Obserwowałem ludzi na Manifie i mam wrażenie, że Parada jednak w Manifie nie szła - a i szkoda, bo może by się kilka osób nauczyło jak się robi pochody - polityczne, z celami, z przesłaniem, celebrytami, muzyką i wszystkim tym co na dobrym marszu powinno być. Parada w przeciwieństwie do Manify nie jest w ogóle polityczna, dla zewnętrznego obserwatora jej jedynym celem jest dobra zabawa uczestników i wielka-zbiorowa pokazówa. No i w Paradzie Manifa jednak idzie, bo to właśnie manifowa społeczność ma świadomość polityczną, a nie Paradowa. Le Bona "Psychologia tłumu" to obecnie przeżytek, ale pisze on tam coś takiego:
Idee, aby mogły stać się własnością tłumu, powinny otrzymać jak najprostszą formę, dzięki temu uproszczeniu ulegają one gruntownym przekształceniom. No właśnie - idee Manify było jasne, proste i przedstawione, a kto wie jakie są idee Parady? Kto je słyszał w mediach? Nie mówię o nas, bo my wiemy jakie postulaty mamy, ale chodzi przecież o przekonanie nieprzekonanych, na przygarnięcie zbłąkanych duszyczek, że tak homiletyką pojadę. Backlash, w którym się znaleźliśmy może odbić się właśnie na Paradzie - zostały trzy miesiące do wydarzenia (13 czerwiec), a spotkanie inicjatywne odbyło się jedno, Fundacja szuka wolontariuszy w desperackim stylu (na Homikach ogłoszenie o wolontariacie zostało zmienione przez redakcję, co by było bardziej adekwatne). A gdyby tak zrobić paradę polityczną, bez wozów, tańców, śpiewów? Nie licytujmy się cyframi, pobijaniem rekordów frekwencyjnych. I nie nazywajmy tego wydarzenia Paradą Równości – jakiej równości moi drodzy? To nie jest parada, parady urządza się z okazji zwycięstw, rocznic i doniosłych – radosnych – wydarzeń. To jest marsz, marsz wykluczonych, nierównych, i tych, których ta nierówność boli. Powiedzmy wprost – to jest Marsz Innych, a nie Parada Równości. Dość mam tej strategii kamuflażu, udawania, szukania wspólnej tożsamości z heteroseksualnym społeczeństwem, której nigdy nie odnajdziemy. To ma być wydarzenie wywrotowe, queerowe, a nie podporządkowane heteronormatywnemu dyskursowi. Pamiętacie jak na pierwszych paradach ludzie szli w maskach, co by ich nikt nie sfotografował i nie wyoutował w prasie? I to jest myśl – wyjdźmy w maskach (nawet gazowych), wyjdźmy wściekli i źli, nie uprawiajmy polityki miłości w odpowiedzi na politykę pogardy i niezrozumienia, która nas otacza. Przestańmy się oszukiwać. Niech przyjdzie na paradę tłum zideologizowany, a nie żądna rozrywki i fajerwerków zbieranina. Może być nas znowu 100 osób, ale będziemy mieli konkretne postulaty - bo te tańce na platformach to fajne są, ale w Amsterdamie, a u nas chodzi o postulaty, za przeproszeniem - my walczymy o godne życie, a nie o możliwość tańca na ulicach. I nie odczytujcie tego jako propozycji zakazu dragów, przegiętości i różowości, ale niech przyjdą wściekłe dragi, wkurwione cioty, a nie... Toro na ulicach. Uczmy się od sióstr!
Pełna wersja tekstu na
Homiki.pl. Zapraszam do komentowania zarówno na blogu jak i na portalu. Bardzo jestem ciekaw co sądzicie o tej propozycji.
P.S Jakoś tekst na InnejStronie się nie ukazał, ale nie ma jak to kochane Homiki.
No i jest
konkurs na Gejowie. Serdecznie zapraszam ;)