Marudzenie o tożsamościMarudzenie o tożsamościO co mi chodzi? O to, czy można kogoś zaszufladkować tylko dlatego, że kochał się z facetem. Jakoś w tych dążeniach politycznych najbardziej niebezpieczną kwestią staje się tożsamość.

Czytaj dalej

Odkryte-zakryteOdkryte-zakryteOni mówią językiem, który uniemożliwia powiedzenie pewnych rzeczy wprost. Dla nich jest to nie na miejscu. To nie są ludzie coming-outów.

Czytaj dalej

"trup...""trup nie należał do żadnej z literackich grup"Mam dość tego cholernego kota co na fejsie nie wie co z sobą zrobić. Polecam coś innego:

Czytaj dalej

I po NS2ŚwiadekWyrok zapadł, jeszcze tylko chwilę poczekamy na pisemne uzasadnienie. Przegraliśmy.

Czytaj dalej

Plus do egoPlus do egoW tym co do tej pory zrobiłem otrzymałem wiele wsparcia, ale i dużo hejtu, który mnie na szczęście niewiele przejmuje.

Czytaj dalej

Rss

Uwagi o rzeczywistości

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, Obcy w Internecie | Opublikowano poniedziałek, 12 marca 2012

Powrót do pisania na blogu jest jednak mozolny. Trochę wydarzeń z życia zawodowego i prywatnego sprawiło, że oddalam się jakoś od tej formy przekazu.

Zacznijmy od tego, że wczoraj była Manifa. Tym razem - po raz pierwszy od dawna - nie brałem w niej udziału. Niestety każdą Manifę odchorowuję a jakoś w tym roku nie mam nastroju na rozłożenie się, zwłaszcza, że przede mną naprawdę trudne dni. Jakoś też nie po drodze mi z częścią haseł Manify, ale to przerabiam od lat. Jest to wyjątkowa chyba manifestacja, gdzie idą kobiety biznesy i zwolenniczki socjalizmu. 

Z ciekawostek - MNW wciąż zbiera podpisy pod apelem, oraz można na nią przekazać 1 procent podatku. Będą też pewne zmiany w akcji, o których niedługo poinformujemy :)

Prawda jest taka, że na naszym podwórku wieje nudą. Ok - próbuje ją przełamać KPH publikując filmik dot. 1 procenta:



Pomysł jest ciekawy, ale niestety ja cztery raz próbowałem odświeżyć filmik bo myślałem, że coś się zepsuło. Zaintrygować trzeba od razu, a nie po tak długim czasie. Komentarze w necie mało przychylne widuję. A już całkiem mnie rozwaliło zatytułowanie jednego z filmików "GEJU, LESBIJKO WSTĄP DO ARMII! Nowa kampania reklamowa MON". Nie dość, że jest w tym coś z nieuczciwej reklamy, to reklama ma podobną treść jak inne i do MON się nie odnosi. Brzydka praktyka polegająca na tym, że może ktoś to obejrzy zaintrygowany tytułem.

Przed nami w kwietniu nowa strona internetowa, liczę na dobre przyjęcie no i festiwal filmowy. Wkraczamy też w okres przedparadowy i na szczęście niektórzy z organizatorów Parad już podają jakieś szczegóły. W przeciwieństwie do największej parady, łodzianie i łodzianki już mają program. Fejsowa strona Parady Równości milczy na temat przygotowań. Szkoda by było temat zawalić skoro ustawa już w Sejmie...

Tyle na dziś uwag i malkontenctwa :)


Tęczowy fejs w lutym

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 7 marca 2012

Kolejny ranking stron fejsowych trochę opóźniony. I ponownie krótko.

Największe skoki zanotowały takie cudowne strony jak "Fajny chłopiec, dobrze że gej" (+66%), "Festiwal Równe Prawa do Miłości" (+18%) i "Fajny chłopiec, szkoda że hetero" (+15%).

Podobne wyniki w kategorii wzrost fanów liczony bezwzględnie. Tutaj palmę pierwszeństwa dzierży "Fajny chłopiec, dobrze że gej" (+1832) przed "Miłość nie wyklucza" (+412) i "Festiwal Równe Prawa do Miłości" (+288).

Podsumowując pierwsza dziesiątka największych fejsowych stron wygląda teraz tak:

Mamy jedną nowość i jest to ciekawa sytuacja, ponieważ strona oprócz wrzucania zdjęć ładnych chłopców jednak przemyca też treści homicze w rodzaju apel o zajęcie się ustawą o związkach partnerskich.

Zobaczymy jak sytuację zmieni wprowadzenie timeline na stronach fanowskich. Pierwsze reakcje są bardzo negatywne, ale ludzie się przyzwyczajają. Gorzej dla adminów, że jest trochę więcej roboty. Efekty zobaczymy w połowie roku.

Anka Zet

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano

Jakiś czas temu na IS pojawiła się informacja o występie Anki Zet podczas konferencji Episkopatu Polski w ramach przygotowanego przez KAI raportu o stanie kościelnych finansów. Anka Zet zadała pytanie (o ile to można pytaniem nazwać) i została wyproszona z sali. A tak to wyglądało (ok 5 minuty).

Teraz możemy na IS przeczytać jej artykuł o gejach i Kościele. Nie jest to dobry tekst. Chaotyczny i - co najgorsze - pełen stwierdzeń nieprawdziwych lub nieudokumentowanych Czytamy m.in., że księża "prawdopodobnie są grupą, która w największym stopniu wykorzystała unijne fundusze." Cóż - do tej pory się mówiło o rolnikach, ale Anka Zet specjalistką jest od wszystkiego.

Zarabiają też na pisaniu i drukowaniu podręczników (...) Podręczniki obowiązują jednak w państwowych szkołach i są wymagane przez kościelnych i świeckich katechetów, a rodzice są zobligowani do ich kupowania.

Nie są jeśli nie puszczają dzieciaka na religie. A ci, którzy zgadzają się na takie lekcje zgadzają się na fakt, że dziecko będzie korzystać z podręcznika. A dalej jeszcze gorzej:

zaproponowałam, by polski Kościół Katolicki, wzorem innych państw katolickich, pobłogosławił związki gejów i lesbijek.

Ance Zet pomyliły się systemy. Daje przykłady Hiszpanii i Meksyku, ale przecież tam Kościół też nie błogosławi związków homiczych.

Gdyby wprowadzono taką ustawę, że każdy może przeznaczyć 6% swojego dochodu na dowolny cel, ludzie decydowaliby na co te pieniądze przeznaczą, czy na wybrany przez siebie kościół, czy organizację pozarządową. Proste i sprawiedliwe i obywatelskie.

Proste i bezmiernie głupie. Dzięki temu 6 procent by poszło na leczenie niemowlaków zgodnie ze standardem jednego procenta.

Tego już było za wiele organizatorom.


Niespecjalnie się dziwię.


Nie trzeba mnie było wyciągać siłą z Konferencji Episkopatu Polski.


Czekam na oburzenie, że takie zachowania są zwyczajnie niedopuszczalne w krajach uważających się za demokratyczne.

A ja czekam na akcję Anki Zet, która nie będzie czczym happeningiem, po którym czuje się zażenowanie. Wtedy chętniej stanę w jej obronie. Dla mnie jest to pieniactwo. Niestety, bo intencje to ona ma dobre, ale wykonanie porażająco złe. Szkoda, że Anka Zet jakoś nieszczególnie angażuje się w inne działania organizacji LGBT, może pracując nad czymś konstruktywnym przekonałaby się, że liczy się też styl. Trzeba mieć pion i poziom. Ance Zet tego drugiego w mojej ocenie zbyt często brakuje.

Nowe KPH?

5

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano wtorek, 6 marca 2012

Wracam do blogowania. Mam już bardzo dużo materiałów przygotowanych do kwietniowej premiery nowego działania tak więc znajdzie się więcej czasu na pisanie. Na początek nie-świeżynka. KPH zmieniło władze. I to tak dość diametralnie. Przewodniczącą KPH została Agata Chaber, która pokonała w głosowaniu Tomasza Szypułę, a niektórzy członkowie organizacji na fejsie robili relację live z wyborów. Trochę żenada, ale cóż - takie czasy.

Mam nadzieję, że pod nowym kierownictwem KPH zmieni się z organizacji-fortecy, zniechęcającej do kontaktów i wręcz unikanej przez inne orgi LGBT (poza wymuszonymi koniecznościami).

Cieszy mnie, że wygrała opcja depolityzacji organizacji. KPH swego czasu wydawała się być przybudówką SLD, teraz zaczęła wyglądać jak tęczowy oddział Palikota. Niestety nie było to dobre dla organizacji, a sam kilka razy od ciekawych osób mających ciekawe pomysły słyszałem, że nie zapraszają KPH do swoich działań bo boją się polityki. I nie piszę tego złośliwie, a by uświadomić niektórym, że o ile organizacje mogą i powinny współpracować z politykami to sytuacja, w której szefostwo organizacji stara się wykorzystać fakt "bycia szefem" do politycznego startu nie jest ładny i mile widziany.

Z informacji, które do nas spływają wynika, że KPH spróbuje odessać od piersi oddziały lokalne i da im autonomię - tzn. będą musiały się same zorganizować. Ktoś ładnie powiedział - nie trud narobić dzieci, a je wykarmić. Tego się od początku pomysłu z oddziałami obawiałem.

Na koniec. Niestety nowo-twory powstałe z KPH sprawiają, że ręce mi opadają. Otóż jakiś czas temu pisząc pewnego granta zaproponowałem wszystkich tym orgom udział w projekcie na zasadzie "my płacimy, wy pomagacie". I nie tylko nie dostałem żadnej odpowiedzi negatywnej, ale nawet odpowiedzi nie przyszły. A projekt byłby idealny dla środowisk lokalnych. No i co jakiś czas słyszę narzekania na to, że organizacje ludziom nie odpowiadają. Ja staram się to robić choć czasem mi się absolutnie nie chce, ale myślę, że jeśli mamy ludzi zachęcać do roboty - nawet niekoniecznie z nami - to warto zadbać o odpowiadanie na maile.

Dygresyjnie, bo naprawdę liczę na nowy zarząd KPH - o ile znam Chaber to awans jej się nie tyle należał, co po prostu był oczywistością. Ale po działaniach ich poznacie...

Tajny dziennik. Wypisy.

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekt czyta | Opublikowano piątek, 2 marca 2012


28 października 1976

Ktoś podszył się pod Andrzejewskiego, skopiował podpis. Odezwa  jak powiedział Wiktor Woroszylski – w sprawie równouprawnienia mniejszości seksualnych.
Gracja do mnie
- Tam było napisane: homoseksualistów i lesbijek, tylko W[iktor] W[oroszylski] tak to określił ze względu na ciebie.[1]

9 czerwca 1977

Doszło do mnie z boku, że tłumaczyła [Anula] sobie moje życzliwe spojrzenie na nią raz zbyt gorąco, raz nie wiadomo dlaczego wrogo. Dziwni mnie to. Jestem stary chłop. Poza tym chyba ona wie, że nie lubię żadnej gry z babami. Ale baby takie są. Walą na oślep. Tłumaczą sobie świat na swoim rozpędzie. (...) Z niejedną babą zaprzyjaźnioną miałem kłopoty z odchwaszczeniem tej przyjaźni, z bezsensownych sentymentów. Le. dlatego przyjaźnił się z babami zupełnie starymi, z zakonnicami. Stara Ledera robiła mu sceny zazdrości, znosiła wielkie fochy Leszka, ale o każdą babę była zazdrosna niepotrzebnie. W końcu mu po latach zrobiła rozpaczliwe wymówki o gust seksualny.[2]

23 czerwca 1977

Chciałem zerwać kawałek plakatu z ciekawą dupą męską, ale się nie udało. Udałem się w głuchoniemy park. Pijak młody wstał z ławki. Pytał o zapałki. Potem, że szuka swojej paczki. Dałem mu spokój. Milicjant już gdzieś świecił. Pijak usiadł i zasnął.

W uliczce po ciemku widzę: facet prowadzi przed sobą dużego psa za tylne nogi w górze. Kiedy doszedłem, pies dyszał, pan obcierał ręce chusteczką.[3]

10 sierpnia 1977

Ucieszyłem się na widok dwóch mężczyzn trzymających się za ręce. Ten schemat chłop-baba, chłop-baba wygląda strasznie. Rozmnażalsko. Chwilami baby wydają mi się natrętnymi istotami. Dobrze, że nastąpiło wyrównanie ilościowe.[4]

połowa października 1977

Pamiętam raz jak Gracja przed laty powiedziała do mnie:
- Ja się boję, że ty z Leszkiem będziesz miał tak jak Szaniawski z tą babą, nie oswobodzisz się od niego do końca życia.[5]

po 26 grudnia 1977

[Leszek] Jak który malarz nie robił aktów męskich, to znaczy, że lubiał baby. A jak ma akt męski, to już znak, że coś. Jak dwa, to oho. David ma tylu nagich chłopów. Okazuje się, że chłopów lubiał. Prosty sprawdzian. (...) Rozumiesz?[6]

5 stycznia 1978:

(...) wyszedłem na zimno. Przymarznięty śnieg, wschodni wstręty wiatr, tramwaj, wysiąście na Marszałkowskiej, sklepy, doznanie jeszcze innego rodzaju, bo dwóch zajmujących mężczyzn, a właściwie jeden w pewnym miejscu  szczególnie interesujący w pewnych szczegółach. Wróciłem pośpiesznie i pocąc się do domu, z przesiadkami, z podlatywaniami, bo te przystanki są oddalone coraz bardziej od siebie, ze zbieganiem po schodach. Bo miałem pewne spotkanie blisko domu, w pewnej sprawie niby to rozrywkowej. Cel spotkania  jednak był chybiony.[7]

25 stycznia 1978

Niedawno spotkałem na ulicy Henia, który występuje w moim Pamiętniku z powstania jako ten znajomy spotkany na Miodowej pod koniec Starego Miasta sanitariusz, który wziął nas do kanałów, mnie, Swena i Zbyszka. Tego Henia spotkałem potem po wojnie. Tak w zyciu cywilnym to on jest szary, samotny, krząta się dookoła swoich spraw. Wtedy po wojnie opowiadał mi o swoim przyjacielu, z którym mieszkał na Wolskiej koło Płockiej, którego ja zresztą znałem, bardzo młodego. Henio był na Starym Mieście, tamten został na Woli. Niemcy weszli i rozstrzelali wszystkich mężczyzn. Henio mi mówił, że odkopywał go. I zaczął mi tłumaczyć w pewnej chwili
- Tutaj jego grób, tam ściana, jak ten ustęp...[8]


[1] s. 233.
[2] s. 362.
[3] s. 368.
[4] s. 382.
[5] s. 423
[6] s. 460.
[7] s. 464.
[8] s. 489.

Niebezpieczna igraszka

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano niedziela, 26 lutego 2012

Pisałem już o Tęczowej Trybunie. Zastanawiałem się czy pomysł "tęczowej trybuny" to rzeczywista potrzeba jakichś ludzi czy poroniony pomysł twórców spektaklu. Nigdzie nie było jasnej odpowiedzi. Teraz dostaliśmy:

Twórcy spektaklu założyli stronę internetową ruchu, wysłali pismo do władz miasta, a sprawą zainteresowały się media.

- Jest to fikcyjne i nie jest - mówił po spektaklu Paweł Demirski, dramaturg. - Podobne ruchy kibiców-gejów w Europie istnieją. Są budowane na bazie fanklubów, stowarzyszeń, osobnych lig piłkarskich. To jest spory nurt emancypacyjny. Nas bardzo szalenie interesowało, czy jesteśmy w stanie zrobić rodzaj przedstawienia na deskach teatru, ale także w mediach. Namieszaliśmy dosyć dużo. Chcieliśmy coś przetestować. Zobaczyć, w jaki sposób na naszą akcję zaczną odpowiadać strony pośrednio zainteresowane.

- Projekt się nie udał - mówiła Monika Strzępka, reżyserka. - Jego celem było to, żeby ruch fikcyjny stał się rzeczywistym ruchem.

Drodzy Strzępka and Demirski. Państwu albo się pomyliły kraje albo Państwo mają widzów - często "tęczowych" za idiotów. Pomysł "tęczowej trybuny" został wyśmiany, a Wasza akcja doprowadziła do eskalacji -nie tylko internetowej - agresji kibolskiej wobec osób LGBT. Rozwścieczenie kiboli pomysłem jest faktem, tak samo jak faktem jest to, że pomysł wystawił na śmieszność działaczy LGBT, którzy - w fikcyjnym liście - popierali pomysł.

Igranie - dla sztuki - z homofobią, traktowanie jej jako narzędzia w zbożnym celu poprawy sytuacji w tym przypadku obróciło się przeciwko grupie ludzi, którym chciano pomóc. Ale dzięki temu kretyńskiemu zabiegowi o Demirskim i Strzępce pisano wielokrotnie. To mogły wymyślić tylko osoby, które korzystają z przywileju bycia "kimś", które są niejako chronione i bardzo oddalone od rzeczywistości. Pieprzony kolonializm.

Zamierzałem wybrać się na spektakl na WST, ale już nie mam na to ochoty. No chyba, że twórcy pójdą na mecz z tęczowym szalikiem i parasolką "Żądamy ustawy...". Może wtedy zrozumieją, czemu eksperymentowanie "na gejach" nie popłaca.


Apelujemy!

1

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Miłość nie wyklucza, Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano piątek, 24 lutego 2012


Nie jestem miłośnikiem internetowych apeli i petycji. Nie będę robił z siebie hipokryty - to działania, które moim zdaniem mało dają, choć szum zawsze jest dobry. Niezależnie od tego czy lubię czy nie lubię - podpisuję.  Tym razem zachęcam do podpisania apelu o skierowanie pod obrady i rozpatrzenie projektu ustawy o związkach partnerskich, który wylądował w Sejmie.

TUTAJ podpisujemy. A tutaj zachęcamy do podpisywania.

Mam nadzieję, że uzbiera się nas kilka tysięcy w ciągu kilku dni, bo o przekroczeniu 20000 nawet nie marzę. Choć... nie zapeszajmy.

Co dalej z podpisami? W ubiegłym roku Pacewicz spotkał się ze Schetyną i przekazał mu podpisy. Może w tym roku się uda z Kopacz? Zobaczymy. Podpisujemy!

1 procent 2012

0

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano czwartek, 23 lutego 2012

Jeszcze tylko dwa miesiące rozliczania się z PIT-ów a póki co nie widać żadnych działań "naszych" NGOsów w celu zainteresowania ludzi zapisaniem im jednego procenta.

Moje zdanie na temat tej instytucji stali czytelnicy i czytelniczki dobrze znają. Jestem jej przeciwny. Co nie sprawia, że mnie to nie interesuje. Bardziej niż się może wydawać. Co roku publikuję tu trochę danych statystycznych dot. wyników organizacji i myślę, że ten rok może być decydujący.

Jeśli mamy wybrać organizację,której ten jeden procent zapiszemy (nie przekażemy, przekazuje państwo) to warto się przyjrzeć ich działaniom i finansom. Na szczęście orgi OPP mają obowiązek takowe publikować. Chwilowo nie działa baza sprawozdań organizacji, więc poszukałem ich na stronach. I tak:

Kampania Przeciw Homofobii nie opublikowała jeszcze na swojej stronie sprawozdania. Za to dowiadujemy się, że mają darmowy program do wypełniania PITu. Jak wszyscy. Do tego organizacja reklamuje na głównej stronie:


Od dochodu to wy się odpiórkajcie.

Lambda wyprodukowała newsa, w dziale raporty nie ma nic o 2011 roku. Za to jest dość dobrze sporządzone zestawienie grantów, które Lambda dostała na działania w ubiegłym roku. Tam działania ciekawe, ale mało widoczne. Cóż - nie od dziś wiemy, że Lambda dużo robi a nie umie tego sprzedać. 

Trans-Fuzja - niestety na stronie organizacji nie można odnaleźć żadnych sprawozdań, a w dziale "download" znajdujemy:


Podsumowując - czerwona kartka dla wszystkich. KPH nie ma informacji o źródłach finansowania i aktualnych rozliczeń, Lambda nie ma aktualnego rozliczenia a Trans-Fuzja nie ma na stronie niczego, no chyba, że mi ktoś linka poda to przeproszę.

Jeśli szanowne organizacje liczą na to, że będziemy korzystać z bazy pozytek.gov.pl to trochę się mylą. W newsach o 1 procencie organizacje nie opublikowały tego co zrobiły i za ile, co niestety uniemożliwia jakąkolwiek ocenę i podjęcie decyzji. Tzn. umożliwia jedną - wybranie innej organizacji, co zrobię ponownie.

Tęczowy viral?

3

Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie | Opublikowano środa, 22 lutego 2012

W ramach różnych pomysłów kampanijnych, nie tylko w MNW pojawia się pomysł filmiku viralowego. Pomysł jest świetny, realizacje gorsze, ale co najgorsze to to, że - póki co - nikt tego nie chce oglądać. Kampania "Po prostu miłość" opublikowała oświadzenie, które mnie powaliło: 


Już pięć dni zbierają się do 300, co też pokazuje jak obecnie trudno na fejsie wypromować nową stronę. Ale miało być o filmach. Przejrzałem co wyprodukowano i wyszło mi, że wyniki są fatalne. Co ciekawe nawet przy dobrych pomysłach jak spoty ze zwalnianiem Roberta Biedronia z pracy - oglądalność śladowa. Koniec gadania. Przegląd.

Spot Miłość nie wyklucza - 24339 wyświetleń


 Radziszewska zachęca do głosowania na różnorodność z Pirógiem - 21314


Wyjdź z szafy razem z nami - Paweł - 10960 wyświetleń


Po prostu miłość - Janusz Palikot - 7172 wyświetlenia na dwóch kanałach


Wyjdź z szafy razem z nami - Uschi - 7145 wyświetleń


Flash-mob - 6157


Wyjdź z szafy razem z nami - Anna Grodzka - 5137 wyświetleń


W zestawieniu nie ma np. spotu Koalicji Równych Szans, który - choć profesjonalnie zrobiony - ma mniej niż 5 tysięcy wyświetleń, podobnie jak ciekawego w pomyśle spotu z Biedroniem. Dziwne to jest. Albo ponownie wracamy do kwestii, że de facto nikt się tematem nie interesuje albo chcemy oglądać "naturalsów", pod których ani Koalicja ani Biedroń nie podpadają. Co ciekawe o wielelepiej wypadają filmy zagraniczne z polskimi napisami...

Czyli co - nie potrafimy zainteresować czy jak?

Proszę o poprawki do tekstu w komentarzach, może coś przegapiłem. ale ta "niesamowita" popularność przedstawionych filmików powinna dać "nam" do myślenia.

ps. mała osobista radocha - cztery z siedmiu tych filmów to efekt też moich działań :)

Marudzenie o tożsamości

4

Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano wtorek, 21 lutego 2012

Będę uprawiał tu dalej swoje marudzenie o tożsamości. Wynika ono z dwóch pytań, które sobie od dawna stawiam - o legitymizację działań i ich ew. wpływ na ludzi.

Z legitymizacją poradziłem sobie dość brutalnie - nie mam żadnej legitymizacji. Działam bo chcę zmiany. Ale gdy mówimy "my", "środowisko", "geje" to używam kwantyfikatorów, które są potrzebne ale kłamliwe. Żeby być precyzyjnym powinienem używać sformułowań "osoby będące za ustawą o związkach partnerskich" (czyli osoby, które odpowiadały na pytania w ankiecie), czy "pewna część środowiska", "niektórzy". Precyzja języka zabija przekaz. Z tym się pogodziłem, ale słowo "nasz" staram się tu ubierać w cudzysłów.

Jednak tożsamość jest dla mnie problemem większym. Otóż tożsamość, którą obecnie próbujemy sprzedawać jest sztuczna. Tożsamość seksualna określona jako predyspozycja do wchodzenia w relacje miłosne i erotyczne z osobami tej samej lub odmiennej płci nie opiera się na ostrej definicji. Otóż - weźmy chociażby osoby biseksualne - ich tożsamość może być różna, zmienna i czasowa. Współcześnie dążymy do  wyprodukowania zunifikowanej tożsamości na użytek celów politycznych. I chyba jedynie ten cel usprawiedliwia homogenizację tożsamości.

Przeczytałem już chyba wszystkie dzienniki jakie się ukazały, w  których "nasi" homoeroci piszą o swoim nieheteroseksualnym pożądaniu. I wniosek z tego dla mnie jest taki, że każdy z tych przypadków jest indywidualny i każda z przyjmowanych strategii jest inna. To też oczywiście efekt małej próby, ale... Mamy Zawieyskiego, który stosuje uniki i zakrycia, Białoszewskiego który robi uniki, ale jednocześnie próbuje zagrać wszystkim na nosie i choć trochę ukrywa faktyczną sytuację niektórych relacji to czasem autora ponosi i pisze wprost. Do tego jest Iwaszkiewicz, trochę grecki - celebrujący uczucie między mężczyznami ale odcinający się od jakiejkolwiek tego uczucia emancypacji. Dobrze czujący się w zagmatwaniu płci, co oddaje jego proza.

Próbuję to rozgryźć. Wniosek póki co taki, że tożsamość "geja" jest konstruktem narzuconym odgórnie. Niedługo nie będzie innej tożsamości. Po prostu uczymy się, że pewna tożsamość jest zwyczajnie łatwiejsza i jej ulegamy. To nie tylko kwestia popędu płciowego, ale i uwarunkowań kulturowych. Dlatego w naszych ankietach okazało się, że wciąż jest bardzo dużo kobiet-biseksualistek.

O co mi chodzi? O to, czy można kogoś zaszufladkować tylko dlatego, że kochał się z facetem. Jakoś w tych dążeniach politycznych najbardziej niebezpieczną kwestią staje się tożsamość. Bo przecież nie zrobimy kampanii na temat biseksualistów. Oni są niebezpieczni, rozwalają zero-jedynkową rzeczywistość.

Próbuję zrozumieć to co czytam. I próbuję z szacunkiem traktować wybory ludzi - często uwarunkowane czasem i miejscem, ale też - brakiem wzorca. Wzorzec wyemancypowanego geja jest czymś dość młodym, ale niestety tak utrwalonym, że inne modele są ignorowane czy nawet wykpiwane.

Dla działacza organizacji pozarządowej potrzebne są coming-outy, dla badacza - rozmowa o tożsamości i środkach stylistycznych. Trochę zaczynam uciekać od łatwości definiowania. Chyba powrót do założeń queer, ale i powrót do innego widzenia rzeczywistości. Jestem w pułapce, którą sam na siebie zastawiłem i z której próbuję się wyplątać. Nie reprezentuję nikogo, nie ma "geja" czy "lesbijki". Są różne modele relacji. I pakowanie ich w jeden worek, do którego się przyczyniam zaczyna mnie drażnić.

Nie wiem czy wiecie, ale wyszły listy Marii Komornickiej. I to jest właśnie egzemplifikacja problemu. Niepewnie się czuję po tej lekturze z określeniami, które stosują Filipiak czy Janion. Dla mnie to jednak choroba psychiczna jest najważniejszym elementem jej transgresji. A poszukiwanie odmieńców powinno być poszukiwaniem odmieńców, którzy mając pełną władzę nad sobą dokonując przemiany. Komornicka jawi się w listach jako zaburzona osobowość z manią wielkości i urojeniami. I tak trochę czuję, że te tomy o jej transgresji są tomami o niczym. Produkują model, który badacze i badaczki by chcieli widzieć w niej.

Produkcja modelu, ujednolicone wzorce i proste rozwiązania. Szczerze mówiąc to zaczynam się z tym źle czuć, bo sam ten model homogeniczny propaguję i przykładam niejedną cegiełkę do jego upowszechnienia.