... czyli Berlin.
Kilka dni w tym dziwacznym niemiecko-tureckim mieście i już mi oglądalność spadła. Nie martwcie się, teraz nabiję posty.
Dzisiaj tylko kilka uwag - K,J,R i T. danke schon za towarzystwo i fajnie spędzony czas. Pewnemu bloggerowi za pokazanie pewnego fajnego miejsca i za pomoc w odnalezieniu hotelu ;)
Z tych kilku dni najbardziej spodobała mi się całkiem przypadkowa wizyta na Kreuzbergu, gdzie kebaby sąsiadowały z hinduskimi knajpami i chińskimi fast-foodami. No i dość przystojni ci "niemieccy" Turcy. K i R byli lekko przerażeni, ale mi się wydawało, że już wiem jak będzie wyglądać niebo - donner przeplatany z wurst-curry i kurczakiem na słodko-kwaśno.
Jak chcecie zjeść tanio i dobrze, polecam odnaleźć grecką knajpkę na Mehringplatz przy Hallesches Tor. Niespodziewanie to tam napiłem się świetnego greckiego wina i pokonwersowałem z przemiła grecko-polsko-niemiecką panią kelnerką.
A z Mehringplatz już tylko rzut beretem do Muzeum Żydowskiego, które - przynajmniej na mnie - zrobiło wielkie wrażenie.
To tyle na gorąco, niestety do Muzeum Homicznego nie trafiłem, bo jakoś zawsze nie po drodze było, ale może następnym razem i bez dzieci na pokładzie wycieczki :D
W ogóle ciekawe doświadczenie - para z dzieckiem plus dwa homiki na weekendowej wycieczce... R. czasem zgrzytał zębami słysząc co ja wygaduję, ale jakoś przeżył.
ps. tytuł wpisu wziął się z niesamotowiści doświadczenia picia piwa na ulicy i oddawania moczu w pierwszej lepszej i eleganckiej restauracji bez pretensji od strony kelnerów :)
Miasto, gdzie można sikać...
poniedziałek, 14 lipiec 2008 | Autor: Wojtek o 23:55
Tematy: Abiekta przypadki
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarzy:
Prześlij komentarz