Ten mail zmienił cały dzisiejszy dzień:
Bardzo dziękuję za skierowanego do mnie maila. Jest mi przykro, że poczuliście się dotknięci moją wypowiedzią, którą przytaczacie. Bardzo szanuję Państwa działalność publiczną i determinację z jaką bronicie godności i praw obywatelskich mniejszości seksualnych w Polsce. Całym sercem jestem po Waszej stronie. W sprawie tzw. Koziej Wojny rzeczywiście zanadto zaufałem informacjom mojego rozmówcy. Dziękuję za istotne uzupełnienie wiedzy w tej sprawie. Całkowicie rozumiem Państwa stanowisko w sporze z "Rzeczpospolitą". Ze swej strony wolę publiczną wymianę argumentów niż długotrwałe procesy sądowe, szczególnie gdy w grę wchodzi satyra /a tylko o tym się wypowiadałem/. Ale, rzecz jasna, macie święte prawo bronić swojego dobrego imienia w sądzie. Życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku, także wygrania tego procesu.
Tomasz Nałęcz
Cóż - w dniu opublikowania przez pewien portal wywiadu z Prof. Nałęczem postanowiliśmy przesłać mu treść pozwu oraz trochę opisaliśmy, dlaczego został wmanewrowany w gierki, których uczestnikiem raczej być nie powinien. Tak przychylnej reakcji - przyznaję - się nie spodziewałem. Jednak to chyba jest jakieś moralne zwycięstwo dla nas - i dobry przykład na to, że może i są czytelnicy portalu, którzy wierzą temu co tam się wypisuje, ale w większości rekrutują się oni z redakcji Rzepy. Owszem redaktor pewnego portalu dalej komentuje, ale teraz jakoś ton zmiękł :) [po tym stwierdzeniu oczekuje wzmożenia seansu wrogości wobec nas oczywiście] No i rzecz jasna - w przeciwieństwie do innych - jakoś nie zamieszczono na pewnym portalu wypowiedzi Prof. Nałęcza. Za to można poczytać co nieco o tym jak niektórzy odbierają nasze działania, to mi się spodobało:
To chamski, personalny atak na Jacka Adlera oraz próba wyautowania go poza środowisko.
;) Jak to śpiewało Pogodno - Uśmiech się / Policz dobra czas/ Zły duch mieszka tak daleko stąd.
Ale to już koniec historii miejmy nadzieję, bo nas to trochę kosztowało niepotrzebnych całkowicie nerwów a i czytelnicy i czytelniczki raczej nie powinni być świadkami takich zagrywek.
Całość na stronie Naszej Sprawy 2, a ja cóż... chyba muszę wziąć dzień wolny od życia. Ciśnienie nie takie jak lubię, śniegu za dużo, do tego sprawił, że robiłem za sprzęt odśnieżający trasę do przystanku, cały dzień z bólem głowy i pierwszy od gdzieś ponad roku zażyty środek przeciwbólowy. I jeszcze dochodzi świadomość, że niestety ale w pewnych sprawach nie wszystko mogę tu napisać - pojawia mi się w głowie autocenzura. Nie lubię takiego stanu. Bo i pisać by było o czym - o X, który postanowił - mimo poważnego wieku na karku - stracić moje poważanie, o fenomenie spotkań z B., o pewnym redaktorze i co sądzę o jego stronie, o tym dlaczego wkurwiają mnie niektórzy działacze, o tym dlaczego boję się co będzie z M. i tak dalej i tak dalej. To trochę irytujące dla człowieka, który nie potrafi się zamknąć :) Tak więc dzisiaj zostawiam was z wątpliwościami, by pewnie jutro wrócić z garścią informacji o różnych sprawach, oby już niezwiązanych z żadnymi Terlikowskimi.
ps. tak myślałem ostatnio jaki kawałek z 2009 roku z muzyki pop najbardziej mi wpadł w ucho i zdecydowanie Pink - optymistycznie na koniec:
Prof. Nałęcz popiera NS2 i wątpliwości bloggera
czwartek, 7 stycznia 2010 | Autor: Wojtek o 02:28 1 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia
Na środek tygodnia
Jak można przeczytać na stronie poznańskiego festiwalu Ligatura, odbędą się wykłady poświęcone magazynom, seriom i inicjatywom dotyczącym i zajmującym się obecnością tematyki mniejszości seksualnych w światowych komiksografiach. I jak myślicie, kto znowu będzie musiał wystawiać się na nieagresywne, uległe i podporządkowane oczy komiksiarzy? Abiektówna... a co!
Ogólny zarys wykładu przesłany organizatorom:
W czasie prezentacji zastanowimy się nad tym jak we współczesnym komiksie traktowane są osoby homoseksualne w perspektywie dwóch dyskursów – tożsamościowego, w którym Inni przestają być Obcy i dyskursu queer – gdzie Obcość jest wartością afirmowaną. Komiksologia w Polsce jako zjawisko wciąż marginalne boryka się też z problemem wykluczania z dyskursu tematyki osób nieheteronormatywnych. Wciąż brakuje omówienia przykładów wykorzystania z pozycji władzy postaci geja czy lesbijki w polskim komiksie – zarówno od strony polskiej komiksologii jak i polskich queer studies. Polski komiks również wyjątkowo oporny jest wobec tematyki gejowskiej czy lesbijskiej. Dlatego zobaczymy przy tej okazji, czy możliwe jest mówienie o komiksie w kategoriach opisanych przez Michela Foucault i Judith Butler. W prezentacji znajdą się zarówno przykłady polskie, europejskie jak i amerykańskie, ze szczególnym uwzględnieniem pozycji już obecnych na polskim rynku.
Tak więc już dziś, choć jeszcze nie znam dokładnej daty zapraszam na wykładzik. Będzie można rzucić tortem (błagam - kawowym), obrzucić jajkami z majonezem (posolone!).
Newsy z frontu:
Adler zarzuca Naszej Sprawie 2, że na obrazku nie ma bezpośredniego zestawienia z zoofilią. Oto przykład jak ludzie odbierają ten rysunek. Może i niektórym rysunek na pierwszy rzut oka wydaje się "niewinny", ale właśnie prowadzi do takich reakcji. Dość pogmatwany ale popierający NS2 tekst na Gay.pl się ukazał. Szkoda, że nie mamy gejowsko-lesbijskiej telewizji w Polsce. Pomyślcie sobie o debacie w TV: Adler, JejPerfekcyjność i Santi a po drugiej stronie Uschi, Minałto i Abiekt. Prowadzenie Rymanowski.
Inne:
Przykład Amandy Simpson daje do myślenia. Może tak Ania Grodzka by zastąpiła Radziszewską? Przecież ma największe doświadczenie zarówno jako - przynajmniej wg prawa - mężczyzna, a także jako kobieta :)
Śmierć bogatej lesbijki zawsze jest przykra. Co prawda pani włamywała się, ćpała i tak dalej ale kto wie - może w wieku pięćdziesięciu lat by zaczęła wspierać na przykład wschodnioeuropejskie organizacje LGBTQ? Nigdy nie wiadomo...
Widać, że wybory się zbliżają. Lewica po raz kolejny coś tam coś tam myśli o związkach partnerskich. A na koniec i tak się okaże, że panowie i panie wybory przeszli, a ustawy nie ma. Mam nadzieję, że dopóki ustawy nie zobaczymy na własne oczy i nie zostanie ona skonsultowana szeroko i tak dalej to nie będzie znowu medialnej akcji na branżowych stronach pt. kochajmy lewicę. No ok - lewicę kochajmy, a partiom patrzmy na ręce.
Na koniec znowu krytyka. Na Homikach ukazał się tekst Caviardage. Bardzo aktywistyczny i w ogóle (oprócz końcówki absolutnie niezrozumiałej, będącej przesadnym i zbyt wykreowanym by był prawdziwy fanatyzmem). C. jak najbardziej mi znany osobiście postanowił też wstąpić do Lambdy (chwali się). Jednak pisanie aktywistycznych tekstów pod pseudonimem, do tego aż tak ostrych, mnie niepokoi. Podobnie jak info o deklaracji członkowskiej bez imienia i nazwiska. Wiem, że wiele osób będących w stowarzyszeniu pewnie chce zachować i zachowuje anonimowość, ale zawsze mam nadzieję, że to okres przejściowy i już w nabliższej edycji Dnia Wychodzenia z Szafy będzie można Caviardage tutaj zobaczyć. Bo kto uwierzy anonimowej aktywistce?
środa, 6 stycznia 2010 | Autor: Wojtek o 00:30 5 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekta przypadki, Obcy w Internecie, prasa, wydarzenia
Nałęcz o Naszej Sprawie 2 - case study manipulacji
W świecie LGBTQ jest wiele postaci internetowych - wystarczy Walpurga wspomnieć, ostatnio bardzo aktywną Liliane Blaze czy przecież Abiekta - ale żadna nie narobiła wokół siebie tyle szumu co Kara Auchemann. Pani ta szczęściwie dla wszystkich zrezygnowała jakiś czas temu z "działalności". A teraz przeczytałen absurdalny tekst na lesbijka.org i jestem ciekaw co będzie się działo dalej. Historię Kary w skrócie opisuje Ewa, a ja nigdy nie zapomnę jak Y. przez prawie pół godziny próbowała mi wytłumaczyć co to za postać :)
A teraz niespodzianka od Adlera:
<
Bardzo zabawne panie Adler. Profesor Nałęcz różne rzeczy powiedział powyżej, ale z jednym należy się tylko zgodzić. Wejście na drogę sądową powinno być ostatecznością i jedynie dotyczyć spraw osobistych jak godność - do takiej po zmasowanej akcji Rzeczpospolitej, która próbowała dowieść, że osoby homoseksualne są forpocztą dla zoofili - zostaliśmy doprowadzeni i o godność walczymy. Niestety profesor Nałęcz postanowił skomentować sprawę na podstawie wybiórczych informacji, co nie przystoi politykowi aspirującemu do prezydentury.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że portal Adlera ani razu nie usiłował się skontaktować z powodem i powódką. To już nawet Rzeczpospolita poprosiła nas o komentarz. To nie jest dziennikarstwo, a żerowanie.
Osobiście mam już dość Adlera i tej całej szopki, którą zrobił. Mam nadzieję, że jednak co raz mniej osób będzie uważało osobę A. za partnera do rozmów. Ech... no zły jestem ;)
update: zmieniono nośnik na jutub
poniedziałek, 4 stycznia 2010 | Autor: Wojtek o 22:39 10 komentarzy Trackback
Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia
350 milionów już je ma!
Ponoć w Polsce 2010 rok ma być "rokiem związków partnerskich", póki co mały raporcik o tym co się wydarzyło w tym temacie gdzie indziej.
W Australii od 2009 roku pary jednopłciowe są traktowane na równi z niezarejstrowanymi kohabitacjami (to ma w tym kraju - na poziomie rządowym całkiem spore znaczenie). Więcej tutaj. Jak już za oceanem, to w Argentynie też pewne postępy widać (związki partnerskie w mieście Rio Cuarto).
Związki partnerskie weszły w życie na Węgrzech (batalia była długa, trafiło do Trybunału Kontytrucyjnego, potem znowu zmieniono ustawę i w końcu wprowadzono), małżeństwa wraz z adopcją pojawiły się w Mexico City w grudnie 2009, podobnie w Norwegii i Szwecji otworzono definicję "małżeństwa". W Stanach rok nie był łaskawy dla LGBTQ, ale w Newadzie udało się wprowadzić związki partnerskie, a pewne regulacje stworzono też w Kolorado i Wisconsin. Niestety w Maine i Vermont w referendum odrzucono wprowadzone wcześniej "małżeństwa".
Jeszcze trochę o Europie - w 2010 roku związki partnerskie wejdą w życie w Austrii, być może, że w Portugalii pojawią się małżeństwa. Co ciekawe na przykład w tureckim Cyprze dopiero w styczniu 2009 w życie weszła dekryminalizacja homoseksualizmu. Ech ci południowcy... W najbliższym roku związki partnerskie mogą pojawić się w Irlandii, na Wyspie Man, Jersey i w Liechtensteinie. Dyskusja na ten temat dość na serio trwa też w Estonii i na Wyspach Owczych
A w tych krajach zasadniczo nic się nie dzieje (a nawet zakazują "propagandy"): Grecja, Łotwa, Litwa, Malta, Monako, Polska, San Marino, Słowacja, Włochy, całe Bałkany (ponoć mają małżeństwa w Albanii wprowadzać). Statystycznie wychodzi na to, że w UE jest 15:12 dla związków/małżeństw, do tego pięć (Chorwacja, Andora, Szwajcaria, Islandia i Norwegia) państw spoza Unii posiada takie rozwiązania w swoich kodeksach.
Jak widać powoli się rozszerza lista państw, gdzie homiki mają możliwość prawnej rejestracji związku (w 2000 roku było tylko siedem takich miłych krajów) , ale co przykre - w wielu krajach europejskich ucichła debata o rozszerzeniu dotychczasowych ustaw. Tak jest na przykład w Niemczech, gdzie nikogo nie zadowalające "partnerstwo życiowe" chyba się przez długi czas nie przerodzi w coś poważniejszego (ustawa jest tylko dla homików, stąd problem z zawieraniem takich związków - ludzie się boją outować przy okazji np pisania CV).
Podsmumowując - około 350 milionów ludzi w Europie jakoś nie wyginęła przez wprowadzenie związków partnerskich :)
niedziela, 3 stycznia 2010 | Autor: Wojtek o 02:30 0 komentarzy Trackback
Tematy: wydarzenia
Noworocznie
W nowy rok wchodzę z głosem Randi Tytingvåg i Susan Sontag. Miłego leczenia kaca po imprezach :)
A teraz Susans S.:
12/24/59
(...) My desire to write is connected with my homosexuality. I need the identity as a weapon, to match the weapon that society has against to me. It doesn't justify my homosexuality. But it would give me - I feel - a license. (...) Being queer makes me feel more vulnerable. It increases my wish to hide, to be invisible - which I've always felt anyway.
Czekamy na polskie wydanie? :)
sobota, 2 stycznia 2010 | Autor: Wojtek o 03:20 2 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekt czyta, muzyka
Jeszcze o 2009
Nie może człowiek w spokoju wypoczywać. Niestety teksty na gaylife i w rzepie sprowokowały masę komentarzy i kolejne teksty. Tak więc można przeczytać o nas na InnejStronie i zaangażowany tekst Walpurga na Gejowie. Walpurgowi wielkie dzięki za miłe słowa. Może się komuś wydawać, że powinniśmy "olać" Adlera, ale to nie jest takie łatwe. Niestety wiele osób nadal wierzy A i łapie się na jego udawanie jedynego gniewnego i sprawiedliwego. Do tego też my tego nie robimy ani dla własnego rozgłosu, ani dla kasy, a jedynie dla idei i pokazania, że można też w ten sposób. Bo przecież najchętniej to byśmy nie robili takich akcji, ale to będzie możliwe dopiero gdy homofobia stanie się historycznym zjawiskiem.
Jutro już nowy, 2010 rok. Trwają podsumowania. Pierwsze na Homikach, kolejne na Innejstronie autorstwa Krzyśka Tomasika, szef Lambdy podsumował rok na stronie orgi, KPH w ramach podsumowania chwali się nowymi oddziałami. Nie będę ukrywać, że bardzo mnie cieszy, że we wszystkich podsumowaniach (oprócz KPHu rzecz jasna, bo to o czym innym) znalazły się rzeczy robione przez Abiekta and consortes. Zwłaszcza bardzo mnie cieszy, że znalazło się dla mnie miejsce w Lambdzie i mam z pracy w ordze satysfakcję, tego mi chyba wcześniej brakowało :)
W moim prywatnym rankingu dokonań na pierwszym miejscu będzie oczywiście HomoWarszawa, na drugim z pewnością comingout.blox.pl, zaś na trzecim hmm nauka. Oj wiele się Abiekt nauczył przez 2009 rok. Po pierwsze nauczył się jak zorganizować się mimo natłoku zajęć, po drugie wiele się o sobie dowiedział dzięki tym wszystkim akcjom, zwłaszcza Nasza Sprawa 2 była i jest nadal dla mnie przyśpieszoną lekcją prawa, pr-u i papierologii stosowanej.
Tak więc u progu nowego roku dziękuję wszystkim, z którymi miałem przyjemność pracować, wszystkim blogerom i blogerkom tworzących niezależną przestrzeń LGBTQ w necie no i wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom!
Kochani - dziękuję za niemal czterysta tysięcy odsłon na blogu, za regularne (raz w miesiącu) wizyty ponad 20 tysięcy osób, za kilka tysięcy komentarzy (nie chce mi się liczyć), za linkowanie, poznawanie się (czasem nawet w drodze do darkroomu ;), a co najważniejsze za udział w różnych Abiekta propozycjach - spacerach, książkach, nagrywaniach, debatach i tak dalej. Blog jest prowadzony egoistycznie, ale zawsze ze świadomością, że czytacie. Za co dzisiaj chciałbym uroczyście podziękować.
Na koniec ciekawostki - 12 blogów, z których nastąpiło najwięcej wejść do Abiekta:
1. Blog de Bart
2. Gejowski
3. Apocalypsis cum figuris
4. Ja jebie
5. Yga Kostrzewa
6. Xell
7. Trzyczęściowy garnitur Ewy T.
8. Heteroseksuliści
9. Hardkor
10. Pawian przy drodze
11. Pluto
12. Co teraz
3 teksty mające najwięcej wejść z Google'a (nie ma jak to dobry tytuł):
1. Lizanie odbytu
2. Pomożecie?
3. Titanic dalej płynie
Jeszcze ciekawszego roczku więc życzę i przypominam swój ulubiony występ tegoroczny (szczyt sukcesu działacza? - znaleźć się na głównej stronie Frondy):
środa, 30 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 23:00 7 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekta przypadki, HomoWarszawa, humor, Obcy w Internecie, wydarzenia
Podsumowanie cz. 2
Podsumowanie działaczowskie podzielę na dwie części. Najpierw wtopy i hity mijającego roku, a później trochę dygresji.
Najłatwiej się krytykuje, tak więc od wtop zacznę. Największą porażką ubiegłego roku jest bezdyskusyjnie warszawska Parada Równości. Bączkowski and fellows zdecydowanie pokazali, że w ich rękach nie powinna znajdować się żadna większa impreza, a co dopiero taki olbrzym (zwłaszcza medialnie), jakim jest Parada Równości. Liczba osób na Paradzie też świadczy o umiejętnościach organizatorskich Bączkowski and fellows, a już jaja, które się działy w międzyczasie - spór z UFĄ o kasę, wyjście na jaw informacji o spółce posiadającej prawa do EuroPride (co ciekawe spółka nadal nie została zarejestrowana przynajmniej w Polsce), niejasne zasady współpracy, żenujące spotkania na temat EP 2010, odejście - po dość beznadziejnych próbach mediacji z Fundacją - członków Rady Fundacji, to wszystko sprawia, że szef Fundacji i jej działacze w marszu po wtopę roku zdystansowali wszystkich o co najmniej jeden stadion.
W peletonie pozostały dwa wydarzenia młodzieżówki KPH - topienie Marzana i wychodzenie z meblościanki. Szkoda, że doświadczeni opiekunowie młodzieżówki nie ustrzegli "młodzieży" przed bądź co bądź - żenującymi występami. Na trzecim miejscu przybiegła Monika Czaplicka - za całokształt wypowiedzi publicznych, porzucenie organizowanych przez siebie z wielką buńczucznością i zapowiedzią zmiany świata manifestacji pod Sejmem oraz ucichnięcie sprawy "ankietki", a także wiele innych przesłanek, o których nie pisał Abiekt, bo z niepublicznego obiegu pochodziły. Kolejną postacią tragiczną, tym razem nawet bardzo tragiczną, bo już z wieloletnim doświadczeniem "działaczowskim" jest oczywiście Jacek Adler, postać nad którą znęcać się nie ma już sensu. Do wydarzeń śmiesznych i absurdalnych należy wspomnieć o zjeździe portali LGBT w "Fantomie" - bardzo się wszyscy poobrażali za wyśmianie zjazdu a efektów i tak żadnych widocznych nie ma. Tak więc wtop wiele, ale nie ma co załamywać rąk - poza Paradą żadne z tych wydarzeń nie było znaczące dla osób spoza środowiska i żadne nie było - na szczęście - jakoś medialnie wyeksponowane.
Sukcesy 2009? Mogę być nieskromny i skrajnie nieobiektywny? Dziękuję :) Tak więc tutaj nie będzie wyróżnienia miejsca pierwszego, tylko wymienię podium - Ryszard Giersz i proces "szczeciński", książeczka o pingwinach i wielka dyskusja w mediach na temat nauczania o homikach, spacer po HomoWarszawie, który przyciągnął tłumy gości i zaskoczył wszystkich. Wysoko na liście znaleźć się powinny - kolejny dobry rok dla kultury LGBT, tym razem nie tylko z importu (Aldrich, Bechdel), ale i Polacy pokazali, że nie gęsi i swoich pedałów i lesby mają. Okazało się też, że potrafimy się już wewnętrznie dość dobrze zorganizować - przykłady to chociażby Wszyscy Na Tak, Nasza Sprawa 2 czy Dzień Wychodzenia z Szafy. Potrafimy też organizować się nie tylko w Warszawie - powstanie kilku nowych oddziałów KPH, nowej Lambdy (Zielona Góra, Bydgoszcz), nowej orgi (SPR w Toruniu) to z pewnością wydarzenia zasługujące na wzmianki, podobnie jak najciekawsza parada roku - Poznań! :) Ważnym wydarzeniem był koncert Madonny, choć ponoć średnie to to było w efekcie, a jak już przy Madonnie, to czemu nikt nie powiedział mi, że Teresa zaczęła blogować, toż to wydarzenie 10 lecia hehe ;)
Docenić należy też trzy teksty, które się ukazały - Piotra Oczko o samcołożnikach, Kitliński/Leszkowicz o klęsce queeru w Polsce i Moniki Płatek o tym jak w polskim prawie usuwano karalność homoseksualizmu. Ważne, ciekawe, inspirujące i tak dalej. A gdybym miał wpływ na jakiekolwiek realne i sensowne nagrody LGBTQ to bym nagrodził Jana Hartmana. Za wszystko co w tym roku opublikował, a za to szczególnie. Czapki z głów panowie i panie przed Profesorem!
I tak to wyglądało - były wtopy, dramatyczne pomyłki ale i wiele wydarzeń ciekawych, zasługujących na uwagę, skupiających wiele osób, mądrze angażujących, ale czegoś zabrakło. Czegoś spektakularnego. Doskonale - już też z praktyki - wiem, że na wszystko potrzebne są pieniądze, ale brakuje mi ciągle konkretnej, wspólnej (póki co dyskutują o tym jakieś zamknięte grona) dyskusji o powstaniu ustawy o związkach partnerskich. Nic o nas bez nas, tak więc czekania aż jakaś grupa, partia czy ktokolwiek za nas ustawę napisze jest bzdurne - trzeba to ruszyć wspólnymi siłami. A myślę, że jest wiele osób, które potrafiłyby taką akcję przeprowadzić chociażby do etapu stworzenia ustawy. Jej wprowadzenie to już inna sprawa. Choć wracając jeszcze do tworzenia ustawy - już po rozmowach o ustawie antydyskryminacyjnej widać, że będzie mega trudno - bez szerokiego wsparcia i konkretnego planu działania nic się samo nie zrobi. Za często się o tym zapomina.
Na koniec zacytuję podsumowanie roku wg Ewy, której blog w tym roku jest dla mnie wydarzeniem blogowym numer jeden:
Duży minus - tym razem ogólny - to coraz silniej uwidaczniający się w mnogości inicjatyw naszych organizacji brak wyrazistego lidera czy strategii działania
Ewa, doskonale wiesz, że nie ma lidera dlatego, że nikt jeszcze nie zwariował na tyle, żeby próbować być liderem tak różnorodnego środowiska. Wystarczy, że poczyta sobie komenty nt Biedronia czy innych Kostrzew i mu się odechce. Za dużo jest też wewnętrznych, często sprzecznych interesów, by wszyscy zaufali jednej osobie. Z resztą - spośród kogo mamy wybierać? Jakikolwiek typ na przyszłego lidera/liderkę? Może ktoś z zewnątrz... to by było dobre i odświeżające, ale też kandydatów i kandydatek nie widzę. Tak więc cieszmy się z sukcesów, wtopy wyśmiewajmy a w nowy rok wejdźmy z postanowieniem poprawy i przekonaniem, że to ma cholera jasna jednak jakiś sens.
Tak naprawdę podsumowanie roku powinno zaczynać się u każdego z działaczy/działaczek od pytania "Co zrobiłem/łam by związki partnerskie stały się faktem w Polsce?" Tylko boję się, że po takim pytaniu będziemy mieli większego kaca niż po najbardziej zakrapianym sylwestrze.
ps. nie będzie podsumowania wydarzeń "niedziałaczowskich" z racji braku czasu i chęci do klepania. Bezdyskusyjnie w kategorii homofobia roku wspólnie na podium powinni stanąć - Cameron, Terlikowski i Cejrowski. Niech im podium ciężkim będzie.
-------
A co waszym zdaniem było hitem i wtopą roku? Abiekt z pisaniem się zamyka na dwa dni i chętnie podyskutuje :)
wtorek, 29 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 01:06 11 komentarzy Trackback
Tematy: wydarzenia
Podsumowanie cz. 1
Miałem jakiś plan na to podsumowanie, ale jak zwykle wszystko zmieniam i w zasadzie to przyglądam się zeszłorocznemu myśląc, że trza to jednak inaczej napisać. Zwłaszcza, że w 2009 roku pojawiło się baaardzo wiele osób wokół mnie i bardzo wiele się wydarzyło. Tak więc zacząć powinienem od książek. Oczywiście najważniejsze dla mnie są te trzy, które wydałem :)
Fun Home, którego dodruk już niedługo się pojawi, a który zaskakiwał mnie wielokrotnie - najpierw jako tłumacza, który czuł się jak górnik co wykopuje spod słów tysiące konotacji a na końcu odkrywa, że to jednak kryptocytat np. z Fitzgeralda czy jakiejś operetki. Ponad trzydzieści recenzji, wzmiankowany przez Janion, Szczukę, Kurz, Pietrasika, Kurkiewicza; znalazł się na listach najważniejszych książek roku ("Polityka") i komiksów (drugie miejsce w "Przekroju"), tytuł komiksu miesiąca na kilku portalach komiksowych, a wg nieoficjalnych danych był też jednym z najlepiej sprzedających się "dorosłych komiksów" mijającego roku. Tak więc wraz z Timofem możemy odtańczyć sukces, choć pewnie gdybyśmy byli w kraju, w którym komiks jest traktowany bardziej serio to może by szum był jeszcze większy.
HomoWarszawa, czyli największy projekt prowadzony "od zera". Mam nadzieję, że nam się udał, a na następne wydarzenia przyjdą znowu chętni poznania "innej" Warszawy mieszkańcy i przyjezdni. HomoWarszawa to taki projekt mentalny - trochę udało się nam pokazać, że to jest nasze ukochane miasto, choć go nienawidzimy czasem i chętnie wyjeżdżamy na 24 godziny... Dla mnie ważna książka bo nie dość, że się napracowałem przy tym to do tego po raz pierwszy musiałem zarządzać 6 autorami, B od składu, R. od zdjęć, drukiem, reklamą i to było dość upiorne. Do tego autorzy (i autorka) to jednak indywidualności całkiem spore i - co tu dużo ukrywać - starsze od Abiekta, więc wymagało to sporo poświęcenia. Stoi teraz na półeczce i uśmiecha się tęczowo do mnie.
Nad Mężczyzną, przedmiotem pożądania przyznaję się nie napracowałem specjalnie, ale było to w momencie wydawania HomoWarszawy, więc na szczęście T. skoordynował co trzeba było i jakoś się pojawił. Komiks dla mnie niesamowity, ale póki co mało reklamowany - po prostu już zabrakło czasu i sił. Na szczęście nakład nie wymagający wielkiego poświęcenia :)
To jeśli chodzi o książki wydane i przeczytane, to kilkanaście można by wymienić, z pewnością warto wspomnieć o Geje i lesbijki, pod redakcją Aldricha, na pewno warto zerknąć a nawet poczytać nową książkę Jacka Kochanowskiego, zawsze można oczywiście po prostu wejść do księgarni i wybrać coś sobie, więc moje polecanki tu pewnie sensu nie mają. Przez cały rok zabierałem się do Colette - nie udało mi się. Z zagranicznych nabytków to dwie rewelacje w tym roku odkryłem: Out of the Past. Gay and Lesbian History from 1869 to the Present oraz Making Sexual History czyli zbiór świetnych artykułów Jeffreya Weeksa. Za to z łatwością wskaże na największe gnioty roku, ale o tym już pisałem na Homikach (tu i tu).
W 2010 rok patrzę z lekkim przerażeniem, w tej chwili w trakcie powstawania są trzy książki, a w planach jeszcze trzy (zależnie od pieniędzy jakie dostaniemy). To mnie lekko deprymuje ale staram się uśmiechać i przypominam sobie sytuację z tego roku, gdzie na noc przed oddaniem HomoWarszawy do druku siedziałem do 7 rano wraz z B. po drugiej stronie internetu czyli w Trójmieście i o mały włos żeśmy się nie pozabijali bo ja napisałem zdanie w sposób uproszczony, a B. w jeszcze bardziej uproszczony je odczytał... kurwy poleciały ale szybko się dogadaliśmy i dziwnym trafem książka nie miała wielkiego opóźnienia.
Pisanie o książkach to zasadniczo też powinno być pisanie o ludziach, bo bez nich by to wszystko nie powstało, a ja samotnie (czy jak ja wolę: samodzielnie) daleko nie ujadę. Tak więc za cały rok muszę tutaj publicznie podziękować Grupie Skolimowo, czyli Michałowi, Marcinowi, Krzyśkowi, Uschi, Ydze, Bartkowi i innym poznanym na Skolimowie i w jego okolicach. Spoza oczywiście też wiele osób pomagało, a przynajmniej starało się nie przeszkadzać w pracy, ale ich nie wymieniam bo lista byłaby ogromna, a kolejność alfabetyczna pewnie by nie zaspokoiła wszystkich, no i łatwo o kimś zapomnieć (a jakby pisać tylko inicjały to by też i głupio wyszło - AS, MPi, MPa TM, KK, PS, PFK, RC, PSZ... no i kto by to zrozumiał?). Wielką rolę w książkowych przygodach odgrywają też wszyscy, którzy mimo zapracowania i innych spraw poświęcili mi czas i konsultowali, tłumaczyli, rozmawiali. Bez dziesiątek osób, którzy jakoś jednak ufają Abiektowi i chcą z nim współpracować nic by się przecież nie ukazało.
Jak już jednak wspominam o ważniejszych osobach, które przynajmniej nie przeszkadzały to jeszcze należą się wielkie podziękowania dla Tomka i Buziaka z Lodi-Dodi, dobrym duchom dzięki którym Abiekt... no którym Abiekt bardzo dziękuje i może tyle :) Dobra atmosfera po pracy też jest przecież ważna, a akurat w LD można się jej prawie zawsze spodziewać :)
Tak więc chyba na tyle z podsumowaniem książkowym, które jak się okazało było też podsumowaniem "rodzinnym". Faktycznie, w jakiś sposób tworzymy rodzinę w działaniu - i to się tak naprawdę stworzyło przez ostatni rok - grupa osób, które chcą ze sobą pracować, mają wspólne plany, spotykają się i tak dalej. To zdecydowanie pomaga :)
Jutro trochę o ciotkach działaczkach - czyli wesołe kumoszki z Żelaznej vs Gwałt na Żurawiej. A tak bardziej na serio - przypomnę co się działo i dlaczego dalej jest jak było heh.
ps. a nie mówiłem, że Adler tylko szkodzi - dzisiaj już mieliśmy telefon z "Rzepy"... bardzo kulturalnie wyjaśniłem, że gaylife.pl to odosobniony i dość kuriozalny przypadek.
poniedziałek, 28 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 18:00 0 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekt czyta, Abiekta przypadki, Kulturalnie, Obcy w Internecie, tłumaczenia
O koledze Terlikowskiego i ferajny
Jechałem dzisiaj długie godziny pociągiem i myślałem, że dostanę nerwicy. Oto co rano przeczytałem. Redaktor Adler postanowił zaprzyjaźnić się z Rzepą... ech. Poniżej mój komentarz, bo myślę, że to trzeba skomentować, choćby prywatnie:
Media, również LGBTQ mają prawo do krytyki poczynań osób z tzw. środowiska. Wielokrotnie nie rozumiały tego organizacje protestując przeciwko ujawnianiu niektórych informacji, negatywnym komentowaniu poczynań, czy czasem braku ich działań. Jesteśmy małym środowiskiem, które tworzy kilkaset osób – większość z „działaczy” i „działaczek” zna się – chociażby z kontaktów internetowych. Podobnie redaktorzy i redaktorki „naszych” mediów – przeważnie – nie są osobami anonimowymi. Dlatego tak łatwo na siebie najeżdżamy i ze sobą czasem walczymy. Przykładem takiego bezpardonowego ataku ze strony mediów LGBTQ na działaczy, w tym wypadku na osoby jak najbardziej prywatne (w znaczeniu – nie reprezentujące organizacji a samych siebie) jest artykuł firmowany przez „redakcję” portalu Gaylife.pl. W tym szkalującym i kłamliwym artykule osoby, które postanowiły pozwać redaktorów „Rzeczpospolitej”, jej redaktora naczelnego oraz wydawcę gazety za niezgodne z prawdą, nieuprawnione i poniżające artykuły, które ilustrowały tegoroczne wydarzenia wokół warszawskiej Parady Równości, zostały niesłusznie zaatakowane, a ich działania zostały podważone przez pseudo-solidarność z „kolegami po fachu z Rzepy”.
Rozumiem, że można mieć pretensje do organizacji, te w końcu są podmiotami, które działają niejako w imieniu osób LGBTQ, reprezentują – niekoniecznie chcąc to robić – pewien zbiór osób, których łączy dążenie do wyzwolenia się z dominującej heteronormatywnej wizji świata. Ale kim trzeba być, żeby w imię prawa mediów do krytyki, aspirując do bycia portalem „gejowskim”, atakować osoby prywatne, które nie występują w imieniu żadnej organizacji, a z pomocą wielu osób same chcą walczyć z chamskimi praktykami jednej z gazet. Gaylife solidaryzuje się z „Rzeczpospolitą” i redaktorem Terlikowskim. Czy po to by rozgrywać prywatne wojenki jesteśmy gotowi na pakt z najbardziej homofobicznym, dużym dziennikiem w Polsce? Jak trzeba mieć poustawiane priorytety by publicznie popierać homofobicznych redaktorów? W imię źle pojętej wolności słowa? Wolność słowa nie jest jak próbuje się nam często wmówić wartością a priori – istnieje wiele przesłanek do tego, by uznać, że wolność słowa ograniczona jest takimi elementami jak właśnie kłamstwo, poniżanie, zwłaszcza grup mniejszościowych, narażonych na stygmatyzację i - w naszym wypadku – agresję nie tylko werbalną. Występując w obronie wolności słowa redakcja Gaylife występuje przeciwko interesom własnego środowiska. A może już nie jest to „własne” środowisko? Czy musimy dzielić się z powodu homofobicznego dziennika? Na tym właśnie zależy takim personom jak Terlikowski czy Cejrowski – byśmy sami, biorąc za chlubne tradycje polskich kłótni narodowych – nie dogadali się i „powybijali”. Nie ułatwiajmy im roboty.
Oburzającym jest fakt, że osoba chcąca być głosem środowiska LGBTQ nie potrafi wyjść poza osobiste uprzedzenia i postanawia poprzeć kolegów-homofobów. Czy taki portal nadal może być uznawany za jedno z mediów LGBTQ? Uważam, że po tym (ale też innych) artykule Jacek Adler stracił jakiekolwiek moralne prawo do wypowiadania się w imieniu środowiska.
Nie mówię – musicie nas popierać. Możecie mieć swoje zdanie, uznawać wytyczanie procesów osobom, które nas obrażają za zbyt daleko idące działania, ale nie możecie stawiać się w jednej linii z homofobią i nienawiścią, jakie od lat sączy na temat osób LGBTQ redaktor Terlikowski czy śp. redaktor Rybiński. Brak poparcia dla NS2 nas nie zaskakuje – każdy ma prawo do własnego zdania, ale artykuł opublikowany przez Gaylife to przykład choroby toczącej nasze środowisko – uległości, strachu, niezborności, przyjmowania poddańczej pozycji motywowanej dbaniem o „standardy”.
Uschi Pawlik i Michał Minałto wykazali się ogromną odwagą cywilną – nie boją się stawić czoła poniżającym praktykom dużego dziennika. Szkoda, że niektórzy ze strachu, a może i zazdrości postanawiają dezawuować takie działania. W ten sposób nigdy nie nauczymy osób LGBTQ, że o swoje prawa można i należy walczyć, nie tylko pisząc, ale – gdy przekroczone zostaną granice – stawiając przeciwnikom czoła w sądzie. Tylko poprzez kształtowanie postawy obywatelskiej, nieuniżonej, nieprzepraszającej doprowadzimy do zmian. Kilka takich spraw jak Nasza Sprawa 2 nauczy wiele osób, że homoseksualiście nie są bezbronni i ulegli, że grupy, które z różnych przyczyn są przez społeczeństwo stygmatyzowane i wykluczane zasługują na ochronę. Szkoda, że tego nie rozumie redakcja portalu, który solidaryzuje się… z „Rzeczpospolitą”.
------
UPDATE. Poniżej sprostowanie wysłane do redakcji "gaylife.pl":
Szanowna Redakcjo,
Zgodnie z art. 31 i 32 ustawy Prawo prasowe z dnia 26 stycznia 1984 proszę o zamieszczenie sprostowania do artykułu „Koza wielce obrażona”.
Red. Naczelny "Rzeczpospolitej" jest pozwany jako odpowiedzialny za więcej niż jedną publikację gazety - tymczasem jego pozwanie publikacja "gaylife.pl" uznała za błąd.
Nie domagamy się przeprosin dla członków Stowarzyszenia Otwarte Forum, lecz dla powódki i powoda, którzy są członkami Stowarzyszenia. Sugestia, że powód i powódka domagają się przeprosin dla innych osób stowarzyszonych w SOF jest niewłaściwa.
Na portalu "gaylife.pl" zamieszczono mogącą wprowadzić w błąd informację o żądanych przeprosinach. Właściwy tekst żądanych przeprosin został opublikowany w serwisie www.naszasprawa2.pl
Nie mamy do czynienia ze zbiórką publiczną, lecz z apelem, skierowanym przez prywatne osoby o składanie darowizn na konto Stowarzyszenia, które podjęło się wsparcia Naszej Sprawy 2 - proszę o wyraźne podkreślenie tej kwestii. Dziękujemy za bardzo liczne wsparcie i wyrazy poparcia.
Mecenas Jacek Świeca nie jest wyłącznym autorem pozwu. Pozew przygotowany został zasadniczo przez Karolinę Kędziorę, prezeskę Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Redakcja "gaylife.pl" bez wysiłku mogła dotrzeć do tej informacji - została ona zamieszczona na stronie www.naszasprawa2.pl.
Zastrzeżenia wobec mc. Świecy bardzo nas zasmucają. Przedmiotem publikacji na stronie www.naszasprawa2.pl nie był pozew w jego całości. Redakcja "gaylife.pl" nie zapoznała się z pełnym tekstem pozwu oraz załączników. Tym samym oceny treści pozwu dokonane przez redakcję
"gaylife.pl" są bezpodstawne. Redakcja nie próbowała nawiązać kontaktu z powodem i powódką w celu uzyskania dostępu do pełnej treści pozwu.
W komentarzu odredakcyjnym czytamy: "Jeśli domagamy się dla siebie szacunku – nie obrażajmy innych.". Występowanie na drogę procesu cywilnego nie jest próbą obrażenia nikogo, a takie stawianie sprawy neguje sens istnienia instytucji wymiaru sprawiedliwości. Sugestia, że powód i powódka próbują kogokolwiek obrazić jest nieuzasadniona.
Wyrażamy ubolewanie, że "gaylife.pl" chce przedstawiać swoim czytelnikom tak niepełny i pełen błędów materiał, jak w dniu 27 grudnia 2009.
Z poważaniem
rzecznik prasowy Nasza Sprawa 2
niedziela, 27 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 20:54 15 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekt walczy słowem
We can quote the Bible too!
U Ewy odkryłem coś i "leje ze śmiechu":
Zwłaszcza to ostatnie mi się bardzo podoba. Dobry pomysł na EuroPride :)
Terlikowski się, jak już wspominałem, wyżył, warto poczytać komentarze. Jak oni ładnie życzenia składają obok wspominania o "zoomofilnych pederastach". Tutaj ciekawy komentarz w drugą stronę.
SDPL wykupił mailingi i reklamy na portalach gejowskich, żeby reklamować raport, który przedstawili podczas Kongresu PES (lewicowej frakcji współrządzącej w Parlamencie Europejskim). O raporcie już pisałem dawno temu więc nie wiem po co znowu to wyciągają, ale informują w mailingu, że w styczniu 2010 kolo poselskie SDPL przedstawi w sejmie projekt ustawy zrównującej ochronę mniejszości społecznych. To bardzo rzadko używane określenie "mniejszości społecznych" mam nadzieję, że nie znajdzie się w propozycji, a mniejszości zostaną dookreślone, bo znowu będzie tak, że trzeba będzie udowadniać, że homoseksualiści są mniejszością społeczną. W ogóle jestem ciekaw tej nagłej inicjatywy świątecznej - z racji absolutnego braku zaufania do lewicy, które w 2009 roku się pogłębiło u wielu osób, zawsze przy takich okazjach zastanawiam się co kto chce ugrać. Zwłaszcza, że w Raporcie nie ma praktycznie nic o Polsce. Wygodnie się pisze o Ukrainie czy Białorusi, a już robienie czegoś tutaj ech...
Mam wrażenie, że pod koniec każdego roku orgi i osoby zaangażowane powinny odpowiadać sobie na pytanie - o ile bliżej jesteśmy do stworzenia i wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich (jakiejkolwiek, po prostu - byle była)? Z dwóch przesłanek można wywnioskować, że szanse na powstanie o ile są duże, to już szanse na wprowadzenie zerowe - najpierw wybory prezydenckie, w 2011 parlamentarne, więc do końca tej kadencji zostało 1,5 roku. PO przeczeka, a później znowu PO i trza będzie atakować od początku nowy rząd.
"Każdy wybór, również w sferze seksualnej, zasługuje na akceptację. Jest to dla każdego jego osobista sprawa" - powiedział zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Też mi łaskawca, phi :)
Kończąc, coś optymistycznego:
piątek, 25 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 22:33 0 komentarzy Trackback
Tematy: humor, wydarzenia
Nigdy nie czytać komentarzy (?)
Wiem, że czytanie tego, co ludzie wypisują w necie na temat homików to niebezpieczna czynność i nie powinno się tego robić pop odejściu od "suto zastawionego wigilijnego stołu", ale nie wytrzymałem i przeczytałem cała dyskusję na Gazeta.pl pod tekstem o NS2 i komenty na naszej stronie internetowej. Ogólnie to dostało nam się za pieniactwo, brak tolerancji i wyrozumiałości, poczucia humoru, niezrozumienia dla zoofilii, do tego jesteśmy pozbawieni ludzkich uczuć, a neologizmy jakie można odnaleźć przerażają. No to mamy prezent świąteczny - ludzką nienawiść i głupotę podaną na tacy.
Jak zwykle w takiej chwili przede mną trudne zadanie - czy usuwać koemntarze, czy lepiej zostawić. Staram się nigdy nie moderować komentów, ale teraz poważnie się zastanawiam.
Pociąg okazał się mało łaskawy. Od Wrocławia podróżowałem w czymś co przypominało lodówkę o kształcie rury z siedzeniami. Jest jeden plus wyprawy - w końcu się wyśpię :) A jak tam wasze "świętowanie"?
Bardzo mi się podobają teksty na fejsbuku i cudna poprawność polityczna autorstwa A.: tym, którzy lubią - Wesołych Świąt, tym, którym to obojętne - odpoczynku, tym, którzy nie lubią - przetrwania!. Szkoła przetrwania rozpoczęta :)
Ja wieczór z dokumentami i... końcówką lat 80-tych zaplanowałem. Dzisiaj takie klimaty wyznaję:
Do jutra mi przejdzie :)
ps. nożyce się odezwały (pozew nie dotarł, gdyż sąd wezwał nas do uzupełnienia danych - standardowa procedura), a konto Naszej Sprawy już dzisiaj powiększyło się za co bardzo dziękujemy i już po weekendzie publikujemy kolejne rozliczenia.
czwartek, 24 grudnia 2009 | Autor: Wojtek o 21:59 5 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekta przypadki, muzyka, Obcy w Internecie, prasa
Brak poczucia humoru
"Nienawidzę świąt". To zdanie wygłosiłem w ostatnim czasie wielokrotnie. Powiem wprost - udawanie, że się wszystkich lubi tylko z tego powodu, że niektórzy uważają, że jakiś czas temu dzieworódczo na świat przyszedł jakiś koleś, mnie wnerwia. Kupowanie prezentów, przymusowy wyjazd "na wigilię", udawanie, że się w to wszystko wierzy i ma zamiar w tym uczestniczyć źle na mnie działa. Nad ranem wsadzam dupę w Interciotę i jadę przed siebie. Dwa dni spędzę w MPWNZ (Mała, pierdzielona wioska na zadupiu), potem Wrocław, Berlin i powrót do domu.
Do nerwicy doprowadząją mnie życzenia świąteczne. Outlook zapełnił mi się dzisiaj choinkami, bałwankami, chrystusikami i maryjkami - do tego próbowałem kupić "prezenty" (dla siebie) w ryku pseudo-kolęd, co sprawiło, że wyszedłem bez "prezentów". Nie można wybierać między Vivaldim a Bachem słuchając Jingle Bells! Torturowanie mnie widokiem wyrąbanego lasu, zwanego choinkami i "stroikami", historiami o karpiach pływających w sklepach i tym całym "wesołych świąt" powinno podchodzić pod stręczycielstwo.
Dlatego nie ma jak to zaszyć się w mieszkanku, włączyć muzykę, czy spotkać się z ludźmi w otoczeniu "bezkolędowym". I o takich "świętach" marzę - leżę na kanapie, słucham Bacha, czytam książki a cały świat wariuje bo nagle jest 25 grudzień.
Zapewne dzisiaj po południu zacznie się nawałnica sms-owa z życzeniami od ludzi, którzy pamiętają o mnie dwa razy do roku. Na szczęście, w MPWNZ nie mam już praktycznie żadnych znajomych co sprawi, że będę mógł się skupić na uderzaniu w klawisze i tworzeniu kolejnych stron dokumentów. A Wam wszystkim serdecznie życzę byście spoczęli w pokoju - na kanapie, z piwem/winem, muzyką i książką. Miłego weekendu!
A tak się przestawia plan jazdy na poranek, nawet PKP mi przypomina, że pobyt będzie "dłuższy"...
PS. No i chętnych zapraszamy TUTAJ. Rzepa zarzuca nam "brak poczucia humoru". To prawda, jesteśmy wkurwieni i mamy do tego prawo :)
Autor: Wojtek o 01:52 6 komentarzy Trackback
Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia




