Problem z ACTA
0
Autor: Wojciech Szot | | Opublikowano piątek, 27 stycznia 2012
A raczej z protestami przeciwko podpisaniu przez Polskę tego dokumentu są już coraz bardziej widoczne. Otóż dowiadujemy się co chwila, że protesty idą w stronę nacjonalistyczną, wśród grup protestujących są kibole i neofaszyści, a sprzeciw wobec kontroli stał się festiwalem poparcia dla hakerów. Najlepiej oddaje to relacja Gazety:
Tłum podzielił się na dwie frakcje. Jedna jest bardziej apolityczna, druga nie przebiera w słowach, skandując m.in.. "Tusk i Sikorski zdrajcy Polski". W tłumie znów są posłowie i posłanki Ruchu Palikota (Janusz Palikot, Wanda Nowicka i Anna Grodzka). Niewybredne hasła lecą także pod ich adresem. Kibole otoczyli Palikota i ścigali go, póki nie odjechał spod Pałacu samochodem.
W ramach protestów m.in. strona KPH została "zaciemniona", o czym organizacja dość nachalnie na fejsie spamowała. Jakoś nie wzbudziło to zachwytu, ale co tam - zawsze można się podpiąć pod jakiś ruch społeczny.
Żakowski napisał w Wyborczej, że jest przeciwny istnieniu praw autorskich, co skazuje go w moich oczach na banicję. Nie mam zamiaru tego pana już czytać i to nie jego pierwszy dziwaczny występ w mediach. Mnie się 90 procent zapisów ACTA podoba, oprócz tych o zbieraniu danych. A tłumaczenie się ludzi, że korzystają z redtube i innych rzeczy prawie wszyscy jest głupawe, bo akurat te strony dość kulturalnie stosują się do praw autorskich i wrzucają filmy raczej wypożyczane przez wytwórnie, z którymi współpracują. Podobnie jak oburzenie na Boniego, że przyznał się do ściągania filmów jest niezrozumiałe - Boni nie powiedział, że robi to nielegalnie. Dużo tego jest, ale jedno jest pewne - nie jest łatwo popierać coś co popierają pseudokibice i panowie spod znaku Smoleńska.
A na koniec najgłupszy news w ostatnich dniach. Otóż bloger TokFm opublikował fragment testu z podręcznika Operonu:
Autor wpisu sugeruje, że jeśsli ktoś definiuje, że homoseksualizm jest "nabyty" to mówi, że można się nim zarazić. No nieźle. Oczywiście słowo "nabyty" może takie coś sugerować, ale możliwe, że autorom chodziło o "homoseksualizm wtórny" (krótkotrwałe zachowania homoseksualne), który faktycznie można traktować jako nabyte. Nadmuchiwanie newsów to się chyba nazywa.
ps. Po NS2 wiele komentarzy, dużo negatywnych wobec wyroku, ale sporo w rodzaju "nie trzeba było się pchać". Cóż - niektórzy chcą by zmiany dokonały się bez wychodzenia sprzed kompa.
Tłum podzielił się na dwie frakcje. Jedna jest bardziej apolityczna, druga nie przebiera w słowach, skandując m.in.. "Tusk i Sikorski zdrajcy Polski". W tłumie znów są posłowie i posłanki Ruchu Palikota (Janusz Palikot, Wanda Nowicka i Anna Grodzka). Niewybredne hasła lecą także pod ich adresem. Kibole otoczyli Palikota i ścigali go, póki nie odjechał spod Pałacu samochodem.
W ramach protestów m.in. strona KPH została "zaciemniona", o czym organizacja dość nachalnie na fejsie spamowała. Jakoś nie wzbudziło to zachwytu, ale co tam - zawsze można się podpiąć pod jakiś ruch społeczny.
Żakowski napisał w Wyborczej, że jest przeciwny istnieniu praw autorskich, co skazuje go w moich oczach na banicję. Nie mam zamiaru tego pana już czytać i to nie jego pierwszy dziwaczny występ w mediach. Mnie się 90 procent zapisów ACTA podoba, oprócz tych o zbieraniu danych. A tłumaczenie się ludzi, że korzystają z redtube i innych rzeczy prawie wszyscy jest głupawe, bo akurat te strony dość kulturalnie stosują się do praw autorskich i wrzucają filmy raczej wypożyczane przez wytwórnie, z którymi współpracują. Podobnie jak oburzenie na Boniego, że przyznał się do ściągania filmów jest niezrozumiałe - Boni nie powiedział, że robi to nielegalnie. Dużo tego jest, ale jedno jest pewne - nie jest łatwo popierać coś co popierają pseudokibice i panowie spod znaku Smoleńska.
A na koniec najgłupszy news w ostatnich dniach. Otóż bloger TokFm opublikował fragment testu z podręcznika Operonu:
Autor wpisu sugeruje, że jeśsli ktoś definiuje, że homoseksualizm jest "nabyty" to mówi, że można się nim zarazić. No nieźle. Oczywiście słowo "nabyty" może takie coś sugerować, ale możliwe, że autorom chodziło o "homoseksualizm wtórny" (krótkotrwałe zachowania homoseksualne), który faktycznie można traktować jako nabyte. Nadmuchiwanie newsów to się chyba nazywa.
ps. Po NS2 wiele komentarzy, dużo negatywnych wobec wyroku, ale sporo w rodzaju "nie trzeba było się pchać". Cóż - niektórzy chcą by zmiany dokonały się bez wychodzenia sprzed kompa.
I po NS2
12
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano
To były trudne dwa lata. Trzeba było walczyć z pismami, zdobywać adresy, później pilnować terminów i pism. Przekonywanie ludzi, że trzeba walczyć w sądzie było chyba najtrudniejsze. Ile się naczytałem o tym, że nie mamy poczucia humoru (i to na homiczych portalach) to moje.
Nie mam wielkich pretensji o wyrok - spodziewałem się czegoś w tym rodzaju i był to eksperyment by sprawdzić chyba po raz pierwszy czy nasze przypuszczenia się odzwierciedlą w wyroku.
Nie czuję się po tym wszystkim najlepiej. Mimo wszystko mam wrażenie, że nie tylko walczymy z wiatrakami ale i wsparcie, które mamy jest na słabym poziomie. Gdyby nie to, że wciąż jesteśmy uwikłani - i ja jestem - w różne sprawy, w których musimy współpracować, to opisanie tego jak de facto olewamy się wzajemnie i jak udajemy, że coś robimy, czy czynimy gesty przyjaźni po to by później móc odnotować "pomagamy" byłoby przykre dla wielu osób.
Nie umiemy pracować razem. Każdy chce osiągnąć swój cel, trochę nie patrząc na to, że są cele wspólne. Doskonałym efektem tego są dwie propozycje ustawy o związkach partnerskich.
Nasza Sprawa 2 to była dla mnie szkoła tego, że można - cudem - doprowadzić do procesu, ale już za żadne skarby nie można doprowadzić do tego by wsparcie było realne, a nie deklaratywne. Trochę jestem zmęczony tym dziękowaniem "wszystkim, którzy nas wsparli". Tłumy to nie są.
I ludzie niby chcą zmiany?
"Krew pomieszana ze spermą"
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Historia LGBTq | Opublikowano środa, 25 stycznia 2012
Wczoraj przyszło dwóch przemoczonych do nici rozbitków z Ochoty, jeden z nich mój serdeczny przyjaciel Wacek M. (...) Wacek z kolegą dostali się do mnie i poszli potem dalej. Wacek ma żonę w Kazimierówce.
Czytając wydane nakładem Czytelnika „Dzienniki” pisarza łatwo pominąć ten epizod. Wracamy do niego dopiero po tym, co – niejako w uzupełnieniu do wklejonego do dziennika nekrologu Wacława Mili – napisze Iwaszkiewicz w 1975 roku:
Wacek Mila! Ze zdziwieniem przeczytałem lata, sześćdziesiąt cztery! Dzieci, wnuki, itd. Dla mnie to zawsze dwudziestoczteroletni chłopiec, niespecjalnie piękny, ale bardzo przystojny, o przepięknym ciele, który odegrał w moim życiu sporą rolę. Był bardzo męski i bardzo dobry, uczynny, nic mnie nie kosztował, lubił miłość i był już wtedy, gdyśmy naszli na nasze sposoby, nadzwyczajmym, namiętnym kochankiem. Już nie pamiętam, jakeśmy się poznali. Po prostu na ulicy, był granatowym policjantem. Był po męsku czuły i bardzo delikatny. Był „największym” moim kochankiem. Przychodził na Kredytową i wtedy nam nie bardzo dobrze szło. Ale zatelefonował do mnie, kiedy był u mnie Lenczewski wilią swojego samobójstwa. Nic nie wiedziałem, ale widziałem jego zdenerwowanie i potężnie się bałem. Telefon Wacka był jak zbawienie. Powiedziałem głośno: „Przychodź zaraz!”. I mam wrażenie, że to mi ocaliło życie; jestem pewien, że Lenczewski nosił się z myślą zastrzelenia nie siebie, tylko mnie i zrzucenia na mnie winy defraudacji. Już przygotowywał grunt pod to! Wacek był w AK. (...) Ślub jego we wrześniu 1943 roku to także cała epopeja, pożegnanie w knajpie (pamiętnej) na Nowogrodzkiej przy Brackiej, cała atmosfera Sławy i chwały trzeciego tomu. Bardzo czule wspominam to życie. Bardzo było intensywne. Krew pomieszana ze spermą, wóda i pierwszorzędne wina. Bardzo kochałem (niby to) Wacka. Potem próbowałem nawiązać kontakty, nic nie wychodziło.
Wacław Mila urodził się w 1911 roku, więc poznanie się Jarosława i Wacka nastąpiło w 1935 roku, co ciekawe – nigdzie w dzienniku Iwaszkiewicz nie wspomina o przyjacielu, jak i niewiele pisze o samobójstwie Lenczewskiego i jego defraudacji. A chodziło o sprawę niebagatelną – Lenczewski od 1932 roku był administratorem Stawiska, miał klucze do tamtejszego sejfu i zdefraudował pieniądze Hanny Iwaszkiewicz. Samobójstwo popełnił w 1938 roku. Niewiele więcej dowiadujemy się z innych opublikowanych dokumentów (wciąż czekamy na kolejny tom listów Jarosława i Anny Iwaszkiewiczowej z d. Lilpop), a sprawa wydaje się być niesłychanie interesująca. Sądząc po opisach Iwaszkiewicz był ekhm... „kochliwy”, a może po prostu – szczery?
źródła:
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911-1955, oprac. A. i R. Papiescy, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2007, s.251. Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964-1980, oprac. A. i R. Papiescy, R. Romaniuk, wstęp A. Gronczewski, Warszawa 2011, s. 457.
Nie dla związków, tak dla miłości?
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 23 stycznia 2012
W necie jest nudno - ACTA zdominowało weekend i przyglądanie się zdziczeniu obyczajów w postaci poparcia dla hakowania wszystkich możliwych stron już przestało być zabawne. Za to zabawnie jest na tablicy Festiwalu, który niedługo się w Wawie rozpocznie. Otóż jedno z wydarzeń Festiwalu uzyskało patronat "dzielnicy Ursynów". Czyli Guziała.
Krytykowałem ten związek już podczas Parady Równości, gdy to koalicjant PiSu okazał się świetnym partnerem dla tęczowych interesów, teraz jest jeszcze zabawniej:
Świetny argument dla sądu i świetny żeby podziękować za patronat. Ale o czym ja mówię - ile to już razy przypominałem, że niektórzy w orgach LGBT oddadzą wszystko za to by współpracować z "władzami"? Nadal uważam, że jedyną formą współpracy z partiami, które odmawiają nam związków partnerskich są konkursy i ew. współpraca w ramach projektów miejskich, czy komisji miasto-organizacja pozarządowa.
Oczywiście moje radykalne podejście może się nie podobać, ale wkurzenie pani Dominiki chyba jest zrozumiałe...
Nominować czy nie?
3
Autor: Wojciech Szot | Tematy: wydarzenia | Opublikowano czwartek, 19 stycznia 2012
Niestety w tej chwili mam dylemat moralny. Fundacja ogłosiła kapitułę konkursu:
Elżbieta Matynia, Wanda Nowicka, Dorota Warakomska, Eleonora Zielińska, Ryszard Kalisz, Tomasz Raczek i Jacek Żakowski.
Ani jednego przedstawiciela/jednej przedstawicielki organizacji pozarządowej, co sprawia, że duch nagrody jakoś się ulatnia. Ale to nie jest najgorsze. Otóż nie rozumiem co tam robią politycy. Jeśli chciałbym np. nominować Annę Grodzkę to bym się czuł jak kretyn wiedząc, że będzie ją oceniała jej partyjna/klubowa koleżanka. Nominacja dla Tuska do antynagrody też odpada, bo ew. decyzję o niej podejmą jego przeciwnicy polityczni.
Niestety w regulaminie nie ma ani słowa o tym w jaki sposób wybierana jest kapituła konkursu, ale zaproponowany układ sprawia, że nominowanie kogokolwiek zasiadającego w Sejmie nie będzie miało obiektywnej oceny, a wykluczenie organizacji pozarządowych jest niezrozumiałe. I co - nominować czy nie?
Plus do ego
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano
Chyba wszyscy bylismy tym zestresowani, działalność pozarządowa ma to do siebie, że rzadko jest nagradzana. W zasadzie przyzwyczajeni jesteśmy do jednego newsa i cieszy, a człowiek musi swoje robić. W tym co do tej pory zrobiłem otrzymałem wiele wsparcia, ale i dużo hejtu, który mnie na szczęście niewiele przejmuje. Dziękuję "Stołecznej" nie za nominację, ale za to, że jest faktycznym partnerem organizacji pozarządowych i potrafi być wobec nich krytyczna. Bo dla mnie partner, który nie jest krytyczny nie jest tak cenny jak ten, którego nie muszę się obawiać, bo zawsze napisze dobrze. I tak było do tej pory ze "Stołeczną". To lubię.
To oczywiście skłania do refleksji o sensie działalności, o tym co się zrobiło i co chce się zrobić. Mam wrażenie, że w ostatnich tygodniach wyklarowała mi się odpowiedź na pytanie "co chcę zrobić". Tym razem będzie to opierało się dość ściśle na współpracy organizacji LGBT i tego się obawiam, ale - może jak znowu pokażemy, że potrafmy "coś" zrobić na swoim własnym podwórku, to uda się to przenieść na inne.
Plus kilka punktów do ego. Trochę już przebieram nóżkami by zacząć nowy rozdział dla projektu Homowarszawskiego... bardziej mnie to kręci niż ustawa o związkach partnerskich, bo jednak od polityki to ja z daleka lubię być.
Odżywam
0
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, wydarzenia | Opublikowano poniedziałek, 16 stycznia 2012
Niestety wyniki ankiety, które przedstawimy 2 lutego w Lambdzie wskazują, że ludzie po prostu nie mają pojęcia co daje jedna a co daje druga forma ustawy. Wbrew pozorom nie ma większych różnic między osobami wybierającymi USC a tymi co chcą notariusza. Zdziwieni? Ja troszkę. Szczegóły już niedługo.
Tym razem mam trochę zakneblowaną gębę. Knebel polega na tym, że pewne wydarzenia wokół dwóch projektów ustaw i jak do tego doszło powinny być komentowane. Zależy mi jednak bardzo by doprowadzić do tego by oba się w Sejmie pojawiły i dlatego milknę. Porozmawiamy później.
Dopadła mnie grantoza. To taka choroba, która sprawia, że zamiast myśleć co chcesz zrobić sprawdzasz na co ci dadzą kasę. Grantoza powinna być leczona. Polprazolem. Bardziej na serio - do końca stycznia mam zamiar wiedzieć co chcemy zrobić w najbliższym roku. Albo znowu się rozdrobnimy na kilka projektów, albo zrobimy jeden a porządnie. Osobiście byłbym za drugim rozwiązaniem.
Co "to" ma być? Powrót do HomoWarszawy. Konkretny i poważniejszy niż rok temu.
Z innych wydarzeń na "rynku" - Trans-Fuzji niedługo będziemy gratulować poważnego kroku, w lutym w Wawie Festiwal Równe Prawa do Miłości, a już we wtorek NS2. Trzymajcie kciuki.
Życie jest...
1
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki, DZISIAJ W SEJMIE, wydarzenia | Opublikowano piątek, 13 stycznia 2012
Poseł Suski zestawił dzisiaj związki partnerskie z legalizacją zoofilii. Wyglądało to mniej więcej tak:
- Przyznam się, że nie bardzo rozumiem o co panu posłowi Palikotowi chodzi... Wszyscy mamy poczucie humoru i z wielu rzeczy można żartować. Pański kolega mówił, że zwierzęta trzeba traktować po partnersku. Ja tylko powiedziałem, ''byle nie związki partnerskie'', miałem na myśli zoofilię. Ale czy nie można sobie żartować nawet z tego typu rzeczy? - pytał Marek Suski.
- Panie, zachowuj się jak poseł - padło z sali.
- Panie marszałku, bardzo proszę o reakcję. Porównywanie związków partnerskich, z którymi jestem kojarzony, do związków zoofilii jest skandaliczne. To na pewno jest powód, aby skierować wniosek do komisji etyki. To skandaliczne - mówił z mównicy Biedroń.
To powinno się to znaleźć w osobnym poście z cyklu "Dzisiaj w Sejmie", ale jestem zbyt zmęczony by tworzyć nowy post. Przekroczenie wszelkich norm przez Suskiego tylko zapowiada gorącą debatę nad projektem ustawy o związkach partnerskich. A jakim projektem? Dowiecie się już trochę dzisiaj.
Moda HOMO
6
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Obcy w Internecie, wydarzenia | Opublikowano wtorek, 10 stycznia 2012
Przeciwwstawiamy się unisexowi oraz feminizacji w modzie męskiej.
Dalej się potoczyło w dyskusji - przytaczam wypowiedzi autora kolekcji:
Brand specjalnie dla gejów i homoseksualistów, którzy chcą korzystać z dobrodziejstw mody MĘSKIEJ i nie chcą wyglądać jak niewiasty.
(...)
1). Proszę poczytać, jest różnica między gejami i homoseksualistami.
2). Uda nam się bardzo dobrze :)
3). Tolerancja i równość to nie rozrywka. To ideologia, ważna indeologia, która pokazana będzie przed pokazem w postaci performencu i podczas pokazu. Trzeba przyjść, zobaczyć, zrozumieć.
4). Męski nie musi oznaczać heterycki. A gejowski nie musi oznaczać przegięty. Przyjdziecie, zobaczycie. Nie przyjdziecie, będziecie krytykować bez sensu.
Boki zrywać. Zwłaszcza z punktu 1 - to samo mówią portale prawicowe - gej a homoseksualista to ktoś inny. Jeśli ktoś pisze prace o przejmowaniu języka i nieumiejętnie stosowanej subwersji to niech sobie to gdzieś zapisze.
Lubię jak ktoś mi pisze: "Trzeba przyjść, zobaczyć, zrozumieć." Ale najpierw trzeba napisać. Z sensem. Rzeczniczka przeprosiła na fejsie:
W imieniu Festiwalu przepraszam za komunikat, który był nierównościowy i przepraszam, jeśli ktoś się poczuł urażony. Mamy nadzieję, że mimo wszystko będziecie z nami na festiwalu i że uznacie to za błąd młodości i braku doświadczenia. Obiecujemy przykładać większą wagę do języka, którego używamy i do działań, które promujemy.
Nowa jakość, ale to Czaplicka a jak wiemy Czaplicka i Szot wiedzą jedno - błędy i wypaczenia to norma w tej robocie, tylko przyznać do nich potrafią się nieliczni. Oby było lepiej, choć i tak zastanawia mnie ki diabeł nam ten pokaz...
Łochów i WOŚP
20
Autor: Wojciech Szot | Tematy: Abiekta przypadki | Opublikowano poniedziałek, 9 stycznia 2012
Etap pierwszy - zainteresowanie wyjazdem do Łochowa w moim sarkastycznym towarzystwie było zerowe. Niedziela, atrakcje w stolicy a ja tu "na wieś" ludzi wyciągam. "Wesele" mi się marzy i ta chata, "izba wybielona siwo, prawie błękitna..." przed oczami staje. No nie - tego nikt nie chciał oglądać. Dodatkowo odebrałem kilka telefonów na temat tego, żebym uważał na zdrowie a X. chciał mnie odprowadzić na dworzec by po raz ostatni zobaczyć mnie z pełnym uzębieniem. Pełen optymizm po prostu.
Etap drugi - przed wyjściem przyklejam do kurtki serduszko WOŚP, co by mnie nie napadli żebro-wolontariusze. Odkryłem Koleje Mazowieckie, wsiadłem do pociągu pełnego ludności, którą powinno się już w żłobku edukować, że głośne puszczanie muzyki z komórek urąga dobrym obyczajom, a białe skarpetki odpowiednie są tylko w... odpowiednich sytuacjach. Nie zważając na to uciekłem do korekty i redakcji samego siebie. Godzina minęła.
Etap trzeci - dojechałem, miejscowa dzieciarnia, którą zwać dalej będziemy wolontariuszami doprowadziła mnie do Domu Kultury w Łochowie, gdzie poznałem organizatorkę, która zrobiła na mnie świetne wrażenie. Wygadana, bez kompleksów, odważna i tak dalej. Po prostu kapitał społeczny siedział koło mnie i mówił całkiem do rzeczy.
Etap czwarty - rozłożyłem na stoliku ulotki, plakaty powiesiłem, zasiadłem specjalnie trochę dalej od stoiska co by się ewentualny kapitał społeczny nie wstydził cioty w nieuregulowanej fryzurze. Nic, zero zainteresowania. Dzieci podchodzą i ulotki biorą, starsi jakoś tak ze wstydem patrzą na trzy lesbijskie pary spoglądające z plakatów. Dojechała Empatia i jakieś stowarzyszenie przyjaciół królika. Jest pedalsko-wegańsko. Idealnie, jak w tej chacie rozśpiewanej...
Etap piąty - chata śpiewa. Siedzimy jakieś 10 metrów od sceny na której dla grupki dzieciaków występuje zespół raga, regge, czy czegoś takiego. Ja się nie znam. Jak to piszę to jednak innej muzyki słucham. Ale rozumiem - WOŚP przy dźwiękach Bacha chyba raczej nie sprawdzi się jako interluda do "Wesela".
Etap szósty - nic nie słyszę. Samego siebie też. Coś tam o nienaturalności pedalstwa słucham od starszych panów, którzy chyba jako "dinozaury rocka" wystąpią w dalszej części. Nuda. Nikt nie przychodzi, nic nie chce. Empatia chyba też coś redaguje. Ja przechodzę kolejne strony. Czas się ewakuować. Zostawiam ulotki i plakaty, kupuję papierosy na 24h ogólnospożywczy plus chemia i idę na stację Łochów.
Etap siódmy - wystarczy tego. Odpalam kompa i widzę - WOŚP? dziękuję, nie daję. I zgadzam się ze wszystkimi punktami. I nie wiem po co się pojawiłem w Łochowie. Bo myślałem, że ktoś będzie chciał rozmawiać o związkach partnerskich? Gdy tu o dzieci chodzi? Złotka nasze, przyszłość naszą, dyktatorów naszych emerytur, przyszłych prezydentów wyratowanych dzięki sprzętowi z WOŚP...
Etap ósmy - siedzę przed kompem i się zastanawiam, czy państwo naprawdę nie ma tych 40 milionów na pompy i inne przyrządy przydatne do ratowania ludzi. Jeśli to sprzęt niezbędny, to o co kaman? Nic to - byłem w Łochowie, powinni mi to w paszport wbić, będę się szczycił na salonach warszawki. Może Empatia sobie lepiej poradziła, choć oni weganizm promują, a cała sala koncertowa waliła bigosem. Może i z dodatkiem zajączka.























