To już nie moja sprawa
48
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Kochani Czytelnicy, kochane Czytelniczki. Od jakiegoś czasu, a zwłaszcza od momentu rozpoczęcia krytyki Fundacji Równości i działań związanych z EuroPride 2010 miałem na celu zrobienie czegoś dla tej imprezy. Przy sławetnej krytyce "ankietki" kilka razy o tym wspomniałem. Nie byłem w tym sam, więc zawiązaliśmy koalicję osób chętnych do działania, które formalnie wystąpiły pod egidą Stowarzyszenia Otwarte Forum i Abiekt.pl. Postanowiliśmy zaproponować Fundacji i Radzie Fundacji, że zajmiemy się niektórymi rzeczami. Projekt nasz był bardzo konkretny - przedstawiliśmy plan ramowy, a do 30 września mieliśmy zobowiązać się przedstawić już dokładny program wydarzeń (na 10 miesięcy przed imprezą - program dzienny, z rozkładem wydarzeń, osób odpowiedzialnych, budżetem i tak dalej). W umowie z Fundacją Równości chcieliśmy zawrzeć też dwa ważne punkty:
1. niekorzystanie z zasobów ludzkich i finansowych Fundacji - czyli sami wszystko robimy i nic od was nie chcemy poza logiem EuroPride 2010 i informacjami w oficjalnych materiałach.
2. zakaz konkurencyjności - zakaz robienia tych samych rzeczy oraz krytykowania poczynań drugiej strony (sam sobie chciałem w pewnym zakresie usta zamknąć co mi się nigdy nie zdarzyło).
Przedstawiliśmy te projekty Radzie Fundacji, która przedłożyła je Zarządowi. Następnie spotkaliśmy się z dwoma członkami Zarządu i... dowiedzieliśmy się, że prawa do organizacji EuroPride 2010 nie ma Fundacja, a prywatne firma, założona przez... członków Fundacji. Sytuacja ta delikatnie mówiąc nas wzburzyła, gdyż od początku w umowach i wszystkich rozmowach podkreślaliśmy, że chcemy zobaczyć umowę na mocy której Fundacja wchodzi w posiadanie tytułu do EuroPride 2010.
Mimo to umówiliśmy się z Fundacją na rozmowy na temat umowy w weekend. Mimo naszego ponaglania nikt z Fundacji się nie odezwał, choć czas goni, bo żeby zaklepać artystów/artystki musielibyśmy już móc używać nazwy EuroPride 2010. Stąd też dalsze myślenie o naszej współpracy nie ma najmniejszego sensu. Fundacja nie dość, że nie potrafi wyjaśnić w sensowny sposób czemu ukrywa fakt nieposiadania praw do EuroPride to jeszcze traktuje zainteresowanych współpracą w sposób daleko odbiegający od jakichkolwiek standardów. Niestety, ale w przypadku organizacji pozarządowych oczekuje się od nich sprawnego działania, zwłaszcza, że FR wielokrotnie podkreślała, że potrzebuje rąk do pracy. Wielokrotnie też wspominała o tym, że chętnie będzie współpracować z innymi podmiotami.
Teraz okazało się, że wszystkie te zapewnienia były zwyczajnym blefem (stąd też już wiemy, czemu Fundacja tak unikała udostępnienia tych dokumentów - ich po prostu nie ma, stąd też zapewne brak dalszych rozmów). Firma założona przez członków Zarządu Fundacji kupuje prawa do EuroPride 2010, następnie oddaje je Fundacji (a więc - personalnie - sobie) na nieznanych nam zasadach, ponoć w dobrej wierze, ale przy założeniu, że ludzie są źli, co z tego można wywnioskować? Aż strach pisać... Nawet jeśli w tym wszystkim były dobre zamiary to sposób przeprowadzenia całej akcji jest skandaliczny, a dalsza współpraca z osobami które w ten sposób się zachowują zwyczajnie nieetyczna. Podobnie nieetyczne jest zachowanie się członków Rady Fundacji, którzy wiedząc o takim działaniu nadal swoim autorytetem wspierają działania Fundacji i widząc, że w umowie wpisujemy "wgląd do umowy między EPOA a Fundacją Równości" nawet okiem nie mrugnęli.
Tak naprawdę Fundacja, która tworzyła przez lata Paradę Równości na zasadzie łapanki i całkowitego braku przekazywania know-how powinna bardzo przychylnie traktować podmioty chcący ją po prostu wyręczyć w niektórych zadaniach. Ale o czym tu gadać, wystarczy zobaczyć jaka jest rotacja wokół tej fundacji - co roku pracują nad imprezą nowe osoby, a ci co nabyli już jakieś doświadczenie odchodzą (vide Festiwal Fikmowy co roku robiony przez kogoś innego, a w końcu zawieszony). Ciekawe pewnie czemu?
Chce na koniec zapewnić, że niektóre z zaplanowanych działań zostaną zorganizowane, w innym czasie, przy innych okazjach i przy wsparciu innych osób, ale w tej sytuacji uważam, że bezsensowne byłoby wspierania w jakikolwiek sposób działań tej organizacji. I nie przekonuje mnie argument o "ważności sprawy" i o tym, że "nieobecni racji nie mają" - nic nikomu udowadniać obecnością czy nieobecnością na EuroPride nie zamierzałem/zamierzaliśmy. A sprawa o ile jest ważna, jest w tej chwili interesem grupy osób, które bardziej niż ideałami kierują się prywatnymi interesami i rozgrywkami. Może i to ostro brzmi, ale inaczej nie potrafię wyjaśnić tak porąbanej sytuacji w jakiej się znalazłem.
Wiecie co cholera jasna czuję? Maksymalny wkurw. Na Radę, która udawała, że nic nie wie, na Zarząd który miał nas za debili, na to, że niczego w tym kraju się nie da zrobić, by nie natknąć się na idiotyzm stosowany. Pierwszy raz w życiu tak się przejechałem na "pedalskich" organizacjach i na działaczach/działaczkach. Niestety moja zasada "minimum zaufania" do wszystkich i wszystkiego tym razem nie zadziałała, bo na serio coś chciałem/chcieliśmy zrobić.
Ja to sobie poradzę, tzn. mnie to zwisa i powiewa co się dalej będzie działo. Mam swoje działki. Ale ile jeszcze będzie takich osób, które nagle natkną się na debilizm na krótkich nogach? Ilu już wystraszono? Cóż, okazuje się, że ideały idą w kąt gdy wchodzą w to duże pieniądze. Abiekt jest nadal idealistą (Bee mówi "działaczka długodystansowa" co mnie rozczula), ba - jak się uda to zrobi swoje i pokaże na co go stać, ale ja mam wyjątkowo grubą skórę i mnie nie odstrasza Bączkowski z ferajną. Tylko się martwię, że po lekturze tego tekstu odstraszy niejednego i niejedną z was, a nie to było celem tego tekstu. Cel jest jeden - zacznijcie w końcu ujawniać informacje. Nie jest aż tak bardzo źle, że EuroPride organizuje prywatna firma, tak się na zachodzie dzieje od lat, ale tam o tym wszyscy wiedzą i nikt nikomu oczu nie mydli, że chodzi tylko o ideę. Mnie można namydlić, ale od oczu wara. Te mam za bardzo wrażliwe.
ps. jakoś mi się z tym wszystkim Ważyka wiersz kojarzy... w socjalizmie. skaleczony palec nie boli. Skaleczyli sobie palec. Poczuli. Zwątpili Ale to chyba za bardzo patetyczne, więc na rozluźnienie polecam nowy tekst na reanimującej się po wakacjach InnejHistorii.
1. niekorzystanie z zasobów ludzkich i finansowych Fundacji - czyli sami wszystko robimy i nic od was nie chcemy poza logiem EuroPride 2010 i informacjami w oficjalnych materiałach.
2. zakaz konkurencyjności - zakaz robienia tych samych rzeczy oraz krytykowania poczynań drugiej strony (sam sobie chciałem w pewnym zakresie usta zamknąć co mi się nigdy nie zdarzyło).
Przedstawiliśmy te projekty Radzie Fundacji, która przedłożyła je Zarządowi. Następnie spotkaliśmy się z dwoma członkami Zarządu i... dowiedzieliśmy się, że prawa do organizacji EuroPride 2010 nie ma Fundacja, a prywatne firma, założona przez... członków Fundacji. Sytuacja ta delikatnie mówiąc nas wzburzyła, gdyż od początku w umowach i wszystkich rozmowach podkreślaliśmy, że chcemy zobaczyć umowę na mocy której Fundacja wchodzi w posiadanie tytułu do EuroPride 2010.
Mimo to umówiliśmy się z Fundacją na rozmowy na temat umowy w weekend. Mimo naszego ponaglania nikt z Fundacji się nie odezwał, choć czas goni, bo żeby zaklepać artystów/artystki musielibyśmy już móc używać nazwy EuroPride 2010. Stąd też dalsze myślenie o naszej współpracy nie ma najmniejszego sensu. Fundacja nie dość, że nie potrafi wyjaśnić w sensowny sposób czemu ukrywa fakt nieposiadania praw do EuroPride to jeszcze traktuje zainteresowanych współpracą w sposób daleko odbiegający od jakichkolwiek standardów. Niestety, ale w przypadku organizacji pozarządowych oczekuje się od nich sprawnego działania, zwłaszcza, że FR wielokrotnie podkreślała, że potrzebuje rąk do pracy. Wielokrotnie też wspominała o tym, że chętnie będzie współpracować z innymi podmiotami.
Teraz okazało się, że wszystkie te zapewnienia były zwyczajnym blefem (stąd też już wiemy, czemu Fundacja tak unikała udostępnienia tych dokumentów - ich po prostu nie ma, stąd też zapewne brak dalszych rozmów). Firma założona przez członków Zarządu Fundacji kupuje prawa do EuroPride 2010, następnie oddaje je Fundacji (a więc - personalnie - sobie) na nieznanych nam zasadach, ponoć w dobrej wierze, ale przy założeniu, że ludzie są źli, co z tego można wywnioskować? Aż strach pisać... Nawet jeśli w tym wszystkim były dobre zamiary to sposób przeprowadzenia całej akcji jest skandaliczny, a dalsza współpraca z osobami które w ten sposób się zachowują zwyczajnie nieetyczna. Podobnie nieetyczne jest zachowanie się członków Rady Fundacji, którzy wiedząc o takim działaniu nadal swoim autorytetem wspierają działania Fundacji i widząc, że w umowie wpisujemy "wgląd do umowy między EPOA a Fundacją Równości" nawet okiem nie mrugnęli.
Tak naprawdę Fundacja, która tworzyła przez lata Paradę Równości na zasadzie łapanki i całkowitego braku przekazywania know-how powinna bardzo przychylnie traktować podmioty chcący ją po prostu wyręczyć w niektórych zadaniach. Ale o czym tu gadać, wystarczy zobaczyć jaka jest rotacja wokół tej fundacji - co roku pracują nad imprezą nowe osoby, a ci co nabyli już jakieś doświadczenie odchodzą (vide Festiwal Fikmowy co roku robiony przez kogoś innego, a w końcu zawieszony). Ciekawe pewnie czemu?
Chce na koniec zapewnić, że niektóre z zaplanowanych działań zostaną zorganizowane, w innym czasie, przy innych okazjach i przy wsparciu innych osób, ale w tej sytuacji uważam, że bezsensowne byłoby wspierania w jakikolwiek sposób działań tej organizacji. I nie przekonuje mnie argument o "ważności sprawy" i o tym, że "nieobecni racji nie mają" - nic nikomu udowadniać obecnością czy nieobecnością na EuroPride nie zamierzałem/zamierzaliśmy. A sprawa o ile jest ważna, jest w tej chwili interesem grupy osób, które bardziej niż ideałami kierują się prywatnymi interesami i rozgrywkami. Może i to ostro brzmi, ale inaczej nie potrafię wyjaśnić tak porąbanej sytuacji w jakiej się znalazłem.
Wiecie co cholera jasna czuję? Maksymalny wkurw. Na Radę, która udawała, że nic nie wie, na Zarząd który miał nas za debili, na to, że niczego w tym kraju się nie da zrobić, by nie natknąć się na idiotyzm stosowany. Pierwszy raz w życiu tak się przejechałem na "pedalskich" organizacjach i na działaczach/działaczkach. Niestety moja zasada "minimum zaufania" do wszystkich i wszystkiego tym razem nie zadziałała, bo na serio coś chciałem/chcieliśmy zrobić.
Ja to sobie poradzę, tzn. mnie to zwisa i powiewa co się dalej będzie działo. Mam swoje działki. Ale ile jeszcze będzie takich osób, które nagle natkną się na debilizm na krótkich nogach? Ilu już wystraszono? Cóż, okazuje się, że ideały idą w kąt gdy wchodzą w to duże pieniądze. Abiekt jest nadal idealistą (Bee mówi "działaczka długodystansowa" co mnie rozczula), ba - jak się uda to zrobi swoje i pokaże na co go stać, ale ja mam wyjątkowo grubą skórę i mnie nie odstrasza Bączkowski z ferajną. Tylko się martwię, że po lekturze tego tekstu odstraszy niejednego i niejedną z was, a nie to było celem tego tekstu. Cel jest jeden - zacznijcie w końcu ujawniać informacje. Nie jest aż tak bardzo źle, że EuroPride organizuje prywatna firma, tak się na zachodzie dzieje od lat, ale tam o tym wszyscy wiedzą i nikt nikomu oczu nie mydli, że chodzi tylko o ideę. Mnie można namydlić, ale od oczu wara. Te mam za bardzo wrażliwe.
ps. jakoś mi się z tym wszystkim Ważyka wiersz kojarzy... w socjalizmie. skaleczony palec nie boli. Skaleczyli sobie palec. Poczuli. Zwątpili Ale to chyba za bardzo patetyczne, więc na rozluźnienie polecam nowy tekst na reanimującej się po wakacjach InnejHistorii.
Ze świata
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 29 sierpnia 2009
A oto dwie rosyjskie bojowniczki:

W Urugwaju już są związki partnerskie, a teraz będzie też adopcja dla par jednopłciowych! W Urugwaju! To takie państewko między Brazylią a Argentyną, bardzo gay-friendly jak się okazuje.
Adopcję dowolnego dziecka (w znaczeniu, że nie chodzi o dziecko partnera/partnerki z wcześniejszego związku) dopuszczają obecnie: Belgia, Dania, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania, w Australii dwa stany (stolica i Zachodnia Australia) oraz kilkanaście stanów amerykańskich.
Ameryka Południowa zaczyna wprowadzać instytucje związków partnerskich od kilku lat, choć raczej na poziomie stanowym/lokalnym niż krajowym, dobrym przykładem jest wenezuelska Merida, malutki stan w którym mieszka 850 tysięcy osób. Ciekawe ilu gejów i ile lesbijek tam wyjechało przez te kilka lat od wprowadzenia związków...
Jak już po tej stronie oceanu, to w Maine trwają poszukiwania "prawdziwych" mieszkańców. Ciekawe czy znajdą, za 500 dolców za dzień? No i już chcę zobaczyć czym będą się różnili od tych mniej prawdziwych obywateli tego stanu, może np. warstwą tłuszczową? W końcu prawdziwy Amerykanin rodzi się z kubełkiem KFC w ręku...
Świetna historia u koleżanki a ja idę dyżurować bibliotecznie!
ps. a tak powstaje HomoWarszawa:

zdjęcie by B.M.
Lesbijki terrorystki
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: humor, wydarzenia | Opublikowano piątek, 28 sierpnia 2009
Nasza Sprawa 2 zaprasza!
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 27 sierpnia 2009
Będzie to też okazja do poznania Waszego punktu widzenia na Naszą Sprawę 2 - krytyków naszych działań również zapraszamy!
"Powiększenie" (Nowy Świat 27) na mapie:
Kolejny proteścik
12
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 26 sierpnia 2009
Jutro znowu pod Sejmem!
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 25 sierpnia 2009
Przeczytałem Margot Witkowskiego, recenzja na dniach. Niestety znowu będę zjeżdżał książkę, przez co aż mi przykro. To znaczy słowo "zjeżdżał" nie jest właściwe. Raczej ocenię ją krytycznie, bo i nie ma się czym zachwycać tym razem.
Ciekawe, że w Stanach nadal trwają przepychanki o zasadę Don't Ask Don't Tell. Tutaj trochę o tym. A miało być tak pięknie - Obama prezydentem i znosimy ten idiotyzm. A póki co nadal Obama nie podpisał ustawy...
Tego się "obawiałem" - aseksualni wychodzą z ukrycia i będą walczyć o swoje prawa. No oczywiście przesadzam, ale od dawna lansuję twierdzenie, że LGBTQ to za mało. A będzie niedługo widoczne. Znacie kogoś w Polsce kto by się identyfikował z A? Bo ja znam wielu gejów, którzy się z G nie identyfikują :)
U kolegi fajny tekst o jednym z moich ulubionych seriali, a ja zapraszam jutro pod Sejm:
W środę o godz. 17 spotkajmy się na kolejnej demonstracji pod Sejmem - przypomnijmy politykom i dziennikarzom, że konsekwentnie walczymy o nasze prawa.
Argumentów o potrzebie regulacji sytuacji prawnej naszych związków nie trzeba chyba nikomu przypominać - uprawnienia socjalne, dziedziczenie, informacja o nieprzytomnym w szpitalu, decyzje o leczeniu - sprawy ogromnej wagi życiowej, ale i zwykłe, proste ułatwienia w urzędach i życiu codziennym.
Jakkolwiek byśmy przed sobą nie udawali - potrzeba nam tego! A jeśli potrzeba, to zwalczmy marazm, odłóżmy lenistwo końca wakacji na bok i przyjdźmy w środę o godz. 17 pod Sejm. Nie udawajmy, że nas wcale nie ma - jak chcieliby tego homofobi, ale i politycy, którym nie zależy na prawach dla niewidocznych.
Żadni "oni" nie załatwią nam naszych spraw. Musimy o nie walczyć sami!
Do zobaczenia!
Do zobaczenia jutro pod Sejmem :)
ps. a na koniec jednak jeszcze jedna historia. Uderz w stół a nożyce się odezwą?
Popkulturowa niedziela
16
Autor: Wojciech Szot | Tematy: muzyka, Reklamy LGBT, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 23 sierpnia 2009
Póki co prosty pomysł z Maine sprzed ponad dwóch lat:
Pierwsza telewizyjna reklama już oczywiście krótsza, trochę za bardzo sztuczna, no i za dużo tych heteryków:
Nie wiem co ludzie widzą w Lady GaGa, co prawda zdolności wokalne to pani nawet posiada, stylizację ma ciekawą, ale żeby od razu piać na całym świecie z zachwytów nad sesją w Out Magazine... Maybe I'm not so queer? Choć to lepsze od tego co dzisiaj usłyszałem (link tutaj). To jest tak obrzydliwe, manierystyczne i denne w całości, że po raz kolejny się cieszę, że nie mamy z T. telewizora. Najbardziej mi się podoba fragment z 1:42, gdzie wokalista ma odruch wymiotny. Nie dziwię się - wyśpiewywanie takich tekstów może o nie przyprawić. Ale pocieszam się tym, że w grudniu będzie można w Wawie usłyszeć coś takiego:
Tak jeszczo po popkulturze pływając zastanawiam się kiedy do polskich ciot trafi sława tego pana:

Pan przegrał w finale ósmej (sic!) serii amerykańskiego Idola i cóż... jego o orientację nikt nie pytał :)
Na sam koniec filmik z nowojorskiej parady. A raczej z tego, co się działo przy trawnikach:
Ja też chcę takich chrześcijan!!! Dajcie nam kilku, będzie zabawnie :)
Sobotnio, w punktach :)
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 22 sierpnia 2009
2. Jakiś czas temu napisała do mnie Agata z Nowej Zelandii, pozwolę sobie przytoczyć fragmenty maila:
Parę dni temu dowiedziałam się, że w nowozelandzkim rządzie jeden [gej] jest i
to całkiem jawny. Nigdy nie było to dyskutowane ani nigdy nie był to temat do plotek czy sensacji. Nawet bym nie wiedziała, gdyby nie dyskusja na temat wydatków na podróże zagraniczne i czy politycy powinni brać swoich partnerów ze sobą. Jak sie okazało partnerem ministra edukacji jest osoba tej samej płci co minister.
Tutaj więcej o ministrze. My mieliśmy nawet homoseksualnego premiera, tylko też nikt nie chciał o tym gadać, z premierem na czele :)
3. Polecam serdecznie bloga Ewy. Może narodził się lesbijski Abiekt?
4. Teraz dwa filmy. Pierwszy - homofobiczny pastor i jego cudowne kazanie. Jeden fragment mi się szczególnie spodobał:
All examples of the queers in the Bible they are raping people. In Sodom & Gomorrah they wanted to rape the angels, right off the Ark Noah was raped by his queer son (...)
5. Reklama, a raczej kampania społeczna na zakończenie:
O normach.
13
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt rozmawia, prasa, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 20 sierpnia 2009
Zdecydowanie odcinamy się od piątkowego incydentu. Jeśli Wojciech Cejrowski oficjalnie nie przeprosi Kampanii Przeciw Homofobii to nie będziemy się upierać nad jego obecnością w przyszłym roku
Za to wydawnictwo Zysk się zbłaźniło ostatecznie, bo wydawanie książek tego pana, w których o gejach i lesbijkach nic nie ma to nic nagannego, ale taki taki komentarz?
Wykluczanie kogokolwiek ze względu na głoszone poglądy, rasę, płeć, kulturę czy zachowanie nigdy nie służyły dobrze idei tolerancji.
Tolerancja dla nietolerancji to bardzo dziwny pomysł, ale nazwa wydawnictwa wskazuje jakimi wartościami się kieruje ;)
2. Czytaliście już wywiad z Michaśką Witkowską co to pedałem nie jest a człowiekiem? Jakiś niesmak mnie wziął po całości, niby to śmieszne, ale tępe w dużej mierze. Ja rozumiem, że postmoderna, relatywizm erotyczny i tak dalej, ale jakiś brak klasy w tym człowieku jest. Wiem, że to też gra konwencjami ale już nudna i nie w stylu, który lubię.
3. Na koniec dyskusja nt artykułu "Radny z Bełchatowa: szanuję swego Kazia":
Jacek Kochanowski: Słuchaj, czy Ciebie to nie wkurwia, takie włażenie w prywatność?
abiekt: Profile osób publicznych niestety są monitorowane i powinniśmy do tego przywyknąć, to rodzaj wizytówki, więc uważam, że prasa ma prawo do monitorowania takich rzeczy choć bywa to irytujące
Jacek Kochanowski: Owszem, ale powinna reagować, jeśli by napisał, że "jeśli chcesz mi obciągać, przyjdź do urzędu rady gminy w godzinach...", to znaczy jeśli by wykorzystywał/łączył swoje stanowisko, a tak to jest po prostu mechanizm normatywnej kontroli, ze "porządni ludzie" nie piszą takich rzeczy na profilach, a juz szczegolnie, jak są publiczni.
abiekt: Ale w stosunku społeczeństwo-władza społeczeństwo ma prawo do normatywnej kontroli... choć jeśli normy społeczne są pojebane to oczywiście jest to niebezpieczne
Jacek Kochanowski: Ale jednostka ma prawo do oporu
abiekt: I tu mamy konflikt
Jacek Kochanowski: Rysunek w Rzepie też był mechanizmem kontroli obowiązkowego heteroseksualizmu.
abiekt: Tylko jak ktoś jest wybrany na urząd przez społeczenstwo to przed nim odpowiada, więc sam się poddaje normatywnej ocenie
Jacek Kochanowski: Odpowiada za sposób, w jaki pełni swoje obowiązki publiczne, ale nie musi się spowiadać z całego swojego życia, nie uznaję modelu amerykanskiego, z funkcji należy go rozliczać, a nie z tego, czy lubi swojego "kazia".
abiekt: Ale pytanie kiedy prywatne staje się publiczne? Przecież nam też się zarzuca że chcemy z seksualności rozumianej tępawo uczynić oręż walki politycznej... obusieczna zasadzka?
Jacek Kochanowski: Prywatne jest zawsze publiczne, podlega (jak widać) kontroli. My walczymy o to, żeby nasza seksualność nie była powodem odmawiania nam praw obywatelskich, otóż ten pan też zostal napiętnowany za to, że sie publicznie przyznał, ze uprawia seks
)
abiekt: Jacku, ja to wiem, problem jest jak na to patrzy druga strona i ich tryb myślenia.
Jacek Kochanowski: Ja uważam, że jest to podtrzymywana przez media hipokryzja i fobia antyseksualna: nie wolno publicznie przyznać się do uprawiania seksu
abiekt: Mnie najbardziej martwi to, że obecne mechanizmy kontrolne, normatywizujące produkują bezrefleksyjne społeczeństwo. Przecież ksiądz też jest heteroseksualny czy homoseksualny, ludzie nie chcą o tym wiedzieć.
Jacek Kochanowski: ...wszyscy mamy byc księżmi
abiekt: Albo matkami boskimi.
Jacek Kochanowski: Mnie chodzi głównie o to, że gdyby napisał gdzieś, że lubi pikantną kuchnię, to nie byłoby problemu.
abiekt: Tabu kochanie, my tego nie wyznajemy, się ruchamy i o tym gadamy.
Jacek Kochanowski: No i tak winno być, no to już, możesz się wywnętrzyć na Facebooku.
abiekt: Jaaaa?
Ot i korepetycje zakończone ;) Na koniec też coś o "normie" - "sportowa" debata o płci. Dla mnie bardzo ciekawa...
Niewolnik zrzuca okowy, czyli o mentalności niewolniczej
11
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Obcy w Internecie | Opublikowano wtorek, 18 sierpnia 2009
Całość na IS, zapraszam serdecznie.
ps. znowu Cejrowska się odezwała... pamiętam hasło - "homofobia to się leczy", czas chyba na otwarcie kliniki ;)
Jednak przewodnik...
22
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Może i to mało śmieszne, ale jak na transa to eh...
Organizatorzy EuroPride na swoje własne nieszczęście opublikowali "strategię działania", miłej lektury (nie chce mi się tego nawet oceniać):
Na koniec przykra informacja - HomoWarszawa nie będzie "spacerownikiem". Agora opatentowała słowo i trzeba było zmienić tytuł na "przewodnik". Dobrze, że przed drukiem :)
Tribute to Mad?
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano sobota, 15 sierpnia 2009
Dla mnie najważniejsza w Madonnie - przy całym braku szacunku dla jej umiejętności wokalnych - jest umiejętność kreowania własnej postaci. Zwłaszcza gdy wchodzi w tematykę erotyczną, ale nie w rodzaju cukierkowej panienki z Material Girl, a raczej dominy z Human Nature. Taka Madonna - perwersyjna, wykorzystująca pornograficzne motywy ma u mnie największe brawa. W ogóle to był najlepszy okres dla tej postaci. Do najbardziej perwersyjnych z pewnością należy Erotica, gdzie też mamy do czynienia z motywami erotycznymi - coś w rodzaju kolażu, z którego wychodzi obraz perwersji będącej zabawą, grą, bo przecież w seksie z rodzaju S/M najważniejsze jest właśnie odgrywanie ról i podległość roli. Niestety w popkulturze rzadko mamy do czynienia z udanym wykorzystaniem motywów hard-sexu - Britney Spears próbowała nie wyszło, inne blondyneczki też średnio w to wchodziły. U mężczyzn chyba prócz Mansona też nic interesującego nie było. A tej się udało, z resztą - jej się prawie wszystko udaje (oprócz śpiewania).
Jej najbardziej skandalizujące dokonania w rodzaju Sex Book Video, In Bed with Madonna, książka, a zwłaszcza zdjęcia do niej - Sex, są chyba najbardziej ikonicznymi jej dokonaniami. I to właśnie w nich Madonna jest też najbardziej homoerotyczna, bo lizanie się z Brytfanną to już było żałosne.
Tak więc na dzisiaj dwa filmiki, jeden pokazujący właśnie teatralność, performatywność i takie tam (chciałem napisać coś o stroju jako predykacie, ale się powstrzymałem :P )
Na drugim oczywiście Vogue, ale też w wersji, w której doszukiwanie się homiczych fragmentów to sama przyjemność:
ps. wszystkim idącym na koncert dobrej zabawy ;) Niestety jak pomyślę, że wokół mnie ma być wielotysięczny tłum to mi się słabo robi, stąd też dzisiaj siedzę prze kompem ogladając - uwaga - relacje z mistrzostw świata w lekkiej atletyce, a co - czymś zaskoczyć was muszę.
Przy porannej kawie
5
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano piątek, 14 sierpnia 2009
2. W Albanii "się dzieje" - ciekawy przykład na to, że nawet w społeczeństwie, gdzie propozycja małżeństw homiczych brzmi surrealistycznie, jest jakaś szansa na to, że równość stanie się faktem. Wystarczy trochę odwagi politycznej... Ciekawie o tym pisze Reuters.
3. Kolejna kampania społeczna:
Trochę już mnie nudzi ten styl reklam PSA, ale z drugiej strony tak sobie myślę, że jest dość tanie, a jednocześnie w Polsce mogłoby zrobić dość dużo. Ciągle myślę o tej kamerze, bo trzeba tu trochę pokazać Abiektową rzeczywistość.
4. Na Queerty ciekawy ranking: When Good Gay Icons Go Bad. A my w Polsce mamy jakieś w ogóle Gay Icons? Bo o ile mamy znanych gejów i znane lesbijki to do rangi ikony chyba nikt nie urósł. A może jednak? Ja bym stawiał na Szymanowskiego, ale to pewnie nierealistyczna propozycja :)
5. Przygotowano ranking szkół homofriendly w Stanach. Jak widzę takie działania to dochodzi do mnie, że jesteśmy lata świetlne wstecz.
Na pocieszenie słucham dzisiaj tego:
Komentarz do komentarzy plus wyrażenie chęci kupna kamery
15
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt walczy słowem, Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, TV, wydarzenia | Opublikowano czwartek, 13 sierpnia 2009
Do jednego wątku muszę się odnieść, bo uważam go za bardzo ważny, a jednocześnie jako chwyt często stosowany. Chodzi mi o "nic nie robienie". Komentarze takie mnie irytują - popatrzcie na plany Fundacji Równości. Są olbrzymie. Co z tego wyjdzie? Niestety nawet w Strategii Działań przedstawiono literaturę, z której wynika jedynie odpowiedź na pytanie "Co", ale już nie "Jak?". Stąd też perspektywy są kiepskie dla części z tych projektów (co przyznaje przecież Fundacja na spotkaniach z wolontariuszami). Dlatego ja nie mówię "nie" robieniu czegoś dla EuroPride, mówię "nie" robieniu tego z organizacją, której zasady funkcjonowania, dobór osób, a także formy komunikacji ze światem uważam za beznadziejne i kompromitujące. Sam sobie pogrzebię, popracuję i "coś tam coś tam" się odbędzie. Jasne, że mógłbym teraz sypać obietnicami: sprowadzenie wielkiej gwiazdy, nagi Potter na białym koniu otwierający przemarsz, gadżety w trzech językach i w ogóle, ale to nie ma sensu. Drodzy komentujący od "nic nie robienia" - większość projektów najpierw się gruntownie przygotowuje, a potem ogłasza, że będą. Zwłaszcza gdy trzeba na nie znaleźć kasę, co zawsze jest najtrudniejsze. Dlatego ja bym tak nie dzielił ludzi na tych co "coś robią" i co "nic nie robią", bo może się okazać, że jedni nie będą mieli za wiele do roboty, a ci drudzy będą szukać wolontariuszy.
Tu też oczywiście ujawnia się mechanizm podziału na "my" i "oni" - ci co pracują przy EuroPride mówią innym - jesteśmy lepsi, bo działamy. Tak - jesteście wspaniali, że chce wam się coś robić, ale obawiam się takiej sytuacji, że gdy tak podzielicie scenę "aktywności LGBT", to nawet gdy będzie potrzebna kolejna para rąk - one się nie znajdą. Szukając wolontariuszy nie można mówić - albo z nami, albo przeciw nam. To nie pomoże w efektywnym działaniu.
Ech... sam na tym blogu wielokrotnie stosuję podział "my" i "oni", ale raczej w kwestii mojego światopoglądu niż działania. My - cioty wyoutowane, pederastki-działaczki, aktywistki, reakcjonistki, paradówki. One - skrytki, szafki, szufladki spoza środowiska. Może to i często zgubny podział, ale jak to stereotyp - ułatwia funckjonowanie w rzeczywistości. Ale w obrębie osób z grupy pierwszej, zwłaszcza w perspektywie tego, że chcąc nie chcąc działać będziemy musieli wspólnie, a przynajmniej ocierać się w różnych miejscach, nie chcę żeby takie wyroki były tak łatwo ferowane, zwłaszcza, że gdyby mi na tej imprezie nie zależało to ani słowem bym o tej ankiecie nie wspomniał, może by jakiś "Fakt" na to wpadł szybciej. Zwracanie uwagi na błędy to też czasem pożyteczna działalność. Pomyślcie co by było gdyby ankietę wypełniło sto osób? Ale jak widać niestety i na szczęście aż tylu chętnych nie było.
Mam nadzieję, że EuroPride sam w sobie się uda, bo w to, że będzie sukcesem jestem pewien - jego sukcesem będzie sam fakt, że odbędzie się przemarsz. Niezależnie od tego ile wydarzy się dookoła, jakie będzie zaplecze polityczne, czy zostanie podjęta (przez polityków nie media) debata o prawie do związków rejestrowanych dla osób homo i heteroseksualnych, to już sam fakt Parady będzie jej sukcesem. A nie przesadzajmy - przemarsz nie wymaga aż tak wiele. Parady Równości robiło się do tej pory z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, to tutaj roczne wystarczy. A to, że dookoła będzie pustynia (choć mam nadzieję, że się mylę) to naprawdę - w momencie gdy do Warszawy zjedzie kilkadziesiąt tysięcy osób LGBT nie będzie miało wielkiego znaczenia.
Kończąc tę przydługa przemowę odniosę się jeszcze do komentarzy na temat "ikony ruchu". Po pierwsze - gdy odkryłem ankietę nie miałem pojęcia kto za nią stoi, choć trochę miałem przeczucie, które się potwierdziło. "Ikona ruchu" robi bardzo dużo i za to jej chwała, ale jak wie wiele osób, które z nią współpraowały - często sama podejmuje decyzje nie myśląc o tym, że na przykład działkę wolontariuszy miał przejąć ktoś inny. To niby małe błędy, może uda się wypracować lepszą komunikację, ale mnie zastanawia jedno - kto tym wszystkim kieruje? Bo ja nie wiem kto jest szefem tego projektu tak naprawdę. Wszystkie działania wyglądają, jakby nie miał kto ich koordynować. Ryba psuje się od głowy jak mawiają starsi. Brakuje nam takich ludzi jak na przykład Kate Clinton:
Ale żeby nie było tak poważnie, to polecam do oglądania wszystkich odcinków Gay Family Value, niesamowite:
wpadł mi do głowy głupi pomysł kupna kamery ;)
Falowanie i spadanie
4
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano środa, 12 sierpnia 2009

Grób jednej z pierwszych działaczek kobiecych, a do tego lesbijki. Sentymentalny bywam. Ba - uprzątnąłem nawet nagrobek. Co prawda po to, żeby zdjęcie lepiej wyszło, ale zawsze.
To taka impresja na dziś, bo nie chce mi się nic większego po akcji "ankietka".
ps. robimy wszystko by HomoWarszawa nie kosztowała za dużo. Niestety ale full wypas strasznie drogo wyceniła drukarnia. Będzie wypas, ale nie full. Niestety cena powyżej 50 zeta na polskim rynku nie służy wydawcy. Dzisiaj kolejny dzień z korektą. Nie mogę chwilami na to patrzyć... a chwilami gapię się w okładkę jak dzieciak co cukierka dostał. Falowanie i spadanie...
ps i update:

Parsknąłem śmiechem... ludzki mózg jest jednak zboczony ;)
Piętnujemy głupotę
43
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 11 sierpnia 2009
1. Ł. K., urodzony xxx tak pisze o sobie: nigdy wczesniej nie bralem udzialu zadnych z parad ani przy ich organizowaniu. nie wiem czy zajmuja sie ludzie, ktorzy pracuja dla "grupy roboczej". nie mieszkam w polsce i nie mam mozliwosci, zeby przyjechac do kraju z dnia na dzien. w listopadzie bede w polsce i wczesniej- jezeli zajdzie taka potrzeba. posiadam telefon komorkowy z angielskim numerem;p i internet wiec moge miez z wami kontakt i cos dzialac poprzez neta., jego mail to: xxx, a numer telefonu: xxx
2. Przykład polski: A. O., urodzony xxx chciałby zajmować się "wlasciwie wszystkim tylko nie ksiegowoscia.", jego mail: xxx, a numer telefonu: xxx.
Powyższe dane zostaną usunięte z bloga w momencie gdy ktoś w Fundacji pomyśli i usunie ankietę z netu. Póki co jest to mój protest przeciwko temu idiotycznemu pomysłowi, na który - mimo moich głośnych protestów - nikt nie zareagował.
Jak widać przygotowania do EuroPride w pełni - brak profesjonalnego podejścia wychodzi już w sierpniu. Przy Paradch wychodził na miesiąc przed imprezą...
ps. wybaczcie, że znowu kogoś tutaj kopię słowami, ale jestem bardzo czuły na problem danych osobowych - w obecnych czasach trudno jest nad nimi zapanować, więc przynajmniej w tak delikatnej sprawie jak poszukiwanie wolontariuszy do EP warto chwilę pomyśleć zanim się coś z nimi zrobi.
UPDATE: Wywaliłem część danych. Jednocześnie odniosę się do komentarzy - Fundacji o tym pisałem kilkanaście dni temu. Nie było żadnej reakcji! Dlatego wybrałem ostateczną formę walki - informowanie publiczne. Jak widać - jest godzina 14 - dalej nikt nie zareagował i ankieta wisi. Napisałem też maila z ostrzeżeniem do wszystkich ludzi z ankiety. Może to poskutkuje.
UPDATE: Ankieta usunięta, jak widać nie było innego wyjścia jak to upublicznić. Dziękuję za uwagę ;)
Zwierzaczki i inne homiki
17
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 10 sierpnia 2009
I to jest cholera możliwe! Oj brakuje nam słusznej wściekłości, wkurwienia.
Komentarz Dariusza Rosiaka w Rzepie to kpina. Pan zaprasza do rozmowy o postulatach różnych grup,w tym homików, ale jednocześnie stawia kiepski argument, że ponieważ współcześnie wszyscy się obrażamy, wszyscy mówimy źle o sobie, to trzeba nad tym przejść do porządku dziennego:
Obrażanie innych ludzi jest złe i powinno się go unikać. Jednak obrażamy się nawzajem; obrażanie i bycie obrażanym jest częścią ludzkiego doświadczenia, podobnie jak inne przykre rzeczy, np. obcowanie z głupotą, zawiścią, agresją i innymi złymi cechami ludzi. Nie da się przeżyć życia bez kontaktu z nimi, a dotychczasowe próby zbudowania świata bez przemocy, konfliktów i zawiści okazywały się iluzją prowadzącą nieuchronnie do cierpienia milionów ludzi. Konflikt jest naturalnym elementem życia człowieka, a używanie obraźliwych słów pod adresem ludzi, którzy nas denerwują, normalną ludzką reakcją.
Nie wiem jakie inne reakcje wg redaktora są "ludzkie" i "normalne", ale usprawiedliwanie czegoś "bo jest i tak już musi być" to chybiony pomysł - gdyby tak myślano, to dziennikarz Rzepy nie mógłby w ogóle pewnie dzisiaj publikować, gdyż cenzor PRL-owski by mu nadal tego prawa wzbraniał...
W Fundacji Równości mamy nową członkinię. Mam kilka pomysłów na skomentowanie tego faktu, ale obiecałem sobie jedno - krytykowaniem (lub docenianiem) Fundacji zajmę się jak będziemy widzieć pierwsze efekty działalności. Póki co jest dużo gadania, nierealnych planów a czas goni. Ja ze swojej strony na EP przygotuję dwie niespodzianki, będzie pikantnie i ostro :)
Dzisiaj na piwie z P., jego Kotem, A., i T. Abiekt w stanie wykończenia mentalnego próbował obronić Naszą Sprawę 2, co mu chyba nie do końca wyszło. Traktowanie wolności słowa jako wartości absolutnej ma moje poparcie, a jednocześnie musi budzić sprzeciw. Niektórych dylematów nie powinno się omawiać w niedzielne popołudnie.
Aha - Czterdziestolatkowi sto lat!
A na koniec bomba, oto jak spędzają wolny czas młodzi działacze i działaczki. Konkurs ogłaszam, nagrodą jest piwo z Abiektem, jak ktoś ma odwagę oczywiście ;)
Poniżej przedstawiono zwierzaczki fejsbukowe Abiekta, Marcina Teodorczyka, Michała Minałto, RudedeWredne i Absolutely Fabolous z kabaretu Barbie Girls. Zadanie - dopasuj postać do zwierzaka :D





Miłej zabawy :)
Mamy złoto (od tygodnia)
11
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, muzyka, wydarzenia | Opublikowano sobota, 8 sierpnia 2009

Niesamowity widok - wszędzie wyją syreny, trąbią samochody, ludzie na baczność i ta tęcza... tandetna symbolika, ale piękna.
Komentarz muzyczny - Magdalena Kozena, płyta Vivaldi - dla mnie za mocna, zbyt natarczywa, pięknie za to brzmi Venice Baroque Orchestra. Kolejna z najpopularniejszych obecnie diw operowych nie trafiła do mnie. Choć to dziwne, bo jakoś od końca maja co jakiś czas słucham tego (ściszcie głośniki na wszelki wypadek):
Mam nieodparte przeczucia, że ta pani mogłaby zaśpiewać wszystko i nawet najbardziej niezgadzające się z moim gustem pomysły bym jej wybaczył.
Ale żeby nie było tylko poważnie. Polska zdobyła 3 medale na World Out Games, wszystkie w łyżwiarstwie figurowym - złoto, srebro i brąz. A raczej zdobył jeden człowiek:
Dariusz Fok - złoto w występach "solo", srebro w konkurencji "Solo Spotlight", brąz w czymś co nazywa się po angielsku "Solo Creative Free Skate". Ponieważ Google nic nie mówi o tym panu, podejrzewam, że to może być jakiś pseudonim, co byłoby przykre. Tak czy siak - gratulacje. Klasyfikację medalową oczywiście wygrały Stany Zjednoczone przed Niemcami i Holandią. Przed Polską w statystyce lepiej wypadła nawet maksymalnie homofobiczna Jamajka, czy też mało friendly Rosja. Abiektowi jak coś odbije to się przygotuje do następnych, a co... niech tylko stworzą jakąś odpowiednią dla mnie kategorię... Bez wulgarnych podpowiedzi poproszę :)
ps. Tak, mimo soboty wstałem o 8 rano. No po prostu szaleństwo!
Prezentacja :)
23
Autor: Wojciech Szot | Tematy: HomoWarszawa | Opublikowano piątek, 7 sierpnia 2009
Abiekt o mężczyznach
32
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano
Oczywiście fascynujące jest to, że wystarczy iż napiszę cokolwiek prywatnego już ludziska komentują. Chyba nawet jak wygramy proces z Rzepą, to nie będzie tylu komentarzy. Dlatego kontynuujmy dziś wątek prywatny z 30-tkami w tle.
Wraz z J. jesteśmy stałymi bywalcami jednego z warszawskich barów, gdzie średnia wieku, co dobrze zauważył Anonimowy 40-latek (nie dla mnie anonimowy, jak się okazało znamy się od kilku lat) przekracza chyba nawet czterdziestkę. J. jest tam gwiazdą, Abiekt gwiazdkuje dowoli. Mam ugruntowane wieloma rozmowami poczucie, że w miejscu tym panuje fantastyczna demokracja - nie ważne ile człek ma lat, jak wygląda (byle nie straszył), czy co ma na sobie. Tak się zastanawiam, czy to cecha wszystkich barów, czy tylko ciotowskiego towarzystwa, które w dużej mierze jest tolerancyjne dla "swoich". Jak tylko wyjdzie HomoWarszawa będziecie mogli przeczytać wypowiedzi mieszkańców i mieszkanek miasta na zadany im temat: Czy Warszawa jest homofriednly... kilka z tych tekstów wskazuje na przerażającą homofobię wewnętrzną środowiska clubbingowego, ale na szczęście na Wilczą clubbingowcy raczej nie zaglądają. I to lubię - gdy nikt się krzywo nie patrzy na dwudziestkę odszczekującą się pięćdziesiątce. Mam jednak wrażenie, że tamtejsze towarzystwo to świtny przykład na to, że można mieć 50-lat i być gejem już z epoki emancypacyjnej. Wystarczy wywołać dyskusję o związkach partnerskich by usłyszeć kurwy lecące na idiotów piszących w necie, że im jest dobrze w obecnej sytuacji. To naprawdę piękny widok.
I to właśnie na Wilczej M. po rozmowie ze mną zdziwił się, że przez 40 minut potrafiłem opowiedzieć w skrócie 1/3 mojego żywota nie przejmując się w ogóle, że w trakcie mówienia (tak, ja mam skłonność do monologów, co łatwo przetestować zapraszając mnie na piwo) poruszyłem kilka tematów będących tabu, takich o których nie mówi się każdemu, a do tego każdy chętny mógł to usłyszeć. Faktycznie - każdemu nie mówię, ale ja też ludzi testuję. Mam wielu znajomych, więc tracenie czasu dla ludzi, którzy nie nadają na moich falach jest dla mnie okropnym doświadczeniem. Jak ktoś nie potrafi zaakceptować tego, że Abiektowa zaczyna nagle wpadać w egzaltację i tony "byłam poszłam się wyruchałam" to serdecznie dziękuję, ale kompromis nie ma sensu.
W ogóle jeszcze chyba nie dojrzałem (a może się nie zestarzałem) do kompromisów, to znaczy nauczyłem się ostatnio, że trzeba zaakceptować niektóre sytuacje i jakoś stłumić w sobie opór, ale w wielu sytuacjach zamiast kompromisu wybieram ogniowe sytuacje. Póki co z dobrym rezultatem.
Dlatego nadal podtrzymuję - bardzo ciężko jest znaleźć w Polsce faceta po 30-tce, który pójdzie na takie stworzenie jak Abiekt. Albo na odwrót - Abiekt większości facetów po 30-tce zasadniczo kazał wypieprzać z jego rzeczywistości, bo jak słyszał, że koleś jest niewyoutowany, koledzy w pracy myślą, że jest hetero, a męskości dodaje sobie przez picie wódki z lodem, to serdecznie dziękował za dalszą znajomość.
Epoka przedemancypacyjna z emancypacyjną mogą się spotkać, ale rzadko są to spotkania udane.
ps. z racji tematów "wiekowych" ankieta po prawej :)
O pedałach, krótko
31
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano środa, 5 sierpnia 2009
Słowo pedał jest określeniem obraźliwym, a kontekst, w którym Anna Sz. go używała, służył temu, by ubliżyć sąsiadowi
Komentarze do sprawy przedstawili: Mirosław Orzechowski, mieszane uczucia ma nasz RPO, który ostatnimi czasy ma mieszane uczucia prawie w każdej sprawie, kilka mało ciekawych komentarzy na Saloniku24.pl... "nasze" media oczywiście się zachwycają.
A ja bym na to trzeźwo popatrzył i stwierdził, że ani ta sprawa, ani Rzepkoza w przypadku wygranej nie zmienią wiele w polskiej rzeczywistości. Droga sądowa jest wybierana zbyt rzadko przez LGBT, by na trwałe wprowadzić pewne standardy. Świetnym przykładem jest wypowiedź księdza Trytka, przeciwko któremu nikt nie zaprotestował, choć KPH mówiło, że poda go do sądu, a nic nie wydarzyło się w tej kwestii... no chyba, że coś przegapiłem?
Przeczytane Chamowo Białoszewskiego - bez enstuzjazmu. Nawet wątek pedalski mnie nie zachwycił. Jakoś drętwe to to.
Przeczytany Czarny ogród Szejnert, też bez zachwytu. Zaczyna się świetnie by średnio się skończyć.
Abiekt na piwie z S. w jakiejś dziwnej knajpie koło Chmielnej, temat wiodący - faceci. W zasadzie doszliśmy do wniosku, że faceci po 30. w większości to idioci. Żeby znaleźć wyoutowanego, inteligentnego, bez kompleksów i do tego w miarę przystojnego faceta urodzonego przed 1979 rokiem trzeba by chyba ogłosić casting. To jest jednak już trochę inne pokolenie... Mam nadzieję, że S. się nie podda, bo fajna foczka z niego :) Zainteresowanych poznaniem S. zapraszam do kontaktu :P A i tak każdy facet to świnia, tylko niektóre się w łajnie taplają, a niektóre potrafią znaleźć truflę. Kwestia odpowiedniej obory?
A tak w ogóle to ściskam
Abiektowa!
Prawo do nienawiści?
10
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 4 sierpnia 2009
Polgej:
OD REDAKCJI: Podtrzymujemy nasze stanowisko, zbieżne z przytoczonym stanowiskiem kancelarii adwokackiej. Bronimy prawa homofobów do nienawidzenia pedałów, bo sami chcemy mieć prawo do nienawidzenia homofobów. Wolność poglądów przede wszystkim!
Z takimi poglądami to redakcja Polgeja powinna się do Piotra Skargi wybrać i o pokutę prosić. Nienawiść nigdy nie powinna być naszym motywem działania. Korzystanie z własnych praw to co innego niż głupia i moralnie wątpliwa nienawiść wobec homofobów. To, że homiczy portal popiera homofobiczną gazetę to skandal. Ale dzięki temu mogę też wyzwać redaktorów od debili i kretynów no bo przecież mam prawo do nienawiści? Absurdalna logika w absurdalnym środowisku.
2. Przykre te wieści z Izraela. To ciekawe państwo - bardzo absurdalne w stosunku do osób LGBTQ. Z jednej strony konserwatywne, a z drugiej bardzo otwarte i nowoczesne. Różnica głównie na granicy miasto-wieś, ale i religijnej.
3. Kolega przytacza ciekawy fragment z GW. Miłej lektury. A tutaj o jednym z moich ulubionych autorów - kiedy jeszcze miałem siłę na lekturę powieści.
4. Najwyższe odznaczenie dla cywili w Stanach dla Milka! Miła wieść dla lesbijek - Billie Jean King też dostanie order. Tutaj więcej.
Kończąc na dziś - pod ostatnim postem prośba o pomoc informatyczną. Już niedługo logo Naszej Sprawy 2 i dokładniejsze informacje po co nam pomoc finansowa, bo widzę, że to budzi kontrowersje :)
RzepKozy odsłona kolejna
8
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano niedziela, 2 sierpnia 2009
Całość na www.naszasprawa2.pl
NaszaSprawa2.pl
7
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano sobota, 1 sierpnia 2009
Poniżej R. w akcji i pozostałości po Le Ma:
A teraz najważniejsze: Serdecznie zapraszam na stronę www.naszasprawa2.pl, która została stworzona do monitorowania sprawy o kryptonimie Rzepkoza. Będzie można na niej znaleźć teksty poświęcone sprawie, najnowsze informacje o naszych działaniach. Niedługo oficjalne logo sprawy, a także najnowsze wieści - przygotowania do ich upublicznienia trwają. Niestety jeśli chce się do czegoś dobrze przygotować, to musi to zająć trochę czasu. Tak samo jest w tym przypadku. No i są wakacje - to rodzi gigantyczne kłopoty komunikacyjne.
Ze świata - w Portugalii sąd konstytucyjny orzekł, że zakaz małżeństw homiczych nie jest niezgodny z konstytucją, która zakazuje dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Niedługo Polska będzie mogła wraz z Portugalią i kilkoma innymi państwami założyć bardzo ekskluzywny anty-homiczy klub... ale już nie paryski :)
ps. czy nic się nie dzieje w Polsce? Na portalach zero aktualizacji, a na Fejsbuku działaczostwo się zabawia zwierzątkami... źle się dzieje w państwie duńskim :)
























