Dużo emocji wzbudził tutaj tekst "
Negatywnie o sobie", w którym to Autor zapoznał szanownych Czytelników ze swoimi najnowszymi wynikami badań na HIV, które z uporem maniaka jeszcze raz zaprezentuje.

Faktem jest, że chciałem trochę sprowokować, ale prowokacja nie do końca się udała (tzn. nie sprowokowałem tych których chciałem, a kogo chciałem niech pozostanie tajemnicą Abiekta).
Jednak ponieważ widzę, że dużo osób chce rozmawiać na ten temat, a post oryginalny właśnie spada na drugą stronę bloga, no to proszę - stoję u drzwi i kołaczę... o rozmowę. W komentarzach - oprócz jednego Anonimusa, którego poprosiłem kulturalnie by wypierdalał - zwróciliście uwagę na kilka ciekawych kwestii, więc teraz ja piszę, a Wy czytacie, następnie możemy zamienić się rolami - ot taka gra.
1. Jawność wyników i ich popularność
I to nie tylko tego na HIV, w końcu śmiertelne czy zakaźne są też inne rzeczy jak kiła, żółtaczka i tak dalej. To prawda, że popularność takich badań jest mała, ale do jasnej cholery - kto chce co jakiś czas mierzyć się z wyrokiem śmierci? Bo przecież każde oczekiwanie na wynik to przeżycie dość traumatyczne, no chyba, że ktoś tu jest na tyle odważny i powie mi, że nigdy nie czuł tego dreszczyku emocji. Więc ja się wcale nie dziwię, że to badanie nigdy nie stanie się równie popularne co sprawdzanie ilości cukru we krwi. Jak napisał
Tahir w komentach:
Cykliczne przeżywanie tajemnicy życia i śmierci poprzez wystawianie się na jedno i drugie. Bardzo archetypalne i przerażające.
A przymus i jawność... wiecie - ja mam tutaj rozterkę rozmiarów dziury ozonowej - bo faktycznie, jak zauważyły Anonimowa, Anka i Yga - gdyby od dziecka ludzi oswajać z tym badaniem to może i łatwiej by było poprosić osoby publiczne o ujawnienie swoich wyników. A co? Z pedalstwa (lesbianizmu) można się publicznie spowiadać (outować), a z HIV już nie? Z drugiej strony - stygmatyzacja tzw. plusów w naszym pięknym kraju - i nie tylko w nim - jest tak przerażająca, że ja się im wcale nie dziwię, że wolą gęby nie otwierać za szeroko co by im nie napluto. Dlatego kochani
KiK nie zgadzam się z Wami - HIV jest najbardziej wykluczającą społecznie przypadłością, póki nie zostanie odczarowana. Znana aktorka potrafi opowiadać we wszystkich tabloidach o swej obciętej piersi, aktor o walce z rakiem, a pisarz o depresji, więc niech ktoś zrobi pierwszy krok i zacznie opowiadać o swoim byciu plus lub byciu minus, co kochani? To kto mi prześle swoje wyniki? Skrzynka jest w profilu bloggera dostępna, czekam.
2. Czy gdybym był plusem też bym to tutaj wkleił?
To pytanie zadał mi B., a może sam je sobie zadałem w czasie rozmowy z nim... nie ważne. W każdym razie - TAK.
3. Czyj problem?
Zacznę od tego, że jestem przeciwko wszystkim spotom w mediach mainstreamowych, które pokazują HIV jako przypadłość mniejszości. Pokażcie małe dziecko z dobrej rodziny, które musi być poddane terapii retrowirusowej; dyrektora firmy (dyrektorkę jeszcze lepiej), który wyłysiał z innych powodów niż krach na giełdzie. A nie ciągle - ubodzy, bezdomni, narkomani, cioty i czarni. Kilka takich reklam widziałem, ale w Polsce to ja w ogóle nie widziałem dobrych reklam nt. HIV/AIDS.
Ale jeśli już to nasze kochane społeczeństwo zakłada, że to my jesteśmy najbardziej narażeni oraz, że bzykamy się jak króliki w zagrodzie, to jednak na nas spoczywa pewna odpowiedzialność za to by być awangardą. Tak, wiem - młody jestem i dużo jeszcze od ludzi wymagam, to fakt - mam nadzieję, że nigdy mi się to nie zmieni - od homików wymagam więcej, bo jak już się jest tą mniejszością, tym obcym w heteronormatywnym ciele to trzeba o sobie przypominać. Myślę, że wcale nie musimy teraz mówić do ludzi - ale to nie tylko nasz problem, zobaczcie go u siebie, ale może lepiej znaleźć jakąś wspólnotę i powiedzieć - to jest problem ogólnoludzki. Inna sprawa - są jakieś realistyczne i nie pozbawione większych błędów szacunki dotyczące ilości zakażeń w Polsce? Nie mówię o oficjalnych danych, bo to śmiech jest a nie statystyka.
4. Na koniec komentarz Andy'ego, który sugeruje, że póki co to może lepiej nie ujawniać się z takimi rzeczami jak HIV, no bo ludziom brakuje edukacji.
Ja zawsze powtarzam - dopóki będziemy gadać o pedałach (i lesbach, transach, itd...) bez ich udziału w tej dyskusji, będzie to w miarę podobne do masturbacji - jest dobra na ranne rozbudzenie, czy ból głowy, ale całe życie nie da się w ten sposób bicepsów ćwiczyć. Dlatego tak piejemy nad kolejnymi coming-outami osób publicznych. Konkludując - nie da się gadać o HIV, jeśli nikt w końcu nie wstanie i nie powiem -
Jestem pozytywny i z tym da się żyć. Dlatego opublikowałem swoje badanie (owszem bez nazwiska, bo robię za darmo i anonimowo, zapraszam na Chmielną - mili ludzie) by ktoś podjął dyskusję na temat tego jak to mogło by wyglądać. A to, że jestem negatywny chyba wcale nie czyni mnie mniej wiarygodnym?
5. No dobra - czas odpocząć, zwłaszcza, że po 10 godzinach wodę włączyli, więc można przestać pić kawę zrobioną z mineralnej. Tradycyjnie teraz będzie reklama, a Abiekt idzie po ciasteczko, zasłużył.