Na Homiki.pl mój tekst z InnejHistorii - czekam na komentarze, uwagi. Ostatnio mało komentarzy na Abiekcie, może więcej gdzie indziej się znajdzie :)
Trochę zaczyna mnie męczyć ta forma wypowiedzi i jak widzicie, potrzebuję innych przestrzeni. W ogóle ostatnio wiele się we mnie zmieniło. Chyba mi naskórek zrogowaciał trochę. Bardzo mi się podoba dyskusja u Alexa, którą chyba trochę wywołałem. Pamiętam, jak napisałem, że jesteśmy z dwóch różnych światów. A jednak nie - jesteśmy z tego samego świata, tylko jego rozumienie nas całkowicie różni. Ale może się kiedyś chłopię zakocha i będzie chciało się lizać na środku Marszałkowskiej. Mi się do dziś zdarza. Zobaczymy.
Łukasz Pałucki, vel Santi startuje do Europarlamentu. Jak to przeczytałem to się po podłodze turlałem ze śmiechu. Teraz już wiem jedno - choćby mnie mieli ze skóry obdzierać, nie zagłosuję na SDPL.
No dobra, jakieś meritum powinno być, a póki co to kolejne dygresje mi wychodzą. I chyba tak będzie dalej. Fantastyczny komentarz u Ygi Kostrzewy. Zacytuję fragmenty:
Dlaczego w tym roku nie dalam 1% na KPH?Głos rozsądku? Czy znowu ktoś z KPH powie mi, że nasze komentowanie ich działań to sranie we własne gniazdo? Te wszystkie konferencje to super są! Naprawdę :) Ja bardzo lubię na nich "bywać". Człowiek przychodzi, dupę sadza, przysłuchuje się ekspertom, w kuluarach poplotkuje, wymieni opinie, zje ciasteczko, popije kawą. Pożyteczne i przyjemne w jednym. Ale na każdej takiej konferencji widzę te same gęby. Ba - w 2 milionowym mieście na te konferencje przychodzi do stu osób maksymalnie. To już nikogo nie interesuje. Po prostu. To czasem wygląda jak kółko różańcowe z wiernymi wyznawcami, ale mało zaangażowane w zdobywanie nowych. Co ciekawe, na dyskusję w Lambdzie o homo-literaturze przyszło dużo ludzi, których nigdy nigdzie nie widziałem. To było miłe (no i czterech blogerów przydreptało - też miło ;). Słuchajcie kochani Czytelnicy, ja nie mam zielonego pojęcia co zrobić, by Was zaangażować. Bo to na tym musi polegać - jakoś trzeba do tego "ruchu" przyciągnąć ludzi, zaangażować. Jak widać dotychczasowe pomysły nie były w pełni trafne, zatrzymaliśmy się w jakimś miejscu o nieokreślonych współrzędnych. To jest też tak, że Abiekt by się czasem chętnie zaangażował w jakieś akcje, kombinacje, spekulacje, ale mnie też się nie pali. Póki co stoję z boku, edukuję komiksiarzy w kwestii gejostwa, Czytelników w kwestiach różnych, coś tam planuję (jak to wyjdzie to w gejostwo wdepnę całym sobą), ale żeby do organizacji sie zapisać - tak, ale tylko takiej, która nie będzie miała za sobą całego tego bagażu. Na szczęście na horyzoncie się coś pojawia i to w ładniejszym niż Warszawa mieście. A mój 1 procent idzie dla Lambdy :)
(...)
Dlaczego? Spodziewalam sie, ze KPH aktywnie dziala na rzecz przeciwdzialania homofibii czy to poprzez dzialanosc edukacyjna, czy propagandowa. Tymczasem czytajac sprawozdanie dowiedzialam sie, ze wiekszosc dzialan KPH nakierowna jest na cos, co nazwala bym 'kolkiem wzajemnej adoracji'. Mamy wiec spotkania dla gejow i lesbijek, mamy liczne konferencje i spotkania, z udzialem srodowisk LGB i bodaj jedna aktywnosc, ktora mozna by w pelni zakwalifikowac jako nakierowana 'na zewnatrz' tj. do swiata ludzi nie znajacych lesbijek i gejow a przez to przyjmujacych postawy homofobiczne (chodzilo o spotkanie w jakiejs szkole).
Zamiast organizowac spotkania wzajemnej adoracji i robic sobie wycieczki do Szwecji, oczekiwalabym od dzialaczy KPH wiekszej aktywnosci na polu edukacji, uswiadamiania.Co stoi na przeszkodzie by np. KPH organizowala regularne kursy dla nauczycieli wychowawcow uczac ich jakie przyjmowac postawy wobec uczennic i uczniow, ktorzy wykazuja sklonnosci homoseksualne, jak reagowac na przypadki agresii wobec takich uczniow, jak rozmawiac z klasa pelna dzieci o roznych postawach itd. Co stoi na przeszkodzie KPH by organizowala akacje przegladu regulaminow firm naklaniajac kierownictwa firm by w tychrze regulaminach jawnym tekstem zamieszczane byly zasady rownosci i zakazu dyskryminacji ze wzgledu na plec i orientacje seksualna, tak by postawy antydyskryminacyjne stawaly sie standardami korporacyjnymi.
~Lena, 2009-04-27 18:46
No i zapomniałem, że miało być o seksie. Ale to już tylko w skrócie telegraficznym, bo mega-dzieło Gadacza na mnie czeka. Słyszeliście o bug chasing? Powstaje reportaż na ten temat (i jemu podobne). Może ktoś byłby zainteresowany wypowiedzią? Kontakt do mnie w profilu. Jak ktoś się zgłosi to chyba sobie Żubrówkę kupię, bo to cholernie trudny i niebezpieczny (politycznie i wizerunkowo) temat. Ale może jednak są odważni.
hmmm... filmik na koniec chcecie? Nie ma filmiku, ale jest nagranie z dyskusji "Homo niewiadomo?", a skrypt wieczorem na Homiki.pl i InnaHistoria.blogspot.com.



















11 komentarzy:
Bardzo trudno zasłużyc na uznanie w tym środowisku, a bardzo łatwo je stracić. Wystarczy, że ktoś napisze jakąś bzdurę w internecie i inni zaczną powttarzać. Nieprawdą jest, że KPH nie robi akcji edukacyjnych. Chiciażby cały projekt Schoolmates, czyli raport o mowie nienawiści i homofobii w Polskich szkołach (który notabene został przeprowadzony mimo,że ministrem edukacji byl Giertych) i spotkania z nauczycielami, dyrektorami i ZNP aby sytuację omówić, ponaddto wydanie świetnego podręcznika dla nauczycieli i podręcznika dla uczniów o tym czym jest znęcanie się i homofobii i jak na nie reagować. Oprócz tego warsztaty ADITA, na które przychodzili także nauczyciele.
A co do wyjazdów do Szwecji i innych miejsc, to KPH nie wydaje na to ani grosza- wszystko sponsorują zagraniczni partnerzy i instytucje organizujące takie spotkania. A KPH (oprócz Lambdy) jest chyba jedyną organizacją która raczy jeździć na europejskie i międzynarodowe spotkania dotyczące spraw LGBT i wymieniać się informacjami i doświadczeniem z zagranicą.
Trudno mi się wypowiadać na temat tego, co robią obecnie polskie organizacje LGBT, bo informacje o tym niemal w ogóle do mnie nie docierają (co uznaję za pewien problem: zarówno mój, w małym zainteresowaniu tym, co się dzieje, jak i owych organizacji, których aktywności jakoś nie mogę zauważyć), ale to, czego domaga się Yga Kostrzewa, jest właśnie tym, o co mi chodzi - konkretne działania edukacyjne lub piętnowanie praktyk homofobicznych, słowem: wychodzenie z własnego zaczarowanego kręgu do świata heteromatriksu i aktywne wpływanie na niego.
A co do "mojego wątku" - nie do końca rozumiesz moje stanowisko w całej tej dyskusji, postaram się to jakoś wyjaśnić u siebie, a teraz moge tylko zapewnić, że jeśli będę miał kiedyś szczęście być zakochanym z wzajemnością, to paradowanie pod rękę Marszałkowską lub całowanie się na ulicy wcale nie jest wykluczone (o ile spontanicznie będziemy chcieli dać wyraz naszym uczuciom). Bo zawsze będzie dla mnie tylko relacja "ja i on", a nie "ja i tłum"...
bug chasing? słyszałem już o tym kilka razy dużo wcześniej. Kumpel mi o tym wspominał i nawet stwierdził, że jest to ciekawe. Ale nic wiecej na ten temat nie wiem - tzn. nie wiem czy szukał kogoś czy też nie.
Mój partner jest nosicielem HIV i muszę przyznać, że kilka razy zdarzyło nam się pójść do łóżka nie używając żadnego zabezpieczenia. Było to cholernie podniecające doświadczenie. W sumie to tylko z nim tak robiłem. Nie goniłem innych facetów, którzy byli zarażeni. Koniec końców, po kilkunastu razach stwierdziłem, że to nie ma sensu i zaprzestałem tego. Ale ile było zabawy czekając na wyniki badan po kilku miesiącach? Tego się nie da opisać. Przerażenie, strach, ekscytacja w jednym. Przyjemne kołatanie serca, gdy otwierało się kopertę.
1. Do pierwszego anonimowego:
Niby wszystko jest tak wspaniale, ale jak widzisz PR to KPH ma fatalny. Nota bene ten komentarz u Ygi był trochę o czymś innym, a w raporcie duża częśc informacji dotyczy właśnie rzeczy "rozrywkowych" niż "profilaktycznych". No i raport chyba nie obejmował czasów Giertycha? Mówimy o ostatnim raporcie, a nie wydarzeniach sprzed lat.
Alex - to nie jest komentarz Ygi, a z bloga Ygi.
No i czyżbyś trochę zmieniał swoją wersję? Ponoć pokazywanie się ze swoją seksualności jest mentalnym gettem, że przypomnę Twój tekst.
Kujkuje - ciekawe jako temat jest, to fakt. Ale też w jakimś stopniu przerażające, zwłaszcza jak się na to patrzy z heteryckiego punktu widzenia.
Anonimowy numer 2 - Widzę, że lubisz adrenalinę :)
Nie ma lepszego sposobu na wywołanie podniecenia, tylko iść do łóżka z chorą osobą bez zabezpieczenia, a potem czekać z kołataniem serca na wynik, to jakieś chore.
Nie przypuszczałam, że jest taki debilizm, jak jakiś bug chasing.
Ale co "ludzie" nie wymyślą - zgroza.
Nie pokazywanie się ze swoją seksualnością jest "mentalnym gettem", tylko interpretowanie całej rzeczywistości przez pryzmat swojej orientacji i poprzez stosunek do niej jest tym samozamykaniem się w "getcie" - taka jest moja wersja...
@alexandersonOdnośnie powyższego komentarza, pełna zgoda. W kwestii tego, co pisałeś na swoim Blogu - nie do końca.
To nie całkiem tak - przynajmniej dla mnie. Setki lat heteronormatywnej kultury, która urobiła idiotyczne podejście do seksu jako takiego, kobiety uczyniła niższymi formami życia, a mężczyznom - pod pewnymi warunkami - przyznała prymat we wszystkich uznanych (przez nich, bo to oni mieli władzę) za interesujące i miłe dziedzinach - to nie zniknie i nie da się zaczarować stwierdzeniem o "mentalnych gettach". Osoby homoseksualne i biseksualne są kulturowo niepożądane, nie mieszczą się w schemacie, wywołują reakcję obronną heteronormatywnego organizmu - stąd ich obecność nie może być traktowana tylko w kategoriach prywatności czy intymności. Są ciałem obcym, wrogiem, elementem układanki, który nie pasuje do reszty, więc musi zostać zmieniony lub wyrzucony - gdzie tu miejsce na prywatność czy intymność?
Zdanie "to jest prywatna sprawa" jest najbardziej obłudnym i homofobicznym frazesem, jaki padł ze strony polityki pod adresem osób biseksualnych, lesbijek i gejów. To, że to zdanie wypowiadają osoby LGB, jest dla mnie wynikiem potwornego niezrozumienia naszej sytuacji, udawania, że wszystko jest w porządku, podczas gdy nic nie jest w porządku. Na prywatność oraz intymność będzie można sobie pozwolić, gdy homofobia zostanie wyparta na wstydliwy margines - póki co jest tak powszechna i dominująca, że wydaje się naturalna i normalna, że sprawia wrażenie, jakby miała z nami zostać na zawsze, jakby trzeba było się nauczyć z nią żyć. Nie odmawiam nikomu prawa do życia według własnego uznania - jak długo nikt inny przy tym nie cierpi - ale uważam, że mówienie o "mentalnych gettach" w takim kontekście to chowanie głowy w piasek i samooszukiwanie się. Żadnych kompromisów, żadnego "bądźmy cicho, to zostawią nas w spokoju" - jeśli chcemy prawa do prywatności oraz intymności, to musimy je sobie wywalczyć. Jawnością, otwartością, powtarzaniem na każdym kroku, że tu jesteśmy i tu zostaniemy, że tacy/takie jesteśmy i się nie zmienimy, że nie robimy niczego złego, a reszta społeczeństwa ma się nie krzywić na nasz widok, ma nas nie odsądzać od czci i wiary, ma nas traktować tak, jak siebie traktuje - jak równe i równych pod każdym względem.
Multilicus - bardzo mądra wypowiedz, popieram w 100%
bo wiesz co, wojtus. bo mi sie tak naprawde nie chce w najmniejszym stopniu uczestniczyc w zyciu tzw srodowiska... i mnie ci ludzie zupelnie nie interesuja, i akcje uswiadamiajace, i spedowiska, i widowiska, i sympozja... ale moze dlatego tak mam ze w ogole ja za ludzmi nie przepadam i nie jestem chyba tutaj szczegolnie przydatny. przepraszam za komentarz ;-)
Prześlij komentarz