to orga dostaje po tyłku za każde jego słowo, jak lider jest skupiony na pracy wewnętrznej i na zewnątrz nie za bardzo lidera widać (Lambda), to orga znowu dostaje po tyłku, że jest niewidoczna.

Inna historia to Fundacja Równości - oto przepis na popularność - nic nie rób cały rok, zrób jedną imprezę, która "idzie sama", pokazuj się w mediach tylko przez dwa tygodnie i później zamilknij. Teraz już wiem, czemu każde narzekanie na FR tak kiepską reakcję miało - ludzie cenią nie działania długofalowe, a eventy. Tak też będzie z EuroPride - nie ważne, że już chyba z kilkadziesiąt osób planuje różne wydarzenia wokół, najważniejszy będzie sam przemarsz i tylko to zostanie zapamiętane. Jestem tylko ciekaw, kiedy spółka Ceped, która organizuje EuroPride znajdzie się w KRS? Od czasu umowy o stworzeniu spółki jest 6 miesięcy na złożenie dokumentów, inaczej umowa spółki ulega rozwiązaniu, bardzo bym chciał wiedzieć co z Cepedem, bo właśnie takie sytuacje tworzą to o czym mówi Raport - wewnętrzne kłótnie, które nie robią dobrze środowisku, a ciężko po nich stworzyć pozytywny wizerunek orgów. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy robić akcję "Niech nas polubią". Oczywiście osób identyfikujących się z "nas" będziemy szukać wśród Polaków, którzy wyemigrowali, bo u nas nikomu już się nie będzie chciało być "nami".

Nie lubię takich refleksji, więc na koniec trochę optymizmem powieję. Y. w ramach masowego podsyłania linków podesłała to. Metodologia nie ważna, liczy się wynik :)

Lekcja o homo

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano sobota, 19 grudnia 2009

Z racji zmęczenia patrzeniem na znaczki o wartości 1,95 zł z wizerunkiem czereśni, która niektórym wydawała się wiśnią, dzisiaj tylko ciekawostka z wydawnictwa WAM i wielkie podziękowania dla ekipy "Lambda Warsaw Post Office".

ps. nie wiem czy dzieciaki ciągle korzystają z tej publikacji, ale to jest przerażające robienie wody z mózgów. A zarzucają to orgom... tak czasem jak patrzę na to iloma osobami i jaką kasą w rzeczywistości orgi rozporządzają to tym ciekawiej się czyta teksty na Frondzie, które robią z nas gigantyczną siłę. Siłą niestety jest temat, a nie orgi... kurcze pesymizm mnie bierze, jak zwykle przed tymi dwoma dnia, gdzie wszystkie centra handlowe będą zamknięte.

FH doceniony a Niemiec nie pozwala się obrażać

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt komiksiarzem, Abiekta przypadki, TV, wydarzenia | Opublikowano środa, 16 grudnia 2009

Sam się zbieram do podumowania roku (nie, nie jest to kopia Homiczego podsumowania z ubiegłego roku), a póki co inni podsumowują i nawet jest mi bardzo dzisiaj miło z okazji podsumowania w "Polityce":



"Fun Home" zdecydowanie okazał się największym tegorocznym sukcesem jeśli chodzi o wydawnictwo.

A poniżej ciekawostka:



Chyba dobrze Szymon zrobił, bo i tak już wychodziło na to, że zostaje mu rola przysłuchującego się monologowi Sommera, a tak przynajmniej jakiś protest był. Choć ja nie jestem miłośnikiem ani odmowy w debatach kiedy wiemy że po drugiej stronie będą siedzieć homofobicznie nastawieni ludzie ani zbytniej przesady w telewizji, gdyż to medium nie lubi takich zachowań. Ale tym razem chyba dobrze wyszło.

Parytety dla LGBT? Powaliło kogoś...

12

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, HomoWarszawa, wydarzenia | Opublikowano

Włączyłem Outlooka i dzisiaj to przeszło już moją wytrzymałość. Ponad sto maili w ciągu 6 godzin nieodbierania wiadomości delikatnie mówiąc mnie dobiło. Część z nich to na szczęście tylko debaty ogólne, ale niestety wiele z nich domaga się odpowiedzi. Co ludzie robili jak nie było maili? Przecież gdybym miał tyle listów do odpisywania to bym już u chirurga się leczył.

Na szczęście czemuś ta korespondencja trochę zbyt szeroka służy. Do końca roku powinienem znać swój plan działania na 2010 - książki do wydania, najważniejsze teksty do napisania, projekty do zrealizowania. 2009 rok był jednak rokiem wchodzenia w wiele tematów i dopiero najbliższy zapowiada się w miarę stabilną kontynuacją. Już teraz chyba mogę ogłosić, że angielska wersja HomoWarszawy powstanie na sto procent, będzie też album o polskiej sztuce gejowskiej, będzie kolejny komiks Bechdel no i może coś jeszcze, ale na to muszą się po pierwsze fundusze znaleźć (to znaczy muszę wygrać konkursy). Mam też zamiar określić dokładnie plan wyjazdów - w najbliższym czasie można się mnie spodziewać w Krakowie i Wrocławiu, z czego już się cieszę, bo czasem warto (patrz: wyjazd do Poznania) wsadzić dupę w InterCiotę i znaleźć się w trochę innej rzeczywistości.

Nie mogę się doczekać nowej wersji "Furi Pierwszej". Premiera już 19 w TR, obecność obowiązkowa choćby po to by kupić to dzieło:

Tworzymy nową przestrzeń dla kobiet nie-heteronormatywnych, a więc piszemy tak o lesbijkach, jak biseksualistkach, osobach drag czy queer. A w REAKTYWACJI także o związkach partnerskich, oczywistości równych praw, oraz (nie)bezpiecznym seksie. O les-tekstach ostatniej dekady, prozie Agnieszki Kłos i londyńskim kabarecie „Wotever”.

Mam pewne obawy po tej zajawce, ale kupię gazetkę z pewnością.

Dlaczego lubię teksty Leszkowicza? A choćby dlatego:

Labirynt ciemnych pokoi na tych panoramach jest niczym pejzaż zakamarków nieświadomości, nie przypadkiem panorama to medium pejzażowe. Dark roomy łączą nieświadomość libidalną i architektoniczą. Wchodzimy w gęstą architekturę pożądania w bezpiecznym zaciszu fotografii artystycznej. I chyba o to tutaj głównie chodzi; to co się działo przed zamknięciem klubów (i kto w nich był!) jest bowiem niezbędną dla społecznego status quo tajemnicą. Dark rooms utrzymują i estetyzują tę tajemnicę, nie zmieniają jednak status quo.


Całoś tutaj. Ubaw mam niezły, bo nie wiem czy autor stroi sobie żarty czy pisze na serio :)

Na koniec - Magdalena Środa:

Uważam też, że na wzór parytetów płci homoseksualiści powinni się domagać parytetów orientacji seksualnej. Trzeba zawyżać horyzonty. (...) Tak więc, skoro odsetek osób homoseksualnych w społeczeństwie wynosi jakieś 5%, to ? dla wzmocnienia wykluczanej grupy - powinniśmy domagać się 10% parytetu. Oczywiście, tylko dla gejów i lesbijek comingoutowych

Za przeproszeniem ale to głupawe jest moim zdaniem. Albo pani profesor dawno już w mediach nie błyszczała i chciała się popisać albo ktoś jej rozumy podmienił. Seksualność to nie jest przedmiot parytetów, może i prywatne jest polityczne, ale w kwestii wyborów politycznych to o ile mogę się zgodzić na zabawę w "genderowe", choć tak naprawdę nic z gender nie mające wspólnego zabawy w parytety to już na coś takiego nie ma mowy. Środa może i jest fantastyczną publicystką, ale tym razem mnie wnerwiła... tego się nawet nie da komentować.

Po występie i inne

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 15 grudnia 2009

Zacznijmy od tego, że występ w UFIE jako Maryja Konopnicka mi się nie spodobał. I tu nie chodzi wcale o rolę, tekst, publikę czy strój. Po prostu przypomniałem sobie - za późno - że jedyną rolę, którą lubię grać to ja sam. Od dziecka kretyńsko się czułem wcielając się w krasnoludki, recytatorów poezji, czy inne stworzenia. Ale dość o tym (zwłaszcza, że niestety jeszcze żadnego zdjęcia nie widziałem),

Świetny wywiad w WO! Soczysta i krwista rozmowa z dr Antu Sorainen, która (lesbijka i feministka) mówi coś takiego:

Czy działa pani w fińskim stowarzyszeniu gejów i lesbijek SETA?

Nie. Nasze sposoby myślenia są kompletnie różne. Oni uważają, że teoria queer to pusta gadanina, która nie ma zastosowania w codziennym życiu. Próbują wszelkimi sposobami zasymilować się ze światem heteronormatywnym. Uważają, że dopiero wtedy będą szczęśliwi, gdy upodobnią się do mainstreamu. Między nami a nimi jest taki sam rozdźwięk jak właśnie pomiędzy feministkami a tymi kobietami ze wsi. Na przykład kwestia związków partnerskich osób homoseksualnych. SETA przykłada dużą wagę do ich legalizacji, bo w ich oczach takie quasi-małżeństwo zrównuje homoseksualistów z heterykami.

To nie jest ważne? W Polsce homoseksualiści walczą o legalizację związków homoseksualnych. Wy macie ją od lat.

Mnie to się nie podoba, bo to ślepe naśladowanie wzorców heteroseksualnych. A tym samym uznanie ich, a nie innych za normę. Nie jestem zwolenniczką tych legalizacji, ponieważ jestem przeciwko legalizowaniu jakichkolwiek związków. Zarówno homoseksualnych, jak i heteroseksualnych. Małżeństwo to głupi patriarchalny układ polegający na tym, że jedna osoba staje się własnością drugiej i w którym ludzie mają być ze sobą na zawsze, po to by płodzić lub wychowywać dzieci.


To jest cholernie trudne do pogodzenia. Z jednej strony zgadzam się - organizacje za często dążą do pokazania - "tacy jak wszyscy", zbyt często chcą się asymilować, ale nie uważam, by związki partnerskie były elementem polityki asymilacji, czy jak to ładniej się nazywa - tożsamościowej. Oczywiście małżeństwa tak i jeśli byłoby referendum w sprawie małżeńst homo w Polsce bardzo długo bym się nad odpowiedzią swoją zastanowił - jednakże z racji nieistnienia w Polsce innej formy instytucjonalizacji związku uważam, że akurat tworzenia nowych struktur - taki jak związki partnerski - nie można uznać za asymilacyjną strategię. Inna sprawa, że jest to strategia podporządkowania się, ale nie ma innej możliwości uzyskania równego statutu jak wytworzenie struktury zależnej w jakimś stopniu od porządku legislacyjnego. To ciężka debata, mam wrażenie, że w Polsce bardzo nieobecna, ale jak każda propozycja warta przedyskutowania - po co nam instytucjonalizacja związków? Dlaczego ulegamy kulturowemu przymusowi i rozróżnieniu na "legalne" i "nielegalne"? Idąc dalej - skąd się bierze myślenie o związku jako monogamicznym partnerstwie dwóch osób? Mam wrażenie, że na taką jazdę intelektualną i jazgot nawet wśród polskich teoretyków i teoretyczek nie przyszedł czas.

Bardzo ciekawą rzecz dzięki K. dzisiaj przeczytałem, a mianowicie dopisek redakcji Polgeja do przedrukowanej recenzji HomoWarszawy z "Nie":

*OD REDAKCJI: O tej książce wiemy tyle, ile powyżej streściła Zielińska. Chociaż ukazała się podobno we wrześniu, przez trzy miesiące żaden z jej współwydawców ani - na własną rękę - żaden z licznych współautorów nie wpadł na pomysł koleżeńskiego przysłania nam egzemplarza. Nie może ich tłumaczyć (skądinąd jak najsłuszniejsza) obawa, że nasz portal jest "programowo nastawiony na krytykę i szyderstwo" - bo "NIE" też jest, a książkę dostało, podejrzewamy, oficjalnym kanałem recenzenckim. Cóż, mając bogate własne wspomnienia z pedalskiej Warszawy sprzed lat dwudziestu-trzydziestu, nie czujemy się ubożsi o zawarte w książce (jak wynika z omówienia Zielińskiej) oczywiste oczywistości, a "HomoWarszawę" wirtualnie wkładamy na wygiętą pod ciężarem niezliczonych tomów półkę z podpisem "KSIĄŻKI NIENADESŁANE".

Cóz, redakcja "Nie" książki - ode mnie też niedostała - a takie żałosne dopraszanie się o egzemplarz recenzencki zamiast napisanie z prośbą na maila. I tak niepotrzebnie linkuję ten portal - znowu im oglądalność wzrośnie ;)

Historia z burmistrzynią Houston znalazła się na dwójce w "Wyborczej", co mnie bardzo zaskoczyło. Faktycznie, wybór na burmistrzynię w ponad 2 milionowym mieście czyni z tego wydarzenia kolejny kroczek dla społeczności LGBT w Stanach, która w 2009 roku niestety nie miała za wiele szczęścia.

Czasem to okropne uczucie, ale sprawdzanie kto umarł 70 lat temu może być dla wydawcy fascynującą przygodą. I tak z końcem tego roku wygasną autorskie prawa majątkowo do dzieł Oskara Miłosza oraz Witkacego. Trochę ten "okres ochronny" jest przesadnie wydłużony, zwłaszcza, że na niektóre książki poczekamy jeszcze bardzo długo (np. Radclyffe Hall - 4 lata).

Zapraszamy też wspólnie na Sylwestra - w UFIE:

tylko u nas:
- gwiazdy z Pudełka
- preselekcja, potrójna selekcja, postselekcja
- brokat, blichtr, blef, brylowanie i przegięte pozy
- intelektualna uczta na gorąco
- subtelny zapach świeżej śmietanki towarzyskiej

Dress code: gwiazdorsko-vipowski, szczególnie mile widziane stroje a la piesek Paris Hilton
+ kontrola doktoratów na wejściu, bo trzeba trzymać poziom!


Więcej szczegółów tutaj.

Jak widać dzień Sylwestra się nieubłaganie zbliża, więc chyba czas zacząć roczne podsumowania. Będą cztery w tym roku - prywatne, krajowe, zagraniczne i książkowe. Będzie bez trzymanki ;)

Abiekt w nowej roli

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano sobota, 12 grudnia 2009

Dzisiaj po raz pierwszy Abiekt zobaczył się w elemencie stroju, w którym nigdy nie miał przyjemności się widzieć. Nie jest źle, jedynie brak bioder przeszkadza :) Efekty Abiektowych przebieranek dzisiaj ok godziny 20.00 w UFIE. Serdecznie zapraszam ;)

Najgorsze, że ogolić się muszę na ryju a tego nienawidzę. Tak, stresuję się ale na szczęście to nie potrwa za długo.

Czytam ostatnio o uregulowaniach prawnych dotyczących związków osób tej samej płci, ale jak widać nie ma sensu pisania książek o nich bo wiedza ta dezaktualizuje się super-szybko. Teraz w Szwecji zrównano nas z heterykami pod względem dostępu do małżeństw, Austria w końcu zdecydowała się na normalne uregulowanie związków partnerskich (wcześniej to tam różne formy były ale nie tak pełne). Za jakiś czas będzie jak z aborcją - będziemy mieli wraz z Maltą najgorsze ustawodawstwo i będziemy znowu się szczycić niesieniem kaganki oświaty zgniłemu zachodowi.

Z ciekawostek - w Kalifornii John A. Pérez został - jako pierwszy jawny gej - wybrany do California Assembly. Szczegóły na wiki.

Wczoraj urodziny BWO (Bardzo Ważna Organizacja). Helsińskiej należy się sto lat, ale już wiadomo, że legendarna Szkoła Praw Człowieka zostanie zamknięta. To przykra informacja, bo Abiekt nosił się z myślą jej skończenia. Ponoć nie ma już zapotrzebowania, a na wydziałach prawa już uczą o prawach człowieka całkiem sporo. Nie wiem czy to prawda, ale jak poszedłem do jednej z zacniejszych księgarń prawniczych i poprosiłem o wskazanie półki z książkami nt prawa antydyskryminacyjnego i praw człowieka to było ledwie kilka książek.

Przed Abiektem duże wydarzenie - 22 grudnia ważna rozmowa, jak się uda to nowy rok będzie na sto procent ciekawszy od tego :) BTW - w najnowszym "Przekroju" (jeszcze nie wyszedł) Fun Home znajdzie się bardzo wysoko na liście komiksów roku. Czas robić dodruk.

A póki co to idę się odstresować przed wieczorem :)

ps. startowałem w konkursie Onetu w latach ubiegłych. W tamtym roku byłem 11 w kategorii specjalistyczne czy jakoś tak. Nie wiem czy chce mi się znowu :) No i w jakiej kategorii? Bo przecież nie "mój blogasek"...

Ekspertyza

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano piątek, 11 grudnia 2009

Jakiś czas temu z Y. braliśmy udział w badaniu/rozmowie na temat "Aktywności polskich organizacji pozarządowych na szczeblu europejskim". Właśnie wyszła ekspertyza na ten temat (tutaj do ściągnięcia, jakoś pomylili tylko osoby uczestniczące w badaniu). Duże brawa należą się KPH za faktycznie udaną, przynajmniej wizerunkowo działalność międzynarodową, która w polskich NGOsach nie jest największym priorytetem.

Ekspertyza warta lektury:

Polskie organizacje są nie tylko poszkodowane strukturalnie (brakuje im stałych i zróżnicowanych źródeł finansowania, przez co zwykle nie stać ich na włączanie się w debatę europejską), ale też nie mają jeszcze wyrobionej sieci kontaktów w Brukseli, ani umiejętności orientowania się w zawiłościach unijnego procesu decyzyjnego. Dlatego, nawet decydując się na aktywność na poziomie europejskim, muszą się jeszcze wiele nauczyć, zanim ich działania będą mogły być skuteczne.

Z mojego doświadczenia, małego ale myślę, że reprezentatywnego wynika, że współpraca na poziomie NGO z Polski i zagraniczne niestety polega na uśmiechaniu się, wymianie kurtuazyjnych maili, przyznaniu wspólnie nagrody i na tym koniec. Zwłaszcza od kiedy nie ma Giertycha to współpraca między organizacjami przygasła, a wszystko kończy się na wymianie opinii w ramach konferencji, których przecież głównym celem jest miłe spędzenie czasu i przeważnie nie mają one przełożenia na dalsze działanie.

W ramach jednego z pomysłów rozesłałem maile do większości organizacji LGBT w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej - odpowiedzi były rzadkością, a co ciekawe najczęściej i najszybciej odpowiadały orgi związane z działaniami parareligijnymi (MCC, Dignity). Prawdą jest jednak to, że gdy chodzi o pieniądze to musimy sami je zdobywać u siebie, niestety nie ma też ogólnoeuropejskiego think tanku LGBT, który by skupiał orgi i faktycznie działał nie tylko lobbingowo w Brukseli (od tego trochę jest ILGA), ale i zajmował się wzajemną pomocą wewnętrzną. Oczywiście problemem jest też brak profesjonalizacji NGOsów - dopóki orgi nie będą miały stałej (i nie ukrywajmy - opłacanej) kadry to nigdy nie przejdą etapu raczkowania.

W Ekspertyzie też ciekawe fragmenty dotyczące nadchodzącej Prezydencji Polski - większośc orgów (wyrażałem podobne zdanie) po prostu nie ma pojęcia o niej i to nie z ich winy, a z winy samej administracji, która dalej nie ma konkretnego planu działania. Oczywiście po ogłoszonych już priorytetach widać, że orgi LGBT nie będą miały za wiele do roboty w związku z Prezydencją, no chyba, że priorytet wschodni jakoś się rozwinie i uda się wspierać Litwę czy Białoruś. Ale raczej nie trzeba zaczynać się uczyć rosyjskiego - obawiam się, że kto jak kto, ale "nasze" orgi zostaną "sprytnie" wykluczone z udziału w prezydencyjnym torcie.

Czasem można żałować, że nie ma Giertycha :) Nota bene - czytałem dzisiaj o Ugandzie w GW, trochę na zachodnich blogach i tak sobie myślę, że jeśli chcemy jakoś zaprotestować to przestańmy jeździć do krajów, gdzie za homoseksualizm można trafić do pierdla. Protesty osobiste mają dla mnie największą wartość.

ps. cudne:

Odkrycia i inne

8

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 9 grudnia 2009

Pierwszy "ślub humanistyczny" pary gejów. Nie wiem po co ludzie to robią. Rozumiem, że są różne potrzeby i trza nad tym przechodzić do porządku dziennego, ale i tak nie jestem miłośnikiem korzystania z jakichś "form zastępczych".

Nie poszedłem na żadne z wydarzeń z okazji Festiwalu Tęczowych Rodzin. Ponoć niewiele straciłem, a bardzo ciekawe komentarze słyszę na temat przerwanego spotkania (relacja tutaj) w Krytyce Politycznej. Ponoć organizatorzy postanowili nie wzywać policji "bo to nic nie da". Co prawda w Wyborczej dzisiaj to trochę inaczej relacjonowano, ale "fama niesie".

Rzepa czasem potrafi opublikować sensowny artykuł. Przykład tutaj. Oj brakuje w Polsce sensownych głosów z innych wyznań niż dominujące. Trochę zapomniano, o czym przypomina Bem, że odrębne zdanie do wyroku zgłosiła prof. Ewa Łętowska:

Państwo nie ma wpływu na to, że jakiś Kościół ma dominującą pozycję ze względu na liczbę wyznawców. Ale z zasady równouprawnienia wyznań i bezstronności państwa wynika dla państwa zakaz wzmacniania tej dominującej pozycji. A przepis o włączaniu oceny z religii do średniej w naszych warunkach zakaz ten narusza

Dla mnie najbardziej skandaliczne jest nazywanie tego przedmiotu "religią". Religią nie jest jedynie religia rzymskokatolicka, a więc nazwa przedmiotu powinna oddawać rzeczywistość, albo program nauczania powinien zostać zmieniony. Abiekt pisze teraz pewien tekst właśnie o kościołach i związkach wyznaniowych i przeglądając materiały prasowe przeraża go brak miejsca w prasie dla przedstawicieli innych wyznań. Polacy jeszcze nie chcą, ale i - z braku wiedzy - nie mogą korzystać z "supermarketu religii" trawestując tytuł książki Gordona Mathews.

Tak jeszcze do weekendu wracając - nigdy więcej nie pojadę do Rasko, nie dość, że daleko to do tego tłumy lesbijek i młodych gejów (tak, dla mnie to antyreklama), to jeszcze usłyszeć można, że przy stoliku, na który jest rezerwacja stać nie można. Od dawna obserwuję mentalny upadek tego kiedyś przemiłego miejsca. Czas się na zwiady do Wilde'a wybrać :)

Na marginesie pracoholizmu - przebąkuje się coś o HomoWrocławiu. Całym sercem popieram, a mój kolejny projekt ksiązkowy robiony z P. przynosi odkrycia w rodzaju Krzysztof Junga:



trochę taki polski i bardziej artystowski Tom of Finland :)

ps. Ciekawa książka po cichu wyszła - Orientacja seksualna i tożsamość płciowa. Aspekty prawne i społeczne. Trochę drogo, ale pod choinkę będzie jak znalazł :)

Poniedziałek :)

11

Autor: Wojciech Szot | Tematy: prasa, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 7 grudnia 2009

W zatargach często (...) szachowano przeciwnika wystawieniem na terenach spornych - jako słupa granicznego - krucyfiksu, którego różnowierca, bez obawy narażenia się na zarzut świętokradztwa, nie mógł usunąć. Jedynie jezuici potrafili sobie z tym poradzić: kiedy w drugiej połowie XVII w. pewien szlachcic wystawił dwa krzyże na spornej z zakonem ziemi, ks. Marcjan Bujalski kazał je obalić. Na czynione zaś mu zarzuty odpowiedział, że gdyby był trzeci krzyż, dałby mu spokój; na trzecim bowiem wisiał Jezus, a na dwóch pozostałych łotrowie. Tak więc nie były to krucyfiksy, ale "proste drzewiska".

(Janusz Tazbir, Państwo bez stosów, Warszawa 2009.)

I to chyba powinno wystarczyć za komentarz dotyczący sporu o krucyfiksy ;)

Ciekawostka z Olsztyna, znowu się okazuje, że kwestia "smaku" jest polityczna. Ciekawy - niestety - jest komentarz Michała Górskiego z olsztyńskiego KPH-u: Gdyby Jerzy Szmit był skutecznym politykiem, zablokowałby organizację festiwalu, zamiast oburzać się z tygodniowym opóźnieniem. Na szczęście nie jest. Okazuje się, że nawet w myśleniu gejowskich działaczy skuteczny polityk to polityk homofobiczny. Przykre.

Z dziwnych wypowiedzi jeszcze jedna - Roberta Łukasika dla "Repliki": Myślę, że w Polsce długo jeszcze będziemy mieć problem z publicznym c.o. osób HIV plus. Pracujemy obecnie nad publikacją na temat znanych osób żyjących z HIV i nie znalazło się tam żadne polskie nazwisko. Znam osobiście 3 takie osoby. Nie rozumiem - szef organizacji zajmującej się tematem HIV zna trzy osoby pozytywne, czy 3 osoby, który ujawniły swój pozytywny status? Tak czy siak to trochę chyba mało. Abiekt przez zwyczajne przypadki poznał już kilkanaście takich osób i niekiedy jak wchodzi do dakroomu to tak sobie myśli - 20 czy 50 procent pozytywnych? Jak tak dalej będziemy mitologizować HIV i tworzyć wokół niego atmosferę sensacji i ciekawostki, tak nigdy nie nauczymy się, że pozytywni są wszędzie. Tak po prostu bez bicia w dzwony.

W poniedziałek na koncert AMJ - jako osoba wyjątkowo nie cierpiąca koncertów mam nadzieję, że będzie pozytywnie ... tfu - miło.

ps. rozwaliło mnie to ogłoszenie:



AL, UB, SB, ZOMO... co ludzie nie wymyślą, żeby przyciągnąć uwagę :)

O filmach i książkach

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta, Abiekta przypadki, Kulturalnie | Opublikowano sobota, 5 grudnia 2009

Dzisiaj trochę kulturalnych refleksji. W końcu się odważyłem i poszedłem na Rewers. Zaskakująco dobry film, zwłaszcza jak na propozycje polskie. Owszem kilka scen absolutnie kiczowatych i bez sensu - na przykład całe zakończenie - ale całość podana w taki sposób, że nawet największe nielogiczności i niemożliwości stają się w jakiś zaskakujący sposób wiarygodne. Doskonała Anna Polony, Janda jak Janda, Buzek też ciekawie gra, choć to taka szkoła, której ja u aktorek nie lubię. Wątek gejowski na zakończeniu absolutnie bez sensu i raczej ukłon w stronę młodszej i bardziej wielkomiejskiej widowni.

Pamiętając Wesele Wojtka Smarzowskiego bez oporów wybrałem się też na Dom zły. Film dobrze zrobiony, przerażający ale efekt został uzyskany przez środki pochodzące jak dla mnie z horrorów, a to mi już się nie za bardzo podobało. Ciekawym zabiegiem jest postawienie przed widzem kilku pytań w rodzaju "Czy zabił?", ale spodziewałem się trochę dogłębniejszej analizy filmu.

Przeczytano: Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk - chyba najsłabsza książka w ej dorobku. Są owszem piękne fragmenty, dalej język Tokarczuk potrafi zachwycić, ale całość nudna i raczej wyszło z tego popularne czytadło z masą truizmów o ekologii i szacunku do zwierząt. Jest półstronnicowy wątek lesbijski.

Przeczytano też wywiad-rzeka z Barbarą Skargą "Innego końca świata nie będzie". W końcu coś mnie przykuło do krzesła. Niesamowity stosunek do rzeczywistości Skargi, do tego wartko poprowadzony i - co jest najczęstszą wadą takich książek - nieprzeintelektualizowanie całości sprawiają, że chce sie czytać jeszcze raz i podkreślać fragmenty, czego nie robię od kilku lat.

A jak ktoś lubi interesującą literaturę antropologiczną to polecam Odmieńców Andrzeja Perzanowskiego. Wywiady pogłębione nt. tzw. wioskowych dziwaków. Pouczające a i całkiem zabawne.

Na półeczce też wybór reportaży wg Szczygła (trochę rozczarowuje), nowa książka Kochanowskiego (będzie recenzja dłuższa i poważniejsza), Fukuyama (kiedyś trzeba było), do tego kupiłem wznowienie Tazbira. Okazuje się, że powinienem mieć zasądzony zakaz wstępu do księgarni i powinni mi wyłączyć strony internetowe.

Aha - dzisiaj obchodzę kolejną rocznicę wyjścia z macicy. Jak ja niecierpię "świętowania". Dlatego w ramach obchodów mam zamiar trochę popracować :)

Radziszewska musi odejść

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 3 grudnia 2009

Na godzinę 12.00 zwołano konferencje prasową pod Kancelarią premiera. A tematem konferencji będzie list, który poniżej:


A wczoraj Radziszewska powiedziała kolejną rzecz, która wskazuje, że nie ma najmniejszych kompetencji i wiedzy do kierowania urzędem:

Zgoda na małżeństwa homoseksualne?

- Nie. Zgodnie z polską konstytucją małżeństwem jest związek kobiety i mężczyzny. Zresztą tu nie ma żadnej dyskryminacji. Te pary mają takie same prawa jak konkubinaty, czyli nieformalne związki mężczyzny i kobiety.


ech... zobaczymy co da ten list, ale niewiele się spodziewam. Za to bardzo się cieszę, że udało się zmobilizować i zebrać podpisy od dwunastu orgów. Abiekt się pochwali, że w dużej mierze autorstwo listu jest jego :)

nota bene - bardzo dużo newsów w prasie o "nas". Zbieram to i jakoś syntetycznie pokomentuję może wieczorkiem. Zwłaszcza ten gej mordujący rodziców jest interesujący. Pewnie i tak nikt nie odpowie na pytanie - czemu ludzie mordują, ale można się spodziewać ciekawych reportaży :)

UPDATE: Yga na mroźnej konferencji:

Pierwszy etap za nami!!!

4

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 2 grudnia 2009

Ostatniego dnia listopada do późnych godzin wieczornych trwała ostatnia narada przed złożeniem pozwu przeciwko dziennikarzom i redaktorowi naczelnemu "Rzeczpospolitej". (...) Dziękujemy Wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że nasze przeciwstawienie się zniesławianiu osób homoseksualnych zakończyło się siedemnastoma stronami pozwu i kilkunastoma obszernymi załącznikami.

Więcej TUTAJ

Niesamowicie jestem zadowolony z faktu, że na jakiś czas będzie można odpocząć od NS2. Niestety występowanie do sądu w obronie własnych praw to cholernie skomplikowana rzecz. Wiele się nauczyłem - cytować kodeks cywilny z pamięci, przewertowałem się przez wszystkie "Psychopatologie" jakie wydano w Polsce, rozwikłałem zagadki klasyfikacji medycznych, ba - nauczyłem się do Uschi mówić "powódka".

Dzisiaj około godziny 15:00 pozew wylądował w sądzie. Co się będzie dalej działo, zobaczymy. Póki co mamy chwilę na oddech i przygotowanie się do kolejnych kroków. Ciekawe, czy jak się to skończy, to już będę miał siwe włosy czy nie...

Osobiście chcę bardzo podziękować Michałowi i Uschi za zaufanie do Abiekta i jego niewyparzonego języka (wybacz Uschi, ja nie potrafię inaczej), prawnikom i prawniczkom, którzy nam pomagali, zwłaszcza piszącym pozew Karolinie i Jackowi. Przemkowi za korepetycje z prawa udzielane przez telefon, no i na koniec wszystkim, którym żaliłem się, że to tyyyle trwa a ja mam doooość. Oczywiście kłamałem - nie mam dość.

ps. oficjalne komunikaty jak tylko mi skonfigurują pocztę na abiekt.pl :)